ivilly
28.11.11, 17:11
Witajcie! Jestem zła. Bardzo zła. Dlaczego? A jakże by inaczej: do bulwersu doprowadził mnie dzisiaj mój nauczyciel wychowania fizycznego. Nie ukrywam, że WF to najmniej lubiany przeze mnie przedmiot. Mianowicie...
Powiedział, że od następnej lekcji każdy musi mieć krótkie spodenki. Ja zawsze ćwiczę w długich, bo na hali sportowej ciepło nie jest. Teraz zima, zimno, chłodno, a ten z takim pomysłem wyjeżdża. Ostrzegł, że jeśli ktoś nie będzie miał krótkich spodenek dostanie jedynkę. Serio, hala jest ogromna, a kaloryferów jest góra 8. Mama mówi, że popiera mnie w tej sprawie, bo wie, że przeziębiam się bardzo szybko.
Teraz pytanie: Co robić? Spróbuje się z nim jeszcze wykłócić, ale nie wiem naprawdę co robić. Może jeszcze mam mu to na piśmie przynieść.
Teraz może o problemie mojego kolegi. Mamy w szkole fakultety z WF, więc wybieramy sobie na co przeznaczyć jedną godzinę tego przedmiotu. 90% dziewczyn z klas A, B, C zapisała się na siatkówkę. Zapisało się także kilku chłopaków, w tym mój kolega. Niestety, osób na siatce jest za dużo i Włefiści zadecydowali, że chłopaki z siatki przejdą na piłkę nożną/siatkówkę. No i w tym tkwi problem. To są dwa sporty, których on nienawidzi i nie potrafi w nie grać. Widzę jak się tym zmartwił. Nie potrafię sobie wyobraźić jego stojącego jak słup wśród wymiatających wogół chłopaków z trzech klas. Co powinien zrobić, żeby ubłagać o pozostanie na siatkówce? Moim zdaniem FAKULTET to prawo wyboru, więc to jest absurd, jeśli oni smuszą go do uprawiania sportów, których nienawidzi.
Skoro już przeczytałyście te moja zażalenia, to czekam na opinie