elfhelm
19.12.06, 20:13
Historia lubi się powtarzać. Znowu - tak jak za pierwszych rządów SLD -
przejadamy koniunkturę. Znowu są zaniechania w porządkowaniu finansów
publicznych (nic przecież przez ten rok nie zrobiono), w porządkowaniu
podatków i próbowaniu zmniejszania podatków i kosztów pracy (kiedy obniżać,
jak nie w okresie dobrej koniunktury?), w porządkowaniu socjalu itp.
Można też przewidywać, że rząd ugnie się pod protestem kolejarzy i zgodzi się
na wcześniejsze emerytury, jak rok temu przy górnikach.
Znowu są zaniechania prywatyzacji - i przykładowo dług nieszczęsnej Stoczni
Gdynia wciąż rośnie.
Bezrobocie spada. Fakt - w znacznej mierze przez to, że milion czy więcej osób
stale przebywa za granicą, w pewnej zaś przez ogólnie dobrą koniunkturę na
rynkach europejskich.
Inflacja niska - oczywiście dzięki polityce NBPu.
Wzrost 5%. Niby sporo, tyle że mieliśmy w latach 90-tych i 7%. Tyle jest też
obecnie u części naszych sąsiadów, u innych jeszcze więcej.
Swoją drogą zastanawia przypisywanie bliżej nieokreślonych zasług PiSowi w
kwestiach gospodarki. Przypomina to identyczną SLDowską propagandę sprzed 10
lat. Podatki rosły, zmian istotniejszych nie było, nic nie ruszono w
ubezpieczeniach, a wzrost był - oczywiście "dzięki" tamtym rządom.
Dobra koniunktura nie trwa wiecznie. Polska zamiast wykorzystać ten okres i
np. popchnąć inwestycje (także poprzez ruchy w podatkach) albo zmniejszyć
zadłużenie idzie ot tak na przejedzenie.
Z drugiej strony czego oczekiwać w sytuacji, gdy nie mamy ani Aznara, ani
Dzurindy, tylko Jarka z Andrzejem?