Dodaj do ulubionych

nie przyjęli chorego dziecka - co dalej?

21.02.07, 16:54
Mam pytanko. Mój 8 miesięczny syn 2 tydzień jest chory. Lekarka stwierdziła w
zeszłym tygodniu, że to tylko katar. Dziecko jednak cały czas ma temperaturę.
Po tygodniu chciałam iść na kontrolę, powiedzieć, że jest gorzej, ale nas nie
przyjęto. Powód - brak numerków. Na nic tłumaczenia, ze dziecko ma gorączkę.
Przyjęto nas w innej przychodni, konieczny okazał się antybiotyk.
Gdzie mogę złożyć skargę na przychodnię? Jak w ogóle można odmówić pomocy i to
małemu dziecku?! A podobno do 1 roku życia mają obowiązek przyjść z wizytą
domową! Tu nie dość, że nie przyszli, to i w przychodni nie przyjęli!
Liczę na podpowiedzi.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • lohengrin4 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 21.02.07, 17:06
      > ale nas nie przyjęto. Powód - brak numerków.

      Sytuacja normalna. W POlsce i tak jest cudownie. Zachęcam do przetestowania
      analogicznej sytuacji w Anglii.

      > Gdzie mogę złożyć skargę na przychodnię?

      Ale o co?

      > Jak w ogóle można odmówić pomocy

      W formie ustnej najczęściej. I nie w ogóle, tylko w szczególności.

      > A podobno do 1 roku życia mają obowiązek przyjść z wizytą
      > domową!

      Bzdura roku. Wizyty domowe to kretynizm utrzymywany inercją systemu, nie mający
      logicznego uzasadnienia.

      > Gdzie mogę złożyć skargę na przychodnię?

      Spadaj na drzewo.
      • alergenzb Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 21.02.07, 17:17
        lohengrin4 napisał:
        > Spadaj na drzewo.

        Oj nie ładnie :-((
        • lohengrin4 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 21.02.07, 17:25
          nie pierwszy raz informuję, że czytając takie posty jak tytułowy z tego wątku,
          czuję się moralnie i estetycznie zwolniony z wyrzutów sumienia związanych ze
          zniżeniem się do poziomu rozmówcy.
          • alergenzb Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 21.02.07, 17:26
            lohengrin4 napisał:

            > nie pierwszy raz informuję, że czytając takie posty jak tytułowy z tego
            wątku,
            > czuję się moralnie i estetycznie zwolniony z wyrzutów sumienia związanych ze
            > zniżeniem się do poziomu rozmówcy.

            A może to młoda przestraszona mama, mogłeś grzeczniej ją poinformować:-(
            • lohengrin4 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 21.02.07, 17:28
              ale roszczeniowa a priori, i to jest nie w porządku.
              I nie mam obowiązku tolerować bezczelności, popartej niewiedzą.

              Cóż życie boli. Ja obrywam za te same błędy (bo każdy je popełnia).

              Po przytulenie i głaskanie gdzie indziej, nie to forum.
              • pyorunochron Alez ty jestes chamski! 25.02.07, 22:43
                lohengrin4 napisał:

                > ale roszczeniowa a priori, i to jest nie w porządku.
                > I nie mam obowiązku tolerować bezczelności, popartej niewiedzą.
                >
                > Cóż życie boli. Ja obrywam za te same błędy (bo każdy je popełnia).
                >
                > Po przytulenie i głaskanie gdzie indziej, nie to forum.

                Alez ty jestes chamski! Co to za sformulowania! Mieli obowiazek przyjac dziecko,
                a jesli nie mieli mozliwosci, powinni byli poinformowac co zrobic (np. udac sie
                na izbe przyjec do szpitala). Przeciez dziecko w takiej sytuacji moze zginac!
                Przecietna zycia w Polsce jest najnizsza z calej unii, m.in. z powodu przypadkow
                takich jak ten.
        • tango45 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 27.02.07, 23:14
          alergenzb napisała:

          > lohengrin4 napisał:
          > > Spadaj na drzewo.
          >
          > Oj nie ładnie :-((


          pan dochtor buahahahahaha
      • nocny_piter Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 21.02.07, 17:22
        Proponuję zrezygnować z usług tej poradni i skorzystać z oferty jednego z
        prywatnych NZOZ-ów, wykupić sobie odpowiedni abonament (na miarę zasobności
        portfela i na miarę oczekiwań własnych) i.... korzystać do woli!
        Ja właśnie pracuję w takiej poradni, gdzie wszystko się opłaca, nawet przyjęcie
        pacjenta w środku nocy i wizyta domowa na drugim końcu miasta. W poradniach
        państwowych zwykle nic się nie opłaca i można tam usłyszeć coś w stylu "spadaj
        na drzewo", dlatego lepiej omijać te przychodnie z daleka :)
        • lohengrin4 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 21.02.07, 17:30
          > można tam usłyszeć coś w stylu "spadaj
          > na drzewo"

          znalazł się obrońca uciśnionych ;-)
          • tango45 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 27.02.07, 23:17
            lohengrin4 napisał:

            > > można tam usłyszeć coś w stylu "spadaj
            > > na drzewo"
            >
            > znalazł się obrońca uciśnionych ;-)


            Takie lachudry jak ty powinno sie wywalac na kopach ze SLUZBY zdrowia.
            • p.atyja Znowu cię przyniosło tutaj :( ? 28.02.07, 00:47
              daria napisała:

              > Takie lachudry jak ty powinno sie wywalac na kopach ze SLUZBY zdrowia.


              Bezsprzecznym faktem jest,że jesteś na tym forum najbardziej kompetentną osobą
              by wypowiadać się na temat wykopywania kogoś ze służby. I jednocześnie
              jedyną,która wykonuje lub wykonywała zawód podpadający pod tą definicję.
              Dochodząca sprzątaczka -czy careegiver (live-in? live-out?) to właśnie
              współczesna służba w USA,nieprawdaż ?
              Idż sobie na jakieś specjalne forum dla służących i odwal się ze swoimi
              kompleksami od lekarzy,Dario...wrrrr.
              • tango45 Re: Znowu cię przyniosło tutaj :( ? 28.02.07, 01:12
                p.atyja napisała:

                > daria napisała:
                >
                > > Takie lachudry jak ty powinno sie wywalac na kopach ze SLUZBY zdrowia.
                >
                >
                > Bezsprzecznym faktem jest,że jesteś na tym forum najbardziej kompetentną
                osobą
                > by wypowiadać się na temat wykopywania kogoś ze służby. I jednocześnie
                > jedyną,która wykonuje lub wykonywała zawód podpadający pod tą definicję.
                > Dochodząca sprzątaczka -czy careegiver (live-in? live-out?) to właśnie
                > współczesna służba w USA,nieprawdaż ?
                > Idż sobie na jakieś specjalne forum dla służących i odwal się ze swoimi
                > kompleksami od lekarzy,Dario...wrrrr.


                A ty farbowancu dlaczego zmieniles nick? Jestem caregiver /przez jedno e
                jolopie. Nie wtracaj angielskich wyrazow jesli nie masz pojecia o pisowni/ W
                naszej agencji pracuje kilka lekarek i lekarzy z Polski. Nie narzekamy,
                zarabiamy tygodniowo o wiele wiecej niz ty miesiecznie. Do kazdego domu gdzie
                pracuje dochodzi housekeeper /tego juz nie wiedziales jak napisac/. Widzisz, w
                USA jest tak, ze nikt sie swojej pracy nie wstydzi a moj szef, dyrektor nocami
                jest kierowca limuzyny. Dorabia bo ma pelno rat do splacenie i trojr dzieci do
                wyksztalcenia. Ale to jest USA :0 A w Polsze? Tam wszystko wstyd. Tylko nie
                wstyd wyciagac lape po lapowke, krasc, wyludzac i kombinowac. Co zlego lub
                kompromitujacego sie dopatrzyles/as w pracy jako caregiver?
                Nie tobie, rowniez dyktowac mi gdzie mam chodzic i pisac.
                • sithicus Re: Znowu cię przyniosło tutaj :( ? 02.03.07, 16:08
                  Szoruj do sprzatania, wycieruchu jeden. Konserwuj dalej powierzchnie plaskie.
                  Pewnie niedlugo padnie slynne u nas w USA... :D
                  • tango45 Re: Znowu cię przyniosło tutaj :( ? 04.03.07, 09:01
                    sithicus napisał:

                    > Szoruj do sprzatania, wycieruchu jeden. Konserwuj dalej powierzchnie plaskie.
                    > Pewnie niedlugo padnie slynne u nas w USA... :D


                    A co jest dla ciebie smieciu dziwnego w tym, ze OBYWATELKA AMERYKANSKA moze
                    powiedziec "u nas w USA" Mieszkajac od 20 lat w Stanach jak mialabym
                    opowiedziec np o tym, ze zawalily sie dwie wieze World Trade Center/ Mialaby,
                    powiedziec " u nich w USA zawalily sie wieze? Tak jolopie?
                    Spadaj dzieciole.
        • alergenzb Re: nocny_piter napisał: 21.02.07, 17:30
          nocny_piter napisał:

          > Proponuję zrezygnować z usług tej poradni i skorzystać z oferty jednego z
          > prywatnych NZOZ-ów, wykupić sobie odpowiedni abonament (na miarę zasobności
          > portfela i na miarę oczekiwań własnych) i.... korzystać do woli!
          > Ja właśnie pracuję w takiej poradni, gdzie wszystko się opłaca, nawet
          przyjęcie
          > pacjenta w środku nocy i wizyta domowa na drugim końcu miasta. W poradniach
          > państwowych zwykle nic się nie opłaca i można tam usłyszeć coś w stylu "spadaj
          > na drzewo", dlatego lepiej omijać te przychodnie z daleka :)


          To podaj na e-mail, gdzie jest ta poradnia, chociąż okolice lub województwo,
          jeszcze ci dopłacę, do przyjazdu w nocy, kiedy mam bardzo chore dziecko. To nie
          zart, ale fakt.
          • nocny_piter Re: nocny_piter napisał: 21.02.07, 17:38
            Poprzez forum nie będę się reklamował, takie mam zasady :)
            Ogłoszeń jest pełno w prasie, internecie itp. Wystarczy wpisać w "gogla" coś w
            rodzaju "abonamenty medyczne" itp. i od razu wyskoczą setki stron z całej Polski.
            • alergenzb Re: nocny_piter napisał: 21.02.07, 17:45
              nocny_piter napisał:

              > Poprzez forum nie będę się reklamował, takie mam zasady :)

              Ok. Przepraszam.

              > Ogłoszeń jest pełno w prasie, internecie itp. Wystarczy wpisać w "gogla" coś w
              > rodzaju "abonamenty medyczne" itp. i od razu wyskoczą setki stron z całej
              > Polski.

              Dzięki za info, skorzystam i zacznę szukać w internecie.
              Szczerze mówiąc nie wiedzialam nic o abonamentach medycznych:-(
            • alergenzb Re: nocny_piter Wielkie Dzięk!!!!!!! :-)))) 22.02.07, 18:24
              Bardzo dziękuję za informacje. Bardzo była pomocna.
              Trafiliśmy dzisiaj do instytucji, ktora z porownaniem do państwowej(piekło) to
              wielkie niebo.
              Wspanialy, konkretny i bardzo miły dla dziecka lekarz. Zero problemów z czym
              kolwiek.
              Pełny szacunek do pacjenta. I jak takich wspaniałych lekarzy nie szanować skoro
              oni szanują pacjenta.
              tam z niczym nie ma problemów, nawet z zabiegiem.
              Jestem zachwycona i zadowolona.
              Brak informacji o placowkach przyjaznych pacjentowi, ale dzieki tobie znalazlam
              wspanialych ludzi. Tam cała rodzina może się leczyć w ramach NFOZ i może
              doplacic do swiadczeń. Kwestia zyczenia, rachunek także kwestia zyczenia.
              I oto mi chodziło.Wszystko legalnie i oficjalnie z rachuneczkiem. Poprostu z
              zero problemow dla pacjenta i lekarza.
              Może wreszcie pozbedziemy się problemów z państwowymi instytucjami, kierowaniem
              do swoich placowek prywatnych jako przymus dostepu do lecznictwa a nie wybór
              pacjenta, nieoficjalnym żadaniem oplat wykorzystując do tego chore dziecko i
              uczucia rodziców.
              nocny piterku WIELKIE DZIĘKI.
        • majaga76 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 21.02.07, 17:37
          Dzieki za radę.
          Zadzwoniłam do innej przychodni, państwowej i tam byli oburzeni postawą w tej
          pierwszej. Tam poinformowano mnie też o wizytach domowych. I tam przyjęto bez
          problemu. Zmieniłam przychodnię. Dzieki im za to. Swoją drogą rozglądam się za
          pediatrą, który prywatnie by przyjeżdżał w razie potrzeby.
      • majaga76 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 21.02.07, 17:30
        Skoro nie masz nic do powiedzenia, to po co piszesz? Żeby innych obrażać? żeby
        poczuć się ważnym, bo anonimowo możesz nawypisywać rózne bzdury?
        Nie rozumiem takich dziwolągów, jak ty.
        • lohengrin4 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 21.02.07, 17:31
          mam do powiedzenia, dałem do zrozumienia że Twoje pretensje są nie na miejscu.

          Mogę to szczegółowo rozwinąć.

          Na razie nawiązałem tylko do Twojego stylu - pretensje, pretensje, a potem
          pretensje.
          No to ja krytyka, krytyka i dla odmiany krytyka.
          Ale moja krytyka ma podłoże merytoryczne.
          Twoje pretensje nie.
          Chcesz, rozwinę temat.
          • majaga76 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 21.02.07, 17:44
            Skoro uwazasz, ze choroba dziecka to nie powod do nerwow i zlosci na
            niekompetencje i zly brak organizacji w przychodni, to ci wspolczuje. widocznie
            nie masz serca i obojetne jest ci cierpienie istot, ktore nawet same nie
            potrafia powiedziec, co im jest. tak, mam pretensje, bo przez 2 dni nie zostalam
            przyjeta, a stan dziecka byl coraz gorszy. co mnie obchodzi, ze moj lekarz jest
            nieobecny, a do innego nie ma numerkow! powinni znalezc zastepstwo, a nie
            pozbywac sie klopotow. gdyby kazdy tak pracowal, to tylko rece mozna by zalamac
            i plakac.
            • lohengrin4 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 21.02.07, 17:57
              dalej tylko wiązanka pretensji.

              > Skoro uwazasz, ze choroba dziecka to nie powod do nerwow i zlosci

              zależy, zależy, easy, easy.

              > widocznie nie masz serca

              W ostatnim rtg klatki piersiowej (kilka lat temu) uwidoczniono u mnie strukturę
              opisywaną jako serce. Echo serca nie miałem, nie było nigdy wskazań. Wydaje mi
              się, że jestem hemodynamicznie wydolny. Wnioski, na 99.999 % mam serce.

              > to ci wspolczuje

              jakoś se radzę, kurna.

              > obojetne jest ci cierpienie istot, ktore nawet same nie
              > potrafia powiedziec, co im jest.

              nie jest mi obojętne. Nie piszemy o cierpieniu istot, tylko o braku fizycznych
              możliwości obsłużenia pacjenta przez przychodnię.

              > tak, mam pretensje, bo przez 2 dni nie zostalam przyjeta,

              Szczerze, naprawdę pomimo wszystko szczerzę Ci życzę, żebyś nie doczekała u nas
              brytyjskich standardów. Zamieniłabyś dni na tygodnie. I wszystko w majestacie
              prawa.

              > gdyby kazdy tak pracowal, to tylko rece mozna by zalamac
              > i plakac.

              Specjaliści od organizacji ochrony zdrowia z krajów wysoko rozwiniętych, gdy
              mają okazję zobaczyć funkcjonowanie naszego systemu i znają jego finansowanie,
              dochodzą do wniosku, że mają do czynienia z cudem heroiczności,
              bezinteresowności i geniuszu organizacyjnego. Kolejka do lekarza POZ 2 dni przy
              tej ilości chorych i przy tym finansowaniu to mistrzostwo świata.
              powtórzę, nie życzę Ci żeby ten system zamienić na system krajów 5 razy
              bogatszych.

              • alergenzb Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 21.02.07, 18:12
                lohengrin4 napisał:


                > powtórzę, nie życzę Ci żeby ten system zamienić na system krajów 5 razy
                > bogatszych.

                Nie strasz wlascicielki wątki:-((
                Ja nie czekałam nigdy z dzieckiem na jakieś tam terminy, dziecko przyjete,
                wszystkie niezbedne konsultacje i badania zrobione, itd.
                Kwestia ubezpieczenia:-))


                • lohengrin4 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 21.02.07, 18:13
                  > Kwestia ubezpieczenia:-))

                  Ot co. Ale zwykłe szraczki mają przesrane i dobrze o tym wiesz.
                  • alergenzb Re: do lohengrin4 :-)))) 21.02.07, 18:22
                    lohengrin4 napisał:

                    > > Kwestia ubezpieczenia:-))
                    >
                    > Ot co. Ale zwykłe szraczki mają przesrane i dobrze o tym wiesz.

                    Tylko na to trzeba ciężko pracować:-))
                    Natomiast w Polsce się nic nie oplaca:
                    - Bezrobotni za 1 tys. zlotych nie podejmą pracy ( cyt. za tyle to ja proszę
                    Pani nie wstaję z łóżka)
                    - rolnikom nie opłaca się wogole ani uprawa ani hodowla
                    - sluzba zdrowia - im także nic się nie oplaca ( no.. ale pracują, bo muszą z
                    czegoś żyć)
                    - pacjentom placić za leczenie aby podnieść standart i mozliwości także się nie
                    oplaca
                    Kogo nie spytasz to nikomu, nic się nie oplaca.
                    Do dia... to co się oplaca???

            • agawamala Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 08:07
              A skąd wziąć lekarza? Z wykopalisk? Przyjmij do wiadomości, że jest masowa
              emigracja lekarzy wszystkich specjalności.
              Masz niespełna roczne dziecko - sporo chorób przed Tobą. Za 2-3 lata nie
              znajdziesz laryngologa dziecięcego ( dziś w Warszawie pracuje 14 - czternastu-
              lekarzy tej specjalności), zabraknie chirurgów, anestezjologów, pediatrów,
              ortopedów, radiologów.
              I co zrobisz/ Możesz krzyczeć, płakać, pisać, szarpać się, ale lekarza nie
              stworzysz. Taka jest brutalna prawda.
      • tango45 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 27.02.07, 23:13
        lohengrin:

        Widac jasno po twoich postach, ze jestes jakis przyglupiasty. Mam nadzieje, ze
        nigdy nie dostaniesz podwyzki a z lapowek ktore bierzesz rozlicvzy cie
        prokurator tak jak tego cwaniaka z Warsiawy.
        Poszla won bo poszczuje ratlerkiem.
    • alergenzb Re: do majaga76 21.02.07, 17:25
      Wezwij pogotowie ratunkowe do domu.
      Poproś drugim razem o pisemną odmowę przyjęcia dziecka i jedz z nia do szpitala
      z dzieckiem.

      Ja także mialam problem z konsultacją kardiologiczna dziecka do zabiegu, nikt w
      poradni nie chciał nas przyjąć, łącznie przyszpitalne mimo że mielismy napisane
      CITO. Pojechalismy do poradni przy Instytucie i pano doktor odmówiła nam, ze
      względu na limity.
      Poprosilam aby na skierowaniu napisano odmowe i po problemie.
      Pani doktor nie chciała napisać, osłuchała zobaczyła nasze zrobione prywatnie
      EKG i napisala zaswiadczenie, że dziecko moze być znieczulone ogolnie.
      Pewnie zaraz mnie wszyscy tu zjedzą zywcem, ale mnie także pouczono, aby żądać
      na pismie odmowy, znasz lekarza ktory odmówi przyjęcia chorego dziecka na
      pismie???
      • lohengrin4 Re: do majaga76 21.02.07, 17:26
        > Wezwij pogotowie ratunkowe do domu.

        następna genialna wypowiedź. Pogotowie do gorączki.

        > Poproś drugim razem o pisemną odmowę przyjęcia dziecka

        nie ma uzasadnienia do wizyty, to i nie ma uzasadnienia do pisemnej odmowy.
        Uzasadnij mi pisemnie, że mi odmawiasz darowizny 100 tys., proszę.

        • alergenzb Re: do majaga76 21.02.07, 17:39
          lohengrin4 napisał:

          > > Wezwij pogotowie ratunkowe do domu.
          >
          > następna genialna wypowiedź. Pogotowie do gorączki.

          A ja wzywam, kiedy dziecko ma 39,5 lub wyżej i wiesz, dziecko zawsze ma
          udzielona pomoc lekarza, zreszta bardzo miłego dla dziecka i rodzica,
          przepisany antybiotyk, który ma zaraz po wykupieniu podany, lub najczęściej
          jest natychmiast zawiazione do szpitala i tam pozostaje.

          >
          > > Poproś drugim razem o pisemną odmowę przyjęcia dziecka
          >
          > nie ma uzasadnienia do wizyty, to i nie ma uzasadnienia do pisemnej odmowy.

          Askąd wiesz skoro nikt nie zbadał dziecka???
          Jak nie ma, przecież ta pani pisala że pogorszenie się stanu zdrowia dziecka i
          zero poprawy.

          > Uzasadnij mi pisemnie, że mi odmawiasz darowizny 100 tys., proszę.
          >

          To jest nie zle:-))
          Ale ja nawet bym tobie nie zaproponowała darowizny, a nawet udawała bym przed
          tobą osobę bardzo biedną, bała bym się wyzysku tych 100 tys. zlotych.
          Wolę krótkie wczasy za 100 tys. jak darowizne.
          Stąd pełna pisemna odmowa, z tytułu braku srodków na cel dobroczynny:-))))

          • lohengrin4 Re: do majaga76 21.02.07, 17:49
            > A ja wzywam, kiedy dziecko ma 39,5 lub wyżej i wiesz, dziecko zawsze ma
            > udzielona pomoc lekarza,

            Ja nie mówię żeby nie było pomocy lekarza. Ja jestem przeciw robieniu afery.

            > przepisany antybiotyk, który ma zaraz po wykupieniu podany, lub najczęściej
            > jest natychmiast zawiazione do szpitala i tam pozostaje.

            Albo Twoje dziecko jest poważnie przewlekle chore, albo nie mówisz wszystkiego,
            albo zmień pediatrę. Najpewniej to drugie. Ale jakby to wyrwać z kontekstu, to
            włos na głowie staje. Bo to brzmi tak: 39,5 st gorączki= antybiotyk.
            Nie znam sprawy, ale też Ty jej nie przedstawiasz. I te częste odesłania do
            szpitala...Brzmi co najmniej, jakby Twoje dziecko miało istotny niedobór
            odporności, chorobę hematologiczną? Jeśli tak, współczuję. Jeśli nie, nie
            rozumiem.

            > Askąd wiesz skoro nikt nie zbadał dziecka???

            Ja się opieram na tym co tu jest pisane. Byłoby więcej informacji, to sytuacja
            byłaby jaśniejsza. Już kiedyś o tym pisałem - proszę nie komentujcie wydawania
            wniosków na podstawie niepełnych danych, bo to w końcu Wy niepełne dane
            przedstawiacie. A jest to forum. WIęc piszę o tym, co zostało udostępnione.

            > To jest nie zle:-))>

            O, odrobina pozytywnych emocji w tym jakże obnażającym podłość lekarzy wątku
            ;-).

            > Wolę krótkie wczasy za 100 tys.

            Zazdroszę zamożności...









            • alergenzb Re: do majaga76 21.02.07, 18:06
              lohengrin4 napisał:

              > > A ja wzywam, kiedy dziecko ma 39,5 lub wyżej i wiesz, dziecko zawsze ma
              > > udzielona pomoc lekarza,
              >
              > Ja nie mówię żeby nie było pomocy lekarza. Ja jestem przeciw robieniu afery.
              >
              > > przepisany antybiotyk, który ma zaraz po wykupieniu podany, lub najczęści
              > ej
              > > jest natychmiast zawiazione do szpitala i tam pozostaje.
              >
              > Albo Twoje dziecko jest poważnie przewlekle chore, albo nie mówisz
              wszystkiego,

              I jedno i drugie.
              >
              > albo zmień pediatrę.
              > Najpewniej to drugie.

              Nigdy w życiu nie zmienię pediatry!!!!

              > Ale jakby to wyrwać z kontekstu, to
              > włos na głowie staje. Bo to brzmi tak: 39,5 st gorączki= antybiotyk.
              > Nie znam sprawy, ale też Ty jej nie przedstawiasz. I te częste odesłania do
              > szpitala...Brzmi co najmniej, jakby Twoje dziecko miało istotny niedobór
              > odporności, chorobę hematologiczną? Jeśli tak, współczuję. Jeśli nie, nie
              > rozumiem.

              Pozostawię bez komentarza, ale dobrze celujesz:-))

              >
              > > Askąd wiesz skoro nikt nie zbadał dziecka???
              >
              > Ja się opieram na tym co tu jest pisane. Byłoby więcej informacji, to
              sytuacja
              > byłaby jaśniejsza. Już kiedyś o tym pisałem - proszę nie komentujcie
              wydawania
              > wniosków na podstawie niepełnych danych, bo to w końcu Wy niepełne dane
              > przedstawiacie. A jest to forum. WIęc piszę o tym, co zostało udostępnione.


              Zgadza się, ale mozna grzeczniej. Ja także nie mam dzisiaj najlepszego humoru,
              ale nie wyrzywam się na forum.


              >
              > > To jest nie zle:-))>
              >
              > O, odrobina pozytywnych emocji w tym jakże obnażającym podłość lekarzy wątku
              > ;-).
              >
              > > Wolę krótkie wczasy za 100 tys.
              >
              > Zazdroszę zamożności...

              Zamożność tutaj to tragedia i nerwowka, jak nie kradzież samochodu, to
              wlamania, jak nie wlamania to odsylanie mnie z dzieckiem do gabinetow
              prywatnych, lub setki leniuchów potrzebujących wszystko, od chleba po mój
              samochod:-((((
              Nie ma naprawdę czego zazdrościć.
              Wolę uchodzić za osobę biedną, w tym kraju lepiej się na tym wychodzi:-))))
              Polska to naprawdę kraj litościwych ludzi, biedny ma naprawdę wszystko od
              pomocy do lecznictwa:-)))
              • lohengrin4 Re: do majaga76 21.02.07, 18:13
                > Nigdy w życiu nie zmienię pediatry!!!!

                w kontekście Twojej ostatniej wypowiedzi to ma sens. Widzisz jak trudno
                komentować wypowiedzi tak niepełne, że aż nieprawdziwe z racji samej ich
                niekomletności. Teraz rozumiem.

                > Ja także nie mam dzisiaj najlepszego humoru,
                > ale nie wyrzywam się na forum.

                Ja mam świetny humor. A forum to poniekąd jest miejsce do wyżywania się.
                Co nie znaczy, że przesadziłem w swoich odpowiedziach w tym wątku. Odpowiedzi
                były adekwatne.
                I jeszcze w temacie forum. To forum jest wyjątkowo ugrzecznione. Typowe dla
                takich dużych stajni forum jakimi są duże portale. POczytaj fora tematyczne.
                Szczególnie wspinaczkowe.
                Przekleństwo to nie jest coś złego per se. Zauważ, że nie posunąłem się do
                przekleństwa, tylko do kolokwializmu. Forum to nie jest miejsce dyskusji
                Petroniusza z Turowiczem.


                • alergenzb Re: do lohengrin4 :-)))) 21.02.07, 18:26
        • tango45 Re: do majaga76 28.02.07, 00:09
          lohengrin4 napisał:

          > > Wezwij pogotowie ratunkowe do domu.
          >
          > następna genialna wypowiedź. Pogotowie do gorączki.
          >
          > > Poproś drugim razem o pisemną odmowę przyjęcia dziecka
          >
          > nie ma uzasadnienia do wizyty, to i nie ma uzasadnienia do pisemnej odmowy.
          > Uzasadnij mi pisemnie, że mi odmawiasz darowizny 100 tys., proszę.
          >
          Otwiera sie noz w kieszeni na takiego ch... jak ty.
      • dusza.czlowiek Re: do majaga76 21.02.07, 22:39
        alergenzb napisała : Ja także mialam problem z konsultacją kardiologiczna
        dziecka do zabiegu, nikt w
        poradni nie chciał nas przyjąć, łącznie przyszpitalne mimo że mielismy napisane
        CITO. Pojechalismy do poradni przy Instytucie i pano doktor odmówiła nam, ze
        względu na limity.
        Poprosilam aby na skierowaniu napisano odmowe i po problemie.
        Pani doktor nie chciała napisać, osłuchała zobaczyła nasze zrobione prywatnie
        EKG i napisala zaswiadczenie, że dziecko moze być znieczulone ogolnie.
        Pewnie zaraz mnie wszyscy tu zjedzą zywcem, ale mnie także pouczono, aby żądać
        na pismie odmowy, znasz lekarza ktory odmówi przyjęcia chorego dziecka na
        pismie???
        Twój post szczerze mówiąc zirytował mnie bardziej niż autorki wątku:
        to co zrobiłaś to zwykły szantaż. Jak dziecko ma iść do zabiegu- to kwalifikuje
        je anestezjolog, który może poprosić o konsultację kardiologiczną, to raz. A
        dwa- poradnia specjalistyczna (-kardiolog dziecięcy to nie pogotowie) i są tam
        wizyty umówione, a nie na cito. Ty za pomocą szantażu uzyskałaś poradę
        natychmiast, a reszta niech sobie czeka kilka miesięcy bo nie szantażuje?
        • alergenzb Re: do majaga76 21.02.07, 23:43
          dusza.czlowiek napisała:
          > Twój post szczerze mówiąc zirytował mnie bardziej niż autorki wątku:
          > to co zrobiłaś to zwykły szantaż.

          Jaki szantaż, co ty piszesz. Przecież Pani doktor miala wybor, mogla odmowić i
          wpisać termin konsultacji. A to byla konsultacja do pilnego zabiegu dziecka. Na
          ktorą nie mozemy czekać do listopada.
          >Jak dziecko ma iść do zabiegu- to kwalifikuje
          >
          > je anestezjolog,

          Tak masz racje i to oni potrzebują, stad nas skierowano i wpisano wszystko co
          potrzebne kardiologowi. Nie wiem jak powinno być, ale wiem co zostalo napisane.

          >który może poprosić o konsultację kardiologiczną, to raz.

          Ale nie poprosił, tylko nas wyslal, a to nie lezy w mojej kompetencji
          rozstrzygać co i kto z lekarzy powinien robić.

          >A dwa- poradnia specjalistyczna (-kardiolog dziecięcy to nie pogotowie) i są
          tam
          > wizyty umówione, a nie na cito.

          Oj mylisz się, czy chore dziecko z goraczka pow. 39 stopni, sine i duszące sie
          moze czekac na termin???? Rzeczywiscie powinnam być wyrafinowana i zawiżc
          dziecko na izbę przyjęć i jak zwykle przyjeli by na oddzial, tam spedzilo by
          wiele dni, ale chyba nie natym polega aby wykorzystywac oddz. kardiologiczny i
          narażać dziecko na taki stress.

          >Ty za pomocą szantażu uzyskałaś poradę

          bardzo sie mylisz, a co mialam wziąść dziecko z gorączka i jechać do CZD W-wa
          skoro polecenie tej placowki było aby poradnia kardiologiczna na miejscu
          przejela opieke medyczną nad dzieckiem. Tylko że ta poradnia, przyjmuje na
          zapisy dzieci, ze swoich placówek prywatnych.
          > natychmiast, a reszta niech sobie czeka kilka miesięcy bo nie szantażuje?
          Tylko nie wszystkie pozostale dzieci muszą miec pilny zabieg.
          A nasze niestety bardzo pilny, albo sie udusi.

          Jak juz nawiązałaś to wyobraż sobie, ze pani doktor ledwo przyszla, wyslala
          dzieci na echo i wychodzac mówi do wszyskich, cyt" a teraz idę sobie skrecić
          kawke" najpierw nie zrozumialam o co chodzi, ale inni rodzice mi wytlumaczyli.
          Jak wrocila z kawką to zapytalam skoro nie ma zadnych dzieci, czy moze przyjąć
          corke, stwierdzila ze nie mamy czekac na koniec kolejki az wroca wszystkie
          dzieci z echo. Moja corka z goraczka 39,6 lezala na lawce, a glówke miala na
          moich kolanach, ponieważ nie miala sily siedziec. Tak siedzialyśmy 4 godziny.
          Osłuchala stetoskopem dziecko, ktore bez konca kaszlało i wypisala, ze mozna
          podać znieczulenie ogolne. Nasza wizyta nie trwala 10 min.

          Sądzisz, ze zachowanie sie Pani doktor bylo fer skoro dzieci wyslane na echo
          wrocily dopiero po ponad godzinie. Czy nie można bylo w tym czasie przyjąc
          dziecka. Uwazam ze mozna było, a nie sugerowac mi że przyjmuje jeszcze
          prywatnie.

          Jaki szantaż, przeciez mogla wogole nie przyjąć dziecka napisać termin na
          skierowaniu, pojechala bym z tym do NFOZ i prosila bym o wskazanie placowki,
          ktora skonsultuje dziecko.
          Zresztą pod tą poradnię dziecko nalezy, jako stala opieka kardiologiczna.

          Zachowanie sie Pani doktor, było bardzo przykre. Jak dziecko zapytala jak sie
          czuje, to corka powiedziala, ze nie może oddychać, pani doktor do niej, to mnie
          nie interesuje mi chodzi o serduszko, wiec corka zamilkła i wogole sie nie
          odzywala do końca wizyty.

          zastanów sie o jakim ty szantazu piszesz
          • alergenzb Re: do majaga76 22.02.07, 00:04
            Dodam, że pani doktor przyjęła wszystkie dzieci, z tego piecioro wogole nie
            dotarlo na wizytę. Czyli miala o piecioro umówionych mniej, więc mogla przyjąć
            pięcioro nie umówionych.
            Wiec jaki szantaz, wystarczylo troche dobrej woli. A po rozmowach rodzicow, to
            wszystkie dzieci były z prywatnych gabinetow, poza moim dzieckiem.
            Czyli co powinnam najpierw odwiedzic prywatny gabinet, a potem iśc do
            państwowej poradni.
            Nie chcialam tego pisać, ale skoro uważasz, ze to szantaz to najpierw sie
            zastanów a potem pisz.

            szantaż to jest wysylanie rodzica z chorym dzieckiem do gabinetu prywatnego, po
            to aby potem przyjmować w poradni państwowej i robić Echo i EKG odreki. Ja
            musialam niestety zapłacic za EKG i patrzec jak moje przerażone dziecko boi się
            Pani doktor po jej wczesniejszym zachowaniu.
            I nie omieszkam jutro wyjasnic w NFOZ dlaczego musialam placic za EKG skoro
            pozostali rodzice nie placili, a dzieciom zrobiono echo i ekg kontrolne (
            informacja od rodzicow, którzy dyskutowali)
            • reszka2 Re: do majaga76 22.02.07, 08:20
              Alergezb, czy owa lekarka była poinformowana przez rodziców dzieci, które nie
              dotarły, że ich nie będzie? Założę się, że nie. Niesetty, w takich sytuacjach
              aż się ciśnie na usta - pacjenci bimbają sobie na czas lekarzy, a także na
              innych pacjentów. Bo są tytuacje niespodziewane, "cos wypadnie", ale po to Bell
              wymyslił telefon, żeby lekarza powiadomić, że sie nie przyjdzie.
              • alergenzb Re: do majaga76 22.02.07, 13:14
                reszka2 napisała:

                > Alergezb, czy owa lekarka była poinformowana przez rodziców dzieci, które nie
                > dotarły, że ich nie będzie? Założę się, że nie. Niesetty, w takich sytuacjach
                > aż się ciśnie na usta - pacjenci bimbają sobie na czas lekarzy, a także na
                > innych pacjentów. Bo są tytuacje niespodziewane, "cos wypadnie", ale po to
                Bell
                >
                > wymyslił telefon, żeby lekarza powiadomić, że sie nie przyjdzie.
                >

                Zgadzam się z tobą, ale to nie upoważniało panią doktor do takiego zachowania
                się przy dziecku, ktore w domu prosilo aby nigdy jej nie zawozić do tej pani.
                Jest to przykre, ale mogla mnie poprosić i porozmawiać a nie na forum korytarza
                przy dziecku i wszystkich pacjentach. Żadnego "aplauzu" nie uzyskała, a nawet
                ludzie byli oburzeni i chcieli widząc dziecko przepuścić nas. Łącznie ze
                slowami krytyki w stosunku do pani doktor.
                2 panie, które były pierwszy raz ( z gabinetu pryw. pani doktor) stwierdziły,
                że więcej do niej nie przyjdą, bo może kiedyś ich także to spotkać.
                Ja oczywiście także zmienię kardiologa, z takim zachowaniem się lekarz nie może
                prowadzić mojego dziecka. To była nasza ostatnia wizyta.
                Mam nadzieję, że szybko przejdzie na emeryturę.
      • pyorunochron Doskonala metoda! 25.02.07, 22:44
        alergenzb napisała:

        > Wezwij pogotowie ratunkowe do domu.
        > Poproś drugim razem o pisemną odmowę przyjęcia dziecka i jedz z nia do szpitala
        >
        > z dzieckiem.

        Oczywiscie, na pismie!
    • przedszkolak2 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 21.02.07, 23:45
      Niestety Majaga , takich sytuacji będzie coraz więcej, ponieważ:
      -personelu ubywa
      -pacjentów nie
      Żadne dąsy, pretensje i roszczenia nie spowodują pomnożenia ilości pracowników,
      nawet ,jeśli ktoś zdecyduje o zwiększeniu liczby "numerków".
    • agawamala Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 08:03
      Majago, czy chciałabyś, aby Twoje dziecko było przyjmowane przez lekarza
      pracującego 35 godzinę, padającego ze zmęczenia na twarz i niewiele kojarzącego?
      Czy chciałabyś, żeby lekarz ze zmęczenia popełnił błąd?
      Uczciwiej ze strony przychodni było odesłanie Was gdzie indziej.
      Takie sytuacje staną się standardem, bo coraz więcej lekarzy leczy tam gdzie
      się ich ceni i im płaci - czyli poza granicami IV RP.
      Wielu pediatrów woli prywatne gabinety zamiast przychodnie. I ma do tego święte
      prawo.
      Tak jak większość ludzi jestem ubezpieczona, płace składki i....w przypadku
      chorób dzieci korzystałam z pomocy prywatnego pediatry, wychodząc z założenia,
      że nie ma dla mnie nic cenniejszego niż zdrowie - zwłaszcza zdrowie moich
      dzieci.
      • majaga76 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 10:29
        Acha, czyli najlepiej się poddać, traktować ich jak święte krowy i ładować kasę
        do portfeli w prywatnych przychodniach. Co do godzin pracy lekarki - jej dyżur
        trwa 4 godziny, przychodzi godzine pozniej, pol godz wczesniej wychodzi i w d...
        ma dzieci z ubezpieczenia. Moim zdaniem tak byc nie powinno. I przykro mi, ze
        dla wszystkich tu to normalne. A podobno lekarze maja nie szkodzic....
        • slav_ Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 11:55
          Widzę to tak:
          Jeśli lekarka ma byc w poradni 4 godziny (i taką ma umowę) to MA BYĆ te 4
          godziny i w tym czasie przyjąc zarejestrowanych pacjentów. Jesli się do tego nie
          stosuje to jest powód aby na nią złożyć skargę.
          Ale:
          jesli jest do niej 10 "numerków" (bo tak opiewa umowa) to nie ma obowiązku
          przyjąć 11 pacjenta a ten nie ma prawa się od niej tego domagać (nawet jesli
          sidziała by godzinę w pustym gabinecie).
          • alergenzb Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 12:51
            slav_ napisał:
            > Ale:
            > jesli jest do niej 10 "numerków" (bo tak opiewa umowa) to nie ma obowiązku
            > przyjąć 11 pacjenta a ten nie ma prawa się od niej tego domagać (nawet jesli
            > sidziała by godzinę w pustym gabinecie).

            A jeżeli 5 umówionych pacjentów się nie stawia na umówioną wizytę, to chyba
            może przyjąć jednego pilnego dodatkowego???
            • agawamala Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 13:04
              Można, ale jest to rzadka sytuacja. Częściej jest tak, że zgłaszają się
              dodatkowi pacjenci i uprawiają swoistą żebraninę "panie doktorze, ja tylko na 2
              minutki", "panie doktorze Kowalskiego pan przyjął a mnie nie, ja tylko na
              sekundę, tylko po receptę, tylko niech mnie pan zobaczy itd".
              Pamietam sytuację, w której mój mąz spóxnił się o 45 minut do przychodni
              przyszpitalnej, bo....operował i przeciągnął się zabieg. Przyjmował wszystkich
              pacjentów po godzinach pracy - a więc w czasie, w którym miał prawo odpoczywać,
              pić wódke, iśc do kina, uprawiać seks, iść na wywiadówkę- i.....jeden z
              pacjentów napisał na niego skargę, że doktor się spóxnił a on nie zdążył na
              ostatni autobus.
              Są rózne sytuacje. Wyobraź sobie, że z powodu awarii elektryczności bank nie
              przyjmie do godziny 19.00 klicetów. Za 5 siódma włączą światło. Czy pracownik
              pozostanie po godzinach, żeby przyjąć niezałatwionych klientów???? Zapewniam,
              że ani sekundy. Odesle ich do diabła.
              • alergenzb Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 13:40
                tak to jest bardzo przykre, rzeczywiście są różni pacjenci.
                Ale my z poradni specjalistycznych żadko korzystamy, ponieważ mamy wspanialego
                pediatrę, ktory zawsze sobie radzi z dzieckiem, wizyty w por. specjalistycznej
                są bardzo żadkie. A jeżeli już idziemy z dzieckiem do por. spec. to jest
                wyjątkowa sytuacja.
            • maszar Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 13:05
              "A jeżeli 5 umówionych pacjentów się nie stawia na umówioną wizytę, to chyba
              może przyjąć jednego pilnego dodatkowego???"

              niekoniecznie - jeśli wiedząc o brzydkim zwyczaju części pacjentów, którzy nie
              przychodzą na umówione wizyty, zarejestrowanych zostało o 5 osób więcej, to
              pozostaje akurat tyle osób, ile można przyjąć. Niestety często barierą staje się
              wielkość kontraktu podpisanego z NFZ - każdy ponadlimitowy pacjent to czysta
              strata finansowa dla przychodni;
            • slav_ Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 13:35
              Jesli faktycznie zostały niewykorzystane "numerki" to czywiście że może.
              Oczywiście w ramach tych 4 godzin.
              I zwykle tak jest. Masz coś pecha do tej poradni. U nas np. pod rejstracją
              zawsze "czycha" kilku pacjentów. Rejestracja kończy się o 11.00 i na
              niewykorzystane miejsca (brak telefonicznego lub osobistego potwierdzenia w dniu
              wizyty) są rejestrowani pacjenci "z kolejki".
              Gorzej jesli taki umowiony zgłasza sie (zdarza sie często) np. o 11.30 i mówi "a
              bo nie zdążyłem"...
              Więc - podchodząc do tego czysto praktycznie - lepiej nie rejestrować na wolne
              miejsca.
              Mnie np. jeszcze NIGDY (!) nie zdarzyło się przyjąć pacjentów tylko w ramach
              limitu. Zawsze coś "wyskoczy".
            • lohengrin4 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 18:24
              > A jeżeli 5 umówionych pacjentów się nie stawia na umówioną wizytę, to chyba
              > może przyjąć jednego pilnego dodatkowego???

              pilnego tak.
              z gorączką nie.
        • agawamala Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 12:39
          Nie jestem pewna czy rozumiesz pojęcie "święta krowa"::)))
          Jesli lekarka spóźnia się, nie przyjmuje zapisanych pacjentów - masz prawo
          złozyć skargę. W przeciwnym przypadku - nie!
          Nie ma ona obowiązku przyjmowania nadprogramowych chorych ( może chcieć
          odpocząć, własnie po to, aby NIE SZKODZIĆ, może sama biec do domu do chorego
          dziecka, a może - o zgrozo!- do prywatnego gabinetu, żeby tam zarabiać np. na
          nową sukienkę albo wizytę u dentysty. I ma do tego prawo.
          A teraz napiszę Ci cos bardzo niepopularnego. Jak bardzo wyrodną matką trzeba
          być, aby mając chore dziecko zastanawiać się czy - cytuję -"ładować kasę do
          portfeli w prywatnych przychodniach". Mając chore dziecko szukałabym pomocy -
          nie bacząc czy będzie mnie to kosztowało czy nie.
          • alergenzb Re: do agawamala 22.02.07, 12:59
            agawamala napisała:

            > A teraz napiszę Ci cos bardzo niepopularnego. Jak bardzo wyrodną matką trzeba
            > być, aby mając chore dziecko zastanawiać się czy - cytuję -"ładować kasę do
            > portfeli w prywatnych przychodniach". Mając chore dziecko szukałabym pomocy -
            > nie bacząc czy będzie mnie to kosztowało czy nie.

            I takie właśnie założenia są stosowane wobec rodzicow chorych dzieci,
            wykorzystując ich miłośc. A skoro bardzo kochacie dzieci to "marsz" do mojego
            prywatnego gabinetu, zapłać , a dalsze leczenie odbywa się w panstwowej poradni
            na państwowym sprzęcie.

            I kto tu jest wyrodny, i niehumanitarny, rodzic ktory jest zmuszony płacić, czy
            lekarz ktory zmusza do placenia

            • alergenzb Re: do agawamala 22.02.07, 13:06
              Nie rozumiem twojego twierdzenia, ze jak rodzic nie chce placic prywatnie to
              jest wyrodnym rodzicem??
              Co placenie lekarzowi ma wspólnego z miloscią do dziecka.
              My także z małżonkiem kochamy swoją corke ponad wszystko i jest dla nas
              najwazniejsza, nie niczego wazniejszego od dziecka, ale nie pozwolę aby
              zmuszano mnie do płacenia. Mogę płacić z własnej woli i temu lekarzowi, którego
              sami wybierzemy.
              Ale nie może stać się to regułą, że wszędzie i każdemu trzeba płacić, tylko
              dlatego że bardzo się kocha swoje dziecko.
              Trudno mi zrozumieć twoje podejście, no ale każdy z nas jest inny.
              • agawamala Re: do agawamala 22.02.07, 13:14
                Ale nikt nie zmusza Cię, żeyś płaciła Kowalskiemu a nie Malinowskiemu. Lekarza
                możesz sobie wybrać. Piszę o konkretnej sytuacji.
                8 miesięczne dziecko z infekcją niewiadomego pochodzenia. Chore, cierpi. W
                przychodni nie ma juz miejsc ( limity, numerki - nieważne, nie wymyslili tego
                lekarze).
                I jesli jest szansa, żeby pomóc dziecku, żeby szybko uzyskało pomoc - nieważne
                czy przyjmującego na ulicy X dr Malinowskiego czy przy placu Y dr
                Wisniewskiego, to tylko wyrodny i niekochający, pozbawiony wyobraxni rodzic
                zastanawia się nad zemsta nad lekarzem w przychodni a nie jedzie do gabinetu i
                ZA PIENIĄDZE nie robi wszystkiego, aby dziecko nie cierpiało.
                Tak, zgadzam się z Toba, ludzie są rózni. Dla mnie, gdy trzeba pomóc mojemu
                bliskiemu - nie licza się koszty.
                • alergenzb Re: do agawamala 22.02.07, 13:16
                  masz napewno rację.
                  Ale może ta pani akurat nie mogła sobie pozwolić na prywatne placenie.
                  Nie każdego stać odręki płacic i to także trzeba zrozumieć.
                  Tak mi się wydaje.
            • agawamala Re: do agawamala 22.02.07, 13:08
              Powtarzam - jesli lekarz się spóźnia, olewa, nie chce przyjąc ZAPISANYCH I
              PRZEWIDZIANYCH KONTRAKTEM PACJENTÓW to jest jego wina.
              Natomiast jesli rodzice usiłują zmusić lekarza do przyjęcia dodatkowego
              dziecka, wymusic pracę po godzinach, to ma on świete prawo odmówić. Ma do
              wyboru , albo odesłać do placówki dyżurnej, albo zaproponować leczenie
              prywatne. I nie jest to ani niehumanitarne ani naganne.
              Autorka watku jak widać woli bić pianę niz zapłacic kilkadziesiat złotych za
              szybka pomoc.
              Dla niej licza sie jej ambicyjki a nie zdrowie dziecka. I dalej utrzymuje, ktos
              tak rozumujący jest wyrodnym rodzicem.
              • alergenzb Re: do agawamala 22.02.07, 13:19
                zgadzam się z twoimi załozeniami, ale nie ztym że jest wyrodnym rodzicem.

                agawamala napisała:

                > Autorka watku jak widać woli bić pianę niz zapłacic kilkadziesiat złotych za
                > szybka pomoc.

                A może nie miała tych pieniędzy i obawiała się o zdrowie dziecka.
                • agawamala Re: do agawamala 22.02.07, 13:38
                  Czy to jednak oznacza, że mozna ZMUSIĆ lekarza do przyjmowania poza limitem,
                  poza czasem pracy kolejnych chorych?
                  Można prosić, jednak sądząc z wypowiedzi autorki watku, przejawiała ona typowo
                  roszczeniowa postawę tzw. misia ( mi sie nalezy).
                  I umówmy się, porada w prywatnym gabinecie to nie kupno nowego telewizora.
                  Najczęściej jest to równowartośc 12-15 paczek paierosów.
                  Osobiście nie raz widziałam panie zaciagające się petem i chłeptające kawe, a
                  narzekające na brak pieniędzy.
              • alergenzb Re: do agawamala 22.02.07, 13:34
                Mialam sytuację, kiedy w nocy pojechalam na izbę przyjęć do szpitala z
                dzieckiem. Było to w nocy ok. 24:00
                Stan dziecka był naprawdę bardzo zly ( jak póżniej określono z zagrożeniem
                zycia)
                Wyobraż sobie, że nie mialam przy sobie gotowki, tylko dokumenty i karty
                kredytowe. Nie mialam skierowania do szpitala.
                pani doktor na dyżurze powiedziała że nie przyjmie dziecka i nie zbada, chyba
                że odrecznie zapłacę gotowką, ktorej nie mialam. Poprosiłam grzecznie, niech mi
                wystawią fakturę i zaraz rano zapłacę, gdzie w nocy z chorym dzieckiem mialam
                szukać bankomatu.
                pani doktor, że w takim razie mam zabrać dziecko i jechać do bankomatu, nie
                przyjeła, nie zbadała, nie chciala wystwić faktury, ponieważ nie zapłaciłam.
                byłam sama, małżonek na wyjeździe. To był państwowy szpital Instytut.
                zabralam dziecko, pojechalam do innego szpitala, tam nikt mnie o nic nie pytał,
                o żadne pieniądze. dziecko przyjęto na oddział, stan dziecka był bardzo ciężki.
                Po rozmowie z dyrektorem, nie mógł w to uwierzyć, ale uwierzył jak przeczytał
                odmowę przyjęcia. Pielęgniarki na izbie przyjęć slyszały i były przy tej
                rozmowie. jak widzisz są różni lekarze, którzy sami wymyslają swoje prywatne
                przepisy, nie patrząc na dobro dziecka. I kto tu był okrutny, tylko dlatego że
                nie mialam przy sobie pieniędzy.
                Jak widzisz sytuacje mogą być rózne, ale nie pieniądz w takiej sytuacji musi
                stać ponad życiem lub zdrowiem dziecka.
                • slav_ Re: do agawamala 22.02.07, 13:46
                  Czytając o twoich perypetiach zastanawiam sie co jest "nie tak". Bo oczywiście
                  mozna różnie trafić ale zastanawia mnie nagromadzenie negatywnych doświadczeń w
                  Twoim przypadku. Może Ty coś robisz "nie tak" ? Bo wierz mi czasem są pacjenci
                  (częściej rodziny) gdzie wystepuje efekt bardzo negatywnych emocji "od
                  pierwszego wejrzenia" - którą to reakcję nawet czasem trudno wytłumaczyć (łatwo
                  gdy ktoś wchodzi z awanturą). To oczywiście nieprofesjonalne (ale można mimo to
                  wykonać swoje obowiązki właściwie i TO jest profesjonalne) ale tak bywa.
                  • alergenzb Re: do agawamala 22.02.07, 13:56
                    slav_ napisał:

                    > Czytając o twoich perypetiach zastanawiam sie co jest "nie tak". Bo oczywiście
                    > mozna różnie trafić ale zastanawia mnie nagromadzenie negatywnych doświadczeń
                    w
                    > Twoim przypadku. Może Ty coś robisz "nie tak" ? Bo wierz mi czasem są pacjenci
                    > (częściej rodziny) gdzie wystepuje efekt bardzo negatywnych emocji "od
                    > pierwszego wejrzenia" - którą to reakcję nawet czasem trudno wytłumaczyć
                    (łatwo
                    > gdy ktoś wchodzi z awanturą). To oczywiście nieprofesjonalne (ale można mimo
                    to
                    > wykonać swoje obowiązki właściwie i TO jest profesjonalne) ale tak bywa.

                    Może i tak. Wszelkie zdarzenia dzieją się w jednej instytucji, która tak
                    funkcjonuje a nie inaczej. I nikt tego nie zmieni. Takie zdanie o tej
                    instytucji ma wiekszośc rodzicow, którzy nie korzystają z prywatnych gabinetów.
                    Myslę ze to folwark.
                    Może rzeczywiście powinnam zacząć chodzić do ich gabinetów prywatnych i
                    problemy by się skończyly. Tam wszyscy wiedzą co się dzieje, ale i wszyscy
                    milcza.
                    My nie mamy innej mozliwości, ponieważ lekarze tam kierują dziecko, twierdząc
                    że jest złozone.
                    Może powinnam zmienić swoje przekonania i zacząć płacić. I daję glowę że
                    problemy się skończą.
                    Tyle ze dziecko korzysta z kilku specjalistów i płacić wszystkim???
                    Są tam także lekarze naprawdę fachowcy, ale giną w tłumie lub wyjeżdżają do
                    innych placowek, lub są stłumieni przez "klan'
                    Moim problemem napewno jest to, że nie chce płacic.
                    I zawsze slyszę a co nie stać Pani i chyba to dziala na mnie jak płachta na
                    byka.
                    Ze względu że dziecko
                  • alergenzb Re: do agawamala 22.02.07, 14:08
                    slav_ napisał:

                    > Czytając o twoich perypetiach zastanawiam sie co jest "nie tak". Bo oczywiście
                    > mozna różnie trafić ale zastanawia mnie nagromadzenie negatywnych doświadczeń
                    w
                    > Twoim przypadku. Może Ty coś robisz "nie tak" ? Bo wierz mi czasem są pacjenci
                    > (częściej rodziny) gdzie wystepuje efekt bardzo negatywnych emocji "od
                    > pierwszego wejrzenia" - którą to reakcję nawet czasem trudno wytłumaczyć
                    (łatwo
                    > gdy ktoś wchodzi z awanturą). To oczywiście nieprofesjonalne (ale można mimo
                    to
                    > wykonać swoje obowiązki właściwie i TO jest profesjonalne) ale tak bywa.

                    Ja nigdy się nie awanturowalam, ale nie mogę patrzeć jak z rodzica robi się
                    troglodytę, lamie się wszystkie prawa małego pacjenta, a tylko przez to aby
                    podporzadkować sobie rodzicow i zmuszać do płacenia, odbierając prawo wyboru.
                    Nie stoję biernie z boku, ale grzecznie informuję, że tak nie mozna postepowac.
                    I to także mój problem. Jestem mila i grzeczna do czasu, kiedy są przekraczane
                    już wszelkie granice. oparte na placeniu łącznie w państwowej służbie zdrowia
                    to już nie staję się grzeczna, ja nie mogę stać i sie przyglądać biernie z boku.

                    Może mam zbytmiękie serce co do dzieci i zlego, niegodnego postepowania wobec
                    nich. Wtedy nie potrafię milczeć i nie ważne czy to będzie moje dziecko czy
                    obce.
                  • alergenzb Re: do slav 22.02.07, 14:36
                    To nie są przypadki z ostatniego okresu, a z ostanich 6 lat.
                    Rzeczywiście bylo ich może 6-7 bardzo przykrych dla zdrowia i życia naszego
                    dziecka. Stąd bardzo żadko korzystamy z tej instytucji.
                    Ale trudno o nich zapomnieć. A jeszcze trudnie sobie przypominać.
                    Pediatra i psycholog kliniczny prowadzą dziecko od kiedy ukończylo roczek i dla
                    mnie zawsze będą autorytetem, jakich juz mało pozostalo.

                    rozmawialiśmy łącznie z psychologiem klinicznym dziecka, czy to my mamy
                    problem, czy powinniśmy inaczej spojrzeć na to wszystko, wiesz co uslyszeliśmy,
                    że to nie jest nasz problem, ale trafiamy poprostu na takich a nie innych ludzi.
                    Wszyskie fakty, poparte dokumentacja dziecka zna psycholog.
                    Może powinnam zrobić relacje co do lekarzy i wybierać fachowcow a nie
                    ekonomistow.
                    Ale wiesz czlowiek wiecznie się uczy i staje sie przez to madrzejszy.

                • agawamala Re: do agawamala 22.02.07, 13:52
                  Czytam i nie bardzo rozumiem. Za co i komu miałas płacić?
                  Od wielu, wielu lat ocieram sie o słuzbę zdrowia i jakoś nie słyszałam, żeby
                  ktos na dyżurze ( rozumiem, ze była to Izba Przyjęć) odmówił zbadania chorego w
                  stanie zagrożenia zycia. Izba Przyjęć wogóle nie pobiera pieniędzy. A w
                  stosunku do chorych nieubezpieczonych sa specjalne procedury.
                  Natomiast przychodnie rządzą sie innymi prawami. Tu raczej nie pojawiają sie
                  ludzie w stanie zagrożenia zycia. Przecietnie inteligentny człowiek w tej
                  sytuacji szuka pomocy w szpitalu.
                  I trudno zmuszać lekarza, aby pozostawał po godzinach. Odesłanie osoby w
                  infekcją do gabinetu czy innego osrodka nie ma nic wspólnego z okrucieństwem.
                  • alergenzb Re: do agawamala 22.02.07, 14:01
                    Mieliśmy zapłacic pani doktor na izbie przyjęc w szpitalu i jesteśmy
                    ubezpieczeni, łącznie regularnie płacimy składki.
                    lepiej już nie ciągnąć tematy przez 5 lat napatrzylam się na różne dziwne
                    sytuacje. Po co się stresowac
              • nocny_piter Re: do agawamala 22.02.07, 14:01
                Jeszcze się kłócicie? I tak nikt tu nikogo nie przekona do swoich racji.
                Za komuny jak się przyszło do restauracji, to najpierw trzeba było godzinę
                czekać aż przyjdzie podpity kelner, potem dostawało się z wielką łaską
                przypalony kotlet i zimne kartofle na niedomytym talerzu. Tak było w państwowych
                restauracjach. Teraz wszystko jest prywatne i nie ma spóźnialskich, pijanych
                kelnerów, nie ma przypalonych kotletów ani zimnych kartofli. No i oczywiście
                restauracje pracują zwykle "do ostatniego klienta", a nie jak dawniej, do 22-ej
                a potem "won, bo zamykamy". Nie rozumiem tego fatalnego przywiązania pacjentów
                do "publicznych" poradni, które pracują w takim samym systemie jak restauracje
                za komuny. Jedynym wytłumaczeniem jest wrodzone skąpstwo, żal tych
                kilkudziesięciu złotych za wizytę... no, cóż.. taki folklor. Ale na szczęście
                coraz większa rzesza tych bystrzejszych widzi doskonale, że warto odżałować parę
                groszy i mieć usługę na wysokim poziomie, bez stresów, bez czekania godzinami w
                kolejce.
                • majaga76 Re: do agawamala 22.02.07, 15:34
                  Nie rozumiem tego fatalnego przywiązania pacjentów
                  > do "publicznych" poradni, które pracują w takim samym systemie jak restauracje
                  > za komuny.

                  Ja też tego nie rozumiem i od lat zastanawiam się, po co karzą nam płacić
                  ubezpieczenie. Do dentysty chodzę prywatnie, do ginekologa też, wydawało mi się,
                  ze to ubezpieczenie powinno starczyć choć na lekarza pierwszego kontaktu.
                  Niestety pomyliłam się. Choć... powiedz, dlaczego w innej przychodni nie było
                  takich problemów? Dlaczego tam nie ma numerków i przyjmują wszystkich
                  potrzebujących? Moze to kwestia organizacji? Jak się chce - to można. A jak się
                  nie chce - to wszystko się zwala na państwo i jego politykę, na pensje.
                  • lohengrin4 Re: do agawamala 22.02.07, 18:35
                    > Choć... powiedz, dlaczego w innej przychodni nie było
                    > takich problemów? Dlaczego tam nie ma numerków

                    Bo szef tej przychodni postanowił znęcać się nad lekarzami. Do czasu.
                    Już dziś znalezienie lekarza POZ choć trochę sensownego graniczy z cudem.
                    Ci z przychodni w których trzeba przyjąc każdego wkrótce zrozumieją, że to
                    nieludzkie, zwłaszcza za tą kasę. I nie przyjmą NIKOGO, buhahahahaha!
                    • alergenzb Re: do agawamala 22.02.07, 19:19

                      lohengrin4 napisał:

                      > I nie przyjmą NIKOGO, buhahahahaha!

                      Dlaczego to tak bardzo cię cieszy.
                      Jeżeli tak myśleli by wszyscy lekarze, to przykry byłby obraz nie pacjentów a
                      lekarzy. Pomyśl ile mozna zyskać mając poparcie pacjentow a nie walkę z nimi.
                      Przecież dzieki pacjentom masz zapewnioną pracę. A skoro jesteś tak dobry to
                      pracuj w prywatnej klinice, dużo zarabiaj i nie narzekaj. Czy buntowanie innych
                      to cel nadrzędny do osiągnięcia celu.
                      Jak nie było by pacjentów, to po co byli by lekarze. Jedni od drugich są
                      zalezni.
                      Czy nie lepiej pozyskać sobie pacjentów, zamiast traktować ich jak zlo
                      konieczne.
                      Nie wygracie nawet strajkując w tym kraju, jak nie pozyskacie poparcia
                      pacjentów, a pacjenci to opinia publiczna.
                      Pacjent przejdzie do kliniki prywatnej, która także swiadczy leczenie w ramach
                      NFOZ, a wam pozostana nadal niskie pensje, zero poparcia i najbiedniejsi
                      pacjenci, którzy nie mają z czego sie utrzymać. No możecie liczyć na starsze
                      emerytki lub rencistki, one zawsze mają odlożone pieniążki.
                      • lohengrin4 Re: do agawamala 22.02.07, 19:36
                        > Dlaczego to tak bardzo cię cieszy.

                        Bo pokara tych co na pokaranie zasługują od lat. Po prostu.

                        > Przecież dzieki pacjentom masz zapewnioną pracę.

                        O istnienie pacjentów się nie bój.

                        > Jak nie było by pacjentów, to po co byli by lekarze.

                        Jak wyżej- to nawet nie jest temat na filozoficzną dyskusję. Póki co wiadomo że
                        pacjenci będą.


                        > Pacjent przejdzie do kliniki prywatnej

                        Ależ ja jestem za tym.
                        Ale nie każdy pacjent, nie wszędzie itp.
                        Ja nie jestem wrogiem pacjentów ani nie chcę wzmacniać antagonizmów.
                        Póki co pacjenci wzmacniają ten antagonizm, czasami wchodzę w ten konflikt,
                        częściej nie. Ale sytuacja się zaostrza i to nie z winy lekarzy.



                        • alergenzb Re: do lohengrin4 22.02.07, 20:29
                          lohengrin4 napisał:


                          >Ale sytuacja się zaostrza i to nie z winy lekarzy.

                          To może zamienić kliniki dla rzadu klinika państwowa z największym długiem, a
                          rzadowa dla najbardziej chorych dzieci. Przecież to mlode pokolenie trzeba
                          leczyć aby pracowalo na przyszle emerytury, renty i leczenie obywateli.
                          Rządowcy jak pochorują w warunkach takich jak pacjenci,
                          to moze sami zrozumieją:-)))) o co wszystkim chodzi.
                          Przecież pacjentom o opiekę medyczną, lekarzom o pensje, rządowi o spokój czyli
                          zero spójności.


                          > O istnienie pacjentów się nie bój.

                          Pacjenci także wyjeżdżaja, oczywiście ci dochodowi.

                          lohengrin4 tu nic się nie zmieni, ja już nie wierzę.

                          Co poza podwyżką dla plac, prubujesz zmienić w systemie leczenia?????


                      • agawamala Re: do agawamala 23.02.07, 08:15
                        Z Twoich postów wynika, że jesteś "oblatana" w kardiologii. Tak wiec zapewne
                        wiesz co to jest kardiologia inwazyjna, na jakim sprzęcie robi sie
                        koronarografie i koronaroplastyki. I ile kosztuje ten sprzet. Zapewniam Cie, że
                        nawet najbogatszy Polak nie byłby wstanie finanosowo nabyć go. A jesli do tego
                        doliczysz koszt stentów, cewnikow, leków itd, to może 0,5% potrzebujących
                        Polaków mogłoby sobie pozwolić na tego typu leczenie i diagnostykę prywatnie.
                        Wobec tego nawet najlepszy kardiolog inwazyjny nie znajdzie pracy poza sektorem
                        państwowym. A poniewaz płaci mu się tyle ile płaci, to jest jeszcze jedno
                        wyjście - praca na innnym obszarze UE. Bardzo wielu juz wpadło na ten pomysł. Z
                        powodzeniem leczą Niemców, Brytyjczykow, Duńczykow, Szwedów.
                        A Polacy - cóz - ksiądz też musi zarobić.
                • lohengrin4 Re: do agawamala 22.02.07, 18:32
                  dawno nie byłeś w restauracji Nocny Piter.
                  Wiem że jako członek sektoru prywatnego postrzegasz świat przez pryzmat
                  liberalizmu i profesjonalności, ale to pozostaje pobożnym życzeniem.
                  Mieszkam w całkiem sporym mieście (Kraków). Ciężko pracując miewam szanse bywać
                  w restaruacjach, czasami dość przyzwoitych. Mam auto, korzystam z renomowanych
                  serwisów. Bywam w referencyjnych sklepach.
                  Powolność, błędy, olewactwo, tumiwisizm. Oczywiście nie zawsze. Ale tak samo
                  często jak w gabinetach lekarskich. A przecież w sklepie, w restauracji, w
                  warsztacie obsługa klienta to bezpośrednie przełożenie na kasę.
                  A w tzw. dobrych tego typu placówkach w centrum całkiem sporego miasta
                  pretendującego do poziomu europejskiego, wiele razy (nie zawsze) mają cię po
                  prostu w d upie. Mimo iż przychodzisz z żywą gotówką.
                  Zejdź na ziemię Piter.
                  • alergenzb Re: do agawamala 22.02.07, 18:40
                    lohengrin4 napisał:

                    > dawno nie byłeś w restauracji Nocny Piter.
                    > Wiem że jako członek sektoru prywatnego postrzegasz świat przez pryzmat
                    > liberalizmu i profesjonalności, ale to pozostaje pobożnym życzeniem.
                    > Mieszkam w całkiem sporym mieście (Kraków). Ciężko pracując miewam szanse
                    bywać
                    >
                    > w restaruacjach, czasami dość przyzwoitych. Mam auto, korzystam z
                    renomowanych
                    > serwisów. Bywam w referencyjnych sklepach.
                    > Powolność, błędy, olewactwo, tumiwisizm. Oczywiście nie zawsze. Ale tak samo
                    > często jak w gabinetach lekarskich. A przecież w sklepie, w restauracji, w
                    > warsztacie obsługa klienta to bezpośrednie przełożenie na kasę.
                    > A w tzw. dobrych tego typu placówkach w centrum całkiem sporego miasta
                    > pretendującego do poziomu europejskiego, wiele razy (nie zawsze) mają cię po
                    > prostu w d upie. Mimo iż przychodzisz z żywą gotówką.
                    > Zejdź na ziemię


                    A może za małą mialeś gotowkę, albo liczyłeś grosiki czy starczy i dlatego cię
                    tak potraktowali:-))))
                    Drugim razem licz w domu, ile bierzesz, a zobaczysz jak cię potraktuja:-))))
                    A może kupywałeś najtańsze produkty i tak najtaniej cię potraktowano;-((
                    Wszystko w ramach kosztów;-))
                    • lohengrin4 Re: do agawamala 22.02.07, 19:30
                      > A może za małą mialeś gotowkę

                      A jeśli tumiwisizm jest jeszcze przed jakąkolwiek rozmową o gotówce?

                      > albo liczyłeś grosiki czy starczy i dlatego cię
                      > tak potraktowali:-))))

                      Generalnie jak na galicyjskiego centusia to zachowuję się nietypowo. Tzn.
                      oczywiście daję napiwki w restaturacji itp. A po drugie, to nie ma znaczenia,
                      bo jeśli na podejście kelnera z kartą czeka się 5 minut, to sorry - przecież on
                      nie wie na początku czy zamówię szklankę wody czy butelkę La Tache. A strój
                      standardowy (marynarka, krawat), też nie upoważnia kelnera do wniosków a prori.
                      Tak, powiesz mi że to widać że marynarka nie jest za 8 tys, a i krawat nie za
                      500 zł, więc widać od razu. Tak, tą drogą można dojść do negacji wszystkiego.
                      Ale też tą drogą można dojść do wniosku, że ja tak samo mogę ocenić pacjentów i
                      stwierdzić że nie są nawet godni rozmowy ze mną. To ostatnie to oczywiście taki
                      sobie żart, nie robię tak. Pokazuje to tylko specyfikę Twojego myślenia.
                      Czepiasz się lekarzy, a sama dzielisz świat na tych co liczą grosiki lub nie.
                      Wyczuwam tu oczywiście przenośnię i żartobliwy ton, ale jednak...


                      > Drugim razem licz w domu, ile bierzesz, a zobaczysz jak cię potraktuja:-))))

                      nie - zależy na kogo trafisz. Można być w pizzerii obsłużonym w stylu topowych
                      restauracji, a można i w tych topowych być potraktowanym jak w barze w PRL.
                      Byłem traktowany i tak i tak przy podobnej klasie zamówień.

                      > Wszystko w ramach kosztów;-))

                      tak ale zależność nie jest prosta. Czasami jest niepojęta. A w końcu to biznes.
                      • alergenzb Re: do lohengrin4 22.02.07, 20:43
                        lohengrin4 napisał:

                        > > A może za małą mialeś gotowkę
                        >
                        > A jeśli tumiwisizm jest jeszcze przed jakąkolwiek rozmową o gotówce?
                        >
                        > > albo liczyłeś grosiki czy starczy i dlatego cię
                        > > tak potraktowali:-))))
                        >
                        > Generalnie jak na galicyjskiego centusia to zachowuję się nietypowo. Tzn.
                        > oczywiście daję napiwki w restaturacji itp. A po drugie, to nie ma znaczenia,
                        > bo jeśli na podejście kelnera z kartą czeka się 5 minut, to sorry - przecież
                        on
                        >
                        > nie wie na początku czy zamówię szklankę wody czy butelkę La Tache. A strój
                        > standardowy (marynarka, krawat), też nie upoważnia kelnera do wniosków a
                        prori.

                        Czekanie 5 minut, cos ty nie nauczyłeś się czekać, zostań pacjentem, a będziesz
                        bardziej cierpliwy:-)))
                        Przecież kelner to pan swojego rewiru, widocznie podpadles:-((

                        Przecież zartowalam:-), czy uderzyłam gdzieś w czułe miejsce, ze się tak
                        stresujesz

                        > Tak, powiesz mi że to widać że marynarka nie jest za 8 tys, a i krawat nie za
                        > 500 zł, więc widać od razu. Tak, tą drogą można dojść do negacji wszystkiego.
                        > Ale też tą drogą można dojść do wniosku, że ja tak samo mogę ocenić pacjentów
                        i
                        >
                        > stwierdzić że nie są nawet godni rozmowy ze mną.

                        Widzisz sam skad się biorą problemy.
                        Już rozumiem dlaczego moje dziecko za każdym razem z godnością i poszanowaniem
                        kierują do swojego gabinetu prywatnego, bez mojego wolnego wyboru:-))
                        od jutra zakładam buty z otartymi czubkami,
                        a jak zrobi się cieplo to adidasy:-)))

                        > Czepiasz się lekarzy, a sama dzielisz świat na tych co liczą grosiki lub nie.
                        > Wyczuwam tu oczywiście przenośnię i żartobliwy ton, ale jednak...

                        Pewnie ze tak , jak na dochody nieoficjalne to za dużo sobie liczą i dlatego to
                        mnie oburza, ale to także oczywiście żart:-))) a jednak odebrałeś stresująco.
                        Czyż bym gdzie ucelowała w slaby punkt???
                        Nie stresuj się to przecież żarty:-)))

                        • lohengrin4 Re: do lohengrin4 22.02.07, 23:23
                          > Przecież zartowalam:-), czy uderzyłam gdzieś w czułe miejsce, ze się tak
                          > stresujesz

                          W jakimś sensie na pewno. Nigdy nie miałem 100 tys na "krótkie wczasy", tak jak
                          Ty.

                          > Czekanie 5 minut, cos ty nie nauczyłeś się czekać, zostań pacjentem

                          tam gdzie pracuję pierwszy kontakt recepcji (odpowiednika kelnera) z pacjentem
                          następuje do minuty.

                          > Nie stresuj się to przecież żarty:-)))


                          To też napisałem ale oboje wiemy że pod żartami kryje się element prawdy
                          czasami aż nadto bolesnej.


                  • paczula8 Re: do agawamala 22.02.07, 20:15
                    lohengrin4 napisał:


                    > Powolność, błędy, olewactwo, tumiwisizm.

                    bo to Kraków, to dlatego ... ;)
                    • lohengrin4 Re: do agawamala 22.02.07, 23:25
                      > bo to Kraków, to dlatego ... ;)

                      Święte słowa, będąc kiedyś w Warszawie w banku przeżyłem szok kulturowy, te
                      wszystkie znane mi tylko z opowieści klimaty dotyczące nadskakiwania klientowi
                      mogłem zobaczyć na własne oczy. W Krakowie tego nie ma.
              • majaga76 Re: do agawamala 22.02.07, 15:20
                Jedyną osobą, która bije pianę jestes Ty. Albo specjalnie prowokujesz, albo
                piszesz coś, nieczytając moich wcześniejszych wypowiedzi. Przykro mi, że
                bezpodstawnie obrażasz.
                Po pierwsze - przypomnę - że napisałam, iż po tych doświadczeniach szukam
                prywatnego pediatry, który by bez fochów przyjeżdżał do domu (dodatkowo nie
                narażałabym dziecka na zarażenie jeszcze czymś w przychodni.
                Po drugie - w innej państwowej przychodni przyjęto nas bez mrugnięcia okiem,
                twierdząc, że w naszej przychodni postąpiono niewłaściwie. Dodam, ze w tej
                państwowej przychodni nie ma numerków, przyjmują wszystkie potrzebujące dzieci.
                Po trzecie odpowiedz mi na pytanie - po co płacę ubezpieczenie co miesiac? Czy
                ja chce coś od kogoś za darmo? Nie! Płacę i wymagam. A od lekarza, który źle
                postawił diagnozę, przepisał leki, które nie działają, oczekuję, ze naprawi swój
                błąd, choćby miał to zrobić bez numerka.
                Po czwarte - nie odesłano nas do innej placówki i nie zaproponowano przyjęcia za
                pieniądze - zostawiono nas z kłopotem
                "-Proszę przyjść w czwartek" - powiedziała pani w recepcji. Gdy zapytałam, co do
                tego czasu mam zrobić z dzieckiem, któremu podskoczyła gorączka, mimo
                zaordynowanych leków, pani powiedziała "nie wiem".

                Uważam, ze takiego postępowania nie powinno się pominąć milczeniem. Piszac, że
                jestem wyrodną matką po prostu bluźnisz. Zmieniłam przychodnię, na taką, w
                której zawsze znajdę pomoc, na taką, którą wiele osób mi polecało. Niestety -
                mój jedyny bład jest taki, ze nie zrobiłam tego wcześniej, a dopiero po tym, jak
                odmówiono nam pomocy.
                • agawamala Re: do agawamala 22.02.07, 15:33
                  Zmieniłaś przychodnię na taka, która Ci odpowiada - dobrze. Nie sa to czasy, w
                  których człowiek byłby w jakikolwiek sposób przywiązany do konkretnego rejonu.
                  W pierwszym poscie nie ma ani słowa o prywatnym pediatrze, są natomiast
                  napastliwe uwagi i nieprawdziwe informacje ( m.in, ze lekarz ma obowiązek do
                  wizyty domowej u dziecka poniżej pierwszego roku zycia).
                  Odprowadzając składke ubezpieczeniową nie płacisz za za to, aby miec lekarza na
                  każde zawołanie. Marzy mi sie koszyk ubezpieczeniowy, w którym byłoby jasno
                  sprecyzowane co za ile i kiedy. A wtedy może pani ze stanem podgorączkowym (
                  nie mam na mysli tego postu) zastanowiłaby się czy ruszyc 4 litery i iść do
                  lekarza czy wzywac pogotowie i bulnąc 2 stówy.
                  Lekarz jest lekarzem a nie wrózem. Leki mogą nie działać i nie wynika to z
                  braku wiedzy. Też tak czasem bywa.
                  I w dalszym ciagu uważam - sa sytuacje, w których nie liczą się pienądze a
                  szybka pomoc. I jesli ktos żałuje równowartości kilku paczek papierosów na
                  pomoc dla dziecka jest wyrodnym rodzicem. Nie prowokuję - tak uważam i mam do
                  tego prawo.
                  A kto najbardziej pyskuje na ochronę zdrowia? Kto krzyczy najgłośniej "płace i
                  wymagam" - albo tacy za których składki płaci opieka społeczna, albo ci,
                  których składki nie wystarczaja na refundację najtańszych leków.
                  • majaga76 Re: do agawamala 22.02.07, 15:59
                    W pierwszym poscie nie ma ani słowa o prywatnym pediatrze, są natomiast
                    > napastliwe uwagi i nieprawdziwe informacje ( m.in, ze lekarz ma obowiązek do
                    > wizyty domowej u dziecka poniżej pierwszego roku zycia).
                    W pierwszym nie, w drugim tak.
                    Co do wizyt domowych - tak mnie poinformowano, więc o tym piszę (poza tym chyba
                    istnieje coś takiego, jak wizyty domowe i to nie tylko do dzieci... przynajmniej
                    kiedyś istniało).

                    I jesli ktos żałuje równowartości kilku paczek papierosów na
                    > pomoc dla dziecka jest wyrodnym rodzicem.
                    Złe porównanie - nie palę.
                    I nie żałuję. Ale szczerze mówiąc nie chce mi się już o tym pisać. Liczyłam na
                    konstruktywną pomoc, a zostałam obrzucona błotem.
                    Alwe cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia....
                    • lohengrin4 Re: do agawamala 22.02.07, 19:38
                      > Liczyłam na konstruktywną pomoc,

                      Być może ale styl twoich wypowiedzi nie dał szansy by to rozpoznać.
        • lohengrin4 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 18:23
          > Acha, czyli najlepiej się poddać, traktować ich jak święte krowy i ładować
          > kasę do portfeli w prywatnych przychodniach

          Niestety, konstruktywna dyskusja z tobą to zdaje się utopia.

          > Co do godzin pracy lekarki - jej dyżur
          > trwa 4 godziny, przychodzi godzine pozniej

          oczywiście to patologia. Natomiast nie wiesz czy przychodzi na te faktycznie
          parę minut po 0, 5, 10, 40 czy 80 godzinach wcześniejszej nieprzerwanej pracy i
          dyżurów.

          >Moim zdaniem tak byc nie powinno

          Naszym lekarzy zdaniem też.

          >A podobno lekarze maja nie szkodzic....

          No właśnie ci nie zaszkodziła nie przyjmując bez bezwględnych wskazań niż
          przyjmując np. w stanie skrajnego zmęczenia. Po prostu nie rozumiesz pewnych
          spraw ale strasznie łatwo ci przychodzą komentarze.
        • pyorunochron Masz Majaga racje! 25.02.07, 22:47
          majaga76 napisała:

          > Acha, czyli najlepiej się poddać, traktować ich jak święte krowy i ładować kasę
          > do portfeli w prywatnych przychodniach. Co do godzin pracy lekarki - jej dyżur
          > trwa 4 godziny, przychodzi godzine pozniej, pol godz wczesniej wychodzi i w d..
          > .
          > ma dzieci z ubezpieczenia. Moim zdaniem tak byc nie powinno. I przykro mi, ze
          > dla wszystkich tu to normalne. A podobno lekarze maja nie szkodzic....

          Lekarka powinna sie zwolnic jak jej sie nie chce pracowac w publicznym zoz.
          • agawamala Re: Masz Majaga racje! 26.02.07, 14:40
            Już niebawem zwolni się nie tylko ta lekarka, ale sporo innych. I wtedy
            majaga76 będzie miała do wyboru, albo zdrowo bulnąć za wizytę u prywatnego
            lekarza albo leczyć dziecko na własną rękę tak jak umie. Z tym drugim nie
            powinna mieć kłpotu, bo w Polsce 90% ludzi zna się na medycynie.
            Może wtedy dojdzie to głów "mędrców", że lekarz ma godziny pracy, moce
            przerobowe i nie jest służącym.
            • pyorunochron No wlasnie, lekarz ma godziny pracy! 01.03.07, 23:43
              agawamala napisała:

              > Może wtedy dojdzie to głów "mędrców", że lekarz ma godziny pracy, moce
              > przerobowe i nie jest służącym.

              No wlasnie! Lekarz jest pracownikiem i ma godziny pracy. Niedopuszczalne jest
              wychodzenie wczesniej z pracy (no chyba, ze ma urlop, albo jest chory)
              • lohengrin4 Re: No wlasnie, lekarz ma godziny pracy! 02.03.07, 09:36
                > No wlasnie! Lekarz jest pracownikiem

                nie zawsze.
    • agawamala Re: nie przyjęli chorego ........... - co dalej? 22.02.07, 14:02
      Przypomniała mi się pewna historyjka. W przychodni przyszpitalnej równolegle do
      mojego męża przyjmował urolog. W pewnym momencie do gabinetu męża wpadła
      pielęgniarka, że urolog zasłabł i coś złego się dzieje. Mąż przeprosił pacjenta
      ( ten nie znajdował się w stanie zagrożenia życia) i pobiegł do gabinetu
      kolegi. Podejrzewał zawał. Potem wypadki potoczyły sie błyskawicznie - wózek,
      internista, przewiezienie chorego lekarza na kardiologie itd.
      Wszyscy byli w lekkim szoku, wszyscy tylko nie pacjenci, którzy
      1. zrobili mojemu mężowi awanturę, że na 10 minut wyszedł z gabinetu
      2. zrobili potężna awanture, że urolog ich nie przyjmie tego samego dnia (
      zaproponowano im wizyty w nadchodzącym tygodniu).
      Tak więc mozna pisać opowieści także o złych, bezdusznych pacjentach.
      • alergenzb Re: nie przyjęli chorego ........... - co dalej? 22.02.07, 14:15
        Widzisz, może jak by więcej lekarzy zaczęło opisywać takie i podobne przypadki,
        to niektorzy pacjenci by zrozumieli, że jak nie ma lekarza to znaczy że nie
        tylko się spóżnia, ale może ratuje życie innemu czlowiekowi.
        A moze pielegniarka powinna wyjść i poinformować pacjentow, że jest pilny
        przypadek i muszą poczekać. Sądzę, że napewno by zrozumieli, a tak nie
        swiadomi, krzywdzą lekarza swoimi wlasnymi racjami. Pacjent nie wiedzący
        dlaczego jest zly, lekarz także, obie strony mają pretensje, może nawet często
        nie uzasadnione, poprostu z niewiedzy lub nie doinformowania.
        • agawamala Re: nie przyjęli chorego ........... - co dalej? 22.02.07, 15:17
          O braku informacji nie mogło być mowy, bo wszystko (sic) działo sie na oczach
          pacjentów. I przerażona pielęgniarka,i wylatujacy z gabinetu mąż - zdążył
          przeprosić chorego - i biegnący kardiolog, i wywozony na łózku doktor.
          Na poczatku była ciekawość, zainteresowanie, a potem - świete oburzenie.
          I na koniec pointa- Ty zarzucasz lekarzom obrone kolegów bez względu na
          okoliczności, a sama bronisz racji pacjentów. Wychodzi więc na moje - punkt
          widzenia zalezy od.....no zgadnij czego??????
          • alergenzb Re: nie przyjęli chorego ........... - co dalej? 22.02.07, 18:12
            Oj mylisz się. Ja już skończyłam z problemami. Dzisiaj znalazlam klinikę
            prywatną plus NFOZ. Nawet nie będę mówić o porownaniu podejścia do dziecka i
            rodzica. Tego się nie da porownać.
            Państwowe przychodnie czy szpitale to poprostu piekła, a zprywatyzowane niebo.
            Mogę się leczyć i dziecko w ramach NFOZ oraz dopłacać prywatnie, plus rachunek.
            Zero problemów. I o to mi chodzilo.
            Szacunek do lekarza bieże się z szacunku do pacjenta. Jak nie szanować milego
            konkretnego lekarza z podejściem do dziecka. jego postawa i zachowanie
            zasługuje na najwyższy szacunek.
            A wszystkich co uważają się za "Bogów" bym odeslała do .....
            To nie punkt siedzenia, tylko naprawdę trzeba szukać placowek przyjaznych
            dziecku rodzicowi i doroslemu pacjentowi. Nam dzisiaj się udalo, i to bez
            żadnych lask czy łapówek.
            • lohengrin4 Re: nie przyjęli chorego ........... - co dalej? 22.02.07, 19:42
              > A wszystkich co uważają się za "Bogów" bym odeslała do

              Mówisz oczywiście o sporej grupie pacjentów?
              Tak, jest ich dużo, też bym ich odesłał..., ale etyka i przepisy mi nie
              pozwalają.
              Tak, wielu pacjentów ma się za bogów.
              • alergenzb Re: nie przyjęli chorego ........... - co dalej? 22.02.07, 20:10
                lohengrin4 napisał:

                > > A wszystkich co uważają się za "Bogów" bym odeslała do
                >
                > Mówisz oczywiście o sporej grupie pacjentów?
                > Tak, jest ich dużo, też bym ich odesłał..., ale etyka i przepisy mi nie
                > pozwalają.
                > Tak, wielu pacjentów ma się za bogów.

                Bóg jest tylko jeden.
                Nie wiem jak postepują dorosli pacjenci, ale wiem jak postepują co nie którzy
                lekarze.
                Zresztą nie ważne kto jest po ktorej stronie. Dla mnie w kazdej grupie
                zawodowej znajdują się tacy co myslą że są "Bogami", ale ich kariery "bogów"
                bardzo szybko się kończa, im większa kariera tym więcej jupiterow.
                Lekarzem może być każdy kto ukończy studia, ale lekarzem fachwcem nie każdy
                moze być, chocby nie wiem gdzie ukończył studia. I właśnie takich brakuje i
                trzeba ich naprawdę szukać.
                Jak by pacjent był "Bogiem" to dopiero by było wesoło :-))))
                Pomyśl co byś wtedy robił :-)
    • aron2004 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 19:32
      musisz iść do szpitala

      rodzinny nie przyjmuje chorego dziecka i nie jeździ na wizyty domowe dlatego,
      że gdyby przyjął dziecko to by nie było go stać na terenówkę, willę i wczasy W
      Grecji.
      • alergenzb Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 19:34
        witaj aron, dawno cię nie bylo.
    • szlachcic Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 20:42
      majaga76 napisała:

      > Po tygodniu chciałam iść na kontrolę, powiedzieć, że jest gorzej, ale nas nie
      > przyjęto. Powód - brak numerków.

      Jakie bylyby koszty dla poradni przyjecia tego dziecka?
      Szanowni lekarze, prosze o odpowiedz
      prosta odpowiedz, zadnego lania wody, w zlotowkach.
      ja sie zastanawiam i mysle
      prad? nie
      aparatura sie zepsuje? nie bo zadna nie jest potrzebna
      dziecko nabrudzi butkami w korytarzu i dodatkowe sprzatanie? nie
      a juz wiem
      lekarz wypisujac recepte zmarnuje wklad w dlugopisie
      przepraszam Was szanowni lekarze ze twierdze ze polska sluzba zdrowia to jedno
      wielkie bagno
      • aron2004 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 20:53
        dokładnie masz racje szlachcic

        nie ma żadnych kosztów przyjęcia dziecka przez lekarza. ŻADNYCH! ani prąd, ani
        woda, ani aparatura, ani sprzątanie, ani wkład w długopisie, bo to firma
        przynosi

        Dlatego lekarze powinni pracować ZA DARMO!!!
        • maverick777md Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 21:30
          To tak jak praca informatyka? On tylko sobie siedzi przy komputerze, pochodzi
          po jakimś forum, program za niego wszystko naprawi,zaś Pan Informatyk trochę
          klawiszy ponaciska i jeszcze kasę za to dostanie... Wyatrczy mieć tylko taki
          program co naprawia i już moż na na ncih gwizdać. A widziałeś kiedyś
          informatyka który od razu naprawił komputer? Oni specjalnie go biorą do domu i
          przetrzymują, żeby pokazać jak to się niby napracowali :>
          • szlachcic Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 23.02.07, 21:33
            maverick777md napisał:

            > To tak jak praca informatyka? On tylko sobie siedzi przy komputerze, pochodzi
            > po jakimś forum, program za niego wszystko naprawi

            Kup ten program i bedziesz za nic bral kase. W polsce bedziesz mogl przebierac
            w ofertach pracy, w niemczech w usa i na calym swiecie z bardzo malymi wyjatkami
            Wiec nie narzekaj maverick i zmien zawod, zadnych kosztow, same korzysci.
            • maverick777md Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 24.02.07, 08:07
              Po pierwsze: "w Polsce", a nie "w polsce", Panie Szlachcic... Tyle wieków
              minęło, a maniery te same...
              Po drugie: NAPRAWDĘ nie dawałem wiary, że jednak dasz się podpuścić:))) A
              jednak:>>>
        • maverick777md Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 21:35
          "ani prąd" - dziecko ma mieć ciepło by się móc rozebrać + światło by lekarz
          widział co bada
          "ani woda" - mycie i desynfekcja rąk przed badaniem (zwłascza małego dziecka)
          to GPC
          "ani sprzątanie" - małe dzieci nie brudzą? Nie wnoszą śniegu na butach?
          "ani wkład w długopisie" - a jak firma nie przyniesie? :)
          "Dlatego lekarze powinni pracować ZA DARMO!!!" - skoro więc praca lekarza nie
          jest nic warta strajk generalny nie będzie więc dla Państwa Pacjentów
          uciążliwy. A koszty "mediów i sprzątania" (gdyż tylko je, jak rozumiem,
          bierzesz pod uwagę przy wycenie naszej pracy) w prywatnym gabinecie mogą być
          baaardzo wysokie:)))
          • aron2004 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 21:42
            lekarze właściwie nie pracują, tak że zapłata się nie należy
            • maverick777md Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 21:46
              Więc, idąc za Twym tokiem myślenia, ewentualny strajk i/lub zwalnianie się z
              pracy niewiele (lub też nic) nie zmieni w sytuacji Pacjentów? Mam nadzieję, że
              masz rację, mimo iż wtedy akcja protestacyjna potrwa zapewne dłużej...
      • maszar Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 20:56
        szlachcic napisał:
        "akie bylyby koszty dla poradni przyjecia tego dziecka? Szanowni lekarze, prosze
        o odpowiedz"

        szanowni informatycy, już odpowiadamy:
        - koszt ewentualnych zleconych badań;
        - o takim drobiazgu jak koszt czasu poświęconego na badanie nie wspomnę, bo to
        co jest oczywiste w całym cywilizowanym swiecie przekracza mozliwośc percepcyjne
        większości obecnych na tym forum;
        • aron2004 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 21:02
          nie ma czegoś takiego jak koszt ewentualnych zleconych badań, bo lekarz
          rodzinny nie daje żadnych skierowań na badania, a już szczególnie dziecku

          czas przeznaczony na badanie jest sprawą abstrakcyjną, nie ma czegoś takiego
          jak płacenie za abstrakcję
      • lohengrin4 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 23:35
        masz niezwykle ograniczone spojrzenie na świat widząc go tylko w kategoriach
        kosztów, oraz jeszcze bardziej ograniczone umiejąc tylko tak liczyć koszty.
        Wiem że Twój nick zdradza Twoje najgłębsze niespełnione aspiracje, cóż, życie
        boli.
        Niemniej jednak, jeśli chcesz się czepiać (co samo w sobie nie jest złe) to rób
        to z jakimkolwiek sensem.

        > Jakie bylyby koszty dla poradni przyjecia tego dziecka?

        koszty dodatkowej pracy lekarza.
        koszty ryzyka dla tego i innych pacjentów wynikające z przekroczenia limitu,
        ustalonego na podstawie określonych sensownych przesłanek.

        > prosta odpowiedz, zadnego lania wody, w zlotowkach

        nie chodzi o złotówki, człowieku. Chodzi o możliwość np. zgonu tego dziecka w
        następstwie błędu.

        > przepraszam Was szanowni lekarze ze twierdze ze polska sluzba zdrowia to
        > jedno wielkie bagno

        od ciebie takich przeprosin nie przyjmę. Na kolana i jeszcze parę razy.



    • szlachcic Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 20:45
      > Gdzie mogę złożyć skargę na przychodnię?

      nie ma sensu. pan dyrektor odpowie ze z powodu nadlimitowych badan ma dlugi.
      To jest przyczyna zadluzania przychodni. do lekarza nie podskoczy bo nawet jak
      to nie dyrektor-lekarz to wie ze lekarzy w polsce sie nie tyka
      panstwo w panstwie
      • slav_ Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 22.02.07, 20:56
        > nie ma sensu. pan dyrektor odpowie ze z powodu nadlimitowych badan ma dlugi.

        No właśnie

        Bo to prawda.
        • szlachcic Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 23.02.07, 21:29
          slav_ napisał:

          > > nie ma sensu. pan dyrektor odpowie ze z powodu nadlimitowych badan ma dlugi.

          > No właśnie
          > Bo to prawda.

          Ja zapytalem jakie koszty ponioslaby placowka gdyby to dziecko zostalo przyjete?
          Odpowiadam. Zadne
          • slav_ Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 23.02.07, 22:17
            Jak na człowieka który uzurpuje sobie prawo do pouczenia innych w sprawie
            finansów masz wzbudzające rozbawienie pojęcie o ekonomii.

            Twierdzenie że przyjęcie pacjenta przez lekarza w nie rodzi skutków finansowych
            świadczy o KOMPLETNYM analfabetyzmie ekonomicznym.
            • szlachcic Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 25.02.07, 18:22
              slav_ napisał:

              > Jak na człowieka który uzurpuje sobie prawo do pouczenia innych w sprawie
              > finansów masz wzbudzające rozbawienie pojęcie o ekonomii.

              no zlapalem w koncu lekarza-ekonomiste
              Dlaczego wiec lekarzu-ekonomisto CALY czas twierdzisz ze lekarz w zadluzonym po
              USZY szpitalu powinien dostac podwyzke? Powinna byc OBNIZKA szanowny lekarzu-
              ekonomisto. Drastyczna obnizka aby splacic dlugi szanowny lekarzu-ekonomisto

              Dlaczego ja twierdze ze to dziecko powinno byc przyjete? Bo matka placi skladki
              i jej PODSTAWOWA opieka sie NALEZY. Porada jest to podstawowa rzecz w sluzbie
              zdrowia - nie pociagajaca za soba ZADNYCH finansowych skutkow.
              Jezeli sie z tym nie zgadzasz dlaczego po kilku dniach od mojego pytania jakie
              koszty zwiazane bylyby z przyjeciem tego dziecka na pytanie nie odpowiedziales.
              Na takiej zasadzie dziala POZ, ja place albo za nic, albo korzystam wiecej z
              porad na zasadzie ze ktos inny nie. POZ-om sie to oplaca


              • slav_ Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 25.02.07, 23:28
                Spróbuję jeszcze raz.
                Otóż "matka płaci" i sie "jej należy" ale gwarantem jej praw NIE JEST
                PRZYCHODNIA. Gwarantem jest NFZ (i to JEMU płaci).
                Dla ułatwienia - przykład.
                Jeśli masz samochód i płacisz AC to takie "ubezp. zdrowotne".
                Masz wypadek i zgłaszasz się do warsztatu z którym ubezpieczyciel zawarł umowę.
                Ale oni ci mówią że naprawią dopiero za dwa tygodnie (bo maja dużo pracy) i
                wymienią części "alternatywne" (nie oryginalne) bo ubezpieczyciel za takie płaci.
                KOGO pozywasz do sądu ? Warsztat czy ubezpieczyciela ?
                A płacisz "za nic" - jeśli nie będziesz miał wypadku pieniądze "przepadają".
                Zrozumiałeś różnicę ? Nie ten adres. Nie pozywaj "warsztatu".

                A teraz koszta. Znów przykład - skup się.
                Przyjmijmy (dla czystości przykładu) Twoją (oczywiście nieprawdziwą) tezę że
                porada nie rodzi kosztów. Zwróć jednak uwaga że jeśli w trakcie tej
                "niekosztownej" porady lekarz wykryje objawy choroby która będzie wymagała
                dalszej diagnostyki to ma OBOWIĄZEK (zarówno etyczny jak i prawnie określony) te
                badania zlecić. I nie może się (jeśli ich niezlecenie doprowadziłoby do zwłoki w
                diagnostyce i szkody na zdrowiu pacjenta) tłumaczyć że "to była tylko taka
                darmowa porada za którą nie płacił nfz".

                A jeśli chodzi o podwyżki - szpital który nie jest w stanie zapłacić swojemu
                personelowi za pracę powinien oczywiście przestać działać.
                • paczula8 Slav, sorry, ze sie wcinam ... 26.02.07, 09:37
                  > Zwróć jednak uwaga że jeśli w trakcie tej
                  > "niekosztownej" porady lekarz wykryje objawy choroby która będzie wymagała
                  > dalszej diagnostyki to ma OBOWIĄZEK (zarówno etyczny jak i prawnie określony)
                  > te badania zlecić.

                  sugerujesz, ze lekarz odmawia badania, bo nie daj Boze moglby wykryc objawy
                  jakiejs choroby ? hmmm ... chyba przestaje Was rozumiec ...

                  i jeszcze jedno, niedawno Gamdan przekonywal mnie, ze nie nalezy porownywac
                  leczenia ludzi z leczeniem zwierzat,ok ... Ty w swoim poscie porownujesz
                  szpital do warsztatu, a pacjenta do zapsutego samochodu - no i teraz sie
                  zastanawiam, ktory z Was ma racje, bo obaj jej miec nie mozecie ...

                  i jeszcze drugie;) kiedy "przyprowadzam" niesprawny samochod do warsztatu, to
                  mechanik przynajmniej rzuca na niego okiem i mowi co nie dziala (stawia
                  diagnoze)... i nie tlumacz mi prosze, ze warsztat jest prywatny a szpital
                  panstwowy, bo to akurat ja wiem, wytlumacz Gamdanowi ...

                  pozdrawiam:)
                  • lohengrin4 Re: Slav, sorry, ze sie wcinam ... 26.02.07, 09:59
                    > sugerujesz, ze lekarz odmawia badania, bo nie daj Boze moglby wykryc objawy
                    > jakiejs choroby ? hmmm ... chyba przestaje Was rozumiec ...

                    Raczej to ostatnie. Slav wszedł w rolę advocatus diaboli, albo jeszcze inaczej -
                    w argumentacji dyskutując z absurdalnym poglądem jeśli nie możemy kogoś prostą
                    drogą przekonać do zrozumienia błędności sądu, zakładamy, że jest tak jak mówi
                    adwersarz (choć na pewno tak nie jest) i wykazujemy jasno i czytelnie że to
                    założenie prowadzi wprost do absurdu. Quod erat demonstrandum.



                    > Ty w swoim poscie porownujesz
                    > szpital do warsztatu, a pacjenta do zapsutego samochodu - no i teraz sie
                    > zastanawiam, ktory z Was ma racje, bo obaj jej miec nie mozecie ...

                    Paczula! Odmienne ujęcie tematu nie musi automatycznie oznaczać sprzeczności!
                    Zastanów się! Chodzi o odmienny cel takich porównań. Leczenia ludzi nie można
                    porównywać z leczeniem zwierząt (i systemów leczenia, czy systemów pracy
                    lekarza i weterynarza). Ale np. system ogranizacji miejsca pracy można
                    porównywać bo są czasami ciekawe analogie. Zatem czasami można a czasami nie
                    można porównać gabinetu z warsztatem, nie ma tu żadnej sprzeczności czy
                    niekonsekwencji.

                    > i jeszcze drugie;) kiedy "przyprowadzam" niesprawny samochod do warsztatu, to
                    > mechanik przynajmniej rzuca na niego okiem i mowi co nie dziala

                    A propos mechaników. To świetny przykład.
                    Kiedy zdarza nam się spóźnić na umowiony termin czy to naprawy, czy przeglądu,
                    musimy konfrontować się z niechętnymi spojrzeniami, utyskiwaniem, nierzadko
                    trzeba się postarać by uzyskać usługę, przepraszając za spóźnienie. Taką
                    obserwację mam ja, taką obserwację ma wielu znajomych.
                    I teraz popatrzcie ci którzy mają za złe lekarzom nietolerowanie spóźnień
                    pacjentów i pacjentów dodatkowych. Mówię o zakładach samochodowych, które
                    czerpią bezpośrednie zyski z pojawienia się klientów. Mowa o Krakowie, gdzie
                    tych zakładów są dziesiątki i teoretycznie działa potężna konkurencja. Mowa o
                    sytuacji przynoszenia przez klienta żywej gotówki. A jednak - pan Edziu od
                    zmiany opon się szanuje, bo moje spóźnienie powoduje dyskomfort innych
                    klientów, lepiej już nie przyjąć klienta który się spóźnił, lepiej już nawet go
                    stracić na zawsze - ważniejszy jest porządek czasowy do końca dnia i warunki do
                    pracy (nie da się zmienić opon w 10 minut w standardowych warunkach, skoro było
                    umówione to na 30 minut, to moja wina że się spóźniłem, proszę przyjść za
                    tydzień - pierwszy wolny termin).
                    Nie mówię że zmiana opon jest ważniejsza od przyjęcia dziecka z gorączką.
                    Ale- przykład pokazuje, że w miejscach gdzie jest proste przełożenie pracy na
                    kasę priotytet jest jednak inny - porządek rzeczy. Nie można przyjąć jeszcze
                    jednego klienta, bo mu się źle zmieni opony i za drugim zakrętem gość się
                    zabije.

                    Tak samo NIE MOŻNA przyjmować dodatkowych pacjentów (poza super pilnymi
                    sprawami), bo popełni się błąd, który może skutkować tak samo jak źle założona
                    opona. Na koniec dodam, że skoro lekarz jest płacony za godzinę pracy, w której
                    ma zaplanowaną określoną ilość pacjentów, to każdy dodatkowy pacjent w tej
                    godzinie poza stwarzaniem zagrożenia błędem (dla wszystkich, których czasowo
                    dotknie pojawienie się kolejnego pacjenta, czyli w praktyce- dla dobrych kilku
                    kolejnych pacjentów)- stwarza sytuację pracy lekarza za darmo, bo jest
                    ponadplanowy - w końcu lekarz nie po to umawiał się na 3 pacjentów na godzinę,
                    żeby notorycznie przyjmować więcej za te same pieniądze.
                    POwtórzę kolejny raz - są wyjątki, są nagłe sytuacje, wtedy w ogóle nie myślę o
                    kwestiach finansowych i skupiam się dodatkowo by uniknąć błędów, ale to muszą
                    BYĆ wyjątki. Gorączka do nich NIE NALEŻY!
                  • slav_ Re: Slav, sorry, ze sie wcinam ... 26.02.07, 10:12
                    Ej, paczula, paczula. Kogo jak kogo ale Ciebie nigdy bym nie podejrzewał o
                    czytanie bez refleksji i zrozumienia...
                    Przecież piszę że lekarz ma OBOWIĄZEK zlecić to badanie gdy poweźmie podejrzenie
                    i zauważy taką konieczność - co powoduje że nawet jeśli wykona "gratis" swoją
                    pracę to może ona pociągnąć w efekcie koszty (płatne z jego kieszeni - DOPŁACI
                    do swojej pracy) - których nie będzie mógł uniknąć.
                    A przykład z samochodem i warsztatem. Był użyty do ilustracji KONKRETNEGO
                    problemu (gwaranta wykonania usługi) a nie stanowił alegorii całego systemu
                    opieki zdrowotnej...
                    Tragedia.
                    Jeśli Ty nie zrozumiałaś to jak mam liczyć że "szlachcic" zrozumie?
                    Czy to na prawdę takie skomplikowane ?
                    • paczula8 Re: Slav, sorry, ze sie wcinam ... 26.02.07, 13:24
                      slav_ napisał:

                      > Ej, paczula, paczula. Kogo jak kogo ale Ciebie nigdy bym nie podejrzewał o
                      > czytanie bez refleksji i zrozumienia...

                      Alez ja to wszystko rozumiem, ale tak zwyczajnie i po ludzku szkoda mi tego
                      dziecka. Coz ono jest winne , ze mamy taki popieprzony system, ktory powoduje,
                      ze lekarz "chcialby, ale nie moze" udzelic pomocy?


                      > Przecież piszę że lekarz ma OBOWIĄZEK zlecić to badanie gdy poweźmie
                      podejrzenie
                      > i zauważy taką konieczność - co powoduje że nawet jeśli wykona "gratis" swoją
                      > pracę to może ona pociągnąć w efekcie koszty (płatne z jego kieszeni - DOPŁACI
                      > do swojej pracy) - których nie będzie mógł uniknąć.

                      a co w sytuacji, kiedy przechodzac korytarzem zobaczy dziecko i juz na pierwszy
                      rzut oka zauwazy koniecznosc badania? zamknie oczy i pojdzie dalej? ja wiem, to
                      sa trudne dylematy moralne, i wiem, ze wszystkim nie da sie pomoc, ale system
                      ktory mamy jest po prostu nieludzki(!) to zwierzeta i samochody maja juz
                      lepsza "opieke" bo tam przynajmniej nikt nikogo nie oszukuje (nikt nie musi
                      oczu zamykac).


                      Slav, ja wiem , ze pacjenci sa trudni, ja wiem , ze im sie wydaje ... ale
                      uwierz mi , to nie jest ich wina (nie calkiem), pacjenci po prostu czesto nie
                      wiedza czego moga oczekiwac od panstwowej sluzby zdrowia, a okazywanie
                      niecheci, zniecierpliwienia, wyzszosci czy robienie laski nic tu nie pomoze.

                      Wg mnie budowanie muru miedzy pacjentami a lekarzami (bardzo to widac na
                      forum), to zla droga. Wspolnie powinnismy dazyc do tego, zeby jak najszybciej
                      zostala przeprowadzona reforma systemu. Czyli postulaty placowe tak, ale
                      rownolegle powinny isc postulaty naprawy systemu ...

                      > A przykład z samochodem i warsztatem. Był użyty do ilustracji KONKRETNEGO
                      > problemu (gwaranta wykonania usługi) a nie stanowił alegorii całego systemu
                      > opieki zdrowotnej...

                      Tak wiem, uzyles, bo akurat Ci w tym momencie pasowal;) swoja droga
                      zastanawia mnie co by bylo, gdyby pan Edzio z postu Lohengrina notorycznie
                      spoznial sie do pracy? myslisz, ze dlugo popracowalby w swojej firmie? w mojej
                      na pewno nie ... :)



                      > Czy to na prawdę takie skomplikowane ?

                      Tak ;)
                      • slav_ Re: Slav, sorry, ze sie wcinam ... 26.02.07, 13:42
                        O Boże !
                        Paczula !
                        Przecież ja NIE polemizuję z zasadnością przyjęcia chorego dziecka tylko z
                        poglądami (chorymi) "szlachcica" i jemu podobnych na zasady funkcjonowania
                        systemu i rozkład odpowiedzialności za takie czy inne niedostatki.
                        Te poglądy (niestety, szeroko rozpowszechnione) są jednym z powodów dla których
                        system ten ten jest tak fatalny bo w części to one również uniemożliwiają jego
                        poprawę.
                        Czy Ty tez sądzisz że przyjecie dziecka przez lekarza nie rodzi żadnych kosztów
                        ??? Że jest to ot, tak, z powietrza ?
                        Ze lekarz ma obowiązek przyjąć dowolną, nieskończoną ilość pacjentów (nawet
                        jeśli nfz nie zapłaci za tę poradę) "bo siedzi w poradni" i "nic to nie
                        kosztuje" ???
                        • alergenzb Re: Slav, sorry, ze sie wcinam ... 26.02.07, 14:41
                          slav_ napisał
                          > Czy Ty tez sądzisz że przyjecie dziecka przez lekarza nie rodzi żadnych
                          kosztów
                          > ??? Że jest to ot, tak, z powietrza ?

                          slav, nie wierzę, że ty, bys nie udzielił pomocy???? :-) a oglądał się na system
                          • slav_ Re: Slav, sorry, ze sie wcinam ... 26.02.07, 14:58
                            > slav, nie wierzę, że ty, bys nie udzielił pomocy???? :-) a oglądał się na syste
                            > m

                            Dziad swoje a baba swoje.
                            Już mi ręce opadają...

                            Przecież ja NIE O TYM !!! piszę

                            Rozumiem, aron, niech będzie "szlachcic", ale WY ???
                            • alergenzb Re: Slav, sorry, ze sie wcinam ... 26.02.07, 15:01
                              slav to jest zapytanie, a nie odpowiedz:-)))
                              Spokojnie:-))
                            • alergenzb Re: Slav, sorry, ze sie wcinam ... 26.02.07, 15:10
                              Slav, jeżeli nadal osoby podające się na forum za lekarzy, będą "glosić" takie
                              teorie o pacjentach, to cale spoleczenstwo bedzie nazywane aronami, a malutka
                              grupa lekarzy pozostanie jako spoleczeństwo Polskie. Czyż nie o to chodzi???
                              Naród Polski to arony, bez względu na wyksztalcenie, a lekarze to nie naród
                              Polski tylko lekarze:-)))
                              Jezeli tak wszyscy wolicie, mogę być aronem czy szlacicem, a wy pozostańcie
                              lekarzami.
                              Nie będzie już naród Polski tylko Aroński:-))) ponieważ, Polski już niedlugo
                              wyginie:-)))
                              • alergenzb Re: Slav, sorry, ze sie wcinam ... 26.02.07, 15:15
                                I mam nadzieję że naród Aronski, wyksztalci sobie lekarzy Arońskich, godnych
                                pełnego szacunku narodu Aronskiego:-)))
                                Będą tak dobrze wykształceni, ze nawet im do glowy nie przyjdzie zabijać ptaki
                                czy inne zwierzeta. Strzelanie do kaczek jest także nie humanitarne, więc nikt
                                tego nie będzie robił:-)))
                                Zero przemocy w narodzie Arońskim:-)))
                            • p.atryk Zapominacie o jednym... 26.02.07, 15:12
                              Rozwazacie b.hipotetyczny przypadek (i malo prawdopodobny),ale niech wam
                              bedzie,zalozmy ze:
                              -pacjent nie wymaga dodatkowych badan
                              -przyjecie pacjenta nie spowodowalo wydluzenia czasu pracy lekarza
                              ew. "wygospodarowania" tego czasu kosztem innych pacjentow (ciekawe jak?)

                              W dalszym ciagu zostala wykonana konkretna dodatkowa PRACA lekarza ,za ktora
                              jakos nikt sie nie poczuwa by zaplacic. Dodam,ze koszt tej PRACY jest wlasnie
                              kosztem o ktory dopytuje sie nick szlachcic. Tyle tylko,ze nie uregulowanym
                              przez nikogo.
                              • alergenzb Re: Zapominacie o jednym... 26.02.07, 15:19
                                p.atryk napisał:
                                > W dalszym ciagu zostala wykonana konkretna dodatkowa PRACA lekarza ,za ktora
                                > jakos nikt sie nie poczuwa by zaplacic. Dodam,ze koszt tej PRACY jest wlasnie
                                > kosztem o ktory dopytuje sie nick szlachcic. Tyle tylko,ze nie uregulowanym
                                > przez nikogo.


                                No dobra:-)))
                                Mamusi syneczka, nalezalo zapłacic nieoficjalnie i juz bylo by po problemie;-))
                                W koncu ktoś musi zaplacić, za ciężką prace lekarza, który się poswięcił dla
                                dziecka:-))
                                Tylko pamiętaj nie nagrywaj, nie wzywaj pracy i TV skoro sama zaplacilas:-))
                                Tak się nie robi:-)))
                                • alergenzb Re: Zapominacie o jednym... 26.02.07, 15:31

                                  No dobra:-)))
                                  Mamusiu syneczka, nalezało zapłacic nieoficjalnie i juz bylo by,
                                  po problemie;-))
                                  W koncu ktoś musi zaplacić, za ciężką prace lekarza, który się poswięcił dla
                                  dziecka:-))
                                  Tylko pamiętaj nie nagrywaj, nie wzywaj prasy i TV skoro sama zaplacilas,
                                  przecież to dla dobra twojego dziecka:-))
                                  Tak się nie robi, pamietaj!!!:-)))
                                  • connie1 Re: Zapominacie o jednym... 26.02.07, 15:36
                                    Ja jednej rzeczy nie rozumiem -konsukltacja lekarska opiera sie na jego wiedzy
                                    9mniejszej czy większej),ale wiedzy! , ktora nabyl kosztem (nie tylko
                                    finansowym). Dlaczego za tą wiedze (nie tylko za strzykawki czy igly , prad
                                    czy dlugopis ) nikt nie kwapi sie zaplacić ? Nie chodzi o poswiecenie , morale
                                    i inne wielkie slowa, ktorymi czesto szafujemy wzajemnie głownie wobec jednego
                                    srodowiska.
                                    • alergenzb Re: Zapominacie o jednym... 26.02.07, 15:43
                                      connie1 napisała:

                                      > Ja jednej rzeczy nie rozumiem -konsukltacja lekarska opiera sie na jego
                                      wiedzy
                                      > 9mniejszej czy większej),ale wiedzy! , ktora nabyl kosztem (nie tylko
                                      > finansowym). Dlaczego za tą wiedze (nie tylko za strzykawki czy igly , prad
                                      > czy dlugopis ) nikt nie kwapi sie zaplacić ? Nie chodzi o poswiecenie ,
                                      morale
                                      > i inne wielkie slowa, ktorymi czesto szafujemy wzajemnie głownie wobec
                                      jednego
                                      > srodowiska.

                                      connie1 masz racje, ale tylko nie oficjalnie, ponieważ oficjalnie nie mozna w
                                      przychodni placic, jak oplaca się skladki:-))
                                      Może urna przed drzwiami, dla tych trudnych malutkich pacjentow i nie będzie
                                      mowy o łapowkach:-)))
                                      lekarz będzie miał zapłacone, dziecko skonsultowane, jak myslisz:-))
                                      A mamuśka jak nie ma to do banku po kredyt:-)))
                                      proponuję duże URNY przed wejściem do gabinetu lekarskiego, kazdy lekarz będzie
                                      wystawiał swoją urnę.
                                      Zrzutka do urny nie jest karalna:-))
                                • slav_ Re: Zapominacie o jednym... 26.02.07, 15:36
                                  A nie prościej by było:
                                  - był pacjent który potrzebował porady - lekarz miał możliwości jej udzielić i
                                  zrobił to - lekarz wystawił za tę poradę rachunek nfz - a ten zapłacił za poradę.

                                  Ja wiem że to się nie mieści w głowie. Czysty surrealizm, ale co mi tam...
                                  • alergenzb Re: Zapominacie o jednym... 26.02.07, 15:46
                                    slav_ napisał:

                                    > A nie prościej by było:
                                    > - był pacjent który potrzebował porady - lekarz miał możliwości jej udzielić i
                                    > zrobił to - lekarz wystawił za tę poradę rachunek nfz - a ten zapłacił za
                                    porad
                                    > ę.
                                    >

                                    Jestem całkowicie za pomysłem.
                                    Ale Polskie prawo tego nie dopuszcza, jak to bylo pisane wczesniej(skladki).
                                    proponuję URNĘ przed drzwiami.
                                    Nie wrzucasz do urny, nie wchodzisz do gabinetu:-))
                                    Jasne i proste zasady z wyjasnieniem na URNIE:-))))
                                    • slav_ Re: Zapominacie o jednym... 26.02.07, 15:48
                                      Jak to nie dopuszcza ?

                                      Od kiedy to polskie prawo nie pozwala na finansowanie usług zdrowotnych przez nfz?
                                      • alergenzb Re: Zapominacie o jednym... 26.02.07, 15:58
                                        Nie dopuszcza.
                                        Było już wczesniej pisane o tym:-(((
                                        • p.atryk Silisz sie na sarkazm,alergenzb... 26.02.07, 17:12

                                          >Mamusiu syneczka, nalezało zapłacic nieoficjalnie i juz bylo by,
                                          po problemie;-))

                                          Ja nie sugerowalem takich rozwiazan. Trzymaj sie (w miare) meritum.

                                          >W koncu ktoś musi zaplacić, za ciężką prace lekarza, który się poswięcił dla
                                          dziecka:-))

                                          Nie wiem jakie masz wyobrazenia o pracy lekarzy. Jest lekka ,latwa i przyjemna?
                                          Jesli nawet,to nic sie nie zmienia- za wykonywanie pracy sie placi.Za
                                          wykonywanie pracy dodatkowej (ponad limit pacjentow)-placi sie dodatkowo. A jak
                                          ma to byc rozwiazane w szczegolach-to sprawa ustawodawcow,menagerow,platnika
                                          NFZ-ale nie lekarza.
                                          A ze sie lekarz "poswiecil"-ja napisalbym raczej,ze ulegl presji.


                                          • alergenzb Re: Silisz sie na sarkazm,alergenzb... 26.02.07, 17:19
                                            p.atryk napisał:
                                            > A ze sie lekarz "poswiecil"-ja napisalbym raczej,ze ulegl presji.

                                            Autorka wątku nie pisała, że sie ktoś poswięcił i przyjął dziecko.
                                            Więc jakiej presji uległ lekarz?? :-))
                                            • p.atryk Re: Silisz sie na sarkazm,alergenzb... 26.02.07, 17:33
                                              > Autorka wątku nie pisała, że sie ktoś poswięcił i przyjął dziecko.


                                              Dokladnie, to napisalas ty: "W koncu ktoś musi zaplacić, za ciężką prace
                                              lekarza, który się poswięcił dla dziecka:-))".

                                              Temat przyjecia dziecka autorki od dawna uwazam za wyczerpany-nie przyjeto jej
                                              w przychodni A,to przyjeta ja w przychodni B. Normalna rzecz,nie warta
                                              przesadnych emocji.
                                              Pisalem wczesniej o "przypadku hipotetycznym" Zakladam,ze lekarz ma
                                              zarejestrowanych 3 pacjentow na godzine-24 dziennie (a 8 godzin). Przychodzi 25
                                              pacjent i domaga sie przyjecia (nie ma zagrozenia zdrowia i zycia). Lekarz
                                              przyjmuje tego pacjenta nie z potrzeby "poswiecania sie" ale pod presja
                                              pacjenta/jego opiekunow.
                                              • alergenzb Re: Silisz sie na sarkazm,alergenzb... 26.02.07, 17:46
                                                p.atryk napisał:
                                                > Pisalem wczesniej o "przypadku hipotetycznym" Zakladam,ze lekarz ma
                                                > zarejestrowanych 3 pacjentow na godzine-24 dziennie (a 8 godzin). Przychodzi
                                                25
                                                >
                                                > pacjent i domaga sie przyjecia (nie ma zagrozenia zdrowia i zycia).

                                                Jeżeli nie zbada pacjenta, to chyba trudno ocenić, czy jest zagrożenie zycia i
                                                zdrowia.
                                                Jeżeli zbada tak zmeczony, po przyjęciu takiej ilości pacjentów, to mogę
                                                myśleć, że nie zrobi tego prawidlowo, więc jak ocenić czy jest zagrożenie zycia
                                                i zdrowia, skoro moze się pomylić, choćby ze zmeczenia??

                                                >Lekarz
                                                > przyjmuje tego pacjenta nie z potrzeby "poswiecania sie" ale pod presja
                                                > pacjenta/jego opiekunow.

                                                Może wystarczy wytłumaczyć opiekunom czy rodzicom, ze nie ma zagrożenia zycia i
                                                zdrowia pacjenta, ale ponownie jak ocenićczy jest zagrożenie zycia i zdrowia
                                                nie przyjmując i nie badając pacjenta????:-))

                                                Jeżeli nie ulegnie presji o poswięceniu się, nie piszę, to skad wie że nie ma
                                                zagrożenia zycia i zdrowia????
                                                Po czym to poznać, może mala informacja:-)
                                                Moje dziecko, było kiedyś zbadane przez lekarza na pogotowiu, myślę że ze
                                                starannościa, stwierdzono infekcję, bawilo się lalką, a po wyjściu, dobrze nie
                                                zmknelismy drzwi stracilo przytomność i nie była to infekcja? jak się okazało w
                                                szpitalu.
                                                Jak to rozpoznajesz:-))
                                        • slav_ Re: Zapominacie o jednym... 26.02.07, 17:28
                                          Czuję się lekko zdezorientowany.
                                          Wskaz mi passus gdzie pisze że nfz nie może płacić za porady udzielane
                                          ubezpieczonym pacjentom???
                                      • alergenzb Re: Zapominacie o jednym... 26.02.07, 17:52

                                        slav_ napisał:

                                        > Jak to nie dopuszcza ?
                                        >
                                        > Od kiedy to polskie prawo nie pozwala na finansowanie usług zdrowotnych przez
                                        n
                                        > fz?




                                        Autor: slav_
                                        Data: 26.02.07, 15:36
                                        >A nie prościej by było:
                                        >- był pacjent który potrzebował porady - lekarz miał możliwości jej udzielić i
                                        >zrobił to - lekarz wystawił za tę poradę rachunek nfz - a ten zapłacił za
                                        >poradę.

                                        Jeżeli tak mozna w Polsce, to dlaczego nie
                                        Tyle, że rachunek wyślij do NFOZ w ramach rozliczenia.
                                        Pomysł calkiem niezły:-)))

                                        • slav_ Re: Zapominacie o jednym... 26.02.07, 17:58
                                          No właśnie.
                                          Ale to wymaga decyzji PŁATNIKA a nie lekarza.
                                          Może zamiast wieszać psy na lekarzu że "nie chce przyjąć" ubezpieczeni
                                          spróbowali by przekonać płatnika żeby jednak płacił za ich leczenie skoro się do
                                          finansowania leczenia zobowiązał?
                                          • alergenzb Re: Zapominacie o jednym... 26.02.07, 18:13
                                            slav_ napisał:

                                            > No właśnie.
                                            > Ale to wymaga decyzji PŁATNIKA a nie lekarza.
                                            > Może zamiast wieszać psy na lekarzu że "nie chce przyjąć" ubezpieczeni
                                            > spróbowali by przekonać płatnika żeby jednak płacił za ich leczenie skoro się
                                            d
                                            > o
                                            > finansowania leczenia zobowiązał?

                                            Bardzo słuszna uwaga.
                                            Może jak były by prywatne ubezpieczenia, skladki pacjenta wpływały by do
                                            ubezpieczyciela pacjenta, to także skończyły by się limity i większość
                                            problemow.
                                            Pacjent i ubezpieczyciel wiedzieli by za co placą, natomiast starsze panie
                                            robiące sobie z przychodni bazar lub klub seniora, także by ograniczyły swoje
                                            wizyty i znalazlo by się miejsce i czas dla naprawdę chorego pacjenta.
                                            Nie piszę tu o małych pacjentach, ponieważ to wyjatek, że ktoś nie przyjął
                                            dziecka. Nie wiem, ale mi się nie zdarzylo aby pediatra nie przyjął (oczywiście
                                            w godzinach pracy)dziecka.
                      • slav_ Re: Slav, sorry, ze sie wcinam ... 26.02.07, 13:46
                        O Boże !
                        Paczula !
                        Przecież ja NIE polemizuję z zasadnością przyjęcia chorego dziecka tylko z
                        poglądami (chorymi) "szlachcica" i jemu podobnych na zasady funkcjonowania
                        systemu i rozkład odpowiedzialności za takie czy inne niedostatki.
                        Te poglądy (niestety, szeroko rozpowszechnione) są jednym z powodów dla których
                        system ten ten jest tak fatalny bo w części to one również uniemożliwiają jego
                        poprawę.
                        Czy Ty tez sądzisz że przyjecie dziecka przez lekarza nie rodzi żadnych kosztów
                        ??? Że jest to ot, tak, z powietrza ?
                        Ze lekarz ma obowiązek przyjąć dowolną, nieskończoną ilość pacjentów (nawet
                        jeśli nfz nie zapłaci za tę poradę) "bo siedzi w poradni" i "nic to nie
                        kosztuje" ???
                        • paczula8 Re: Slav, sorry, ze sie wcinam ... 26.02.07, 15:55
                          Podwojny post? i dobrze :)

                          Slav, zeby nie bylo watpliwosci, ja rozumiem, ze lekarze nie sa strona w
                          sporze ... chyba nie bardzo zrozumiales moje intencje, nic to, mam nadzieje, ze
                          wyjasnimy to sobie przy okazji ... i sorry nie chcialam wywolac tu takiej
                          burzy ...
                      • alergenzb Re: To ci dopiero nauka:-)) 26.02.07, 14:36
                        paczula8 napisała:
                        > ze lekarz "chcialby, ale nie moze" udzelic pomocy?

                        Całkiem niezłe stwierdzenie:-(
                        Tylko pokręcić glową, ale nie wprawo i lewo.

                        > a co w sytuacji, kiedy przechodzac korytarzem zobaczy dziecko i juz na
                        pierwszy
                        >
                        > rzut oka zauwazy koniecznosc badania? zamknie oczy i pojdzie dalej?

                        Dobra lekcja, idąc ulicą przejdz na drugą stronę, abyś nie musiał pomóc
                        leżącemu dziecku na ulicy:-(((( to ciekawe.
                        Czy tak mamy postrzegać lekarza i oczywiście uczyć się od nich postepowania???
                        tj. a kto mi zapłaci na ulicy, przeciez to także koszt konsultacji:-))
                        A myślalam, że to grupa ludzi wyksztalconych, dająca przykład tym którzy
                        powinni sie uczyć dobrych relacji pacjent-lekarz.
                        Coraz częściej czytając to forum i wypowiedzi co niektórych, dochodzę do
                        wniosku, że mam błędnie zdanie i opinie o lekarzach w Polsce. Może jednostki są
                        lekarzami a pozostali to ekonomiści dużego "kalibru"

                        Nie wyobrazam sobie takiego pojęcia.
                        Moja corkę leczy pediatra i nie jestem sobie w stanie wyobrazić, aby odesłała
                        chore dziecko czy nie przyjęła.
                        Nawet jeżeli nie przyjmuje dzieci (godziny pracy) to zabezpieczyła każde
                        dziecko umową z pogotowiem. Tak więc mamy opiekę całodobową, w razie nagłego
                        zachorowania czy pogorszenia się stanu zdrowia dziecka.
                        Nigdy by nie przeszła obojetnie obok chorego dziecka.
                        Może to unikat w srodowisku lekarskim, ponieważ z tego co tu czytam, to
                        przeraża mnie myślenie co niektórych:-((

                        Paczula8 masz rację, ale to nie tylko system, kwestia biznesu????
                        Mam nadzieję, że nie wszystkich.

                        Obraz jaki przedstawiacie państwo to przykry obraz Polskich lekarzy (i nie będę
                        pisać ze to jednostki, napisze tak,.. jednostki to lekarze)


                        > Slav, ja wiem , ze pacjenci sa trudni, ja wiem , ze im sie wydaje ... ale
                        > uwierz mi , to nie jest ich wina (nie calkiem), pacjenci po prostu czesto nie
                        > wiedza czego moga oczekiwac od panstwowej sluzby zdrowia, a okazywanie
                        > niecheci, zniecierpliwienia, wyzszosci czy robienie laski nic tu nie pomoze.

                        Racja paczula8, tylko czego wogole mogą oczekiwać, chyba NICZEGO, poprostu
                        niczego.
                        Wypisz deklarację i nie pokazuj się więcej, czy TEGO maja oczekiwac.
                        To co czytam i co sie dzieje, to moze tylko POLSKI umysł zrozumieć,
                        przyzwyczajony do takich sytuacji i relacji pacjent-lekarz, twierdzac że to
                        normalne.

                        > Wg mnie budowanie muru miedzy pacjentami a lekarzami (bardzo to widac na
                        > forum), to zla droga. Wspolnie powinnismy dazyc do tego, zeby jak najszybciej
                        > zostala przeprowadzona reforma systemu. Czyli postulaty placowe tak, ale
                        > rownolegle powinny isc postulaty naprawy systemu ...

                        Zgadza się poza jednym wyjątkiem, a co ma system do zbudowanego muru. Uważam,
                        że żadna reforma tego nie zmieni, nie tutaj, nie w tym kraju, nie z tą
                        mentalnościa.

                        Nawet system tego nie naprawi, zresztą jaki nowy system, taki jest, i zawsze
                        będzie, ponieważ dla większosci jest wygodny.

                        Jak narazie to wszedzie slyszę tylko PŁACE, PLACE, PŁACE.
                        Nigdzie nie slychać, zadnych mądrych propozycji naprawy systemu, ze strony
                        personelu medycznego.

                        Dlaczego za pieniadze, "tańczą" wszyscy przed pacjentami jak klauny w cyrku, a
                        w ramach NFOZ to.........
                        Czy tylko podwyżki się liczą, a dobro pacjenta nie. Jeżeli tak to znaczy że
                        pacjenci nigdy nie poprą lekarza w swych żądaniach, a jak wiadomo to opinia
                        publiczna jest najważniejsza ( nawet "przenosi góry")

                        Z wszelkich wypowiedzi na tym forum, no ,poza kilkoma ludzmi na poziomie to
                        tylko czyta się, jak mozna ponizyć pacjenta, jak mu dokuczyć, jak udowodnić że
                        jest troglodytą, ale!!!!! wymaga się aby pacjent ten poniżony szedł murem za
                        lekarzem.

                        Nie zmienicie tego systemu, jak nie zmienią się relacje lekarzy z pacjentami.
                        Dlatego do tej pory nikt nie zmienił systemu, ponieważ relacje są od wielu lat
                        takie same, a nawet obecnie gorsze jak były.
                        "Z motyką na słońce" nie warto się wybierać, sprawa z góry przegrana:-)))

                        Na slowo służba zdrowia następuje obraza, ale zachowanie się na forum co
                        poszczegolnych osob jest gorsze od słuzby, więc należy rzeczywiście ją zmienić,
                        tylko proszę nie sugerować nazwy opieka medyczna,
                        ponieważ w Polsce jej wogóle nie ma:-(((

                        Jeżeli pacjent bez wzgledu na wyksztalcenie czy kulture osobistą, będzie tak
                        źle traktowany, i kwitowany slowem system, to nikt w tym Kraju, z personelu
                        medycznego, nigdy nie uzyska takich pensji, które będą zadawalajace.
                        Pacjenci to całe prawie społeczeństwo, a lekarze to malutka grupa społeczeństwa.

                        Tak strajk w Gorzowie to strzał w dziesiątkem, ale ????? jak się ten strzał
                        zakończył:-)))
                        Nowy pomysł z wloskim strajkiem i jak myslicie?, jak się zakończy:-))))
                        No może głodowy, ale jak on się zakończy:-(((((

                        Zero, zero zero organizacji:-)))) stąd wielki bałagan!!!!!
                • szlachcic Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 26.02.07, 18:22
                  slav_ napisał:

                  > Spróbuję jeszcze raz.
                  > Otóż "matka płaci" i sie "jej należy" ale gwarantem jej praw NIE JEST
                  > PRZYCHODNIA. Gwarantem jest NFZ (i to JEMU płaci).

                  znasz zasady finansowania POZ?
                  Prosta i uczciwa zasada.

                  > A teraz koszta. Znów przykład - skup się.
                  > Przyjmijmy (dla czystości przykładu) Twoją (oczywiście nieprawdziwą) tezę że
                  > porada nie rodzi kosztów. Zwróć jednak uwaga że jeśli w trakcie tej
                  > "niekosztownej" porady lekarz wykryje objawy choroby która będzie wymagała
                  > dalszej diagnostyki to ma OBOWIĄZEK (zarówno etyczny jak i prawnie określony)
                  >te badania zlecić

                  Widze ze masz podstawowe problemy ze zrozumieniem logicznego klucza na jakim
                  poradnie powinny sie opierac
                  skup sie, przeczytaj to 10 razy zanim odpiszesz

                  Porade podziele na 2 czesci
                  1 - porada konczaca sie wypisaniem recepty
                  2 - porada poczatkujaca dalsze leczenie (wieksze koszty)

                  Tak jak ta matka napisala wczesniej potrzebny temu dziecku byl ANTYBIOTYK
                  za ktory to ona zaplacila. Dziecko nie zostalo przyjete mimo ze potrzebna byla
                  tylko recepta. Czy rozumiesz do tego miejsca?
                  Porada 2 jest juz wiekszym problemem. wiadomo ze na calym swiacie sa limity ale
                  na powaznne operacje zabiegi itp.
                  Nie na wypisanie recepty

                  >"niekosztownej" porady lekarz wykryje objawy choroby która będzie wymagała
                  > dalszej diagnostyki to ma OBOWIĄZEK (zarówno etyczny jak i prawnie określony)
                  >te badania zlecić

                  czyli bronisz sytuacje w ktorej pacjent jest odsylany mimo ze byc moze
                  potrzebuje tylko leku ktory sam sobie kupi i jedynym kosztem jego przyjecia
                  jest kropelka tuszu z wkladu i bole miesni reki ktora wypisuje recepte
                  A przepraszam, jeszcze pieczatka wezmie tez z kropelke tuszu i oczywiscie bol
                  miesni po przystawieniu pieczatki







                  • p.atryk Ciekawi mnie... 26.02.07, 18:50
                    Od kiedy to miernikiem wartosci pracy czlowieka,jest ilosc tuszu jaka zuzywa
                    pieczatka czy dlugopis? :DDD
                    To moze jutro PRZYPOMNE swojemu technikowi oprogramowania (nazywanie
                    kogos "informatykiem" tylko z tego powodu,ze siedzi przy komputerze, steka,
                    marszczy czolo i cedzi po cichu przez zeby przeklenstwa jest sporo na wyrost),
                    ze to ja place za prad i ja place za sprzet.
                    On nie ponosi zadnych kosztow-w efekcie tego rozumowania nie dostanie ani
                    grosza.
                    "Szlachcic" a gdzie ty pracujesz? Musze sie podzielic tym odkrywczym podejsciem
                    co do wyceny pracy pracownika z twoim szefem. Koniecznie :DDD
                  • slav_ Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 26.02.07, 21:24
                    > Poradę podzielę na 2 części
                    > 1 - porada kończąca sie wypisaniem recepty
                    > 2 - porada początkująca dalsze leczenie (większe koszty)

                    OK. Podziel sobie (możesz nawet na trzy)
                    Jest tylko jeden problem - nie ma takiego podziału.

                    O tym czego dziecko potrzebuje dowiemy sie później. PO przyjęciu PO zbadaniu PO
                    postawieniu diagnozy. Dziecko potrzebowało "tylko antybiotyku" ? A skąd to wiesz
                    ? Może wcale go nie potrzebowało ? A może potrzebowało rtg płuc ?

                    Rozumiem że należysz do tej grupy ludzi którzy gdy nie widzą faceta machającego
                    łopatą to nie potrafią zrozumieć że on może pracować. Ba, wykonywać pracę po
                    stokroć bardziej wartościową. Praca lekarza nie polega na wypisywaniu recept -
                    to tylko jej zewnętrzny objaw - jeden z wielu - nie stanowiących o sensie pracy
                    lekarza.
                    Dopóki tego nie zrozumiesz nie zrozumiesz wielu problemów o których tu piszemy.
                    • szlachcic Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 27.02.07, 18:14
                      slav_ napisał:

                      > Jest tylko jeden problem - nie ma takiego podziału.

                      dobrze ze nie ma czy zle?
                      ja uwazam ze zle, uwazam tez ze to wasz obowiazek moralny i zasrany obowiazek
                      NFZ sprawic aby tak bylo.

                      > O tym czego dziecko potrzebuje dowiemy sie później. PO przyjęciu PO zbadaniu
                      >PO postawieniu diagnozy. Dziecko potrzebowało "tylko antybiotyku" ? A skąd to
                      >wiesz? Może wcale go nie potrzebowało ?

                      wiem ze go potrzebowalo bo go inny lekarz przepisal bo tak mowi ta kobieta.
                      Inny ;ekarz nie zadal rtg pluc!
                      Wiec podsumowujac potrzebowalo tylko recepty. Wiwc kto ma racje ja czy Ty?

                      > Rozumiem że należysz do tej grupy ludzi którzy gdy nie widzą faceta
                      >machającego
                      > łopatą to nie potrafią zrozumieć że on może pracować. Ba, wykonywać pracę po
                      > stokroć bardziej wartościową. Praca lekarza nie polega na wypisywaniu recept -

                      widze ze sie jednak nie dogadamy bo uwazasz sie na madrzejszego i do tego nie
                      potrafisz przyznac sie do bledow.
                      nasza dyskusja to "czy sa porady bezkosztowe"
                      ja twierdze i udowodnilem to ze sa. Ty uwazasz ze nie ma i tym samym uwazasz ze
                      to dziecko nie zostalo przyjete bo to koszty dla szpitala.
                      nie mamy juz o czy dyskutowac, wymyslasz brednie aby tylko nie przyznac racji
                      dzieki za pseudo-dyskusje

                      >Praca lekarza nie polega na wypisywaniu recept -
                      > to tylko jej zewnętrzny objaw - jeden z wielu - nie stanowiących o sensie
                      >pracy lekarza.

                      znowu temat zastepczy "nie polegas na wypisywaniu recept"
                      powtarzam, nasz dyskusja byla na temat czy sa porady bezkosztowe. jja mowie ze
                      wieksza czesc z nich jest bezkosztowa. to dziecko mogloby spokojnier byc
                      przyjete. tylko troszke dobrej woli lekarza.
                      smiem twierdzic ze odsylanie pacjentow z przychodni bo limity to napedzanie
                      klientow prywatnym gabinetom lek. ktore czesto po godzinach funkcjonuja w
                      panstwowych przychodniach.
                      koniec dyskusji
                      Wygrales
                      Te dziecko jakby zostalo przyjete spowodowaloby bankructwo przychodni





                      • miira1 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 27.02.07, 18:37
                        Czemu tak ostro? Czemu nie przyjmujesz żadnych argumentów?
                        • szlachcic Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 27.02.07, 22:35
                          miira1 napisała:

                          > Czemu tak ostro? Czemu nie przyjmujesz żadnych argumentów?

                          Jezeli ta porada "stworzyla" koszty to podajcie jakiego rzedu i za co?
                          Dlaczego uchylacie sie od odpowiedzi
                          Na moje pytanie sa 2 mozliwe odpowiedzi
                          1) wywej wymieniony przyklad to porada "bezkosztowa"
                          2) porada ta kosztowalaby poradnie ....zl za ktora NFZ by nie zaplacil
                          powolujac sie na limity, czyli innymi slowy poradnia zadluzylaby sie na ta kwote

                          Wiec szanowni lekarze. proste pytanie
                          odpowiedz pierwsza czy druga
                          • miira1 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 27.02.07, 22:45
                            Nie ma porad bezkosztowych. Każda jest obciążona kosztem honorarium lekarza.
                            • aron2004 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 28.02.07, 06:58
                              lekarz powinien dostawac honorarium stale - 600 zl miesiecznie nie uzaleznione
                              od ilosci porad. Powinien przyjac wszystkich ktorzy potrzebuja pomocy.

                              • aron2004 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 28.02.07, 07:02
                                dla lekarza to sa takie same koszty czy ma 5 pacjentow czy 10. O czym tu mowa.
                                Lekarz powinien przyjmowac pacjentow a jak nie to do wojska
                                • zizi3 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 28.02.07, 20:16
                                  Wiesz jak to jest z kosztami? Pewien biedakowi wyschła studnia. Wezwał więc
                                  specjalistę , który zajmował się przywracaniem wody w studni. Ten wbił w ziemię
                                  trzy małe drewienka i woda w studni się pojawiła.Gdy biedak spytał ile płaci,
                                  usłyszał kwotę :1000 talarów. Biedak był chytry i pomyślał, ze to chyba za
                                  dużo za wbicie trzech palików. Kazał sobie wystawić rachunek z uwzględnieniem
                                  wszystkich kosztów. I dostał go . Pisało tam:
                                  -Wbicie trzech palików--
                                  • aron2004 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 28.02.07, 20:45
                                    a coż to rozumieć? Lekarz został wykształcony za państwowe pieniądze to teraz
                                    nie powinien brać kasy za wykorzystywanie wiedzy wyniesionej ze studiów
                                    • zizi3 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 28.02.07, 20:51
                                      Hura!! Aron na prezydenta!! Darmowy lekarz, fryzjer, rolnik, weterynarz. Za
                                      darmo obiad w restauracji. Prawnicy za darmo. Toż to Kononowicz "wysiada"...


                              • zizi3 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 28.02.07, 20:09
                                Krowę też?
                            • szlachcic Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 28.02.07, 18:36
                              miira1 napisała:

                              > Nie ma porad bezkosztowych. Każda jest obciążona kosztem honorarium lekarza.

                              lekarz ma placone za 8 godzin
                              nie, nie nie
                              czemu ja z wami dyskutuje, nie macie zadnych argumentow tylko sie osmieszacie
                              szanowni lekarze
                              • aron2004 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 28.02.07, 19:21
                                porady lekarskie są bezkosztowe lekarz nie powinien mieć pensji zależnej od
                                ilości porad
                              • zizi3 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 28.02.07, 20:19
                                Każdy lekarz?? Mi nie płacą od godziny. Za 8 godzin mogę zarobić "0". Ale by
                                się aron cieszył.
                                • szlachcic Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 01.03.07, 21:04
                                  zizi3 napisał:

                                  > Każdy lekarz?? Mi nie płacą od godziny. Za 8 godzin mogę zarobić "0". Ale by
                                  > się aron cieszył.

                                  no wiec ci lekarze co maja pensje czyli zdecydowana wiekszosc
                                  • maszar Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 01.03.07, 22:31
                                    "no wiec ci lekarze co maja pensje czyli zdecydowana wiekszosc"

                                    czyżbyś znał dane na temat statystyk form zatrudniania lekarzy?
                                    podaj wobec tego dane procentowe, ilu lekarzy jest zatrudnionych na podstawie
                                    umowy o pracę, a ilu na zasadach kontraktowych lub umowy o dzieło/zlecenie;
                                    tylko bez lania wody - konkretne liczby proszę;
                                    • szlachcic Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 02.03.07, 18:57
                                      maszar napisał:

                                      > czyżbyś znał dane na temat statystyk form zatrudniania lekarzy?

                                      Statystyk nie znam, wiem natomiast ze wiekszosc jest na pensjach
                                      • maszar Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 02.03.07, 19:36
                                        "Statystyk nie znam, wiem natomiast ze wiekszosc jest na pensjach"

                                        a skąd taka szeroka wiedza??? po raz kolejny podajesz swoją fałszywą tezę
                                        niepopartą ŻADNYMI dowodami;
                                        to się powoli staje nudne...
                                        równie dobrze mógłbym powiedzieć, że wiem, iż zdecydowana większość toruńskich
                                        informatyków wykorzystuje seksualnie swoje komputery, ale nie będę się zniżał do
                                        twojego poziomu;
                                        • szlachcic Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 03.03.07, 12:28
                                          maszar napisał:

                                          > "Statystyk nie znam, wiem natomiast ze wiekszosc jest na pensjach"
                                          > a skąd taka szeroka wiedza???

                                          tu juz sie czepiasz
                                          abys nie lal wody sprecyzujmy
                                          Czy w poradni w ktorej lekarze sa na pensjach i powinni siedziec 8 godzin
                                          powinno byc przyjete to dziecko mimo ze skonczyl sie limit, czy nie poniewaz
                                          przyjecie tego dziecka powoduje straty?
                                          odpowiedz
                                          A) powinno byc przyjete bo strat nie powoduje jak potrzebny byl tylko lek
                                          B) przyjecie ponad limit dodatkowo zadluza poradnie

                                          W przypadku odpowiedzi B priosze o uzasadnienie, jakie koszty i z czego sie
                                          biora
                                          • maszar Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 03.03.07, 20:40
                                            szlachcic napisał:
                                            "Statystyk nie znam, wiem natomiast ze wiekszosc jest na pensjach"
                                            "tu juz sie czepiasz"

                                            jakie czepianie??? postawiłeś tezę, nie popartą żadnymi dowodami;
                                            albo posiadasz taką wiedzę (i wobec tego chciałbym poznać jej źródło, bo sam nie
                                            znam statystyki zatrudnienia lekarzy w całym kraju), albo bez skrupułów piszesz
                                            kłamstwa (co dyskredytuje cię jako uczestnika dyskusji).
                                            Tertium non datur...
                                      • zizi3 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 02.03.07, 21:53
                                        szlachcic napisał:

                                        >
                                        > Statystyk nie znam, wiem natomiast ze wiekszosc jest na pensjach


                                        Na pensji to przed wojną była moja babcia.
                      • aron2004 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 27.02.07, 18:55
                        wszystkie porady lekarzy są bezkosztowe o czym tu mowa ludzie
                      • maszar szlachcic łże jak zwykle... 27.02.07, 20:10
                        "ja twierdze i udowodnilem to ze sa"
                        faktycznie twierdziłeś, ale dowodu jakoś nie widać;
                        chyba, że twoje poglądy z racji "szlacheckiego" pochodzenia uznać za aksjomat...
                      • slav_ Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 28.02.07, 00:17
                        >> Jest tylko jeden problem - nie ma takiego podziału.
                        >dobrze ze nie ma czy zle?
                        >ja uwazam ze zle,
                        Twoje prawo tak uważać. Do woli. Ale od Twojego uważania Ziemia się nie zatrzęsie.

                        >wiem ze go potrzebowalo bo go inny lekarz przepisal bo tak mowi ta kobieta.
                        >Inny ;ekarz nie zadal rtg pluc!
                        >Wiec podsumowujac potrzebowalo tylko recepty. Wiwc kto ma racje ja czy Ty?

                        Jak to kto ? OCZYWIŚCIE że ja. O tym wszystkim bowiem *tak jak pisałem) wiemy PO
                        odbyciu sie tej wizyty (zbadaniu, postawieniu diagnozy itp).
                        A więc niemożliwa jest "kategoryzacja" wizyty wg twojego klucza ZANIM sie ona
                        nie odbędzie.

                        >nasza dyskusja to "czy sa porady bezkosztowe"
                        >ja twierdze i udowodnilem to ze sa.

                        Widzę że twierdzisz.

                        NIE MA "porady bezkosztowej" tak samo jak nie ma "darmowego lunchu". ktoś ZAWSZE
                        płaci. Wprost lub nie wprost.
                        Porada (będąca zdarzeniem gospodarczym - bo o tym a nie o medycynie mówimy)
                        rodzi koszta - bezpośrednie i pośrednie. Ktoś te koszta musi pokryć. jeśli za
                        poradę NIKT nie płaci (ani pacjent ani NFZ) to ta porada jest zaliczona po
                        stronie "straty". Kilka osób (rejestratorka, pielęgniarka, lekarz wykonali PRACĘ
                        (za którą należy sie zapłata - to największa strata). Zużyto materiały medyczne
                        (jednorazowe lub wymagające sterylizacji). Taka wizyta wymaga stworzenia
                        dokumentacji i podlega rejestracji w NFZ (zapytaj sie kogokolwiek zajmującego
                        się działalności gospodarcza jakie są koszty dokumentowania zdarzeń
                        gospodarczych a tu jeszcze trzeba dokumentować zdarzenia medyczne - dodatkowo).
                        I jeszcze - nawet jeśli nikt nie zapłaci za wizytę ani grosza (czyli są straty)
                        lekarz i personel ponosi CAŁKOWITĄ odpowiedzialność w razie niekorzystnego
                        zdarzenia medycznego.
                        Załóżmy np że dziecko otrzymało antybiotyk na który było uczulone i po podaniu
                        zmarło (takie zdarzenia miało miejsce w Małopolsce) - do kosztów dolicz jeszcze
                        pełną odpowiedzialność zawodową.

                        Jeszcze raz. NIE MA "porad bezkosztowych".
                        Koszt jest ZAWSZE tylko czasem trudno go dostrzec a czasem jest ignorowany (dla
                        dobra pacjenta).
                • alergenzb Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 26.02.07, 18:28
                  slav_ napisał:

                  > Spróbuję jeszcze raz.
                  > Otóż "matka płaci" i sie "jej należy" ale gwarantem jej praw NIE JEST
                  > PRZYCHODNIA. Gwarantem jest NFZ (i to JEMU płaci).

                  Jeszcze jedno. Jezeli pacjent wypisuje deklarację na wybór lekarza pierwszego
                  kontaktu, to deklaracja nie jest gwarantem przyjęcia pacjenta przez wskazanego
                  lekarza, skoro NFOZ placi dopiero po dokonaniu wyboru przychodni i
                  przyjmującego w niej lekarza???
                  Przecież bez wypelnienia deklaracji lekarz nie otrzyma pieniędzy za pacjenta od
                  NFOZ.
                  Dla mnie deklaracja jaka wypelnia pacjent, czyli podpisuje umowę z poradnią i
                  lekarzem jest bezposrednim gwarantem przyjecia pacjenta a nie NFOZ???
    • p.atryk "Pytanko"...wlasnie... 23.02.07, 03:53
      Samo uzycie slowa "pytanko" orzez autorke to trywializowanie i
      zmarginalizowanie w pierwszym zdaniu ,godne zaiste istoty "problemu". Poza tym
      klamstwo-"nie przyjeli chorego dziecka-co dalej".Jak to "nie przyjeli" skoro
      wlasnie przyjeli?
      Nie przyjeto autorki w jednej przychodni,to przyjeto ja w drugiej. W ramach
      tego samego ubezpieczenia,bez kosztow,bez tygodni oczekiwania,z minimalna
      iloscia formalnosci.
      Ale nie,trzeba przeciez zawsze szukac dziury w calym,pompowac sie wlasna
      martyrologia i zadawac dramatyczne pytania "co dalej"? A jest jakies "dalej"?
      • aron2004 Re: "Pytanko"...wlasnie... 23.02.07, 07:23
        skandalem jest to że lekarz w ogóle kazał komuś chodzić z chorym dzieckiem.
        Powinien przyjechać do tego dziecka na wizytę domową, no ale przecież on nie
        może, bo musi mieć willę i terenówkę!
        • lohengrin4 Re: "Pytanko"...wlasnie... 23.02.07, 08:02
          > skandalem jest to że lekarz w ogóle kazał komuś chodzić z chorym dzieckiem.

          Skandalem jest wymaganie od lekarza przyjścia do chodzącego chorego.

          > Powinien przyjechać do tego dziecka na wizytę domową

          Istnienie wizyt domowych w zakresie czynności lekarza z ubezpieczenia to
          skandal.

          > no ale przecież on nie może,

          Niestety może a czasami musi. Do czasu wyjazdu do kraju podchodzącego normalnie
          do lekarza jak do człowieka, co nie zachodzi w Polsce.
          • agawamala Re: "Im gorzej tym lepiej 23.02.07, 08:27
            Właściwie to im gorzej tym lepiej. Powtarzana , zdarta płyta Arona o
            terenówkach, willach, Grecji, napastliwe posty, że lekarz MUSI - pracowac jak
            wół, zarabiać na suchy chleb, jechac do chodzącego chorego, przyjmować
            wszystkich zapisanych i niezapisanych pacjentów itd, powodują, że frustracja w
            tym środowisku z dnia na dzień jest coraz większa. A efekt?
            - totalny brak anestezjologów ( do operacji nie znieczuli kowal, więc spadają z
            planu - najpierw te mniej pilne, potem te inne niż ze wskazań zyciowych, a
            potem będzie się operować tylko nielicznych)
            - brak chirurgów - skutek j.w
            - brak neonatologów ( wyższa smiertelność noworodków, niewykrywanie wczesnych
            wad, które da się leczyć)
            - brak pediatrów ( o tym wie Aron i kilku innych forumowiczów)
            - brak laryngologow dziecięcych ( hi,hi,hi)
            - brak okulistów ( ostatecznie okulary mozna kupic na bazarze, a o jaskrze kto
            by tam słyszał)
            - brak radiologów ( na opisanie zdjęcia i niektóre badania diagnostyczne będzie
            się czekac, czekać , czekać i.......)
            - o kardiologach inwazyjnych już wspomniałam w innym poście. Zawał czekać nie
            lubi, a czas to serce.
            W tym czasie całkiem nieźle będą się czuli pacjenci z innych obszarów Unii
            Europejskiej.
            Tak więc im gorzej tym lepiej dla lekarzy, a dla pacjentów - niech ocenią sami.
            • paczula8 Re: "Im gorzej tym lepiej 23.02.07, 08:55
              > Tak więc im gorzej tym lepiej dla lekarzy, a dla pacjentów - niech ocenią
              sami.


              Dla mnie zdecydowanie lepiej:)
              • aron2004 Re: "Im gorzej tym lepiej 23.02.07, 20:22
                lekarz powinien pójść na wizytę domową do chorego dziecka! Od tego oni są! Od
                tego są oni!

                Ile lekarz straci na tym, że pójdzie na wizytę domową?
                Co najwyżej 2-3 zł na paliwo. Czyli daje to przy 10 wizytach dziennie ok. 30 zł
                dziennie czyli ok. 6000 zł rocznie.

                Tyle kosztują wczasy w Grecji+ rata za terenówkę + rata za willę.

                Czyli : lekarz dla dobra pacjetnów powinien zrezygować z wczasów w Grecji, z
                terenówki i z willi.

                Tak powinno być!
                • agulha Re: Grecja? 23.02.07, 21:50
                  Aron, już pomijam, że nikt z niczego nie będzie rezygnował dla dobra pacjentów.
                  Ale gdzieś Ty się uchował, że wyjazd do Grecji uważasz za jakiś luksus? Do
                  Grecji to pojechałam sobie na wycieczkę, jak byłam właśnie lekarką, pracownicą
                  budżetówki, bez prywatnej praktyki itd. Pojechała ze mną koleżanka naukowiec
                  spoza medycyny, za zarobione w budżetówce pieniądze. Teraz, kiedy zarabiam już
                  poza zawodem, jeżdżę czasem dalej, chociaż moje największe dotąd osiągnięcie to
                  rejs po Nilu. A ci, których naprawdę stać na więcej, mają większy wybór: Maroko,
                  Tajlandia, objazdówka po Chinach albo Stanach Zjednoczonych, wyprawa
                  przyrodnicza na Islandię (sprawdź ceny na Islandii, a zrozumiesz), Seszele,
                  Malediwy, safari w Kenii, wiesz, te sprawy, a nie jakaś głupia Grecja. O
                  terenówkach nie wypowiadam się, bo się na samochodach nie znam.
                  • aron2004 Re: Grecja? 23.02.07, 22:34
                    no wiesz, można do Grecji pojechać stopem i z namiotem. Ale dziwne, że lekarze
                    tak nie jeżdżą.

                    Lekarz oficjalnie zarabia 1200 zł, czyli mniej więcej tyle co pomocnik murarza.
                    Tylko dziwnym trafem pomocnicy murarza nie jeżdżą terenówkami, tylko MPK, nie
                    mieszkają w willach, tylko w mieszkaniach komunalnych, nie spędzają wczasów w
                    Grecji, tylko zbierając szparagi u bauera.

                    Jak to wyjaśnić?
                    • agulha Re: Grecja? 24.02.07, 10:06
                      Nie jechałyśmy stopem ani z namiotem. Żadna z nas nie miała wtedy samochodu,
                      więc wykupiłyśmy wycieczkę objazdową w niedrogim biurze, Sigma Travel
                      konkretnie. A moja ostatnia pensja w służbie zdrowia to było 1060 zł. Dorabiałam
                      tłumaczeniami, zdecydowanie to przyjemniejsze, niż dyżury, i o ileż bardziej
                      intratne. Jedzenie soczewicy zamiast mięsa?! Już pomijam to, że nie zdziwiłabym
                      się, jakby soczewica wychodziła drożej, ale Twoje pomysły są już tak
                      absurdalne...Ktoś ma się umartwiać dla innego, który ma problem pt. biegunka
                      albo katar i kaszel (i potrzebne zwolnienie na kilka dni, bo nieestetycznie tak
                      między ludzi iść - to był powód mojej ostatniej wizyty u lekarza), podczas gdy
                      ten inny jest normalnie sytuowanym człowiekiem. A nawet ci tak zwani biedni
                      zwykle mają na papierosy, piwo, kasety z wypożyczalni wideo, utrzymanie
                      samochodu. Nie miewają tylko na czynsz i inne opłaty oraz spłatę długów.
                      • aron2004 Re: Grecja? 24.02.07, 10:32
                        dla lekarza dobro pacjenta jest najwyższym prawem.

                        Czyli jeżeli dobro pacjenta koliduje z
                        1. wczasami w Grecji
                        2. limuzyną
                        3. willą
                        4. terenówką.
                        5. dewolajlem

                        to lekarz powinien zrezygnować z ww. rzeczy i zająć się dobrem pacjenta

                        jeżeli tego nie rozumie nie powinien być lekarzem i powinien zająć się np.
                        tłumaczeniami
                        • sithicus Re: Grecja? 24.02.07, 10:44
                          Aron, zrezygnuj na poczatek z jedzenia. Potem z picia. Zrobisz postepy i dasz
                          rade zrezygnowac z oddychania. I wszystko bedzie cacy :D
                          • aron2004 chodzi o luksusową konsumpcję 24.02.07, 11:28
                            sithicus napisał:

                            > Aron, zrezygnuj na poczatek z jedzenia. Potem z picia. Zrobisz postepy i dasz
                            > rade zrezygnowac z oddychania. I wszystko bedzie cacy :D

                            Ja nie jestem lekarzem.

                            Poza tym - nie żądam żeby lekarze zrezygnowali z jedzenia i picia. Żądam, żeby
                            zrezygnowali z LUKSUSOWEJ KONSUMPCJI.

                            Czyli żeby nie jedli dewolajla tylko mielonego albo jajecznicę.
                            Żeby nie pili koniaku za 100 zł tylko zwykłą flaszkę za 15 zł ( poza godzinami
                            pracy oczywiście).
                            Żeby nie jeździli terenówką, tylko np. 10-letnim Avensisem ( w każdym razie
                            takim żeby umożliwiał dojazd na wizyty domowe).
                            żeby nie mieszkali w willi za pół miliona, tylko w domku albo mieszkaniu za 100
                            tysięcy
                            żeby nie spędzali wczasów w Grecji tylko nad Firlejem
                            żeby nie chodzili w firmowych ubraniach tylko w takich z bazaru. Ja kupiłem
                            tanio garnitur na bazarze w Lublinie i bardzo dobrze mi służy.

                            chyba niewiele wymagam, no nie?
                            • maverick777md Re: chodzi o luksusową konsumpcję 24.02.07, 12:08
                              Dlaczego tego wymagasz?
                              • aron2004 Re: chodzi o luksusową konsumpcję 24.02.07, 12:12
                                maverick777md napisał:

                                > Dlaczego tego wymagasz?

                                dlatego, że dla lekarza ważniejsze powinno być dobro pacjentów niż luksusowa
                                konsumpcja.

                                Człowiek, który odmawia pacjentowi skierowania na podstawowe badania, bo musi
                                jeść dewolajle zamiast mielonych nie powinien być lekarzem!
                                • maverick777md Re: chodzi o luksusową konsumpcję 24.02.07, 12:21
                                  "> dlatego, że dla lekarza ważniejsze powinno być dobro pacjentów niż luksusowa
                                  > konsumpcja." - zamień "pacjentów" na "wiernych" i Twa opinia może dotyczyć
                                  nnej grupy zawodowej, która to winna pracować "z powołania"
                                  Co w takim razie powinno kierować ludźmi, którzy maja w przyszłości zostać
                                  lekarzami? Jaka motywacja? Sami Państwo twierdzą, że nie ma lekarzy altruistów -
                                  pytam więc: kto będzie chciał się uczyć 6 lat studiów + rok stażu + minimum 5
                                  lat specjalizacji za, proponowaną przez Arona, minimalną krajową pensję? Znam
                                  (przynajmniej częściową) odpowiedź, ale ciekaw jestem Państwa opinii.
                                  • aron2004 Re: chodzi o luksusową konsumpcję 24.02.07, 12:55
                                    maverick777md napisał:


                                    > Co w takim razie powinno kierować ludźmi, którzy maja w przyszłości zostać
                                    > lekarzami? Jaka motywacja?


                                    Chęć pomocy chorym.

                                    >Sami Państwo twierdzą, że nie ma lekarzy altruistów
                                    > - pytam więc: kto będzie chciał się uczyć 6 lat studiów + rok stażu + minimum
                                    5 lat specjalizacji za, proponowaną przez Arona, minimalną krajową pensję?

                                    Ci którzy mają powołanie do leczenia ludzi, a nie do luksusowej konsumpcji.
                                    Nauczyciele też zarabiaja 700 zł, a jednak są chętni do tego zawodu.

                                    • maverick777md Re: chodzi o luksusową konsumpcję 25.02.07, 08:48
                                      Gdy ja kończyłem szkołę średnią z mej klasy i wśród przyjaciół na Akademię
                                      Pedagogiczną szli ci, którzy nie mieli konkretnego pomysłu na życie (a chcieli
                                      postudiować), oraz ci, którzy nie dostali się na inne studia. Zakłądam jednak,
                                      że to sytuacja wyjątkowa:)
                                      Ilu jest według Ciebie ludzi, którzy będą chcieli pracować poprzez samą "chęć
                                      pomocy" za 700 zł? Jeśli możesz zrób ankietę na jakimś innym forum i przedstaw
                                      jej wyniki. Tylko zaznacz, że ma to być 700 złotych, bez żadnych łapówek,
                                      wziątek itp.
                                      • aron2004 Re: chodzi o luksusową konsumpcję 25.02.07, 09:18
                                        jeżeli lekarz uzależnia pomoc chorym od pieniędzy, to nie powinien być lekarzem
                                        • maverick777md Re: chodzi o luksusową konsumpcję 25.02.07, 11:01
                                          Dobrze. Znalazłeś kryterium doboru lekarza w POLSCE. Parę lat temu, w Irlandii,
                                          gdy mówiłem, że studiuję medycynę ludzie ostentacyjnie wykonywali gest liczenia
                                          pieniędzy i żaden z mych rozmówców nie zakładał, że może zalezyć mi na
                                          czymkolwiek innym niż kasie. Nie dało się ich przekonać, że jest inaczej - nikt
                                          logicznie myślący nie mógł uwierzyć w "powołanie" :)
                                          Wróćmy jednak do Twych kryteriów - ilu znajdziesz chętnych pracować zgodnie z
                                          Twymi wytycznymi(tzn godzących zarabiać się mniej niż minimalną krajową, całe
                                          swe prywatne życie poświęcić pacjentom)?
                                          • aron2004 Re: chodzi o luksusową konsumpcję 26.02.07, 20:13
                                            lekarz powinien pracować za minimalną krajową, bo każda złotówka wydana na
                                            pensję lekarza to złotówka mniej na leczenie chorych dzieci

                                            chore dzieci są ważniejsze niż luksusowa konsupmcja lekarzy
                                            • p.atryk Czekaj,czekaj aron... 26.02.07, 20:20
                                              Wolniej ,wolniej.
                                              Co z tym KRUSem? Wychodzi na to,ze ty placisz z wyliczenia 70 zl na miesiac a
                                              reszta obywateli 700-1000 zl miesiecznie ZUS-u i skladki zdrowotnej.
                                              Placisz 10x mniej - ergo: jestes pasozytem i wozisz sie (nie tylko ty zreszta)
                                              na grzbiecie uczciwych podatnikow.
                                              Nie wstydzisz sie?
                                              • aron2004 Re: Czekaj,czekaj aron... 26.02.07, 22:09
                                                nie jestem żadnym pasożytem

                                                w KRUSie jest tak, że jak idziesz na zwolnienie to dostajesz 100 zł
                                                miesięcznie. A nie jak mieszczuch że 70% pensji.

                                                poza tym płacę podatki w gazie - często podróżuję, czyli kupuję dużo gazu do
                                                samochodu, czyli płacę wysokie podatki.

                                                A taki mieszczuch wozi się MPK dotowanym przez budżet.

                                                tak że pomyśl zanim napiszesz głupotę
                                                • p.atryk Kolejny raz pytam... 26.02.07, 22:16
                                                  Po co kupujesz gaz do samochodu? Nikt cie nie zmusza-osiodlaj konia,albo
                                                  krowe,albo wsiadaj na rower.
                                                  Mieszczuch placi min.10 x tyle "podatkow" co ty . Okradasz mieszczuchow,aron!
                                                • maszar Re: Czekaj,czekaj aron... 26.02.07, 22:23
                                                  "w KRUSie jest tak, że jak idziesz na zwolnienie to dostajesz 100 zł
                                                  miesięcznie. A nie jak mieszczuch że 70% pensji."

                                                  wysokość chorobowego uzależniona jest od wysokości płaconej składki;
                                                  nasz aronek chciałby na KRUS płacić grosze, a za lewe zwolnienie otrzymywać
                                                  grube tysiące.
                                                  Pasożyt, po prostu pasożyt...
                                                  A co gorsza utrzymywany z moich podatków;
                            • lohengrin4 Re: chodzi o luksusową konsumpcję 24.02.07, 12:15
                              > Żądam, żeby zrezygnowali z LUKSUSOWEJ KONSUMPCJI.

                              Gdzie ty człowieku ją widzisz?

                              > Czyli żeby nie jedli dewolajla

                              banalne trywialne danie.

                              > Żeby nie pili koniaku za 100

                              Koniak za 100 zł nadaje się głównie jako płyn do spryskiwacza.

                              > Żeby nie jeździli terenówką, tylko np. 10-letnim Avensisem

                              Ani terenówka ani nawet nowa Avensis to nie jest luksusowa konsumpcja.
                              Widzisz Aron, miało być o luksusach, a potem opisujesz dolne stany klasy
                              średniej. To się zdecyduj.

                              • aguagugu Re: chodzi o luksusową konsumpcję 24.02.07, 12:16
                                "Devolaille"? Luksus? Kawałek badziewnego mięsa z kurczaka wyhodowanego
                                w "baterii"? A zresztą w baterii czy nie - zabron lekarzom jeśc kurczaki i
                                poczekaj, aż spadnie sprzedaż drobiu a więc i opłacalność jego produkcji. I
                                posłuchaj, co ci powiedzą hodowcy z Lubelszczyzny
                                Koniak za 100 zł? Waść raczysz żartować albo się zwyczajnie nie znasz.
                                Koniak godny miana koniaku zaczyna się od cen przynajmniej 4 razy wyższych.
                                To, co Ty nazywasz koniakiem to zdaje się ten patent: bejca rozcieńczona
                                alkoholem niewiadomej proweniencji. Nie pij tego, na Boga!
                                Do firlejów, parchatek i innych Twoich dywagacji już się odnosiłem wcześniej,
                                więc tym razem zmilczę. Ubrania z bazaru? myślałem, że masz nieco wyższe
                                ambicje, ale skoro ci dobrze służą to sobie noś.



                                • lohengrin4 Re: chodzi o luksusową konsumpcję 24.02.07, 12:21
                                  uprzejmie proszę by odpowiedzi na post Arona nie umieszczać jako odpowiedź na
                                  post Lohengrina, co właśnie uczyniłaś.
                                  Na drzewku postów to potem nieładnie wygląda.
                              • aron2004 Re: chodzi o luksusową konsumpcję 24.02.07, 13:01
                                lohengrin4 napisał:


                                > Gdzie ty człowieku ją widzisz?

                                U lekarzy rodzinnych w Lublinie i okolicach.


                                > Koniak za 100 zł nadaje się głównie jako płyn do spryskiwacza.

                                No to pij wódkę za 20 zł.


                                > Ani terenówka ani nawet nowa Avensis to nie jest luksusowa konsumpcja.

                                jest.
                                90% Polaków nie stać na
                                1. terenówkę
                                2. nowego Avensisa
                                3. willę za pół miliona
                                4. wczasy w Grecji.

                                > Widzisz Aron, miało być o luksusach, a potem opisujesz dolne stany klasy
                                > średniej. To się zdecyduj.

                                To są właśnie luksusy. 90% Polaków nie stać na takie życie jak lekarzy.
                                • lohengrin4 Re: chodzi o luksusową konsumpcję 24.02.07, 13:33
                                  > No to pij wódkę za 20 zł.

                                  wódka za 20 zł w swej klasie jest z dużym prawdopodobieństwem lepsza niż
                                  domniemany "koniak" za 100 zł w swojej klasie.
                                  A w ogóle to wolę wino, choć jako rasowy konował, przed wódą się nie wzbraniam
                                  bynajmniej.


                                  > 90% Polaków nie stać na
                                  > 1. terenówkę
                                  > 2. nowego Avensisa
                                  > 3. willę za pół miliona
                                  > 4. wczasy w Grecji.

                                  ad 1. stać spokojnie 1/3 Polaków tylko wielu jest niepotrzebna
                                  ad 2 może stać 15 % i co z tego ?
                                  ad 3 pisałem Ci już, że pół miliona to kosztuje zwyczajne mieszkanie w
                                  Warszawie i ciut lepsze niż zwyczajne w Krakowie. Pomysł, że coś co kosztuje
                                  tyle, co 60 metrów mieszkania, można nazwać willą, jest niedorzeczny.
                                  ad 4 na wczasy w Grecji stać prawie każdego, to tak jak pojechać do Dąbek.

                                  Luksus to jest mój drogi coś na co stać 1, 2, dobra, 4 % społeczeństwa.
                                  A nie 10 % lub znacznie więcej.
                                  Domek za 500 tys i nowa Avensis to są dolne rejony zamożności.
                                  Luksus zaczyna się m.in. od prawdziwych dobrych koniaków.
                                  Ale skoro ty widziałeś gdzieś koniak za 100 zł...
                                  A może w lubelskim audi A8 kupuje się za 100 tys,i dorzucają jeszcze taki
                                  koniak za 100 zł gratis, i stąd twoje wyobrażenia o luksusie?



                                  • aron2004 Re: chodzi o luksusową konsumpcję 24.02.07, 13:51
                                    lohengrin4 napisał:

                                    \
                                    > wódka za 20 zł w swej klasie jest z dużym prawdopodobieństwem lepsza niż
                                    > domniemany "koniak" za 100 zł w swojej klasie.

                                    No to pijcie wódę.




                                    > ad 1. stać spokojnie 1/3 Polaków tylko wielu jest niepotrzebna

                                    Twierdzisz, że 90% Polaków stać na terenówkę???

                                    > ad 2 może stać 15 % i co z tego ?

                                    To z tego, że lekarze są bogatsi niż 90% społeczeństwa

                                    > ad 3 pisałem Ci już, że pół miliona to kosztuje zwyczajne mieszkanie w
                                    > Warszawie i ciut lepsze niż zwyczajne w Krakowie. Pomysł, że coś co kosztuje
                                    > tyle, co 60 metrów mieszkania, można nazwać willą, jest niedorzeczny.

                                    to przyjedź i zobacz jakie lekarze mają domy w Lublinie i okolicach. Luksusy, a
                                    nie jakieś tam klity w dresiarskich blokach na Bródnie i Nowej Hucie.
                                    Może zaczniesz mi jeszcze twierdzić, że 90% Polaków stać na mieszkanie w
                                    Warszawie i Krakowie?

                                    > ad 4 na wczasy w Grecji stać prawie każdego, to tak jak pojechać do Dąbek.

                                    To dziwne, że nie wszyscy Polacy jeżdżą do Grecji.

                                    > Luksus to jest mój drogi coś na co stać 1, 2, dobra, 4 % społeczeństwa.
                                    > A nie 10 % lub znacznie więcej.

                                    W każdym razie lekarze są bogatsi niż 90% Polaków.

                                    > Domek za 500 tys i nowa Avensis to są dolne rejony zamożności.

                                    Czyli twierdzisz, że 90% Polaków stać na dom za pół miliona i nowego Avensisa?
                                    To dlaczego tyle osób mieszka w blokach i jeździ MPK?


                                    > Ale skoro ty widziałeś gdzieś koniak za 100 zł...

                                    W sklepie.

                                    > A może w lubelskim audi A8 kupuje się za 100 tys,i dorzucają jeszcze taki
                                    > koniak za 100 zł gratis, i stąd twoje wyobrażenia o luksusie?


                                    ty jesteś nie z tej planety.
                                    • lohengrin4 Re: chodzi o luksusową konsumpcję 24.02.07, 14:01
                                      > > Ale skoro ty widziałeś gdzieś koniak za 100 zł...
                                      >
                                      > W sklepie.


                                      Na oranżadę też można nakleić etykietę koniaku. Wtedy będzie po 2.60.
                                      Będzie stać nawet pacjentów z lubelskiego.
                                      • aron2004 Re: chodzi o luksusową konsumpcję 24.02.07, 14:33
                                        lepiej pokaż jak to 90% Polaków stać na dom za pół miliona
                            • zizi3 Re: chodzi o luksusową konsumpcję 24.02.07, 20:08
                              aron2004 napisał:

                              > > Ja nie jestem lekarzem.
                              I otóż to , aron. Nigdty nie będziesz.
                              > Poza tym - nie żądam żeby lekarze zrezygnowali z jedzenia i picia. Żądam,
                              żeby
                              > zrezygnowali z LUKSUSOWEJ KONSUMPCJI.
                              >
                              > Czyli żeby nie jedli dewolajla tylko mielonego albo jajecznicę.
                              Lekarze powinni dawać przykład profilaktyki prozdrowotnej. Mielony i jajecznica
                              są niedopuszczalne. Słyszałeś kiedyś słowo "Cholesterol"?
                              > Żeby nie pili koniaku za 100 zł tylko zwykłą flaszkę za 15 zł ( poza
                              godzinami
                              > pracy oczywiście).
                              Powinni pić francuskie czerwone wino, dobre oczywiście(i nietanie). Zapobiega
                              zawałom. Zwykła "flaszka" recz przeciwnie.
                              > Żeby nie jeździli terenówką, tylko np. 10-letnim Avensisem ( w każdym razie
                              > takim żeby umożliwiał dojazd na wizyty domowe).
                              Aron, brak ci logiki. Taki doktor w 10 -letnim łupie więcej czasu spędzi u
                              mechanika ni na wizytach domowych, na których tak ci zależy. A tak
                              terenóweczką -myk, myk -obskoczy chore dziecko , babcię i do ciebie tez zajży.
                              > żeby nie mieszkali w willi za pół miliona, tylko w domku albo mieszkaniu za
                              100 tysięcy
                              Ej, to już nie w blokach?

                              > żeby nie spędzali wczasów w Grecji tylko nad Firlejem
                              Nie lubię jezior. Zrezygnuję z Grecji, pojadę do Toskanii, Prowansji albo do
                              Peru. Ale nie wysyłaj nas już nad Firlej. Jeśli ty tam jeździsz to tym bardziej

                              > żeby nie chodzili w firmowych ubraniach tylko w takich z bazaru. Ja kupiłem
                              > tanio garnitur na bazarze w Lublinie i bardzo dobrze mi służy.
                              Aron , miałbyś zaufanie do lekarza w ciuchach z bazaru?

                              > chyba niewiele wymagam, no nie?
                              Nie , tym bardziej , że pozwalasz lekarzom pić po pracy. Jeszcze niedawno
                              uważałeś , ze lekarz ma być dostępny 24 h/dobę przez 365/366 dni w roku.
                              Jak tu nie wierzyć w ewolucję? Będa z ciebie ludzie aron. Jak nie w tym to w
                              następnym życiu napewno.
                    • zizi3 Re: Grecja? 24.02.07, 19:49
                      Może pomocnicy murarza piją? I dlatego ich nie stać na Grecję??
                      • aron2004 Re: Grecja? 24.02.07, 20:04
                        a lekarze nie piją?
                        • zizi3 Re: Grecja? 24.02.07, 20:14
                          Piją!!!! Nawet teraz;) Ale nawet ty mi nie wmówisz , ze statystyczny lekarz
                          pije więcej niż statystyczny murarz lub jego pomocnik.
                        • alergenzb Re: Grecja? 25.02.07, 16:17
                          Myslę że tak, może z rozpaczy w dniu wypłaty????
                  • aron2004 Re: Grecja? 23.02.07, 22:47
                    agulha napisała:

                    > Aron, już pomijam, że nikt z niczego nie będzie rezygnował dla dobra
                    pacjentów.

                    a powinien to zrobić
                    ja nie mówię, że lekarz powinien zrezygnować z zakładania rodziny czy jedzenia
                    dla dobra pacjentów.

                    Ale już jedzenie soczewicy zamiast dewolajla po to żeby mieć na badania dla
                    pacjentów uważam za godne pochwały. Tym bardziej że wielu lekarzy to osoby
                    otyłe.
                    • connie1 Re: Grecja? 24.02.07, 11:05
                      Aron !
                      To jak ja smialam urodzic dziecko , pójśc na macierzyński i jeszcze wziąc
                      zaległy urlop? Przeciez to kryminal co najmniej...
                      • aron2004 Re: Grecja? 24.02.07, 11:31
                        connie1 napisała:

                        > Aron !
                        > To jak ja smialam urodzic dziecko , pójśc na macierzyński i jeszcze wziąc
                        > zaległy urlop? Przeciez to kryminal co najmniej...

                        Dziecko mogłaś urodzić, chodzi o to żebyś tego dziecka nie wychowywała w
                        luksusie.
                        • connie1 Re: Grecja? 24.02.07, 12:33
                          Aron pozwala mi byc matka , co za laskawca...
                          Kolejny postulat - celibat i podpisanie zobowiązania o bezdzietności , bo nie
                          daj Boże rodzina od pacjenta oderwie...
                          • aron2004 Re: Grecja? 24.02.07, 12:58
                            connie1 napisała:

                            > Aron pozwala mi byc matka , co za laskawca...
                            > Kolejny postulat - celibat i podpisanie zobowiązania o bezdzietności , bo nie
                            > daj Boże rodzina od pacjenta oderwie...

                            kasjerki z marketu też mają rodziny i jakoś mogą zyc zarabiając 600 zł
                    • lohengrin4 Re: Grecja? 24.02.07, 12:18
                      > Tym bardziej że wielu lekarzy to osoby otyłe.

                      Uwaga! Raz na czas Aron dorzuca coś do swych stałych tekstów.
                      POjawił się nowy element: otyłość lekarzy. Z napięciem będę śledził dalszy
                      rozwój tego elementu.

                    • zizi3 Re: Grecja? 24.02.07, 20:16
                      Soczewica to odchudzająca nie jest... Dobrze zbilansowana dieta wegetariańska
                      w naszym klimacie do tanich nie należy.
                • lohengrin4 Re: "Im gorzej tym lepiej 24.02.07, 08:40
                  > lekarz powinien pójść na wizytę domową do chorego dziecka!

                  w absolutnie wyjątkowych przypadkach.

                  > Ile lekarz straci na tym, że pójdzie na wizytę domową?

                  nie to jest problemem i nie tak brzmi pytanie.

                  > Co najwyżej 2-3 zł na paliwo. Czyli daje to przy 10 wizytach dziennie ok. 30
                  > zł

                  Tak tylko że wskazania to może są do 10 wizyt rocznie.
                  Nie mówię żeby w ogóle nie jeździć, choć kraje do których poziomu dążymy nie
                  mają wizyt domowych. Ale kompromis może być właśnie taki - 1 wizyta miesięcznie.

    • 333pl Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 24.02.07, 00:54
      Idz do przychodni Medical Center na Dembego 5 wjazd od Zaruby na przeciwko
      poczty tam nie ma kolejek. pzryjmują w ramach NFZ.
      • lohengrin4 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 24.02.07, 12:20
        > tam nie ma kolejek. pzryjmują w ramach NFZ.

        Dziwne! To znaczy że ludzie tam nie chcą z jakichś powodów chodzić.
        Może dlatego nie ma kolejek, że np. odmawiają przyjęć niezarejestrowanym przy
        braku wskazań? I wrócimy do punktu wyjścia ?...
        • alergenzb Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 24.02.07, 15:12
          lohengrin4 napisał:
          > Dziwne! To znaczy że ludzie tam nie chcą z jakichś powodów chodzić.
          > Może dlatego nie ma kolejek, że np. odmawiają przyjęć niezarejestrowanym przy
          > braku wskazań? I wrócimy do punktu wyjścia ?...

          Ale wcześniej pisałeś (cofnij się do swoich wypowiedzi wstecz), że tam gdzie ty
          pracujesz także nie ma kolejek, a pacjent nie czeka minuty. To jak to, jest u
          ciebie.
          Może do ciebie także z jakiś powodów nie chcą przychodzić????
          • lohengrin4 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 24.02.07, 15:23
            > Ale wcześniej pisałeś (cofnij się do swoich wypowiedzi wstecz), że tam gdzie
            > ty pracujesz także nie ma kolejek, a pacjent nie czeka minuty.

            Nie sprawdziłem, ale wątpię bym napisał że nie czeka minuty - mam zasadę nie
            używać takich kategorycznych stwierdzeń, bo obala się je bardzo łatwo.
            Natomiast pisałem, że pacjent nie czeka zbyt długo i to jest prawda, ale to
            dotyczy prywatnego sektoru w którym pracuję.
            W sektorze publicznym w którym pracuję kolejki bywają.
            Chodzi mi o coś innego. Otóż kolejki w obecnym systemie związanym z NFZ są
            nieuniknione. Są też w miejscu gdzie pracuję (w tym publicznym). Przychodnia na
            kontrakcie z NFZ bez kolejek to coś co zastanawia.
            Niekoniecznie musi być to dowód na jej złą jakość.
            Może to być dowód na asertywność osób które rejestrują. Np. stosują potępiany
            przez NFZ system odsyłania na jutro, na pojutrze, albo i później (mowa o POZ!
            nie o specjalistyce, gdzie liczyć należy w tygodniach i miesiącach).
            • alergenzb Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 25.02.07, 13:32

              alergenzb
              > > Ale wcześniej pisałeś (cofnij się do swoich wypowiedzi wstecz), że tam gd
              > zie
              > > ty pracujesz także nie ma kolejek, a pacjent nie czeka minuty.
              To jak to jest w twojej przychodni??


              lohengrin4 napisał:
              > Nie sprawdziłem, ale wątpię bym napisał że nie czeka minuty - mam zasadę nie
              > używać takich kategorycznych stwierdzeń, bo obala się je bardzo łatwo.
              > Natomiast pisałem, że pacjent nie czeka zbyt długo i to jest prawda,

              A jednak wczesniej pisaleś co innego:-))

              >ale to
              > dotyczy prywatnego sektoru w którym pracuję.
              > W sektorze publicznym w którym pracuję kolejki bywają.
              > Chodzi mi o coś innego. Otóż kolejki w obecnym systemie związanym z NFZ są
              > nieuniknione. Są też w miejscu gdzie pracuję (w tym publicznym). Przychodnia
              na
              >
              > kontrakcie z NFZ bez kolejek to coś co zastanawia.
              > Niekoniecznie musi być to dowód na jej złą jakość.

              Ale sam o tym pisales, odnosnie przychodni gdzie przyjeli dziecko , bez
              czekania:-))

              > Może to być dowód na asertywność osób które rejestrują. Np. stosują potępiany
              > przez NFZ system odsyłania na jutro, na pojutrze, albo i później (mowa o POZ!
              > nie o specjalistyce, gdzie liczyć należy w tygodniach i miesiącach).

              Oto link do twojej wypowiedzi, odnosnie czekania:-))
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=57765780&a=57860803
              • maverick777md Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 25.02.07, 13:50
                > lohengrin4 napisał:
                >tam gdzie pracuję pierwszy kontakt recepcji (odpowiednika kelnera) z pacjentem
                >następuje do minuty.

                "recepcji" - czyli NIE-Lekarza, lecz recpocjonistki (niekoniecznie z
                wykształceniem mdeycznym). Szanowana Alergenzb - albo nie czytasz dokładnie,
                albo celowo manipulujesz informacją.
                • alergenzb Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 25.02.07, 14:50
                  maverick777md napisał:

                  > > lohengrin4 napisał:
                  > >tam gdzie pracuję pierwszy kontakt recepcji (odpowiednika kelnera) z pacje
                  > ntem
                  > >następuje do minuty.
                  >
                  > "recepcji" - czyli NIE-Lekarza, lecz recpocjonistki (niekoniecznie z
                  > wykształceniem mdeycznym). Szanowana Alergenzb - albo nie czytasz dokładnie,
                  > albo celowo manipulujesz informacją.

                  czytam dokładnie i nie manipuluję!!!
                  Pani zglosiła się do przychodni, gdzie także nie czekała, tam także są panie
                  które rejestrują czyli rejestratorki w rejestracji.
                  Może lohengrin4 przyjmuje w hotelu, stąd te recepcjonistki. Przepraszam:-))
                  Masz rację, między recepcjonistką a rejestratorką są bardzo duże różnice:-))
                  • lohengrin4 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 25.02.07, 15:04
                    > czytam dokładnie

                    Ale nie zawsze z dobrym skutkiem ;-).


                    > Może lohengrin4 przyjmuje w hotelu, stąd te recepcjonistki. Przepraszam:-))
                    > Masz rację, między recepcjonistką a rejestratorką są bardzo duże różnice:-))

                    Tak napisałem - i zresztą coraz częściej widzę używanie słowa recepcja zamiast
                    rejestracja - dlatego że rejestracja ma bardzo złe konotacje: PRLowska
                    przychodnia z obrażoną na świat pielęgniarką, w okienku o wymiarach 70 x 40 cm,
                    z półkolistym prześwitem o promieniu 10 cm. Recepcja to blat, albo stolik,
                    gdzie przyzwoicie zadbana rejestratorko-recepcjonistka (często dalej
                    pielęgniarka) traktuje pacjenta jako partnera. Pojęcie "rejestracja" moim
                    zdaniem jest nie do uratowania przez najbliższe 20 lat, zawsze będzie się
                    kojarzyć z tą koszmarną estetyką starych przychodni.
                    • alergenzb Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 25.02.07, 15:16
                      Rozumiem :-))
                      • maverick777md Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 25.02.07, 17:41
                        A ja się z tego cieszę:) Zwłaszcza, że nim zostanę specjalistą minie jeszcze
                        parę lat:) lecz już teraz chciałbym usilną pracą zasłużyć na swe przyszłe
                        miano - swą wiedzą, doświadczeniem i... wynagrodzeniem :)))
              • lohengrin4 Re: nie przyjęli chorego dziecka - co dalej? 25.02.07, 14:57
                Nie wiem, droga Alergenzb, kto z nas gorzej zna polski.
                Niemniej jednak, przeczytałem wypowiedź o którą mnie oskarżasz i nie wiem o co
                Ci chodzi, jakie są zarzuty.
                Wypowiedzi nie są sprzeczne. POczytaj dokładnie.
                Podpowiem - mylisz czekanie na "obsłużenie" w przychodni z oczekiwaniem na
                przyjęcie przez lekarza w przychodni. Jasne?

    • agawamala Re: specjalnie do arona 24.02.07, 17:33
      Od urodzenia, a więc ponad 40 lat, obracam się w środowisku lekarskim. Tak więc
      lepiej lub gorzej znam ok 200-250 lekarzy. Wiem gdzie mieszkają, czym jeżdżą, i:
      terenówkę ma tylko jeden ( jeden) pediatra mieszkający zreszta na tzw.
      prowincji ( woj, świetokrzyskie), reszta jeżdzi samochodami róznej klasy, choc
      niekoniecznie 10 letnimi rzęchami.
      W willach ( a raczej domkach jednorodzinnych) mieszka ów wspomniany pediatra ze
      świetokrzyskiego, światowej sławy profesor tuż przed emeryturą, pediatra w
      średnim wieku, który odziedziczył dom po rodzicach ( żadne z nich nie było
      lekarzem); anestezjolog, który jest mężem pani pracującej w sektorze
      bankowości; lekarz z 20 letnim stażem, który wżenił sie w hektary pod szkłem (
      dawni badylarze). I uwaga! mój osobisty szwagier. Ginekolog. Pracował prawie 6
      lat w Libii jeszcze w poprzednim ustroju.
      Reszta mieszka w większych lub mniejszych mieszkaniach.
      Lekarz to taki sam zawód jak kazdy inny, z tym, że do jego wykonywania
      potrzebna jest wiedza poprzedzona wieloletnią, trudną nauką. Ponadto lekarz ma
      większą odpowiedzialność niz przedstawiciel jakiejkolwiek innej profesji.
      • newaron Re: specjalnie do arona 24.02.07, 17:43
        > reszta jeżdzi samochodami róznej klasy, choc
        > niekoniecznie 10 letnimi rzęchami.

        powinni chodzić na piechotę, o ile nie muszą jeździć na wizyty domowe.
        Ci którzy muszą jeździć na wizyty, mogą jeździć polonezami.

        > Lekarz to taki sam zawód jak kazdy inny,

        więc powinni zarabiać pensję minimalną

        > terenówkę ma tylko jeden

        widocznie pozostali wolą częściej jeździć na wczasy w Grecji i nie starczyło im
        na terenówkę.
        • aron2004 Re: specjalnie do arona 24.02.07, 17:56
          Polonezy nie. W zimie mógłby nie zapalić, a to może utrudnić szybkie dotarcie
          do chorego dziecka.

      • aron2004 Re: specjalnie do arona 24.02.07, 17:56
        to jest niemożliwe

        w woj. lubelskim praktycznie nie ma biednego lekarza, tj. takiego który nie ma
        willi, dobrej klasy samochodu i wczasów w ciepłych krajach. Co najwyżej są to
        alkoholicy, narkomani albo ludzie dopiero po studiach. Choć jest też wielu
        doktorów alkoholików którzy mimo nałogu mają konkretną kasę.

        A już rodzinni to elita elit. Terenówki, wille, wczasy w luksusowych kurortach -
        to normalka.

        Czy w woj. małopolskim i świętokrzyskim lekarze klepią biedę, jeżdżą Poldkami i
        mieszkają w blokach? To chyba niemożliwe żeby w obrębie jednego kraju
        występowały tak ogromne kontrasty w zamożności lekarzy.
      • aron2004 Re: specjalnie do arona 24.02.07, 17:59
        agawamala napisała:

        > Ponadto lekarz ma
        > większą odpowiedzialność niz przedstawiciel jakiejkolwiek innej profesji.

        Bzdura.
        Większą odpowiedzialność niż lekarz ma np. kierowca autobusu.
        • agawamala Re: specjalnie do arona 24.02.07, 18:42
          Aronie, przyjmij do wiadomości, że 99,99% polskiej populacji to ludzie, którzy
          nie pracuja dla idei. W tym także lekarze. Jesli za dużą odpowiedzialność i
          wiedzę proponuje im się zycie na poziomie minimum biologicznego, domawia prawa
          do godnego zycia to niebawem po prostu nie będzie lekarzy.
          Część wyjedzie, część się przekwalifikuje, część będzie pracować prywanie
          biorąc za wizytę u chorego dziecka 250 PLN - i to w dzień. Nie będzie
          pieniążków- nie będzie leczenia.
          A zmusic nikgo do niczego się nie da. W żaden sposób, ani kamaszami, ani groźbą
          więzienia. Żyjemy w kraju będącym członkiem UE i podpadającym pod unijne prawo.
          Jakiekolwiek działania wymierzone przeciwko lekarzom de facto będą wymierzone
          przeciwko pacjentom. O to chodzi?
          • masonic Specjalnie do wszystkich 26.02.07, 14:36
            odpowiadajacych na posty arona.
            czytam i nadziwic sie nie moge, inteligentni ludzie odpowiadaja na posty
            przyglupa (albo jakiegos nastolatka, ktory udaje przyglupa).
            Perwersja intelektualna albo nadmiar wolnego czasu.

            • zizi3 Re: Specjalnie do wszystkich 26.02.07, 21:34
              Mnie to bawi. Nie ma to jak po ciężkim dni pracy poczytać arona. I jak się
              wgłębić w jego teksty , to widać pewien postęp w jego myśleniu. Czasem napisze
              jeszcze o Grecji, terenówach ale już nie każe nam pracowć po 24h / dobę
              codziennie. Edukacja ludu jest zadaniem elit.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka