Witam.Mam na imię Robert i chciałbym się podzielić swoimi doświadczeniami na temat kandydozy .Mój problem z grzybicą ogólnoustrojową trwa od ok 10 lat...na początku wyglądało to niewinnie-częste anginy,choroby górnych dróg oddechowych,dolegliwości ze strony układu pokarmowego-ale cóż tam myślałem- każdemu się przecież zdarza to dlaczego i mnie nie może???

Z roku na rok jednak było tylko co raz to gorzej aż doszło do tego,że z antybiotykiem nie rozstawałem się przez 5 mc w roku a mój układ immunologiczny właściwie przestał istnieć!!!Dolegliwości ze strony "brzuszka"przybrały bardzo drastyczny wymiar a samopoczucie właściwie sięgało dna!!!
Learze,badania,dieta...na początku oparło się nawet o onkologa-jednak każda pani i pan z gabinetu lekarskiego stwierdzali jednoznacznie-"nic panu nie jest"!!!

Hmmmm???...więc musiałem sam odnaleźć chorobę na którą cierpiałem co nie bez problemu ale uczyniłem

W pewnej klinice wykonałem badania-strzał w dziesiątkę-KANDYDOZA!!!Od pewnego pana profesora dostałem leki ,które zażywałem przez 3 mc ...schudłem chyba z 10 kg,wyjałowiłem organizm do cna-czułem się jak zombie-dosłownie...i co???Nie przeszło!!!!

Później próbowałem innych wypróbowanych i sprawdzonych sposobów,leków,diet...itd itp...i co???Nie przeszło!!!

Bardzo mocno zacząłem się zastanawiać jaka jest naprawdę przyczyna powstawania tej choroby...no bo przecież inni tez chorują,biorą antybiotyki,pija alkohol,jedzą tony słodyczy,byle jakie jedzenie,nie przestrzegają żadnych zasad żywieniowych...a do cholery jasnej żadna grzybica ich nie dopada???!!!

Więc dlaczego ja???....i na dodatek nic mi na to dziadostwo nie pomaga a każda terapia tylko wprowadza co raz to większą degrengoladę w moim organizmie !!!
No i tak trwało to kilka latek-to moje szarpanie się i szukanie cudownego środka,diety,lekarza i Bóg wie jeszcze czego,żeby się z tego wyleczyć ....znów zacząłem szukać informacji-jednak nie na temat choroby,która mnie toczy lecz na temat zależności pomiędzy zdrowiem psychicznym a zdrowiem fizycznym.

Olśnienie-jakie to proste...choćbym zjadł tonę tabletek grzybobójczych to te tabletki prędzej rozłożą mnie całego na atomy niżeli zabija ta grzybicę!!!Jedynym co może ją ze mnie wyplenić...jestem ja sam!!!TAK-WIEM WIEM-WIELU\WIELE Z WAS TERAZ MYŚLI-CO TEN GOŚĆ BREDZI???

he he...to ja teraz zadam wam pytanie;"kto z was wyleczył się z grzybicy stosując terapię narzucone przez lekarzy???Czy ktoś z was z czystym sumieniem może rzec-"tak-ja definitywnie się z tego wyleczyłem"???Chemia na bazie której konstruowane są leki grzybobójcze to czysta trucizna ,która tak na prawdę zabijają nasze organizmy...a w żadnym razie kandydozę!
Więc dalej pociągnę teorię w której obciążam samego siebie za powstanie tej choroby.
Prześledziłem własne,życie,moje zachowania,nawyki żywieniowe...a w szczególności własne myśli i życie duchowe(nie mylić broń Boże z religijnym!

)...i gdy tak analizowałem i analizowałem-ponieważ wbrew pozorom to nie takie proste,gdyż człowiek zawsze znajdzie usprawiedliwienie na każde choćby najbardziej irracjonalne zachowanie...doszedłem do daleko idących wniosków.Otóż ...doszedłem do tego...że to ja sam jestem sobie winny,to ja sprowadziłem na siebie tą chorobę-tak,tak-po prostu zapracowałem sobie na to jak na dobra wypłatę!!!...praca po 14 godzin,niedojadanie,niedosypianie,jedzenie byle czego,brak zdrowego ruchu(ćwiczeń,siłowni,biegania),i najważniejsze-stres!!!Ciągły permanentny stres!!!...takie oto prezenty dawałem sobie przez cały czas...zły ze mnie Mikołaj-co nie???

...tylko Ja sam rożnie się od Mikołaja tym,że on przynosi prezenty raz w roku a ja dawałem je sobie dzień w dzień...chyba nie zbyt lubię siebie-tak pomyślałem!

...każda myśl buduje nasza przyszłość...dobre myśli budują dobra przyszłość natomiast złe,nacechowane negatywizmem,obawą,stresem-zbudują taką właśnie przyszłość.Mało tego,to co znajduje się w naszych głowach bezpośrednio wpływa na nasze ciało na poziomie komórkowym i kształtuje je od wewnątrz...niestety.Dlatego też moja kandydoza to dar ode mnie dla mnie...mój organizm pokazał mi na jakim etapie rozwoju intelektualno-duchowego sie znajduje,ile jest we mnie miłości do mnie samego i do wszystkiego co mnie otacza...dosłownie!!!
...prześledźcie swoje żywota!

...naprawdę-to nie jest żaden bajer

...a ja,jak znajdę chwile czasu to napisze wam jak można się z tego wyleczyć-nie używając do tego ,żadnych cudownych środków...Pozdrawiam wszystkich poszukujących...