Gość: lekarz w drodze
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
17.04.06, 20:55
Studiuję medycynę... szłam na studia z poczuciem, że chcę pomagac, dobrze
wiedziałam, że chleba z tego nie będzie, że mnóstwo wyrzeczeń, straconych
lat, zero własnego życia, śmierc, cierpienie itd...
Ale wiecie czego nie mogę znieśc? Tego wspierającego od społeczeństwa: "Wy
wszyscy sku***ny łapówkarze", "niedouczone konowały", "za co wy chcecie
podwyżki?", "lekarze mordercy bez taktu, niewychowani..."
Prawda jest taka, że studiuję na najbardziej wymagającej uczelni medycznej w
Polsce-nie czuję się niedouczona, nauki jest mnóstwo-wyrzeczeń też, ale
zawsze podtrzymywało mnie na duchu że będę mogła pomagac... a teraz zaczynam
się zastanawiac komu chcę pomagac? Rozwrzeszczanemu tłumowi, który
najchętniej powiesiłby mnie na pierwszym lepszym drzewie? Z nastawieniem że
muszę byc z pewnością niedouczonym, chamskim, konowałem bez serca?