glabella Re: Absurdy służby zdrowia okiem lekarzy 26.12.07, 14:00 W Polsce oddziały szpitalne zarabiaja na siebie poprzez wykonywanie wycenionych przez NFZ procedur. Każda hospitalizacja pacjenta = pewna ilość punktów za które szpital dostaje kasę z NFZ. Pracowałem krótki czas w oddziale neurologii rejonowego szpitala, gdzie byl tzw niedobór populacyjny pacjentów, tak więc przyjmowałem wszystkich których się da przyjąć. Większość pacjentów jest tradycyjnie ubezlasnowolniona - tzn twierdzi że na ma wyboru i zgadza się na hospitalizację (zamiast zapytac się "a co by doktor zrobił na moim miejscu?" - bo przecież za Chiny bym się nie dał położyć i leżeć dla samych badań) Odpowiedz Link Zgłoś
glabella Re: Absurdy służby zdrowia okiem lekarzy 26.12.07, 14:04 To samo się zdarzyło pod koniec roku gdy NFZ przydzielił nowe pieniądze i okazało się że nie mamy wyrobionego limitu przyjęć. Tak więc do 1 grudnia odpisywaliśmy wszyskie rwy kulszowe, zawroty, bóle głowy, a już w grudniu wszystkich radośnie przyjmujemy, nawet tych co z daleka widać że doskwiera im rentitis acuta. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 a co to jest rentitis acuta? 26.12.07, 14:15 glabella napisał: > a już w grudniu wszystkich radośnie przyjmujemy, nawet > tych co z daleka widać że doskwiera im rentitis acuta. Odpowiedz Link Zgłoś
aelithe Re: a co to jest rentitis acuta? 26.12.07, 16:27 andnow2 napisał: > glabella napisał: > > > a już w grudniu wszystkich radośnie przyjmujemy, nawet > > tych co z daleka widać że doskwiera im rentitis acuta. Renta świadczenie o charakterze ciągłym wypłacane w gotówce lub naturze. W Polsce potocznie rozumie się je jako rente z tytułu niezdolności do pracy z ZUS. -itis łaciński suffix ( końcówka) oznaczający zapalenie rentitis - chory na rentę , w żargonie lekarskim pacjent, usiłujący sfabrykować każdym kosztem rentę. acuta - ostro chociaż wydaje mi się, że piszący post wyżej raczej miał na myśli rentitis chronica, czyli człowieka, którego jedynym celeme jest uzyskanie renty z ZUS'u, przy użyciu każdego dostępnego środka. Persfazji, groźby, łapówki, w końcu prokuratora, adwokata czy sędziego. Odpowiedz Link Zgłoś
andnow2 dzięki serdeczne za wyjaśnienie 26.12.07, 16:49 aelithe napisał: > chociaż wydaje mi się, że piszący post wyżej raczej miał na myśli > rentitis chronica, > czyli człowieka, którego jedynym celeme jest uzyskanie renty z > ZUS'u, przy użyciu każdego dostępnego środka. Persfazji, groźby, > łapówki, w końcu prokuratora, adwokata czy sędziego. Odpowiedz Link Zgłoś
glabella młodzi neurolodzy 26.12.07, 14:17 Inną sytuację mają mlodzi neurolodzy którzy dorabiają dyżurami w różnych szpitlach. Pierwsze co muszą się nauczyc to nie jakieś tam standardy postępowania (polskie czy europejskie...) tylko to co stosuje się na danym oddziale na udary(1), zawroty glowy(2), rwę kulszową(3). Dyżuruje/wałem w 4 oddzialach neurologii. Zestawy wyglądały następująco: A)1-Lignocaina, 2-Lignocaina, 3-lignocaina +nlpz B)1-Aspiryna + NaCl(jako placebo), 2-Cavinton inj, 3- Ketonal+Hydroksyzyna im C)1-Nootropil, 2-Torecan, 3-Dexaven oraz ketonal iv D)1-Clexane sc, 2-Diphergan im + betaserc, 3-Ketonal 2x0,1 iv Przypomnę jeszcze co się stosuje wg standarów (co muszą umieć do egzaminu): 1-aspiryna 150-300mg, 2-nic ewentualnie torecan, aviomarin itp, 3- nie opracowano standardów, do każdego pacjenta należy podchodzić indywidualnie Odpowiedz Link Zgłoś
glabella ordynator-podwładny 26.12.07, 14:39 W Polsce w szpitalach istnieje system "orynatorski" - tzn ordynator odpowiada za wszystkich pacjentów pośrednio poprzez swoich asystentów i bezpośrednio - proporcje zależa od ukadu jaki sie wytworzył w danym oddziale. Nieswiadomi tego pacjenci i ich rodziny zadaja nieraz na dyżurze niedyskretne pytanie w rodzaju "co mi dolega?", "jakie bede miał dalze badania?, co mnie czeka?". Każdemu lekarzowi przydarza się za ma odmienne zdanie od "ordynatorskiego" na temat danego pacjenta. (Walka pokoleń to nie tylko rodzice-dzieci). Tak więc mówi się - "poczekamy, trzeba zrobic badania". Na drugi dzień - po dyżurze gdy przyjdzie szef -trzeba z nim uzgodnić clinical scenario danego pacjenta(z szefami z którymi nie ma dialogu na szczęście nie miałem do czynienia). Ważną rzeczą też jest wmówienie jedynie słusznej jednostki chorobowej i podania gotowych odpowiedzi na możliwe zapytania - innym lekarzom oddziału - którzy też mogą być nieopacznie zapytani przez pacjenta. Odpowiedz Link Zgłoś
aelithe Re: ordynator-podwładny 26.12.07, 16:22 Glabella, a gdzie ty widziałeś ordynatora, który się włóczy po sądach i prokuraturach za przyjętego, nieprzyjętego czy widzianego przez asystenta chorego. Zwykle lekarz leczący jest ciągany po prokuraturach, Izbach Lekarskich i Sądach. W Polsce instytutucję ordynatora regulują dwa akty prawne. Ustawa o Zakładach Zdrowotnych; która mówi, że o zwolnienie z nekropsji musi wystąpić ordynator; druga jest rozporządzenie ministra zdrowia; które mówi, że ordynator musi być powałany w drodze konkursu. Powyższe mówią, że ordynator jest to lekarz uprawniony do występowania do dyrektora o zwolnienie z sekcji zwłok i że jest on powoływany w trybie konkursu z udziałem Izb Lekarskich. Z tego wynika, że nic cię nie zwalnia z odpowiedzialności za twoje zlecenia, a także za wykonanie jego zleceń. Zwłaszcza, że Kodeks Etyki Lekarskiej mówi wyraźnie, że odpowiedzialnym za leczenie chorego jest lekarz prowadzący, a opinie innych lekarzy należy traktowac wyłącznie jako rady. Odpowiedz Link Zgłoś
glabella Re: ordynator-podwładny 26.12.07, 17:24 Pod wypisem podpieczętowuje sie ordynator i lekarz prowadzący. Lekarz prowadzący ma obowiązek konsultować swoje postępowanie (jeśli chociażby ma wątpliwości) z ordynatorem. Lekarz prowadzący często nie ma specjalizacji i mniej można mu zarzucić niż ordyantorowi w razie jakiegoś błędu. Tak więc zawsze może zwalić na ordynatora. Odpowiedz Link Zgłoś
aelithe Re: ordynator-podwładny 26.12.07, 18:32 Odpowiedzialny jest lekarz pieczętujący się pod zleceniami, a więc dyżurny lub prowadzących. Fakt posiadania lub nie specjalizacji nie ma znaczenia. W polskim prawie nie ma umocowania prawnego stanowiska ordynatora i taka funkcja opiera się na zwyczaju, a nie na prawie. W Większości polskich spzitali nie ma zakresu obowiązków; albo są one tak ogólnikowo sformuowane, że właściwie nikt za nic nie odpowiada. Jak ci się noga powienie nie licz, że będzie bulił za ciebie ordynator. Odpowiedz Link Zgłoś
maverick777md Re: ordynator-podwładny 26.12.07, 18:28 Jako młodszy asystent w aneksie do umowy do pracę mam wykaz obowiązków, które sprowdzają się do "słuchaj i rób, co ci każe ordynator. Nie masz prawa zmieniać jego zaleceń, chyba że go nie ma, a stan pacjenta wskazuje na to, że twoja interwencja jest konieczna". Nie żebym na to narzekał - na oddziale, na którym mam przyjemność pracować panuje atmosfera pozwalająca wiele robić samemu i jednocześnie duuużo się nauczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
aelithe Re: ordynator-podwładny 26.12.07, 18:35 Maverick dobra atmosfera panuje, bo nikt was nie skarży. Ludzie są różni, ale zawsze pbowiązuje zasada ograniczonego zaufania. Niewielu ludzi będzie ryzykować karierę dla ratowania d..y młodego. Właściwie nic ci nie wolno robić samemu. Czy codziennie masz wizytę ordynatora? Po drugie ilu chorych twój szef nadzoruje. Doświadczenia wielu krajów wykazują, że nadzór nad więcej niż 20 chorymi przez jednego konsultanta ( w Polsce patrz ordynator) jest w praktyce iluzoryczny. Odpowiedz Link Zgłoś
maverick777md Re: ordynator-podwładny 26.12.07, 18:53 > Maverick dobra atmosfera panuje, bo nikt was nie skarży. I daj Boże by nadal tak było... (tfu tfu za lewe ramię) > Właściwie nic ci nie wolno robić samemu. Póki co nie mam papierów na robienie wielu rzeczy samemu. Ale np możliwość samodzielnego wykonania echa u pacjenta, którego zaraz po mnie będzie badał specjalista kardiolog dużo mi daje. Plus zabieranie na konsultacje. Plus obstawianie izby z dyżurnym. Pasuje mi to, że jesteśmy zawaleni robotą i ludziom zależy, by jak najwięcej wiedzy (i obowiązków) mi przekazać, bym jak najszybciej mógł część prac wykonywać samodzielnie. Sale mam jedną, więc się wyrabiam. W wolnych chwilach chodzę oglądać koronki. Póki co jestem baaardzo zadowolony ze swgo miejsca prac, będąc jednocześnie świadomym swych merytorycznych ograniczeń. >Czy codziennie masz wizytę ordynatora? Codziennie. Ponadto kolegów w pracy chętnych do pomocy. Odpowiedz Link Zgłoś
maverick777md Status ordynatora 26.12.07, 18:58 Za "Eskulapem Świętokrzyskim" "(...) Każdy z lekarzy ponosi odpowiedzialność zawodową za podejmowane decyzje lecznicze. (...) Status ordynatora i organizacja pracy oddziałów powinna być określona indywidualnie w każdym szpitalu." www.nil.org.pl/xml/oil/oil56/gazeta/numery/n2007/n200703/n20070303 Odpowiedz Link Zgłoś
aelithe Re: Status ordynatora 26.12.07, 19:32 Problem jednak w tym, że nie jest. Podoba mi się rozwiązanie UK. Tam konsultant ponosi pełną odpowiedzialność cywilną za podległych mu i jego młodszym lekarzom pacjentów. Z tą ma prawo do doboru ludzi, z którymi pracuje, może wnioskować o odbieranie prawa wykonywania zawowodu i dość często z tego korzysta, ale musi jasno i precyzyjnie określić zakres twoich obowiązków. Za zrobienie więcej lub nie dopełnienie możesz polecieć, ale on zawsze płaci compensation. W Polsce w większości szpitali nie ma zakresu obowiązków, a już zatrudnienie lekarzy na kontrakt to wrecz bezkrólewie. Gratuluję ci, że pozwalają ci się uczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
aelithe Re: Status ordynatora 26.12.07, 19:35 Dane dotyczące statusu ordynatora oddziału opieram na wykładzie z 2003 Pana Profesora Safiana uwczesnego prezesa Trybunału KOnsytucyjnego na sesji Prawa i obowiązki ordynatora. Odpowiedz Link Zgłoś
agulha Re: Status ordynatora 26.12.07, 19:42 Rany boskie, przepraszam, ja wiem, netykieta i te rzeczy, ale czy Wy kochani koledzy z wyższym wykształceniem 6-letnim, dokształcający się ustawicznie, nie potraficie dyskutować bez rażących błędów ortograficznych? Uwierzcie, że przeciętnemu Polakowi po maturze trudno po pierwszym przeczytaniu zrozumieć, co chcieliście powiedzieć. Odrobinę refleksji nad etymologią wyrazów proszę. Odpowiedz Link Zgłoś
aelithe Re: Status ordynatora 26.12.07, 20:32 dyskutujemy merytorycznie, czy o literki Odpowiedz Link Zgłoś
turpin Re: Status ordynatora 26.12.07, 20:45 >Odrobinę refleksji nad etymologią wyrazów proszę. Jaką jeszcze etymologię, poza 'etymologią wyrazów', zna Przeciętny Polak po Niedawno Zdanej Maturze (ot tak, żeby oświecić ciemny stan lekarski, co to jeszcze wykształcenie ogólne odbierał za zapadłej komuny...) Odpowiedz Link Zgłoś
docuk etymologia stosowana 26.12.07, 23:39 > >Odrobinę refleksji nad etymologią wyrazów proszę. > > Jaką jeszcze etymologię, poza 'etymologią wyrazów', zna Przeciętny Polak po > Niedawno Zdanej Maturze Z Twojego postu Turpinie wnioskuje, ze postac o nicku agulha nie jest Ci znajoma :-). Trudno wyciagac wnioski, nie mniej jednak jest taka dosc zgrabna maksyma (powstala pewnie z powodu zaistnienia nowej formy komunikacji czyli forum internetowego). Maksyma owa to swoiste nihil novi: "... napisz mi jeden post a ja juz bede wiedzial co moge o Tobie myslec...." uciekajac do ogolnikow. Pozwalajac sobie na taka mala dygresje, pisanie "etymologia wyrazow" siega korzeniami do wczesnej partyjnej nowomowy gdziue namietnie uzywano okreslen typu akwen wodny ew niesmiertelny "czasookres". To taki typ zachowania, gdzie w celu wywarcia silnego i pozytywnego wrazenia uzywa sie wyrazow, ktorych podstawowego znaczenia sie nie rozumie a dla podkreslenia waznosci przekazu zwykle dolacza sie jakis przymiotnik lub dopelnienie w postaci ozdobnika-to jak przy piciu herbaty, niektorzy wierza, ze odgiecie malego placa przy chwytaniu za uszko filizanki czyni akt picia herbaty lepszym bowiem bardziej arystokratycznym i zaslugujacym na bezwarunkowe uznanie. Odpowiedz Link Zgłoś
agulha Re: etymologia 26.12.07, 23:56 Zastanowiłam się przez chwilę nad tym komentarzem. (Tym dotyczącym posądzenia o pleonazm, a nie innymi). Trochę racji w tym jest, aczkolwiek pole do obrony pozostaje. Etymologia to także "dyscyplina językoznawcza (...)", czyli pewna dziedzina nauki. Poza tym słownik wspomina o etymologii nazwisk czy homonimów (są to przykłady). Ale oczywiście jest to już dalekie wybieganie poza temat. Nie wiem, czy przeciętny Polak po NIEDAWNO zdanej maturze w ogóle wie, co to jest etymologia, bo podobno poziom nauczania spadł dramatycznie, a jak widać od kilkudziesięciu lat już matura nie zobowiązuje do pisania bez błędów ortograficznych. Ci, którzy sądzą, że lekarz w ogóle nie musi umieć pisać, mogą się kiedyś nieprzyjemnie zdziwić, kiedy im poważne czasopismo naukowe odrzuci pracę z powodu błędów językowych. Nie wiem, czy polskie tak czynią, ale zagraniczne tak. Poza tym tu naprawdę nie chodziło o przytyki, tylko autentycznie wzrokowiec ma problem z rozumieniem tekstu po przekroczeniu pewnego progu ilości i jakości błędów. Np. jeżeli zaraz w miejsce urywka "Chociaż najważniejszymi czynnikami ryzyka objawów psychotycznych w PD są depresja i otępienie..." wstawię "hoćarz nai warznieiżymi czynikami ryzyka objawuf pzyhotycznyh w PD som depresja i otempjenie...", to dobrze Wam się będzie czytać ten podręcznik? Dla lekarzy specjalistów? Odpowiedz Link Zgłoś
docuk Re: etymologia 27.12.07, 01:07 Trochę racji w tym jest, aczkolwiek pole do obrony > pozostaje. "W obecnym miesiacu grudniu pragne powtorzyc jeszcze raz i kontynuowac dalej wyjasnianie oczywistej oczywistosci," ze pisanie etymologia wyrazow przypomina puszczenie baka w nobliwym towarzystwie a nastepnie goraczkowe rozgladanie sie za winnym. Oczywista oczywistosc :-) Poza tym przytaczanie argumentu typu etymologia nazwisk jawi sie jedynie jako nieudolna zonglerka pojeciami i deficjami. W koncu maslo kujawskie brzmi lepiej niz maslo maslane. Tym bardziej problem "masla maslanego" w relacji do "masla kujawskiego" skutecznie odwraca uwage od istniejacego problemu "akwenu wodnego", bowiem w tym drugim przypadku bezlitosnie obnazona zostaje nieznajomosc wyrazow obcych. Ustepujac pola z racji na pozna pore pozostaje wdzieczny za sentymentalna podroz w czasie Odpowiedz Link Zgłoś
maverick777md Re: Status ordynatora 26.12.07, 21:55 Tu się zgodzę - ten system wygląda na fajniejszy i wydajniejszy. I myślę, że dałoby się go wprowadzic i u nas na podobnej zasadzie z niewielkimi modyfikacjami, np "szef oddziału" odpowiedzialny całościowo (tj zaopatrzenie w leki, umowy z firmami zewnętrznymi itp) za oddział + specjaliści jako konsultanci i reszta uczących się... Jestem za. Odpowiedz Link Zgłoś
vlad Re: Status ordynatora 26.12.07, 22:57 Hm, siostra moja po 3 miesiecznym kontrakkcie na kardiologii w UK ma troche odmienne spojrzenie na status konsultanta i relacje z SHO i Regs. Nie wygląda to tak różowo. Consultant to jak bóg wszechmogący i stopień włazidupstwa okresliła jako nieporównywalny ze wszystkim co wisdziała w POlsce Odpowiedz Link Zgłoś
aelithe Re: Status ordynatora 27.12.07, 16:10 Vlad ale za to odpowiada za wszystko. Jeśli udokumentujesz stosowanie się do jego zaleceń to nie odpowiadasz za nic. Każdy lekarz musi mieć jednoznacznie określony zakres obowiązków. W razie jakichkolwiek niejednoznaczności nie ponosisz za to odpowiedzialności. W Polsce takich uregulowan nie ma. Czyżbyś jako lekarz szkolący nie biegał po prokuraturach?? Odpowiedz Link Zgłoś
aelithe Re: Status ordynatora 27.12.07, 16:13 Po za tym oddziale jest kilku konsultantów; w Polsce 40 letni ordynator nie rzadko miesza błotem 55 letniego specjalistę. W UK na pewnyj poziomie nie jest to do pomyślenia. Odpowiedz Link Zgłoś
mindflayer Kto mówi że system GB jest OK? 27.12.07, 21:20 Ja nie mam własnych doświadczeń z systemem angielskim, ale tamtejsi koledzy podkreślają, że tylko kiedy się zostanie konsultantem, to jest jak u Pana Boga za piecem, tylko że trudno nim zostać (zwłaszcza jak się nie jest angolem). Angole sami są niezadowoleni, bo ograniczona liczba konsultantów jest wąskim gardłem systemu, ogranicza wolny rynek i (z punktu widzenia NHS) zmniejsza dostępność do usług. Mechanizm kariery w ścieżce konsultanta utrudnia karierę samych lekarzy, bo praktycznie nie można zostać konsultantem, dopóki stary nie zwolni miejsca. Ironia jest w fakcie, że to NHS na fali reform sam skonstruował ten system. Od lat NHS usiłuje go zmienić, ale nie ma na to szans. Odpowiedz Link Zgłoś
aelithe Re: Kto mówi że system GB jest OK? 27.12.07, 22:31 Mindflayer są dziesiątki wolnych miejsc konsultanckich w UK, problem w tym, że nie chcą nikogo na nie przyjąć. Mają zbyt wygórowane wymagania. Z punktu widzenia trustu lepiej jest mieć 3-4 nie obsadzone posady, niz płacić młodemu specjaliście. Nawet brytyjczycy uważani są za nieodpowiednich, zbyt mało doświadczonych. Stąd masowa emigracja specjalistów do Kanady, Nowej Zelandii i Australii. Mimo, że w tym 2 przypadku zarobki są nominalnie niższe. ( podobno mają większą siłe nabywczą). Natomiast system konsultancki jest wprowadzany na cąłym świecie. Po prostu się sprawdził, jeden człowiek jest w stanie kontrolować góra 20 pacjentów, a właściwie nie powinno być wiecej niż 12-16. +oczywiście młodsi lekarze. Odpowiedz Link Zgłoś
mindflayer Re: Kto mówi że system GB jest OK? 27.12.07, 23:12 Chciałem przypomnieć, że to nie są moje doświadczenia, ale pracujących w Anglii kolegów. Nie upieram się że rozumiem system, bo nie rozumiem, ponadto tego naszego też nie rozumiem :). Ale nie zgadzam się że system konsultancki "jest wprowadzany na całym świecie" bo jest bardzo skomplikowany, i w samej Anglii funkcjonuje tylko dlatego, że wynika z ich tradycji organizacji pracy lekarza. Powszechnie się zapomina, że system konsultancki to nie tylko konsultant, ale też cała jego świta, która na niego pracuje. (Consultant kieruje i szkoli, inni pracują.) W Europie lekarze są zatrudniani przez szpitale, a konsultant w GB jest zatrudniany przez NHS (=trust) to tak, jakby go w Polsce zatrudniał NFZ, albo miał kontrakt i mógł pracować w 3 szpitalach naraz. W GB byli też lekarze zatrudniani przez szpital, ale są na alternatywnej ścieżce kariery, nie zostaną konsultantami. Co do braku chętnych na stanowiska 'consultant' - może chodzi o 'locum consultant', którzy nie są pełnymi 'consultant'? Odpowiedz Link Zgłoś
aelithe Re: Kto mówi że system GB jest OK? 28.12.07, 17:59 Mówiąc o systemia konsultanckim nie mówiłem o systemie UK. Generalnie o systemie, w którym centralnym punktem jest specjalista ( consultant w UK)> W Polsce mamy ordynatora, który zarządza specjalistami. Czyli poza ordynatorem, cżłowiek ze specjalizacją jest niepotrzebny, co więcej szkodliwy, bo stanowi konkurencję. Doświadczenia wielu krajów mówią, że zarządzanie porzez ordynatora, consultanta więcej niż 20 łóżkami powoduje iluzoryczność nadzoru nad oddziałem. Do pracy w UK jest dużo chętnych; tylko trusty wolą przyjmować co jakiś czas locum consultantów lub mieć wolny etat. Odpowiedz Link Zgłoś
nico72 Re: Kto mówi że system GB jest OK? 04.01.08, 19:29 Fakt że w GB łatwo o etat "locum consultant" natomiast na etat konsultanta jest na ogół ok. 10 chętnych. Możliwe że dzieje się tak dlatego, że planują oni ograniczyć liczbę konsultantów na rzecz "associated specialist". Robią to z bardzo prostej przyczyny - zarobki tych drugich stanowią 60-70% zarobków konsultanckich a są oni specjalistami i NHS dąży żeby zatrudnić więcej specjalistów za mniejsze pieniądze. Odpowiedz Link Zgłoś
barabara6 Re: Absurdy służby zdrowia okiem lekarzy 27.12.07, 19:29 1. ilość personelu administracyjnego porównywalna (czasem przekraczająca) ilośc zatrudnionych lekarzy 2. brak jakiegokolwiek merytorycznego nadzoru nad wykonywanymi procedurami 3. obarczanie personelu średniego i wyższego bezsensownymi pracami administracyjnymi 4. uogólniony chaos w organizacji ochrony zdrowia Odpowiedz Link Zgłoś
barabara6 Re: Absurdy służby zdrowia okiem lekarzy 27.12.07, 19:31 Punkt 1: nie wymaga większego komentarza - znany mi jest szpital w którym zatrudnionych jest 80 lekarzy i 60 pracowników administracji (choć w zasadzie wystarczy dyrektor, sekretarka, 2 informatyków, 2 księgowe) Odpowiedz Link Zgłoś
barabara6 Re: Absurdy służby zdrowia okiem lekarzy 27.12.07, 19:36 2. znane mi są oddziały, które leczą pacjentów poprzez zakładanie setonów do nosa czy ucha; punkcje zatok; pędzlowanie gardła - a wiec to wszystko, co może (i powinien!) wykonywać lekarz rodzinny (bo i po co specjalista???) W szpitalu, w którym pracuję, kontrola NFZ sprowadza się do liczenia statusów i pieczątek - nikt nie sprawdza, czy wystąpiła zasadność hospitalizacji, czy zastosowano adekwatne leczenie! Odpowiedz Link Zgłoś
barabara6 Re: Absurdy służby zdrowia okiem lekarzy 27.12.07, 19:45 3. patrz ad2. - zamiast rozmowy z pacjentem (i jego rodziną) spedzamy czas na codziennym wpisywaniu statusów: co może sie zmienić u pacjenta, który jest hospitalizowany 6 tygodni (!) z powodu radioterapii? Tak jakby nie można było wpisac statusu, gdy cos sie rzeczywiście pogorszy. No i te bezsensowne zakazy przepustek (na sobotę i niedzielę) (wg NFZ albo jestes chory - i wtedy leżysz w szpitalu, albo jestes zdrowy - i wtedy w szpitalu nie musisz leżeć; jeśli więc idziesz na przepustkę do domu, to znaczy, że nie musisz leżec w szpitalu - a więc szpital "okrada" NFZ - a więc nie dostanie za ciebie pieniędzy. Skutek? - 6 tygodni przymusowego pobytu w szpitalu. Jakby choroba sama w sobie była nie dość dołująca) Odpowiedz Link Zgłoś
aelithe Re: Absurdy służby zdrowia okiem lekarzy 27.12.07, 20:41 Barabara mam możliwość wglądu w dokumentację medyczną innych kolegów. Niestety z tego wyłania się wstrząsający obraz. Niecelowe wizyty, nieuzasadnione hospitalizacje. Wyniaka to z niedoszacowania procedur i braku kontroli ich wykonania. Co do czasu pobytu w szpitalu. Nie ma uzsadnienie przepustka. Chory albo wymaga intensywnego nadzoru pielęgniarsko-lekarskiego, albo wogóle nie powinien być hospitalizowany. Na świecie jest tendencja do ogreniczanie pobytu w szpitalach, choćby ze względu na ryzyko zakażeń szpitalnych. Najniższe na świecie wiarygodny odsetek zakażeń szpitalnych do 4 promile na dobę w oddziałach niezabiegowych w USA, poniżej zejść nie można. Odpowiedz Link Zgłoś
barabara6 Re: Absurdy służby zdrowia okiem lekarzy 27.12.07, 22:34 "Chory albo wymaga intensywnego nadzoru pielęgniarsko-lekarskiego, albo w ogóle nie powinien być hospitalizowany." Nie wiem jak jest na świecie, ale w Polsce bywa, że delikwent dopiero w szpitalu dowiaduje się, że ma np cukrzycę. Albo nadciśnienie. Albo że "zapomniał" (nikt mu nie powiedział?) odstawić Acard. I niestety jego pobyt sie przedłuża - o weekend właśnie. Mógłby sobie iśc do domciu, podreperować sie psychicznie, brac zalecone leki i wrócic w poniedziałek - ale nie, musi bezsensownie zalegać w szpitalu No ja wiem, że to wszystko powinien załatwić rodzinny. Ale nie załatwia - więc ci biedni ludzie dupkują w soboty i niedziele (albo idą na "ciche" przepustki) A z radioterapią to są osobne szopki. W sobotę i niedzielę zwykle nie ma naświetlań. W zasadzie część dojezdża z domu, ale czasem trzeba spuścic kroplówkę (szczególnie pod koniec, gdy sa duże odczyny). Rodzinny tego nie zrobi - to się biedaka przyjmuje. No i lezy taka sirota 2 albo 3 weekendy. Mogła by se poleżec we własnym łóżeczku, wykapać sie we własnej wannie, podlac własnego kaktusa, pobujac sie na własnym bujaczku (PSYCHE!!) ale, kurna - NIE! Przepis głupi - uderza w najsłabszych (jak to w Polszcze bywa) Odpowiedz Link Zgłoś
aelithe Re: Absurdy służby zdrowia okiem lekarzy 28.12.07, 18:01 ok , a poco ma zostawac w stanie chorych jeśli jest w domu? Odpowiedz Link Zgłoś
barabara6 Re: Absurdy służby zdrowia okiem lekarzy 28.12.07, 23:53 bo wtedy NFZ nie zapłaci za jego pobyt w szpitalu. I nie ważne jakie (i za ile) leki w niego wpompowano Czysta oszczędność - dla NFZ Odpowiedz Link Zgłoś
aelithe Re: Absurdy służby zdrowia okiem lekarzy 29.12.07, 16:59 Człowiek nie powinien zostawać w stanie oddziału, jeśli na nim nie przebywa. Mnie zawsze wkurzały tgw. przepustki. Koleżanki wypuszczały 50 z 64 chorych nominalnie na oddziale, ale przyjęcie w tym czasie posocznicy, to była dopiero zadyma. Odpowiedz Link Zgłoś
barabara6 Re: Absurdy służby zdrowia okiem lekarzy 27.12.07, 19:49 4. nie wiem, czy mam dyżur po nowym roku. Po prostu nie wiem. I dyrektor mojego szpitala tez nie wie. I nie wie, kiedy będzie wiedział Niezłe, co? Odpowiedz Link Zgłoś
doktorziwago Re: Absurdy służby zdrowia okiem lekarzy 29.12.07, 00:52 Sposób finansowania przez NFZ jest wielkim jedym absurdem, patrz wątki wyżej / ile leczycie kryz nadciśnieniowych?, ilu cięzko zatrutych alkoholem wyleczyliście?, dlaczego tak często chory ma niewydolność krążenia jako chorobę dodatkową?, dlaczego chory który jest w ambulatorium 1 raz w sumie jest u was 4x?/. Nasze pensje są absurdalne i nijak się mają do naszej fachowości i zakresu obowiązków. Dlaczego lekarz rezydent pracujacy na tym samym oddziale ma większa pensję niż lekarz specjalista z 20 letnim stażem, który go uczy zawodu ?? Sposób zarządzania przez ludzi nie mająch do tego kwalifikacji - dyrektorzy- bankruci polityczni bez jakichkolwiek uprawnień do zarządzania, system ordynatorsko-feudalny, gdzie ordynator w 80% jest jednym z głupszych lekarzy na oddziale, ba mający "gorsze" papiery niż niejeden z asystentów, fikcyjne "konkursy" na stanowiska. Kuriozalne tolerowanie korupcji, gdzie nawet szpitalna sprzątaczka zna "stawki". Brak kontroli merytorycznej z NFZ-tu... tomograf głowy można zlecić Myszce Miki ze złamanym paznokciem - nikt tego nie sprawdzi,byle miała pesel... Totalne nie liczenie sie z kosztami - mnożenie niepotrzebych badań, nieuzasadnione hospitalizacje i wydłużanie ich - raz przez nieumiejętne leczenie, dwa przez niedobór kadry mogącej szybko wykonać wszelkie potrzebne procedury przy chorym . Chory system specjalizacji - w 90% wirtualne staże to jedynie strata benzyny. Absurdem jest to że chociaż to wszytko wiadomo jacyś chętni do studiów medycznych sie znajdują... heh. JEDYNA RADA TYLKO PRYWATYZACJA i to w interesie przede wszsytkim pacjentów, a potem w interesie dobrych lekarzy. Odpowiedz Link Zgłoś
aron2004 Re: Absurdy służby zdrowia okiem lekarzy 29.12.07, 07:56 pensje polskich lekarzy ( przynajmniej większości) są i tak zbyt wysokie w stosunku do wydajności pracy ( najniższej w UE). Odpowiedz Link Zgłoś
adas49 Re: Absurdy służby zdrowia okiem lekarzy 29.12.07, 18:39 aron2004 napisał: > pensje polskich lekarzy ( przynajmniej większości) są i tak zbyt wysokie w stos > unku do wydajności pracy ( najniższej w UE). chcesz dostac premie na koniec roku ze sie tak starasz? Odpowiedz Link Zgłoś
glabella Co się należy pacjentowi ? Wszystko !? 04.01.08, 18:11 Inna sprawa to co odpowiadać pacjentom jeśli się pytają co trzeba z nimi zrobić, jakie badania, jakie leki... Przecież to co ja mogę zrobić w ramach mojego miejsca pracy i NFZ to inna bajka niż to co powinien mieć zrobione wg standardów. Nie powiem mu przeceż tego. Zazwyczaj robimy większośc co można by zrobić, ale zawsze można by wymyślić takie badanie które zbadałoby bardziej dany objaw, a ze wzglęów technicznych, kosztowych i innych nie wykonuje się tego. A zgodnie z wymogiem NFZ mamy robić wszystko co należy robić zgodnie z dzisiejszą medycyną - tak więc lepiej nie mówić pacjentowi bo zawze może zarządać tego od nas i zaskarżyć nas do NFZ. Wszystkie te absurdy są oczywiści ukazane w wielkim skrócie. Odpowiedz Link Zgłoś