mg2005
28.02.10, 22:50
www.rp.pl/artykul/440011_Radziszewska__Psuje_paniom_atmosfere.html
Dlaczego jest pani przeciw ustawie parytetowej?
Wszystkie ekspertyzy prawne robione teraz mówią, że parytety
ustawowe są sprzeczne z konstytucją. Niezgodny z nią był zarówno
projekt mojej koleżanki klubowej, pani Kozłowskiej-Rajewicz, jak i
Kongresu Kobiet Polskich.
Są ekspertyzy prawników, że parytety są zgodne z konstytucją.
No tak, organizatorki kongresu zamówiły sobie ekspertyzy u panów
zaangażowanych w projekt :))), a więc chyba mało obiektywnych w
tej sprawie. Ja opieram się na opiniach z Biura Analiz Sejmowych
prof. Szmyta z Gdańska i prof. Skotnickiego z Łodzi oraz
zamówionej przeze mnie ekspertyzie Leszka Boska. Znane są też
wcześniejsze opinie prof. Bisztygi z Katowic, prof. Banaszaka z
Wrocławia czy prof. Garlickiego, byłego członka Trybunału
Konstytucyjnego. One są miażdżące i mówią, że wszelkie kwoty czy
parytet są niezgodne z konstytucją. Wymieniam te wszystkie nazwiska,
by pokazać, że ten pogląd popierają bardzo różne środowiska
prawnicze i nie jest to tylko moja opinia.
Może pozwólmy zdecydować o tym Trybunałowi Konstytucyjnemu.
Jest wyrok Trybunału w sprawie przyjmowania na studia medyczne
kobiet i mężczyzn, jednoznacznie zakazujący sztucznych kwot dla płci.
Prawniczki z Kongresu Kobiet o tym nie wiedzą?
Podejrzewam, że wiedzą, ale względy ideologiczne zadecydowały
, że złożyły ten projekt do Sejmu. Te panie składały już podobne
projekty w 1998 i w 2003 roku i oba zebrały bardzo negatywne opinie
prawne. Padły w Sejmie w pierwszym czytaniu.
Ustawa parytetowa ma też inną wadę. Otóż jest ona pisana z pozycji
pań z wielkich miast. Tam, gdzie obowiązuje ordynacja większościowa,
czyli na wsiach i w miastach do 20 tysięcy mieszkańców, oczywiście
żadnych parytetów nie będzie. A to właśnie tam kobietom przydałoby
się największe wsparcie, by przeszły z poziomu sołectw do rad gmin i
wyżej.
Panie z Warszawy napisały ustawę dla siebie?
Tylko one mogłyby na niej zyskać.
Ale przecież nie względy prawne decydują o pani niechęci do
parytetów.
Ja jestem zwolenniczką promowania kobiet w polityce i jeśli kobiety
mają talent polityczny oraz chcą się zaangażować, to trzeba im pomóc.
Jak mają talent, to po co im pomagać?
Bo brak im odwagi, często nie potrafią odnaleźć się w tej agresywnej
autopromocji i uważam, że należy pomóc im wygrywać. Ale jestem
zwolenniczką działań sprawdzonych w Unii Europejskiej.
Jak parytet.
Parytet lub kwota jest raptem w ustawodawstwie pięciu krajów Unii
! Te rozwiązania prócz Hiszpanii i Portugalii, gdzie
rzeczywiście zmieniły one sytuację kobiet, stosuje jeszcze Słowenia,
Belgia i Francja. I to właśnie we Francji, gdzie partie muszą
płacić ogromne kary za brak parytetu, w parlamencie jest raptem
18 procent kobiet, czyli mniej niż w krajach bez takich przepisów!
W Polsce jest to ponad 20 procent.
Może kobiety dostają gorsze miejsca?
A skąd! We Francji jest metoda suwakowa, czyli kobiety i mężczyźni
umieszczani są na przemian. Jak widać, parytet nie zmienia
rzeczywistości. Zresztą, wie pan, gdzie jest najwięcej kobiet w
parlamencie?
Nie mam pojęcia.
W Ruandzie! Tam ścisły parytet wpisany jest do konstytucji, ale jak
wygląda tam pozycja kobiety, wszyscy wiemy.
Wróćmy do Europy. Francuzki mimo parytetu chętniej głosują na
mężczyzn. Dlaczego?
Bo głosujemy na ludzi, których uznajemy za kompetentnych, godnych
naszego uznania, z którymi się zgadzamy, a nie głosujemy według
kryterium płci. Na Słowenii obowiązuje kwota 33 procent dla kobiet,
a w parlamencie jest ich 14 procent!
Może to pierwszy krok i się zmieni?
W 2001 roku kwotę wprowadziła cała koalicja SLD, ale niewiele to
dało i się z tego wycofali.
Najwięcej kobiet wprowadziła wtedy bez parytetu LPR.
Wszyscy się powołują na rozwiązania skandynawskie, gdzie jest
najwięcej kobiet w polityce, gdzie w parlamentach zasiada 40 procent
kobiet, co jest jednym z najwyższych wskaźników na świecie, ale
przecież tam nie ma ustaw parytetowych, tylko pewne zasady
obowiązują w samych partiach. Tam uczy się je liderowania,
wygrywania…