Dodaj do ulubionych

Nepotyzm w sluzbie zdrowia

IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 17.05.04, 15:21
Intersuje mnie, jak sytuacja wyglada w innych krajach. Czy ojciec i syn moga
pracowac na tym samym oddziale?
Z jednej strony wydaje sie to naturalne, ze ojciec syna bedzie chcial
wyksztalcic na najlepszego lekarza i syn duzo skorzysta. Nauczy sie, przejmie
pacjentow itd. Ale co na to lekarze niespokrewnieni z ordynatorem czy szefem
kliniki, chcacy tez sie ksztalcic?
Nasuwaja sie tez roznego rodzaju etyczne watpliwosci.
Obserwuj wątek
    • vecka Re: Nepotyzm w sluzbie zdrowia 17.05.04, 15:40
      Witaj,

      znam taki przypadek o jakim mowisz...Taka etyka u nas nikogo nie obchodzi...
      Taka sama sytuacja jest w sądownictwie...Tez tylko ci, ktorzy w rodzinie maja
      ojca czy matke sedziego czy tez adwokata, maja szanse pracowac w zawodzie...
      U nas nikogo nie obchodza wartosci etyczne...
      Pozdrawiam.
      • Gość: Zzofia Re: Nepotyzm w sluzbie zdrowia IP: *.ip-pluggen.com 17.05.04, 15:53
        Nie sadze zeby w innych krajach byly przepisy zakazujace tego rodzaju
        zatrudnienia. Jesli syn moze wykazac sie lepszym CV niz inni ktorzy starali
        sie o te sama posade, to jest ok.
    • Gość: Doki Re: Nepotyzm w sluzbie zdrowia IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 17.05.04, 23:24
      Tu u mnie lekarskie dynastie to rzecz wcale czesto spotykana. Zwlaszcza w
      dyscyplinach zabiegowych syn/corka przejmuje praktyke ojca. Pacjenci nie maja
      nic przeciwko temu- wrecz przeciwnie. Przechodza plynnie spod jednych skrzydel
      pod drugie.
      Co do zatrudnienia w klinice, gdzie pracuje rodzic- roznie bywa. Trzeba, jak
      kazdy, stanac do konkursu i chociaz mozliwe jest, ze latorosl ma jakies ekstra
      punkty, to nie zawsze to decyduje. A te ekstra punkty biora sie po prostu stad,
      ze nie jest osoba obca dla innych lekarzy, z ktorymi przyjdzie pracowac.
      Kontakty personalne miedzy lekarzami w jednej klinice sa bardzo istotne. Nie
      tylko zasob wiedzy decyduje o uzyskaniu posady- trzeba jeszcze umiec zyc wsrod
      kolegow.

      > Ale co na to lekarze niespokrewnieni z ordynatorem czy szefem
      > kliniki, chcacy tez sie ksztalcic?

      W osrodkach zajmujacych sie szkoleniem tego problemu prawie nie ma, bo nie ma
      stalych posad na nizszych szczeblach- wyksztalc sie i odejdz, by inni mogli sie
      ksztalcic, taka jest zasada. Dlatego przejecie profesorskiej schedy po rodzicu
      jest bardzo rzadkie, rzadsze niz w prywatnych klinikach.

      > Nasuwaja sie tez roznego rodzaju etyczne watpliwosci.

      To zrozumiale, ale mam tez argumenty, ktore je zrownowaza. "Niebycie znikad"
      jest jednak istotne. Ja studiowalem w czasach, gdy dawano slawetne punkty za
      pochodzenie i uwazam to za poroniony pomysl. Nie ujmujac niczego ambicji, mozna
      z lekarskiego domu wyniesc jeszcze cos ekstra, to troche inne spojrzenie na
      zawod lekarza w ogole... Dyskusyjne jest czy to cos ekstra jest dobre czy zle,
      wiem. Dla mnie- raczej dobre, ale mnie za ten sad nie bijcie.

      Moje trzy grosze.
    • maretina Re: Nepotyzm w sluzbie zdrowia 18.05.04, 10:12
      w klinice ginekologii AM robi specjalizacje corka szefa sejmowej komisji
      zdrowia, ten pan szkop sie nazywa.
      corka zdawala na rezydenture, moj kolega rowniez, kolega mial wiecej
      punktow.czyli lepiej zdal egzamin.
      on pracuje na wolontariacie, ona ma rezydenture.
      zero komentarza.
      • Gość: Kat.Koch. Re: Nepotyzm w sluzbie zdrowia IP: *.chello.pl 18.05.04, 12:18
        Przed laty przejęłam praktykę stomatologiczną po mojej mamie. A było to tak: po
        ukończeniu studiów rozpoczęłam pracę w przychodni ( wówczas rejonowej) i
        pomagałam mamie w gabinecie. Potem przejęłam część pacjentów, w końcu prawie
        cała praktykę. Dziś , w zupełnie juz innym gabinecie, mama bywa gościem i
        czasem cos zrobi jakiemus zaprzyjaźnionemu lub staremu pacjentowi. I co w tym
        dziwnego?
        Z kolei mój syn, juz od I roku studiów na wydziale lekarskim, ciężko pracował u
        męża na oddziale. Wykonywał szereg potrzebnych a bardzo niewdzięcznych
        czynności, w czasie gdy jego koledzy popijali piwko w pubach. Na III roku szył,
        trzymał haki, robił proste zabiegi ( oczywiście pod czujnym okiem ojca). Mąz
        zaproponował, aby syn przychodził na dyżury z kolegami- po to, aby i oni mieli
        mozliwości nauki. Syn namawiał kilkunastu, żaden nie skorzystał. Na V i VI roku
        syn terminował u ojca, a w czasie wakacji wyjeżdżał na zagraniczne praktyki.
        Zaproponował mu to człowiek, który widział ile czasu spędza w szpitalu i co
        potrafi( nie tylko w sensie czysto medycznym, syn doskonale zna 2 języki obce).
        Po ukończeniu stażu doktorat był tylko kwestia czasu.
        Ktoś powie błyskotliwa kariera. Tak, ale kosztem ogromnego nakładu własnej
        pracy. Podobną karierę mogliby zrobić inni, bo mieli szansę, ale woleli inaczej
        i przyjemniej spędzać czas.
        Zostawmy więc z boku moralność, zgoda?
        • vecka Re: Nepotyzm w sluzbie zdrowia 18.05.04, 12:36
          Witaj Kat.Koch.

          moga byc rozne przypadki, taki jak opisala marterina zasluguje na pewno na
          potepienie...
          Bardzo dobrze, ze Twoj syn jest tak zdolny i ambitny, no co by bylo gdyby
          znalazl sie ktos lepszy od niego? Akurat byl dobry i jeden z lepszych, jak nie
          najlepszy, a gdyby byl ktos lepszy? Komu by towj mąż pomogl badziej i ktorego
          wypromowal?
          Wiesz..., ja uwazam, ze nie mozna tak wszytkiego do jedengo worka wrzucca, ale
          przykre jest to, ze ci , ktorzy nie maja rodziców lekarzy, a ktorzy sa naprawde
          dobrzy, osiagaja dobre wyniki w nauce i naleza do jednych z najlepszych sa
          wypierani przez gorszych tylko dzieki zanjomsciom czy pokrewienstwu..
          To jest przykre...
          • Gość: Kat. Koch. Re: Nepotyzm w sluzbie zdrowia IP: *.chello.pl 18.05.04, 21:20
            Chyba nie do końca masz rację- w Klinice kierowanej przez mojego męża w
            ostatnim czasie przybyło 7 lekarzy po studiach. 2 to dzieci lekarzy, 5 nie
            mających żadnych powiązań rodzinnych. Z owej 5 jeden lekarz mądry i bardzo
            zdolny, szalenie pracowity pochodzi z głebokiej prowincji z robotniczej rodziny.
            Jeśli przeczytasz dokładniej mój poprzedni post zobaczysz, że przed laty mąż
            mój proponował pomoc w "przyuczaniu do zawodu" kolegów syna ( a nie dzieci
            lekarz). Stawiał jednak warunek - odpowiedzialność, pracowitość, sumienność,
            znajomość języków. Te cechy nie wiążą sie z zawodem rodziców. Nie udało sie
            nakłonić nikogo do spędzania wielu dni i nocy w szpitalu, dźwiganiu chorych,
            pomocy przy zmienianiu opatrunków, pomocy w papierkowej robocie i wielu innych
            czynnościach.
            • aloalo2001 Re: Nepotyzm w sluzbie zdrowia 18.05.04, 21:36
              Tam gdzie ja pracuje, proporcje sa 80/20 na korzyść dzieci profesorów z górnej
              półki. Jest to dla mnie tak normalne, że nawet przestałam się dziwić, że tak
              właśnie jest...
            • vecka Re: Nepotyzm w sluzbie zdrowia 19.05.04, 14:05
              Witaj,

              nie rozumiem jak przyszly lekarz moze nie chciec brac udzialu w takich
              rzeczach...Przeciez po to sie ksztalci na lekarza, aby pomagac ludziom..Czy nie
              moze juz tego robic w czasie studiow?Przykre.
              Pozdrawiam...
          • maszar przecież tak jest w każdej dziedzinie; 18.05.04, 21:52
            gdzieniegdzie w większym znacznie stopniu.
            Np. w oświacie oficjalnie pierwszeństwo przyjęcia do danej szkoły mają dzieci
            nauczycieli (przy ezgaminach na AM takich przywilejów nie ma). I jakoś wszyscy
            siedzą cicho, a nauczyciele na próbę zmiany obecnego stanu rzeczy krzyczą, że
            to zamach na Kartę Nauczyciela;
            A tak na marginesie - jestem ciekaw, czy któryś z uczestników tej dyskusji
            pracuje w oświacie ...
            • Gość: komuna Re: przecież tak jest w każdej dziedzinie; IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.05.04, 22:04
              VECKA - ale wydaje Jej się ,że doskonale się zna na medycynie i systemie
              ochrony zdrowia.
              • vecka Komuna, czemu ciągle tak się uburzasz.../oświata. 19.05.04, 14:11
                Witam,
                tak ja pracuje czesciowo jako nauczyciel i zgdazam sie, ze zdarza sie , iz
                dzieci nauczycieli sa traktowane w danej szkole ulgowo, tzn. jak matka czy
                ojciec danego dziecka pracuje w tej szkole, ale jak te dzieci potem zdaja na
                studia, do innych miejscowosci, to juz to nie ma znaczenia...
                Ososbiscie uwazam, ze robi sie tym dzieciom troche krzywdy, bo maja piatki od
                gory do dolu, mysla, ze sa najlepsze, a potem sie okzuje, ze na studia sie nie
                dostaly..., no ale i bywaja takie dzieci nauczycielskie, ktore sa rzeczywiscie
                bardzo dobre...i dostaja indeksy na studia jeszcze w szkole sredniej...

                A apropo Komuny, to przestań chowac ta chora uraze, tylko spojrz sie na swiat
                obiektywnie...i tyle...
                Pozdrawiam wszytkich.
            • Gość: Kat.Koch. Re: przecież tak jest w każdej dziedzinie; IP: *.chello.pl 19.05.04, 09:45
              Nasze ( tzn. lekarskie) dzieci od zawsze wiedziały, że aby coś w medycynie
              osiągnąć nalezy bardzo, ale to bardzo ciężko pracować. Widziały, że ojciec
              lekarz, potem doktor, docent, profesor nie otrzymuje sukcesów na tacy, tylko
              zdobywa je katorżniczą pracą. I mają to we krwi - już na studiach ciężko tyrają
              i jest to droga do sukcesu. Jeśli nie zrozumie sie tej prostej prawdy, będzie
              się pałało zawiścia, zazdrościa i doszukiwało machlojek.
              Czy ludzie stawiający zarzuty lekarskim dzieciom pracowali w wakacje w ramach
              wolontariatu? Czy mają pozdawane certyfikaty z języków obcych? Wątpię.
              Raz jeszcze przytoczę przykład mojego syna - dziś młodego pracującego w klinice
              lekarza, takiego z lekarskiej rodziny od kilku pokoleń. Przed laty, gdy tylko
              zdał na studia zamiast jechać na zasłuzone wakacje przez miesiąc przychodził
              codziennie do szpitala i pomagał przy chorych. Nie uważał za dyshonor, że on
              STUDENT MEDYCYNY wyniesie basen, pomoże ogolić się leżącemu, zwiezie zwłoki (
              tak), czy przytrzyma głowę wymiotujacemu choremu ( a potem posprząta). Tak, od
              tego zaczynał mój syn swoja medyczną drogę. Potem wyjechał do Anglii na obóz
              językowy ( 5 godzin nauki).
              W czasie studiów bardzo często bywał na oddziale i robił , pod kontrolą ojca,
              coraz to nowe rzeczy. Niezależnie od tego sporo czytał, tłumaczył z
              angielskiego, brał udział w zjazdach ( za które sam płacił, a właściwie my mu
              fundowaliśmy).
              Oczywiście czas studów może być czasem balang i czasem pracy połączonej z
              nauką. Forsę mozna wydać na udział w zjeździe ( niekoniecznie zagranicznym,
              choć obecnie na zjazd może jechać każdy, wystarczy wnieść stosowną opłatę,
              pokryć z własnej kieszeni koszty podróży i pobytu) albo na piwko w pubie.
              Zatem młodzi adepci sztuki lekarskiej ( i nie tylko), zamiast narzekać i
              zazdrościć - do roboty.
              • aloalo2001 Re: przecież tak jest w każdej dziedzinie; 19.05.04, 13:08
                Droga Pani,

                Nie wątpię, że syn Pani jest wyjątkowym lekarzem i w pełni zasłużył sobie na
                dobrą pracę. Problem polega na tym, że dobrej pracy dla młodych lekarzy w
                Polsce jest niezmiernie mało i często o tym kto ma ją dostać na koniec decydują
                czynniki tgz. pozakonkurencyjne. Już o tym pisałam, że pracuje w szpitalu
                Klinicznym, gdzie 80% zatrudnienia to dzieci profesorskie i często bycie tylko
                dzieciem lekarzy nie wystarczy, aby dostać tu pracę. To nie jest sytuacja
                prawidłowa, a proporcje są znacznie zaburzone. Z moich obserwacji wynika, że
                jest tez wiele profesorkich dzieci (od stopni na egzaminach, po obronę
                doktoratu) mają wszystko podane "pod nos", nie chce im się pracować, ani z
                pacjentami, ani naukowo, zdarzaja się przypadki skrajne (alkoholizm, narkomania
                jako bunt przeciw wysoko postawionym rodzicom), z drugiej jednak strony, jest
                wiele wartościowych jednostek (jak np. Pani syn) które zdają sobie sprawę ze
                swojej sytuacji i godnie reprezentują swoją rodzinę. Swoją drogą praca na
                oddziale ojca byłaby dla mnie nie do zniesienia, jeśli ojciec jest "wielkim
                prof" życie w cieniu jego sławy i ciągłe porównywania .... i jeszcze jedno
                pomyślała Pani co się stanie, jak Pani mąż odejdzie na emeryturę? Może sie
                okazać, że sympatia kolegów była tylko gra pozorów, a kojeny szef będzie
                porozumiewał się z Pani synem przez sekretarkę. Przedstawiam nic innego jak
                sytuację z życia, innego dziecka prof. Pozdr
                • pia.ed Re: przecież tak jest w każdej dziedzinie; 19.05.04, 13:46
                  Zanizam troche poziom dyskusji piszac, ze "protekcja" istnieje wszedzie.
                  Dzieci ludzi pracujacych w olbrzymiej piekarni mechanicznej, maja
                  pierwszenstwo dostania pracy wakacyjnej kiedy rodzice ida na urlop (jest to
                  oczywiscie praca niewykfalifikowana przy tasmie): To ze rodzic tam jest znany
                  gwarantuje, ze dziecko bedzie pracowalo porzadnie, bez bumelowania.

                  Tak samo nie uwaza sie tego za kumoterstwo ze ktos pracujacy w zarzadzie
                  budynkow poleci swoje dziecko kiedy jest wolnwe mieszkanie.
                  Wie sie, ze ta osoba bedzie placila reguralnie rachunki, mieszkala
                  spokojnie , czego nie zawsze jest sie pewnym kiedy na mieszkanie wezmie sie
                  rodzine "z ulicy".
                  To byly przyklady "z zachodu".

