Dodaj do ulubionych

Pytanie do nielekarzy

IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 25.12.02, 23:19
W Polsce funkcjonuje opinia , że zawód lekarza wymaga powołania.Nie chcę tu
polemizować z tym poglądem.Dla własnej ciekawości chciałbym jedynie zapytać
wszystkich nielekarzy o ich definicję " powołania " , w miarę możliwości
unikającą ogólników.Z góry dziękuję za odpowiedzi.Kolegów doktorów proszę o
powstrzymanie się od niewczesnych komentarzy , czas na dyskusję będzie
później.
Obserwuj wątek
    • maretina Re: Pytanie do nielekarzy 26.12.02, 10:07
      Gość portalu: Bruford napisał(a):

      > W Polsce funkcjonuje opinia , że zawód lekarza wymaga powołania.Nie chcę tu
      > polemizować z tym poglądem.Dla własnej ciekawości chciałbym jedynie zapytać
      > wszystkich nielekarzy o ich definicję " powołania " , w miarę możliwości
      > unikającą ogólników.Z góry dziękuję za odpowiedzi.Kolegów doktorów proszę o
      > powstrzymanie się od niewczesnych komentarzy , czas na dyskusję będzie
      > później.

      powolanie to cos w czym czlowiek spelnia sie.jest szczesliwy, ze moze robic to,
      co uwaza za wazne.lekarz z powolania w moim mniemaniu to cierpliwy fachowiec
      godny zaufania. to czlowiek cale zycie doskonalcy swoje umiejetnosci,
      poszerzajacy swoja wiedze medyczna. robi to bo chce lepiej i skuteczniej leczyc
      chorych, dla ktorych ma cien zrozumienia i darzy ich w tych ciezkich chwilach
      szacunkiem.chorzy dla niego nie sa elementem "kariery", ale sa trescia
      pracy.pragne zaznaczyc, ze fachowcow powinno sie wynagradzac adekwatnie do ich
      umiejetnosci i wiedzy.tymczasem u nas pensja lekarze jest nieco wyzsza od
      zasilku dla bezrobotnych.
      mysle, ze w polsce tym prawdziwym zapalencom kladzie sie klody pod nogi. nie
      jest tajemnica, ze w naszym kraju specjalizacje dostaja ci, ktorzy
      niekoniecznie maja wyzej wymienione przeze mnie wartosci, natomiast maja niezle
      plecy. znam wiele talentow medycznych, ktore pracuja na wolontariacie i znam
      tez, takich, ktorzy sa co najwyzej przecietni, ale maja etat w klinikach.

    • maretina ps. 26.12.02, 10:32
      mam kolege po medycynie, ktory brzydzi sie leczyc ludzi doroslych bo, cytuje:"
      smierdza jak nie z braku higieny, to z tego powodu, ze sa starzy".
      nie wiem czy ktos taki bedzie dobrym lekarzem, nawet pediatra.medycyne wybral,
      bo oboje rodzice sa profesorami AM. uczyl sie dobrze, mial stypendium. brakuje
      mu tylko podejscia do pacjentow:( tego chyba nie da rady sie nauczyc. nie
      chcialabym miec takiego lekarza.
      • pomowa Re: Z innego forum zapozyczone 26.12.02, 23:19
        i do tego watku jakos mi to pasuje ...Mowa o polskich realiach, nie tylko w
        swiecie medycyny.

        "Rywalizacja nie jest tu (w Polsce) postrzegana jako zdrowa walka, gdzie
        wygrywa lepszy, bardziej profesjonalny, mądrzejszy. Tu wygrywa ten, kto ma
        układy. Ale, jeśli nie ma układów i jest tylko dobry w tym co robi, to utonie
        w morzu absurdu. Kwalifikacje, profesjonalizm – to nie atuty. Relacja zdaje
        się tu być odwrotnie proporcjonalna: im ktoś jest lepszy tym bardziej zostanie
        za to ukarany. Doświadczenia, wiedza, profesjonalizm są jak gwoździe do
        trumny. Im lepszy życiorys ktoś taki przedstawi, tym mniejsze ma szanse na
        znalezienie pracy. Jakiejkolwiek. Takiej, której tu ponoć nikt nie chce, na
        przykład na jakiejś marnej uczelni."


