Dodaj do ulubionych

CICHOCKA a proces myślenia !?

IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.03, 21:30
Cichocka broni poglądu , że winą za słaby system ochrony zdrowia w Polsce
należy obarczyć lekarzy .Od wielu lat jest entuzjastką wszelkich reform
w tym obszarze - po bolesnych doświadczeniach , dotykających w wyniku
tychże reform głównie biednych , chorych ludzi , Cichocka obarcza winą za
niepowodzenia ludzi pracujących w służbie zdrowia.Zapomina najwyrażniej, że
piwa nawarzyli tu rządzący!!Pytanie: kim jest Pani Cichocka ? Czy jest tubą
propagandową każdego kolejnego rządu?Czy manipuluje opinią publiczną - nie
widząc oczywistego faktu , że bez pieniędzy nie zbuduje się sprawnego systemu
ochrony zdrowia , podobnie jak nie zbuduje się autostrady?Napiszcie , czy
macie podobne odczucia?
Obserwuj wątek
    • Gość: ALEK Re: CICHOCKA a proces myślenia !? IP: *.broker.com.pl 26.02.03, 15:45
      mYŚLĘ PODOBNIE
      • maretina Re: CICHOCKA a proces myślenia !? 26.02.03, 17:45
        jakis czas temu na wyborczej byl czat z pania cichocka. pytalam ja o prace
        lekarzy za darmoche w ramach twz wolontariatu... nie byla tym oburzona, nie
        uznala tego za chorobe systemu ale za.... droge specjalizacji! o zgrozo...
        ciekawe czy pani cichocka tez pisze swoje teksty za friko?
        kiedys ja lubilam, po tym czacie przeszla mi sympatia.
        • Gość: gamdan Re: CICHOCKA a proces myślenia !? IP: *.tvsat364.lodz.pl 27.02.03, 13:15
          Pani red. E. Cichocka to typ dziennikarza - plotkarza, jakich wielu w Polsce.
          Muszę przyznać, że dość dobrze orientuje się w zawiłościach systemu opieki
          zdrowotnej. Potrafi wychwycić niebezpieczeństwa jakie czyhają na polskiego
          pacjenta. Rozumie wiele obiektywnych powodów kierujących działaniami personelu
          służby zdrowia.
          Ale wyczuwam, że nie chce ona (albo nie może) dotknąć istoty problemu, który
          psuje opiekę nad chorym Polakiem.
          Odniosę się do ostatnich wywodów red. Cichockiej w odpowiedzi na list Prezesa
          Naczelnej Izby Lekarskiej z dn.25.02.2003r.
          Pisze ona, że nie godzi się z faktem iż zasadę domniemania niewinności
          oskarżonego samorząd lekarski rozciąga na całe życie społeczne i zawodowe. A ja
          uważam, że albo te zasadę uznajemy za słuszną albo nie. Innej alternatywy nie
          ma.
          Cichocka pisze dalej: gdyby nie można było rzucić podejrzenia na człowieka,
          póki sąd nie udowodni mu winy, to byłby prawdziwy horror. A ja uważam,
          że "horrorem" jest w naszej rzeczywistości to, że rzuca się bezpodstawne
          oskarżenia i nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. Jeśli dla dziennikarza
          wystarczającym dowodem jest zasłyszana plotka to jest to dziennikarstwo
          plotkarskie. Zanim dziennikarz upubliczni swoje oskarżenia winien posiadać coś
          więcej niż tylko poszlaki. Bo to że "Malinowska zmieniła fryzurę, zaczęła
          modnie się ubierać i wychodzi z domu codziennie wieczorem" wcale nie musi
          oznaczać "że Malinowska zdradza męża".
          Red. Cichocka dalej stwierdza, że w aferze łódzkiej doszło do korupcji.
          Przecież wiemy, że jest to opinia własna redaktora, ale szanujący się
          dziennikarz powinien napisać, iż "mogło dojść do korupcji". Stawianie znaku
          równości pomiędzy korupcją a kupowaniem informacji może okazać się dużym
          uproszczeniem. Ale o tym zadecyduje sąd.
          Na koniec Pani Cichocka pisze: dziennikarz ma obowiązek ujawniać patologie. I
          tu zgadzam się z nią w pełni. Ale inaczej znajdujemy tu patologię. Patologiczny
          w tym wszystkim jest system, w którym lepiej płaci się za grzebanie zmarłych
          niż za ratowanie życia. System, w którym chory płaci najwyższą cenę - swoim
          zdrowiem lub nawet życiem. System, który leży u podstaw wszystkich innych
          patologii w tej dziedzinie.
          Kiedy wreszcie tu się coś zmieni?
          • Gość: Bruford Re: CICHOCKA i GW a logika IP: *.acn.waw.pl 27.02.03, 16:57
            Problem chyba leży głębiej niż dziennikarskie przywary Cichockiej.Doskonale
            pamietam jak GW w czasach startu reformy głęboko w swoich poradnikach
            reklamowała korzyści wynikające z zapisywania się do lekarzy rodzinnych a nie
            internistów czy pediatrów.Z całą głęboką pewnością siebie jaka charakteryzuje
            głupców , GW wypisywała to w czasie kiedy wbrew szumnym zapowiedziom ,
            samodzielność diagnostyczna i terapeutyczna lekarzy POZ i rodzinnych została
            przez ustawodawcę sprowadzona do zera ( vide : zakres kompetencji lekarz POZ
            made by MRKCH)i kiedy kształcenie lek.rodzinnych organizowano z niczego,żadnych
            nie znając jeszcze tego kształcenia efektów.Z czego to wynikało???Ślepota
            entuzjasty???brak orientacji??chęć pomocy za wszelką cenę rządowi Buzka????
            Co zaś się tyczy Cichockiej to pamiętam również jak uzasadniała swoją
            dezaprobatę dla strajku lekarskiego ( w dowolnej formie)-mianowicie
            prześlizgując się całkowicie nad problemami lekarzy oswiadczyła tylko że to "
            nie wypada".Problem leży gdzie indziej,żaden rząd republiki kartoflanej nigdy
            nie powie obywatelom co im się realnie należy za ich składkę w systemie
            solidaryzmu społecznego bo owa prawda byłaby jednoznaczna z politycznym
            samobójstwem.Trzeba jakoś gniew ludu skanalizować.Media są tu dyspozycyjne.A
            spostrzeżenia MAretiny z chatu?No cóż , jak ktoś nie musi za darmochę pracować
            to drugiego nie zrozumie.Nie oczekujmy od dziennikarzyków obiektywizmu i
            pełnego zrozumienia problemu.Dziennikarzyk musi wyrobić wierszówkę i coś
            dorobić.
            • maretina Bruford? 27.02.03, 17:23
              Gość portalu: Bruford napisał(a):

              Nie oczekujmy od dziennikarzyków obiektywizmu i
              > pełnego zrozumienia problemu.Dziennikarzyk musi wyrobić wierszówkę i coś
              > dorobić.
              alez uogolnieniami sypiesz:( to krzywdzace wrzucac wszystkich do jednego worka.
              ta ironia "dziennikarzyk" jest na poziomie nicka lekarzyna.on tez ze wszystkich
              medykow zrobil konowalow i lapowkowiczow.
              rozumiem Twoja frustracje zachowaniem i tekstem pani cichockiej, ale nie
              przelewaj jej watpliwego splendoru na kazda osobe pracujaca w mediach.
              • Gość: Bruford do Maretiny IP: *.acn.waw.pl 27.02.03, 18:09
                Nie przelewam.Stosuję tylko podobną taktykę podejścia do pojedynczych
                faktów.Całe środowisko zostaje potępione za casusy pijaństwa,korupcji itd
                Cichocka nie jest wcale jedynym ani nawet dobrym przykładem.Sama napewno znasz
                wiele.Co zaś się tyczy mojego postu to raczej chodziło mi , jak pewnie
                zauważyłaś , o strategię mediów.O linii postępowania decyduje
                naczleny,szeregowiec wykonuje robotę.
                • Gość: Bruford Re:ponownie do Maretiny IP: *.acn.waw.pl 27.02.03, 18:14
                  OK zresztą , załóżmy że moje uogólnienie jestr tylko wynikiem frustracji.To
                  podaj mi choćby jeden poważny tekst jakiegoś wiodącego czasopisma z ostatniego
                  półrocza,podchodzący do spraw naszej grupy zawodowej z rzeczywistą znajomością
                  rzeczy i obiektywizmem.Zauważyłaś napewno ciekawą regułę-o sprawy środowiska
                  pytani są zawsze luminarze.Pamiętasz tekst chyba z Przeglądu lub Polityki gdzie
                  p profesora pytano o zalety " feudalizmu" w medycynie????
                  • maretina Re:ponownie do Maretiny 27.02.03, 18:23
                    Gość portalu: Bruford napisał(a):

                    > OK zresztą , załóżmy że moje uogólnienie jestr tylko wynikiem frustracji.To
                    > podaj mi choćby jeden poważny tekst jakiegoś wiodącego czasopisma z
                    ostatniego
                    >
                    > półrocza,podchodzący do spraw naszej grupy zawodowej z rzeczywistą
                    znajomością
                    > rzeczy i obiektywizmem.Zauważyłaś napewno ciekawą regułę-o sprawy środowiska
                    > pytani są zawsze luminarze.Pamiętasz tekst chyba z Przeglądu lub Polityki
                    gdzie
                    >
                    > p profesora pytano o zalety " feudalizmu" w medycynie????

                    wiele razy pisalam o sprawach zwiazanych z medycyna jak i o samych lekarzach.
                    wiele razy udalo mi sie "wywalczyc" piorem cos dla medyka lub szpitala. ale
                    wiesz co? kiedys pomoglam odzyskac pieniadze hospicjum onkologicznemu od kasy
                    chorych. po kilku publikacjach i molestowaniu urzedasow kasa podpisala ugode z
                    hospicjum. wspaniale uczucie komus pomoc. tydzien pozniej na ursynowie wysiadla
                    jakas faza w elektrowni i kawal dnia dzielnica warszay byla bez pradu.
                    dzwonilam do roznych instytucji z pytaniem jak sa przygotowane do tego typu
                    awarii. zadzwonilam tez do centrum onkologii z prostym pytaniem o procedury
                    postepowania w takich wypadkach. co z zabiegami itd...uslyszalam, ze z
                    dziennikarzami nie gadamy. tydzien wczesniej bylam dobra i przydatna, kilka dni
                    i pokazano mi miejsce w szeregu. chrzanie to. przyjdzie koza do woza. jest tyle
                    placowek medycznych w warszawiel w ktorych sporo sie dzieje, ze mam to gdzies.
                    ale nie mysl prosze, ze dziennikarze zawsze sa "be" a lekarze piekni i
                    szlachetni. kiedy trzeba potrafimy stanac murem za lekarzem, szpitalem. jutro
                    na forum zamieszcze przyklad, ale dopiero jutro, bo nie moge wkleic tekstu
                    przed jego publikacja.
                    • Gość: Bruford Re:ponownie do Maretiny- odpowiedź IP: *.acn.waw.pl 27.02.03, 19:48
                      Zazwyczaj nie wkładam wszystkich do jednego wworka.Tyle że publikjacje na temat
                      lekarzy raczej niezależnie od gazety są wspólne w swojej wymowie.Poza tym mój
                      znajomy a jeden z bardziej cenionych obecnie dziennikarzy , w chwili
                      szczerości,wytłumaczył pare tajników dzienn9karskiej profesji.
                      • maretina Re:ponownie do Maretiny- odpowiedź 27.02.03, 19:55
                        Gość portalu: Bruford napisał(a):

                        Poza tym mój
                        > znajomy a jeden z bardziej cenionych obecnie dziennikarzy , w chwili
                        > szczerości,wytłumaczył pare tajników dzienn9karskiej profesji.
                        zdradzisz sekrety?
                        • Gość: Bruford Re:ponownie do Maretiny- odpowiedź IP: *.acn.waw.pl 27.02.03, 22:48
                          No jasne że nie.
                        • maretina dla Bruforda-obiecany tekst. 28.02.03, 07:54
                          ten tekst doskonale obrazuje polski system opieki zdrowotnej.


