Dodaj do ulubionych

Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Polsce!!

21.10.06, 00:44
Obiecalam sobie, ze jak juz bedzie tak daleko to bede przy niej!
Moja 22 letnia siostra odeszla od nas 3 pazdz. 2006. Ja juz nie zdarzylam do
niej przyjechac. Ciagle jeszcze mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Czulam ze
cos jest nie tak, wiec moglam wczesniej spakowac walizke. Umarla nad ranem o
godz.5.15. Lekarze sie nie zgodzili, zeby ktos przy niej byl, poniewaz takie
zasady panuja na oddziale.Pozostale pacjetki przeniesli na inna sale wiec co
to byl za problem? Wydaja mi sie, ze chcieli pokazac kto tam rzadzi. Jednak
szczytem beszczelnosci bylo nie powiadomienie moich rodzicow, ze siostra
zmarla.Oni pojechali do niej z samego rana i zastali ja juz tylko martwa,
przykryta przescieradlem. Dzien wczesniej stracila kontak i tez nikt nie
zadzwonil.Dzwonilismy do niej , wysylalismy smsy, ale telefon byl wylaczony.
Myslelismy, ze spi, bo tak czesto robila. Pielegniarki probowaly zadzwonic z
komorki siostry, ale sie rozladowala.
Ja mieszkam w Niemczech. Tutaj swiadczenia medycyne sa coraz gorsze i wielu
lekarza zalezy przede wszystkim na karierze, ale mimo wszystko oni straja sie
zachowac pozory. Oni potrafia powiedziec, ze czegos nie wiedza, podczas gdy w
Polsce to po prostu nie do pomyslenia. "Lekarz jest jak Bog"!
Skonczylam Liceum Medyczne i zawsze mnie denerwowalo jak ktos krytykowal
sluzbe zdrowia w Polsce. W ostatnich latach odwiedzilam jednak pare szpitali
i ja tez nie mam juz dobrego zdania.
Obserwuj wątek
    • 1951b Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 21.10.06, 01:25
      Proszę o przyjęcie wyrazów współczucia z powodu śmierci siostry.
      Są LEKARZE i lekarzyki. Przypuszczam, że w szpitalu nie było LEKARZY.
      • jacaffka Medycyna dla wtajemniczonych. 31.10.06, 19:19
        Tak już jest że niektóre zawody to tzw. wiedza tajemna, i nie zawsze rodzina
        może uczestniczyć w tym i na to patrzeć. Przykre ale prawdziwe.
    • anatemka Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 21.10.06, 09:58
      przykro mi...
      i nie rozumiem tego...
      pracuje w szpitalu gdzie zawsze zawiadamia się rodzine o stanie agonalnym
      pacjenta i nigdy nie zabrania sie byc z nim...
    • lohengrin4 Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 21.10.06, 10:54
      Tylko że tak naprawdę zero konkretów. Wyłącznie zarzuty.

      Charakter oddziału?
      Schorzenie siostry?
      Skąd pewność że nie próbowali powiadomić rodziców?
      Itd.

      I wciąż wasza stała mantra:
      > "Lekarz jest jak Bog"!

      Ja mam inne doświadczenia. Pacjent jest jak Bóg z wszelkimi prawami nadanymi
      przez NFZ i przez fakt, że wobec braku standardów może żądać czegokolwiek i z
      nie zrobienia czegokolwiek zawsze można zrobić zarzut. To pacjent wparowuje do
      gabinetu czy dyżurki bez pytania z tzw. "mordą", to pacjent wie jakie badania
      ma mieć zrobione i każe sobie je wypisać, to pacjent ma być przyjęty w dniu
      zgłoszenia, choć sprawy z którymi się zgłasza to jest czasami po prostu
      wyłącznie szykanowanie lekarza, nie mają one praktycznie nic wspólnego ze
      zdrowiem, chorobą, pomaganiem. I tak można długo. Szanuję sytuację śmierci
      bliskiego, ale to nie powód do wypisywania uogólniających bzdur.


      • 1951b Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 21.10.06, 11:54
        lohengrin4 napisał:

        > Tylko że tak naprawdę zero konkretów. Wyłącznie zarzuty.
        >
        > Charakter oddziału?
        > Schorzenie siostry?
        > Skąd pewność że nie próbowali powiadomić rodziców?
        > Itd.

        I co chciałbyś się jeszcze dowiedzieć?
        Nie rozumiem Twojej nerwowości i napastliwego tonu wypowiedzi.

        • lohengrin4 Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 21.10.06, 13:44
          > I co chciałbyś się jeszcze dowiedzieć?

          Pozwól że na powyższe odpowiem Twoimi słowami:
          Nie rozumiem Twojej nerwowości i napastliwego tonu wypowiedzi.

          A poza tym - wszystkiego. Bo czego się dowiedzieliśmy.
          Że 22 letnia osoba zmarła i nie powiadomiono rodziny. To poza tym jeszcze
          bardzo wiele spraw jest do wyjaśnienia, zwłaszcza że zgon osoby 22 letniej to
          nie codzienność.
          A czego kontretnie chciałbym się dowiedzieć to napisałem, spróbuj czytać przed
          komentowaniem.
          Bo to są sprawy istotne w wyjaśnieniu DLACZEGO nie dzwoniono do nikogo w środku
          nocy.
    • polk76 Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 21.10.06, 12:09
      Poza wyjątkowymi przypadkami (zupełnie nieoczekiwane pogorszenie stanu zdrowia,
      życzenie Chorego) nie zawiadamia się rodziny w godzinach nocnych,
      wczesnorannych. Łatwo sobie wyobrazieć konsekwencje, zwlaszcza, że często
      telefon odbierają osoby starsze, schorowane - silny stres w środku nocy,
      zwłaszcza gdy nie ma nikogo w pobliżu, decyzja by jechać natychmiast do
      szpitala niewyspanej, zdenerwowanej osoby..
      • 1951b Re: Zgadzam się....... 21.10.06, 13:05
        ...z tym co napisał Polk76.

        Dwa przykłady :

        1. Kiedyś jeden z członków mojej rodziny zadzwonił do mnie o godz. 2,00 z
        wiadomością o śmierci swojego ojca – to był szok.

        2. Nie tak dawno moja Ciocia leżała na OIOM, poprosiliśmy lekarza aby powiadomił
        nas o jej śmierci bez względu na porę. Zmarła o godz. 4,05. Telefon zadzwonił o
        4,10.My byliśmy przygotowani na taką wiadomość.
    • bea351 Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Polsce! 21.10.06, 19:24
      Siostra chorowala poltora roku na ALL(ostra bialaczka limfoblastyczna)i my w
      pewnym stopniu spodziewalismy sie, ze moze umrzec, zwlaszcza, ze przez dluzszy
      czas nie mogli znalezc dla niej dawcy. Mysle, ze pod wzdledem medycznym zrobili
      lekarze wszystko co mogli i tego nie kwestionuje, chociaz mam pare watpliwosci.

      Chlopak mojej siostry opuscil szpital o godz. 1 w nocy. Zostal wyproszony przez
      lekarza dyzurnego. Cztery godz pozniej siostra zmarla(5.15). Rodzice mieli
      przyjechac do niej z rana. Lekarz dyzurny wyslal smsa do chlopaka mojej
      siostry jednak nie zadzwonil do rodzicow. Nie wiem jak wy lekarze chcecie
      takie zachowanie usprawiedliwic? I co tu ma do rzeczy na co chorowala i na
      jakim oddziale lezala?
      O szpitalu sie mowi, ze jest jednym z lepszych w Polsce!!!
      • poloznik-gin Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 21.10.06, 20:56
        :-((( {*}[*]
      • adzna1 Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 21.10.06, 21:09
        Wyrazy współczucia.

        Witam.
        Niestety pomijając, iż w relacja lekarz - pacjent jest dość często trudna, to w
        przypadku zejść śmiertelnych jest ona fatalna. Myślę, że tej sytuacji jest wiele
        podobnych i niestety za takie dotyczące zgonu obwiniam lekarzy.
        Nie wiem jakie obecnie panują przepisy: czy rodzinę nalezy powiadomić
        natychmiast, czy póżniej. Moim zdaniem w takiej sytuacji ja chciałabym wiedzieć
        zaraz, bez względu na czas. Skoro lekarz informuje o stanie pacjenta, to rodzina
        jest przygotowana na to najgorsze. Jeśli wie o tym w odpowiednim czasie, to nie
        jest dodatkowo narażona na to, co o całym wydarzeniu mówią pacjenci. Rodzina
        dodatkowo przeżywa komentarza jak postępowano z ciałem, być moze prawidłowo, ale
        w odczuciu pacjentów źle.
        Jest to grubo nie fer, gdy rodzina dowiaduje się o zgonie właśnie od
        współpacjentów, a często bywa i tak.
      • lohengrin4 Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 21.10.06, 22:30
        > Siostra chorowala poltora roku na ALL(ostra bialaczka limfoblastyczna)i my w
        > pewnym stopniu spodziewalismy sie, ze moze umrzec

        Tak myślałem. No cóż, dołączam się do grona współczujących, ale poniekąd ta
        nieuchronność (lub prawie nieuchronność) śmierci usprawiedliwia odłożenie
        telefonu z informacją o jakieś 2-3 godziny. Gdyby np. 22 latka zmarła mi na
        dyżurze z powodu wstrząsu anafilaktycznego, dzwoniłbym zaraz denerwując się, że
        łączenie mnie z rodziną trwa już 30 sekund. Dlatego pytałem o szczegóły.
        Co nie zmienia wymiaru tragedii - ale jak widzisz, można się komunikować
        konkretnie i treściwie. I już zupełnie inaczej ta wymiana zdań wygląda.

        > I co tu ma do rzeczy na co chorowala i na jakim oddziale lezala?

        Najpierw sensownie się wypowiadasz, później znowu to niezrozumiałe czepiactwo.
        Skoro podajesz jednak jakieś dane, tzn. czujesz że jest to potrzebne.
        Twoja siostra mogła już chociażby leżeć na chirugii urazowej po ciężkim
        wypadku - i wtedy np. o 1 idzie informacja o ciężkim stanie, o 5 siostra
        umiera, ale lekarz nie informuje rodziny, bo ratuje innych (np. operuje).
        Inaczej to wygląda na hematologii, inaczej na ogólnej internie, jeszcze
        inaczej - skoro już mówimy o sytuacji umierania -w hospicjum. Więc ma do
        rzeczy, nie irytuj się - odpowiedz albo nie, w zależności od uznania, ale nie
        irytuj się, bo pytam z sensem. Teraz wiem już sporo więcej.

        Jeszcze raz - współczuję.


      • agawamala Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 23.10.06, 12:47
        Nie jestem lekarzem, ale będę broniła lekarzy.
        Jesteście w zrozumiałym szkoku po śmierci młodej osoby. Bliskiej. To generuje
        stres, a stres najlepiej wyładować na lekarzach.
        Skąd wiecie, że lekarze nie próbowali się skontaktować? Być może chcieli to
        zrobić, ale na oddział przywieziono kogoś w ciężkim stanie. Lekarz się nie
        podzieli. Lepiej , żeby ratował komuś życie niż tkwił przy telefonie do rodziny
        osoby Zmarłej ( i odpowiadał w tym czasie na tysiące pytań - zrozumiałe, że
        rodzina będzie je zadawała, pozwalając umrzeć innej osobie).
        Choroba siostry ma jednak pewne znaczenie. Inaczej jest gdy rodzina może
        spodiewać się śmierci, inaczej gdy przychodzi ona nagle.
        Jeśli się czemuś dziwię to sms-owi do chłopaka Zmarłej.
    • lohengrin4 Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 21.10.06, 22:23
      > Zastanawiam sie po jakiego diabla ty studiujesz medycyne zasrany anonimie.

      Nie studiuję dawno skończyłem.
      I bez inwektyw proszę, rozumiem, że ci twoją powierzchowną, fasadową moralność
      moje posty obrażają, ale pewno ich po prostu nie rozumiesz.

      > Mam nadzieje, ze wyjedziesz czympredzej z Polski by tutaj nie meczyc ludzi a
      > moze i usmiercac

      Wyjadę, pewnie że wyjadę. Coraz mniej z racji zarobków, coraz więcej z racji
      kontaktu także w realu z osobnikami twojego pokroju. Niestety prawda w oczy
      kole i ty nie potrafisz tego znieść. Typowy, banalny do bólu mechanizm
      psychologiczny, zero zdziwienia u mnie.
    • bea351 Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Polsce! 22.10.06, 10:28
      Piszecie bzdury! Jak lekarz mogl wyslac smsa do chlopaka mojej zmarlej siostry,
      ale nie zadzwonic do rodzicow? Przeciez mial wszystkie dane w aktach, a oprocz
      tego napisane numery telefonow na kartce.
      Moja druga siostra uwaza,ze od specyjalnie tak zrobil, poniewaz ona za duzo
      pytan mu zadawala dzien wczesniej, a on zareagowal bardzo nerwowo.
      Jezeli to byl powod to jak mozna miec szacunek do lekarzy. To nie jest
      zachowanie godne lekarza!
      • anatemka Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 22.10.06, 12:55
        wiesz, z obserwacji wiem, że choćby lekarz nie wiem jak nie lubił pacjenta
        osobiście, to na złość mu nie robi. Zwłaszcza w poważnych sytuacjach. No, może
        np. wypis o dzień dwa przesunąć 'z braku czasu', ale posądzanie w tym wypadku
        lekarzy o złośliwość jest absurdem. Może zwykłe pytanie: dlaczego nie
        zawiadomił nas pan od razu? wyjaśniłoby tę sytuację.
    • 1951b Re: do aloalo2001 22.10.06, 15:20

      bea351 21.10.06, 00:44
      Umarla nad ranem o godz.5.15. Lekarze sie nie zgodzili, zeby ktos przy niej byl,
      poniewaz takie zasady panuja na oddziale.Pozostale pacjetki przeniesli na inna
      sale wiec co to byl za problem?


      bea351 21.10.06, 19:24
      Chlopak mojej siostry opuscil szpital o godz. 1 w nocy. Zostal wyproszony przez
      lekarza dyzurnego. Cztery godz pozniej siostra zmarla(5.15).



      aloalo2001 22.10.06, 13:57
      Zreszta jesli wiedzieliscie jaka jest sytuacja, a bardzo wam zalezalo na tym aby
      wiedziec natychmaist, trzeba bylo byc przy chorej caly czas.

      Aloalo2001 mam pytanie do Ciebie, Ty czytasz, czy tylko piszesz ?

    • p.atryk Mam dokladnie te same wrazenia,Alo... 22.10.06, 16:25
      Rok opieki i ciezkiej pracy nad pacjentka nie zostal skwitowany nawet
      prostym "dziekuje" czy "doceniam".
      Sa tylko rozdmuchane pretensje i roszczenia.Szkoda czasu na wyjasnienia,czy
      dyskusje.
      • bea351 A czy oni powiedzieli przepraszam... 27.10.06, 15:35
        p.atryk napisał:

        > Rok opieki i ciezkiej pracy nad pacjentka nie zostal skwitowany nawet
        > prostym "dziekuje" czy "doceniam".

        A czy ktos powiedzial do mojej siostry:

        "Przepraszam, ale zle wpisalismy twoje dane i przez osiem miesiecy szukalismy
        niewlasciwego dawcy!"
    • 1951b Re: do aloalo2001 22.10.06, 17:06
      aloalo2001 napisała:

      > Sluchaj, to co robisz nie ma sensu. Piszesz jakis protokol dochodzeniowy, co
      > kiedy sie zdarzylo, tak jakby lekarze zamordowali Twoja siostre.

      Opanuj się kobieto !
      To ja 1951b zestawiłam dwie wypowiedzi bei 351 z Twoją i zapytałam Ciebie czy
      czytasz, czy tylko piszesz?. Zostaw dziewczynę w spokoju. Pozdrawiam

    • aelithe Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 22.10.06, 21:16
      Akurat tu podajesz przykład złego działania opieki medycznej.
      Ustalmy fakty.
      1. Planowy, oczekiwany zgon.
      2. Powiadomienie w godzinach porannych o 7.00 nad ranem.

      Powiadamiać powinni albo pracownicy socjalni, albo lekarz prowadzący;
      ewentualnie ordynator oddziału. Rodzina zasługuje, aby taką informację podał
      lekarz zosientowany w całym procesie leczenia, a nie przypadkowa ofiara.

      Jeśli podasz informacje co uzyskujesz. Właściwie nieprzespaną noc. I tak do
      godziny 10.-11. nie uzyskasz żadnych dokumentów, a lekarz po 20 godzinach pracy
      jest zbyt zmęczony, by ci podać wyczerpujące informacje.
      • jelly.fish Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 22.10.06, 22:59
        Przerazacie mnie swoja biurokracja i obojetnoscia. Bea napisala,ze >...pozostale
        pacjentki przeniesli na inna sale...<, czyli spodziewano sie, ze ta mloda
        kobieta tej nocy umrze. Nie rozumiem dlaczego wtedy ne powiadomiono rodziny.
        Wydaje mi sie,ze rozumiem co oni czuja. Nie ma nic gorszego niz miec swiadomosc,
        ze ukochana osoba musiala byc sama w takiej chwili. Sama wsrod obcych ludzi w
        obcym miejscu.
        • aelithe Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 24.10.06, 21:06
          jelly.fish napisała:

          > Przerazacie mnie swoja biurokracja i obojetnoscia. Bea napisala,ze >...pozo
          > stale
          > pacjentki przeniesli na inna sale...<, czyli spodziewano sie, ze ta mloda
          > kobieta tej nocy umrze. Nie rozumiem dlaczego wtedy ne powiadomiono rodziny.
          > Wydaje mi sie,ze rozumiem co oni czuja. Nie ma nic gorszego niz miec
          swiadomosc
          > ,
          > ze ukochana osoba musiala byc sama w takiej chwili. Sama wsrod obcych ludzi w
          > obcym miejscu.


          Odpowiedz mi na pytanie, dlaczego umierała w szpitalu? Skoro śmierć była
          oczekiwana, dlaczego rodzina nie pozwoliła jej odejść w domu? Pozostałością
          poprzedniego reżimu jest umieranie ludzi w stanie agonalnym w szpitalu. Ludzie
          powinni umierać w domach.
          • bea351 Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 27.10.06, 16:14

            > Odpowiedz mi na pytanie, dlaczego umierała w szpitalu? Skoro śmierć była
            > oczekiwana, dlaczego rodzina nie pozwoliła jej odejść w domu? Pozostałością
            > poprzedniego reżimu jest umieranie ludzi w stanie agonalnym w szpitalu.
            Ludzie
            > powinni umierać w domach.

            Nikt z nas sie tak naprawde nie spodziewal, ze ona juz odchodzi. W domu miala
            juz spakowana torbe z rzeczami, ktore potrzebowala na przeszczep. Ok dwa
            tygodnie przed jej smiercia bylam w domu irazem chodzilysmy na zakupy. Jej stan
            nie byl najlepszy, ale myslelismy, ze czuje sie tak zle z powodu chemii.
            Kompletny brak informacji ze strony lekarza prowadzacego, ale tak bylo od
            samego poczatku jej choroby.
            Gdybysmy wiedzieli, ze nie ma dla niej ratunku, to napewno nie zostawilibysmy
            jej w szpitalu. Poza tym ona byla do konca osoba chodzaca. W dzien przed
            smiercia straciala kontak(Tez nik nie zadzwonil).
            • aelithe Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 27.10.06, 17:18
              W Polsce administratorem informacji o stanie zdrowia jest sam chory i tylko on
              może cię informowac o swoim stanie zdrowia lub poprosić o taką informację
              lekarza.
              Bez względu co się dzieje i tak godzina 5.00 nie jest najlepszą pora do
              przekazania takiej informacji. Poza niepokojem rodziny nie uzyskuje się żadnych
              pozytywnych skutków. PO prostu 2-3 godziny krócej śpisz i masz dłuższe
              oczekiwanie na rozmowę z lekarzem prowadzącym.
              • agawamala Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 27.10.06, 18:19
                Ale ludzie i tak nie potrafią tego zrozumieć. Obrazek sprzed kilku dni. Mój mąż
                wyszedł z bloku operacyjnego ledwo trzymając się na nogach. Operował 6 godzin!
                Chirurg i anestezjolog, anestetyczka i instrumentariuszka to zrozumie. Ja -
                wiem w jakim stanie wraca do domu po takich zabiegach. Często nie ma nawet siły
                prowadzić samochodu.
                A więc wchodzi do pokoju i marzy o kubku herbaty. Kładzie nogi wyżej i......bez
                pukania do pokoju wpada rodzina operowanego i domaga się szczegółowych
                informacji. Mąż opuszcza nogi, prosi, żeby dali mu kwadrans , żeby ochłonął.
                Nie!!!!!!!!!!!!!!!!! Już, natychmiast, zaraz. Informacja nic nie da, nie
                poprawi stanu zdrowia chorego, ale rodzina musi, a jak nie dopnie swego to
                huzia na doktora.
                Czy zatem można mieć dobre zdanie o (niektórych na szczęście) pacjentach w
                Polsce?
    • aloalo2001 Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 22.10.06, 21:19
      Nie masz w historii takiej rubryczki " w razie smierci powiadomic .... tutaj
      chory wpisuje kogo chce, aby powiadomic i tel".
      • aelithe Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 24.10.06, 21:08
        Kiedy pracowałem w szpitalu nie było. Niewolnikiem od 2 lat już nie jestem.
    • slav_ Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 22.10.06, 23:12
      >Chlopak mojej siostry opuscil szpital o godz. 1 w nocy.
      A więc nieprawdą jest że "lekarze nie zgozdili się żeby ktos przy niej był". Był
      chłopak. Pewno mogła tez siedzieć i rodzina.
      >Zostal wyproszony przez lekarza dyzurnego.
      Raczej nalezy powoedzieć "lekarz pozwolił siedzieć chłopakowi az do 1 w nocy" (w
      szpitalu zwykle NIE MA ZWYCZAJU ANI MOŻLIWOŚCI aby rodzina czy ktos bliski
      siedział "dzien i noc" przy łózku pacjenta".
      >Cztery godz pozniej siostra zmarła (5.15).
      Mogła umrzec przy nim, mogła dożyć przyjazdu rodziny. Przecież nikt nie wiedział
      kiedy umrze.
      >Rodzice mieli przyjechac do niej z rana.
      Mogła dożyc rana.
      >Lekarz dyzurny wyslal smsa do chlopaka mojej
      >siostry jednak nie zadzwonil do rodzicow.
      Zadziwiające (sms) i świdaczące o głębokim zaangazowaniu lekarza.
      I PO CO miał dzwonić o 5.15 do rodziny skoro rano (za dwie, trzy godziny?)
      rodzina miała przyjechać, choroba był przewlekla, zgon nie był nagły (a raczej
      "oczekiwany"), sytuacja rodzinie była znana.
      >Nie wiem jak wy lekarze chcecie
      >takie zachowanie usprawiedliwic?
      Do tego momentu NIE MA CZEGO usprawiedliwiać.
      Jesli po przybyciu rodzina w sposob taktowny i rzeczowy zostala poinformowana o
      zgonie a czynności administracyjne zostały przeprowadzone w sposob jak najmniej
      uciążliwy (żadnych zarzutow na ten temat) to poza (jak najbardziej zrozumiałymi)
      emocjami trudno znaleźc w twoim poscie zarzuty z ktorych nalezało by sie tumaczyć.
    • blon.dynka Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 23.10.06, 09:09
      Wszyscy mają pretensje do szpitala, do lekarzy, a nie do siebie. Słuchajcie, a
      co z umieraniem w domu, wśród bliskich? Dlaczego tego nie było? Czy to nie
      byłoby najlepsze? Choroba przewlekła, na pewno rokowania były znane. A co z
      opieką hospicyjną, z domowym hospicjum? Wiem, że to trudne, ale jakże wspaniałe
      dla umierającego! Dom to jest miejsce, gdzie nasi bliscy, których kochamy
      powinni odchodzić. Nie szpital i obcy ludzie. I wtedy nie byłoby tego wątku. I
      wierzcie mi, że to jest możliwe.
      • agawamala Re: Jak mozna miec dobre zdanie o lekarzach w Pol 25.10.06, 12:53
        A wiesz dlaczego ludzie unikają domowego hospicjum? Bo nie ma możliwości
        zepchnięcia pracy na pielęgniarki; bo umierający/cieżko chory w domu to szereg
        przykrych, traumatycznych przeżyć, chory krzyczy, wije się z bólu, wymiotuje,
        krwawi.
        Ludzie chcą wygody dla siebie, niekoniecznie komfortu dla psychiki chorego.
        W szpitalu można nakrzyczeć na lekarza, pielęgniarkę, potem napisać na forum
        jacy to oni źli.
        W domu nie ma leków za darmo, trzeba za nie zapłacić w aptece - nierzadko
        całkiem sporo.
        W szpitalu można "żądać" leków, "obsługi"( broń Boże nie opieki, niektórym to
        przez gardło nie przejdzie).
        W przypadku zgonu w szpitalu także łatwiej itd.
        • alergenzb do agawamala 25.10.06, 21:50
          agawamala napisała:

          > A wiesz dlaczego ludzie unikają domowego hospicjum? Bo nie ma możliwości
          > zepchnięcia pracy na pielęgniarki; bo umierający/cieżko chory w domu to
          szereg
          > przykrych, traumatycznych przeżyć, chory krzyczy, wije się z bólu, wymiotuje,
          > krwawi.
          > Ludzie chcą wygody dla siebie, niekoniecznie komfortu dla psychiki chorego.
          > W szpitalu można nakrzyczeć na lekarza, pielęgniarkę, potem napisać na forum
          > jacy to oni źli.
          > W domu nie ma leków za darmo, trzeba za nie zapłacić w aptece - nierzadko
          > całkiem sporo.
          > W szpitalu można "żądać" leków, "obsługi"( broń Boże nie opieki, niektórym to
          > przez gardło nie przejdzie).
          > W przypadku zgonu w szpitalu także łatwiej itd.


          Dlaczego tak uważasz???, a nie wziełaś pod uwagę, że kazdy czlowiek do końca
          liczy, że można zawsze przedłużyć zycie choremu chocby przez reanimacje, ktorej
          niestety w domu czlonek rodziny nie zrobi, nawet jeżeli jest lekarzem- nerwy
          zawodzą kazdego, szczególnie jesli chodzi o bardzo bliską osobe, to zdrowy
          rozsądek nie stety nie jest zachowany w pelni i to nie tylko w domu ale i w
          szpitalu.
          Każdy z nas nawet wiedząc że chory umrze w najbliższym czasie, liczy na
          przedłuzenie zycia.
          Nie uogólniaj.
          W domach są także małe dzieci, dla ktorych smierć matki czy ojca na ich oczach
          może być traumą na całe zycie.
          Jest wiele przyczyn dla których, rodziny decydują się na pobyt w szpitalu, ale
          osobiście uważam, że każdy liczy na pomoc fachowcow, celem przedłuzenia życia,
          a nie pozbycia się z domu.

          > A wiesz dlaczego ludzie unikają domowego hospicjum

          "ludzie" czyli kto, całe społeczeństwo do ktorego także należysz???.

          Czy potrafisz sobie wyobrazić umierające dziecko w domu, bo ja nie.
          Do końca liczyła bym na pomoc fachowców, mimo że nic się nie da zrobić.
          Znam przypadek, gdzie lekarze do konca starali się, nawet załanczali kroplówke
          przed smiercią, wiem że robili to dla rodziny, ponieważ wiedzieli ze to koniec,
          a kroplówka i tak by nie pomogla. Do końca byli pełni poswięcenia i oddani
          choremu.
          Jeżeli nie przeżyłas pewnych dramatycznych sytuacji, to proszę nie pisz takich
          tekstow.
          Dziewczyna w poscie, nikogo nie oskarża, tylko ma zal z tytułu nie
          poinformowania rodziny. Twój tekst podsumowuje, że kazdy umierający w szpitalu,
          to pozbycie się przez rodzine, nie można tak pisać i twierdzić jakie to okrytne
          jest społeczeństwo.
          Pamiętaj, że najblizsze rodziny także lekarzy, umierają także w szpitalu, czy
          nie mogli by z domu zrobić hospicjum i osobiście uczestniczyć w leczeniu do
          końca???
          Nie rozumiem dlaczego tak oceniasz spoleczeństwo, przecież to jest indywidualne
          podejscie do kazdego chorego.
          Po drugie nie udzielenie choremu pomocy, jak i nie wezwanie lekarza do chorego
          nawet umierajacego jest karalne. Więc wezwany lekarz pogotowia, takze zabiera
          do szpitala, gdzie chory umiera lub w karetce.
          Jest wiele różnych przyczyn, ze chory umiera w szpitalu, ale nie pisz że cale
          spoleczeństwo sie pozbywa, aby wyzyć sie na lekarzach. Przepraszam za slowo ale
          to "brednie"
          • agawamala Re: do agawamala 26.10.06, 13:04
            W sytuacjach, gdy jest cień nadziei, aby pomóc, uratować jestem jak najbardziej
            ZA SZPITALEM. W szpitalu zmarła moja Babcia, mój Teść, bo była szansa.
            Przegrali.
            Są choroby - i mam tu na myśli głównie chorobę nowotworową, w której w stadium
            terminalnym ( lekarze potrafią określić ten stan bardzo dokładnie i
            precyzyjnie) nie ma ratunku.
            Tacy ludzie powinni umierać w domu i mieć do ostatnich chwil zapewnioną pomoc
            hospicjum domowego.
            Ciężko chory, umierający to trauma dla wszystkich, ale może warto pozwolić
            bliskiemu odejść w mieszkaniu, wśród swoich a nie w szpitalu, gdzie jest
            pacjentem na łóżku 3 ( bo inaczej być nie może), w stanie agonii ( gdy często
            jeszcze rozumie co dzieje się dookoła) zostaje odgrodzony parawanem, słyszy
            szepty, uwagi. W szpitalach są takie a nie inne warunki, i tak być musi, w
            domu - niekoniecznie.
            Opieka nad chorym w stanie terminalnym jest bardzo przykra, ciężka, wymagająca
            wielu wyrzeczeń. To prawda. Gdy choremu trzeba zmienić pampersa należy zrobić
            to osobiście, pokonać obrzydzenie, wstręt, a nie wrzasnąć na pielęgniarkę.
            Gdy chory zwymituje- posprzątać, a nie gnać do dyżurki i domagać się tego od
            siostry.
            Jestem żoną lekarza, wiem ile ludzi w stanie terminalnym jest "wypychana" do
            szpitala po to, aby "oni" zajmowali się, pielęgnowali itp.
            Opieka hospicyjna może podawać leki przeciwbólowe, organizować pomoc, grupy
            wsparcia.
            Jest to i bardziej humanitarne i tańsze. W Polsce nikt bowiem nie liczy
            pieniędzy, które wydaje się lekką ręką.
            Czy chory umierając( UMIERAJĄC, NIE MYLIĆ Z LECZENIEM) na raka musi to robic w
            wysokospecjalistycznym oddziale? Nie. Umierać może w domu, pod opieką rodziny,
            której pomoże hospicjum.
            I nie myl dwóch rzeczy - udzielenia pomocy, gdy można udzielić i wzywania
            lekarza/pogotowia do człowieka, który odchodzi. W tej drugiej sytuacji raczej
            nie pomoże żaden lekarz. Nie jest cudotwórcą.
            • dr_ewa999 Re: do agawamala 26.10.06, 19:24
              Spróbujmy podejśc do tematu bez emocji, rozsądnie.
              Pacjentka była już w stanie agonalnym. Wszyscy spodziewali się śmierci.Pacjentka
              zmarła o godzinie 5 rano. Rano na oddział mieli przyjść rodzice.O śmierci córki
              dowiedzieli się około godziny 7 rano. Nie rozumiem o co chodzi? Moim zdaniem nie
              wydarzyło się nic strasznego i nie rozumiem rozżalenia piszącej . Nie zdążyła
              przyjechać i pożegnać się z siostrą ( nie miała na to czasu - a zdaje się
              siostra chorowała długo, czekała na przeszczep) i ktos musi być temu winien.
              Wiadomo kto. Lekarze.

            • en-ty Re: do agawamala 27.10.06, 00:36
              Byc moze tego nie wiesz, ale opieka hospicyjna w Polsce nie dziala najlepiej,
              mysle tu tez o wyjazdowych zespolach opieki paliatywnej. Wszystko jest pieknie
              zorganizowane w duzych miastach, zazwyczaj osrodkach akademickich, ale juz
              kilka kilometrow poza granicami miasta nikt nie przyjedzie do umierajacego poza
              lekarzem POZ. Daj Boze miec takiego, co nie boi sie morfiny. Wiem, ze sa
              wyjatki, ale niestety nieliczne.
              Troche inaczej jest z opieka paliatywna dla dzieci, gdyz jest lepiej
              zorganizowana i lepiej wyposazona (m.in. przez Owsiaka), ale jest to znacznie
              mniej chorych i przede wszystkim sa to szeroko rozumiane choroby neurologiczne
              lub schorzenia miesni, a rzadziej nowotwory, czyli czas opieki nad chorym jest
              znacznie dluzszy niz u doroslych.
              Pacjentka miala 22 lata, wiec podlegala pod "doroslych" i nie wiem czy
              mieszkala w duzym miescie, czy na wsi, czyli czy miala dostep do opieki
              paliatywnej.
              Nawet nie smiem oceniac rodziny, co tak łatwo Ci przyszlo, czy byli w stanie
              zapewnic pelna opieke nad chora. Wiem, ze przy dobrym wyszkoleniu mozna nauczyc
              rodzicow obsluge respiratora, ssakow, koncentratora tlenu, czy innego sprzetu,
              ale przede wszystkim trzeba go miec w domu, chociaz u tej pacjentki raczej nie
              bylby on potrzebny (no moze poza ssakiem).
              Mysle, ze wobec smierci mlodej dziewczyny moglabys darowac sobie swoje bardzo
              sluszne opinie o umieraniu ludzi, o miejscu, zaangazowaniu rodziny. Widze to
              codziennie. Ale w tym wypadku lepiej byloby, abys zostawila swoje przemyslenia
              na inna dyskusje.
              Chyba nie musze Ci tego tlumaczyc.

              Pozdrawiam
              • agawamala Re: do agawamala 27.10.06, 08:34
                Być może masz rację, ale przyznam, zbulwersował mnie tytuł wątku i bardzo ostra
                nagonka na lekarzy, którzy nie rzucili wszystkiego, aby NATYCHMIAST powiadamiać
                rodzinę o zgonie.
                Wiem, że śmierć młodej, bliskiej osoby jest szokiem. Jest traumatycznym
                przeżyciem, które usprawiedliwia niektóre zachowania. NIEKTÓRE, nie wszystkie.
                Być może lekarz na oddziale był zajęty ratowaniem innej umierającej osoby; być
                może był na nogach n-tą godzinę i padał ze zmęczenia ( vide liczne artykuły w
                Dzienniku o przepracowanych lekarach; vide własny szpitalny oddział). Trudno
                spekulować.
                Nie jestem lekarzem, choć jako doktor nauk wychowania fizycznego pracowałam
                jakiś czas w ochronie zdrowia . Jestem żoną lekarza. Na codzień słyszę
                opowiadania, często mrożące krew w żyłach, o tym co potrafią zrobić pacjenci i
                ich rodziny.
                Prawda pewnie jak zwykle lezy po środku.
                Pozdrawiam - Agata.
                P.S. W ciągu ostatnich 2 lat moja bliska koleżanka straciła matkę. Umierała na
                raka. Córka, osoba samotna, sama nie najzdrowsza, zdecydowała się , aby matka
                odeszła w domu. Kosztowało ją to bardzo dużo wyrzeczeń, pieniędzy ( na ostatni
                miesiąc musiała wziąć urlop bezpłatny), nerwów, zdrowia. Matka zmarła w swoim
                pokoju, łóżku trzymając za rękę córkę. Zasnęła z rozjaśnioną twarzą.
                Inny przykład . Kolega ( lekarz) mający 2 dzieci nie zdecydował się, aby jego
                ojciec umierał na nowotwór w szpitalu. 4 miesiące ( bo tyle trwało umieranie)
                wymagało reorganizacji domu, nadludzkiego wysiłku całej rodziny. Kolega
                twierdzi, że dziś zrobiłby to samo, choć ma świadomość, że w szpitalu, na jego
                oddziale ojciec byłby zapewne traktowany nieco cieplej, serdeczniej.
                Wnioski - niech kay sam je wyciągnie.
                • dr_ewa999 Re: do agawamala 27.10.06, 15:06
                  Prawda niestety jest taka,że rodziny niechętnie biorą do domu obłożnie i
                  nieuleczlnie chorych niezaleznie od tego czy mają 22 czy 82 lata. Nie chcę
                  uogólniać, bo oczywiście nie wszyscy są tacy, ale znaczna wiekszość.To wymaga
                  wysiku i poświęcenia. A zespoły opieki paliatywnej działają we wszystkich
                  miastach, nie tylko akademickich.Nie chcę tutaj nikogo usprawiedliwiać, ani
                  nikogo strofować, niemniej jednak wydaje mi się,że pretensje autorki tego wątku
                  są nieuzasadnione.Jako pielęgniarka doskonale zdaje sobie sprawę z tego...
                  Pozdrawiam.
                  • agawamala Re: do agawamala 27.10.06, 15:23
                    To tylko potwierdza moje słowa.Bardzo współczuję rodznie Zmarłej, ale nie
                    jestem wstanie zrozumieć jej napastliwości i zakładania wątku pod takim właśnie
                    tytułem.
                  • doninika Re: do dr_ewa999 31.10.06, 19:14
                    -To nie jest prawdą co piszesz,ja i moja mama opiekujemy się siostrą już 4 lata w domu , i nigdy i nigdzie jej nie oddamy,siostra jest w śpiączce ,dzięki takim nieodpowiedzialnym lekarzom,jakich jest coraz więcej w Polsce
                    • agawamala Re: do dr_ewa999 31.10.06, 21:16
                      To bardzo poważne oskarżenie, ale czy poparte dowodami, czy prawdziwe?
                      Jeśli ktoś popełnił błąd, to powinien ponieść za to karę, zostać pociągniętym
                      do odpowiedzialności z całą surowością prawa. Jeśli natomiast jest to tylko
                      Twój wymysł, spekulacje i szukanie winnego to postępujesz bardzo nieładnie.
                      • 1951b Re: do Agawamala 01.11.06, 00:32
                        agawamala napisała:
                        > Jeśli ktoś popełnił błąd, to powinien ponieść za to karę, zostać pociągniętym
                        > do odpowiedzialności z całą surowością prawa.

                        To tylko Twoje pobożne życzenie, bo w praktyce bywa inaczej.
                        Wiem coś na ten temat. Ktoś mi kiedyś napisał : sprawiedliwość, piękna idea, ale
                        z obserwacji wynika, że w przyrodzie w stanie wolnym nie występuje – miał rację.

                      • doninika Re: do agawamala! 01.11.06, 19:13
                        Jeśli by nie było poparte dowodami, to bym tak nie pisała, są dwie opinie biegłych wskazujące bład lekarzy. I sprawa jest w sądzie tylko nas nie stać na takich adwokatów jakich mają ci lekarze, i robią wszystko żeby to trwało wieki , odraczają rozprawy z byle jakiego powodu, a my mamy z urzędu adwokata co nic nie robi , bo jak wiadomo: że pieniądze załatwiają wszystko.
                        • agawamala Re: do agawamala! 01.11.06, 19:47
                          Tym razem obrażasz także adwokatów. Jest głęboko niesprawiedliwe twierdzenie,
                          że adwokat z urzędu ma wszystko gdzieś. Pewnie są i tacy, ale większość jest
                          wierna etyce zawodowej.
                          A swoją drogą Ci współczuję, wszędzie i we wszystkich węszysz zło, oszustwo,
                          niedbalstwo. Musi Ci być strasznie trudno żyć z takim nastawieniem.
                          • doninika Re: do agawamala! 01.11.06, 21:40
                            Nie obrażam nikogo ,tylko stwierdzam fakty, nie węszę zła, ale niestety to jest Polska rzeczywistość,i nie tylko ja tak twierdzę!!
          • aga857 Re: do agawamala 31.10.06, 21:32
            Po drugie nie udzielenie choremu pomocy, jak i nie wezwanie lekarza do chorego
            > nawet umierajacego jest karalne. Więc wezwany lekarz pogotowia, takze zabiera
            > do szpitala, gdzie chory umiera lub w karetce.


            Kompletnie tego nie rozumiem. Od kiedy niewezwanie lekarza do umierającego jest
            karalne? Pogotowie wzywane jest często, gdy umiera chory przewlekły ( choroba
            nowotworowa ) lub w wieku już bardzo podeszłym. Po co wtedy lekarz?? Na żądanie
            rodziny "targa" się taką osobe jeszcze do szpitala, a czasem i w karetce umrze.
            Dlaczego? Bo rodzina nie chciała zgonu w domu . Na oddziale interny obserwuję
            często umierające w samotności starsze osoby- i jest mi przykro, że muszą
            umierać bez rodziny. W pewnych sytuacjach ważniejszy jest ksiądz, modlitwa i
            rodzina. A czy reanimowac osoby z zaawansowanym nowotworem lub staruszków
            90-letnich? Ja twierdze, że nie.
            • alergenzb do aga857 01.11.06, 01:43
              aga857 napisała:
              > A czy reanimowac osoby z zaawansowanym nowotworem lub staruszków
              > 90-letnich? Ja twierdze, że nie.

              I to jest przykre.
              Uwazam inaczej, zycie czlowieka jest bezcenne i nalezy o nie walczyć do końca.
              Czy osoby z nowotworem w tym dzieci, staruszkowie ktorzy ukończyli 90 lat, jak
              piszesz, także nie maja szans, i nie nalezy ich reanimować. Nie zapominaj, że
              choroba może dotknąć każdego bez wzgledu na wiek.
              Znam wiele osob, ktore po reanimacji zyly jeszcze rok a nawet dłuzej, i nie
              wyobrażasz sobie jak bardzo się cieszyli zyciem i byli wdzięczni lekarzom za
              uratowanie ich.
              Czy znasz choć jedno dziecko chore na chorobę nowotworową i opinię tych dzieci,
              ich uczucia i myśli, one naprawdę chcą zyć bez względu na ilość dni.
              Nie jedno dziecko z chor. nowotworowa bylo reanimowane i zyje. Czy slyszalas
              jak dziecko 6 letnie, prosiło lekarzy, że musi zyć do zajaczka, ponieważ czeka
              na specjalny prezent? ja tak i nie zapomnę tego nigdy.
              Dlaczego uważasz, ze nie należy reanimować, ja tego nigdy nie zrozumiem?????
              Natomiast jezeli tak uwazasz, ze nie nalezy reanimowac chorych na nowotwor i
              ludzi którzy ukończyli 90 lat, to wystąp do polityków z wnioskiem o eutanazję
              tych ludzi, ciekawe, jaki byłby sondaż tego wniosku.
              W Polsce wszelkie obsurdy, są wręcz wynoszone na "świecznik" i uznawane za
              idealne.
              Moze zostań Ministrem Zdrowia, na eutanazji i braku reanimacji pewnych grup
              pacjentow wyszczegolnionych przez ciebie, zaoszczedzisz sporo pieniędzy i
              faktycznie problemy slużby zdrowia znikną.

              >Na oddziale interny obserwuję
              > często umierające w samotności starsze osoby- i jest mi przykro, że muszą
              > umierać bez rodziny.

              To jest naprawdę przykre, ale rodziny bywaja różne (bez uogólnień)

              >W pewnych sytuacjach ważniejszy jest ksiądz, modlitwa i
              > rodzina.

              Dlaczego?,
              Przepraszam, zapomniałam ze Polska to kraj samych katolików.
              A czy katolicy tak uważaja??? Nie rozumiem twojego stwierdzenia.



              • agawamala Re: do aga857 01.11.06, 07:19
                Przepraszam, ale nie mogę czytać podobnych bzdur! Reanimowanie ludzi z
                ZAAWANSOWANĄ ( czytaj ze zrozumieniem, zaawansowaną) chorobą nowotworową nie ma
                sensu. Po prostu jest nieskuteczne. Przedłuża się życie o kilka godzin, bo o
                tym, że ktoś zatrzymał się np. oddechowo z powodu zaawansowanej choroby
                nowotworowej, wyreanimowano go i żył ponad rok tak się ma do prawdy jak to, że
                po Wawelu w Krakowie przechadzają się Marsjanie. Bzdura. Poczytaj albo zapytaj
                kogoś kto ma pojęcie w jakim mechanizmie dochodzi do śmierci w ZAAWANSOWANEJ
                CHOROBIE NOWOTWOROWEJ.
                Jestem jak najbardziej za reanimacją, w sytuacji, gdy jest ona zasadna.
                Kobieto, podobno pielęgniarko, jest różnica pomiędzy eutanazją, a nie
                podejmowaniem reanimacji u ludzi w stanach terminalnych. Zrozum to, o ile
                jesteś wstanie zrozumieć cokolwiek, co nie mieści się w kanonie Twojego
                rozumowania.
                Nie jestem katoliczką, jestem ateistką. Według mnie po śmierci nie ma już nic,
                i dlatego uważam, że ostatnie dni/chwile istnienia ludzie powinni przeżyć wśród
                swoich, a nie nawet w najlepszym szpitalu za parawanem.
                • alergenzb do agawamala 01.11.06, 12:11
                  > Kobieto, podobno pielęgniarko
                  Nie jestem pielegniarką, jak juz pisałam.

                  >Poczytaj albo zapytaj
                  > kogoś kto ma pojęcie w jakim mechanizmie dochodzi do śmierci w ZAAWANSOWANEJ
                  > CHOROBIE NOWOTWOROWEJ.

                  Wiem, i nie muszę pytać, może lepiej zapytaj małzonka chirurga, zamiast nim się
                  chwalić na forach i podnosić swój autorytet.

                  > Nie jestem katoliczką, jestem ateistką. Według mnie po śmierci nie ma już
                  >nic, i dlatego uważam, że ostatnie dni/chwile istnienia ludzie powinni przeżyć
                  >wśród swoich, a nie nawet w najlepszym szpitalu za parawanem.

                  Każdy czlowiek ma prawo do swoich poglądow.

                  • agawamala Re: do agawamala 01.11.06, 16:09
                    Chwalić się mężem nie muszę - sama mam swój własny zawód - bardziej popłatny, i
                    tytuł naukowy. Zazdrościsz?
                    A jeśli piszę o zawodzie męża to tylko dlatego, żeby uświadomić respondentom,
                    że problematyka ochrony zdrowia jest mi znajoma, zaś sama lekarzem nie jestem.
                    Zaś o chorobie nowotworowej wiem sporo, i niekoniecznie od męża. Od
                    zaprzyjaźnionych onkologów.
                    • alergenzb Re: do agawamala 02.11.06, 02:54
                      > Chwalić się mężem nie muszę - sama mam swój własny zawód - bardziej popłatny,
                      >i tytuł naukowy. Zazdrościsz?
                      Ależ skąd :-))) tylko jak znajdujesz się w podbramkowej sytuacji to uzywasz
                      ciągle autorytetu męża jako chirurga lub cyt" tatusia bardzo znanego prawnika"
                      aby podnieść swoja rangę wsrod forumowiczow. Nie rozumiem tylko po co.
                      Skoro masz wiedzę to dyskutuj z innymi, ale nie posluguj się mężem czy tatusiem.
                      Miej własne zdanie.

                      > A jeśli piszę o zawodzie męża to tylko dlatego, żeby uświadomić respondentom,
                      > że problematyka ochrony zdrowia jest mi znajoma, zaś sama lekarzem nie
                      >jestem.

                      Nie musisz uswiadamiać, wystarczą sensowne i madre odpowiedzi czy informacje, a
                      forumowiecze sami zrozumieją, że posiadasz wiedze na ten temat i nie sadzę, że
                      ktoś bedzie cię krytykował, jak to bywa na forach internetowych.

                      >zaś sama lekarzem nie jestem.
                      I nie daj Bo.. takich lekarzy.

                      > Zaś o chorobie nowotworowej wiem sporo, i niekoniecznie od męża. Od
                      > zaprzyjaźnionych onkologów.

                      No widzisz i znowusz szukasz wsparcia, nie tylko męża, tatusia, ale i kolegow
                      onkologów.
                      Trochę wlasnego zdania.
                      Ja mam wlasne zdanie, choc nie zawsze zgodne z innymi, ale madre odpowiedzi czy
                      informacje, chetnie czytuję, przecież nie zaszkodzi wiedzieć wiecej, od
                      fachowcow, którzy nie musza niczego udawadniać, czy jak piszesz uswiadamiac,
                      wystarczą ich mądre i fachowe wypowiedzi.
                      Wiesz co, ja do smierci się będę uczyć, ale nie sądzę abym osiągnela wiedze
                      taką jaką bym chciała osiągnąć. Więc nie mogę tobie zazdrościc, ponieważ nie
                      mam czego. Zazdrość to stopień do piekla, a mi się tam nie spieszy :-)))

                      >problematyka ochrony zdrowia jest mi znajoma

                      Chyba wszystkim w Polsce jest znajoma, a chocby tym ktorzy mają z nia
                      doczynienia i nie koniecznie lekarzy.
                      Natomiast są niektórzy lekarze w szpitalach, którzy informują codziennie
                      pacjentow lub rodzicow pacjentow o problematyce jak: niskie zarobki, brak
                      sprzetu, zepsute stetoskopy, bo ich nie stac na lepsze itd.
                      A nie daj B... jak wyczują ze rodzica stać finansowo na wszystko, lub nie
                      pochodzi z tego kraju, to dopiero zaczynaja się problemy sluzby zdrowia, brak
                      mozliwości czegokolwiek, choc jak twierdzą jest szansa i nadzieja że może sie
                      uda zalatwić badanie dziecku.
                      Wiesz jak reaguje na takie informacj, czekam do wypisu i robie badania dziecku
                      w prywatnej klinice, biore rachunek i nikomu w szpitalu nie dofinansowuję
                      pensji aby miał na chleb z maslem.

                      Może różnica polega na tym, że ty musisz pracowac na cyt" chleb z maslem" a ja
                      na coś innego, i trudno tobie nadążyć za innymi,, chocby cytowana przez ciebie
                      nauka angielskiego.
                      Widzisz innym przychodzi to łatwo a ty musisz ciężko na to pracować i to jest
                      chyba najwiekszy twoj problem:-) Jak mogą inni anie ty, powiedz czy aż tak to
                      boli?
                      • agawamala Re: do agawamala 02.11.06, 07:40
                        Być może Ty możesz porozmawiać z mężem o kopaniu dołów, a z ojcem o opróżnianiu
                        flaszki. Ja nie. Pochodzę z rodziny inteligenckiej od kilku pokoleń, i mamy
                        zwyczaj rozmawiać nie o tym, że Kowalska na na zielono pomalowane paznokcie, a
                        Malinowski schlał się już po godzinie, tylko na nieco inne tematy.
                        I nie muszę się wspierać niczyim autorytetem, bo mam swoje zdanie, które
                        wyrobiłam sobie między innymi na rozmowach, lekturze, obserwacjach. Rozumiem,
                        że Cię do furii doprowadza fakt, że są domy, w których są inne rozmowy, w
                        których ludzie wogóle ze sobą mająo czym rozmawiać i rozmawiają, a nie zieją
                        jadem albo plotą trzy po trzy.
                        Mniej zawiści, mniej złości, bo prędzej czy później serduszko wysiądzie i
                        trafisz do doktora.
                        • alergenzb Re: do agawamala 02.11.06, 22:19
                          agawamala napisała:

                          > Być może Ty możesz porozmawiać z mężem o kopaniu dołów, a z ojcem o
                          opróżnianiu
                          >
                          > flaszki. Ja nie. Pochodzę z rodziny inteligenckiej od kilku pokoleń, i mamy
                          > zwyczaj rozmawiać nie o tym, że Kowalska na na zielono pomalowane paznokcie,
                          a
                          > Malinowski schlał się już po godzinie, tylko na nieco inne tematy.
                          > I nie muszę się wspierać niczyim autorytetem, bo mam swoje zdanie, które
                          > wyrobiłam sobie między innymi na rozmowach, lekturze, obserwacjach.

                          Trzymaj tak dalej, a będzie jeszcze lepiej, może jeszcze popracuj trochę nad
                          slownictwem i będzie super :-))

                          >Rozumiem,
                          > że Cię do furii doprowadza fakt, że są domy, w których są inne rozmowy, w
                          > których ludzie wogóle ze sobą mająo czym rozmawiać i rozmawiają, a nie zieją
                          > jadem albo plotą trzy po trzy.

                          W moim domu nie używa się slownictwa jak "Malinowski schlał się już po godzinie"
                          i innego.
                          Ale jak widać rzeczywiście nie doruwnuję tobie i wcale nie chcę. Wstyd by mi
                          było.

                          > Mniej zawiści, mniej złości, bo prędzej czy później serduszko wysiądzie i
                          > trafisz do doktora.

                          Ja nie musze zawiścic, mam wszystko czego potrzebuję, w końcu na to pracuję.
                          Av ty możesz pomażyć.
                          Nie denerwuj się tylko opanuj stres, wyspij sie, odpocznij i dopiero pomyśl co
                          piszesz :-) Trochę usmiech:-)))
              • marta.wisniewska13 Re: do aga857 01.11.06, 13:24
                spytaj jakiegokolwiek anestezjologa - jakie są przeciwwskazania (!!!) do
                reanimacji. Odpowie Ci między innymi - zaawansowana choroba nowotworowa. I nie
                są to wydumki czy lenistwo niektórych lekarzy. Są to sytuacje wybrane na
                podstawie tego, na jakie życie lub śmierć ma szanse taki chory po reanimacji.
                Może z punktu widzenia rodziny jest to nieetyczne, ale z punktu widzenia chorego
                - jest to jak najbardziej humanitarne, by pozwolić mu odejść jak człowiekowi nie
                przedłużając jego cierpień a często nawet nie zwiększając ich po skutecznej (na
                krótko zwykle)reanimacji. Szkoda, że wiekszość z nas w takich sutyacjach mysli
                bardziej o sobie i swoim bólu, niż rzeczywiście o tej chorej osobie, dla której
                nie ma juz szans:(
                • agawamala Re: do aga857 01.11.06, 16:14
                  Sama, na szczęście, widziałam reanimację 2-3 razy. I to mi wystarczy, żeby nie
                  uszczęśliwiać ją nikogo z moich bliskich, gdy będą w stanie terminalnym. Nie
                  życzę też sobie, aby ktokolwiek mnie reanimował i męczył w ostatnich chwilach
                  życia. Cóź z tego, że po reanimacji ktoś będzie żył 6 godzin dłużej, że będzie
                  go bolało, będzie cierpiał, dusił się, krztusił.....
                  No, chyba, że te 6 godzin potrzebuje rodzina, aby np. sprowadzić notariusza
                  i .................
                  • alergenzb Re: do aga857 02.11.06, 02:58
                    > No, chyba, że te 6 godzin potrzebuje rodzina, aby np. sprowadzić notariusza

                    Tam gdzie notariusz jest potrzebny, czyli jezeli istnieją jakieś zasoby
                    finansowe to mądrzy ludzie zalatwiają to za zycia a nie w dniu smierci.
                    Po drugie czlowiek konajacy i potrzebujacy reanimacji jak i po reanimacji nie
                    jest w stanie rozmawiać z kim kolwiek a co dopiero z notariuszem, to chyba jest
                    logiczne.
                    • marcinoit Re: do aga857 02.11.06, 10:03
                      z przykroscia musze stwierdzic ze kochanie tylko wydaje Ci sie ze cos wiesz o temacie na jaki z taka swada i pewnoscia sie wypowiadasz. piszesz w ktoryms poscie ze stale sie uczysz ale nie stety nie zauwazyłem abys wyciagnęta jakies sensowne wnioski z toczacej sie dyskusji . mniej zarozumialosci wiecej pokory szczegolnie wobec śmierci i cierpienia
                      • alergenzb Re: do aga857 02.11.06, 22:27

                        > z przykroscia musze stwierdzic ze kochanie tylko wydaje Ci sie ze cos wiesz o
                        >temacie na jaki z taka swada i pewnoscia sie wypowiadasz.

                        Pisze tak jak czuję i takie mam zdanie, ktorego nie zmieniem.

                        >piszesz w ktoryms posc
                        > ie ze stale sie uczysz ale nie stety nie zauwazyłem abys wyciagnęta jakies
                        >sens
                        > owne wnioski z toczacej sie dyskusji .

                        Tak jest, stale się uczę i do smierci nie będę wiedziala tego co chciala bym
                        wiedzieć. Przykre Nie!!!

                        Powinieneś (powinnnas) być dumna (dumny) z tego, że wiesz wszystko. Nie znam
                        takich ludzi, ale jak widać w Polsce to częste przypadki.

              • aga857 Re: do aga857 01.11.06, 19:56
                Podejrzewam, że nigdy nie widziałam osoby z rakiem płuca duszącej , gdy leki już
                nie działają. Naprawdę reanimowałabyś osobę, która już sama błaga o śmierć? Po
                co? By uspokoić swoje sumienie chyba tylko.
                Za mało wiesz o cierpieniu....
                • alergenzb Re: do aga857 02.11.06, 03:05
                  aga857 napisała:
                  > Za mało wiesz o cierpieniu....
                  Może i za malo, ale wiem co ono znaczy.
            • agawamala Re: do agawamala 01.11.06, 07:10
              W pełni się zgadzam. Co może lekarz zrobić - potrzymać za rękę? Od tego jest
              rodzina, bliscy, dla osób wierzących ksiądz.
              Transport do szpitala chorego umierającego tylko zwiększy jego cierpienie i
              fizyczne ( np. ból, duszności) i psychiczne ( świadomość, że jest "wyrzucany",
              niepotrzebny).
              Nie jestem lekarzem, ale żyję bardzo blisko tego środowiska i wiem, że interny
              są zapełnione ludźmi, którzy nie powinni się tam znaleźć.A są dla wygody i z
              bezwzględności rodzin.
              • dr_ewa999 Re: do agawamala 01.11.06, 16:57
                Nie jesteśmy niesmiertelni i zawsze wcześniej lub pózniej umrzemy. Żeby umrzeć
                musi zaistnieć przyczyna- proces nowotworowy, zator, zatrzymanie krązenia itd
                itd.....Nie w gestii lekarza są cuda. Autorzy niektórych postów pomylili chyba
                adresatów swoich żalów.

                Czy reanimować 90 letniego staruszka, jeśli jest szansa na dalsze życie to
                tak...ale jest też cos takiego jak godne umieranie. Nie zapominajmy o tym, że
                taki człowiek potrzebuje swoich bliskich, ich miłości i oddania w tej
                najtrudniejszej chwili .Chwili w której przekraczane są granice życia i śmierci.


                Wigilia-byliście kiedyś w szpitalu w czasie wigili? Na kilka dni przed swiętami
                zaczyna się zapełnianie oddziałów starszymi osobami, nie ma dla nich miejsca
                przy rodzinnym stole.Smutne ale prawdziwe....i nie udawajmu ,że tego problemu
                nie ma.
                • agawamala Re: do agawamala 01.11.06, 19:51
                  Wigilia , wakacje, Wielkanoc - to czas, kiedy "kochające " rodzinki
                  zaczynają "troszczyć się" o zdrowie babci, prababci czy starszego wujka i
                  dawaj do szpitala. A jakże często wywala się takiego człowieka gdy tylko
                  przepisze swoje mieszkanie, swój majątek.
                  Ile rodzin jest, nawet w szpitalu, ze swoim krewnym w tych najtrudniejszych
                  chwilach? Ile wpada, żeby nawrzeszczeć na personel i ucieka? To znacznie
                  bardziej złożony problem.
                • alergenzb Re: do dr_ewa999 02.11.06, 03:20
                  > Czy reanimować 90 letniego staruszka, jeśli jest szansa na dalsze życie to
                  > tak...ale jest też cos takiego jak godne umieranie. Nie zapominajmy o tym, że
                  > taki człowiek potrzebuje swoich bliskich, ich miłości i oddania w tej
                  > najtrudniejszej chwili .Chwili w której przekraczane są granice życia i śmier
                  > ci.

                  Bardzo madra i sluszna wypowiedz

                  > Wigilia-byliście kiedyś w szpitalu w czasie wigili? Na kilka dni przed
                  swiętami
                  > zaczyna się zapełnianie oddziałów starszymi osobami, nie ma dla nich miejsca
                  > przy rodzinnym stole.Smutne ale prawdziwe....i nie udawajmu ,że tego problemu
                  > nie ma.

                  Jezeli naprawde tak jest, to brak słów.
                  • 1951b Re: do Bea351 02.11.06, 08:25
                    Nikt nie przeprosił Twojej siostry. Nikt też nie przeprosi Twojej rodziny.
                    Takie przeprosiny oznaczałyby, że przyznają się do bałaganu, jaki panuje w szpitalu.
                    Przyznaliby się do tego, że zmarnowali połowę czasu, jaki miała Twoja siostra.
                    Pozdrawiam i współczuję.

                • marcinoit Re: do agawamala 02.11.06, 10:06
                  świeta prawda. to sie nazywa "robienie miejsca na choinke"
            • franc_tireur Re: do agawamala 02.11.06, 12:45
              Oczywiście, że w przypadku terminalnego stadium choroy nowotworowej nie należy
              reanimować. I nie mówimy tu o przypadku, w którym chory po reanimacji będzie żył
              jeszcze rok. Mówimy o chorym, który ma rozsianą chorobę nowotworową i tak
              rozległe zmiany narządów wewnętrznych, że nawet jeśli przeżyje reanimację, to
              będzie w dalszym ciągu w cierpieniu umieał w ciągu najbliższych dni. Myślę, że
              kontrowersje w trakcie dyskusji (z niepotrzebnymi atakami ad personam) wynikają
              z nieumiejętności rozróżnienia tych dwóch przypadków.

              Natomiast zdanie o niereanimowaniu 90-latka jest co najmniej bulwersujące.
              Trudno nie reanimować starego człowieka, jeśli ma zawał. Może w takim wypadku po
              leczeniu żyć jeszcze kolejną dekadę, jeśli nie dłużej. Wiek nie jest tu żadnym
              kryterium, jedynie obecność terminalnego stadium nieuleczalnej choroby.
              • alergenzb do franc_tireur 02.11.06, 22:32
                Bardzo rozsądne i mądre wyjasnienie.
                Dziękuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka