Dodaj do ulubionych

Nowy kościół rypiński

10.08.05, 17:42
...rzeczywiscie piękny. Wspaniałe witraże Bednarskich na szczycie światyni.
Podobno powierzchnia witrazy wynosi - ok. 200 m kwadratowych !
Budowniczym tego kościoła był ks. Podleś.
Słyszałem, że ks. Podleś chciał spocząć przy "swoim" kościele. Odmówiono jego
prosbie. Wydaje się, że zasłużył na to by spocząć przy tej pieknej światyni.


Rypin, według mojej oceny może pochwalić się trzema rzeczami:
1. Nowy kościół zprzepieknymi witrażami
2. Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji
3. Galeria Bednarskich.
Obserwuj wątek
    • carrissimus1 Re: Nowy kościół rypiński 21.08.05, 10:15
      ...czy kościół znajdujący się przy ulicy, przy której jest cmentarz jest zborem
      ewangelicko-augsburskim ?
      ...pytanie do duchów chyba..., szybciej tu pojawi się forumowy baron - sloggi,
      lew salonowo-wirtualny
      • carrissimus1 Re: Nowy kościół rypiński 21.08.05, 10:16
        ...dobrze gdyby sloggi natchnął to miejsce
        • ifinity Re: Nowy kościół rypiński 21.10.05, 23:02
          Popularnie sie mowilo o tym kosciele, ze jest ewangielicki. Po II wojnie
          swiatowej, kosciol ten przejeli katolicy. Organy, o pieknym tonie, byly dosyc
          zabytkowe. Byl sobie w Rypinie taki nieszczesnik. Joziem go chyba nazywano,
          chudy, spokojny, ale cos Joziowi brakowalo do 100 procentowej inteligencji.
          Zawsze chodzil w gumowcach i bardzo poszarpanym ubraniu. To wlasnie Jozef, byl
          napedem tych organow bo w kompleksie organow byl taki nozny miech z dwoma
          plaskimi dragami. Jozef stawal nogami na te dragi wciskal jeden drag czy deske
          na dol jedna noga, a pozniej druga. I ten miech, jak miech akordeonu,
          produkowal i kierowal powietrze na organowe piszczalki, kontrolowane przez
          organiste, ktory zawsze mial przy boku butelke wodki. Ale spiewal ladnie i byl
          mistrzem tego instrumentu. Musial chyba studiowac klasyke, bo po nim to zaden
          organista tak dobrze juz nie spiewal i niegral. Czasami grywal na tych organach
          matematyk ze szkoly podstawowej Pan Zommer, ktory byl tez i skrzypkiem. Pozniej
          przejeli ten kosciol ponownie prawi wlasciciele tj. ewangielicy. Zaraz za
          kosciolem pod gorke ul. Kosciuszki, po lewej stronie, byla i chyba wciaz jest,
          plebania gdzie mieszkal rowniez i Pan Szulc, ktorego syn byl dobrym siatkarzem.
          Pozniej slyszalem, ze organom zainstalowano elektryczny naped a Jozio kalkownik
          zmarl. Biedny Jozio utrzymywal sie wlasnie z tego kalkowania-pedalowania (nie
          mylic z pedalstwem). Trzeba bylo jednak miec kondycje aby cala msze
          przekalkowac. A Pan Zommer to byla ciekawa postac. Wlasciwie to tragiczna
          powiedzialbym postac jak i jego zona. Pan Zommer byl Polakiem pochodzenia
          niemieckiego. W czasie okupacji Niemcy zmuszali go do wspolpracy ale sie nie
          dawal. Jeden syn Pana Zommera ( prawdopodobnie pisze sie Sommer) walczyl i
          zginal w powstaniu warszawskim. Drugi syn walczyl pod Monte Cassino i tez
          zginal. Jego imie wspomina Melchior Wankowicz w swojej ksiazce opisujac tego
          zolnierza szarze na niemieckie pozycje z granatami. Nie pamietam tego fragmentu
          dokladnie. Po wojnie Pan Zommer mial z komunistami troche klopotu bo go
          dreczyli, no bo synowie nie zginelli walczac po stronie Bolszewikow a wlasnie w
          Powstaniu Warszawskim i pod Monte Cassino. Pozniej byla odwilz polityczna, po
          56 roku i dano Zommerowi spokoj, uczyl matematyki w podstawowce i byl bardzo
          wymagajacy - starej daty dobry, pryncypialny matematyk. Pan Zommer mieszkal we
          wlasnym domu z ogrodkiem przy ulicy Kosciuszki, tuz przy domu Panstwa
          Switalskich naprzeciwko pompy wodnej, ktora juz pewnie teraz nie istnieje. To
          tyle pamietam jezeli chodzi o kosciol ewangielicki. Moja sp. babka gdy
          przechodzilem kolo tego kosciola nakazywala mi nie patrzyc na kosciol bo gdybym
          spojrzal to popelnilbym grzech. Jednak ciekawosc moja byla pierwszym stopniem
          do piekla i grzeszylem, grzeszylem razem ze swoimi rowniesnikami, z ktorymi sie
          po starych i zakurzonych drabina wspinalem az na wieze koscielna az do zegara i
          tam przestawialismy korba wskazowki zegara, co denerwowalo mocno pastora.
          Jednak pastor nigdy nie potrafil nas zlapac bo juz byl starszy i bal sie
          wspinac a nawet i na dole to potrafilismy sie mu wymykac.
          • carrissimus1 Re: Nowy kościół rypiński 23.10.05, 00:10
            ...ciekawie opowiadasz - infinity. Chyba kazda miejscowość - mała czy duża - ma
            swojego Józia. W Brodnicy też był Franek Fajera, którym opiekowali sie ojcowie
            franciszkanie z Sądowej. Chodził z "medalami" na piersi..., nieszkodliwy,
            czasami pocieszny a jednak...na jego widok nigdy mi nie było śmiechu.
            • ifinity Re: Nowy kościół rypiński 23.10.05, 06:39
              Rypin mial jeszcze jednego charakterystycznego Pana, ktorego zawsze widywalem
              na pochodach Pierwszo-Majowych. Byl to Pan Dziegielewski i mieszkal chyba
              gdzies przy ulicy Warszawskiej gdzie mial warsztat szklarski. Pan Dziegielewski
              wystepowal zawsze na pochodzie 1-wszo Majowym w pasiakach z niemieckiego obozu
              koncentracyjnego, jako iz wlasnie przezyl taki oboz. To byla tez jedna z
              atrakcji Rypina z tamtych lat. I nawet bylo powiedzenie-porownanie-zart, dosyc
              cyniczny,ze "jestes tak chudy jak Dziegielewski co to przez ruszta pieca
              kremacyjnego przelecial" Zapewne, kazde miasto, czy gmina ma swoich
              charakterystycznych a czesto i dziwnych ludzi. Z Jozia nikt sie w Rypinie
              przewaznie nie nasmiewal. Jego chuda i wysoka sylwetke znal kazdy. Byl
              nieszkodliwy jednak choc w podeszlym juz wieku to kognitywnosc mial wciaz
              dziecka. Wszyscy Jozia lubili, cierpliwie wysluchiwali i mu wspolczuli, a przy
              kosciele to zawsze sie jakos potrafil utrzymac. Nawet juz wtedy, to Jozio nie
              czekal na darmoche spoleczna, ale imal sie pracy, ktorej juz zaden Rypinianin
              by sie nie podjal. Lubie male miasteczka i ich atmosfere. Lubie sie w nich
              zatrzymywac, pochodzic, wpadac do sklepow, pojsc na cmentarz, pogadac z ludzmi,
              czy z ksiezmi z plebani przy zabytkowych kosciolach. I chyba w zyciu zawsze
              jestem tym niepoprawnym archeologem, co to im spotyka osoby starsze, tym go
              bardziej one interesuja. Nie znaczy, ze stronie od postepu. Wrecz przeciwnie,
              bo jedno nie przeszkadza drugiemu, moim skromnym zdaniem.
            • ifinity Re: Nowy kościół rypiński 23.10.05, 07:12
              A jezeli chodzi o Brodnice, carrissimus1, to juz kilka miesiecy temu wpadla mi
              w rece ciekawa ksiazka amerykanskich autorow Lynne Olson i Stanley Cloud pt.
              Sprawa Honoru. Dywizjon 303 Kosciuszkowski. Zapomniani Bohaterowie II Wojny
              Swiatowej, doskonale tlumaczona na jezyk polski. I zacytuje tu czesc Rozdzialu
              Pierwszego ksiazki pt. Wzbic sie w Powietrze.
              "Wiosna 1928 roku, w noc poprzedzajaca pokaz akrobacji lotniczych w jego
              rodzinnym miescie, Jan Zumbach nie mogl z przejecia spac. W malej Brodnicy
              nigdy dotad nie wyladowal aeroplan, a trzynastoletni Janek jeszcze nie widzial
              na wlasne oczy awiatorow, choc wiele o nich slyszal i czytal. Kiedy wreszcie
              wzeszlo slonce, wybral sie wraz z rodzina na duza lake pod miastem. W
              niezmiennie zagrozonej, niezmiennie patriotycznej Polsce trwal wlasnie Tydzien
              Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. Mieszkancy Brodnicy przybyli tlumnie
              na obchody. Powiewaly flagi, dla miejscowych oficjeli i czcigodnych gosci
              rozbito namioty, a orkiestra garnizonowa grala wyprobowany repertuar polek,
              marszow, walcow i mazurkow, przetykanych dla urozmiaicenia operowymi kawalkami.
              Na skraju laki, za kordonem wojska, staly dwa blyszczace, zbudowane w Polsce
              dwuplatowce Potez 25. Patrzac na nie, Janek nie mogl sie doczekac, kiedy
              orkiestra skonczy grac i rozpocznie sie pokaz.
              W koncu dyrygent odlozyl batute. Tlum ucichl. Janek przepchnal sie z innymi
              niedorostkami, zeby byc jak najblizej. Czterej lotnicy poprawili skorzane
              pilotki, nasuneli gogle na oczy, wspieli sie do identycznych dwumiejscowcych
              maszyn z otwartymi kabinami, a potem, pomachawszy wystudiowana gdnoscia
              oczarowanej widowni, ruszyli w bialych smugach spalin, z rykiem silnikow.
              Gwlatowny podmuch zerwal mezszczyznom kapelusze z glow i zafurkotal spodnicami
              kobiet. Podskakujac na lace skrzydlo w skrzydlo, aeroplany oderwaly sie od
              ziemi i wzbily w powietrze, zabierajac z soba serce Janka Zumbacha. Po paru
              sekundach, nadal w zwartym szyku, przelecialy nad tlumem.
              Janek, jeden z nielicznych, nie padl plackiem na trawe. Stal i patrzyl jak
              zahipnotyzowany. Samoloty znow nabraly wysokosci, zrobily petle, a potem oba
              weszly w zapierajaca dech w piersi pika. Gdy od twardej ziemi dzielily je, zda
              sie, tylko metry, poderwaly sie w gore i zniknely za horyzontem na wschodzie.
              Pozostala cisza i lagodny wiosenny wietrzyk. Widzowie zaczeli sie zastanawiac,
              czy to aby nie koniec pokazu, kiedy raptem dwa Potezy wyskoczyly od zachodu,
              tuz nad wierzcholkami drzew, w mrozacym krew w zylach finale, po ktorym panowie
              jeli wiwatowac co sil w plucach, panie wachlowac sie nerwowo.

              To wlasnie wtedy, na tej lace, mlodziutki Jan Zumbach, smiejac sie, z oczami
              pelmymi lez radosci, przysiagl "sobie na wszystkie swietosci: tak, tak, tak,
              bede pilotem. Polecam ksiazke i Pozdrawiam Serdecznie. ifinity.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka