cytrusia.
21.12.09, 19:07
Od razu przepraszam za uogólnianie i byc może pozory, że na coś/kogoś
`naskakuję`.
Na napisanie tego wątku zbierałam się dośc długo. No, może niekoniecznie
siebie, ale materiały i przemyślenia (?). Zmotywowały mnie pewne wypowiedzi
ludzi, którzy myślą, że jeśli słuchają superekstrahiperodlotoworockowego
Paramore czy Green Day`a są lepsi, bo to zupełne przeciwieństwo Disneya.
Pozwolę sobie przytoczyc jedną z nich...:
`Co prawda lubisz Disnej , ale nie wszystkie Twoje komentarze są puste .
Stawiam na
trzynaście , czternaście lat .`
`Co prawda lubisz Disnej`?! Że niby wtf?! To brzmi jak coś w
rodzaju `Ojej, lubisz Disnej, ale nie wszystko stracone, nie bój się,
odratujemy cię.` Dobrzee, idę dalej. Bardzo wytrwale. Daaalej. `ale nie
wszystkie Twoje komentarze są puste .`
Nie wiem w ogóle co to za bzdurny stereotyp. Skąd pomysł, że fan na przykład
Seleny Gomez musi od razu pisac głupie, pozbawione ładu i składu wypowiedzi?
Dlaczego wy, superhiperrockowi ludzie, uważacie, że ktoś, kto jest fanem
(niech już będzie ta Gomez.) świata poza nią nie widzi?
Dlaczego uważacie, że taka osoba jest zamkniąta na inne brzmienia?
Dlaczego uważacie, że nie istnieją dla niej inni artyści?
Czy bycie fanem artysty z wytwórni Disneya skreśla?