nowa100
04.04.05, 19:54
Tysiace mysli przechodzi mi wciaz przez glowe, jak bedzie bez Niego?, czy
sprostamy Jego nauce?, czy nie zawiedziemy my, mlodzi ludzie, Jego zaufania,
ktorym nas obdarowal? Czy nie bedziemy sie lekac przed przyszloscia, przed
obdarowywaniem siebie milosierdziem?
Jednak co mnie najbardziej zastanawia to fakt, ze na calej kuli ziemskiej,
niezaleznie od narodowosci, wyznania, pogladow politycznych, ludzie potrafia
byc razem, dzielic wspolnie smutek, zal, lek przed tym co nastapi. Sa razem.
Wydaje sie, ze na ziemi panuje wielki pokoj. Mam wrazenie, ze panuje milosc,
ktora rodzi sie z wspolnego zalu i smutku, ktory nas wszystkich laczy. Ale
czy naprawde nie moze byc tak zawsze? Bez nienawisci, zawisci, wojen? Czy nie
mozemy sie po prostu kochac, miec wspolny cel, ktory bedzie laczyl wszystkie
narody, wszystkie wyznania religijne? Czy nie mozemy tych wszystkich
bezsensownych wojen po prostu zamienic w jeden wielki, wspolny cel?
Cel, jakim moze byc bezinteresowna milosc do naszych bliznich?