rosynanta
09.11.13, 11:48
Udało mi się dorwać polski e-book i właśnie skończyłam czytać.
Jestem pod wrażeniem. Zupełnie inne spojrzenie na niektóre sprawy - miałam wrażenie, że książka była bardziej dojrzała, pozbawiona naiwności wcześniejszych powieści.
W zupełnym szoku byłam, kiedy (uwaga, spojler) przeczytałam zdanie: "kochali się każdego wieczoru". LMM pisząca tak wprost o SEKSIE?! W dodatku (uwaga, spojler) poza związkiem małżeńskim. I na łonie natury, sądząc po dalszym ciągu.
Podobnym zaskoczeniem było dla mnie czytanie o morderstwach i porwaniach, chociaż motyw z szaloną staruszką zalatywał mi momentami motywem z Marigold Lesley. Opiekunka Chrissie z kolei brzmi zupełnie jak ta starsza pani z opowiadania "Maleńka Jocelyn". Szkoda, że niewiele było o wnukach Ani i Gilberta, tylko wspomniane imiona. Chętnie bym poczytała coś w rodzaju "Doliny Tęczy", tylko o potomstwie młodych Blythe'ów i Meredithów.
I tylko jedno pytanie: kim, u diabła, jest przewijająca się w "częściach dramatycznych" Flora Blythe? Czyżby tłumacz dał ciała i kilkukrotnie wspomnianą w książce Faith Meredith parę rozdziałów później przechrzcił na Florę?