Dodaj do ulubionych

Prapraskie praklimaty

31.03.06, 14:22
Szanowni Państwo,

chcę wraz z grupą moich współpracowników podzielić się już teraz niezwykle
doniosłym odkryciem jakie miało miejsce przed niespełna kilunastoma dniami na
warszawskim Grochowie. Podczas prac remontowych odkryty został kodeks,
którego wiek wstepne datowanie okresliło na I poł. XI w. Zawiera on tekst
kroniki autorstwa Andreusa Betusa.
Tu z całą stanowczością muszę podreślić iż nieprawdziwe są insynuacje dr. Cal
le Sonna jakoby była to mistyfikacja.
Andreus Betus- ów swiatły i swięty mąż dokonał benedyktyńskiej wprost pracy.
Niestety nie znamy kraju jego pochodzenia. Pewne jest natomiast to że zapałał
on wielką miłością do tego kawałka ziemi który z takimi uczuciem i pasją
opisywał. Niestety niektóre fragmenty rękopisu są już nieczytelne inne uległy
zniszczeniu.
Ale to co uratowało się z pożogi dziejów jest niewątpliwie jednym z
największych odkryć dotyczących historii terenów położonych po prawej stronie
Wisły.
Andreus czasami wspomina o swoim poprzedniku Polininiuszu i o jego dziele .
Niestety mrok dziejów skrył ową postać za mgłą zapomnienia, mamy nadzieję że
dogłębna analiza tekstu Kroniki Andreusa pozwoli szerzej poznać tę postać i
jej dzieło.
Kronika Andreusa kryje jeszcze jedną niespodziankę. Otoż autor wyprzedził swą
epokę o wiele setek lat. Narratorem jest tu autochton jeden z mieszkanców tej
Terra Grohoviensia
Tu należy oddac hołd wielkiemu Andreusowi. Nie bacząc na to że jest
misjonarzem pozwala on swobodnie snuć wspomnienia nie cenzurując ich nawet
wtedy gdy padają imiona słowiańskich bożków ( a zdarza się to nader często)
czy przy opisach pogańskich świąt. Koncentruje się też na lokalnych
wierzeniach i zwyczajach. Można go więc uznać za protoplastę etnografii.
Przedstawiamy na razie króciótkie fragmenty Kroniki nad którymi zakończone
już zostały prace redakcyjne.

Ale oddajmy już głos Andreusowi:



Ja skromny sluga Bozy Andresus piszę te słowa na Chwałe Bożą. Racz wybaczyć
Panie swojemu słudze–[dalej tekst nieczytelny]

...

Była u mnie wczoraj z wizyta świekra. Narzekała trochę ze ich włodyka Gocław
coraz bardziej dziwaczeje. Pamietem jaki to był dzielny mąż i woj. Wciąż nie
brak mu odwagi ale podobno niektóre jego rozkazy są dziwaczne. Dziadumiła nie
chciała nic wiecej mowić o tym. Wiadomo że Gocław bywa porywczy.

...
Ech ta dzisiejsza mlodziez. Znow jakies urwisy nabazgraly cos na chyczy.

...

Zaprosił mnie do siebie Watraczysław. On to dopiero ma fantazje. Pokazał mi
jakiś spory dół w ziemi na połnoc od swojej chyczy i pyta się co widzę. Ano
nic nie widze.
A on na to żem ślepy ze starości a tam są stare kości.
Jakie kości pytam go.
A on na to że takich zwierząt co to dawno temu wygineły. I że on jest pewien
ze były takie zwierzęta dawno dawno temu. Jak nas na świecie jeszcze nie było.
Na Swaroga co ten Watraczysław plecie. Do jego bajań o ludziach co to byli
dawno temu już się przyzwyczaili wszyscy. A teraz te zwierzęta. Wiatraczysław
mówi ze widział rysunki. Olbrzymie były i miały kły i coś jeszcze. Na kieł to
nie wygląda bo dziwne toto jakieś i na miękkie wyglada. Odgraża się ze będzie
kopał w tym dole.
Ech powiem o tym starszemu wioski. Nieszczescie jakieś z tego będzie.

No i stało się Watraczysław zniknal. A mowiłem mu żeby nie kopał i nie szukal
tych swoich mumutow czy jak im tam. Pewnie go jakis Laskowiec dopadł.
Plakać po nim trza bo młody jeszcze był. A głowa u niego gorąca była.
Pamiętam jak kiedyś wykarczował las kolo swojej chyczy i postawił jakiegoś
cudaka. Ogół myślał że to demon jakiś nowy albo insze złe. A to Wiatraczysław
zbudował z drewna i powiada ze wiatr mu będzie służył. Dufny był taki ze
nawet toto nazwal Watrakiem. Ale Żertwa kazal zburzyć tego niby bożka. Ech
pięknie się paliło. Watraczysław gromił nas ale slowo Żertwy prawo znaczy i
miru nie będzie przecież łamał.
Usypał poźniej mały kurhanik na pamiątke jakby kogo żywego żegnał i powiada
że to miejsce kiedyś sławne będzie.
Prawde trzeba przynać że teraz Ogół na to miejsce watrak wola. A i trakt już
do tego miejsca pociagneli my.
Ech szkoda Watraczyslawa.

...


Przy Świetym Gaju znów jakiś tumult był.
Kamion się rozgniewał
Wedlisław mówi że widział wzburzone brzeginie. Oj coś niedobrze się dzieje.
Może młokosy znów tam dokazywały. Nic świętego nie ma dla nich łobuzów. Tylko
im uciechy w głowach co z nami będzie?
Nawet Święty Gaj Kamiona im nie straszny.
Wedlisław którego checza najblizej stoi mówi że co i rusz słyszy jakieś
odgłosy. Raz to mu nawet ścianę czymś zapaćkali.
Akurat robil swoje słynne kukułki. Wychodzi patrzać co za licho czy aby nie
jakiś latawiec znowu (wziął aż 2 główki czosnku na ochronę) Wraca a tam
kułków ani śladu.
A tu następnego dnia Gocław miał się zjawić po kukułki i prażone slodkości
Wedlisława.
Oj uwijał się jak w ukropie. Musiał zdążyć przeca niedługo miala być Perunica
Jesienna.
Po mojemu to ludzie nie powinni mieszkać tak blisko Świetego Gaju. Bogów to
okolica i nam nic do tego. Mokradła tam się ciągną aż hen do Kawczej Kępy.
Topielic tam pełno i utopców.
Ale kto wie czy jakies licha nie pomagają Wedlisławowi . Jak to powiedział
Siłomir o jego kukułkach - nie z tej ziemi to są smaki.
Siłomir – nasz kowal mieszka najbliżej Wedlisława. Ale on przynajmniej przy
głównym trakcie mieszka. Tym co to do naszych pól grochowych prowadzi.
Postawil sobie chycze olbrzymią i obok znakPerkuna olbrzymi stanął. Co by mu
w robocie pomagal i od złego chronił. No i chyba dobrze chroni bo nowi wciąż
tam się chcą osiedlać. Ale to dobrze jek wszystkie rzemiosła jedno obok
drugiego są.
Obserwuj wątek
    • adminppdwir Re: Prapraskie praklimaty 31.03.06, 15:05
      Natomiast pierwszy wpis na forum PPdWiR pojawił się już w kronice Galla Anonima i byl autorstwa światowej sławy naukowca:))
      Niech się święci 1 kwietnia. Nawet dzień wcześniej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka