A więc. Serial pod tytułem "Doctor Who". Wcielenie najnowsze. Czyli już 11.
Ja osobiście serial zaczęłam oglądać z powodu Karen Gillan (Amy Pond), która na Tumblru została bezceremonialnie okrzyknięta odtwórczynią roli Lily Evans w "Harry'm Potterze", choć nie wiadomo, czy owa część powstanie. No i mi się spodobało. Obejrzałam kilka odcinków i serial świetny.
Plusem również jest to, że nie trzeba oglądać tych 6 serii (a sześć serii to tylko od 2005. Całość zaczęła się w 1963 r.). By skapnąć się, o co biega, trzeba tylko przeczytać, o czym serial jest. No i trochę o postaciach. Mi wystarczyły zdjęcia. To wszystko nie jest skomplikowane, właściwie każdy odcinek to 'inna przygoda'.
Jest to brytyjski serial - dla fanów angielskiego akcentu coś fantastycznego

(w każdym bądź razie mam wrażenie, że jest to angielski akcent, ale może być szkocki). Ja nic nie rozumiem, brytyjskiego akcentu nie rozpoznaję, więc muszę czekać na napisy. Trudno. *dlatego wolę amerykańskie seriale*
Czy ktoś ogląda ten serial?
Czy ktoś przeczyta ten post? Szczerze wątpię. Ale polecam. Jest bardzo fajny. I to nie jest tak, że oni są np. w latach 60. Lub są na innych planetach. To znaczy, też, ale nie w takich, jak np. Mars. To są bardziej inne wymiary, niż inne planety.
Ok, ta paplanina nie ma sensu. Chciałam tylko zachęcić ludzi do oglądania, ale to spaprałam.
Dobranoc.