Chodzi o to, że muszę skończyć opowiadanie dla nauczycielki od polskiego, ale się kompletnie zacięłam i nie mam pomysłu na zakończenie opowiadania.

Pomożecie? Nie chodzi o napisanie końca, tylko o rzucenie jakiegoś pomysłu, nic więcej, proszę!
Tu macie to, co do tej pory napisałam:
Była 7 rano, kiedy, zmierzając do szkoły, przechodziłam przez pobliski park.Szłam najładniejszą alejką w całym parku, upajając się ciepłem majowego słońca, którego promienie muskały delikatnie moją twarz. Spojrzałam w prawo. Rosła tam płacząca wierzba. Jej długie,oblepione bogato liśćmi gałęzie, kołysały się niespokojnie na wietrze, który momentami stawał się silny i chłodnawy. Było to najpiękniejsze, a zarazem najbardziej tajemnicze drzewo, spośród wszystkich tu rosnących. Ilekroć obok niego przechodziłam, spoglądając na te wyglądające jak bicze, gałęzie, po moich plecach przebiegał delikatny dreszczyk.
W pewnym momencie wiatr zawiał zbyt mocno, bym mogła utrzymać w prawej ręce bristol z pracą na dzisiejsze zajęcia z plastyki. Wietrzysko uniosło rulon na kilka sekund, po czym poturlało go wzdłuż alejki. Puściłam się biegiem w jego kierunku. Ten zatrzymał się u stóp jakiegoś chłopaka, który, spojrzawszy na bristol ze zdziwieniem, podniósł go.
Podeszłam szybko do chłopaka, nie spuszczając wzroku z mojej własności.
- Cześć - powiedział, zorientowawszy się, że zmierzam w jego stronę. - To twoje? - wskazał na bristol.
- Tak, wypadł mi z ręki - wytłumaczyłam, a on uśmiechnął się i oddał mi rulon. - Dzięki.
W chwili, w której chciałam owy uśmiech odwzajemnić, wiatr postanowił upokorzyć mnie jeszcze bardziej. Zawiał mocniej, niż przedtem i moje długie brązowe włosy całkowicie zakryły moją zawstydzoną twarz. Obróciłam się natychmiast w lewo, próbując ogarnąć, w dosłownym tego słowa znaczeniu, cały ten bałagan na głowie. Niestety fakt, że miałam wolną tylko jedną rękę, wcale mi nie pomagał.
- Poczekaj, pomogę ci - powiedział nieznajomy rozbawionym głosem. Zgodziłam się i podałam mu bristol. Ku mojemu zdziwieniu, chłopak miał jednak inny zamiar. Zaczął powoli odgarniać pasma moich włosów i układać je na swoje miejsce.
- Nie, poradzę sobie, tylko potrzymaj bristol, jakbyś mógł - protestowałam spokojnie. Prawdę mówiąc byłam trochę skołowana.
- Spokojnie, nic ci nie zrobię, tylko nie ruszaj się - uśmiechnął się, nie przerywając zabawy we fryzjera. - No, gotowe - powiedział, skończywszy. - Jestem Dawid - przedstawił się i podał mi rękę.
- Dzięki. Basia - uścisnęłam jego wyciągnięta dłoń. Czułam, jak na moje policzki wstępują palące rumieńce. Dawid najwyraźniej też to zauważył, bo uśmiechnął się znacząco i od razu zmienił temat.
- A co tak właściwie jest na tym bristolu?
- Projekt na plastykę - odpowiedziałam, dumna z tego, że skrępowanie nie sięgnęło mojego głosu.
- Mogę zobaczyć? - zapytał.
Zawahałam się przez moment, jednak przytaknęłam. Ściągnęłam gumkę recepturkę, która utrzymywała bristol w rydzach. Dawid chwycił za jedną stronę kartki i rozwinęliśmy rulon, przedstawiający tęczę. Złożona była ze zdjęć tego samego miejsca w parku, tyle że w kolorach odpowiadających kolorom tęczy.
- Łał... - powiedział. - Sama to zrobiłaś? - popatrzył na mnie z podziwem.
- No... tak - uśmiechnęłam się. - Mieliśmy, no wiesz, puścić wodzę fantazji i zaprojektować tęczę. Pomyślałam, że fanie byłoby zrobić ją w ten sposób. Zrobiłam zdjęcie, przerobiłam je komputerowo, wydrukowałam ile trzeba i... jest - dodałam cicho.
- Jestem pod wrażeniem, na prawdę. Kreatywna jesteś, koleżanko.
Roześmiałam się.
- Dzięki. No cóż, szczerze mówiąc, to była świetna zabawa.