                  A np w Stargardzie szcz. byl bardzo ceniony pediatra dr Petri.
                  Kiedy zmarl juz w podeszlym wieku, jego praktyke przejal jego syn,
                  nowy dr Petri, tak samo ceniony i szanowany.
                  Obaj oprocz prywatnej praktyki pracowali tez w miejscowym szpitalu.
                  • pia.ed Skandynawia 19.05.04, 14:10
                    Co do lekarzy, to napisze jeszcze pare slow o kasztalceniu lekarzy widzianym
                    oczami laika
                    W Skandynawii stale brak lekarzy, nie "produkuje" sie ich w odpowiedniu duzym
                    stopniu.
                    Zgaduje ze powodem tego jet fakt, ze jesli juz kogos przyjmuje sie na studia
                    (dostac sie jest BARDZO ciezko, czesto trzeba przedtem rok pracowac w
                    szpitalu lub przy staruszkach aby podwyzszyc szanse dostania sie), )
                    to chce sie tej osobie zapewnic odpowiednie warunki.
                    Kazdy student ma mozliwosc ksztalcenia sie az do osiagniecia specjalizacji,
                    bez uciekania sie do protekcji.
                    Ksztalcenie i robienie specjalizacji nic nie kosztuje (oczywiscie poza kosztami
                    literatury fachowej, ale te koszty pokrywa stypendium, ktore kazdy dostaje).
                    Wypuszcza sie juz gotowego, swietnie przygotowanego lekarza.
                    Moze to cos dla Polski?
              • vecka Gratuluje Ci Kat.Koch. takiego syna... 19.05.04, 14:16
                Witaj,

                serio ci gratuluje. Pewnie, ze nie jest wstydem wyniesc basen..., kimkolwiek by
                sie bylo...czy potrzymac glowe wymiotujacemu...
                Poza tym zdarza sie, ze pielegniarka nie ma ochoty go wyniesc albo nie pmoze
                choremu sie umyc..., ale to juz inny temat...Moze za malo tez dostaja za swoja
                prace, jak wszystcy u nas w kraju.., ale tak czy siak, to ten zawod tez jest
                taki z natury troche wolontariacki...i chocby z jakiegos poczucia etycznego...
                pozdrawiam.
                • pia.ed Re: Gratuluje wszystkim. 19.05.04, 17:36
                  Jest taka organizacja LEKARZE BEZ GRANIC i tam jezdza lekarze ktorzy musza
                  narazac sie na "smrod i brud", bo przeciez ofiary glodu i zamachow nie maja
                  warunkow aby sie umyc zanim przywioza ich do szpitala polowego...

                  Podziwiam WSZYSTKICH pracujacych w sluzbie zdrowia, szczegolnie tych przy
                  starych ludziach, ktorzy przeciez nie ze swojej winy nie moga zachowac higieny.
              • Gość: x Re: przecież tak jest w każdej dziedzinie; IP: *.82-139.bia.tkb.net.pl 20.05.04, 15:51
                Pani Kat. Koch. jak czytam Pani post to aż mi się dosłownie niedobrze robi. Nie
                wątpię,że PAni syn jest dobrym lekarzem, ale niech Pani nie pisze, iż w
                pozyskiwaniu pracy liczy się tylko to, czy ktoś dobrze ukończył studia, ma
                certyfikaty językowe,odbywa praktyki, chodzi na nocne dyżury w czasie studiów,
                czy inne tam duperele. Po pierwsze nie ma rezydentur , a jakąkolwiek
                specjalizację można robić na etacie szpitalnym lub wolontariacie, czyli tyrać
                6 lat za friko. Z moich wieloletnich obserwacji wynika, że etat szpitalny
                dostają tylko dzieci profesorskie, a reszta absolwentów z czerwonym paskiem,
                jak chce robić specjalizacje i ma dobrego sponsora na życie, idzie robić za
                darmo. Jestem wręcz pewna, że tych pięciu nowych lekarzy ,,nie z gangu" pracuje
                właśnie w ten sposób na wolontariacie lub doktoracie za parę złamanych groszy.
                Więc taki kit to można wciskać laikom, którzy nie mają nic wspólnego ze służbą
                zdrowia a nie ludziom, którzy w tym środowisku obracają się na codzień, a
                zwłaszcza pracują w szpitalach klinicznych, tak jak ja. Na jakich zasadach
                przyjmuje się lekarzy na rezydentury i do pracy to ja wiem doskonale z autopsji
                i to nie jest bynajmniej tak, jak Pani pisze.
                Z Pani postu wynika, że wszyscy ci lekarze co nie mogą robić specjalizacji i
                pracować w szpitalu, całe studia przesiedzieli w pubie nad kuflem piwa ? Czyż
                nie ?
                • Gość: Kat.Koch Re: przecież tak jest w każdej dziedzinie; IP: *.chello.pl 20.05.04, 16:53
                  Nie wiem czy wszyscy - wiem o kilku konkretnych. Doskonale pamiętam niekończące
                  się rozmowy, czy może syn poprzychodziłby na dyżury z kimś chętnym do pracy (
                  bez pieniędzy, ale z możliwościa uczenia się). Pamietam, jak mąż proponował, i
                  robił to w mojej obecności w naszym mieszkaniu, kilku młodym ludziom, żeby coś
                  tam policzyli do pracy, czegoś poszukali w internecie. W nagrodę mieli być
                  dopisani jako współautorzy ( studenci w gronie profesorskim gronie to chyba
                  nieźle jak na poczatek). Obiecywali i mieli to w nosie.
                  To samo jeśli chodzi o znajomość języków obcych - mąż chciał zatrudnić chłopaka-
                  robił wrażenie zdolnego i chętnego- i wysłać go na staż. Zamienił z nim kilka
                  zdań po angielsku i okazało się, że w jego przypadku staż mijałby się z celem,
                  bo nie dogadałby się w podstawowych sprawach. A o zdaniu FCE nie było nawet
                  mowy.
                  Więc w dalszym ciągu będę się upierała, że młodzi, pracowici, zdolni, ze
                  znajomością języków, nie wybrzydzający w pierwszych latach pracy na niskie
                  zarobki sa poszukiwani!
    • vecka KOMUNA po co robisz na forum sztuczny tłum? 20.05.04, 10:57
      Wiesz, smieszna jestes...
      Dopatrzylam sie, ze hy-men i ty to te dwie same sosby po IP.
      Cechuje was dokldnie ten sam sposob wypowiedzi, nic nie wnoscie do dyskucji,
      tylko w identyczny, chsmaki spsob wrzucacie...
      Czemu to tak nicki zmieniasz? Nie mozesz sie zalogowac na hy-men? Przeciez to
      jest twoj login?
      Wiesz co?
      Cos ci powiem, lepiej miec swoje zdanie, nawet gdyby sie ono roznilo od zdan
      wszytkich innych ludzi na forum, ale wlasne, a nie tak jak ty podszywac sie pod
      tysiac nikow i dyskredytowac na chama ludzi na forum z czystej zlosliwosci.
      Jak masz jakies kompleksy i w ten spsosb chcesz je sobie nadrobic, to moze
      lepiej ten czas, ktory tutaj spedzasz wrzucajac, pojdziesz do kogos, kto moglby
      ci pomoc rzeczywiscie...
      Pozdrawiam...
      • Gość: komuna Re: KOMUNA po co robisz na forum sztuczny tłum? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.05.04, 12:02
        Kompleksów nie mam.:)Co do leczenia to przyda sie raczej Tobie.Znam dobrego
        psychiatrę. Myślę, że Ci pomoże i zajmiesz sie uczeniem dzieci niemieckiego, a
        nie leczeniem wszystkich i wszystkiego(jak się przeczyta poradnik medyczny to
        automatycznie nie zostaje się lekarzem).A może wydaje Ci się,że jesteś
        prawnikiem i powinnaś udzielać na forum porad prawnych? Jeszcze nie?Może za
        kilka dni...
        Życzę zdrowia, psychicznego przede wszystkim.
        Ps. Hymena nie znam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka