andnow2 26.09.07, 10:02 oto link do relacji o śmierci pacjenta, któremu odmówiono pomocy w szpitalu w Zgierzu dlatego, że mieszkał w Nowej Soli: wiadomosci.wp.pl/kat,,statp,UHJ6ZWdssWQgcHJhc3k%3D,wid,9240517,wiadomosc.html Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
slav_ Re: rejonizacja ważniejsza niż życie 26.09.07, 10:55 W artykule nie ma ZADNYCH informacji o nieprawidlowym postepowaniu personelu. >odmówiono pomocy w > szpitalu w Zgierzu dlatego, że mieszkał w Nowej Soli: GDZIE to pisze ??? Z artykulu: Pacjentwi NIE "odmowiono pomocy". Mial ZACZEKAC na badanie lekarza (z tego samego artykulu mozna wnioskowac ze raczej nie "pijacego kawy"). Pacjent ZREZYGNOWAL z leczenia i zglosil sie do leczenia w innym szpitalu - z wlasnej (rodziny) inicjatywy. Ma do tego prawo - i nie moze nikogo winic za skutki SWOJEGO postepowania. Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: rejonizacja ważniejsza niż życie 26.09.07, 11:11 Zeby bylo "smieszniej" tenze artykuj zawieajacy jawne oskarezenie personelu o smierc pacjenta zawiera wszelkie dane swiadczace ze personel bledu nie popelnil. A tytul artykulu powienien przeciez brzmiec: "Pacjent z sepsa zmarl bo mu sie NIE CHCIALO ZACZEKAC na zbadanie przez lakarza..." Odpowiedz Link Zgłoś
maverick777md Re: rejonizacja ważniejsza niż życie 26.09.07, 13:42 Popieram w całej rozciągłości. Artykuł powyzszy jasno też sugeruje, że problemem jest zbyt mała ilość lekarzy na oddziale. Sytuacje takie, w których pacjent cierpi z powodu braku personelu staną się zapewne coraz częstsze. Osobiście decyzję rodziny uważam za nielogiczną i to ją obarczałbym winą za zaistniałe zdarzenie. Odpowiedz Link Zgłoś
mindflayer Tak się kończy olewanie lekarzy 26.09.07, 16:36 Rejonizacja nie ma nic do rzeczy, za to trafiła się bezmyślna pielęgniarka. Jeśli pacjent nie był umierający w chwili zgłoszenia się na Izbę, to musiał zaczekać, bo widać lekarz musiał zająć się innym pacjentem. Proste. Nigdy nie byłeś w szpitalu na Izbie? Jeden lekarz musi obskoczyć izbę i oddział, a chorych 60. Zgadzam się z wszystkimi, że najgłupiej zrobiła ta rodzina, która zabrała chorego. Jeśli był w złym stanie, to co by było, jakby zmarł w samochodzie? A jeśli nie było źle, to czemu nie mógł poczekać? Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: Tak się kończy olewanie lekarzy 26.09.07, 23:54 W tej historii nie ma również "bezmyślnej pielęgniarki". Pacjent zgłosił sie "z ulicy" bez skierowania i oczywiście NIE MÓGŁ być bez takowego skierowania przyjęty "do szpitala" (to znaczy gdzie? na jaki oddział? z jakim rozpoznaniem?). Został (prawidłowo) pokierowany na szpitalny SOR aby tam przebadał go lekarz, ustalił wstępne rozpoznanie i ocenił czy pacjent nadaje sie do leczenia ambulatoryjeng (recepty i do domu), krótkotrwałej diagnostyki/leczenia w SOR (pobyt i wypis z SOR) czy hospitalizacji (i WTEDY dostał by skierowanie na KONKRETNY ODDZIAŁ tego szpitala). Pacjent jednak opuścił szpital i ZREZYGNOWAŁ z leczenia tamże. Za pacjent który z własnej woli rezygnuje z leczenia lekarz w żaden sposób NIE ODPOWIADA. Odpowiedz Link Zgłoś
mindflayer Re: Tak się kończy olewanie lekarzy 27.09.07, 09:46 W Zgierzu jest SOR, ale pacjent się do niego nie zgłosił, wszystko jedno dlaczego. Jeśli ktoś przychodzi na Izbę, bo coś mu się dzieje, to nie wolno go odesłać, bez oceny czy jest w stanie zagrożenia życia. Pielęgniarka tego nie zrobiła (zresztą nie mogła), ale myślała tylko o papierkach. Można pacjentowi odmówić wszelkich świadczeń, jeśli nie dopełnił warunków, ale nie wolno go "spuścić ze schodów" bo np. nie ma skierowania. W stanie zagrożenia życia ludzi każdy z nas ma obowiązek ratowania niezależnie od skierowań, a nawet sprawdzania uprawnień do korzystania z opieki zdrowotnej, prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: Tak się kończy olewanie lekarzy 27.09.07, 16:33 >Pielęgniarkatego nie zrobiła (zresztą nie mogła), ale myślała tylko opapierkach. Zrobiła to co do niej należy. W szpitalu w którym jest SOR pacjent bez skierowania w ogóle (fizycznie) nie powinien dotrzeć na izbę przyjęć. >W stanie zagrożenia życia ludzi każdy z nas ma >obowiązek ratowania niezależnie od skierowań, a nawet sprawdzania >uprawnień do korzystania z opieki zdrowotnej, prawda? Ten pacjent NIE BYŁ w momencie zgłoszenia w stanie zagrożenia życia i żadnych interwencji w tym momencie nie wymagał tak że możemy sobie te duże słowa i patos darować. Wystarczy że używają go niedoinformowani dziennikarze w swych artykułach. Gdyby stracił przytomność to interweniowano by, nawet "bez skierowania". >ale nie wolno go "spuścić ze schodów" bo np. nie ma >skierowania. Nikt go ze schodów nie spuszczał i niczego nie odmawiał. Został skierowany tam gdzie SAM sie powinien zgłosić. >W Zgierzu jest SOR, ale pacjent się do niego nie zgłosił, wszystko >jedno dlaczego. Z artykułu wynika że pacjent jednak zgłosił się do SOR - został zakwalifikowany jak sądzę do "zielonej strefy" - miał czekać na badanie lekarza w dalszej kolejności po pacjentach pilniejszych. Zrezygnował (jak wynika z artykułu za namową rodziny) z czekania i UNIEMOŻLIWIŁ tym samym leczenie go tam. Rodzina teraz szuka winnego bo sama ponosi częściowo odpowiedzialność za to co się stało (choć sepsa mogła sie skończyć tragicznie nawet gdyby był przyjęty w Zgierzu) i chce winę na kogoś zrzucić. A tak na marginesie - wykazujesz niestety taie samo niedoinformowanie i brak wiedzy na temat postępowania jak wielu pacjentów. Otóż pacjenci często (myślę że najczęściej) nie otrzymują pomocy bo szukają jej NIE TAM GDZIE TRZEBA. Choćby było 5 SOR-ów, nocna pomoc, ambulatoria to pacjent "leci do szpitala bo jest chory a tam lepiej pomogą" a potem sie awanturuje bo mu "nie chcą udzielić pomocy", "nie chą zbadać" albo "musi czekać". A gawiedź szermuje "przysięgą Hipokratesa" i "obowiązkiem ratowania". Ten pacjent nie potrzebował żadnego "ratowania" ani innych akcji. Powinien sie zgłosić do miejsca gdzie udzielana jest pomoc doraźna WSZYSTKIM pacjentom - BEZ skierowania bo takie miejsce (miejsca) w Zgierzu są (można je znaleźć w prasie, zadzwonić na Pogotowie po informację gdzie się zgłosić itp - nie wymaga to ŻADNEJ finezji i szczególnych umiejętności. ZACZEKAĆ na zbadanie przez lekarza a następnie zastosować się do jego zaleceń (np. zgłosić się (lub być zawiezionym - już ze skierowaniem - do leczenia szpitalnego NA KONKRETNY ODDZIAŁ !!!). Koniec. Proste. Nie trzeba Hipokratesa, wojny, akcji ratunkowej, awantury, dziennikarzy, rzecznika itp. Odpowiedz Link Zgłoś
mindflayer Re: Tak się kończy olewanie lekarzy 27.09.07, 23:18 Ja o chlebie, Ty o niebie :) Masz we wszystkim rację, ale ja z artykułu wygląda, że pacjent najpierw zgłosił się na jakąś Izbę Przyjęć. Nie czepiam się, ale zgrzytem jest relacja o skierowaniu. Jeśli to był SOR, to nikt nie pytałby o skierowanie. (teoretycznie, :) bo koledzy z SOR dostawali pacjentów ze skierowaniami w celu planowej kontroli). Uprzejmość nic nie kosztuje, równie dobrze pielęgniarka mogła skierować pacjenta na SOR. Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: Tak się kończy olewanie lekarzy 27.09.07, 23:47 Literalnej treść rozmowy pielęgniarki z pacjentem w ogóle nie biorę po uwagę ponieważ należy potraktować te cytaty jako "licencja poetica" i jak faktycznie brzmiała jest nie do oceny (zarówno z przyczyn obiektywnych delikatnie mówiąc). Biore pod ufage fakty zawarte w artykule - kolejnośc wydarzeń. NA PEWNO zapytała o skierowanie (i POWINNA to zrobić). Skierowała na SOR (jest w artykule). Pacjenta zobaczył lekarz SOR, wstępnie ocenił jako pacjenta nie wymagającego pilnej interwencji i kazał czekać na zbadanie (jest w artykule). Pacjent SAM zrezygnował z (jego zdaniem zbyt długiego) czekania (JEST w artykule). Podnoszę ten temat bo jest to doskonały przykład mechanizmu powstawania wielu bezpodstawnych oskarżeń pod adresem opieki zdrowotnej i takich artykułów - z tytułami szczującymi na personel i treścią POZORNIE zawierającą oskarżenia. Odpowiedz Link Zgłoś
dwimmerling Re: Tak się kończy olewanie lekarzy 28.09.07, 00:20 Wytlumacz to panu radcy prawnemu-choc osobiscie,mysle ze to raczej awykonalne-w koncu,latwiej zarobic na ciemnych ludziach,jesli glupote rodziny pacjenta nazwie sie bledem medycznym lekarza,nawet bez zadnych podstaw... Odpowiedz Link Zgłoś
reszka2 Re: rejonizacja ważniejsza niż życie 26.09.07, 23:30 Sepsa to ciąg wydarzeń o nieprzewidywalnym przebiegu. Ciekawe o co oskarzonoby lekarkę, gdyby go przyjęła a POMIMO tego pacjent by zmarł. Odpowiedz Link Zgłoś
obs2 Re: rejonizacja ważniejsza niż życie 28.09.07, 09:10 Andnow2 - lubię z Tobą rozmawiać, mam poczucie pewnej wspólnoty refleksji, choć na ogół - znacznej różnicy poglądów. Ale formalny poziom dyskusji z Tobą zawsze mi odpowiadał. Czy chcesz dołączyć do dużego tu grona ludzi piszących, choć nie umiejących czytać ze zrozumieniem? Napisałeś "któremu odmówiono pomocy". Jak to odmówiono? Przecież sam opuścił ten szpital- czekając na pomoc, która była mu obiecana. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 tkwimy w mule po same uszy 29.09.07, 07:35 obs2 napisał: > Andnow2 - lubię z Tobą rozmawiać, mam poczucie pewnej wspólnoty > refleksji, choć na ogół - znacznej różnicy poglądów. Też mam takie odczucie. Poglądami bliższy jest mi natomiast mindflayer, przynajmniej w tym wątku: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=69586019&a=69637117 dalej obs2 napisał: > Czy chcesz dołączyć do dużego tu grona ludzi piszących, choć nie > umiejących czytać ze zrozumieniem? > Napisałeś "któremu odmówiono pomocy". > Jak to odmówiono? Przecież sam opuścił ten szpital- czekając na > pomoc, która była mu obiecana. Można i tak, jeśli zgodzimy się, że w kraju środkowo-europejskim czterogodzinne oczekiwanie z obrzękiem gardła na korytarzu szpitala na wstępne zbadanie przez lekarza, to standard. Oczywiście nie musisz przytaczać mi jakichś relacji o jeszcze dłuższym wyczekiwaniu w krajach będących kolebką współczesnej demokracji, gdzieś za oceanem, czy też na wyspach, bo czytałem już i te relacje na tym forum. Osobiście wolałbym wzorować się na krajach, w których standardem jest krótsze oczekiwanie na pomoc medyczną. O tym konkretnym wypadku wiemy zbyt mało, by go rzetelnie ocenić. W szczególności brak informacji, czy rzeczywiście inne ważne zajęcia nie pozwoliły tej lekarce zbadać pacjenta wcześniej, czy też może mieliśmy do czynienia ze zwykłą szykaną. W takim tempie, to byłaby w stanie zbadać dziennie tylko dwóch nowoprzyjmowanych pacjentów. Sam posiadam raczej bardzo pozytywne doświadczenia z moich niewielu w sumie wizyt na "ostrych dyżurach". Podobne wrażenia mamy (poza relacją z feralnym lekarzem pogotowia Andrzejem M.) z kontaktów Huberta (z kazusu: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? f=305&w=64217633) z lekarzami podczas leczenia i rehabilitacji po wypadku. Ale jak to w życiu bywa, reguła istnieje tylko wtedy, gdy może zostać potwierdzona chociażby jednym, jakimś wyjątkiem. Dość szokujący wyjątek przeżyliśmy, gdy towarzyszyłem podczas przyjęcia Huberta na pobyt w jednym z ośrodków. Kwalifikacja odbyła się podczas wizyty tydzień, czy dwa wcześniej. Przebadano Huberta i ku naszej uciesze zakwalifikowano go na rehabilitację, wyznaczając konkretny dzień przyjęcia na pobyt w placówce. Stawiliśmy się punktualnie w wyznaczonym terminie z Hubertem "tkwiącym" świadomościowo jeszcze cały czas na pograniczu śpiączki i wybudzenia, będącym jednak na etapie pozwalającym mu na rozpoznanie i percepcję znaczenia rozmowy prowadzonej z nami przez przyjmującą lekarkę na jego temat. Usłyszeliśmy wiele słów krytycznych pod adresem lekarza przełożonego lekarki przyjmującej, który na poprzednim spotkaniu zdecydował o przyjęciu Huberta na rehabilitację. Pani doktor koniecznie zależało na zdyskredytowaniu decyzji jej przełożonego, a zarazem wykazaniu nam, jak bardzo autonomiczna jest jej pozycja w hierarchii decyzyjnej tej placówki. Hubert usłyszał, w jak beznadziejnym stanie się znajduje i jak naiwne są nasze oczekiwania, że pobyt w tym ośrodku może coś zmienić w jego sytuacji. Lekarce wtórował przywołany do konsultacji jej kolega lekarz, przekonany również o tym, iż powinniśmy wyszukać w internecie inne ośrodki, do których "szczerze" radziłby nam się udać. Przełożonego, który wcześniej zakwalifikował Huberta na pobyt w placówce nie było. Nie był też możliwy kontakt telefoniczny z nim. Wyproszono nas więc na korytarz, gdzie mieliśmy czekać na decyzję o przyjęciu lub odmowie przyjęcia na pobyt. W międzyczasie okazywano nam wiele wyrazów sympatii, gdy wyczekiwaliśmy pod gabinetem pani doktor. Pacjenci pojawiający się w wyznaczonych terminach u pani doktor oferowali nam "odstąpienie" swojej kolejki. "Półśnięty" Hubert na wózku inwalidzkim musiał zwracać na siebie uwagę, bo "zagadywali" do nas również biesiadnicy, wchodzący liczną grupą do gabinetu pani doktor na przygotowany tam poczęstunek z okazji imienin i wychodzący następnie z gabinetu po uroczystości. Po ponad 3 godzinach wyczekiwania przypomniałem się pani doktor. Wspomniałem, że Hubert ma dużą zdolność wyczekiwania, potwierdzoną przetrwaniem prawie dwóch godzin we wraku auta bez pomocy medycznej, to pewnie i wytrzyma jeszcze jakiś czas pod jej gabinetem, ale poddałem w wątpliwość celowość dalszego spędzania przez niego pierwszego dnia pobytu w ośrodku na korytarzu, zamiast na zabiegach. Argument zadziałał, Hubertowi przydzielono pokój i wydano kartę zabiegową. Dalszy pobyt w tej placówce wspominamy jak najlepiej. Wszyscy byli zgodni w ocenie znacznych postępów rehabilitacyjnych Huberta. Opinii lekarki przyjmującej jednak nie znamy, bo opisany incydent "na wejściu" nie pozostał bez wpływu na spontaniczność i szczerość naszej relacji, w tym i komunikacji z tą panią doktor. Ja ten "wybryk" lekarki traktuję jednoznacznie jako szykanę. Przeczekaliśmy, bo innego wyjścia nie mieliśmy, gdy odmówiła nam, a w każdym razie "ważyła" ze swym kolegą przez ponad trzy godziny decyzję o przyjęciu Huberta na rehabilitację w tej placówce. Gdybyśmy mieli wówczas jakąś realną alternatywę, pewnie byśmy z niej skorzystali i nie wyczekiwali na korytarzu. Artur Ostrowski z Nowej Soli miał alternatywę, gdy odmówiono mu przyjęcia do szpitala w Zgierzu. Zamiast wyczekiwać cztery godziny na korytarzu bez pomocy medycznej, pojechał do Nowej Soli, bo tam pomoc mógł otrzymać wcześniej i była pewna. Osobiście nie mam wątpliwości, że pomocy mu odmówiono, bo odesłano go na korytarz bez jakiegokolwiek zbadania, informując, że nie można go przyjąć bez skierowania. Kazano mu czekać co najmniej cztery godziny na wstępną kwalifikację, a więc z jego punktu widzenia równie dobrze po czterech godzinach wyczekiwania z obrzękiem gardła, bólem i przy kiepskim samopoczuciu nie miał pewności, że zostanie przyjęty do szpitala. Perspektywa odesłania "z kwitkiem" po czterech godzinach wyczekiwania nie była zdarzeniem przyjemnym. Wybrał mniejsze zło, bo samochodem miał szansę dotrzeć do Nowej Soli i otrzymać pomoc medyczną wcześniej. Trudno mi natomiast ocenić zachowanie zgierskiej lekarki z punktu widzenia uznania go, n.p. za szykanę, bo mamy za mało danych. Nie wiemy, czym zajmowała się przez te cztery godziny wyczekiwania, w szczególności czy były to wyłącznie czynności medyczne, czy też może biesiada imieninowa, jak w wypadku lekarki z kazusu Huberta. Tłumaczenie, że lekarka zgierska nie odmówiła pomocy, lecz kazała jedynie na nią czekać, uważam za przewrotną interpretację decyzji odmawiającej przyjęcia do szpitala z uwagi na skutek w postaci śmierci pacjenta. Z punktu widzenia odbiorcy decyzji o konieczności 4 godzinnego wyczekiwania na zbadanie, była to decyzja odmowna. Sytuacja przypomina nieco reklamę piwa Warka. Ponieważ reklama alkoholu była zakazana, mężczyzna zachęcał do piwa mocno bezalkoholowego, mrugając jednocześnie porozumiewawczo okiem. Mimo werbalnego zachęcania do picia piwa bezalkoholowego, nikt nie miał wątpliwości, że faktycznie mamy do czynienia z reklamą alkoholu, i tak, a nie inaczej należało czytać tę reklamę ze zrozumieniem. Podobnie ma się - moim zdaniem - rzecz z czytaniem ze zrozuminiem decyzji zgierskiej lekarki. Odpowiedz Link Zgłoś
obs2 Re: tkwimy w mule po same uszy 29.09.07, 08:32 > Osobiście nie mam wątpliwości, że pomocy mu odmówiono, bo odesłano > go na korytarz bez jakiegokolwiek zbadania, informując, że nie > można go przyjąć bez skierowania. Kazano mu czekać co najmniej > cztery godziny na wstępną kwalifikację, czy możesz jakoś rozwinąć logiczne uzasadnienie zastosowania konstrukcji z "bo" w tej wypowiedz ? Nie otrzymał komunikatu o niemożności uzyskania pomocy. Oczywiście, NIE POWINNO się w ogóle zdarzyć uzależnianie od skierowania czy rejonu w tej sytuacji. Ale stan zdrowia pacjenta oceniła pielęgniarka (pracownik fachowy) - oczywiście na SWOJĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Zdecydowała o mozliwości czekania (być może błędnie) i obiecała konsultację w związku z czym zarzut ODMOWY pomocy upada z mocy logiki. Co innego, czy pomoc była udzielana WŁAŚCIWIE - może nie. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 A może one mówiły nie, myśląc tak, 29.09.07, 12:28 obs2 napisał: "... Nie otrzymał komunikatu o niemożności uzyskania pomocy. ..." a zmarły i jego rodzina po prostu nie znali się na żartach i na psychice polskiej kobiety? Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 odjechali, bo nie dostali pomocy 29.09.07, 13:03 obs2 napisał: "... czy możesz jakoś rozwinąć logiczne uzasadnienie zastosowania konstrukcji z "bo" w tej wypowiedzi ? ..." a wypowiedź moja brzmiała: "... Osobiście nie mam wątpliwości, że pomocy mu odmówiono, bo odesłano go na korytarz bez jakiegokolwiek zbadania, informując, że nie można go przyjąć bez skierowania. Kazano mu czekać co najmniej cztery godziny na wstępną kwalifikację, ..." Odpowiem chętnie cytatem z relacji zawartej pod: wiadomosci.wp.pl/kat,,statp,UHJ6ZWdssWQgcHJhc3k%3D,wid,9240517,wiadomosc.html W relacji napisano: "Pielęgniarka, która do nas wyszła, powiedziała, że pacjent nie jest z naszego województwa i dlatego musimy mieć skierowanie od lekarza rodzinnego - oburza się Jerzy Nejman, krewny zmarłego. W końcu kazała czekać na lekarza. Lekarka przyszła kilkanaście minut później. Powiedziała, że jest zajęta i może przyjąć Artura dopiero za cztery godziny. Wyproszono nas na korytarz." Czytam to i nie dostrzegam jakiejkolwiek czynności zbadania i kwalifikacji lub dyskwalifikacji do leczenia szpitalnego. Pojechali więc do Nowej Soli, bo w Zgierzu mogli się nimi zająć dopiero za cztery godziny. Odpowiedz Link Zgłoś
loraphenus Re: odjechali, bo nie dostali pomocy 29.09.07, 13:11 Panie Radco, Swego czasu z przyjemnością czytało się Pana wypowiedzi, mimo radykalnej najcześciej różnicy poglądów. Teraz coś (składniam się ku wersji jednego z Pańskich adwersarzy - że to "mamona" lub swoisty rodzaj "poprawności politycznej" ) sprawia że Pański styl zaczyna przypominać "szlachcicoaroznizm" Nie mnie oceniać z drugiej strony i powinienem być powściągliwy - jednak...Czy Pan nie zauważa zmiany ? Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 szlachcicoaronizm 29.09.07, 13:25 loraphenus napisał: > Panie Radco, > > Swego czasu z przyjemnością czytało się Pana wypowiedzi, mimo radykalnej > najcześciej różnicy poglądów. > > Teraz coś (składniam się ku wersji jednego z Pańskich adwersarzy - że to > "mamona" lub swoisty rodzaj "poprawności politycznej" ) sprawia że Pański styl > zaczyna przypominać "szlachcicoaroznizm" > > Nie mnie oceniać z drugiej strony i powinienem być powściągliwy - jednak...Czy > Pan nie zauważa zmiany ? Gotowej odpowiedzi nie posiadam, chociażby z tego powodu, że jeszcze nie bardzo wyrobiłem sobie pogląd na to, czym jest "szlachcicoaronizm" i na ile, i czy w ogóle, różni się od "dwimmerlingowizmu", czy też innego możliwego do zdefiniowania stylu udziału w dyskusji na tym forum. Ale dzięki za sugestię, przemyślę. Odpowiedz Link Zgłoś
obs2 Re: odjechali, bo nie dostali pomocy 29.09.07, 19:19 POzwolisz andnow2 że ja teraz zestawię wypowiedzi: "Pielęgniarka, która do nas wyszła, powiedziała, że pacjent nie jest > z naszego województwa i dlatego musimy mieć skierowanie od lekarza > rodzinnego - oburza się Jerzy Nejman, krewny zmarłego. W końcu > kazała czekać na lekarza. Lekarka przyszła kilkanaście minut > później. Powiedziała, że jest zajęta i może przyjąć Artura dopiero > za cztery godziny." KAZAŁA CZEKAĆ NA LEKARZA. LEKARZ PRZYSZEDŁ NIEMAL OD RAZU. POWIEDZIAŁ ŻE PACJENTA PRZYJMIE. ŻE PRZYJMIE ŻE PRZYJMIE ŻE PRZYJMIE. dotarło? i teraz Ty: > Czytam to i nie dostrzegam jakiejkolwiek czynności zbadania i > kwalifikacji lub dyskwalifikacji do leczenia szpitalnego przepraszam, ale poza stwierdzeniem że ręce opadają nie jestem w stanie niczego innego napisać. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 że może przyjąć nie znaczy, że przyjęła i zbadała 29.09.07, 23:59 obs2 napisał: > POzwolisz andnow2 że ja teraz zestawię wypowiedzi: > > > "Pielęgniarka, która do nas wyszła, powiedziała, że pacjent nie jest > > z naszego województwa i dlatego musimy mieć skierowanie od lekarza > > rodzinnego - oburza się Jerzy Nejman, krewny zmarłego. W końcu > > kazała czekać na lekarza. Lekarka przyszła kilkanaście minut > > później. Powiedziała, że jest zajęta i może przyjąć Artura dopiero > > za cztery godziny." > > KAZAŁA CZEKAĆ NA LEKARZA. LEKARZ PRZYSZEDŁ NIEMAL OD RAZU. > POWIEDZIAŁ ŻE PACJENTA PRZYJMIE. > ŻE PRZYJMIE > ŻE PRZYJMIE > ŻE PRZYJMIE. > > dotarło? > > i teraz Ty: > > > Czytam to i nie dostrzegam jakiejkolwiek czynności zbadania i > > kwalifikacji lub dyskwalifikacji do leczenia szpitalnego > > przepraszam, ale poza stwierdzeniem że ręce opadają nie jestem w > stanie niczego innego napisać. Ja odróżniam czas przyszły od przeszłego oraz zdarzenia dokonane od przyszłych, niedokonanych i niepewnych. Ta lekarka mogła przyjąć pacjenta dopiero za cztery godziny. Nie chodziło raczej o przyjęcie pacjenta do szpitala, tylko o przyjęcie pacjenta przez lekarkę celem zbadania i kwalifikacji lub dyskwalifikacji do leczenia szpitalnego. Dlaczego odczytujesz to inaczej, nie wiem. Oczywiście mnie tam nie było i tak naprawdę nie posiadam żadnej konkretnej wiedzy o tym zdarzeniu, ponad to, co przeczytałem w relacji pod: wiadomosci.wp.pl/kat,,statp,UHJ6ZWdssWQgcHJhc3k=,wid,9240517,wiadomosc.html?ticaid=148d7 Pisałem i zastrzegałem się, że za mało wiem o zdarzeniu, by ocenić, czy zachowanie lekarki było szykaną, czy nie. Dziwi mnie Twoja pewność w ocenie tego zachowania. Czyżbyś posiadał więcej wiedzy o przebiegu zdarzenia, niż to wynika z opisu na wp.pl? Odpowiedz Link Zgłoś
loraphenus Re: że może przyjąć nie znaczy, że przyjęła i zba 30.09.07, 00:29 Panie Radco... Rozumiem że logika na prawie to pierwszy rok i że wiele lat jest Pan po studiach, zapewne zdawał ją Pan w sesji wrzesniowej. Ale spróbuje zapytać inaczej. Nawiązując do powyższej wypowiedzi i odpowiedzi dla obs2 Czy Pana zdaniem najpierw lekarz przeprowadza wywiady z pacjentem, dokonuje badania podmiotowego i przedmiotowego -czy może najpierw z ulicy przyjmuje się wszystkich na oddział i potem... Przecież rozsądek, dedukcja i abstrakcyjne myślenie nakazuje myśleć inaczej. Powiem tak -żeby rozwiać Pańskie wątpliwości. Pacjent miał być przyjęty przez lekarza 4 godziny (jeśli tak faktycznie było) - i miała zostać podjęta dalsza decyzja o: a) odprawieniu z kwitkiem do lekarza POZ b) stwierdzenia konieczności przyjęcia pacjenta na odddział Pacjent jak wynika z artykułu zrezygnował z oczekiwania na badanie lekarza- dokonał wyboru -samodzielnie oddalił się z Izby Przyjęć ZZOZ. Zakładamy że pacjent miał pełną sprawność pokierowania swym postępowaniem. O co Panu chodzi? Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 dokładnie tak to zrozumiałem 30.09.07, 00:44 loraphenus napisał: > Panie Radco... > > Rozumiem że logika na prawie to pierwszy rok i że wiele lat jest Pan po > studiach, zapewne zdawał ją Pan w sesji wrzesniowej. Ale spróbuje zapytać > inaczej. Nawiązując do powyższej wypowiedzi i odpowiedzi dla obs2 > > Czy Pana zdaniem najpierw lekarz przeprowadza wywiady z pacjentem, dokonuje > badania podmiotowego i przedmiotowego -czy może najpierw z ulicy przyjmuje się > wszystkich na oddział i potem... > > Przecież rozsądek, dedukcja i abstrakcyjne myślenie nakazuje myśleć inaczej. > > Powiem tak -żeby rozwiać Pańskie wątpliwości. Pacjent miał być przyjęty przez > lekarza 4 godziny (jeśli tak faktycznie było) - i miała zostać podjęta dalsza > decyzja o: > > a) odprawieniu z kwitkiem do lekarza POZ > b) stwierdzenia konieczności przyjęcia pacjenta na odddział > > Pacjent jak wynika z artykułu zrezygnował z oczekiwania na badanie lekarza- > dokonał wyboru -samodzielnie oddalił się z Izby Przyjęć ZZOZ. > > Zakładamy że pacjent miał pełną sprawność pokierowania swym postępowaniem. > > O co Panu chodzi? Dokładnie tak to zrozumiałem. A obecnie przedmiotem postępowania prokuratury jest ustalenie, czy ta pani doktor miała rzeczywiste i usprawiedliwione powody czterogodzinnego zwlekania ze zbadaniem tego pacjenta, celem podjęcia decyzji o hospitalizacji lub odesłaniu z kwitkiem. Badanie nie miało miejsca. Pacjenta wyproszono i kazano mu przyjść za 4 godziny. Odpowiedz Link Zgłoś
obs2 Re: dokładnie tak to zrozumiałem 30.09.07, 11:40 > A obecnie przedmiotem postępowania prokuratury jest ustalenie, czy > ta pani doktor miała rzeczywiste i usprawiedliwione powody > czterogodzinnego zwlekania ze zbadaniem tego pacjenta, celem > podjęcia decyzji o hospitalizacji lub odesłaniu z kwitkiem. > Badanie nie miało miejsca. Pacjenta wyproszono i kazano mu > przyjść za 4 godziny. NO TO SIĘ PYTAM GDZIE TU JEST ODMOWA POMOCY? Może popełniła błąd w kwalifikacji pilności. Ale gdzie jest ODMOWA pomocy????? Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Re: dokładnie tak to zrozumiałem 01.10.07, 00:24 andnow2 napisał: > Pacjenta wyproszono i kazano mu przyjść za 4 godziny. Nieprawda. Nie kazano mu przyjść za 4 godziny, tylko kazano poczekać na przyjęcie przez lekarza. Tak więc nie odmówiono mu pomocy. S. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 jeśli to żółtej strefy się wyprasza, to masz rację 01.10.07, 05:19 snajper55 napisał: > andnow2 napisał: > > > Pacjenta wyproszono i kazano mu przyjść za 4 godziny. > > Nieprawda. Nie kazano mu przyjść za 4 godziny, tylko kazano poczekać na > przyjęcie przez lekarza. Tak więc nie odmówiono mu pomocy. > > S. Cytat z relacji brzmi tak: "Pielęgniarka, która do nas wyszła, powiedziała, że pacjent nie jest z naszego województwa i dlatego musimy mieć skierowanie od lekarza rodzinnego - oburza się Jerzy Nejman, krewny zmarłego. W końcu kazała czekać na lekarza. Lekarka przyszła kilkanaście minut później. Powiedziała, że jest zajęta i może przyjąć Artura dopiero za cztery godziny. Wyproszono nas na korytarz. Maria Ostrowska, matka Artura, zaczęła płakać i błagać lekarzy, żeby przyjęli jej syna, ale nic to nie dało." Więc, jeśli żółtą strefą wspomnianą przez jednego z dyskutantów jest korytarz, do którego wyprasza się "natrętnych" i płaczących o pomoc pacjentów, do których to "wychodzą" pielęgniarki i lekarze, to macie Państwo rację. Mnie osobiście z określeniem strefy, w której otacza się pacjentów opieką i udziela pomocy bardziej kojarzą się takie terminy, jak "zapraszać" do strefy. Poza tym z udzielaniem pomocy kojarzy mi się też coś takiego, jak przejęcie pieczy nad pacjentem. Zacytowana relacja (być może tendencyjna) wskazuje raczej na opędzanie się od natrętnego pacjenta, a w każdym razie na unikanie przejęcia nad nim pieczy. Istotny jest jeszcze jeden szczegół z relacji. Napisano, że matka błagała lekarzy, a nie jedną lekarkę. Odpowiedz Link Zgłoś
obs2 Re: jeśli to żółtej strefy się wyprasza, to masz 01.10.07, 07:23 > Istotny jest jeszcze jeden szczegół z relacji. Napisano, że matka > błagała lekarzy, a nie jedną lekarkę. masz rację, istotny. To pokazuje, że w ocenie nie jednego a kilku lekarzy pacjent nie wymagał natychmiastowej interwencji. Ex post wiemy, że było inaczej. Ale niestety tak bywa w medycynie, że przebieg pewnych chorób czasem jest kompletnie nieprzewidywalny. Czy był błąd, czy sytuacja wyjątkowa, wypowiedzą się biegli. Ale cieszę się że udowadniasz brak zaistnienia odmowy pomocy. Kilku lekarzy oceniło, że nie trzeba natychmiast. BAda się teraz, czy mieli rację. Ale padło stwierdzenie o możliwości przyjęcia za jakiś (krótki, jak na standardy SORu) czas - w Angli byłoby to 14, a nie 4 godziny. Pacjent świadomie i samowolnie opuścił placówkę. Jego zgon zatem nie ma istotnego związku z działaniami lekarzy - co dla prawnika powinno być w miarę jasne. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 jeśli już, to raczej z zaniechaniem działania 01.10.07, 15:47 obs2 napisał: > > Istotny jest jeszcze jeden szczegół z relacji. Napisano, że matka błagała lekarzy, a nie jedną lekarkę. > > masz rację, istotny. To pokazuje, że w ocenie nie jednego a kilku > lekarzy pacjent nie wymagał natychmiastowej interwencji. > Ex post wiemy, że było inaczej. Ale niestety tak bywa w medycynie, > że przebieg pewnych chorób czasem jest kompletnie nieprzewidywalny. > Czy był błąd, czy sytuacja wyjątkowa, wypowiedzą się biegli. > Ale cieszę się że udowadniasz brak zaistnienia odmowy pomocy. Kilku lekarzy oceniło, że nie trzeba natychmiast. BAda się teraz, czy mieli rację. Ale padło stwierdzenie o możliwości przyjęcia za jakiś (krótki, jak na standardy SORu) czas - w Angli byłoby to 14, a nie 4 godziny. Pacjent świadomie i samowolnie opuścił placówkę. Jego zgon zatem nie ma istotnego związku z działaniami lekarzy - co dla prawnika powinno być w miarę jasne. A inna refleksja, to taka, że znów widoczna jest dialektyczna sprzeczność punktu widzenia obrońcy praw ofiary i rzecznika interesów potencjalnych sprawców. Ja z faktu, że lekarzy mogło być wielu upatrywałbym raczej okoliczności zaprzeczającej twierdzeniom, że lekarka nie mogła zająć się chorym, bo była sama na oddziale. Ty na tej samej okoliczności budujesz linię obrony, iż co dwie lub trzy głowy to nie jedna. Jak widać stary Marx miał rację, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Re: jeśli już, to raczej z zaniechaniem działania 01.10.07, 16:37 Ważne jest jedno, wbrew temu co piszesz: pacjentowi NIE odmówiono pomocy. To, że nie chciał na nią czekać było już jego lub/i jego rodziny decyzją. Więc po co kłamiesz ? S. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 nie mogę kłamać, bo nie mam w ogóle wiedzy 01.10.07, 17:04 snajper55 napisał: > Ważne jest jedno, wbrew temu co piszesz: > > pacjentowi NIE odmówiono pomocy. > > To, że nie chciał na nią czekać było już jego lub/i jego rodziny decyzją. > > Więc po co kłamiesz ? > > S. Powtórzę raz jeszcze, że ja nie jestem świadkiem w tej sprawie, bo nie było mnie tam i nie posiadam żadnej bezpośredniej wiedzy, a jedynie dokonuję interpretacji relacji zamieszczonej na wp.pl: wiadomosci.wp.pl/kat,,statp,UHJ6ZWdssWQgcHJhc3k=,wid,9240517,wiadomosc.html?ticaid=14900 Z Twego uniesienia i mocnych słów wnoszę, że albo posiadasz wiedzę bezpośrednią (to się z nią podziel i umożliw jej weryfikację), a jeśli nie posiadasz wiedzy bezpośredniej, to pewnie inaczej interpretujesz treść tej relacji. No ale to jeszcze raczej nie jest powód do obrażania innego uczestnika dyskusji epitetem kłamcy. Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: nie mogę kłamać, bo nie mam w ogóle wiedzy 01.10.07, 17:31 No własnie. Interpretacji. Problem polega że w tej relacji SĄ - oczywiście zupełnie przypadkiem bo jest to typowy artykuł "z tezą" o bezdyskusyjnej winie personelu - i tym bardziej przez to wiarygodne - niezbędne i czytelne (dla osoby zorientowanej "jak to działa") wszelkie dane świadczące PRZECIW winie personelu. To czy na SOR pracował wtedy jeden lekarz czy więcej akurat BARDZO łatwo sprawdzić. Grafik dyżurów to rzecz ścisła i na SOR nikogo poza dyżurnymi(dyżurnym) NIE MA. Ale sformułowanie: "Jak to możliwe, że na oddziale ratunkowym zgierskiego szpitala pracuje tylko jeden lekarz? To niedopuszczalna sytuacja. Powinien to natychmiast skontrolować wojewódzki oddział NFZ - zapowiada rzecznik (Min. Zdrowia)." świadczy że raczej był jeden. A więc "błaganie lekarzy" należy raczej interpretować jako figurę stylistyczną. A nawet jeśli "błagali" jakichś innych lekarzy (jakich, z jakiego oddziału?, gdzie pracujących ?)) to oni nie mieli żadnej możliwości jej "błagań" spełnić. Ma to z resztą i tak znaczenie drugorzędne. >Mnie osobiście z określeniem strefy, w której otacza się pacjentów >opieką i udziela pomocy bardziej kojarzą się takie terminy, >jak "zapraszać" do strefy. Poza tym z udzielaniem pomocy kojarzy mi >się też coś takiego, jak przejęcie pieczy nad pacjentem. Dokładnie tak jest. Nawet siedzący w poczekalni na krzesełku pacjent czekający na zbadanie jest pod taka pieczą. Jeśli np. zasłabnie zostanie mu udzielona pomoc. Piecza (a z tym i odpowiedzialność) USTAJE w momencie opuszczenia pacjenta terenu SOR. Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Mozna kłamać nie mając wiedzy. 01.10.07, 19:49 Mogę napisać na przykład, że jesteś pedofilem. Czy będzie to prawda ? andnow2 napisał: > Powtórzę raz jeszcze, że ja nie jestem świadkiem w tej sprawie, bo > nie było mnie tam i nie posiadam żadnej bezpośredniej wiedzy Ale ja nie twierdzę, że tam byłeś, tylko że kłamiesz pisząc: "pacjenta, któremu odmówiono pomocy w szpitalu w Zgierzu dlatego, że mieszkał w Nowej Soli" Choremu nie odmówiono pomocy. A przynajmniej nie wynika to z przytoczonego artykułu. > Z Twego uniesienia i mocnych słów wnoszę Nie uniosłem się a słowa nie są mocne, tylko adekwatne. S. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 rzetelność relacjonowania 01.10.07, 21:11 snajper55 napisał: > Mogę napisać na przykład, że jesteś pedofilem. Czy będzie to prawda ? - gdyby w tej relacji na wp.pl napisano, że jestem pedofilem, a Ty byś napisał, że jak wynika z relacji był tam też pewien pedofil, to byłaby to prawda, mimo, że ja pedofilem nie jestem. > > andnow2 napisał: > > > Powtórzę raz jeszcze, że ja nie jestem świadkiem w tej sprawie, bo nie było mnie tam i nie posiadam żadnej bezpośredniej wiedzy > > Ale ja nie twierdzę, że tam byłeś, tylko że kłamiesz pisząc: > > "pacjenta, któremu odmówiono pomocy w szpitalu w Zgierzu dlatego, że mieszkał w Nowej Soli" > > Choremu nie odmówiono pomocy. A przynajmniej nie wynika to z przytoczonego artykułu. - Jak to nie wynika? Napisano to nawet expressis verbis. - W relacji na wp.pl: wiadomosci.wp.pl/kat,,statp,UHJ6ZWdssWQgcHJhc3k=,wid,9240517,wiadomosc.html?ticaid=14904 czytamy: "30-latek Artur Ostrowski zmarł dwa dni po tym, jak w zgierskim Szpitalu Wojewódzkim n i e u d z i e l o n o m u p o m o c y." (ten rozstrzelony, to wspomniany powyżej tekst mówiący expressis verbis o nieudzieleniu pomocy - andnow2) "Pielęgniarka, która do nas wyszła, powiedziała, że pacjent nie jest z naszego województwa i dlatego musimy mieć skierowanie od lekarza rodzinnego - oburza się Jerzy Nejman, krewny zmarłego. W końcu kazała czekać na lekarza. Lekarka przyszła kilkanaście minut później. Powiedziała, że jest zajęta i może przyjąć Artura dopiero za cztery godziny. Wyproszono nas na korytarz." (mówiąc, że jest zajęta i nie może przyjąć Artura, lekarka też nie udzielała pomocy - andnow2) "Maria Ostrowska, matka Artura, zaczęła płakać i błagać lekarzy, żeby przyjęli jej syna, ale nic to nie dało. Państwo Ostrowscy przez ponad godzinę czekali w izbie przyjęć. Potem zdecydowali, że nie mogą dłużej trzymać chorego w korytarzu." (płacz i błaganie nic nie dały, czyli też nie udzielono pomocy - andnow2) - Kiedy więc udzielono pomocy Arturowi Ostrowskiemu w zgierskim szpitalu? - Na czym ta pomoc polegała? - Jakie czynności medyczne wykonano wobec Artura Ostrowskiego w zgierskim szpitalu od chwili, gdy tam przyszedł, do momentu wyjścia? Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: rzetelność relacjonowania 01.10.07, 21:43 "30-latek Artur Ostrowski zmarł dwa dni po tym, jak w zgierskim Szpitalu Wojewódzkim n i e u d z i e l o n o m u p o m o c y." (ten rozstrzelony, to wspomniany powyżej tekst mówiący expressis verbis o nieudzieleniu pomocy - andnow2) "PO TYM, jak w zgierskim Szpitalu Wojewódzkim n i e u d z i e l o n o m u p o m o c y." wcale nie znaczy "odmowióno pomocy" i nie ma tego samego znaczenia "po tym jak nie udzielono pomocy" NIE ZAWIERA informacji CZEMU tej pomocy nie otrzymał (a nie otrzymał z winy WŁASNEGO zachowania - opuszczenia miejsca gdzie pomoc miala być udzielona) - to tylko informacja o związku czasowym (nie przesądzając przyczynowo - skutkowego) "odmówiono" pomocy zawiera (fałszywą) informację że pomocy nie otrzymał z winy personelu - odmowy (?) udzielenia pomocy (odmowy nie było - było zalecenie zaczekania na zbadanie z którego pacjent zrezygnował) te stwierdzenia są PRAWIE takie same ale "prawie" robi WIELKĄ róznicę... Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Re: rzetelność relacjonowania 01.10.07, 22:26 andnow2 napisał: > snajper55 napisał: > > > > Ale ja nie twierdzę, że tam byłeś, tylko że kłamiesz pisząc: > > > > "pacjenta, któremu odmówiono pomocy w szpitalu w Zgierzu dlatego, > > że mieszkał w Nowej Soli" > > > > Choremu nie odmówiono pomocy. A przynajmniej nie wynika to z > > przytoczonego artykułu. > > - Jak to nie wynika? Napisano to nawet expressis verbis. Nie, nie napisano, że ODMÓWIONO mu pomocy. Cały czas kłamiesz. > - Kiedy więc udzielono pomocy Arturowi Ostrowskiemu w zgierskim > szpitalu? A kto twierdzi, że udzielono ? > - Na czym ta pomoc polegała? > - Jakie czynności medyczne wykonano wobec Artura Ostrowskiego w > zgierskim szpitalu od chwili, gdy tam przyszedł, do momentu > wyjścia? No to od nowa. Skłamałeś pisząc, że ODMÓWIONO mu pomocy. NIE ODMÓWIONO. Nie udzielono mu tej pomocy, gdyż zanim było to możliwe zrezygnował i pojechał do innego szpitala. S. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 w Zgierzu uratowano życie Arturowi O., 01.10.07, 23:05 no bo przecież umarł w Nowej Soli. Pasuje moim adwersarzom i moderatorkom tego Forum? Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: w Zgierzu uratowano życie Arturowi O., 01.10.07, 23:12 W Zgierzu nie uratowano życia Arturowi O. Ktoś tak twierdzi ? Może jakiś cytat bo nie znalazłem ? Odpowiedz Link Zgłoś
loraphenus Re: w Zgierzu uratowano życie Arturowi O., 01.10.07, 23:16 Radco, Ponawiam pytanie. Czy trzeba Panu pewne rzeczy rysować? W szpitalu w którym pracowałem wielokrotnie dochodziło do sytuacji. Przychodził nachlany jegomość, od lat bezrobotny i ubezpieczony i chciał wykonać sobie "dezynfekcję żołądka" spirytusem do dezynfekcji. Oczywiście wszystkich wyzywał od najgorszych. Opuszczał izbę przyjęć. Pewnego razu wyszedł z niej i już nie wrócił... Nie udzielono mu pomocy, prawda? Zgodnie z Pańską logiką -za kazdym razem do prokuratury. Istnieją moim zdaniem przesłanki że konto adnow2 jest obecnie przejęte przez kogoś o miernej percepcji, oderwanego od logiki i rzeczywistości. Zgłośmy do abuse że ktoś przejął konto adnow2 bo innego wytłumaczenia nie znajduję - po czytaniu takich bzdur. Ktoś taki nie zaliczyłby logiki na pierwszym roku, nie mówiąc o aplikacji radcowskiej.... Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 Forum Służba Zdrowia tylko dla lekarzy 01.10.07, 23:30 loraphenus napisał: > Istnieją moim zdaniem przesłanki że konto adnow2 jest obecnie przejęte przez > kogoś o miernej percepcji, oderwanego od logiki i rzeczywistości. Zgłośmy do > abuse że ktoś przejął konto adnow2 bo innego wytłumaczenia nie znajduję ... > Ktoś taki nie zaliczyłby logiki na pierwszym roku, .... Odpowiedz Link Zgłoś
loraphenus Re: Forum Służba Zdrowia tylko dla lekarzy 01.10.07, 23:40 tylko tyle, ależ proszę Pana - jestem rozczarowany.. Nie bynajmniej -nazwijmy -objawami Pana chamstwa przejawiającego się wobec kolegów lekarzy piszących na forum, ale wkładaniem w "moje usta" słów których nie powiedziałem. To trąci Goebbelsowską Propagandą. Ale cóż. Mniemam że prawdziwemu staremu adnow2 ktoś ukradł konto. bo widząc te posty ostatnio nie sądzę aby było inaczej. No chyba że jakiś epizod stroke miał miejsce...Ale neurologiem tez nie jestem, więc to tylko przypuszczenie. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 ja nawet nie wiem co to stroke 01.10.07, 23:50 loraphenus napisał: > tylko tyle, ależ proszę Pana - jestem rozczarowany.. > > Nie bynajmniej -nazwijmy -objawami Pana chamstwa przejawiającego się wobec > kolegów lekarzy piszących na forum, ale wkładaniem w "moje usta" słów których > nie powiedziałem. > > To trąci Goebbelsowską Propagandą. > > Ale cóż. Mniemam że prawdziwemu staremu adnow2 ktoś ukradł konto. bo widząc te > posty ostatnio nie sądzę aby było inaczej. No chyba że jakiś epizod stroke miał > miejsce...Ale neurologiem tez nie jestem, więc to tylko przypuszczenie. Nie tylko nie jestem neurologiem, ale nawet jakimkolwiek lekarzem. Sam nie wiem, jak sobie z tym poradzić? No może to "chamstwo" przynajmniej znajdę w jakimś słowniku. Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: Forum Służba Zdrowia tylko dla lekarzy 01.10.07, 23:44 Mam podobne odczucie jak loraphenus. Albo z konta "adnow2" piszą dwie osoby albo cierpisz na rozdwojenia jaźni. Bo poprzednie posty (bez względu na to czy się z nimi można było zgodzić) prezentowały nieporównanie wyższy poziom. Poza tym nie rób z siebie ofiary - nikt Cię nie banuje ani stąd nie chce wyrzucać. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 ofiary z siebie nie robię, ale 02.10.07, 10:53 slav_ napisał: > Poza tym nie rób z siebie ofiary - nikt Cię nie banuje ani stąd nie chce wyrzucać. uważam, że na tym Forum występuje zdecydowana dominacja tendencji cenzorskich nad profesjonalną i neutralną moderacją, której po prostu brak. Żeby się nie powtarzać, odsyłam uprzejmie do mojej wypowiedzi w innym wątku: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=69796869&a=69858607 Odpowiedz Link Zgłoś
felinecaline Re: ofiary z siebie nie robię, ale 02.10.07, 14:52 Gdyby moderacja na tym forum byla profesjonalna to obawiam sie, ze usunelaby jeszcze z 50% wiecej Pana wypowiedzi. Rozumiem rozzalenie i uraze po przezytym smutnym wydarzeniu, ale prosze skoncentrowac swoje wpisy na 1 (slownie jednym watku) wtedy latwiej bedzie nam sie skoncentroac i udzielic Panu wyczerpujacej merytorycznie odpowiedzi, oczywiscie rowniez bezstronnej. W sytuacji, kiedy niemal nie ma "swiezego" watku bez Pana historii trudno jst sie nie irytowac i owa bezstronnosc zachowac. Sam dziala Pan na swoja niekorzysc - tak w SORze jak i na forum. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 też się tego obawiam 02.10.07, 15:13 felinecaline napisała: > Gdyby moderacja na tym forum byla profesjonalna to obawiam sie, ze > usunelaby jeszcze z 50% wiecej Pana wypowiedzi. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 zapewniono mu 4 godzinną ochronę 01.10.07, 23:19 slav_ napisał: > W Zgierzu nie uratowano życia Arturowi O. > Ktoś tak twierdzi ? > > Może jakiś cytat bo nie znalazłem ? przed kontaktem z miejscową lekarką. Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: zapewniono mu 4 godzinną ochronę 01.10.07, 23:36 ??? To ma jakiś związek z moim pytaniem ? Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 Przecież napisałem,że w Zgierzu uratowano mu życie 02.10.07, 07:21 snajper55 napisał: > Nie odmówiono mu opieki. > Wbrew temu co piszesz. > > S. Absolutnie przekonaliście mnie. Tylko dlaczego sami w to nie wieżycie? Odpowiedz Link Zgłoś
loraphenus Re: Przecież napisałem,że w Zgierzu uratowano mu 02.10.07, 11:01 Panie adnow2, Fakt Pana bezczelności to już nie ironia. Zdeklasował się Pan do poziomu kloacznych dołów,chyba że ktoś ukradł Pański login & password i robi panu...krecią robotę. Życzenia....zdrowia przede wszystkim...w materii duchowej. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 Czy Pan musi być tak wulgarny? 02.10.07, 13:59 loraphenus napisał: > Panie adnow2, > > Fakt Pana bezczelności to już nie ironia. Zdeklasował się Pan do poziomu > kloacznych dołów,chyba że ktoś ukradł Pański login & password i robi > panu...krecią robotę. > > Życzenia....zdrowia przede wszystkim...w materii duchowej. Szanowny Panie, czy Pan nie może zaakceptować sytuacji posiadania przez dwoje ludzi odmiennych poglądów bez konieczności topienia ich z tego powodu w "kloacznych dołach", odżegnywania od zdrowych zmysłów i stosowania innych "barwnych", wulgarnych epitetów? Gorąco zachęcam do powściągliwości. Odpowiedz Link Zgłoś
loraphenus Re: Czy Pan musi być tak wulgarny? 02.10.07, 15:58 Czy Pan potrafi być "niechamski" w stosunku do lekarzy? A poziom kloacznych dołów od dłuższego czasu Pan reprezentuje- i proszę nie strzelać focha bo jest pan przewrażliwiony (poza tym że jest pan od dłuższego czasu chamski i arogancki, osiągając poziom tychże dołów) Proszę spojrzeć "faktom w oczy" Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 ma Pan prawo do własnej opinii nawet o mnie, ale 02.10.07, 16:13 loraphenus napisał: > Czy Pan potrafi być "niechamski" w stosunku do lekarzy? A poziom kloacznych > dołów od dłuższego czasu Pan reprezentuje- i proszę nie strzelać focha bo jest > pan przewrażliwiony (poza tym że jest pan od dłuższego czasu chamski i > arogancki, osiągając poziom tychże dołów) ... czy musi się Pan powtarzać. Ja tę opinię już znam, bo prezentował Pan ją już wielokrotnie, i to w wielu wątkach. W tym wątku też kilka razy. Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Najpierw powiedz dlaczego kłamiesz. /nt 02.10.07, 20:21 andnow2 napisał: > loraphenus napisał: > > > Panie adnow2, > > > > Fakt Pana bezczelności to już nie ironia. Zdeklasował się Pan do > poziomu > > kloacznych dołów,chyba że ktoś ukradł Pański login & password i > robi > > panu...krecią robotę. > > > > Życzenia....zdrowia przede wszystkim...w materii duchowej. > > > Szanowny Panie, > > czy Pan nie może zaakceptować sytuacji posiadania przez dwoje ludzi > odmiennych poglądów bez konieczności topienia ich z tego powodu > w "kloacznych dołach", odżegnywania od zdrowych zmysłów i stosowania > innych "barwnych", wulgarnych epitetów? > > Gorąco zachęcam do powściągliwości. Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Kłamałeś, że mu odmówiono opieki. /nt 02.10.07, 20:20 andnow2 napisał: > snajper55 napisał: > > > Nie odmówiono mu opieki. > > Wbrew temu co piszesz. > > > > S. > > Absolutnie przekonaliście mnie. > > Tylko dlaczego sami w to nie wieżycie? Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Wystarczy pisać prawdę. Potrafisz? /nt 01.10.07, 23:18 andnow2 napisał: > no bo przecież umarł w Nowej Soli. > > > Pasuje moim adwersarzom i moderatorkom tego Forum? Odpowiedz Link Zgłoś
extorris on jest hermetyczny 01.10.07, 23:31 a gdy brakuje mu argumentow bo otrzymal dowody ktorych nie mozna podwazyc to wyjezdza z takim "> no bo przecież umarł w Nowej Soli" to jest bardzo irytujace - nameczyc sie, tlumaczyc, pisac, a na koniec dostac takie cos... Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: on jest hermetyczny 01.10.07, 23:37 irytacja ? ależ skąd, raczej - rozczarowanie... Odpowiedz Link Zgłoś
sithicus Re: on jest hermetyczny 02.10.07, 00:45 Może to wersja Arona 2.0 Deluxe. Na początku wszystko grało pięknie jak był jeden temat (Hubert) a potem przy dodatkowych wątkach sie zapętla. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 mam pomysł na żółtą strefę 02.10.07, 08:06 sithicus napisał: > Może to wersja Arona 2.0 Deluxe. Na początku wszystko grało pięknie jak był > jeden temat (Hubert) a potem przy dodatkowych wątkach sie zapętla. Skoro wspomniałeś temat Huberta, to może by tak uznać ten wrak auta, w którym trzymano go przez 70 minut bez pomocy medycznej za żółtą strefę. No a żeby te dwa wątki skojarzyć już kompletnie, to nie piszmy że odmówiono mu pomocy, czy też opieki, a napiszmy, że poinformowano go, że zostanie wyciągnięty, jak ktoś jeszcze potwierdzi że żyje, bo w diagnozę Andrzeja M. o potrzebie natychmiastowej hospitalizacji Huberta nie wiadomo dlaczego nikt nie wierzył. Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Re: on jest hermetyczny 02.10.07, 02:04 slav_ napisał: > irytacja ? > > ależ skąd, raczej - rozczarowanie... Rozczarowanie ? A spodziewałeś się czegoś innego ? Od kogoś, kto zaczyna dyskusję od ewidentnego kłamstwa ? S. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 prawdy nie znam, nie było mnie tam 02.10.07, 07:42 snajper55 napisał: > Wystarczy pisać prawdę. Potrafisz? I pisałem już wielokrotnie, że nie posiadam żadnej bezpośredniej wiedzy o tym zdarzeniu. Odpowiedz Link Zgłoś
maverick777md Re: tkwimy w mule po same uszy 29.09.07, 11:30 Kazano mu czekać co najmniej cztery godziny na wstępną kwalifikację, a więc z jego punktu widzenia równie dobrze po czterech godzinach wyczekiwania z obrzękiem gardła, bólem i przy kiepskim samopoczuciu nie miał pewności, że zostanie przyjęty do szpitala Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 używam terminów, których nie było dane mi poznać 29.09.07, 13:59 maverick777md napisał: "... "obrzękiem gardła" - nie wiesz o czym piszesz. Naprawdę. Mylisz pojęcia, używasz terminów których znaczeń nie dane Ci było poznać, robisz to celowo. ..." Może masz rację, bo definicji "obrzęku gardła" to ja naprawdę nigdy się nie uczyłem, ale myślę że w analogicznej sytuacji jest większość pacjentów, z którymi lekarze komunikują się każdego dnia i muszą znaleźć jakiś wspólny język. Użyłem tego terminu na określenie stanu opisanego w relacji pod: wiadomosci.wp.pl/kat,,statp,UHJ6ZWdssWQgcHJhc3k%3D,wid,9240517,wiadomosc.html następującymi słowami: "Narzekał na ból gardła, zaczęła mu puchnąć szyja." Jeśli bolące gardło ze spuchniętą szyją, to jeszcze nie "obrzęk gardła" to ja bardzo przepraszam za ten skrót myślowy, ale boję się, że nie jestem pierwszym i ostatnim potencjalnym pacjentem, który może pomyłkowo spuchliznę nazwać obrzękiem, a wnętrze szyi gardłem, a lekarz nie powinien mieć problemów z przetłumaczeniem takiej informacji na "swój" język. Jeśli natomiast tego typu problemy komunikacyjne są realnymi problemami, to przyczyn należy szukać - moim zdaniem - raczej w programie szkolenia lekarzy, bo trudno mi wyobrazić sobie efektywną edukację wszystkich pacjentów w tym zakresie. Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: używam terminów, których nie było dane mi poz 30.09.07, 00:57 Posty (i artykuł) świadczą kompletnym braku zrozumiani "jak to działa". Otóż ludziom wydaje się że "jak przyszli do lekarza to lekarz powienin rzucić wszystko i ich zbadać bo przyszli i są chorzy". Piękne ale nierealne. Bo ten pacjent "co przyszedł" nie jest jedyny. Dotykamy tu pewnego problemu typu "kwadratura koła" polegającego na tym że lekarz może coś na temat czy pacjent jest poważnie chory powiedzieć dopiero gdy go zbada ale NAJPIERW musi zdecydować kiedy go zbada. No i jest problem bo aby to zrobić powinien go zbadać a to nie jest możliwe bo oznaczało by że lekarz w momencie przybycia każdego kolejnego pacjenta powinien przerywać czynności wykonywane przy innych pacjentach i zając się tym który przyszedł - typowa sprzeczność. Rozwiązaniu tej sprzeczności służy tzw. wstępna ocena (może ją, a nawet powinna zrobić pielęgniarka!) Upraszczając aby łatwiej wyjaśnić: Na podstawie tej oceny pacjent jest kwalifikowany do strefy "zielonej" (może czekać na zbadanie i to czekać praktycznie tak długo dopóki będą pilniejsi pacjenci !!!), strefy "żółtej" - wymaga zbadania w pierwszej kolejności (a więc ZAWSZE przed pacjentmi z "zielonej", nie obowiązuje żadna "kolejka" i "bo ja wcześniej przyszedłem" czego ludzie nie rozumieją - zważmy jednak że jeśli lekarz jest jeden a pacjentów kilku to czynności będą realizowane KOLEJNO ! i zawsze któryś pacjent będzie czekał !) no i strefy "czerwonej" - pacjent wymaga natychmiastowej interwencji (praktycznie - ratowania życia) - no i ten jeden lekarz zostawia wszystkich pozostałych pacjentów i zajmuje sie tym w "czerwonej" a pozostali (nawet "najpilniejsi" czekają !!!). Oczywiście kwalifikacja nie jest "na cale życie" - pacjent ze strefy "zielonej" który straci przytomność znajdzie się od razu w strefie "czerwonej" i podjęte będą czynności w celu jego ustabilizowania. To teoria - praktyka zależy od wyszkolenia i ilości personelu. Nietrudno odpowiedzieć na pytanie co będzie gdy jednocześnie bądą potrzebne np. trzy reanimacje - kłania się nieinwestowanie w ludzi i niedobory personelu - szczególnie wysoko wykwalifikowanego pielęgniarskiego. Na tym SOR był JEDEN lekarz - do wszystkich pacjentów. Wróćmy do tego przypadku. Nikt nikomu niczego nie odmawiał. Lekarz (!) OCENIŁ pacjent (a powinna to zrobić pielęgniarka). Usłyszał o bólu gardła od trzech dni. Pacjent który zgłosił sie do lekarza po trzech dniach choroby (prawdopodobnie infekcji dróg oddechowych), dorosły (nie niemowlę, nie staruszek), przyszedł o własnych silach, jest przytomny i w kontakcie MOŻE (!) zaczekać nawet 4 godziny na zbadania. Gdyby ten pacjent czekał być może został by zbadany wcześniej jeśli czas na to by pozwolił. Gdyby zamiast pojechać zgłosił ponownie (lekarzowi, pielęgniarce) że czuje się coraz gorzej zorał by przekwalifikowany i zbadany wcześniej. Można tak długo wymieniać. Z leczenia zrezygnował PACJENT (z pomocą rodziny) i ewentualna odpowiedzianość (jeśli chcieć jej szukać) spoczywa na tych osobach. >trudno mi wyobrazić sobie efektywną >edukację wszystkich pacjentów w tym zakresie. Błąd. Edukacja pacjentów jest NIEZBĘDNA. Problem tylko że pacjenci sie tym nie interesują (mimo że np wiedza gdzie zadzwonić, gdzie jest nocna pomoc, gdzie jest sor, gdzie się zgłosić po pomoc itp może im uratować życie lub znakomicie skrócić czas otrzymania pomocy). Dziwne że ludzie widzą sens edukacji jak przechodzić bezpiecznie przez drogą - trudno sobie wyobrazić edukacje wszystkich w tym zakresie ? No i jeszcze to: >Nie >wiemy, czym zajmowała się przez te cztery godziny wyczekiwania, w >szczególności czy były to wyłącznie czynności medyczne, czy też może >biesiada imieninowa To Cię DYSKWALIFIKUJE ! I ty piszesz że masz coś wspólnego z zawodem prawniczym ??? Ten (rzekłbym modny obecnie, taki "PiSowski") styl: "Nie wiemy i nie mamy dowodów że pan X ukradł ale przecież MÓGŁ ukraść, nieprawdaż?. Oceniam że zaślepia Cię poczucie własnje krzywdy. Interesuje Cię tylko rzucanie oskarżeń i "własna historia". Wybacz, "nie urzeka mnie" (że sparafrazuję). W sumie - współczuję. I sensu dalszej dyskusji - nie widzę. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 Manipulacja tekstem niedoskonała, bo rozpoznawalna 30.09.07, 01:18 slav_ napisał: > Posty (i artykuł) świadczą kompletnym braku zrozumiani "jak to działa". > Otóż ludziom wydaje się że "jak przyszli do lekarza to lekarz powienin rzucić > wszystko i ich zbadać bo przyszli i są chorzy". > Piękne ale nierealne. > Bo ten pacjent "co przyszedł" nie jest jedyny. > > Dotykamy tu pewnego problemu typu "kwadratura koła" polegającego na tym że > lekarz może coś na temat czy pacjent jest poważnie chory powiedzieć dopiero gdy > go zbada ale NAJPIERW musi zdecydować kiedy go zbada. No i jest problem bo aby > to zrobić powinien go zbadać a to nie jest możliwe bo oznaczało by że lekarz w > momencie przybycia każdego kolejnego pacjenta powinien przerywać czynności > wykonywane przy innych pacjentach i zając się tym który przyszedł - typowa > sprzeczność. Rozwiązaniu tej sprzeczności służy tzw. wstępna ocena (może ją, a > nawet powinna zrobić pielęgniarka!) > Upraszczając aby łatwiej wyjaśnić: > Na podstawie tej oceny pacjent jest kwalifikowany do > strefy "zielonej" (może czekać na zbadanie i to czekać praktycznie tak długo > dopóki będą pilniejsi pacjenci !!!), > strefy "żółtej" - wymaga zbadania w pierwszej kolejności (a więc ZAWSZE przed > pacjentmi z "zielonej", nie obowiązuje żadna "kolejka" i "bo ja wcześniej > przyszedłem" czego ludzie nie rozumieją - zważmy jednak że jeśli lekarz jest > jeden a pacjentów kilku to czynności będą realizowane KOLEJNO ! i zawsze któryś > pacjent będzie czekał !) > no i strefy "czerwonej" - pacjent wymaga natychmiastowej interwencji > (praktycznie - ratowania życia) - no i ten jeden lekarz zostawia wszystkich > pozostałych pacjentów i zajmuje sie tym w "czerwonej" a pozostali (nawet > "najpilniejsi" czekają !!!). > Oczywiście kwalifikacja nie jest "na cale życie" - pacjent ze strefy "zielonej > " > który straci przytomność znajdzie się od razu w strefie "czerwonej" i podjęte > będą czynności w celu jego ustabilizowania. > > To teoria - praktyka zależy od wyszkolenia i ilości personelu. Nietrudno > odpowiedzieć na pytanie co będzie gdy jednocześnie bądą potrzebne np. trzy > reanimacje - kłania się nieinwestowanie w ludzi i niedobory personelu - > szczególnie wysoko wykwalifikowanego pielęgniarskiego. > Na tym SOR był JEDEN lekarz - do wszystkich pacjentów. > > Wróćmy do tego przypadku. > Nikt nikomu niczego nie odmawiał. > Lekarz (!) OCENIŁ pacjent (a powinna to zrobić pielęgniarka). Usłyszał o bólu > gardła od trzech dni. Pacjent który zgłosił sie do lekarza po trzech dniach > choroby (prawdopodobnie infekcji dróg oddechowych), dorosły (nie niemowlę, nie > staruszek), przyszedł o własnych silach, jest przytomny i w kontakcie MOŻE (!) > zaczekać nawet 4 godziny na zbadania. Gdyby ten pacjent czekał być może został > by zbadany wcześniej jeśli czas na to by pozwolił. Gdyby zamiast pojechać > zgłosił ponownie (lekarzowi, pielęgniarce) że czuje się coraz gorzej zorał by > przekwalifikowany i zbadany wcześniej. Można tak długo wymieniać. > Z leczenia zrezygnował PACJENT (z pomocą rodziny) i ewentualna odpowiedzianość > (jeśli chcieć jej szukać) spoczywa na tych osobach. > > >trudno mi wyobrazić sobie efektywną > >edukację wszystkich pacjentów w tym zakresie. > > Błąd. > Edukacja pacjentów jest NIEZBĘDNA. Problem tylko że pacjenci sie tym nie > interesują (mimo że np wiedza gdzie zadzwonić, gdzie jest nocna pomoc, gdzie > jest sor, gdzie się zgłosić po pomoc itp może im uratować życie lub znakomicie > skrócić czas otrzymania pomocy). Dziwne że ludzie widzą sens edukacji jak > przechodzić bezpiecznie przez drogą - trudno sobie wyobrazić edukacje > wszystkich w tym zakresie ? > > No i jeszcze to: > > >Nie > >wiemy, czym zajmowała się przez te cztery godziny wyczekiwania, w > >szczególności czy były to wyłącznie czynności medyczne, czy też może > >biesiada imieninowa > > To Cię DYSKWALIFIKUJE ! I ty piszesz że masz coś wspólnego z zawodem prawniczym > ??? > > Ten (rzekłbym modny obecnie, taki "PiSowski") styl: > "Nie wiemy i nie mamy dowodów że pan X ukradł ale przecież MÓGŁ ukraść, niepraw > daż?. > > Oceniam że zaślepia Cię poczucie własnje krzywdy. > Interesuje Cię tylko rzucanie oskarżeń i "własna historia". Wybacz, "nie urzeka > mnie" (że sparafrazuję). W sumie - współczuję. I sensu dalszej dyskusji - nie w > idzę. i z dużą ilością tanich chwytów poniżej pasa. W tych okolicznościach popieram Twoją decyzję o wyłączeniu się z dalszej dyskusji. Odpowiedz Link Zgłoś
loraphenus Re: Manipulacja tekstem niedoskonała, bo rozpozna 30.09.07, 01:24 Panie Radco, nie wiem co stało się w Pana życiu ostatnio, co zmieniło Pana poziom wypowiedzi o kilkadziesiąt poziomów w dół, do poziomu dołów kloacznych - aczkolwiek mniemam że zmienił się tylko poziom wypowiedzi na forum. Bo ja największemu wrogowi nie życzę takiego poziomu cynizmu i zaściankowości jaki z Pańskich wypowiedzi ostatnio bije. (Nawiązując do "sugestii- oskarżenia" o przyjęcie imieninowe). Gdyby był Pan dobry z logiki i dedukcji wiedziałby Pan że SOR to nie jest miejsce na imieninowe spotkanie..No ale najwidoczniej nie jest Pan dobry. Pozostaję z szacunkiem. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 ja nie bronię, ale i nie oskarżam w ciemno 30.09.07, 02:06 loraphenus napisał: "Panie Radco, nie wiem co stało się w Pana życiu ostatnio, co zmieniło Pana poziom wypowiedzi o kilkadziesiąt poziomów w dół, do poziomu dołów kloacznych ..." "... Bo ja największemu wrogowi nie życzę takiego poziomu cynizmu i zaściankowości jaki z Pańskich wypowiedzi ostatnio bije. (Nawiązując do "sugestii- oskarżenia" o przyjęcie imieninowe). ..." Miły Panie, mniemam, że nawiązuje Pan do tego postu: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=69586019&a=69733964 Ponieważ jest tam więcej wątków zacytuję fragmenty dotyczące mojej oceny postępowania zgierskiej lekarki: "O tym konkretnym wypadku wiemy zbyt mało, by go rzetelnie ocenić. W szczególności brak informacji, czy rzeczywiście inne ważne zajęcia nie pozwoliły tej lekarce zbadać pacjenta wcześniej, czy też może mieliśmy do czynienia ze zwykłą szykaną. W takim tempie, to byłaby w stanie zbadać dziennie tylko dwóch nowoprzyjmowanych pacjentów." "Trudno mi natomiast ocenić zachowanie zgierskiej lekarki z punktu widzenia uznania go, n.p. za szykanę, bo mamy za mało danych. Nie wiemy, czym zajmowała się przez te cztery godziny wyczekiwania, w szczególności czy były to wyłącznie czynności medyczne, czy też może biesiada imieninowa, jak w wypadku lekarki z kazusu Huberta." O więcej zastrzeżeń przed skrzywdzeniem lekarki zbyt pochopnym oskarżeniem chyba byłoby trudno. Czy nie jest Pan zbyt przewrażliwiony? Odpowiedz Link Zgłoś
loraphenus Re: ja nie bronię, ale i nie oskarżam w ciemno 30.09.07, 17:49 nie, nie jestem. Jednak od Radcy Prawnego, czyli osoby, która skończyła studia wyższe i aplikację radcowską wymagam więcej. Zwykły człowiek wie iż dla imprezy imieninowej lepszy nastrój panuje w ekskluzywnym klubie czy restauracji a nie na Izbie Przyjęć. W tej wypowiedzi zdeklasował Pan kilkadziesiąt razy poziom swych wcześniejszych sądów...poddał Pan wątpliwość swoją krytyczną zdolność myślenia, analitykę i abstrakcyjność. Uszanowanie. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 niepotrzebne emocje 30.09.07, 18:12 loraphenus napisał: "... Jednak od Radcy Prawnego, czyli osoby, która skończyła studia wyższe i aplikację radcowską wymagam więcej. Zwykły człowiek wie iż dla imprezy imieninowej lepszy nastrój panuje w ekskluzywnym klubie czy restauracji a nie na Izbie Przyjęć. ..." Zgadzam się z Panem i też mi się tak wydawało, zanim nie odczekałem z tego powodu 3 godzin na korytarzu z Hubertem w "półśpiączce". Przykładu nie wziąłem z sufitu, a prosto z życia, a własciwie, mówiąc Pańskim językiem, prosto z "Izby Przyjęć". Ale przeżyłem i to i nie dramatyzuję i nie dramatyzowałem nigdy tej sprawy w takim stopniu i przy użyciu tak wielkich słów, jak w kilku Pańskich ostatnich wpisach. Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: ja nie bronię, ale i nie oskarżam w ciemno 30.09.07, 18:15 Nie uważasz loraphenus że taka argunentcja jest "modna" w ostatnim czasie ? Stare Goebbelsowskie reguły. No to może spróbuję czegoś w tym stylu? >"Trudno mi natomiast ocenić zachowanie zgierskiej lekarki z punktu >widzenia uznania go, n.p. za szykanę, bo mamy za mało danych. Nie >wiemy, czym zajmowała się przez te cztery godziny wyczekiwania, w >szczególności czy były to wyłącznie czynności medyczne, czy też może >biesiada imieninowa, jak w wypadku lekarki z kazusu Huberta." Trudno mi oceniać moralność respondenta "radca" z punktu widzenia uznaia go za osobę uczciwą, bo mamy za mało danych. Nie wiemy czym zajmuje się na co dzień, w szczególności czy jest uczciwym prawnikiem czy tez aby nie jest oszustem i czy na przykład nie pomaga przestępcom i oszustom uniknąć odpowiedzialności - jak to bywa w przypadku niektórych prawników. Takie bowiem podejrzenie odbierało by mu wiarygodność a nawet moralne prawo oceniania postępowania innych. Takie postępowanie zdarza sie prawnikom jednak - powtarzam - mamy za mało danych aby takie zachowanie przypisywać respondentowi "radcy". O więcej zastrzeżeń przed skrzywdzeniem "radcy" zbyt pochopnym oskarżeniem o to że może być oszustem i przestępcą chyba byłoby trudno. I mam nadzieję że nie jest zbyt przewrażliwiony na tym punkcie Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 przewrażliwiony nie jestem 30.09.07, 19:26 slav_ napisał: > O więcej zastrzeżeń przed skrzywdzeniem "radcy" zbyt pochopnym > oskarżeniem o to że może być oszustem i przestępcą chyba byłoby trudno. > I mam nadzieję że nie jest zbyt przewrażliwiony na tym punkcie Przewrażliwiony nie jestem, a ten sposób prezentacji razi mnie mniej, niż n.p. umiejscawianie w "kloacznym dole", czy coś w tym stylu. No ale może to jest właśnie przykład odmienności gustów i języków prawniczego i lekarskiego. Odpowiedz Link Zgłoś
dwimmerling Re: przewrażliwiony nie jestem 30.09.07, 21:40 > No ale może to jest właśnie przykład odmienności gustów i języków > prawniczego i lekarskiego. Nie,raczej braku dystansu do pracy w przypadku jednego radcy prawnego...Spokojnie-wszyscy wiemy,ze w przeciwienstwie do niektorych osobnikow,zdecydowana wiekszosc prawnikow jednak potrafi czytac ze zrozumieniem,baa czesto sa to bardzo inteligentni ludzie,w dodatku z poczuciem humoru:) W blazenskim uklonie prosze o wybaczenie ironii:) Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 tak, ale nie zawsze humoru lekarskiego, 30.09.07, 22:50 dwimmerling napisał: "... zdecydowana wiekszosc prawnikow jednak potrafi czytac ze zrozumieniem,baa czesto sa to bardzo inteligentni ludzie,w dodatku z poczuciem humoru:)..." bo z powodu problemów komunikacyjnych między tymi dwiema grupami zawodowymi, humor lekarski nie zawsze jest zrozumiały dla prawników, ale pewnie działa to z wzajemnością. Stąd z nadzieją patrzę na udział w tym forum i jego misję umożliwienia dialogu przedstawicielom różnych zawodów. Odpowiedz Link Zgłoś
dwimmerling Re: tak, ale nie zawsze humoru lekarskiego, 30.09.07, 23:43 > bo z powodu problemów komunikacyjnych między tymi dwiema grupami > zawodowymi, humor lekarski nie zawsze jest zrozumiały dla prawników, > ale pewnie działa to z wzajemnością. Zabawne,ale ze znajomymi prawnikami bardzo dobrze mi sie dogaduje. > Stąd z nadzieją patrzę na udział w tym forum i jego misję > umożliwienia dialogu przedstawicielom różnych zawodów. Nie ma takiej opcji.Jesli ktos ma swoje zdanie i za punkt honoru postawil sobie trzymanie sie tego zdania,dyskusja nie ma sensu.Podobnie,jak wiekszosc tematow tego forum. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 bliższa znajomość = większa wyrozumiałość, a może 01.10.07, 15:32 dwimmerling napisał: > Zabawne,ale ze znajomymi prawnikami bardzo dobrze mi sie dogaduje. i zależność. Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Czy o tym radcy piszesz ? 01.10.07, 00:43 slav_ napisał: > O więcej zastrzeżeń przed skrzywdzeniem "radcy" zbyt pochopnym > oskarżeniem o to że może być oszustem Czy piszesz o tym radcy, który już odszedł z forum GW ? opuszczam forum GW - kto chce nicka " radca " ? Autor: radca 30.09.07, 21:02 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=69795338&a=69795338 S. Odpowiedz Link Zgłoś
marc32 Re: rejonizacja ważniejsza niż życie 30.09.07, 22:28 Medycyna nie jest, niestety, nauką ścisłą. Dobrym przykładem jest ten wątek: dotychczas a priori zdrowy 30-latek umiera z powodu sepsy 5 dni od zachorowania na zapalenie krtani. Oczywiście trudno wyrażać jakiekolwiek ostateczne poglądy ze względu na fragmentaryczność dostępnych informacji. Niemniej, na pytanie czy lekarka, przebywająca -wg artykułu- sama w poniedziałek rano na oddziale ratunkowym, miała porzucić pacjentów i zająć się w pierwszej kolejności 30-latkiem z zapaleniem krtani, nie mającym duszności, skłonny byłbym odpowiedzieć że nie. Andnow2 napisał: „Osobiście nie mam wątpliwości, że pomocy mu odmówiono...” Interpretowanie zachowania lekarki jako szykana jest –wydaje mi się- pochopne. Zrozumiałe, biorąc pod uwagę tragiczne doświadczenia andnow2 (przy okazji: wyrazy szczerego współczucia i sympatii dla Huberta). Ale pochopne, bo medycyna jest sama w sobie trudną dziedziną , a polskim lekarzom przychodzi ją uprawiać czasami w dramatycznych warunkach organizacyjnych i płacowych. O błędach lekarskich trzeba rozmawiać. Można przy tym przyjąć postawę świętego oburzenia, naszczekać i pójść dalej, lub bardziej pragmatycznie, przeanalizować je i starać się zminimalizować prawdopodobieństwo ich wystąpienia. Jednym z oczywistych posunięć które by zminimalizowało takie prawdopodobieństwo oraz poprawiło problem „podejścia” lekarza do pacjenta jest zwiększenie wynagrodzenia lekarzy do poziomu ludzi po studiach, nie zmuszając ich do kumulacji etatów i przemęczenia oraz nie wpędzając ich w frustrację i wypalanie zawodowe. Pieniądze na to mogłyby pochodzić z niczym nie uzasadnionych przywilejów , np rolników, którzy w ogóle nie płacą składek zdrowotnych ani podatku dochodowego (a ponad 10% z nich ma gospodarstwa kilkuset hektarowe i osiągają zyski większe jak farmerzy na zachodzie, albo -jak Aron- prowadzą działalność gospodarczą i nie mają z rolnictwem nic wspólnego). www.pte.pl/pliki/0/100/Reforma%20fin.publ.%20a%20modernizacja.doc Niestety mamy bardzo poważny kryzys demokracji, polegający na tym że polityka w Polsce sprowadza się nie do podejmowania przemyślanych decyzji, ale „kupowania” głosów wyborców danych grup społecznych poprzez rozdawanie na prawo i lewo środków budżetu. Andnow2 napisał: „Oczywiście nie musisz przytaczać mi jakichś relacji o jeszcze dłuższym wyczekiwaniu w krajach będących kolebką współczesnej demokracji, gdzieś za oceanem, czy też na wyspach, bo czytałem już i te relacje na tym forum. Osobiście wolałbym wzorować się na krajach, w których standardem jest krótsze oczekiwanie na pomoc medyczną.” Niestety obawiam się że władze tego kraju nie podzielają Twojego poglądu, i wdrażają rozwiązania idące dokładnie w przeciwnym kierunku: www.wiadomosci24.pl/artykul/nfz_zapowiada_rewolucje_w_szpitalach_43727.html Odpowiedz Link Zgłoś
sithicus Re: rejonizacja ważniejsza niż życie 01.10.07, 00:04 No to będzie jak w UK - kilkunastomiesięczne oczekiwanie na konsultacje do specjalisty i paroletnie na operacje..... Odpowiedz Link Zgłoś
seniorita15 Re: rejonizacja ważniejsza niż życie 02.10.07, 14:44 >andnow2,ktory napisal:Osobiście wolałbym wzorować się na krajach, w których standardem jest krótsze oczekiwanie na pomoc medyczną. Chcialabym wiedziec ,gdzie jest taki kraj.Bo jak sam andnow2 napisal: nie na Wyspach,nie za oceanem.Ja wiem,ze w Skandynawii i na poludniu Europy tez nie.No to gdzie? Gdzie jest ten kraj mlekiem i miodem plynacym,gdzie lekarze juz od wejscia rzucaja sie na pacjenta,zeby mu nieba przychylic i pomocy udzielic,chociaz ma w wywiadzie tyko bol gardla.Nie kazdy bol gardla konczy sie sepsa.I nie kazda sepsa konczy sie zgonem pacjenta.Ale nadal sie zdarza.Rowniez w krajach o wysokim standarcie.Pacjent,ktory opuszcza izbe przyjec, czy tez strefe oczekiwania jak to sie teraz nazywa,robi to na wlasne ryzyko. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 miałem na myśli Niemcy, 02.10.07, 15:17 seniorita15 napisała: > >andnow2,ktory napisal:Osobiście wolałbym wzorować się na krajach, > w których standardem jest krótsze oczekiwanie na pomoc medyczną. > Chcialabym wiedziec ,gdzie jest taki kraj. ... ale nie wiem, czy w Polsce można jeszcze wypowiadać tę nazwę bez obaw o zlinczowanie? Odpowiedz Link Zgłoś
marc32 Re: miałem na myśli Niemcy, 02.10.07, 15:46 Nic prostszego, wystarczy przeznaczyć na ochronę zdrowia tyle co w Niemczech (10,7% PKB – w Polsce jest to ok 4% ) . Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 są jednak wzorce do naśladowania 02.10.07, 15:54 marc32 napisał: > Nic prostszego, wystarczy przeznaczyć na ochronę zdrowia tyle co w Niemczech > (10,7% PKB – w Polsce jest to ok 4% ) . Dzięki marc32, bo już się bałem, że znowu nie trafiłem w gusta kolegów lekarzy z Forum, i że spadnie na mnie lawina wyzwisk i obelg, że nie mam zielonego pojęcia, jak jest w Niemczech, bo tam to się dopiero czeka. Odpowiedz Link Zgłoś
marc32 Re: są jednak wzorce do naśladowania 02.10.07, 22:07 Faktycznie oberwało Ci się wyżej ;-). Osobiście ubolewam nad tym, chociaż rozumiem kolegów, bo sam przeżywam praktycznie codziennie niesmak czytając w co drugiej gazecie „rewelacje” o tym jacy jesteśmy beznadziejni jako grupa zawodowa. Biorąc pod uwagę dysproporcję między wysiłkiem włożonym i wkładanym w to aby być w miarę dobrym medykiem, a moim zarobkiem (1.200 zł netto), powstaje pewien –delikatnie mówiąc- dysonans poznawczy (potoczniej –ku..ca-) który/a się objawia obniżonym progiem tolerancji na krytykę, co jest -zdaję sobie z tego sprawę- rzeczą wymagającą poprawy. Pracuję nad tym, chociażby czytając z uwagą Twoje posty ;-) Odpowiedz Link Zgłoś