basia.basia
19.05.06, 13:14
Ciekawi mnie dlaczego tak właśnie jest tzn. pewne spray się po prostu
przemilcza. RAZ pisze o Kłoczowskim i Szczypiorskim a przecież to nie jedyne
przypadki. Przemilczano np. w pewnym sensie zawartość "Donosu na Wojtyłę", bo
ukazały się artykuły mówiące wprost, by patrzeć na tę publikację jako na obraz
perfidii systemu a nie sprawy poszczególnych osób i tragedii do jakich
doprowadzili. Nikt się nawet nie zająknął o kilku wstrząsających historiach
tam opisanych! Mam tę książkę i muszę powiedzieć, że sprawa wieloletnich
starań czeskiego dyplomaty, by wydobyć z komunistycnych Czech żonę i córeczkę,
sprawiła że czytając miałam łzy w oczach. Cały ten rozdział warto opublikować
w jakiejś gazecie, jest to doskonły temat na film. Wieloletnie starania opata
tynieckiego, który się zajął tą sprawą (były ukrywane w klastorze oraz w
różnych krakowskich mieszkaniach przez paę lat!), wzięły w łeb, bo o
wszystkich poczynaniach opata raportował UB inny opat i do o arystokratycznym
nazwisku - kobiety zostały ujęte w momencie wsiadania na statek handlowy w
Gdyni (czekali tam na nie ubecy).
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060518/publicystyka/publicystyka_a_5.html
PERŁY I PLEWY
Autorytety umierają, milcząc
W "Życiu Warszawy" ukazał się obszerny artykuł historyka IPN, dr. Tadeusza
Witkowskiego, oskarżający... Właściwie nie oskarżający, po prostu referujący
sucho przeszło dwudziestoletnią współpracę z SB księdza Michała Czajkowskiego.
Witkowski obficie cytuje, wskazuje konkretne donosy, osoby, które padły
ofiarą, a są na tej liście i założyciele KOR, i ksiądz Popiełuszko. Czajkowski
w zamieszczonej obok rozmowie zaprzecza, przyznaje tylko, że być może mówił za
dużo i że wykorzystano jego łatwowierność... Nie mnie rozsądzać tę sprawę, ale
ciekaw jestem, jakie wzbudzi ona odgłosy. W ciemno strzelam: żadnych. Jeszcze
gdy czas jakiś temu prawicowy publicysta wspomniał o budzącej wątpliwości
przeszłości profesora Kłoczowskiego z KUL, salon poderwał się dawać odpór,
pisać listy protestacyjne, bluzgać od oszołomów. Głupio się to skończyło, bo
sam zainteresowany przyznał półgębkiem, że czasy były trudne, a paszport wart
podpisu. Wtedy zapadło milczenie. I trwa.
Dwa tygodnie temu "Newsweek" wydrukował dobrze udokumentowany artykuł o
początkach agenturalnej działalności nieżyjącego już Andrzeja Szczypiorskiego;
szczególnie obrzydliwych, bo donosił na własnego ojca, a towarzyszyło temu
lizusowskie stręczenie swych usług reżimowi. Szczypiorski, twórca niewielkiej
rangi, wylansowany był został z przyczyn polityczno-towarzyskich nie tylko na
mistrza literatury, ale na autorytet moralny w randze omalże wice-Michnika.
Upadek takiego mitu, wydawałoby się, powinien narobić huku. Popatrzmy, co
działo się w Niemczech czy Czechach. A u nas - nic. Cisza. Chciałbym, żeby to
była cisza świadcząca o zawstydzeniu ludzi, którzy tak zajadle walczyli o
amnezję i "wielkie zamazanie". Ale nie wygląda na taką.
Zamotaj dobrze węzeł, końce wrzuć do wody, radził pewien Adam M. Nie, nie ten,
o którym państwo od razu pomyśleli, tylko autor "Pana Tadeusza".
Rafał A. Ziemkiewicz