loraphenus
23.12.09, 11:46
wyborcza.pl/1,75248,7393332,Szpitale__trudno__trudniej__2010.html
-----------------
kto tutaj komu robi dobrze?
cytujac:
Mamy jedyny na Podbeskidziu rezonans magnetyczny, a ilość badań ściętą o 20
proc.! Ale nie mam wyjścia, muszę od stycznia jakoś leczyć ludzi, więc
podpisuję umowę z NFZ.
i kolejny dyrektor:
W Szpitalu Miejskim w Zabrzu, przekształconym niedawno w spółkę, trwa nerwowe
liczenie. - Już dziś mogę powiedzieć, że na niektórych oddziałach, np. na
patologii, ciąży miesięczny limit przyjęć, będzie się kończył koło
dwudziestego. Co potem? Pani minister upomina, żeby nie przyjmować
ponadlimitowych pacjentów. Tylko jak odsyłać kobiety w ciąży? - pyta Jan
Węgrzyn, szef szpitala.
kolejny, zresztą najlepszy:
NFZ zaproponował nam 20 proc. mniej pieniędzy. Wyjaśniono nam, że ten oddział
NFZ ma mniej pieniędzy, poza tym brał pod uwagę nie, ile ludzi się leczy w
szpitalu, ale ile mieszka w okolicy. To absurd, ale umowę podpiszemy, bo nie
mamy wyjścia - mówi Marcin Szulwiński, prezes szpitala.
-------------------------------
To NFZ ma zapisane w ustawie zapewnienie obowiązków leczenia et cetera.
Dyrektorzy nic nie muszą. Przecież mogą zrezygnować.
Czyżby jednak jak zwykle chodziło o pieniądzę i strach przed odwołaniem?
Utratą zaufania organu prowadzącego ?
Od lat pisze na tym forum, że dyrektorzy podpiszą wszystko, nawet oświadczenie
że są Caenorhabditis elegans i rozmnażają pieniądze drogą partenogenezy.
Przecież nikt ich pod pistoletem na stołkach nie trzyma! Nie ma przsymusu
podpisania tych umów. List proskrypcyjnych nie ma...
Dlaczego więc jest jak jest ?
Konfiturki w szambie znaleźć można najwidoczniej a zawód dyrektor powoduje
najwidoczniej powstanie desmosomów, hemidesmosomów i zonulae adherens między
regio glutealis dyrectoris a facies superficialis krzesłalis partyjnialis.