obs2
18.05.08, 16:15
Oto wypowiedź (sprzed kilku lat) znaleziona na jednym z forów
"Pochodze z R... i razem z dziecmi jestem tam zameldowana i
ubezpieczona.Obecnie mieszkamy z mezem w M...(bez meldunku).
Sprawa,ktora Panstwu opisze dotyczy pediatry z przychodni w M....
W piatek 3 grudnia moje 11-to miesieczne dziecko dostalo wysokiej
goraczki(ponad 40stC) i wymoitow.Po podaniu przeze mnie lekarstw temperatura
spadla ale po 4 godz. znow sie nasilila. Wymioty nie ustepowaly.Moj synek byl
bardzo oslabiony,rozpalony i mialam go caly czas na rekach. Zadzwonilam do
pediatry aby zamowic wizyte domowa dla dziecka, niestety musialam zadzwonic
pozniej bo doktor byla na wizycie.Po uplywie 45 min. zadzwonilam ponownie i
opisalm pediatrze co sie dzieje z moim dzieckiem.Odpowiedz byla dla mnie wrecz
szokujaca. Pediatra nie przyjedzie bo..................dziecko nie jest z
rejonu! Postanowilam do Was napisac,gdyz wczesniej bedac z dzieckiem w
przychodni pediatra tez odmowila przyjecia dziecka.Ponadto wizyty nie sa zbyt
mile. Pediatra moze przyjac dziecko tylko w........wyjatkowych sytuacjach. A
czy temperatura od 38.5stCdo 41stC i wymioty u 11-to miesiecznego dzieciatka
to nie wyjatkowa sytuacja? Czyzby to,ze dziecko" nie jest z rejonu"- bylo
odpowiedzia pediatry i odmowa przyjazdu? ...........moim zdaniem to
zaniedbanie obowiazkow lekarza i po prostu sie nie chcialo!
Sama poradzilam sobie z goraczka i wymiotami podajac dzieciatku lekarstwa.Juz
w piatek o 17 moj synek byl radosny,usmiechal sie . Jestem z siebie dumna ze
pomoglam dziecku.
Czy mozna liczyc na lekarzy ?"
Rozpacz mnie ogarnia, po raz kolejny życie dowodzi, że oczekiwanie od
pacjentów jakiejkolwiek racjonalności, jakiegokolwiek zrozumienia
rzeczywistości, jakiejkolwiek konsekwencji jest oczekiwaniem mocno wygórowanym.
Wypowiedź w sumie mocno humorystyczna - na końcu owa matka strzela sobie
megasamobója, udowadniając, że wizyta domowa od początku nie była potrzebna.
Dywagacje na temat "rejonu" pozostawiam bez komentarza, nadmieniając jedynie,
że nie ma rejonów poza ratownictwem, jeżeli pani dr mówiła o rejonach, to też
opowiadała bzdury.
Kilka prostych i oczywistych (niestety nie dla pacjentów) zasad:
Wizyta domowa należy się pacjentowi obłożnie choremu.
Jeżeli ktoś mieszka gdzie indziej niż jest zameldowany (i najprawdopodobniej
zdeklarowany do POZ), to sam po prostu przez domniemanie rezygnuje z wizyt
domowych POZ; jest to logiczne, bowiem osoby takie są w 99.99 % chodzące.
Jeżeli nie są (np. przeprowadza się leżącą babcię do innej miejscowości), to
ELEMENTARNA troska nakazuje by jedną z pierwszych czynności po przeprowadzce
było zdeklarowanie owej babci do miejscowego POZetu - i znika problem
niedostępności wizyt domowych. Wizyt domowych nie uzyskamy na wakacjach, na
wyjeździe. To też logiczne z tych samych powodów: na wakacje nie jedzie osoba
obłożnie chora!!!! Skoro tak, w razie zachorowania, może iść do ambulatrium
(mi się nie zdarzyło odmówić przyjęcia w ambulatorium!). Ale z wizyty- nici!
Przecież to takie proste i oczywiste.
Słabo mi jak czytam co potrafią wymyśleć i wymagać pacjenci!
I jeszcze w swoim świętym oburzeniu mniemają, iż mają rację!
Wstyd.