    • Gość: dyżurni nie mamy czasu na odpowiedź bo pijemy ! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.02, 00:04
      • maretina Re: nie mamy czasu na odpowiedź bo pijemy ! 27.12.02, 08:05
        kiedys moj facet na was zarobi:) na gastrologii duzo takich "dyzurnych"
        pijaczkow lezy:) i tam juz nie maja takiego poczucia humoruu:)
        • monopol Pijcie aż wątrobę i trzustkę przepijecie 31.12.02, 14:42
          maretina napisała:

          > kiedys moj facet na was zarobi:) na gastrologii duzo takich "dyzurnych"
          > pijaczkow lezy:) i tam juz nie maja takiego poczucia humoruu:)

          Miłe złego początki - a potem tylko encefalopatia i wredny ból trzusteczki,
          wredny naprawdę...
    • bart.q Re: Pytanie do nielekarzy 28.12.02, 13:50
      Gość portalu: Bruford napisał(a):

      > W Polsce funkcjonuje opinia , że zawód lekarza wymaga powołania.Nie chcę tu
      > polemizować z tym poglądem.

      Nie oglądam seriali o lekarzach, więc polemizowałbym z poglądem, że w Polsce
      funkcjonuje wspomniana opinia.
    • Gość: Doki Re: Pytanie do nielekarzy IP: *.146-136-217.adsl.skynet.be 28.12.02, 18:42
      Brufordzie,
      czekamy 3 dni i cos niewiele odpowiedzi. No to moze taka: gdy chodze do pracy, to wykonuje tam moj zawod, tj czynnosci, ktore sluza mi do uzyskania srodkow do zycia dla mnie i mojej rodziny.
      Powolanie to moja pisanina na forum: chce odpowiedziec na pytania roznych ludzi, uwazam to za sluszne, staram sie to robic sumiennie i nie biore za to grosza.
      • Gość: Bruford Re: Pytanie do nielekarzy IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 28.12.02, 20:11
        OK Doki, generalnie zgadzam się zą wykładnią że dziwi mnie brak odzewu.Poza
        Maretiną nikt nie spróbował zdefiniować tego o czym się tak często mówi.Dziwne.
        • Gość: Doki definicja maretiny IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 29.12.02, 09:34
          A moim zdaniem definicja maretiny jest za ogolna. Wg niej
          za powolaniem poszedl kazdy, kto dobrze czuje sie w pracy
          i lubi to, co robi.
          Ja to widze raczej odwrotnie. Wychodze od tego, ze lekarz
          to zawod, tj dzialalnosc zarobkowa, ktora sie wybiera tak
          samo jak kazda inna. Jednak dzialalnosc ta bywa tak
          bardzo uciazliwa, ze trzeba to naprawde bardzo, bardzo
          lubic, aby w tym wytrwac. I tu byc moze wylazi "powolanie".
          Tak bylo chyba ze mna. Majac oboje rodzicow lekarzy,
          podziwialem to, co robia, i juz w podstawowce bylo dla
          mnie oczywiste, ze jak bede duzy, to tez bede taki jak
          tata i mama. W ogolniaku Ojciec wielokrotnie prosil mnie,
          zebym jednak sie zastanowil, ale kiedy jaki nastolatek
          slucha rad rodzicow. Gdyby moje dzieci chcialy pojsc na
          medycyne, tez bym im to odradzal, ale tak poza tym lubie
          te robote. Przynajmniej jest urozmaicona, nawet wtedy,
          gdy na pytanie zony "co tam w pracy" jedyna sensowna
          odpowiedzia jest "normalka, nic ciekawego".
          Generalnie nie wierze w mistyczne predestynacje do
          czegokolwiek, to jest nie sadze, zeby takie predestynacje
          istnialy. Gdybym z tych czy innych wzgledow nie mogl
          praktykowac, widze dla siebie przynajmniej 4 kierunki
          studiow, ktore mnie bardzo interesuja.
          • xris Re: definicja maretiny 29.12.02, 13:56
            Gość portalu: Doki napisał(a):

            > Generalnie nie wierze w mistyczne predestynacje do
            > czegokolwiek, to jest nie sadze, zeby takie predestynacje
            > istnialy. Gdybym z tych czy innych wzgledow nie mogl
            > praktykowac, widze dla siebie przynajmniej 4 kierunki
            > studiow, ktore mnie bardzo interesuja.

            Podoba mi się takie podejście. Chociaż ja mam wrażenie, że raczej większość
            lekarzy żyje wyłącznie medycyną. To właśnie medycyna jest głównym tematem
            spotkań towarzyskich, rozmów w pracy. Miałem okazję pracować w dwóch
            międzynarodowych firmach (nie związanych z branżą medyczną) podczas przerwy w
            studiach - tam nikt nie ograniczał się podczas imprez do rozmów o swojej
            dziedzinie. Tymczasem u lekarzy to IMO nagminne. Każdy inny temat się szybko
            kończy, no może poza polityką zdrowotną ;-)

            Gdzieś to się chyba zaczyna już na studiach. Nie zapomnę, jak asystentka na
            zajęciach postukała się w głowę, kiedy zobaczyła, że przeglądamy katalog z
            wystawy. Na wieść o tym, że rozpoczynam kurs przewodnicki w SKPB, większość
            moich znajomych zareagowała wielką troską, bo może lepiej by było poudzielać
            się w kole naukowym lub zapisać na angielski... To jeszcze nic w porównaniu z
            reakcją na moje podróże trampingowe :-) Podobno studentowi medycyny i lekarzowi
            nie przystoi :-)))

            Na zajęciach przez kilka lat aż mnie „wzdrygało”, kiedy słyszałem, że lekarz to
            elita, poważany zawód, prestiż. Chyba ze mną coś nie tak, bo obracając się w
            innych środowiskach b. rzadko się z taką opinią spotykałem. A już na pewno nie
            wśród godnie zarabiających ludzi wykonujących inne zawody. Z czasem zacząłem
            takie opinie po prostu puszczać mimo uszu.

            Śmieszy mnie głębokie przekonanie wielu lekarzy o tym, że znają się na
            wszystkim. Ponieważ pracowałem kilka lat jako tłumacz, kilkakrotnie po prostu
            nie zdzierżyłem słysząc, iż przekłady dzielimy na dosłowne (słowo po słowie)
            i „niedosłowne”. Moja uwaga, że translatoryka trochę inaczej odnosi się do
            systematyki przekładu niestety trzykrotnie spotkała się z dezaprobatą. Raz
            nawet o włos nie wyleciałem z zajęć słysząc, że się nie znam.

            Oczywiście to, co opisuję to nie reguła i daleki jestem do uogólniania tego na
            całą grupę zawodową. Ot, po prostu takie luźne spostrzeżenia... Co to jest
            powołanie? Dla mnie: wykonywanie zawodu, który sprawia satysfakcję. Ciągłe
            doskonalenie się w nim. Realna ocena swoich umiejętności bez wywyższania się
            ponad specjalistów z innych dziedzin.

            Pozdrawiam w świąteczno-sylwestrowym nastroju
            życząc wszystkiego najlepszegow Nowym Roku,

            xris
    • Gość: zwykla pacjentka Cierpliwosci! IP: *.chello.pl 30.12.02, 02:08
      Gość portalu: Bruford napisał(a):

      > W Polsce funkcjonuje opinia , że zawód lekarza wymaga powołania.Nie chcę tu
      > polemizować z tym poglądem.Dla własnej ciekawości chciałbym jedynie zapytać
      > wszystkich nielekarzy o ich definicję " powołania " , w miarę możliwości
      > unikającą ogólników.Z góry dziękuję za odpowiedzi.Kolegów doktorów proszę o
      > powstrzymanie się od niewczesnych komentarzy , czas na dyskusję będzie
      > później.
      No wlasnie? Dlaczego zawod lekarza budzi tyle kontrowersji? Moze dlatego, ze w
      chwili naszej choroby jestesmy poprostu BEZRADNI! Moje doswiadczenie 40-letniej
      kobiety z dzeckiem,niestety, co raz bardziej zniecheca mnie do OGOLU lekarzy.
      Przeczytajcie uwaznie post Lily, ona nie zarzuca brak kompetencji lekarzom,
      tylko brak szacunku do pacjentow. Osobiscie bardzo szanuje zawod lekarza ,ale
      to nie oznacza, ze kazdy fartuch odrazu powinien mnie napawac szacunkiem.
      Co tyczy tematu powolania, jak sobie zyczyles;)
      Dla mnie lekarz z powolaniem, to taki, co naprawde potrafi wspolczuc
      pacjentom (niech nawet tylko w godzinach dyzuru:) i okazac to jemu ! Nikt nie
      kaze pracowac za darmo, i poza godziny. Osobiscie co raz bardziej
      spotykam 'zimnych" niz cieplych lekarzy, (to tyczy jak lekrzy z przychodni tak
      i prywatnych w rownym stopniu)
      Duzo razy spotkalam sie z omylna dyagnoza. Oczywiscie, od tego nie zalezalo
      czyjes zycie, bo w takich przypadkach, mysle, lekarzy ratuje poprostu matka
      natura. ( to a propos nieleczonego kataru) Otatnio naprzyklad, przechodzilam
      mocne przeziebienie, bralam antybiotyk, mialm tak oslabiony organizm, ze ledwo
      sie ruszalam,slabosc okropna,, musialam lezec, mialm taki dziwny chlod na
      plecach, ramionach, mrowienie. .. Pierwszy raz tak sie czulam. Wszytstkie
      objawy opisalam interniscie, balam sie jakies zapasci , naprawde sie
      przestraszylam. Cos troche w necie znalazlam, ze to moze byc cisnienie
      zaniskie. Na jutro wizyta u lekarza prywatnego, facet niby z doswiadczeniem,
      zbadal, wypisal leki, jak zapytalam o cisnienie, powiedzial, ze czuje sie tak,
      bo oslabienie po chorobie. Na koniec wizyty jednak osmielilam sie zapytac, czy
      by nie zmiezyl mi cisnienie, laskawie zmiezyl.... Okazalo sie drastycznie nizkie
      ( niestety ma slaba pamiec na liczby )I odrazu przepisal jakies kropelki. A
      takbym sobie poszla, ...(aha, i co powiecie na to, ze wypisal naraz bioparox i
      sumamed? Czulam sie odjechana przez tydzien) Ale prosze mi wierzyc, ze to nie
      jedyny przypadek. Czesto lekarze maja sami ze soba sprzeczne opinie. Krytykuja
      sie nawzajem. Naprzyklad taka dziedzina, jak alergololgia. Placimy ciezkie
      pieniadze za odczulanie, testy.... Slowo daje, ze bylismy chyba u 5 roznych
      lekarzy , i nikt z nich slowa dobrego nie powiedzial o kolegach, a ni o ich
      badaniach.Kazdy z nich wie najlepiej jak odczulac, a inni poprostu do niczego.
      a naprzyklad, w lecznice Alfa lekarka miala brudno pod paznokciami!!! Ale to na
      marginesie;)
      Powiem jak jest najczesciej z rutynowa wizyta lekarza...Powiedzmy, zwykle
      przeziebienie. Lekarz oczywiscie sie pyta, co dolega, bada, potem od reki pisze
      recepty. Czesto sie zdarzalo, ze naprzyklad mi wypisywal antybiotyk, na ktory
      mam uczulenie, ( z ampicylina)To oznacza, ze wszystko zaczyna mi swedzic, i na
      jutro dzwonienie do niego, jechanie po nowy lek i t/d/ / Teraz, nauczona juz,
      spiesze sie bardzo, nim lekarz siegnie i zacznie wypisywac te swoje karakuly:
      prosze pana, jaki pan wypisuje mi antybiotyk? NIGDY NIKT MNIE nie zapytal, czy
      pani czy dziecko jest uczulona na cos, ,czy dziecko toleruje pigulki, czy
      syrop, nikt przy wypisywaniu leku nie podzielil sie chociaz by zdaniem ,
      dlaczego on to wlasnie wypisuje. A wystarczy nie daj boze cos zasugerowac czy
      zapytac takiemu wielkiemu profesorowi, to zaraz wielka obraza . Ostatnio mialam
      pecha naszemu alergologowi przyniesc arykuly z netu o najnowszych badaniach nad
      szczepionkami. Pierwsza reakcja- to taka, bym watpila wlasnie w jego
      kompetencje. Chociaz zrobilam to wlasnie tylko z zaufania do niego. Z tego mam
      wniosek, ze facet nie krztalci sie w swoim kierunku, bo bal sie skonfrontowac
      widocznie swoja wiedze,.. Wsrod moich znajomych czesto przelatuja takie watki-
      czy masz dobrego: ginekologa, terapeute, laryngologa, okuliste..... Widocznie,
      jednak sa lepsze i gorsze lekarze?/ No zostawmy sprawy merytoryczne. Wszyscy
      wiemy, ze medycyna to nauka rozwijajaca sie, kazdy ma prawo popelniac bledy, po
      to sa studia, doksztalcania,,sympozja ,,,
      Ja osobiscie oczekiwalabym od swojego lekarza nie idealnosci, a wyraznej CHECI
      pomocy. Ja wiem, ze was ucza tej zniewalajacej pewnosci siebie, efektu placebo
      i celowo znieksztalcac pismo na wypadek dochodzenia;) Ale prosze pamietac, ze
      to zadziala moze na niektorych pacjntow, np. ze wsi, nie wyksztalconych, slepo
      ufajacych panu doktorowi. Kiedys tak bylo. Ja oczekuje od lekarza WSPOLPRACY.
      Ktory nie tylko klepie recepty, a i zapyta o tryb zycia, zwyczaje, i jak mu sie
      placi te 100 zl, niech mi poswieci chociaz polgodziny tego swojego drogocennego
      czasu!
      Wszyscy jestesmy ludzmi, kazdy ma rodziny, czas wolny,zainteresowania...
      Ale tylko lekarz widzi nas wszystkich w najgorszym stanie, obolalych, z
      goraczka, zhisteryzowanych, grzebie w naszych brudach, krwi, flegmie,
      odchodach, nastawiakosci i czasem zbiera po kawalku..... Do tego faktycznie
      jest potrzebne powolanie. I dlatego to zawod, cieszacy sie najwiekszym
      szacunkiem w spoleczenstwie. Ja jak pacjent, jestem zalezna od was, lekarzy, od
      waszej kompetencji, od checi samodoskonalenia sie w zawodzie, czesto poprostu
      od waszych nastrojow.. I szkoda, ze wtedy jestem bezradna.Czy moj post
      oznacza , ze spotkalam sie tylko z tymi zlymi? Oczywiscie ze nie. Pare lekarzy,
      szczegolnie chirurdzy, daze ogormnym szacunkiem. Wsrod innych tez, moze w mniej
      spektakularnych specjalizacjach/Ale jest ich coraz mniej, mamona przycmiewa to
      powolanie;)
      Zycze wszystkim zdrowia!!!!!!!!!!
      • piasia Re: Cierpliwosci! 30.12.02, 15:57
        Powołanie? Może na przykładzie dwóch, a właściwie trzech chirurgów.

        CHIRURG NR 1.
        Do poradni przychodzi pacjentka z bolącym, spuchniętym ramieniem i gorączką.
        Lekarz stwierdza, że to jest bardzo głęboki ropień (tuż koło pachy) i trzeba go
        ciąć. Im szybciej, tym lepiej. Jednak ze względu na opuchliznę miejscowe
        zieczulenie może nie zadziałać, a więc lepsza będzie narkoza, a tym
        samym "wysoki komfort zabiegu". To mogą zrobić na ostrym dyżurze, wypisuje więc
        skierowanie do innego szpitala, gdzie jest ostry dyżur i mówi dziewczynie, by
        nic nie jadła i nie piła przez cztery godziny.

        CHIRURG NR 2.
        Pracuje w szpitalu, gdzie jest ostry dyżur. Przyjmuje pacjentkę, ogląda jej
        ramię, wykęca je do tyłu, rozpyla jakiś aerozol i tnie. Mowy nie ma o zastrzyku
        znieczulającym, ani o narkozie. Znika z gabinetu, zanim pacjentka odzyskuje
        zdolność kopania i gryzienia.

        Wracamy do CHIRURGA NR 1.
        Pacjentka trafia do niego ponownie nastepnego dnia, gdy trzeba zmienić sączek w
        ranie. Lekarz usmiecha się - "jak się pani podobała narkoza?". Relację z
        wydarzeń w szpitalu przyjmuje z niedowierzaniem i przerażeniem. Komentuje: na
        chlorku to robili????? (to ten aerozol) Gdybym to przewidział, tobym tam pani
        nie wysłał!"
        PRZEPRASZA pacjentkę za ból, którego mogła i powinna uniknąć.

        CHIRURG NR 3.
        Pracuje w tej samej poradni. Pacjentka przychodzi tu regularnie na zmianę
        sączka i opatrunku, więc się na niego natyka. Chirurg nr 3 stwierdza, że trzeba
        powtórzyć cięcie, bo było źle zrobione - zbyt daleko - i rana będzie się paprać
        w nieskończoność. Pacjentka robi się zielona. Lekarz woła o skalpel i
        znieczulenie "bo musimy ciąć, zanim nam tu dziewczyna umrze ze strachu".
        Tenże lekarz uczy pacjentkę jak się ubierać gdy jedna z rąk jest chora lub
        niesprawna. Pielęgniarka pracująca "pod nim" słynie z delikatności - np. przed
        zdjęciem przyschniętego opatrunku nawilża go wodą utlenioną. Nie odrywa.

        Pytanie do Was koteczki - którego chirurga uznam za lekarza z powołania?
      • Gość: ida Re: Cierpliwosci! IP: *.csk.pl 30.12.02, 17:27
        Gość portalu: zwykla pacjentka napisał(a):

        Naprzyklad taka dziedzina, jak alergololgia. Placimy ciezkie
        > pieniadze za odczulanie, testy.... Slowo daje, ze bylismy chyba u 5 roznych
        > lekarzy , i nikt z nich slowa dobrego nie powiedzial o kolegach, a ni o ich
        > badaniach.Kazdy z nich wie najlepiej jak odczulac, a inni poprostu do
        niczego.
        >
        > a naprzyklad, w lecznice Alfa lekarka miala brudno pod paznokciami!!!


        Szok co?
        Gdzie jak gdzie, ale bród za paznokciami w przychodni alergologicznej!!!

        Ale poważnie, badania naukowe dowiodły, ze jedna z przyczyn alergii u dzieci
        jest sterylna czystość tak kultywowana przez ich mamy...
      • Gość: GTelega Re: Cierpliwosci! IP: 65.90.124.* 30.12.02, 18:18
        > No wlasnie? Dlaczego zawod lekarza budzi tyle kontrowersji? Moze dlatego, ze
        > w chwili naszej choroby jestesmy poprostu BEZRADNI!

        Co do tego masz na pewno racje, dobry lekarz powinien odpowiedziec na leki
        pacjenta, dac mu rzeczowa informacje na temat choroby i zrozumialy plan co
        pozwala zmniejszyc poczucie bezradnosci. Jednak jak kazda relacja miedzyludzka
        kontakt z lekarzem wymaga podstawowego zaufania i szacunku z obu stron. Jezeli
        wchodzisz do gabinetu z nastawieniem, ze tracisz czas na nastepnego konowala -
        juz stracilas szanse na uzyskanie porady jakiej oczekiwalas.

        > Dla mnie lekarz z powolaniem, to taki, co naprawde potrafi wspolczuc
        > pacjentom (niech nawet tylko w godzinach dyzuru:) i okazac to jemu ! Nikt nie
        > kaze pracowac za darmo, i poza godziny. Osobiscie co raz bardziej
        > spotykam 'zimnych" niz cieplych lekarzy, (to tyczy jak lekrzy z przychodni
        > tak i prywatnych w rownym stopniu)

        Pacjenci pisza o wspolczuciu, ale tak naprawde chodzi im o szacunek i o
        zlagozenie lekow zwiazanych z choroba. Nie jestem wstanie wspolczuc kilkuset
        dzieciakom z przeszczepm watroby ktorymi sie opiekuje, nie jestem w stanie
        wpolczuc ich rodzicom, pewnie nawet niebardzo jestem w stanie zrozumiec
        wszystko to przez co przechodza. Moge jednak okazac im szacunek, zauwazyc ich
        cierpienie, niepewnosc, lek (nie mylic ze wspolczuciem), starac sie zrozumiec
        pytania, ktore napawaja ich lekiem, podac im informacje, ktora pozwoli im
        rozumiec co sie z nimi dzieje i pomoze im zaakceptowac nieuniknione problemy.
        Staram sie utrzymywac ten uklad pozytywnych zludzen. W ten sposob ja zachowuje
        rownowage emocjonalna, pacjenci maja "wspolczucie", wspolpraca uklada sie na
        ogol niezle - a o to tak naprawde chodzi.

        > powiedzial, ze czuje sie tak,
        > bo oslabienie po chorobie. Na koniec wizyty jednak osmielilam sie zapytac,
        > czy by nie zmiezyl mi cisnienie, laskawie zmiezyl.... Okazalo sie drastycznie
        > nizkie.

        Z tego co piszesz, wyglada jak porzadna grypa (czy aby sie szczepilas). Zgadzam
        sie z toba, ze cisnienie powinno byc zmierzone, jako czesc rutynowego badania
        fizykalnego (niekoniecznie przez lekarza - tu robia to - "nursing aids" - cos w
        rodzaju salowych z polrocznym przeszkoleniem medycznym. Tego typu zabiegi nie
        sa oplacalne nawet dla pielegniarek.) Problem co zrobic z w wynikiem jest
        kwestia interpretacji - oczywiscie mozna rozpatrywac czarne scenariusze jak
        sepsa czy zapalenie miesnia sercowego, ale tak naprawde to jest wciaz bardzo
        prawdopodobne, ze jest to grypa (u neurotycznej pacjentki).

        > aha, i co powiecie na to, ze wypisal naraz bioparox i sumamed? Czulam sie
        > odjechana przez tydzien)

        OK, zdecydowal sie na placebo, zamiast wytlumaczyc Ci objawy grypy i wyjasnic
        co robic wrazie rzeczywistych problemow - mi tez niezbyt podoba sie takie
        postepowanie, ale prawde mowiac to nie jest koniec swiata. Co do
        tygodnia "odjechania" tak to juz jest niezaleznie od tego co by zrobil.

        > Ale prosze mi wierzyc, ze to nie
        > jedyny przypadek. Czesto lekarze maja sami ze soba sprzeczne opinie.
        > Krytykuja sie nawzajem. Naprzyklad taka dziedzina, jak alergololgia.
        > Placimy ciezkie
        > pieniadze za odczulanie, testy.... Slowo daje, ze bylismy chyba u 5 roznych
        > lekarzy , i nikt z nich slowa dobrego nie powiedzial o kolegach.

        Tez to widzialem i niestety musze przyznac Ci racje. Jest to szczegolnie czeste
        w dziedzinach gdzie niewiele jest solidnej wiedzy a duzo sprzecznych opinii -
        niektore dziedziny (kardiologia, gastroenterologia) radza sobie z tym lepiej
        prowadzac precyzyjnie zaplanowane experymenty by roztrzygnac spory inne
        (allergologia, rehabilitacja) trwaja w odwiecznych sporach, bez wiekszych szans
        na ich rozwiazanie. Jaka powinna byc strategia pacjenta jezeli dana dziedzina
        nauki nie jest jeszcze w pelni dojrzala - znalesc lekarza, ktoremu sie ufa,
        ktory otwarty jst na pytania, trzymac sie tego JEDNEGO lekarza i zadawac mu
        pytania na temat sprzecznych opinii. Jezeli chodzisz do pieciu lekarzy wtedy
        tak naprawde leczysz sie sama - bo jestes osoba, ktora podejmuje decyzje gdy
        lekarze nie sa ze soba zgodni. Nie jest to najlepsza strategia.

        > NIGDY NIKT MNIE nie zapytal, czy
        > pani czy dziecko jest uczulona na cos, ,czy dziecko toleruje pigulki, czy
        > syrop, nikt przy wypisywaniu leku nie podzielil sie chociaz by zdaniem ,
        > dlaczego on to wlasnie wypisuje.

        To niestety sa podstawy nedycyny i nie mam nic na obrone ludzi, ktorzy tego nie
        robia.

        > Ja osobiscie oczekiwalabym od swojego lekarza nie idealnosci, a wyraznej
        > CHECI pomocy.

        To nie sa wygorowane oczekiwania - masz racje.

        > Ja wiem, ze was ucza tej zniewalajacej pewnosci siebie, efektu placebo
        > i celowo znieksztalcac pismo na wypadek dochodzenia;)

        To nie prawda, nikt mnie czegos takiego nie uczyl, nie widzialem sprawy w
        ktorej niewyrazne pismo komus pomoglo - wprost przeciwnie.

        > Ja oczekuje od lekarza WSPOLPRACY.
        > Ktory nie tylko klepie recepty, a i zapyta o tryb zycia, zwyczaje, i jak mu
        > sie placi te 100 zl, niech mi poswieci chociaz polgodziny tego swojego
        > drogocennego czasu!

        Znowu, zgadzam sie.
    • Gość: Marzenna Kielan Re: Pytanie do nielekarzy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.01.03, 13:03
      Czy masz na mysle sen, w czasie ktorego z blizej nieokreslonego swiata nagle
      slyszysz glos: "Wstan i idz leczyc" ;-)) Sorry za ten sarkazm, ale kiedy czytam
      cos takiego to mnie pusty smiech ogarnia. Kazdy czlowiek nosi w sobie pewien
      potencjal. Potencjal ten, w zaleznosci od wielu cech charakteru oraz srodowiska
      w jakim sie wychowujemy, moze zostac wykorzystany do rozwijania nazwijmy to,
      zainteresowan, sklonnosci czy tez talentow. Wszystko to napisalam w liczbie
      mnogiej poniewaz kazdy z nas dysponuje wielorakoscia tychze "talentow". A to
      znaczy, ze ktos, kto jest swietnym kardiochirurgiem moze byc takze
      uzdolnionym konserwatorem sztuki, lub swietnym muzykiem, a moze doskonalym
      szachista. Zaden czlowiek nie jest "przypisany" slepo jednemu li tylko
      kieriunkowi.
      Uwazam takze, ze mowienie o "powolaniu" w przypadku jakiegokolwiek zawodu
      (zwlaszcza tych traktowanych w naszym kraju haniebnie jak np. lekarz czy
      nauczyciel), jest niczym innym jak tylko zwyklym naduzyciem wobec ludzi ten
      zawod wykonujacych - skoro bowiem "powolanie", to od razu takze i
      obowiazek. Czyli niezaleznie od tego jak my, spoleczenstwo bedziemy was
      wynagradzac, wy - powolani powinniscie pracowac niczym te bure osly. Nie
      pracujecie wszakze a wypelniacie "misje" - zostaliscie powolani.
      Proponowalabym zatem poszukac "powolania" w "zawodach" podstawowych takich
      jak: obywatel ;-) Wedle zasady - najpierw od siebie - potem od innych.

      BTW - nie jestem lekarzem.

      Pozdrawiam

      Marzenna Kielan

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka