Dodaj do ulubionych

czy popełniłam nietakt...

03.08.05, 21:33
prosząc lekarza o zawarcie pisemnej umowy na leczenie, którego koszt opiewa
na kwotą 7.000 PLN a gotówkę mam wpłacić przed rozpoczęciem leczenia? Dodam,
że okres leczenia rozciąga sie w czasie do 3 lat. Po mojej sugestii, ze chcę
podpisac umowę lekarz podkreślił , ze nasze stosunki opierają się na zufaniu
i jednym słowem zrobiła się sfermentowana atmosfera. Poczułam, ze
podważyłam zaufanie do lekarza a przecież płacę tak dużą gotówkę, że chcę
miec jakiąś gwarancję. Ufam mu, ale mogą się zdarzyć różne sytuacje życiowe
od niego niezalezne.
Obserwuj wątek
    • pimpek_sadelko Re: czy popełniłam nietakt... 03.08.05, 21:35
      nietakt? zachowalas sie NORMALNIE. widac doktor sie czegos boi. moze skarbowki?
      • czcza Re: czy popełniłam nietakt... 03.08.05, 21:39
        tez tak czuję ;)
        • pimpek_sadelko Re: czy popełniłam nietakt... 03.08.05, 21:44
          czcza napisała:

          > tez tak czuję ;)
          moze zapytaj wprost?:)))ciekawe co powie:)
          • Gość: NFZ-fan Re: czy popełniłam nietakt... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.08.05, 21:51
            Ja też bez podpisywania umowy, ale wezmę 1000zł mniej. ;-)))
      • draconessa Re: czy popełniłam nietakt... 05.08.05, 10:25
        NIe widze zadnego mietaktu. Wszystko jest OK.
    • Gość: Swan Ganz Re: czy popełniłam nietakt... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.05, 21:50
      nie sądzę byś popełniła jakieś "fou pa" W sumie to Twoja reakcja jest bardzo
      prawidłowa. Skoro Ty płacisz a lekarz w zamian ma coś dla Ciebie wykonać to
      naturalne jest, że chcesz zawrzeć to w formie umowy. To prostu jest jednym z
      pierwszych "przebłysków" normalności w stosunkach; pacjent-lekarz. Tak właśnie
      być powinno zawsze; umowa (jak zwał tak zwał) z dokładnym wyszczególnieniem
      planowanych działań, możliwych komplikacji i powikłań "po drodze" i
      spodziewanym efektem leczenia. Zdziwienie lekarza pewnie bierze się z
      zaskoczenia go Twoją propozycją. Jest umowa - jest odpowiedzialność. Pewnie te
      uzgodnione 7 tys. po namyśle zwiększy się do 10 ale i tak warto.Gratuluję
      pomysłu i powodzenia.
      • Gość: agulha faux pas IP: *.aster.pl 03.08.05, 23:33
        Zupełnie off-topic: to, co chciałeś zacytować, a wymawia się "fo pa", pisze się
        właśnie tak - faux pas, i dosłownie oznacza: fałszywy krok :-)).
        • Gość: Swan Ganz Re: faux pas IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.05, 23:36
          dziękuję :) Wydrukuję i powieszę nad łóżkiem. Może zapamiętam wreszcie...
    • maszar Re: czy popełniłam nietakt... 03.08.05, 22:07
      to zależy czego dotyczy leczenie, jak ta umowa ma być skonstruowana itd.;
      niestety medycyna ma to do siebie, że nie można w 100 % zagwarantować
      skuteczności leczenia;
      jeśli w umowie mają zostać zawarte techniczne szczegóły i zakres leczenia - nie
      widzę problemu; natomiast umowę gwarantującą efekt końcowy trudno zaakceptować;
      • pszczolaasia Re: czy popełniłam nietakt... 03.08.05, 22:10
        umowa gwarantująca wyleczenie bedzie niezgodna z prawem:)
        • lukumon Całkowicie rozsądnie - tekst o zaufaniu jest ... 03.08.05, 22:24

          ... po prostu bezgranicznie prostacki. Ja w ogóle nie rozumiem jego
          przedpotopowego sposobu myślenia, chyba że chodzi rzeczywiście o skarbówkę.
          Absolutnie się na to nie gódź. Tego co oczywiste masz prawo żądać bez oglądania
          się na skwaśniałą atmosferę. Inna rzecz, że komuś kto tak idiotycznie jak on
          odpowiada na rozsądne życzenie nigdy bym nie zaufał .....
          ********
          Lukumon
          • Gość: Doki Re: Całkowicie rozsądnie - tekst o zaufaniu jest IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 03.08.05, 22:27
            lukumon napisał:

            >
            > ... po prostu bezgranicznie prostacki

            Coz, nie po raz pierwszy konstatuje, ze mamy z Lukumonem zupelnie inne wizje
            medycyny w ogole.
            Nie, tekst o zaufaniu nie jest prostacki. I odpowiedz lekarza nie byla idiotyczna.
            Zreszta, nie wiemy o jakie "leczenie" tak naprawde chodzi.

            Z drugiej strony uwazam, ze zadanie forsy z gory bylo nie w porzadku.
            • Gość: Patryk To tylko jedna strona medalu... IP: *.oc.oc.cox.net 03.08.05, 22:33
              Za mało szczegółów by ferować wyroki jakimi motywami kierowany jest lekarz.Może
              jest to niespecyficzna terapia,wymagająca inwestycji np.w sprzęt.A po miesącu
              pacjent powie:"eee,nie pomaga idę sobie",lub coś w tym stylu :-)
              • lukumon Podejrzewam, że chodzi o modną teraz w dużych ... 03.08.05, 22:55

                ... miastach stałą, kompleksową opiekę sprawowaną przez firmę medyczną np. nad
                osobą przewlekle chorą - wchodzą w to określone w umowie badania, ilość
                kontrolnych wizyt lekarskich i pielęgniarskich itp. Pasuje mi do tego i czas na
                jaki opiewa "umowa" - cudzysłów bo powinno być - "na gębę jak u Kałmuków - jak i
                kwota. W moim mieście tego typu usługami para się kilka firm szczególnie
                internmiści, pediatrzy i neurolodzy ....

                ********
                Lukumon
                • Gość: Patryk Re: Podejrzewam, że chodzi o modną teraz w dużych IP: *.oc.oc.cox.net 03.08.05, 23:01
                  Czyli jeśli pacjent nie dożyje końca umowy (opłaconej z góry),to zleceniodawca
                  jest "do tyłu" ? Ale to w końcu ryzyko umawiających się.
                • Gość: Doki Re: Podejrzewam, że chodzi o modną teraz w dużych IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 03.08.05, 23:06
                  > jaki opiewa "umowa" - cudzysłów bo powinno być - "na gębę jak u Kałmuków

                  Zwracam Ci uwage, ze wedle kodeksu cywilnego, a ten mialby zastosowanie do tego
                  tymu umow, umowa zawarta w formie ustnej jest tak samo wazna jak w pisemnej.
                  Oczywiscie, trudniej udowodnic fakt istnienia umowy w formnie ustnej, ale daloby
                  sie w tym przypadku- jako implicite, po podjeciu sie pierwszysch dzialan.
                  A pokwitowania za otrzymane pieniadze musza byc.

                  Zwracam Ci tez uwage, ze sa cale narody, ktore prowadza grubsze niz na 7000 zl
                  transakcje i zawsze na gebe i nie sa to Kalmucy (masz cos przeciwko Kalmukom?).
                  • lukumon W jednym przyznaję ci rację Doki ... 03.08.05, 23:56

                    ... całkowicie bezpodstawnie obraziłem Kałmuków. To rzeczywiście było z mojej
                    strony prostackie - nie znam prawa administracyjnego w Kałmucji, właściwie wiem
                    o niej tylko tyle gdzie ona w ogóle jest.

                    ... jak udowodnić fakt zawarcia umowy ustnej - według mnie usługobiorca winien
                    opuścić siedzibę firmy medycznej z komfortem psychicznym jaki dac może w tym
                    wypadku jedynie przeświadczenie o tym iż z prawnego punktu widzenia transakcja
                    zawarta została bezpiecznie, a przeprowadzone formalności gwarantują wykonanie
                    usług zgodnie z ustaleniami. Umowa ustna takich wybogów w żadnym razie nie spełnia.

                    ... Napisałeś: "Zwracam Ci tez uwage, ze sa cale narody, ktore prowadza grubsze
                    niz na 7000 zl transakcje i zawsze na gebe" Zgadzam się. Są również narody gdzie
                    dzieci po śmierci rodziców zjadają ich mózgi, inne gdzie rodzice oddają
                    nieletnie córki starszym mężczyznom aby nabrały doświadczenia życiowego, są
                    takie które nie znają liczb - nie używają ich w ogóle! ... A tak poważnie są
                    oczywiście narody zawierające większość transakcji wyłącznie w formie ustnej np.
                    Chińczycy w diasporze w Azji Południowo-Wschodniej, Indianie
                    południowoamerykańscy i pewnie wiele innych. Wykształcili one bowiem mechanizmy
                    skazujące łąmiących takie ustalenia na ostracyzm tak społeczny, jak i zawodowy.
                    Myśmy ich nie wykształcili nawet w formie szczątkowej. Europejczycy i pochodne
                    są skrajnymi wiarołomcami - tak było już przed listem żelaznym Jana Husa, czy
                    też 396 traktatami zawartymi oficjalnie przez rząd USA z Indianami i złamanymi
                    bez jednego wyjątku. Dlatego u nas nie robi się niczego bez zabezpieczeń, a
                    propozycja oparcia umowy finansowej jedynie na zaufaniu jest dla mnie
                    prostactwem i bezczelnością ....
                    ********
                    Lukumon
            • lukumon To prawda - jesteśmy zupełnie różnymi ludźmi ... 03.08.05, 22:49

              ... a prze to pewnie mamy tak różne podejście do sposobu postrzegania naszego
              zawodu przez pacjentów i przez siebie samych - z całym szacunkiem dla twojej
              niewątpliwie sympatycznej, a przez to lubianej na tym forum osoby - uważam, że
              jesteś klasyczną ofiarą smutnego dla nas lekarzy procesu sakralizacji idei
              lekarza. W twoich postach - szczególnie w naszych polemikach - często zawierasz
              życzenie (przynajmniej ja to tak odbieram) aby lekarze postrzegani byli jako
              zawód absolutnie wyjątkowy, prawie święty któremu przypisane są szczególne
              prerogatywy nie tylko w naszych z pacjentami kontaktach - z czym akurat się mogę
              czasem zgodzić), ale nawet jak widać z tego wątku w sprawach tak banalnych jak
              relacje finansowe z pacjentem jako usługobiorcą z czym nie zgodze się nigdy.
              ŻADNEGO ZAUFANIA !! NIGDY ŻADNYCH PIENIĘDZY BEZ PISEMNEGO POTWIERDZENIA !!
              NIKOMU !! KSIĘDZU TEŻ NIE !! W tym aspekcie absolutnie niczym nie różnimy się
              wobec KLIENTA od mechanika samochodowego, czy kafelkarza. Szacunek owszem -
              jakby nie było zajmujemy się najdroższym i najświętszym "towarem" na Ziemii -
              życiem. Ale nie jesteśmy kapłanami medycznymi, ale strażnikami, a w porywach
              sprawnymi rzemieślnikami. Jeśli jesteśmy dobrzy w tym co robimy należy nam się
              szacunek, ale nie boska cześć. Ja jakoś nie marzę żeby pacjenci przed rozmową ze
              mną całowali moje słuchawki ....
              ********
              Lukumon
              • Gość: Doki Re: To prawda - jesteśmy zupełnie różnymi ludźmi IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 03.08.05, 23:00
                > jesteś klasyczną ofiarą smutnego dla nas lekarzy procesu sakralizacji idei
                > lekarza.

                Powiedzmy, ze to Ty jestes produktem desakralizacji sztuki lekarskiej.

                > zawód absolutnie wyjątkowy

                Tak.

                > ŻADNEGO ZAUFANIA !! NIGDY ŻADNYCH PIENIĘDZY BEZ PISEMNEGO POTWIERDZENIA !!
                > NIKOMU !! KSIĘDZU TEŻ NIE !

                No, z tym ksiedzem to chyba juz licentia poetica. Jednak nie chodzi o pisemne
                potwierdzenie. Uwazam, ze lekarz MUSI wystawiac faktury za wykonana prace.
                Zawsze i bez dyskusji. Czym innym jest jednak sporzadzanie umowy. Bo jak ta
                umowa mialaby wygladac? Umowa o dzielo? Przeciez to nierealne, z aneksow i
                klauzul wykluczajacych mozna by ksiazke zlozyc, tak jak format broszurowy maja
                obecnie zgody na zabieg w USA.

                Nie wymagam od nikogo calowania moich sluchawek. Jednak bedziemy sie roznic co
                do tego: ja uwazam, ze jednak ja i mechanik czy kafelkarz to zawody z zupelnie
                roznych parafii.

                Twoja wizja zwyciezy. To smutne. Mam nadzieje, ze wtedy juz nie bede musial
                pracowac. Bo wtedy to juz nie bedzie medycyna, jak mawial tak chetnie ciagany po
                forach Hipokrates, "omnium artium nobilissima".
                • lukumon Doki ... 04.08.05, 09:27

                  .... Napisałeś: "Jednak nie chodzi o pisemne potwierdzenie. Uwazam, ze lekarz
                  MUSI wystawiac faktury za wykonana prace." - to jakby zupełnie nie na temat -
                  autorka nie porusza tematu faktur, wykonanej pracy, ale zawarcia umowy i zapłaty
                  z góry bez potwierdzenia pisemnego. Prowadzę działalność gospodarczą i odróżniam
                  fakturę od umowy o pracę.
                  A zawarcie takiej umowy - o jaką jak podejrzewam tu chodzi - jest jak
                  najbardziej realne, bo nie jest to umowa o dzieło, ale o sprawowanie opieki w
                  formie domowych wizyt lekarskich i pielęgniarskich o ustalonym charakterze i
                  periodyce oraz prowadzenie podstawowej diagnostyki ambulatoryjnej, bądź bardziej
                  zaawansowanej - zależy od życzeń pacjenta i jego rodziny, i możliwości firmy ...

                  Napisałeś: "ja uwazam, ze jednak ja i mechanik czy kafelkarz to zawody z
                  zupelnie roznych parafii." - bo są to zawody z różnych parafii, ale widocznie
                  nie przeczytałeś dokładnie tego co napisałem - napisałem, że W KWESTII ROZLICZEŃ
                  FINANSOWYCH jesteśmy takimi samymi usługodawcami jak mechanik czy kafelkarz.
                  Rozumiesz różnicę? ...

                  ...a co do twojego końcowego wniosku - nie zgadzam się w toba w tym względzie
                  jak zawsze - podejrzewam, że przesadnie upoiłeś się wykonywanym przez siebie
                  zawodem, tym że jako intensywista jesteś Panem Życia i Śmierci, że domagasz się
                  szczególnego traktowania swojej osoby nie tylko w pracy, ale i w sklepie na
                  poczcie, czy na urlopie (to tylko spekulacja z mojej strony, ale mam takie
                  nieodparte wrażenie - wystarczy mi to iż zachowania lekarza z opowieści autorki
                  wątku nie uważasz za naganne). Jestem rzeczywiście zupełnie inny - absolutnie
                  nie uważam że szacunek należy się lekarzom a priori li tylko z powodu
                  wykonywanego zawodu, ale wyłącznie za to JAK go wykonują. Widzialem kolegów
                  dumnie noszących słuchawki nawet pod prysznic którzy ze względu na swój "kunszt"
                  i ostetnacyjne lekceważenie pacjenta zasugiwali tylko na pogardę. Nie było ich
                  wielu, ale byli tacy. Nie chcę czci, nie mam zapędów kapłańskich i adekwatnych
                  do tych zapędów oczekiwań - chcę żeby mnie szanowano za to jakim jestem
                  lekarzem, a nie dlatego że mam dyplom i plakietkę z wężem Eskulapa na
                  samochodzie; nie postrzegam siebie jako Asklepiosa trzymającego w jednej ręce
                  ampułkę ze Śmiercią a w drugiej z Życiem - zbyt wiele mistyki tak samo nam
                  szkodzi jak gdy jest jej zbyt mało. I wcale nie uważam tak jak Hipokrates, że
                  nasz zawód jest najszlachetniejszy - jest jednym z kilku najszlachetniejszych -
                  a to ogromna różnica. Nie tylko my zajmujemy się chronieniem ludzi, szczególnie
                  tych słabych i ratowaniem ich zdrowia i życia.

                  ********
                  Lukumon
                  • Gość: jurys Re: Doki ... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 22:51
                    miłe ze zdarzaja sie lekarze,
                    ktorzy nie chca zeby pacjent
                    byl dla nich tym czym prosty
                    chlop jest dla proboszcza - glupkiem
                    ktory powinien pelzac u ich stop
                    • Gość: Doki lukumon... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 06.08.05, 07:26
                      No i widzisz, Ty piszesz, co piszesz, a potem taki jurys tyle wlasnie z tego
                      zrozumie, co powyzej.

                      > .... Napisałeś: "Jednak nie chodzi o pisemne potwierdzenie. Uwazam, ze lekarz
                      > MUSI wystawiac faktury za wykonana prace." - to jakby zupełnie nie na temat -
                      > autorka nie porusza tematu faktur, wykonanej pracy, ale zawarcia umowy i zapłaty
                      > z góry bez potwierdzenia pisemnego. Prowadzę działalność gospodarczą i odróżniam
                      > fakturę od umowy o pracę.

                      No to wiesz na pewno, ze faktura jest DOWODEM zawarcia umowy cywilnopranej. Masz
                      fakury- znaczy byla umowa, chocby nie bylo jej na papierze. Dlatego wlasnie nie
                      jest to nie na temat. Istnienie faktur umozliwia udowodnienie istnienia umowy
                      ustnej, ktora GENERALNIE jest czesciej stosowania w ukladzie lekarz- pacjent.

                      > napisałem, że W KWESTII ROZLICZEŃ
                      > FINANSOWYCH jesteśmy takimi samymi usługodawcami jak mechanik czy kafelkarz.
                      > Rozumiesz różnicę? ...

                      Rozumiem, ale nie do konca sie zgadzam. Po pierwsze, kwestia rozliczen
                      finansowych jest nie do oderwania od praktyki, z roznych wzgledow, np z tego, ze
                      to inny niz odbiorca uslug podmiot placi za wykonanie uslugi, ale tez z uwagi na
                      szczegolny przedmiot i zakres uslugi.
                      Po prostu mechanik czy kafelkarz bez mrugniecia okiem bezczelnie zdziera lub
                      oszukuje i to jeszcze nie jest tragedia, co najwyzej oburzenie. Lekarzowi tego
                      nie wolno ze wzgledu na etyke. Etyka kafelkarza? Nie rozsmieszaj mnie. Do etyki
                      zreszta jeszcze wroce.

                      > podejrzewam, że przesadnie upoiłeś się

                      Podejrzenie calkowicie chybione.

                      > domagasz się
                      > szczególnego traktowania swojej osoby nie tylko w pracy, ale i w sklepie na
                      > poczcie, czy na urlopie (to tylko spekulacja z mojej strony, ale mam takie
                      > nieodparte wrażenie - wystarczy mi to iż zachowania lekarza z opowieści
                      > autorki wątku nie uważasz za naganne)

                      Dobrze, ze dodales, ze to tylko spekulacja, bo moglbym to potraktowac jako
                      potwarz. A nie uznalem za naganne wlasnie dlatego, ze, jak wyzej, lekarz to nie
                      zwykly uslugodawca. Jest bezsporne, ze stosunki lekarz- pacjent opieraja sie na
                      zaufaniu. To jest fundament etyki lekarskiej, lukumon! Czcza pisze "chce miec
                      gwarancje" a potem pisze "umowa nie daje mi gwarancji". To o co jej chodzi? Dla
                      mnie to jest proba wycisniecia czegos "na wszelki wypadek". Czcza nie popelnila
                      nietaktu, chcac umowy z okresleniem ceny z gory, zwlaszcza gdy teraz wiemy o
                      jakie zabiegi chodzilo, ale lekarz nie zachowal sie nagannie odrzucajac
                      propozycje spisania umowy. Powinien wlasciwie zrezygnowac z dalszego leczenia.
                      Mysle, ze takie postepowanie rozwazylbym na jego miejscu. Wole, zeby tego typu
                      pacjenci szli do kogos innego.

                      Wracajac zas do etyki, to sprowadzenie lekarza do roli uslugodawcy sporo w tej
                      kwestii upraszcza. Cale to gadanie o etyce mozna wtedy spokojnie wyrzucic do
                      kosza, powiesic sobie na scianie certyfikat od Federacji Konsumentow i czesc. I
                      tak z lekarza robi sie kramarza. Czcesz tego? Twoja sprawa. Pacjenci cie
                      kochaja. Mnie nie musza kochac, wystarczy, ze w swoim sumieniu zatroszczylem sie
                      o ich zdrowie najlepiej jak umialem. A wiesz rownie dobrze jak ja, ze "bycie
                      panem zycia lub smierci" nie jest upojne, ze raczej podejmowanie decyzji ze
                      swiadomoscia ryzyka tego rodzaju to brzemie, nie przywilej. I za to mi placa-
                      nie pieniedzmi, ale wlasnie zaufaniem. Jesli zniknie zaufanie, bede oczekiwal
                      wyzszej zaplaty w pieniadzach, albo jednak zaczne jezdzic TIRem ku uldze
                      pacjentow, ktorym wydaje sie, ze zawsze moga byc rownorzednymi partnerami.

                      PZDR
                      • lukumon Widzisz Doki - trudno mi odpowiadać ... 06.08.05, 12:10

                        ... za przerysowania Jurysa. Tyle, że co do wymowy postu to trudno mi też nie
                        zgodzić się z nim.

                        ... Zacznę może od "Adama" bo chyba po drodze go zgubiłeś - założycielka wątku
                        pisała, że lekarz nie chciał podpisać z nią umowy mimo jej sugestii, czego ty
                        nie uznałeś za naganne. Teraz zaś napisałeś: "... wiesz na pewno, ze faktura
                        jest DOWODEM zawarcia umowy cywilnopranej. Masz fakury - znaczy byla umowa,
                        chocby nie bylo jej na papierze." -
                        • Gość: Doki dobrze IP: *.170-201-80.adsl.skynet.be 06.08.05, 13:06
                          lukumon, ja juz nie mam sily. I rest my case.
                        • czcza Re: Widzisz Doki - trudno mi odpowiadać ... 06.08.05, 13:41
                          lukumon napisał:

                          >
                          > założycielka wątku
                          > pisała, że lekarz nie chciał podpisać z nią umowy mimo jej sugestii

                          Tylko sprostuję, że zdecydowanego "nie" nie powiedział, ale na propozycję
                          pisemnej gwarancji zareagował z niechęcią.
                          Co do reszty wypowiedzi lukumona dotyczącej mojej osoby zgdzam się.




              • paczula8 Re: To prawda - jesteśmy zupełnie różnymi ludźmi 05.08.05, 13:19
                Lukmon, kocham Cię (męża już mam, więc jak brata).
                • lukumon O Jejku - Paczula !!! .... 06.08.05, 17:29

                  ... a nie mogłabyś tego kochania zmienić z "jak brata" na coś bardziej
                  przyswajalnego w konsumpcji? ..... :-))))
                  ********
                  Lukumon
                  • lukumon Przepraszam, że podbiłem wątek, ale nie mogę ... 06.08.05, 17:34

                    ... nie odpowiedzieć kobiecie, która na mnie leci. I do tego mężatka!! Super !!
                    Teraz proszę innych by mi nie przeszkadzano - będę zadzierzgał nić ...

                    ********
                    Lukumon
                    • Gość: pszczolaasia ustalmy jedno.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.05, 17:42
                      boisz się Swana zwanego Łabądkiem??????
                      • lukumon Ja chyba jednak nic a nic nie rozumiem kobiet ... 06.08.05, 17:46

                        ... mnie się nawet czasem wydaje że wy po polsku mówicie, ale te złudzenia
                        trwają krótko i potem znów brodzę w ciemnosciach. Teraz też w nich brodzę
                        niestety ..... :-(((
                        ********
                        Lukumon
                        • Gość: pszczolaasia biedaku..... :DDD IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.05, 17:48
                          czy mogę Ci jakoś pomóc???? przecież mówimy tym samym językiem... no czego nie
                          rozumeisz? Ci wytłumaczę jak mogę...no fakt kobieca logika jest trochę
                          pokrętna, ale chyba nie aż tak????
                          • lukumon Uwielbiam wszystkie te terminy gdzie słowu ... 06.08.05, 17:53

                            ... logika usiłuje się przyporządkować, a właściwie skojarzyć z nim określniki
                            pochodzące od słowa "kobiecość" i wszystkie pochodne. To zupełnie jak chleb ze
                            smalcem i z kawiorem. Kawiorem jest oczywiście logika .... :-)))
                            ********
                            Lukumon
                            • pszczolaasia Re: Uwielbiam wszystkie te terminy gdzie słowu .. 06.08.05, 17:57
                              czyżbyś sugerował, że kobiety pozbawione są wogle możliwości logicznego
                              myślenia??? czy moze piszesz, ze kobiety widzą tylko to co chcą zobaczyć i nic
                              ponad to? oooooo :DDDD doprawdy przesadzasz :DDD
                              p.s. nienawidzę kawioru :DD wolę chleb ze smalcem i ogórkiem kiszonym i
                              czarnymi oliwkami... :))))
                              • lukumon A oliwki kroisz w plasterki? .... 06.08.05, 19:37

                                ... a powiedz mi Pszczoło gdzie jest wątek w którym dałem ci bezcenne wskazówki
                                odnośnie zawijania gołąbków - nie mogę go znaleźć ...
                                ********
                                Lukumon
                                • pszczolaasia Re: A oliwki kroisz w plasterki? .... 06.08.05, 19:46
                                  szkoda mi ich kroić, uwielbiam całe...zawsze wydawało mi się nie wiedzieć
                                  czemu, ze jak je kroje to je jakoś niszcze... kumasz, cos drogocennego z nich
                                  wycieka, ucieka, niszcze je po prostu. więc w całości je jadam , dodaje do
                                  sałatek itd.
                                  nie ma go...chyba go skasowali.... :(((( a tam Bozia taki ładny przepis
                                  dała....
                                  • Gość: Swan Ganz zaraz, zaraz?! To Ty sie Pscoła na wątki kulinarne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.05, 19:51
                                    do Lukumona (za) puszczasz? Na boki se latasz?!?!
                                    Szybko mi ty gadać o jakich On gołąbkach mówi a Ty z takim rozrzewnieniem
                                    wspominasz?
                                    Miło Wam było a ja się dowiaduję o tym ostatni?
                                    • pszczolaasia Re: zaraz, zaraz?! To Ty sie Pscoła na wątki kuli 06.08.05, 19:55
                                      Słoneczko...:DDD nie denerwuj się :DDD
                    • Gość: Swan Ganz Re: Przepraszam, że podbiłem wątek, ale nie mogę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.05, 19:38
                      Przepraszam, że się "wcinam" ale muszę powiedzieć o moim całkowitym zrozumieniu
                      Twojego stanowiska w tej sprwie :D Sprawa jest poważna i rozwojowa więc skoczę
                      zaraz do sklepu po kilka piwek i czipsy. Siądę sobie w wygodnym fotelu i w
                      milczeniu (no, może w newralgicznych momentach pozwolę sobie na cichy doping)
                      patrzę na rozwój sytuacji.... Kto wie, może się czegoś nauczę??
                      Chociaż jako myśliwy wszechstronnie doświadczony w gonitwch za królikiem, może
                      się przydam z pomocą? Jakby co to zawołaj :)
                      • lukumon Jak widzisz Swanie - nie przyszła .... 07.08.05, 13:56

                        ...a mówiła że kocha. A ja tak lubię mężatki .... :-((((
                        ********
                        Lukumon
                        • Gość: Swan Ganz Więcej wiary Doktorze. Może jakaś nieśmiała jest . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.05, 15:19
                          i się trochę wstydzi swoich uniesień??
                          Po z tym; ta Twoja fanka to "nieśmigana" na tutejszym forum nówka jest więc
                          bądź cierpliwy...
                          • lukumon Cierpliwość w takich wypadkach nie jest ... 07.08.05, 20:53

                            ... moją najmocniejszą stroną ............... PACZULA WRÓÓÓÓÓĆ !!!!! ....
                            ********
                            Lukumon
    • Gość: optymistka Re: czy popełniłam nietakt... IP: *.katowice.pik-net.pl 04.08.05, 07:50
      Na pewno nie byłaby to umowa o dzieło. Umowa o dzieło to umowa rezultatu. Liczy
      się efekt końcowy. Wydaje mi się, że to bardziej byłaby umowa podobna do umowy
      zlecenia, czyli umowa starannego działania. Tak jak np. adwokat w sądzie, który
      ma obowiązek dołożyć wszelkich starań gdy broni klienta, ale nie może mu
      obiecać końcowego efektu, tak samo lekarz ma obowiązek działać jak najlepiej
      potrafi w interesie pacjenta - klienta, ale nie może obiecać, że go wyleczy.
      • Gość: optymistka Re: czy popełniłam nietakt... IP: *.katowice.pik-net.pl 04.08.05, 07:55
        Normalką jest zawieranie umów między adwokatami a ich klientami.
      • pszczolaasia Re: czy popełniłam nietakt... 04.08.05, 09:24
        masz rację Optymistko, umowa o dzieło, czyli umowa o wyleczenie jest niemożliwa
        do zawarcia w stosunkach między lekarzem a pacjentem. znaczy można ją zawrzeć,
        ale w świetle prawa byłaby ona nieważna.
    • Gość: optymistka Re: czy popełniłam nietakt... IP: *.katowice.pik-net.pl 04.08.05, 09:45
      Szanując opinie wszystkich uczestników tego wątku zgadzam się z Lukumonem.
      Ja szanuję swoich lekarzy nie dlatego, że są lekarzami ale dlatego że są
      świetnymi lekarzami. Miałam naprawdę szczęście.
    • czcza Re: czy popełniłam nietakt... 04.08.05, 11:36
      Aby rozwiać atpliwości jeszcze dopiszę, że chodzi o leczenie ortodontyczne.
      Suma ta ma pokryć zarówno ceny sprzętu jak i ceny wizyt. Jednym słowem wpłacam
      pienądze i przy wizytach już o nich nie rozmawiamy. Ufam lekarzowi, jego
      umiejetnościom /inaczej nie powierzyłabym mu swoich zębów/. Umowa ta NIE ma
      dawać mi gwarancji udanego leczenia. Ma zabezpieczyć mnie finansowo przed
      różnymi sytuacjami zyciowymi niezaleznymi od lekarza /przez 3 lata wiele moze
      się zdarzyć/. A poza tym chcę miec pewność, że lekarz nie przeniesie gabinetu
      np. do innego miasta, albo przekaże opiekę nade mną komu innemu.
      • Gość: Vlad Re: czy popełniłam nietakt... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 11:47
        W tej konkretnej sytuacji sporzadzenie umowy i wystawienie faktury jest IMHO na
        miejscu.
        • maga_luisa Re: czy popełniłam nietakt... 05.08.05, 20:39
          Umowa powinna być spisana; nie ma wątpliwości.
      • Gość: Doki Re: czy popełniłam nietakt... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 06.08.05, 07:10
        czcza napisała:

        > Aby rozwiać watpliwości

        Jedne rozwialas, ale natychmiast pojawily sie nastepne.

        > chodzi o leczenie ortodontyczne.
        > Suma ta ma pokryć zarówno ceny sprzętu jak i ceny wizyt. Jednym słowem wpłacam
        > pienądze i przy wizytach już o nich nie rozmawiamy.

        W tym ukladzie nie widze niczego niewlasciwego w sporzadzeniu pisemnej umowy.
        Cel i metody leczenia sa jasno okreslone, czas i spodziewany zakres wizyt
        kontrolnych tez.

        > Ma zabezpieczyć mnie finansowo przed
        > różnymi sytuacjami zyciowymi niezaleznymi od lekarza /przez 3 lata wiele moze
        > się zdarzyć/.

        No i tego kompletnie nie rozumiem. O co chodzi? Ze nie bedzie Cie stac na
        leczenie? To je po prostu przerwiesz. Ze Twoj lekarz umrze? Temu nie zapobiezesz.

        > A poza tym chcę miec pewność, że lekarz nie przeniesie gabinetu
        > np. do innego miasta, albo przekaże opiekę nade mną komu innemu.

        Nie wiem, czy do tego potrzebna jest umowa, w koncu przeciez to zaden problem
        pojechac na wizyte "do innego miasta".
        • czcza Re: czy popełniłam nietakt... 06.08.05, 12:43
          Gość portalu: Doki napisał(a):

          > O co chodzi? Ze Twoj lekarz umrze? Temu nie zapobiezes
          > z.
          >
          Oby taka sytacja się nie zdrzayła! Jej prawdopodobieństwo jest na szczęście
          nikłe. Ale zapobiegliwie, czysto teoretycznie... co wówczas by się stało,
          leczenie nieskończone a z góry opłacone, od kogo moge dochodzić zwrotu gotówki?


          ...przeciez to zaden problem
          > pojechac na wizyte "do innego miasta".
          Dla mnie to problem, marnuję czas na dojazdy. Wybierając tego lekarza również
          sugeruję się odległością, oprócz kompetencji oczywiście.
          • Gość: Doki Re: czy popełniłam nietakt... IP: *.170-201-80.adsl.skynet.be 06.08.05, 13:45
            > Ale zapobiegliwie, czysto teoretycznie... co wówczas by się stało,
            > leczenie nieskończone a z góry opłacone, od kogo moge dochodzić zwrotu gotówki?

            Przeciez juz napisalem, ze w tej konkretnej sytuacji pisemna umowa wydaje mi sie
            uzasadniona. Placenie z gory natomiast... hmmm...

            > Dla mnie to problem, marnuję czas na dojazdy.

            Gdyby wizyty kontrolne byly co tydzien, to moglbym to jeszcze zrozumiec. Jednak
            widzisz, nie widze niczego nadzwyczajnego w tym, ze pacjenci jezdza po 100 km i
            wiecej w jedna strone do tego lekarza, u ktorego chca sie leczyc. Tutejsi
            pacjenci tez nie widza w tym niczego niezwyklego- to po prostu kwestia
            priorytetow. Uwazasz inaczej- OK. Ja uwazam tak, jak napisalem.
            • czcza Re: czy popełniłam nietakt... 06.08.05, 14:03
              Doki korespodnujac z Lukumonem napisał:
              Czcza pisze "chce miec
              gwarancje" a potem pisze "umowa nie daje mi gwarancji". To o co jej chodzi?

              Moje słowa zostały wycięte z kontekstu i zgubiły sens. Całość brzmiała: Umowa
              nie daje mi gwarancji UDANEGO LECZENIA. Zabezpiecza finansowo.
              Już widomo o co mi chodzi?
              • Gość: Doki Re: czy popełniłam nietakt... IP: *.170-201-80.adsl.skynet.be 06.08.05, 14:08
                > Już widomo o co mi chodzi?

                Tak.

                Teraz poszukuje kompromisu. Skoro Twoj lekarz jest tak niechetny umowie, a Ty
                mimo wszystko chcesz sie u niego leczyc, a przy tym nie wiesz jak ze srodkami w
                przyszlosci, to moze zaproponuj, ze zdeponujesz srodki na koncie bankowym, z
                ktorego bedzie sobie je pobieral w miare postepow leczenia. Do tego tez bedzie
                potrzebna umowa, ale juz o zupelnie innym charakterze- wlasnie finansowym. I
                taka wydaje mi sie tu bardziej na miejscu niz "kontrakt na leczenie".
                • czcza Re: czy popełniłam nietakt... 06.08.05, 14:19
                  Gość portalu: Doki napisał(a):


                  a przy tym nie wiesz jak ze srodkami w
                  > przyszlosci,
                  Moja finanasowa przyszłość w tym wypadku mało mnie interesuje, wpłacam
                  przeciez przed podjęciem leczenia pełną sumę i mam 3 lata opieki zapewnione. Ni
                  e powinna już ona od tej chwili interesować też mojego lekarza.
                  • Gość: Swan Ganz Czacza... wyluzuj już z tym wątkiem. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.05, 14:21
                    Dostałaś solidne wsparcie swojego stanowiska w sprawie umowy a to chyba Ci
                    chodziło? Więc dalsze podbijanie wątku nie bardzo ma sens....
                    • czcza Re: Czacza... wyluzuj już z tym wątkiem. 06.08.05, 14:38
                      Do czytania nie zmuszam. Piszę nie w celu podbijania.
                  • Gość: Doki Re: czy popełniłam nietakt... IP: *.170-201-80.adsl.skynet.be 06.08.05, 14:26
                    > Moja finanasowa przyszłość w tym wypadku mało mnie interesuje, wpłacam
                    > przeciez przed podjęciem leczenia pełną sumę i mam 3 lata opieki zapewnione.

                    Tego wlasnie probowalbym uniknac, bo wydaje mi sie to istotniejsze. Wracajac do
                    przykladu z kafelkarzami- W ZYCIU nie zaplacilbym kafelkarzowi z gory. To nauka
                    zdobyta na bledach.
            • czcza Re: czy popełniłam nietakt... 06.08.05, 14:15
              Gość portalu: Doki napisał(a):

              > Przeciez juz napisalem, ze w tej konkretnej sytuacji pisemna umowa wydaje mi
              si
              > e
              > uzasadniona.

              Ale również znalazłam wypowiedź Dokiego:
              "...ale lekarz nie zachowal sie nagannie odrzucajac
              propozycje spisania umowy. Powinien wlasciwie zrezygnowac z dalszego leczenia.
              Mysle, ze takie postepowanie rozwazylbym na jego miejscu. Wole, zeby tego typu
              pacjenci szli do kogos innego."
              To o co chodzi?

              > Gdyby wizyty kontrolne byly co tydzien, to moglbym to jeszcze zrozumiec.
              Jednak
              > widzisz, nie widze niczego nadzwyczajnego w tym, ze pacjenci jezdza po 100 km
              i
              > wiecej w jedna strone do tego lekarza, u ktorego chca sie leczyc. Tutejsi
              > pacjenci tez nie widza w tym niczego niezwyklego- to po prostu kwestia
              > priorytetow. Uwazasz inaczej- OK. Ja uwazam tak, jak napisalem.

              Tak, ale decyzję o tym podejmują przed podjęciem leczenia, dobrowolnie. A w tym
              wypadku zostałabym postawiona przed faktem dokonanym - muszę i już.
              • Gość: Doki Re: czy popełniłam nietakt... IP: *.170-201-80.adsl.skynet.be 06.08.05, 14:25
                > To o co chodzi?

                O to, ze nie zajal jasnego stanowiska wobec Ciebie. W ten sposob spowodowal, ze
                sytuacja stala sie metna. Powolal sie na zaufanie, a sam to zaufanie podwaza,
                stwarzajac niejasna sytuacje. Powinno byc: tak albo nie. Woz albo przewoz. Slubu
                nie braliscie. Do tego tanga trzeba dwojga i musicie sie ze soba zgadzac.
                Nagannosc polega na dwuznacznosci stanowiska, nie na samej odmowie podpisywania
                umowy.

                > Tak, ale decyzję o tym podejmują przed podjęciem leczenia, dobrowolnie. A w
                tym > wypadku zostałabym postawiona przed faktem dokonanym - muszę i już.

                Nie no, OK. Po prostu uwazam, ze to malo istotne, ze trzeba podjechac do
                lekarza. Zwyczajnie nie widze problemu typu "a co jesli bede musial dojezdzac".
                Jak bede musial, to bede dojezdzal i tyle.
                • lukumon W Belgii to może nie problem ... 06.08.05, 14:29

                  ... jest tak niezwykle rozległy, że do lakarza, który mieszka na drugim końcu
                  kraju można codzienie jeździć nawet hulajnogą. I niespecjalnie się przy tym
                  zmachać :P))))) ....

                  ... przepraszam drogi Łabądku
                  ... za złośliwe podbijanie wątku
                  ********
                  Lukumon
                  • Gość: Swan Ganz Re: W Belgii to może nie problem ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.05, 14:40
                    tu nie chodzi Stary Tarkwiniuszu (:D) o jakąś moją szczególną awersję do tego
                    wątku....
                    Doki trochę zbłądził a Ty z właściwym sobie pietyzmem wskazałeś mu poprawną
                    drogę. Po prostu jestem przeciwnikiem flekowania......
                    • czcza Re: W Belgii to może nie problem ... 06.08.05, 14:46
                      Zamykam wątek ;) Swan nie podbijaj.
                      • lukumon Żadnego zamykania !!! ... 06.08.05, 14:50

                        ... niezły tekst - "zamykam" - tu nie fora prywatne. Na prywatnych z resztą też
                        nie można. Po pierwsze Czcza - nie wyściskałaś mnie jeszcze i nie wycałowałaś za
                        obronę przed flamandzką nawałnicą; a po drugie ....... nic mi nie przychodzi do
                        głowy na to "drugie" :-((( .....

                        ********
                        Lukumon
                        • czcza lukumonie nawałnica? 06.08.05, 15:00
                          to lekki wietrzyk. Raczej Swan piorunem we mnie trzaska...
                    • lukumon ... "Nie będzie Doki pluł nam w twarz .... 06.08.05, 14:46

                      ... i dzieci nam belgował !!!..." ... gołąbek pokoju się znalazł ... a właściwie
                      łabądek ... :-)))
                      ********
                      Lukumon
                      • Gość: Swan Ganz Re: ... "Nie będzie Doki pluł nam w twarz .... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.05, 14:49
                        no bo na pochylone przez Ciebie drzewo to nawet Czacza próbuje wskoczyć :))
                        • lukumon No dobra - nie będę już. Spadam. :-)))....n/t 06.08.05, 14:51


                          ********
                          Lukumon
                      • Gość: Doki Nie będzie... IP: *.170-201-80.adsl.skynet.be 06.08.05, 14:55
                        Jak "zamykam", to "zamykam". Kurcze, myslalby kto, ze jednak poczules sie
                        zagrozony...

                        nie plulem, wysoki sadzie
                        • mmagda12 Re: Doki jest spoko 06.08.05, 15:33
                          Jakby co ,bede bronic Dokiego jak "lwica swych malych" chociaz jestem
                          zodiakalnym Baranem.
                          • Gość: pszczolaasia Re: Doki jest spoko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.05, 17:39
                            aaaaaa to teraz dużo rozumiem:))) Magdo ja też:))) pozdrawiam:))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka