Dodaj do ulubionych

zazdroszcze polonii londynskiej

19.10.05, 11:07
Czesc,
Mam na imie Stanislaw.
Nie jestem Polka i nie jestem w Anglii wiec zapytacie: czego tu szukam.
otoz chcialem Wam napisac o tym ze Wam bardzo zazdroszcze.
Mieszkam obecnie od roku z zona (Polka) w Niemczech polnocnych. Mielismy
okazje poznac juz rozne polonie w roznych krajach. Niemiecka jest nieco inna
niz angielska o czym mielismy sie okazje przekonac bedac ostatnio na wycieczce
w Londynie.
Spotkalismy tam w krotkim czasie wielu mlodych Polakow.
Nasza obserwacja jest taka ze w Londynie znajduje sie obecnie cale mnostwo
mlodych Polakow. Sa mlodzi zdolni ambitni, niektorzy jak to wszedzie -troche
wulgarni, ale nie brak tez bardzo ciekawych ludzi.
Po kilku spacerach po miescie mielibysmy juz kilkoro fajnych znajomych.
W sklepie zaczepia Cie i powiedza: zobacz na wyprzedaz na drugim pietrze, albo
w lodziarni poleca co najlepszego maja...
Tymczasem mieszkamy w Niemczech...
Polonia jest tu najczesciej duzo starsza. wiekszosc ludzi przyjezdza na bardzo
krotko zeby tylko troche popracowac na czarno. Jestesmy tu juz od roku i
jeszcze nie mamy prawie zadnych mlodych znajomych. Polacy w Niemczech wstydza
sie ze sa Polakami. Bo tu byc Polakiem oznacza byc czlowiekiem drugiej
kategorii. Nie odnioslem takiego wrazenia w Londynie, a moze bylismy tam za
krotko.
Czy sie myle? Jaka jest polonia londynska?
My dosyc czesto sie przeprowadzamy i nawiazanie nowych znajomosci jest
potwornie skomplikowane.
W Niemczech w praktyce mozemy liczyc na wyrzutkow spoleczenstwa z ktorymi nikt
juz nie chce sie spotykac... Inwalidow, osoby co najmniej otyle, albo mieszane
malzenstwa, przy czym osoby polskiego pochodzenia w malzenstwach mieszanych
rowniez chca zapomniec ze sa Polakami -wstydza sie jezyka, unikaja Polakow.
Czemu trudno sie dziwic bo tu najczesciej trafia sie na mety spoleczne.
Zapytacie: co ja tu jeszcze robie? Sam siebie o to co rano pytam i chyba
przeniesiemy sie znowu gdzie indziej -niewykluczone ze do Londynu wlasnie.
Ale czy ja sie nie myle? Moze troche sobie idealizuje polonie londynska...?

Stanislaw
Obserwuj wątek
    • natalia.brzeska Re: zazdroszcze polonii londynskiej 19.10.05, 11:13
      Idealizujesz.

      Polonia w Anglii (tej londyńskiej niestety nie znam) niestety nie różni się od
      Polonii, którą opisywałeś w Niemczech. Jest nawet gorzej, bo tutaj ci młodzi
      wstydzą się, że są Polakami. Starsze osoby, przebywające na emigracji pół
      życia, chętniej porozmawiają po polsku, pomogą. Młodzi niestety są dla siebie
      wrogiem, konkurencją. Są też zazdrośni, że innym się powodzi, mają pracę,
      angielskich mężów, narzeczonych (tak, tego niestety też zazdroszczą).


      Wiele razy słyszałam powiedzienie, żeby na emigracji nie zadawać się z
      Polakami. Coś w tym chyba jest...
      • jagienkaa Re: zazdroszcze polonii londynskiej 19.10.05, 11:27
        ja też nie mieszkam w Londynie, więc nie będę się wypowiadać i tamtejszej
        Polonii. Tutaj gdzie mieszkam Polacy jako tako się ze sobą próbują asymilować
        czy spotykać, ale tak jak napisała natalia.brzeska to bardzo często panuje
        zazdrość, konkurencja, podkładanie sobie nóg...
        uważam że dużo się zmieniło od kiedy weszliśmy do unii - teraz przynajmniej
        Polacy mają jakieś prawa i są traktowani równorzędnie. Ale kiedyś to w ogóle
        było niefajnie, donosy, niechęć, zazdrość na zasadzie 'jemu/jej się udało a
        mnie nie'...
        Na pewno inaczej jest, gdy można legalnie pracować (jak w UK) i ludzie się
        równorzędni, a inaczej gdy - tak jak w Niemczech - pracować nie można i
        każdy 'orze jak może'.
        Ale ja nie narzekam - poznałam tu bardzo dużo Polaków którzy są mi bardzo
        przyjazni i pomagamy sobie nawzajem.
        • agnieszkadydycz Re: zazdroszcze polonii londynskiej 19.10.05, 12:10
          hm to ja mam troszke inne zdanie ale moze dlatego ze jestem tu 4 miesiace
          spotkalam fajnych polakow, pomocnych i wcel nie wstydzacych sie ze sa z Polski
          w sklepie nie raz dostalam znizke jak zesmy sie dogadali ze jestesmy z polski
          (panie w warzywniaku i w jednym z marketow mowia do mnie po polsku jak mnie
          widza na zakupach i sa bardzo mile)
          koledzy mojeje polowki wzajemnie sobie pomagali w szukaniu pracy, mieszkania i
          to ludzie ktorzy sie poznali dopiero tutaj i nie mam co sie skarzyc
          na roznych ludzi trafia sie w zyciu ale tu szczerze mowiac nie zauwazylam zeby
          sie ludzie wstydzili ze sa z Polski
          oczywiscie czesto slysze sie jak klana lub czasami widze zataczajacych sie
          rodakow ale trudno nie kazdy jest idealany nawet smiem twierdzic ze nie ma
          ludzi idealnych:)
          a moje kolezanki ktore maja mezow anglikow lub partnerow anglikow nie wstydza
          sie ze sa polkami i nawet oststnio dzielnie trzymaly kciuki na meczu oczywiscie
          za rodakow:)
          mysle ze nie mozna idealizowac ale tez nie jest zle po prostu zalez na kogo sie
          trafi jak to w zyciu bywa:)
          pozdrawiam
          • stanislaw32 Re: 19.10.05, 12:57
            Szkoda.
            Fajnie jest wierzyc ze gdzies istnieje towarzysko lepszy swiat.
            Moze Londyn to po prostu wieksze miasto i szybciej latwiej spotkac Polakow.
            Mialem jednak takie wrazenie ze ludzie ktorych spotykamy czesto sa bardzo fajni.
            Tak jakos normalnie sie zachowujacy, bezpretensjonalni, zwyczajnie ubrani.
            W Niemczech jakos tak albo sie spotyka robotnikow ktorzy co drugie slowo klna,
            ewentualnie chlopakow ktorzy tak obgaduja kobiety obok ze ja sam czuje sie
            niezrecznie, albo Polakow ktorzy sie dorobili (tzn najczesciej wyszly bogato za
            maz) i ich czesto mozna poznac po ubiorze -Polacy bardzo lubia drogo sie ubierac
            i nie tylko drogo ale bardzo na pokaz. np kostiumik na kazda okazje.
            Ta druga grupa jest niestety czesto bardzo na pokaz i patrzy na reszte Polakow z
            gory "my sie dorobilismy". Ci ludzie sa bardzo pretensjonalni ale mniej wiecej
            tak samo glebocy jak pierwsza grupa.
            Jakos tak nie zauwazylem ludzi pomiedzy.
            W Londynie owszem wiekszosc Polakow ktorych spotkalismy byla z pierwszej grupy ale:
            1. wiekszosc byla mloda
            2. byla tez ludzie bardzo sympatyczni.
            Czasami poznawalismy kogos w sklepie i moglismy pogadac z taka osoba na rozne
            tematy, wypytalismy jak sie zyje w Londynie etc
            oczywiscie na ile pozwolil czas. Czuc bylo ze da sie z kims takim zaprzyjaznic.

            Moze to jednak kwestia szczescia.
            S
            • ewmag Re: 19.10.05, 14:10
              Ja nie spotkalam jeszcze Polakow, ktorzy by sie wstydzili tego, ze sa z Polski,
              ale roznych spotkalam. W zasadzie wiecej fajnych i zyczliwych ludzi, ale tez
              nie lece do kazdego, kto mowi po polsku na ulicy. Pretensjonalni ludzie tez
              tutaj sa, tak jak wszedzie. Ale pewnie rzeczywiscie jest inaczej niz w
              Niemczek, bo tu Polacy maja juz normalne prawa, nie musza sie bac, ze komus cos
              sie nie spodoba i beda odeslani do Polski, wiec pewnie tez podejscie do ludzi
              jest troche inne.
    • star_sand Re: zazdroszcze polonii londynskiej 19.10.05, 14:09
      Od prawe dwoch lat mieszkam w Brighton i powiem szczerze, ze podobnie jak Ty
      Stanislawie mam doprawdy niewielka grupe ludzi, z ktorymi sie spotykam.
      Porownujac do liczby przyjaciol czy znajomych w Polsce jest to doslownie
      znikoma ilosc. W Brighton nie brakuje Polakow ale jesli slysze przechodzacych
      obok mnie mlodych chlopakow, ktorzy rzucaja "lacina" na prawo i lewo to jakos
      nie koniecznie mam ochote nawiazywac znajomosc. Inna sprawa to zazdrosc o ktorej
      juz kilka osob tu wspomnialo. Wyobraz sobie, ze wielokrotnie sie spotkalam z
      sytuacja kiedy na pierwszym spotkani nowo poznani Polacy pytali mnie glownie o
      to ile zarabiam. Moze sie myle, ale wartosci czlowieka nie mierzy sie jego
      zarobkami. Poza tym gdy mowilam, ze tu studiuje wiele osob patrzylo na mnie jak
      a ta ktorej sie udalo i wkrotce dawaly mi odczuc, ze nie jestes jedna z nich,
      ciezko pracujacych osob. Mimo calego szacunku dla tych ludzi nie potrafilam z
      nimi znalezc wspolnego jezyka.
      Warto tez zauwazyc, ze polonia to dosc specyficzna grupa ludzi, ktorzy
      zdecydowali sie na wyjazd z kraju z konkretnych powodow. Czesto pragna sie
      odciac od kraju, w ktorym im sie nie ukladalo badz czuli, ze w pelni nie
      wykorzystuja swojego potencjalu. Ci ludzie moga byc nieufni w stosunku do innych
      i moze stad wynika problem trudnosci nawiazywania kontaktow.
      Mysle, ze nie mozna idealizowac poloni londynskiej ani zadnej innej bo tak jak
      kazda grupa spoleczna ma swoje wady i zalety. Mozesz trafic na fantastycznych
      ludzi ale znajda sie i tacy z ktorymi z pewnoscia nie bedziesz mial ochoty
      rozmawiac. W koncu gdy bylismy w Polsce nie gawedzilismy ze wszystkimi dookola.
      Pozdrawiam
      • stanislaw32 Re: 19.10.05, 15:55
        Znalezienie znajomych zawsze jest trudne...
        Zanim przyjechalismy do polnocnych Niemiec mieszkalismy w Kalifornii.
        Tam mielismy calkiem spore grono znajomych.
        Ale tez roznie to bywalo. Zeby dobrze sie z kims dogadywac trzeba miec bardzo
        podobny status.. Jesli ktos byl duzo bogatszy od nas to bardzo trudno bylo sie z
        nim przyjaznic nawet jesli mielismy podobne zainteresowania. Trudno bylo kiedy
        zaprawszali np na urodziny do knajpy w ktorej obiad kosztowal jak dla nas o
        wiele za duzo. A z drugiej strony przyjaciele ktorzy mieli duzo mniej pieniedzy
        niz my tez byli klopotliwi bo przeciez chcielismy w mily sposob spedzac razem
        wolny czas a tymczasem na wiele rzeczy niektorych naszych znajomych nie bylo
        stac. A to przeciez tylko jeden aspekt.
        Wiem ze to nic odkrywczego ze w Polsce przeciez jest podobnie.
        Ale jakos dotad w rozsadnym czasie udawalo nam sie znajdowac nowych znajomych a
        teraz jakos po prostu nie idzie i zaczelismy juz myslec ze to jakies przeklete
        miejsce... dlatego bardzo podobal sie nam Londyn. Ale moze to tylko zbieg
        okolicznosci...

        S

        star_sand napisała:

        > Od prawe dwoch lat mieszkam w Brighton i powiem szczerze, ze podobnie jak Ty
        > Stanislawie mam doprawdy niewielka grupe ludzi, z ktorymi sie spotykam.
        > Porownujac do liczby przyjaciol czy znajomych w Polsce jest to doslownie
        > znikoma ilosc. W Brighton nie brakuje Polakow ale jesli slysze przechodzacych
        > obok mnie mlodych chlopakow, ktorzy rzucaja "lacina" na prawo i lewo to jakos
        > nie koniecznie mam ochote nawiazywac znajomosc. Inna sprawa to zazdrosc o ktore
        > j
        > juz kilka osob tu wspomnialo. Wyobraz sobie, ze wielokrotnie sie spotkalam z
        > sytuacja kiedy na pierwszym spotkani nowo poznani Polacy pytali mnie glownie o
        > to ile zarabiam. Moze sie myle, ale wartosci czlowieka nie mierzy sie jego
        > zarobkami. Poza tym gdy mowilam, ze tu studiuje wiele osob patrzylo na mnie jak
        > a ta ktorej sie udalo i wkrotce dawaly mi odczuc, ze nie jestes jedna z nich,
        > ciezko pracujacych osob. Mimo calego szacunku dla tych ludzi nie potrafilam z
        > nimi znalezc wspolnego jezyka.
        > Warto tez zauwazyc, ze polonia to dosc specyficzna grupa ludzi, ktorzy
        > zdecydowali sie na wyjazd z kraju z konkretnych powodow. Czesto pragna sie
        > odciac od kraju, w ktorym im sie nie ukladalo badz czuli, ze w pelni nie
        > wykorzystuja swojego potencjalu. Ci ludzie moga byc nieufni w stosunku do innyc
        > h
        > i moze stad wynika problem trudnosci nawiazywania kontaktow.
        > Mysle, ze nie mozna idealizowac poloni londynskiej ani zadnej innej bo tak jak
        > kazda grupa spoleczna ma swoje wady i zalety. Mozesz trafic na fantastycznych
        > ludzi ale znajda sie i tacy z ktorymi z pewnoscia nie bedziesz mial ochoty
        > rozmawiac. W koncu gdy bylismy w Polsce nie gawedzilismy ze wszystkimi dookola.
        > Pozdrawiam
        • cynamonka5 Re: 19.10.05, 18:50
          Stanislaw - a ja mysle ze do tego wszystkiego co juz wczesniej bylo poruszane
          trzeba jeszcze dodac specyfike miejsc o ktorych mowisz. Nigdy nie mieszkalam w
          Niemczech na dluzej ale w Kalifornii tak i dodatkowo we Francji. Ja mysle ze
          zarowno Londyn jak i Kalifornia to takie wyjatkowe wielonarodosciowe tygle gdzie
          ludzie sa bardziej otwarci a przez ta mieszanke narodow czlowiek nie czuje sie
          tak obco. I ma to wplyw na kontakty z innymi. Pamietam jak trudna byla dla mnie
          konfrontacja Cali/spokojna wies francuska ;)
          • stanislaw32 Re: 20.10.05, 08:58
            Wszyscy macie racje...
            cynamonka5: w ktora strone sie przeprowadzilas stamtad na wies czy ze wsi tam?
            Jesli to pierwsze to pewnie rozumiesz moj bol...
            Ja co prawda nie jestem na wsi ale tak sie troche czuje. Zdaje sie ze w Europie
            tylko Londyn czuje sie jak miasto po LA.
            S
            • cynamonka5 Re: 20.10.05, 10:50
              Stanislaw - najpierw Cali (SF Bay) a potem wsi spokojna ;O) Tez mialam
              kolosalnego dola. Mysle ze Londyn rzeczywiscie pod wieloma wzgledami
              przypomina to co dobrego w Kalifornii. Wiekszosc metropolii europejskich tez ma
              w sobie tego ducha ale juz w Paryzu np. bardziej czuje sie podzialy i wrogosc
              (przepraszam jesli urazilam czyjes uczucia ;O) Dlatego moj kierunek-London !
              • stanislaw32 Re: 20.10.05, 11:02
                Zdaje sie ze i tak mogloby miedzy nami dojsc do napiec: ja bylem w So-Cal a Ty
                Nor-Cal.
                Tam nastawienie do zycia jest jeszcze inne. :)
                Ale ciesze sie ze znalazlem kogos kto mnie rozumie.
                Wiekszosc ludzi ktorzy przezywaja przeprowadzke w te strone maja przynajmniej
                miesiac ciezkiej depresji. Ja nie mialem ciezkiej ale lekka -za to dopiero teraz
                tj po roku powoli zaczyna przechodzic.

                To prawda ze wiele wiekszych miast ma podobna atmosfere, ale tak do zycia (choc
                jest to troche zgadywanie) to mysle ze Londyn jest w Europie na pierwszym
                miejscu. Moze dlatego ze to najwieksze miasto w Europie zachodniej.
                W Kalifornii mialem takie uczucie ze kazdego wolnego weekendu moge zobaczyc cos
                niezwyklego w promieniu nie az tak wielu mil i ze nie znudzi mi sie to do
                smierci. A zarazem sa mozliwosci pracy i miejsce jest cywilizowane. Cywilizowany
                jezyk. Podobne miejsce w Europie to chyba tylko Londyn.
                Kazde inne traci juz na jezyku chocby. Nawet jesli zna sie ten inny jezyk to
                jednak wszystko wokol dzieje sie wlasnie w nim.
                W Londynie czy Ameryce masz swiadomosc ze wielki swiat zyje i posluguje sie tym
                wlasnie jezykiem....

                To wszystko sprawia ze zazdroszcze Londynczykom jeszcze wiecej.
                S
                • cynamonka5 Re: 20.10.05, 11:54
                  Z tego co wiem to San Francisco jest jeszcze bardziej wyluzowane niz LA no i ta
                  przyroda :o))) Ale przeciez nie bedziemy sie spierac kto komu zabiera wode ;o)

                  A tak na powaznie - depresja mowisz ? Ja dopiero 3 miesiace po powrocie
                  przestawilam sobie zegarak a tak to chodzilam z tymi 9 godzinami roznicy ;o)

                  Kwestia jezyka jest mysle sprawa bardzo indywidualna. Po prostu ma sie hopla na
                  danym punkcie i juz. Ja znam francuski ale to angielski jest moja pierwsza
                  miloscia- widze ze tak jak u Ciebie :o) Mam podobne odczucia jesli chodzi o
                  centrum swiata i zasciankowosc. Ale to tez jest bardzo subiektywne- mam kolege z
                  Quebecu ktory nie uzywa angielskiego z powodu przekonan politycznych i ja go
                  bardzo za to szanuje :o))). Mysle ze jesli juz czlowiek decyduje sie na
                  emigracje to bardzo wazne zeby to miejsce na ziemi gdzie ma byc tak mu blisko
                  serca lezalo. Wychodze z zalozenia ze czego sie bardzo pragnie da sie osiagnac
                  i mimo iz moglabym wybrac dowolne miejsce (moglam zostac w Kalifornii) wlasnie
                  Londyn bedzie moim domem. Jest tam duzo z tej swobody i kolorow golden state a
                  z drugiej strony jest to mimo wszystko Europa (a tego mi bakowalo w Cal)
                  Tylko tego slonca i oceanu nic nie zastapi :o)
                  • stanislaw32 Re: 20.10.05, 12:32
                    > Z tego co wiem to San Francisco jest jeszcze bardziej wyluzowane niz LA no i ta
                    > przyroda :o)))

                    Hej hej
                    nie zaczynaj... :)
                    Ja uwielbiam SF ale ta pogoda... zreszta tu na polnocy Niemiec mam jeszcze gorzej.
                    Mam tu w pracy kolege ktory tak jak Ty spedzil pewien czas w Nor-Cal i mowi ze
                    kalifornijska pogoda wcale nie jest taka sloneczna. Ja na to: bo Ty byles w
                    Nor-Cal czlowieku!!! Nie wiesz o czym mowisz!
                    Przyrode tez lepiej zostawmy...

                    > Kwestia jezyka jest mysle sprawa bardzo indywidualna.

                    Tak i nie. Moim pierwszym obcym jezykiem (po rosyjskim :) ) byl niemiecki.
                    To niemiecki lepiej znam (znalem?) i byl mi blizszy. W niemieckojezycznych
                    krajach spedzilem wiecej czasu i to byla moja pierwsza ZAGRANICA. Jednak
                    potrafie odroznic prowincje od nie prowincji.
                    Smiesza mnie polityczne dyskusje o jezyku.
                    To w tym jezyku sa najlepsze filmy, ksiazki, muzyka, nauka, kultura -wszystko.
                    To nie moja wina ze tak jest.
                    To nie ma nic wspolnego z lubieniem czy nielubieniem.
                    Jak sie chce miec dostep do tego co najlepsze to trzeby sie przestawic na
                    angielski. Nie wszystko jest tlumaczone i jak sie zna jezyki to sie wie ze
                    tlumaczenia rzadko sa dobre. Tak wiec jak ktos chce to niech nie uzywa
                    angielskiego. Jasne. Tylko w jakim swiecie ten ktos zyje?...

                    > i mimo iz moglabym wybrac dowolne miejsce (moglam zostac w Kalifornii)

                    To jest cos co najbardziej mnie doluje: moglem tam zostac...

                    > z drugiej strony jest to mimo wszystko Europa (a tego mi bakowalo w Cal)
                    > Tylko tego slonca i oceanu nic nie zastapi :o)

                    No wiec wlasnie: tam mi sie wydawalo ze tesknie za Europa, teraz...

                    S
    • eballieu Re: zazdroszcze polonii londynskiej 19.10.05, 16:30
      Stanislaw, ja tez zazdroszcze polonii... ale tej brazylisjkiej.
      Tez bym tam chciala pozyc przez chwile, potanczyc sambe na ulicy,a maz mialby
      ze wzgledu na karnawal wolne w pracy. Oj ale zycie!
      Widzisz problem polega chyba na tym, ze wszedzie dobrze gdzie nas nie ma.
      Serdecznie pozdrawiam.
      Ela
      • izabelski Re: zazdroszcze polonii londynskiej 19.10.05, 20:06
        mysle, ze Stanislaw ma racje na pewno pod jednym wzgledem
        do UK zjezdza sie mnostwo przedsiebiorczych i chcacych odniesc sukces mlodych
        ludzi z Polski
        na pewno nie jest to przekroj spoleczenstwa polskiego - ale o jako takim tu
        nie rozmawiamy
        Niemcy jak kraj przezywaja lekki marazm nie trudno sobie wyobrazic, ze byc
        moze to powoduje, iz mlodzi przedsiebiorczy nie kieruja tam swoich krokow

        ja tez sie spotkalam z polskimi barmanami w klubach czy pubach czy tez
        sprzedajacymi kanapki, ze z wlasnej woli pomagali nam kupic lub wybrac
        najlepsze rzeczy w danym miejscu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka