Gość: Joanna
IP: *.astercity.net / 10.135.129.*
20.03.02, 21:59
Generalnie ze sluzba zdrowia zawodowo nie wiele mam wspolnego. Jestem uczennica
warszawskiego liceum i swoja przyszlosc nie wiaze z medycyna. Chcialam jednak
stanac w obronie lekarzy (uczciwych), ktorzy musza pracowac na wsi. Nikt nie
zdaje sobie chyba sprawy w jakich warunkach musza niekiedy pracowac.
Niekoniecznie chodzi mi o zarobki, ale warunki w jakich pracuja, ktore
oczywiscie zaleza glownie od nich samych, ale rowniez od pieniedzy, ktorymi
zarzadzaja. Warto tez zwrocic uwage na ludzi zamieszkujacych polska wies. Z
przykroscia stwierdzam, ze czesto spotykamy sie, brzydko mowiac, z ciemna masa.
Wcale sie temu nie dziwie, gospodarka naszego kraju pozostawia wiele do
zyczenia.
Na koniec dodam jeszcze troche faktow. Znam jednego lekarza z Mazur, ktory
pracuje sam na cala gmine (2500-3000 mieszkancow), przyjmuje dziennie srednio
po 50 pacjentow (!), musi byc caly czas pod telefonem i nie moze wyjechac bez
samodzielnego zalatwienia zastepstwa. Trzeba jeszcze dodac ze polowa z
przychodzacych pacjentow, po pierwsze wcale nie jest chora, tylko sama cos
kombinju, po drugie sa to ludzie malo zorientowani w dzialaniu slyzby zdrowia
(do ciezkich przypadkow wzywaje tego lekarza zamiast pogotowia z pobliskego
miasta), po trzecie sami nie radza sobie z malymi dolegliwosciami. NIe mowie ze
jest to calkowicie ich wina...
Swiat nigdy nie bedzie idealni, ale musimy sobie szkodzic nawzajem. LUDZIE!