                          Waleczne serce doktora
                          Gdyby nie dobre serce dyrektora szpitala, 15-letni chłopiec by umarł. I nikt
                          nie miałby kłopotu.

                          Robert, uchodźca z Armenii, w wypadku poharatał brzuch. Centralny Szpital
                          Kolejowy w Międzylesiu przyjął chłopaka, leczył, najlepiej jak potrafi. Przez
                          dwa miesiące, za 175 tys. zł. A teraz łata swój budżet. Bo za chorego nie ma
                          komu zapłacić.



                          Robert dziękuje dr. Jarosławowi Rosłonowi za uratowanie życia
                          Foto | Sebastian Wolny
                          Robert jest Ormianinem. Ale mówi tylko po polsku; od 9 lat uczy się w polskiej
                          szkole. Jest ubezpieczony w PZU, jak większość dzieci w klasie. Ale nie należy
                          do kasy chorych, jak inne, bo należeć nie może.
                          Tam dzieci biorą do wojska

                          Z całą rodziną w Polsce przebywa nielegalnie. MSW odmówiło im azylu, wizy
                          pobytowej do dziś nie udało się załatwić. Mimo to rodzina M. w Polsce została -
                          tam, u nich, niebezpiecznie, walki na granicach, nawet dzieci biorą do wojska.

                          Pan M. założył własną firmę handlową, jego żona, komputerowiec, sprząta po
                          domach. Wynajęli dom pod Warszawą, dzieci posłali do szkoły. Zaczęli zapuszczać
                          korzenie.

                          Był 7 sierpnia 2002, Robert jechał na rowerze do kiosku, po zeszyty.

                          Przewrócił się na kamieniu, kierownicą przebił brzuch. Dziura miała wielkość
                          dwuzłotówki. A w środku - wszystko poharatane.

                          Na izbie przyjęć Szpitala Kolejowego w Międzylesiu ojciec Roberta przyznał się
                          od razu: ubezpieczenie jest tylko z PZU. W kasie chorych - nie ma.

                          Rejestratorka machnęła ręką. Dyrektor szpitala na ścianie wywiesił
                          kartkę: "pacjenta pod żadnym pozorem odesłać nie wolno". Więc nie odesłała.

                          Dyrektor Jarosław Rosłon: - Powiedziałem ojcu, że leczyć będziemy i tak. Żeby
                          napisał do Caritasu, różnych fundacji dziecięcych. I że będzie dobrze.

                          Jak człowieka?

                          Przez cały sierpień Robert leżał na oddziale intensywnej terapii. Przeszedł
                          trzy operacje.

                          Na początku września jego stan był krytyczny. Sepsa zaatakowała organizm. Miał
                          gorączkę: powyżej 40 stopni, tracił przytomność. Podłączono go pod maszynę do
                          oddychania.

                          - Miał szczęście - mówi dyrektor. - Jedna z trzech była wolna.

                          Gdyby nie, któryś anestezjolog usiadłby przy łóżku i uciskał balon z ręczną
                          pompką, przez całą noc i dzień, 60 razy na minutę.

                          Mimo "szczęścia" było coraz gorzej. Chłopak przeszedł dwie kolejne operacje.

                          - Wiceszef chirurgii stanął przed moim biurkiem - opowiada dyrektor.

                          W garści miał podanie o antybiotyki dla chorego: potrzebne są te najsilniej
                          działające, jedna ampułka kosztuje kilkaset złotych.

                          Rosłon: - Zapytał mnie z nietęgą miną: "To jak leczymy, dyrektorze? Jak
                          człowieka?".

                          Odpowiedź brzmiała: "Jak swojego, jak ubezpieczonego Polaka".

                          Potem przyszedł ojciec Roberta, w towarzystwie jednego z warszawskich radnych.
                          Radny miał zaświadczyć, że M. to porządna rodzina: pracowici, uczciwi, żadnej
                          wódki.

                          Rosłon: - Ojciec myślał, że skoro ubezpieczenia nie ma, to przestaliśmy Roberta
                          leczyć. Zrobiło mi się przykro i tak jakoś po ludzku głupio. Tłumaczyłem:
                          robimy, co w naszej mocy.

                          Bez karty

                          W październiku wypisano Roberta ze szpitala. Księgowa wystawiła fakturę: 175
                          tys. zł. Z tego 166 tys. - koszt leczenia na OIOM-ie. Wysłała fakturę do kasy
                          chorych.

                          Kasa odesłała pismo: nie widzi powodu, by sfinansować to leczenie.

                          Ojciec Roberta przyniósł do szpitala 2 tys. zł za sprzedane meble i długą listę
                          instytucji, do których już zwracał się o pomoc. Tylko Caritas dał pieniądze: 5
                          tys. 300 zł.

                          PZU odpisało, że odszkodowanie żadne się nie należy, bo chłopak jeździł bez
                          karty rowerowej.

                          Rzeczniczka praw pacjenta, że rozesłała kilkanaście pism z prośbą o pomoc - bez
                          odpowiedzi.

                          Dyrektor Rosłon: - Trochę mnie to podłamało.

                          Do instytucji zaczął więc pisać sam. Do Ministerstwa Zdrowia, że problem
                          leczenia obcokrajowców trzeba uregulować. Że szpital mu zbankrutuje, bo nawet
                          ten jeden przypadek, 175 tys. zł, to poważna dziura w jego budżecie. Do biura
                          rozliczeń międzynarodowych, w podobnym tonie.

                          "Niezrozumiałym jest fakt podjęcia przez szpital kosztownego i
                          kilkumiesięcznego leczenia oraz zaniechanie ustalenia podmiotu obowiązanego do
                          uregulowania kosztów udzielonych świadczeń przy jednoczesnej trudnej sytuacji
                          finansowej szpitala" - odpisała p.o. dyrektora biura, Elżbieta Saniewska. I że
                          ta dziura w budżecie to wina szpitala. Bo nie wypracował schematu postępowania
                          w podobnych, związanych z obcokrajowcami, przypadkach.

                          Miejsca by nie było

                          Schemat mógłby być taki jak ostatnio w Częstochowie: karetka z Robertem
                          jeździłaby od szpitala do szpitala. Być może chłopak zmarłby i problem sam by
                          się rozwiązał. Albo taki: markowanie leczenia, używanie tanich okładów z sody
                          zamiast drogich antybiotyków. Z podobnym skutkiem.

                          - Nigdy nie wypowiadałem się, gdy znajomi dyskutowali, czy to moralne, czy nie,
                          że szpitale odsyłają chorych - mówi dyrektor. - Z mojego punktu widzenia to
                          zawsze było skomplikowane.

                          Ale teraz, przy podobnych dyskusjach, dyrektor kurczy się w fotelu. Sam z
                          ciężkim sumieniem podjął decyzję, że nie zdejmie ze ściany w izbie kartki, tej
                          o zakazie odsyłania pacjentów. Za to w jego szpitalu wydłużyła się kolejka do
                          niektórych operacji

                          - Te 175 tys. złotych długu to jakieś 87 planowanych zabiegów operacyjnych -
                          tłumaczy.

                          Na przykład - cewnikowania serca (w tej chwili w kolejce czeka się 3 miesiące).
                          Albo usunięcia pęcherzyka (kolejka na miesiąc).

                          Albo jeszcze inaczej - te pieniądze to nowy respirator.

                          Ten problem trzeba rozwiązać

                          - mówi Barbara Kozłowska, rzecznik praw pacjenta przy Ministerstwie Zdrowia

                          - Finansowanie leczenia nieubezpieczonych obcokrajowców to problem, którego
                          naszemu państwu do tej pory nie udało się rozwiązać. Sygnalizowałam go już w
                          sprawozdaniu rocznym dla Ministerstwa Zdrowia. Anonsowałam w MSW i A, z prośbą
                          o zmianę przepisów.

                          Problem dotyczy co najmniej kilkudziesięciu tysięcy osób przebywających w
                          Polsce nielegalnie (którzy tym samym nie mogą się ubezpieczyć w kasie chorych),
                          a których państwa nie podpisały z Polską umowy o wzajemnych świadczeniach.

                          Jeśli chodziłoby o leczenie gruźlicy, choroby psychicznej albo opiekę nad
                          kobietą w połogu - nawet nieubezpieczeni obcokrajowcy są objęci opieką
                          medyczną. W innym przypadku chory albo szpital, który go leczył - musi radzić
                          sobie sam.

                          Lekarze i dyrektorzy szpitala stają często przed dramatycznym wyborem - leczyć
                          obcokrajowca, czy pozwolić mu umrzeć.



                • maretina Re: do Maretiny 27.02.03, 18:14
                  Gość portalu: Bruford napisał(a):

                  O linii postępowania decyduje
                  > naczleny,szeregowiec wykonuje robotę.
                  to zalezy jak przedstawi sie sprawe naczelnemu. albo to kupi, albo kaze
                  poprawc... albo wywali.
                  • Gość: Bruford Re: do Maretiny: minęliśmy się postami n/t IP: *.acn.waw.pl 27.02.03, 18:15
    • wujek15 Re: CICHOCKA a proces myślenia !? 27.02.03, 18:19
      Wnioski na tzw. marginesie
      Media a medycyna:
      Częśc dziennikarzy goni za sensacją (lubią używać mocnych okresleń typu horror
      (np. komunikacyjny)i z każdej informacji uczynią sensację, według nich
      objektywizm nie jest najistotniejszy ważny jest "dym"
      a co do rzucania oskarżeń - w naszej rzeczywistości często oskarżany musi
      udowodnić swoją niewinność bo media szybciej niż np. sąd ocenią sprawę i
      wydadzą (bezkarnie) wyrok , wrazie czego na 199 stronie małym drukiem da się
      sprostowanie (a że komuś przylepili łatkę to co z tego)
      Media często domagają się od innych odpowiedziqalności za swoje działanie
      (np.za błędy medyczne) ale jakoś nie mówią o odpowiedzialności za informacje
      które przekazują (np. niesprawdzone plotki)
      • Gość: gamdan Re: CICHOCKA a proces myślenia !? IP: *.tvsat364.lodz.pl 28.02.03, 11:01
        Kiedyś myślałem, że to przecież takie proste - światli ludzie siadają przy
        stole, dyskutują o problemie, znajdują porozumienie, wypracowują program i
        wprowdzają go w życie. Problem znika.
        Sprawa chorego systemu opieki zdrowotnej winna być priorytetem dla każdego
        rządu. Jesli nie rozumieją tego politycy to winni zwrócić na to ich uwagę
        dziennikarze - czwarta władza.
        A tu okazuje się, że media zwracają uwagę publiczną w zupełnie inną stronę.
        Przestałem się dziwić, gdy dowiedziałem się, że główne ogólopolskie dzienniki i
        tygodniki nie zgodziły się na zamieszczenie na swoich łamach, w formie płatnych
        ogłoszeń, informacji o zagrożeniach jakie niesie reforma sł. zdrowia.
        Ogłoszenia chciały zamieścić Związki czy Izby Lekarskie. A podobno "pecunia non
        olet".
        O kierunku działania mediów nie decydują szeregowi dziennikarze.
        I jeszcze sprawa leczenia nieubezpieczonych, także uchodźców. Jest pole do
        działania organizacji charytatywnych. Może Owsiak...
    • Gość: manolo Re: CICHOCKA a proces myślenia !? IP: 213.25.93.* 28.02.03, 15:10
      Nie podzielam poglądu ! Pewnie zawinili urzędnicy, ale obok nich "winę" ponoszą
      również lekarze i inni udziałowcy systemu w tym również pacjenci. Trudno w tym
      miejscu o głębszą analizę ale powiedziec trzeba, że obok typowych urzędasów w
      Kasach Chorych ( czasem odgrywających sie w jakis sposób na medycynie za
      doznane krzywdy, hodowane kompleksy, wszczepiony gdzieś chory wizerunek lekarza)
      działali też w systemie tacy świadczeniodawcy którzy ewidentnie dla kasy łamali
      kodeks etyki lekarskiej, krzywdzili chorych, dla kasy opóźniali skierowanie do
      specjalisty ( konsekwencja - późno leczony nowotwór, nierozpoznana nadczynność
      tarczycy - zgon w przełomie tarczycowym)BYli pacjenci nauczeni "samodzielności"
      rzeczywiście roszczeniowi byc może wprowadzeni w błąd przez złą informację
      (porównaj to z dniem dzisiejszym)którzy też przyczynili sie do budowania
      określonego klimatu wokół reformy. Prasa??? Ma tez swój udział. Pani Cichocka w
      swich artykułach świtnie definiowała i mam nadzieję, że będzie to robiła dalej
      zagrożenia jakie rodziły sie w systemie i jakie wiszą nad reformą reformy -
      obecnie. Nie można się obrażać o to, że w swoich tekstach obnaża publicznie
      patologie w świecie lekarskim obok innych chorób systemu. Jak lekarz się
      kryguje i nie rozpozna wrzodu na (Pardon) - dupie pacjenta bo wstydzi się
      poprosić go o zdjęcie majtek to w konsekwencji trzeba później wyciąć cały
      pośladek. Leczenie czasem boli, śmierdzi, nieładnie wygląda ale osiągnięcie
      zdrowia jest najważniejsze. Pani Cichocka czasem tnie skalpelem ale w moim
      przekonaniu zdrowej tkanki nie narusza.
      • Gość: Les Re: CICHOCKA a proces myślenia !? IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.03, 21:59
        Faktem jest to , że kolejne reformy miały coś zmienić na lepsze , a nie
        zmieniły.
        Rozsądny dziennikarz szuka przyczyny niepowodzenia .Jeżeli w wyniku reformy
        zmieniły się wszystkie składowe systemu - za wyjątkiem wysokości nakładów na
        działanie systemu , to trudno tego oczywistego faktu nie uwzględnić!
        Pani Cichocka uważa natomiast , że wytropi patologie w służbie zdrowia - i , po
        utopieniu ich w przepastnych toniach swej kwiecistej retoryki uczyni światłość
        wielką i powszechną! to jest robienie ludzi w konia !
        oczywiście patologie były , są i będą - o wartości systemu ochrony zdrowia
        decyduje jednak ich procent w stosunku do liczby dobrze leczonych pacjentów.
        Jeśli jako kraj będziemy biedni , biedna będzie i nasza ochrona zdrowia.
        Przeszczepy narządów , intensywna terapia , nowoczesna antybiotykoterapia ,
        terapia genowa , diagnostyka szybka i precyzyjna , wypoczęte i dobrze
        wynagradzane zespoły operacyjne , ludzkie warunki w szpitalach -zapomnijcie !
        Jak widać , z tej sytuacji prostego wyjścia nie ma - jedynie poprzez długie
        i żmudne budowanie siły ekonomicznej naszego kraju.
        Dziennikarz , który - tak jak P.Cichocka przesuwa ciężar odpowiedzialności
        za trudną sytuacje w ochronie zdrowia(będącą przecież odbiciem sytuacji kraju)
        na pracowników ochrony zdrowia manipuluje rzeczywistością .
        Wydaje mi się ,że P.cichocka zbudowała sobie na łamach Wyborczej swoistą
        strzelnicę dla ludu , ustawiając na niej sylwetki pracowników służby zdrowia
        w nadziei żę gniew ludu rozładuje się we "właściwym" kierunku !

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka