pomorz_anka
22.08.08, 16:34
Witam. Może ktoś wie, jak to jest w tej polskiej służbie zdrowia? Bo
mi już ręce opadają i czuję, że walka o czyjeś życie, a konkretnie o
życie mojego ojca, to walka z wiatrakami? A właściwie walka z
lekarzami i Rzecznikami...Praw Pacjenta - żeby było śmieszniej, choć
mi nie jest do śmiechu. Mój ojciec umiera, a lekarz, który jako
pierwszy zaczął go leczyć i w końcu - o dziwo!-postawił diagnozę:
rak prostaty, nie zlecił dalszych badań, które by wykryły drugi
nowotwór - raka nerki, który teraz daje przerzuty do wątroby. Z
rzecznikiem przy naszym dawniej wojewódzkim szpitalu można się
skontatktować jedynie przez pośredników- sekretariat szpitala poda
nr tel do jakiejś pielęgniarki, ona o wszystko wypyta, zapyta panią
rzecznik, a potem nam odpowie. I nie jest to dobra odopwiedź...
Kolejna spychologiia. Z kolei z Rzecznikiem Praw Pacjenta przy NFZ w
Gdańsku można się skontaktować za pomocą maila, ale jedyne, co robi,
to składa wyrazy współczucia z powodu złego rozpoznania na początku
choroby. I nie chce przyjąć ode mnie, córki, skargi na lekarza
urologa. Czy tak powinien postępować RZECZNIK PRAW PACJENTA? Walczę
o życie najbliższej mi osoby i jedyne co osiągam, to wyrazy
współczucia? Od tego jest służba zdrowia? Może ktoś z Was wie, jak
ukarać lekarza, już teraz, by nie wyrządził krzywdy kolejnej
rodzinie? Na drogę sądową mam jeszcze czas...p