zawsze.enigmatyczna
20.09.09, 10:58
Dzień dobry. Mam na imię Basia, mam 26 lat i od roku pracuję jako asystentka dyrektora.
Czytam to forum od roku, ale po raz pierwszy odważyłam się tu napisać.
W pobliżu dyrektora oprócz mnie pracuje także jego zastępca w postaci 55 letniej kobiety, porzuconej przez męża 20 lat temu, bardzo zgorzkniałej, wiecznie niezadowolonej, narzekającej i bardzo męczącej.
Moja współpraca z dyrektorem rodziła się w bólach. Przez 10 lat pracował z jedną kobietą, miał swoje nawyki i upodobania i tego właśnie ode mnie wymagał. Ciężko było mu się przestawić na nową osobę, od nowa wszystko wypracowywać. Często dochodziło do nieporozumień a nawet kłótni, gdyż dyrektor jest człowiekiem niecierpliwym, od razu wpadającym w złość. Odbyliśmy tysiące poważnych rozmów. Bez krzyków i awantur tłumaczyliśmy, czego oczekujemy od drugiej osoby. Po cichu szukałam innej pracy, bo nie widziałam wspólnej przyszłości. Ale powoli nawiązała się między nami nić porozumienia. Już wiedziałam w jakich momentach można się go coś zapytać, a kiedy lepiej nawet nie patrzeć. Znałam już jego humory, wiedziałam co lubi, czego oczekuje, ale zanim do tego doszło minęło sporo czasu. Do czego zmierzam?
Gdy już wszystko było na najlepszej drodze, gdy wstając rano nie musiałam się martwić czy aby wszystko dobrze załatwiłam, gdy praca zaczęła przynosić mi satysfakcję, pojawia się ona – dyrektorka.
Jego zachowanie z jej osobą zaczęłam kojarzyć po jakimś czasie. Była nieobecna w firmie 3 miesiące. To właśnie w tym czasie doszłam z nim do porozumienia. Wtedy ani razu nie było kłótni. Wszystkie moje pomysły okazały się trafione, a jeżeli nawet nie to oboje szukaliśmy rozwiązania. Na początku września owa kobieta wróciła do pracy. Przez pierwszy tydzień było normalnie, ale w drugim już między mną a dyrektorem zaczęło zgrzytać. Wtedy zaczęłam wszystko kojarzyć a kolejne wydarzenia tylko utwierdzały mnie w swoich przekonaniach. Rozchorowałam się w pracy. Dostałam nagle wysokiej gorączki, katar. Szef, gdy tylko mnie zobaczył od razu kazał iść do domu. Wyglądałam fatalnie. Wzięłam dwa dni wolnego, rozchorowałam się jeszcze bardziej. Wtedy dyrektorka wydzwaniała do mnie po pięć razy dziennie i pytała o rzeczy w sumie najmniej istotne. O jakieś regulaminy, które do niczego nie są jej potrzebne. Już wiedziałam, że mnie kontroluje czy aby na pewno wzięłam uzasadnione chorobowe. Po powrocie do pracy nie było lepiej. Już samo pytanie szefa jak się czuję, czy aby na pewno nie chcę wziąć jeszcze wolnego wzbudziło jej złość.
Teraz wiem, że jest o mnie zazdrosna. O to, że mam dobry kontakt z szefem, że liczy się z moim zdaniem, że z każdym problemem mogę zwrócić się do niego i wiem, że nie odmówi mi pomocy. Jest zła o to, że dostałam nowy komputer, że pozwolił mi przemeblować biuro, że uśmiecha się do mnie, że żartuje ze mną. Nic nas łączy poza pracą. Wiem, że rodzina jest dla niego ważna, bardzo szanuje żonę, a ja też mam swoje życie i nie mieszam go z zawodowym. Ona po prostu jest zła, że została jakby zepchnięta na boczny tor. Bo poświęca mi więcej uwagi. Taka chora rywalizacja o względy szefa. Ma biuro obok mojego i zawsze otwarte drzwi. Ciągle siedzę spięta. Rozlicza mnie z rozmów telefonicznych, z tego gdzie wychodzę i ile mnie nie ma. Kto do mnie przychodzi i o czym rozmawiamy. A nie daj boże, aby mnie złapała, że tylko siedzę. Oczywiście potem idzie do szefa i wszystko przekręca. Że jak idę do innego biura to nie ma mnie godzinę, że prowadzę prywatne rozmowy z telefonu służbowego i tak dalej. Ostatnio narobiła rabanu z powodu pewnego zestawienia, które ja robiłam, że źle zrobione, że nie ten układ rubryk w tabelkach, że trzeba będzie od nowa robić. Pobiegła z tym do szefa, a że szefowi niedużo trzeba wybuchła między nami awantura, z trzaskaniem drzwi włącznie. A ona wtedy jakby wniebowzięta, ciągle mu nadskakiwała, we wszystkim wtórowała. Potem się okazało, ze wszystko jest w porządku, tylko tabelka zamiast w pionie jest pozioma. Przeprosił za swoje zachowanie, ale pewien niesmak pozostał. To, co udało się nam wypracować teraz ona wszystko burzy. Między mną a dyrektorem jest coraz więcej takich właśnie kłótni. Wracam do punktu wyjścia. Wychodząc do pracy znów się martwię czy aby wszystko dobrze zrobiłam. W nocy nie mogę spać, ciągle czuję bóle brzucha, bez tabletek na uspokojenie nie mogę wyjść z domu. W pracy siedzę spięta i czujna, co ona znów kombinuje. Ciągle kopie dołki pode mną. Szef chyba nie do końca zdaje sobie sprawę, że to przez nią, ze to ona dąży do tego, aby nas skłócić. Wszystkie sprzeczki maja miejsce, gdy tylko wróciła do pracy, to ona je wszczyna. Teraz jest gorzej niż na samym początku. Muszę się pilnować, a ona tylko czyha na moje potknięcia, by tylko je wykorzystać przeciwko mnie. A jak wiadomo, że w pracy nie zawsze idzie nam tak jak chcemy, że są też niepowodzenia.
Weszłam w kontakt w moja poprzedniczką. Rozmowa z nią trochę rozjaśniła mi umysł. Nie wypowiadała się dobrze o tej kobiecie i to przez nią odeszła z pracy. Zdziwiona była, że tak szybko zorientowałam się o co chodzi. Gdy ona rozgryzła tę kobietę, to było już za późno, musiała odejść z firmy. Dowiedziałam się, ze to kobieta mściwa, złośliwa, zaborcza, zazdrosna o każda młodą osobę.
Mam poważny problem. Szef niby zdaje sobie sprawę, o co chodzi. Już kilka razy rozmawialiśmy na ten temat, że jest osoba, która psuje całą naszą współprace. Tylko on nie daje wiary, że to ona. To rodzaj kobiety, która słodzi, a gdy tylko się odwrócimy wbija nóż w plecy. Stwarza pozory. Już nie mam siły czekać, cała sytuacja mnie meczy. Musze ciągle czujna i powoli popadam w jakąś paranoję. Czuję, że ta kobieta mnie wykończy. Przepraszam za tak długi post, ale chciałam się też wygadać. Nawet nie musicie odpisywać, ale za wszelkie wskazówki byłabym wdzięczna. To moja druga praca, ale po raz pierwszy spotykam się z czymś takim. Może ktoś miał podobne doświadczenia i udzieli mi jakieś rady.
Basia.