Dodaj do ulubionych

Moskiewska pożyczka

19.05.06, 22:18
ujawnienie tej sprawy to powinien być pierwszy krok do delegalizacji SLD

wiadomosci.onet.pl/1325787,11,item.html
Obserwuj wątek
    • sklerotycznylud Re: Moskiewska pożyczka 19.05.06, 22:22
      Delegalizacja to raz, mury wiezienne to dwa.
      • aska951 [...] 19.05.06, 22:24
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • kropek_oxford Traktujesz dzieci niepedagogicznie:))) A wiec, 19.05.06, 22:30
          drogie dzieci, poniewac nie potraficie czytac to wam powiem, ze:
          1) Polak i po szkodzie glupi - sprawa rosyjskiej pozyczki przedawnila sie w
          2000 roku, z blogoslawienstwa rzadu AWS:)
          2) Kilka tygodni temu przyjecie wysokich darow pienieznych dla partii od
          podmiotow obcych wykazano zarowno Labour Blaira, jak i Torysom Camerona.
          Pytanie: w ktorym wiezieniu Jej Krolewskiej Mosci siedzi dzis Blair, a w ktorym
          Cameron?
          • eric_theodore_cartman Re: Traktujesz dzieci niepedagogicznie:))) A wiec 19.05.06, 22:33
            Przyjemnie widziec wasze bezsilne podskoki. Wiec podskakujcie żwawo dalej ku
            mojej uciesze.
            • kropek_oxford Naucz sie dziecko czytac, bo umiejetnosc samego 19.05.06, 22:36
              pisania tylko wykazuje twa bezgraniczna glupote:))) Ja zarobilem na rublu
              transferowym (pozyczka moskiewska to przy tej przewale smieszny szmal, 1,5 mln
              dolcow!), a ty nie. I dlatego nie podskakujesz - bieda kark do ziemi przygina;)
              • eric_theodore_cartman Re: Naucz sie dziecko czytac, bo umiejetnosc same 19.05.06, 22:41
                kropek_oxford napisał:

                > pisania tylko wykazuje twa bezgraniczna glupote:))) Ja zarobilem na rublu
                > transferowym (pozyczka moskiewska to przy tej przewale smieszny szmal, 1,5 mln
                > dolcow!), a ty nie. I dlatego nie podskakujesz - bieda kark do ziemi przygina;)

                No tak! Teraz już wiemy skąd wziąłeś pieniądze na pobudowanie tych wszystkich
                piramid w Egipcie.
                • kropek_oxford No wlasnie, a tobie zawisc:))) 19.05.06, 22:46

      • joannabarska Sedziowie zza krzaka! 19.05.06, 22:27
        Och wy, sędziowie zza krzaka! Pozyczke tzw. moskiewską ,niestety, Rakowski
        oddał, mimo ze juz nie bylo ZSRR. Za to mozna go sadzac: za uczciwosc,
        ciemniaczki. W 1991 roku bardzo obszernie pisała o tym prasa, ale Ziobro byl
        wtedy szczeniakiem i widocznie dlatego dzisiaj robi z tego sensacje.
        • sklerotycznylud Re: Sedziowie zza krzaka! 19.05.06, 22:35
          Twoje minuty sa policzone Joasiu, dobiora Ci sie do kasy z Moskwy.
        • eric_theodore_cartman Re: Sedziowie zza krzaka! 19.05.06, 22:35
          Zwykłe sądy się do tego jak widać nie nadają. Zrobimy wam teraz małą, spóźniona
          niestety, Norymbergę:-)
          • zruc Re: Sedziowie zza krzaka! 19.05.06, 22:44
            To pani Joanna nie wie że od pożyczki płaci sie podatek.Chyba że pożyczka jest
            lewa.
    • stefandetko łyk historii 19.05.06, 22:44
      słabo pamiętającym historię przypominam, że w II RP Komunistyczna Partia Polski
      była traktowana jako obca agentura.
      Ani Polska Partia Robotnicza, ani jej nastepczyni Polska Zjednoczona Partia
      Robotnicza - wbrew pozorom legalności - nigdy nie były niczym innym niż
      agenturą sowiecką w Polsce.
      Historia "moskiewskiej pożyczki" ukazuje dobitnie zależność finansową
      komunistów od ich mocodawców z Moskwy i gdyby nie ona nie byłoby żadnego SLD,
      ani pijanego prezia nad grobami pomordowanych Polaków.
      StefanDetko
      nowamedia.w.interia.pl
      • joannabarska O...Stefan Detko znowu! 19.05.06, 22:53
        Znow,Stefanie Detko,ujadasz na forum krajowym? Zadnej nowej mysli. Jestes jak
        skorupiak, nie rozwijasz sie ani ani... To wszystko juz tutaj glosiles, ze nie
        wspomne o innych portalach odmiennej opcji. Łykaj tę historie,ale sie nie
        zadław z wścieklosci!
        • stefandetko Re: O...Stefan Detko znowu! 19.05.06, 23:02
          a świeta Joanna od Gryzmołów jak zwykle przeciw temu co polskie, uczciwe i
          przyzwoite :-)
    • smok62 towarzyszy będa wyłapywać jak kaczki 19.05.06, 22:44
      po kolejnych śledztwach związanych z korupcja -ciesielski i piechota na pierwszy
      strzał :)
    • henryk.log eric_theodore_cartman napisał: 19.05.06, 23:03
      ...
      Wojna z Niemcami zbliżała się do końca, ale spokój nie zagościł jeszcze na długo
      w Hadeńkowcach, mimo, że minął rok od przegonienia Niemców przez Armię Czerwoną.
      Bojówkarze ukraińscy skutecznie terroryzowali zarówno resztki polskiej ludności,
      swoich ukraińskich rodaków, jak i nowe władze radzieckie. Dziadek, który był w
      polskiej armii Berlinga (II Armia Wojska Polskiego) właściwie nie miał po co
      wracać do domu - on był trochę bardziej Polakiem, niż babcia, dlatego mógłby być
      natychmiast zabity po powrocie.

      Ukraińcy, którzy nie uciekli do band UPA byli wcielani do Armii Czerwonej, nie
      mieli nawet prawa wyboru, czy wolą armię polską, czy nie. Uchylanie się od
      wojska było karane śmiercią i spaleniem domu. A cała wioska była drewniana i
      kryta w większości strzechami, nieliczne domy miały dach blaszany. Niektórzy
      byli wcielanie do "striełków", czyli takiego niby-wojska do pilnowania magazynów
      i ci mieli największą szansę na zastrzelenie przez albo UPA, albo władze. Każdy
      podejrzewał ich o współpracę z przeciwnikiem, bez względu na to, czy służyli
      tylko jednej, czy wszystkim stronom jednocześnie. I tak nie mieli wyboru.

      Władze radzieckie skolektywizowały formalnie Ukraińców, nie zostawiając im
      żadnej możliwości dyskusji. Miejscowi Polacy, a właściwie żony Polaków, którzy
      byli w wojsku Berlinga, bo innych już prawie nie było, wykręcały się, że mąż
      walczy na wojnie, a one same nie mogą decydować o przystąpieniu z całą rodziną
      do kołhozu. Władze nie naciskały, pewnie wiedząc, że będą organizowane
      przesiedlenia ludności polskiej na zachód.

      Wojna się skończyła, dziadek po jakimś czasie został zdemobilizowany i miał
      możliwość zajęcia jakiegoś gospodarstwa na ziemiach odebranych Niemcom, jako
      osadnik wojskowy. Znalazł prawie pustą wioskę w lesie, niedaleko ujścia Warty do
      Odry i stwierdził, że może przez jakiś czas tam będzie można spokojnie
      przeczekać zamieszanie w domu. To Ownice.

      Właściwie wtedy już było pewne, że tam, w Hadeńkowcach Polski nie będzie, ale
      przecież tam był dom i rodzina, i wszystko. To przecież nie pierwszy raz w
      historii tej ziemi, że granice państw wędrowały, ale ludzie zawsze zostawali
      albo wracali, jeśli musieli uciekać. Zawsze trzeba posprzątać bałagan zostawiony
      po wojnie i ktoś to musi zrobić. Jednak czasy się zmieniały i nie było powrotów,
      ale wtedy jeszcze nie wszyscy o tym wiedzieli - ani Niemcy z małej wioski w
      lesie, ani Polacy z większej wioski w Zachodniej Ukrainie.

      Coraz więcej Polaków z Ukrainy zgłaszało się do punktów przesiedleńczych, babcia
      też. Władze radzieckie już dogadały się z władzami polskimi o przesiedleniu na
      zachód "obywateli polskich narodowości polskiej" z terenów Litwy, Białorusi i
      Ukrainy wcielonych do Związku Radzieckiego. Nazwano to repatriacją, mimo, że
      przecież ci ludzie wyjeżdżali ze swoich domów, a nie do nich wracali. Polityka.

      Lokalni bojówkarze ukraińscy chcieli zachować swoich wrogów dla siebie: starali
      się zastraszyć polskie rodziny wybierające się na zachód, że zostaną
      wymordowani, zanim dotrą na kolej. A to nie były żarty: wtedy w dzień rządziły
      władze radzieckie, ale w nocy coraz bardziej zdesperowani bojówkarze.

      Dlatego przygotowania do wyjazdu starano się ukryć przed wszystkimi. Powoli
      załatwiano formalności w mieście, sprzedawano niektóre rzeczy, przygotowywano
      zapasy na drogę, wybierano zwierzęta, które miały być zabrane: krowa, kilka kur
      i kurczaków, ściśle zabronione prosiaki. Przygotowano także zapas twardej waluty
      na drogę: suszony tytoń i samogon. Wyjechać miała moja babcia z dwójką dzieci, a
      jej mama miała zostać w domu. No, bo ktoś musiał dbać o gospodarstwo, zamim się
      nie uspokoi i będzie można wrócić.

      I pewnego dnia wszystko znalazło się w towarowym wagonie kolejowym, a ściśle
      zabronione prosiaki zostały podane przez siostrę dziadka przez dziurę w podłodze
      wagonu. I tak zaczęła się podróż, trwająca dwa tygodnie do innego świata.

      Co było dalej?

      Co ja będę wypisywać, lepiej sobie obejrzeć film - cudo "Sami swoi". Kto
      widział, ten wie, kto nie widział, ten niech szybko sobie obejrzy. To wszystko
      to święta prawda. I spotkania typu "- Wróg? No, to co, że wróg! Ale to swój
      wróg", i dziki koń z UNRY, i cenne zwierzę - kot, i myśl, że my tu tylko na
      chwilę, wiele innych rzeczy. Może niektóre szczegóły w mojej rodzinie były nieco
      inne niż w filmie, ale to wszystko prawda.

      Pociąg jechał przez Śląsk, gdzie tamtejsza ludność witała przesiedleńców
      radosnymi okrzykami typu "jedzie czerwone bydło". Chyba mieli już wtedy jakieś
      kłopoty z przybyszami, powojennymi zdobywcami "Dzikiego Zachodu", czy tępymi
      urzędnikami, którzy nie rozumieli różnych kategorii Volkslisty i
      współpracującymi ze zwykłymi szabrownikami. Jednak część przesiedleńców została
      na Śląsku Opolskim, reszta jechała dalej.

      Stacja kolejowa Słońsk, noc, w oddali płonie las podpalając kolejne niewypały,
      które dają taką kanonadę, że babcia przez całą wojnę takiego łomotu nie
      słyszała, jak wtedy, w czasie już pokoju. Ale wszystko już jest wyładowane,
      pociąg odjechal. Do Ownic - wioski, gdzie osiadł dziadek było jeszcze 7
      kilometrów przez las.

      W oddali majaczyło się światełko - w budce kolejarskiej siedziało kilku
      żołnierzy. Zabrana twarda waluta spowodowała, że po pierwsze okazało się, że
      znali dziadka, a po drugie byli gotowi popędzić te 7 kilometrów, by go
      zawiadomić, by zorganizował transport rodziny.

      Wioska była zamieszkana przez kilku zdemobilizowanych żołnierzy czekających na
      swoje rodziny, kilka młodych Niemek, które zostały na swoich gospodarstwach,
      myśląc, że to się wszystko uspokoi, rodziny wrócą do siebie i będzie jak
      dawniej. Poza tym było kilka rodzin niemieckich i kilka już połączonych rodzin
      polskich. Większość gospodarstw stało jednak pustych. Niektórzy samotni
      "kawalerowie z odzysku" mieszkali razem z niemieckimi dziewczynami, jednak to
      się kończyło z chwilą przyjazdu żony z dziećmi: niemiecka dziewczyna wyjeżdżała
      za Odrę. Niestety, zdarzali się zaradniejsi "kawalerowie z odzysku", którzy
      korzystając z powojennego bałaganu, potrafili sobie załatwić ślub, nawet
      kościelny z nową żoną, bez rozwodu z poprzednią. Wystarczyło, że wmówił taki
      koledze, że jest kawalerem, i kolega przed sądem w dobrej wierze świadczył, że
      tak było. Jednak, zwykle po kilku latach prawda wychodziła na jaw i dwie kobiety
      i kilkoro dzieci musiało się pogodzić z faktem, że zostały oszukane przez ojca i
      męża.

      Powoli gospodarstwa wypełniały się przesiedleńcami ze wschodu, ostatnie rodziny
      straciły nadzieję na powrót do domu. W 1957 roku przyjechali ostatni Polacy,
      którzy mieli dokąd jechać i wyjeżdżali ostatni Niemcy, którzy zrezygnowali z
      walki o przetrwanie w Ownicach. Najwytrwalsza rodzina niemiecka została aż do
      śmierci starszego pokolenia, a młodzi wyjechali do Niemiec w latach 70-tych. W
      Hadeńkowcach na Ukrainie zostałi tylko rodziny mieszane, które wolały zostać i
      Polacy, którzy mniej bali się Związku Radzieckiego i band ukraińskich, niż
      nieznanego: na przykład wdowa z trójką dzieci... Niektore rodziny podzieliły się
      - Polacy pojechali, Ukraińcy zostali. Ostatni przesiedleńcy opowiadali, że
      Ukraińcy ciągle jeszcze kopali jakieś bunkry po polach.

      Styczeń 2003.

      Ukraina pewnego dnia się obudziła jako niepodległe państwo, i pewnie do dziś
      dawni bojówkarze UPA nie rozumieją jakim cudem: przecież nikt nie został w tym
      celu zabity. Nie ma już miasteczek żydowskich, nie ma folwarków, nie ma
      kolonistów, prawie nie ma Polaków. Kołhozy już zostały sprywatyzowane. Wszystko
      mija i czas leczy rany, jeśli mu tylko na to pozwolić... Jest inaczej - to inny
      świat, tamtego nie ma.

      Ale - jest Ukraina, coraz bardziej stająca na nogi, mimo biedy, kryzysów,
      polityków i zwykłych klęsk żywiołowych. W latach 90-tych Polacy i Ukraińcy
      uczyli się, jak żyć myśląc o przyszłośzłości i wzajemnych korzyściach płynących
      z sąsiedztwa, uczyli si+e stawiać pomniki ofiarom wspólnych wojen, po to, by te
      wojny zakończyć, może na zawsze. "-
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka