Dodaj do ulubionych

Ile można?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.06, 20:55
Studiuję medycynę... szłam na studia z poczuciem, że chcę pomagac, dobrze
wiedziałam, że chleba z tego nie będzie, że mnóstwo wyrzeczeń, straconych
lat, zero własnego życia, śmierc, cierpienie itd...
Ale wiecie czego nie mogę znieśc? Tego wspierającego od społeczeństwa: "Wy
wszyscy sku***ny łapówkarze", "niedouczone konowały", "za co wy chcecie
podwyżki?", "lekarze mordercy bez taktu, niewychowani..."
Prawda jest taka, że studiuję na najbardziej wymagającej uczelni medycznej w
Polsce-nie czuję się niedouczona, nauki jest mnóstwo-wyrzeczeń też, ale
zawsze podtrzymywało mnie na duchu że będę mogła pomagac... a teraz zaczynam
się zastanawiac komu chcę pomagac? Rozwrzeszczanemu tłumowi, który
najchętniej powiesiłby mnie na pierwszym lepszym drzewie? Z nastawieniem że
muszę byc z pewnością niedouczonym, chamskim, konowałem bez serca?
Obserwuj wątek
    • Gość: poloznik Re: Ile można? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.04.06, 21:04
      Nie spokojnie ,takich jak na tym forum ,możesz nie spotkać przez całe życie
      zawodowe,fakt jak spotkasz to dól na wiele tygodni,ale moze bedziesz miała
      szczeście ,zawód polega na nierezygnowaniu przy pierwszym niepowodzeniu.
      • Gość: lekarz w drodze Re: Ile można? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.06, 21:09
        Nie chodziło nawet o to forum i nie o "pierwsze niepowodzenie"... tylko o
        zaobserwowaną od dłuuuższego czasu nagonkę na wszystkich frontach
        internet/gazety/radio/polityka/telewizja/no i pacjenci oczywiście...
        Nie zrezygnuję to pewne. Ale trudno w takiej sytuacji nie powiedziec "Gdzie
        powołanie? U mnie w d*pie"-jak to napisaliście w jednym wątku poniżej.
        Pozdrawiam cały Biały Personel-my studenci jesteśmy z Was dumni.
    • youngdoc Re: Ile można? 17.04.06, 21:18
      Z grubsza rzecz biorąc, dobrze to ujęłaś.
      Tak, właśnie tym ludziom mamy pomagać. Bo mamy pomagać pacjentom, a znaczną ich część stanowi rozwrzeszczeny tłum, który chętnie powiesiłby nas wszyszkich na drzewach. Możemy się z tym pogodzić lub nie, ale za bardzo nie ma jak tego faktu zmienić.
      Sam osobiście przyjąłem to do wiadomości i postanowiłem, że nie będę się tym przejmować. Ważne jest, czy leczę dobrze. Jak to pacjent ocenia, to jego sprawa. Jeśli dojdzie do wniosku, że leczę go źle, ma prawo wybrać sobie innego lekarza. Jak mam szczęście, to nawet na odchodnym mnie nie zwyzywa. Ale mam satysfakcję, że leczyłem go dobrze. I jeszcze większą, że nie puściły mi nerwy, i pożegnałem go w sposób kulturalny. Tytuł zobowiązuje. Ocenę merytoryczną mojego postępowania pozostawiam starszym kolegom, nie przejmując się, co wygadują pacjenci, mający niewielkie pojęcie o tym, co robię.
      Wiem, że satysfakcję wielką sprawia wdzięczność pacjentów. Ale niestety, nie można za bardzo na nią liczyć. Też trudno było mi się z tym pogodzić. Ale doszedłem do wniosku, że postawa obrażonego geniusza niedocenianego przez otoczenie nie ma sensu. Żeby ludziom pomagać, trzeba trochę tych biednich , głupich niewdzięcznych drani lubić. Czuć do nich choć odrbinę sympatii. Nie dać im sobie wejść na głowę, ale też nie obrazić się na wszystkich mniej inteligentnych od Ciebie, uważających Cię za przygłupa lub oszusta. Bo to oznacza bycie obrażonym na 99% społeczeństwa. To przykre, ale taki jest realny świat.
      Wybacz proszę ten mentorski ton z ust osoby starszej tylko o rok, dwa, może trzy - po prostu chcę powiedzieć, że doskonale Cię rozumiem. Też byłem w pierwszej chwili w szoku, gdy zorientowałem się, co myślą o mnie moi pacjenci. A potem to olałem. Leczę ich najlepiej jak umiem. Co o minie sobie myślą, to ich sprawa. Jeśli myślą źle, to ich strata.
      Jaki będzie Twój stosunek do pacjentów, musisz zdecydować sama, i to szybciej niż się wydaje. Mam nadzieję tylko, że nie staniesz się jeszcze jedną z moich zgryźliwych koleżanek. Powodzenia.
      A tak z czystej ciekawości - któraż to z uczelni medycznych w Polsce jest najbardziej wymagająca?
      • malkontent_jeden Youngdoc, z całym szacunkiem 17.04.06, 23:22
        Ale powiedz szczerze, czy ty masz poczucie misji jakiejś?
        • p.atryk Jak sie troche rozejrzycie naookolo... 18.04.06, 00:31

          Kwestia szacunku do samego siebie,wlasnej wiedzy i umiejetnosci.Kwestia
          poczucia wlasnej wartosci,youngdoc.
          Chorzy,wymagajacy leczenia sa na calym swiecie.A trudno znalezc (o ile w ogole
          to mozliwe) mniej wdzieczna nacje do leczenia niz Polacy.
          • malkontent_jeden Potwierdzam 18.04.06, 00:40
            Miałem do czynienia z czarnymi w Sudanie- przy całej nędzy swojego bytu to
            niezwykle pogodni,uprzejmi i wdzięczni ludzie.
            Frustracja rodzi się tu i teraz, bynajmniej nie z powodu nieposiadania pałacu
            Blejka Karynktona, czy Jaguara S-type.
          • Gość: bc Re: Jak sie troche rozejrzycie naookolo... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.06, 01:28
            Spróbuj;) w stanach, tam nawet będą się uśmiechać pacjeci tyle że Cię zaskarżą
            jeśli tylko będą mieli cień szansy. Korytarze szpitalne sa pełne
            prawników-rekinów którzy służą im pomocą.

            Teraz zupelnie powaznie, naprawdę wspólczuje wszystkim którzy wykonują ten
            zawód z zaangazowanie i spotykaja sie z delikatnie mówiąc nieufnością pacjetów.
            Trzymajcie się, napewno sporo osób was docenia tylko nam w Polsce zawsze łatwiej
            wyrażać negatywne uczucia niż pozytywne.

            Niestey nie jesteście jedyni. Coś bardzo niedobrego stało się w Polsce.
            Zapanował zwyczaj krytykowania każdego wysiłku. Nie obrywaja tylko Ci co nic nie
            robią. Zamiast solidnej dyskusji nad refoma systemu pracy słuzby zdrowi ( w tym
            wynagrodzeń) nagonka na lekarzy. Zapanował zwyczaj szczucia jednych grup
            społecznych przeciw innym. Dziennikarze, nie wiem czy świadomie, biora w tym
            udział. Co program publicystyczny to seans nienawiści zamias rzetelnej
            wielowatkowej analizy faktów. Jak proponuje sie częsciowa odpłatność wizyt u
            lekarzy to wrzask o tych których nie stać. Jak konczą sie limity z NFZ to
            pytania jak długo mamy totolerować wysokie pensje w NFZ .. itd. W rezultacie
            mamy tylko podgrzewanie atmosfery zamiast rzeczowej informacji umożliwiającej
            wyciąganie wniosków, odatkowo budzi to takie zupełnie roszczeniowe postawy.
            • p.atryk Re: Jak sie troche rozejrzycie naookolo... 18.04.06, 02:09
              Gość portalu: bc napisał(a):

              > Spróbuj;) w stanach, tam nawet będą się uśmiechać pacjeci tyle że Cię
              zaskarżą
              > jeśli tylko będą mieli cień szansy. Korytarze szpitalne sa pełne
              > prawników-rekinów którzy służą im pomocą.
              >


              Napisz mi cos jescze o US,prosze.Pracuje tu jako lekarz,moze czegos nie
              wiem :).Opisujesz obrazki jezykiem jak z propagandy glebokoiego Sojuza ;).

              > Teraz zupelnie powaznie, naprawdę wspólczuje wszystkim którzy wykonują ten
              > zawód z zaangazowanie i spotykaja sie z delikatnie mówiąc nieufnością
              pacjetów.

              Delikatnys,o laniu w pysk lekarzy przez pacjentow nie slyszales?

              > Trzymajcie się, napewno sporo osób was docenia tylko nam w Polsce zawsze
              łatwiej wyrażać negatywne uczucia niż pozytywne.

              Moze i latwiej.Reszta swiata jakos nie ma z tym trudnosci.

              > Niestey nie jesteście jedyni. Coś bardzo niedobrego stało się w Polsce.
              > Zapanował zwyczaj krytykowania każdego wysiłku. Nie obrywaja tylko Ci co nic
              nie robią. Zamiast solidnej dyskusji nad refoma systemu pracy słuzby zdrowi (
              w tym wynagrodzeń) nagonka na lekarzy. Zapanował zwyczaj szczucia jednych grup
              > społecznych przeciw innym. Dziennikarze, nie wiem czy świadomie, biora w tym
              > udział. Co program publicystyczny to seans nienawiści zamias rzetelnej
              > wielowatkowej analizy faktów. Jak proponuje sie częsciowa odpłatność wizyt u
              > lekarzy to wrzask o tych których nie stać. Jak konczą sie limity z NFZ to
              > pytania jak długo mamy totolerować wysokie pensje w NFZ .. itd. W rezultacie
              > mamy tylko podgrzewanie atmosfery zamiast rzeczowej informacji umożliwiającej
              > wyciąganie wniosków, odatkowo budzi to takie zupełnie roszczeniowe postawy.

              Reszta juz zupelnie do rzeczy ;).Pozdrawiam.
              • maxima10 Re: Jak sie troche rozejrzycie naookolo... 18.04.06, 02:30
                Ty lekarzu podrzedny w USA napisz jeszcze koniecznie o traktowaniu pacjentow w
                USA, o kulturze osobistej lekarzy i szacunku dla siebie i leczonych ludzi. O
                tym, ze do swojego lekarza mozna zadzwonic na prywatny numer o kazdej porze
                dnia i nocy, lapowy nie do pomyslenia itd.
                • p.atryk Jassssne... 18.04.06, 03:40
                  Jestem tylko podrzednym lekarzem( konsultacja 450$,godzina zabiegowa 1100-1300
                  $). Zapraszam cie serdecznie do korzystania z wlasnych uslug.Mozesz dzwonic o
                  kazdej porze dnia i nocy (po 20.00 za kwadrans rozmowy wysylam rachunek jak za
                  45 min.konsultacji w ciagu dnia,po 22.00 -jak za 60 min,wiesz,rozne strefy
                  czasowe,mam pacjentow z calych US).Tylko jest maly problem-nie stac
                  cie,biedactwo.:)))A szkoda,trza sie bylo ksztalcic nawet na emigracji jak w
                  kraju nie stalo intelektu.
                  • maxima10 Re: Jassssne... 18.04.06, 05:25
                    p.atryk napisał:

                    > Jestem tylko podrzednym lekarzem( konsultacja 450$,godzina zabiegowa 1100-
                    1300
                    > $). Zapraszam cie serdecznie do korzystania z wlasnych uslug.Mozesz dzwonic o
                    > kazdej porze dnia i nocy (po 20.00 za kwadrans rozmowy wysylam rachunek jak
                    za
                    >
                    > 45 min.konsultacji w ciagu dnia,po 22.00 -jak za 60 min,wiesz,rozne strefy
                    > czasowe,mam pacjentow z calych US).Tylko jest maly problem-nie stac
                    > cie,biedactwo.:)))A szkoda,trza sie bylo ksztalcic nawet na emigracji jak w
                    > kraju nie stalo intelektu.


                    Tiiiaaaa, dobrze jest sobie pomarzyc. Mam prywatnego lekarza ktory ma gabinet w
                    najbardziej prestizowym miejscu w New York, /co bardzo wplywa na cene/ place
                    mu $80 za wizyte co jest bardzo umiarkowana cena a i tak nie ma on za duzo
                    pacjentow bo lekarzy w NY tez jest zatrzesienie.
                    Ty amerykanski milioner siedzisz ciagle na forum sluzba zdrowia i awanturujesz
                    sie z polskimi pacjentami!? Nigdy w to nie uwierze, ze osiagnales w USA
                    jakikolwiek sukces zawodowy, nie byloby cie tutaj, pochlonelaby cie praca i
                    douczanie sie. Dlatego nie chrzan tu glodnych kawalow o swoich zarobkach i o
                    swoich sukcesach w USA. Tutaj odnosza sukcesy lekarze ale Zydzi a nie jakis
                    emigrant polaczyna. Ty tam mozesz najwyzej profesorowi podac plaszcz i kapelusz
                    a w porywach buty wyczyscic.
                  • maxima10 Re: Jassssne... 18.04.06, 05:28
                    p.atryk napisał:

                    > Jestem tylko podrzednym lekarzem( konsultacja 450$,godzina zabiegowa 1100-
                    1300
                    > $). Zapraszam cie serdecznie do korzystania z wlasnych uslug.Mozesz dzwonic o
                    > kazdej porze dnia i nocy (po 20.00 za kwadrans rozmowy wysylam rachunek jak
                    za
                    >

                    > 45 min.konsultacji w ciagu dnia,po 22.00 -jak za 60 min,wiesz,rozne strefy


                    Aha, jescze jedna sprawa. Powiedz mi jasno i wyraznie skad ty wiesz na co mnie
                    stac a na co nie?
                    Skad wiesz jakie mam wyksztalcenie i czy przypadkiem nie odnioslam w Stanach o
                    wiele wiekszych sukcesow niz ty.



                    > czasowe,mam pacjentow z calych US).Tylko jest maly problem-nie stac
                    > cie,biedactwo.:)))A szkoda,trza sie bylo ksztalcic nawet na emigracji jak w
                    > kraju nie stalo intelektu.
                    • Gość: witti Re: Jassssne... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.06, 19:28
                      Może stąd, że gdybyś odniosła sukces , to nie "siedziałabyś " na tym forum,
                      tylko pilnowała pracy??? Czy jak tam to wyżej ujęłaś. Jeżeli odniosłaś sukces
                      to szczerze gratuluję. A jak wygląda w US leczenie stomatologiczne?? Coś
                      refundują czy za wszystko trzeba płacić??
              • Gość: baca Re: Jak sie troche rozejrzycie naookolo... IP: *.biol.uw.edu.pl 18.04.06, 14:09
                Z tego co piszesz wynika że masz praktykę prywatną, a to ma niewiele wspólnego
                z systemem ubezpieczen zdrowotych. Gratulacje dobrze prosperujaca praktyka
                prywatna oznacza że jesteś naprawde dobry i zazwyczaj jest zwienczeniem sporego
                wysiłku w ramach pracy dla ubezpiczycieli.
                Moje doswiadczenia ze słuzbą zdrowia a stanach są całkiem inne. Byłam
                ubezpieczona i płaciłam minimalne kwoty za wizyty (6-10 USD)i to tylko dlatego
                że wybrałam taką opcję ubezpieczenia czyli odpłatnośc także za swiadczenia
                mniej skomplikowane=kosztowne ale w zamian przy bardziej kosztownych zabiegach
                tez płaciłabym symbolicznie. Oczywiście mój wiek i stan zdrowia miał znaczenie
                w wyznaczeniu sumy składki i na szczescie była to malutka składka.

                Lekarze byli łatwo dostępni przez 16 godzin na dobe pozostałe 8 uzupełniał
                dyzur nocny. Wiele spraw załatwiałam rzeczywiście telefonicznie i to lekarz
                dzwonił do mnie. Np zgłaszałam sie rano z jakimis dolegliwościami
                przeprowadzano wywiad, lekarz badał mnie i zlecał jakies badania laboratoryjne,
                wychodziłam z kliniki i po paru godzinach mój GP dzwonił informujac o
                rozpoznaiu i sposobie leczenia ustalaismy czy to już wszystko zgłaszałam sie do
                sekretarki w klinice po recepty lub bezpośrednio po leki do apteki (to był mój
                wybór).
                Wiem też ze lekarze pracujący dla ubezpieczycieli byli dośc starannie
                monitorowani i wcale nie łatwo było im uzyskac długoterminowy kontrakt z
                ubezpieczalnią.
                Pisze o tym bo czytajac to forum czasem mam wrazenie że sfrustrowani (przyznaje
                że nie bez powodu) lekarze nie dostrzegaja specyfiki pracy lekarza w innych
                krajach.
                Zbagatelizowałeś problem skarżenia lekarzy przez pacjentów tymczasem w stanach
                to jest problem. Nie wspomniałes nawet o sumach jakie wydajesz na ubezpieczenie
                swojej praktyki, a przeciez sa to poważne sumy. I nie wierze że pracując w
                stanach jako lekarz nie spotkałeś prawników-rekinów. Ja spokałam ich
                kilkakrotnie bo poprostu polują na pacjetów wreczjac ulotki na korytarzach
                szpitali. Zresztą ten problem był wielokrotnie dyskutowany w tamtejszej prasie
                bo niewątpliwie podnosi koszty i tak kosztownych usług medycznych.
                pzdr
                • p.atryk Baca... 19.04.06, 19:32
                  Gość portalu: baca napisał(a):

                  >> Moje doswiadczenia ze słuzbą zdrowia a stanach są całkiem inne...

                  Z calego akapitu (piszesz glownie o dostepnosci uslug) wynika jedynie,ze
                  pacjenci w USA maja sprawniejszy system opieki zdrowotnej.I kosztowniejszy.Nie
                  wynika natomiast z tego,ze jakoby praca lekarza w USA byla ciezsza i bardziej
                  odpowiedzialna niz w Polsce.Jest jedynie (i az!)inaczej zorganizowana.

                  > Pisze o tym bo czytajac to forum czasem mam wrazenie że sfrustrowani
                  (przyznaje że nie bez powodu) lekarze nie dostrzegaja specyfiki pracy lekarza w
                  innych krajach.

                  O,jeszcze raz to gladkie stwierdzenie ("specyfika") ;).Ta "specyfika pracy"
                  polega na jasnych regulach finasowania i opracowanych i stosowanych standartach
                  medycznych. Nawet malo rozgarniety i przecietny lekarz jest w stanie w takim
                  systemie funkcjonowac poprawnie.Zastanawialas sie kiedys,dlaczego kazdy rzad
                  (nie lekarze akurat) odwleka wprowadzenie standaryzacji leczenia w Polsce ?

                  Zbagatelizowałeś problem skarżenia lekarzy przez pacjentów tymczasem w stanach
                  > to jest problem.

                  Za 50% bledow lekarskich w USA odpowiada 5% (piec!) lekarzy.Dane z opracowania
                  Kongresu.Moge sobie pozwolic na bagatelizowanie problemu,bo przestrzegam
                  standartow i egzekwuje to rowniez od personelu.A te 5% to glownie specjalisci
                  pracujacy z przypadkami trudnymi,z wysokim ryzykiem niepowodzenia.

                  >Nie wspomniałes nawet o sumach jakie wydajesz na ubezpieczenie swojej
                  praktyki, a przeciez sa to poważne sumy.

                  Pare godzin mojej pracy wystarcza na miesieczna skladke .Nie uwazam tego
                  za "powazne sumy"-jest to wliczone w koszt dzialalnosci podobnie jak
                  benzyna,woda do picia,sprzataczka i wiele innych.

                  I jeszcze co do "malpractice insurance"-jakkolwiek by nie bylo wysokie w
                  efekcie jego koszt jest przerzucany na pacjenta (wyzsze ceny uslug). Dlaczego
                  ja mialbym sie tym martwic-nie rozumiem.Czesc stanow juz to dawno zrozumiala i
                  wprowadza ustawy ograniczajace naduzywanie "malpractice" do uzyskiwania
                  wygorowanych odszkodowan.
                  • Gość: baca Re: Baca... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.06, 00:59
                    Patryk,

                    Z calego akapitu (piszesz glownie o dostepnosci uslug) wynika jedynie,ze
                    > pacjenci w USA maja sprawniejszy system opieki zdrowotnej.I kosztowniejszy.Nie
                    > wynika natomiast z tego,ze jakoby praca lekarza w USA byla ciezsza i bardziej
                    > odpowiedzialna niz w Polsce.Jest jedynie (i az!)inaczej zorganizowana.
                    Dokładnie , ja cały czas uważam że wynagrodzenia lekarzy sa ważne ale znacznie
                    ważniejsza jest rownoczesna zmiana organizacji pracy słuzby zdrowia. To co
                    dzieje się w tej chwili jest nie do przyjecia. Czy wyobrazasz sobie sytuację w
                    której w stanach lekarz praktykujący prywatnie korzysta nieodpłatnie ze szpitala
                    z którym nie ma podpisanego kontraktu? Można oczywiście powiedziec ze to
                    odosobnione przypadki i patologia wynikajaca z niskich płac ale prawda jest taka
                    że dopóki nie zreformuje sie systemu wg jasnych zasad to odbiór społeczny
                    rządania podwyżki płac będzie zawsze negatywny. Ludzie myślą podniosa płace,
                    podniosą składki a za leczenie i tak trzeba płacic.
                    A tak przy okazji moja składka w stanach(Blue crros i blue shild) to było 9%
                    czyli bardzo podobnie jak w Polsce. Choć oczywiście trzeba pamiętać o moim wieku
                    i sposobie życia oraz typie ubezpieczenia(udział własny).

                    Ta "specyfika pracy"
                    > polega na jasnych regulach finasowania i opracowanych i stosowanych standartach
                    >medycznych. Nawet malo rozgarniety i przecietny lekarz jest w stanie w takim
                    > systemie funkcjonowac poprawnie.Zastanawialas sie kiedys,dlaczego kazdy rzad
                    > (nie lekarze akurat) odwleka wprowadzenie standaryzacji leczenia w Polsce ?

                    Ja się nie tylko zastanawiam ja ciągle namawiam lekarzy natym forum żeby zaczęli
                    sie domagać standaryzacji procedur diagnostycznych i stałego monitoringu
                    efektywności pracy każdego lekarza. Osoby takie jak Ty pracujace w takim
                    systemie moga w tym pomóc. Przecież ten system po pierwsze ekonomicznie
                    funkcjonuje lepiej niz europejski i zabezpiecza zarówno interesy pacjentów jak i
                    lekarzy. Umożliwia stworzenie w miarę jasnych kryteriów róznicowania wynagrodzeń
                    wśród lekarzy i jasne kryteria zawodowego awansu. W tej chwili idąc do lekarza
                    także prywatnie nie mam pojecia o jego kwalifikacjach. Moim zdaniem przed
                    wprowadzeniem reformy opiera sie mniejsza ale bardziej wpływowa częśc środowiska
                    medycznego. Dzięki temu co mamy spora grupa osób zarabia : wielkie firmy
                    farmaceutyczne, duże prywatne firmy medyczne i szereg mniejszych praktyk.
                    Poczytaj posty "lekarzy-niewolników"( przepraszam za to określenie nie jest
                    moje, to cytat). Z drugiej strony poczytaj lisę Sandauera. Obrzydliwa lektura!
                    Ale co z niej wynika? W Polsce nie prowadzi się dokumentacji medycznej z
                    prawdziwego zdarzenia. Dlatego ani lekarz ani pacjent nie moze udowodnic jak
                    było naprawdę . Nie sposób stwierdzić co powiedział pacjent bo on nie podpisuje
                    wywiadu lekarskiego i nie sposób stwierdzic czy lekarz działal prawidłowo bo my
                    nie mamy zatwierdzonych standardowych procedur tylko zalecenia ( w każdej
                    klinice trochę inne) i zawodną (bo ludzką) pamięć lekarza dodajmy zmeczonego.
                    Dodatkowo nie ma chetnego do powiedzenia prawdy o tym że ubezpieczyiela(NFZ), a
                    zwłaszcza poszczególnych pacjentów nie stać na wszystkie nowoczesne techniki
                    terapeutyczne. U nas funkcjonuje stereotyp nie musze dbac o zdrowie (zdrowo,
                    jeść, nie używać używek, prowadzic higieniczny tryb życia, sensownie dbać o
                    kondycje i sprawność ruchową), zachoruję to mnie beda leczyć i powinni to robić
                    tak nowocześnie jak to możliwe. W końcu stawka ubezpieczenia zdrowotnego u nas
                    zależy nie od zakresu ubezpieczenia i stanu zdrowia ubezpieczanego ale od
                    zarobków.Dodajmy na koniec że nie wszyscy lekarze w Polsce są świetnymi
                    diagnostami (z góry przepraszam Tych którzy są) o czym świadczy choćby liczba
                    nowotworów wykrywanych w 3i 4 stadium. Od lekarza rodzinnego w Polsce nie sposób
                    dowiedziec się od listę zalecanych badań okresowych w zalezności od wieku
                    pacjent(bo prawdopodobnie takie coś u nas nie istnieje), a o corocznym
                    przegladzie zdrowia tez nie słyszałam. To też podnosi koszty opieki zdrowotnej
                    bo dolegliwości leczone z opóżnieniem sa czeso kosztowniesze w leczeniu. I nie
                    mówie tu o bezpłatnych badaniach okresowych, spora grupa osób napewno robila by
                    takie badania odpłatnie gdyby tylko np NFZ przygotował listy takich badań.


                    Co do zarobków lekarzy , to mielismy w tym watku porównywać systemy opieki
                    zdrowotnej bez dyskusji o zarobkach ale pozwolę sobie na dygresję o nich.
                    Lekarze poeinni być wynagradzani lepiej. Pytanie tylko co to oznacza? W kazdym
                    zawodzie w krajach o wyższej stopie życiowej płacą lepiej niż w Polsce. Ja tez
                    pracując dokładnie w tym samym zawodzie w stanach zarabiałam sporą wielokrotność
                    moich polskich zarobków. Tyle że trzeba sobie też jasno powiedziec że praca w
                    stanach i w Polsce troche się różnią efektywnością. I to głównie z powodu
                    organizacji tej pracy, a nie kwalifikacji pracowników. I własnie tu jest
                    problem, system opieki zdrowotnej nalezy zmienić już i to kompleksowo- w tym
                    wynagrodzenia.

                    Cóż rozpisałam sie na temat systemu opieki zdrowotnej ... Chciałabym żebysmy się
                    doczekali zmian na lepsze :) Czego życzę lekarzom i nam pacjentom :)

                    pzdr
          • maxima10 Re: Jak sie troche rozejrzycie naookolo... 18.04.06, 02:23
            p.atryk napisał:

            >
            > Kwestia szacunku do samego siebie,wlasnej wiedzy i umiejetnosci.Kwestia
            > poczucia wlasnej wartosci,youngdoc.
            > Chorzy,wymagajacy leczenia sa na calym swiecie.A trudno znalezc (o ile w
            ogole
            > to mozliwe) mniej wdzieczna nacje do leczenia niz Polacy.


            A ile ty nacji leczyles?! Ja twierdze /a w swiecie bywalam/, ze trudno znalezc
            bardziej zadufanych w sobie, niedouczonych konowalow niz na tym forum.
            Fekaline skasowala wczorajsze dwa posty dwoch pielegniarek w tym jedna z
            Niemiec bardzo was pieknie scharakteryzowaly wasze wspolpracownice i bardzo
            trafnie.
            • Gość: toto Re: Jak sie troche rozejrzycie naookolo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.04.06, 17:37
              co za tkliwe posty, aż mdło-towarzystwo wzajemnej adoracji.
    • lordmaverick777 Re: Ile można? 18.04.06, 12:39
      Gdzie jest "najbardziej wymagająca uczelnia w Polsce" - dziewczyno, narażasz mi
      się... ja myślałęm, że ja na takiej studiuję ;)
      • Gość: lekarz w drodze Re: Ile można? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.06, 15:10
        może to ta sama;)
        • lordmaverick777 Re: Ile można? 18.04.06, 15:45
          może... :) załóżmy, że to ta sama, by uniknąć konfliktów:)
    • mlody.lekarz Re: Ile można? 18.04.06, 12:59
      Taki zawód, co poradzić. Są takie zawody, których "podopieczni" nie lubią.
      Strażnik więzienny, policjant, kanar w autobusie, śmieciarz, pracownik urzędu
      skarbowego, celnik. W Polsce dołączył do nich lekarz.

      Albo to zaakceptuj, albo się przeprowadź kilkaset kilkometrów dalej (obojętne w
      którym kierunku), a będziesz publicznie inaczej traktowana.

      A też trzeba przyznać, że to nikt inny, tylko my sami (lekarze) zapracowaliśmy
      na takie traktowanie. Przez kilkanaście ostatnich lat lekarze nie szanowali sami
      siebie, tyrali jak bure osły za psie pieniąze (albo za darmo, jak
      wolontariusze), nie wzywali policji do awanturujących się pacjentów, nie
      odmawiali pracy w warunkach urągających godności lekarza i bezpieczeństwu
      pacjentów (np. niesprawny sprzęt), przekraczali swoje obowiązki, żeby pomóc
      pacjentom, przyjmowali po godzinach, gnoili młodszych kolegów, krytykowali
      sposób leczenia przez innych lekarzy itd.

      Jak można oczekiwać od społeczeństwa, żeby nas szanowali, skoro sami się nie
      szanujemy? Ponosimy jako grupa zawodowa konsekwencje własnego postępowania.
    • Gość: zxz Re: Ile można? IP: *.veranet.pl 21.04.06, 00:19
      Nie taka jest prawda.Bardzo solidnie zapracowaliście sobie na to wszystko co
      teraz zbieracie, to nie społeczeństwo jest winne że mało zarabiacie, a na nim
      się odgrywacie [nie zarabiam to biorę łapówki],wszystkie błędy wzajemnie
      tuszujecie, ogólnie olewacie tego biednego pacjenta.Za to wszystko płacicie
      brakiem szacunku.Ateraz nie płaczcie, że wam żle.
      • Gość: lekarz Re: Ile można? IP: 139.48.209.* 21.04.06, 01:35
        Nikt nie placze.
        Po prostu jest niesprawiedliwie.
        Upadek zawodu bije we wszystkich Polakow.
        Czy chcesz sie leczyc u etycznego lekarza czy u skorumpowanego gnojka?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka