ser_w_puszce
16.07.11, 14:30
Mamy problem. Wiem, że takich wątków jest jak Mrówków, ale nie wiemy co robić. My-to znaczy ja i moja koleżanka. Ona ma wielki talent. Pisze jak prawdziwa pisarka. Książki nie są gorsze niż wszystkie w księgarniach. Są to powieści dla młodzieży, przesiąknięte humorem. Oto kawałek
Kiedy dzwonek zasygnalizował wejście do klasy, Lui-Jane spytała mnie, czy przygotowałam się na kartkówkę.
Jasne. Mam całą teczkę potrzebnych materiałów – zapewniłam ją, kompletnie zapominając o tym, że nie rozmawiam z Lui-Jane, która wielbi tylko i wyłącznie swoich rodziców, i nie ma swojego zdania, więc czci zdanie własnych rodzicieli.
Och... Ja mam tylko te z podręcznika – westchnęła.
Zastanawiałam się, czy podarła podręcznik, idiotka, tylko po to, żeby zrobić masę papierową.
Wyciągnijcie kartki – powiedziała flegmatycznie Uman.
Wyciągnęłam cały wielki plik kartek z drukarki Rowman (a tak, kiedyś zwinęłam z czystej wredoty).
Lynn, to tylko krótka kartkówka, a nie praca doktorska – zaśmiała się Uman, a ja prychnęłam:
Wolę być przygotowana.
A zresztą, jak wolisz – mruknęła rozbawiona Uman – Podyktuję pięć pytań. Na uzupełnienie odpowiedzi macie dziesięć minut. Zrozumiano?
Nie, no właściwie nie zrozumiano – stwierdziła Chelsa – Nie rozumiem: po co pytania?
I te odpowiedzi? Po co? - spytałam ja. – Każdy robi po swojemu, a może w grupach?
Kartkówka w grupach? – upewniła się Uman ze zdegustowanym wyrazem twarzy.
Zupełnie bez sensu. Mieliśmy się zająć czym innym! - wrzasnęła Sira, strasznie spanikowana i rozryczała się. Bekky zaczęła pocieszać kumpelę, a Celesey wrzasnęła:
Niech pani nam to wszystko wreszcie, do cholery, wyjaśni!
I machnęła ręką tak zamaszyście, że jej długopis poleciał daleko, daleko w bok i trzasnął w okno, robiąc w nim sporą jak na małe plastikowe narzędzie (zbrodni) dziurę.
O kur... - przeklęła Celesey. Uman z wściekłości zbiła ją w rękę linijką.
Nie przeklinać – warknęła. Jej twarz, zazwyczaj bez emocji, przybrała barwę dorodnego buraka cukrowego.
Carla uderzyła kilka razy dłonią w ławkę, próbując zwrócić na siebie uwagę. Jak to Carla.
Mieliśmy wykonać masę papierową, a nie odpowiadać! - krzyknęła Carla.
Mieliśmy pisać kartkówkę – ucięła Uman z surowym wyrazem twarzy.
Czyli zrobić masę... papierową... - zająknęła się Hispain.
Co!? Co wy wygadujecie!? Dosyć, spokój! Uspokójcie się wreszcie! Spokój! - wrzeszczała Uman jak oszalała, aż na twarzy wyskoczyły jej żyły.
Bo faktycznie było nas trochę trudno przekrzyczeć i uspokoić. Sira ryczała, a Bekky zachowywała się jak małe dziecko, usiłując ją pocieszyć. Ciągle wyciągała nowe chusteczki, a Sira smarkała bardzo donośnie. Celesey zabrała długopis i zaczęła naprawdę głośno wrzeszczeć, że to nie jej wina, że jest taka nerwowa i rozstrzepana, i że jej rodzice nie zapłacą za szkody – Celesey nie zna swoich rodziców, więc nie chce wpędzać ich w dodatkowe kłopoty. Uprzejmość, to się tak nazywa. Carla i ja wykłócałyśmy się z nauczycielką. Chelsa też darła się, że wyczytała coś tam w książce „Zrób to sam”, co było związane z wykonem masy papierowej i liczyła na dodatkową ocenę albo chociażby plusa.
Cholera jasna! Szału przy was dostanę! Durne dzieci!!! – wrzasnęła z wściekłością Uman.
Klasa zamilkła. Nagle. Jak po wybuchu zapada cisza.
Helena Uman, nauczycielka, wychowawczyni nazwała nas durnymi dziećmi. I przeklęła, chociaż nam zabroniła używać wulgaryzmów na lekcji (i tak nikt jej nie słuchał).
Proszę pani, pani zabroniła używać przekleństw – odezwała się cicho Lui-Jane.
Lui-Jane Center! Jak śmiesz!? Jak śmiesz, durne dziecko, odzywać się tak lekceważąco DO MNIE!? Czy ja odzywam do was tak BEZCZELNIE!?
Tak! Tak właśnie się pani do nas zwraca! I to nawet przed chwilą! - wrzasnęłam walecznie. Zawsze bronię słusznych spraw. Lui-Jane w dodatku nie zrobiła nic złego. Nawet nie odezwała się lekceważąco czy bezczelnie, czy jak to tam jeszcze.
No właśnie, Lynn ma rację! - poparła mnie Celesey.
Pierwszy raz zgadzam się z Lynn i Celesey, ale faktycznie, nie była pani wobec nas miła – zauważyła Leinda.
No – rzuciła idiotka Keira.
O tak. No – rzuciła jeszcze większa kretynka, Hispain.
To prawda, pani jest cholernie chamska, kurde! Niech by to gó...! W pysk starego kurnego jelenia, wali mnie ten szajs pie...ięty! Niezajebiście się do nas, baba, łodzywasz! – to była Tequila, co chyba da się zauważyć po jej sposobie odnoszenia się do dorosłych. I może ja mogę być taka bezczelna, lecz Tequila jest już rekordzistką. W zeszłym roku zrobiłam jej Dyplom Chama Roku. Wisi on teraz sobie nad jej łóżkiem. Przynajmniej strzępy, bo z początku poniosły ją trochę emocje.
Dziewczyny, pojęła – mruknęła Carla. W tym samym momencie jej klony umilkły. Carla uśmiechnęła się słodko, zamrugała rzęsami przedłużonymi tuszem Leindy od Kelly, wstała i poprawiając dżinsowe, bardzo obcisłe szorty przemówiła, a raczej syknęła, jak to ona – Dlaczego pani się do nas tak odzywa!? Kto dał pani to prawo!? Nie jesteśmy durne. Jesteśmy inteligentne.
Również podniosłam się z krzesła i rzekłam:
Przynajmniej niektóre z nas – popatrzyłam wymownie na Hispain i Keirę. Carla zrobiła minę typu „No wiem, ja jestem lepsza od nich. I to dlatego się z nimi przyjaźnię”. Chociaż mogła też być to mina „Tequila ma zaschniętego śpiocha pod oczami, żal”. – Nie ma pani prawa tak mówić! Nikt jeszcze nigdy nie nazwał nas durnymi dziećmi! A już na pewno nie nauczyciel, do jasnej cholery!
I jak> Tylko pytanie brzmi, co my mamy zrobić? Chciałyby śmy wysłac to do wydawnictwa, ale nie wiemy czy to coś da. Proszę pomóżcie!