Gość: doc
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
04.11.05, 20:09
Na dyżur opieki całodobowej wparował tatuś z 6 letnią córeczką.
Od 2 dni objawy dość łagodnej infekcji układu oddechowego - bez pogorszenia.
Przybycie to stanowiło klasyczny przykład "wejścia całodobówkowego" jak to
nazywam, pacjent pojawiający się kilka - kilkanaście minut po rozpoczęciu
dyżuru, tak jakby coś stało się w ciągu ostatnich minut, podczas gdy problem
z którym chory się zgłasza trwa dni, czasami tygodnie...
Oczywiście w świetle wytycznych NFZ to dziecko nie powinno być przyjęte na
dyżurze, no ale w przypadku dzieci w ogóle takie myślenie jest mi obce.
Gdzieś jako kolejny argument za przyjęciem pozostaje także ewentualność
skargi - do wybronienia się, ale cóż, kto lubi być oskarżanym?
Okazuje się, że prawdopodobnie czeka mnie skarga, pomimo zbadania dziecka i
zalecenia leczenia. W toku zbierania wywiadu bowiem ośmieliłem się zapytać
ojca dlaczego zjawia się z chorobą dziecka po 2 dniach skoro nic się nie
zmieniło przez ten czas, a 30 - 40 minut temu mógł spokojnie dostać się do
pediatry stale się nim zajmującego? I jeszcze powiedziałem, że jego argument -
praca - nie jest zbyt poważny wobec choroby dziecka; oraz to, że odnotuję
fakt tej argumentacji w dokumenacji- jako dowód wątpliwej (być może, to
przypuszczenie) jakości opieki tego ojca nad dzieckiem, skoro do "jakiegoś" a
nie swojego lekarza udaje się w swym wolnym czasie, po załatwieniu swych
spraw, nie dbając o stan dziecka i kontakt dziecka z własnym lekarzem.
To wszystko wywołało furię ojca taką, że byłem bliski wezwania Policji z
troski o dziecko, w obawie czy ktoś taki może sprawować nad tym dzieckiem
opiekę. Sytuacja załagodziła się - ja złamałem wytyczne NFZetu przyjmując na
dyżurze pacjenta nie dyżurowego, co może skutkować:
- zakwestionowaniem refundacji wystawionej recepty, bo wystawiona była w
pomocy doraźnej, a przypadek do takiej pomocy się nie kwalifikował - co za
tym idzie, obciążeniem mnie kosztami refundacji
- nałożeniem dodatkowo kary za powyższe
- upomnieniem z NFZ dotyczącym złej kwalifikacji pacjenta w określonym trybie
przyjęć (POZ vs dyżur)
- skargą złożoną przez ojca pomimo spełnienia jego oczekiwań (zbadanie,
leczenie dziecka).
Dobra, trochę robię sobie jaja, ale nie potrzeba filmu Barei, by powyższe
przykrości mogły się wydarzyć. Znam możliwości NFZetu.
Piszę to też do tych pacjentów, którzy mówią - lekarze są bogami.
Wiecie, to jest tak, przynajmniej w POZ, szeregowych szpitalach - to pacjenci
są bogami. Mogą chcieć co chcą, jak nie zrobisz, to skarga, jak zrobisz to
skarga, a dodatkowo jak zrobisz, to często przekraczasz swe uprawnienia
wynikające z kontraktu z NFZ - co na ogół można sprowadzić do oskarżeń o
wyłudzenie środków publicznych (w końcu każda głupia recepta to weksel
refundowany z Waszych legendarnych składek).
Niech skarżą jak najczęściej. A jak już wyjdę po wyroku wydanego za sprawą
pacjenta bądź NFZ, to se wyjadę. Buźki, sorry za frustrację.