meggi_13
11.11.10, 19:46
A więc tak... W niedzielę czatowałam z Mary na facebooku. Była szczęśliwa, śmieszna, taka jak zawsze jest. W poniedziałek przyszła do szkoły smutna i nie odzywała się do nikogo. Ja i moje kumpele nie wiedziałyśmy o co jej chodzi. Co lekcję ryczała i wychodziła z klasy. Wieczorem tego samego dnia spytałam znowu na facebooku co się dzieje. Powiedziała że trudno jej rozmawiać z ludźmi face-to-face, że czuje się samotna bla bla... Pomyślałam że to deprecha albo że ma okres(zmiana nastroju -.-). Pocieszyłam ją trochę, powiedziałam że ma dużo przyjaciół. I tak się zaczęło. Codziennie ryczy na lekcjach, chodzi do nauczycieli, opowiada im że nie mam przyjaciół. Dzisiaj na historii jak miała przeczytać mowę to znowu zaczęła ryczeć i facet kazał jej to zostawić. Idzie do ławki i się śmieje. Tak samo było wczoraj: miała coś zatańczyć, no to nie, ona sobie zapłacze i każdy się nad nią lituje. A potem się uśmiecha. Albo dzisiaj na technice: ja mam swoją robotę nieskończoną, zostałam w tyle, a ta przychodzi do mnie z płaczem bo się jej nie chce kawałka metalu uciąć! Na początku może miała jakiś zły dzień albo coś, ale bez przesady. Teraz to sobie chyba żarty stroi! Już nawet nauczycielki mają jej dość. Próbujemy ją jakoś spytać co ona wyprawia, ale ona za każdym razem płacze! Powiedzcie mi co o tym myślicie i co do cholery jasnej mam zrobić... Już nie mogę, ja i moje kumpele.
(btw. nie, to nie jest prowokacja -.-)