eva15
19.09.06, 12:28
"Po nocnych zamieszkach w Budapeszcie zapanował niepokój na rynku finansowym.
Akcje na giełdzie w Budapeszcie tracą na wartości od rana. Osłabł także
forint "
___________________
Rzeczywiście - NIE MA większego probleu, niż to jak zareagują "rynki" - ta
święta krowa neoliberalizmu, której wszystko jest podporządkowane. Ludzie to
taki niepotrzebny dodatek-przeszkoda. Dobrze to odaje istotę problemu...
To co się dzieje na Węgrzech jest w zasadzie symptomatyczne. O wiele ostrzej
i wcześniej protesty pojawiły się w Am.Płd. - tam najwcześniej,
bo już przed ca. 25 laty, i najbrutalniej zaprowadzono neoliberalizm. Na
Węgrzech się na pewno nie skończy, protesty były też i gdzie indziej(vide
Francja). W mniejszym czy więkssszym natężeniu problem jest wszędzie ten sam:
- demokratycznie wybrane rządy STRACIŁY kontrolę nad państwem i gospodarką na
rzecz niedemokratycznie konstytuowanych zarządów wielkich koncernów i i
potężnych międzynarodowych instytucji finansowych.
Te dysponując pieniędzmi daleko większymi niż budżety średniej wielkości i
zamożności państw wyłączyły się z odpowiedzialności za dane państwa, bo są
PONADnarodowe, bez ojczyzyny i zobowiązań. Nigdzie praktycznie nie płacą
podatków przerzucając niebotycznie wielkie pieniądze między firmami -córkami,
nigdzie nie ponoszą odpowiedzialności za stan infrastruktury (z której
korzystają) i stan społeczeństwa (z którego siły roboczej korzystają). Dawno
zinternalizowały zyski i zeksternalizowały koszty (np. koszty zaśmiecania
środowiska).
-rządy w swej bezradnej konieczności zdobycia kasy na własną działalność i
na pokrycie pensji dla swych urzędników reagują w trójnasób:
1.wycofują się z coraz większych obszarów (szkolnictwo, zdrowie,etc..)
2.państwa coraz bardziej się zadłużają, dotyczy to w międzyczasie WSZYSTKICH
państw rozwiniętych
3.MIMO to kasy nie wystarcza i rządy obciążają silniej obywateli -
podatników, którzy nie są tak mobilni jak wielki kapitał. Im bardzie maleją
podatki od przedsiębiorstw tym bardziej muszą rosnąć te od pracobiorców.
Dodatkowo rosną inne opłaty. Dochodzi do sytuacji, że przy rosnących
ppodatkach, rosną składki np. na ubezp. zdrowotne i JEDNOCZESNIE pacjet musi
coraz więce dopłacać z własnej kieszeni. Infrastruktura pada, szkolnictwo i
lecznictwo stają się w dużym płatne, mimo, i nikt z tego powodu NIE zmniejsza
podatków o stosowną sumę. Przeciwnie.
- Liczyć na to, że zmiany rządu dokonają cudu jest naiwne. Jeśli chory jest
system, to zmiana rządów jest wywracaniem majtek na drugą stroną zamiast
wymycia pupy. Pomaga na krótko. Ale to wszystko wiadomo przecież z komunizmu
w jego fazie schyłkowej - wtedy też reformowano, zmieniano (rządy też a
jakże), ustalano, naprawiano, obiecywano.
Długo mieszkam na Zachodzie i widzę wyraźnie jak retoryka rozwiniętego
neoliberalizmu ostatnich lat obsuwa się w kierunku retoryki socjalistycznych
reform. Chaotyczne leczenie symptomów zamiast usuwania przyczyn.
Bez odejścia od neoliberalizmu z powrotem do NORMALNEJ wolnorynkowej
gospodarki kapitalistycznej takie widoki jak z Budapesztu będą częścią
składową naszej rzeczywistości.