jazielonooka
08.10.08, 20:37
Ten króki post wynika pewnie z mojego dzisiejszego przemęczenia, ale
poczułam ,że muszę... Sama całkiem niedawno skończyłam studia
medyczne, uczę na różnych kursach dla lekarzy i nie tylko, ale taie
sytuacje jak dziś... ręce opadają. Skoro przychodzą na staż młodzi
lekarze staram się powiedzieć , pokazać i wytłumaczyć, bo sama
doskonale pamiętam, co to znaczy być piątym kołem u wozu,
przeganianym z kąta w kąt. Od około roku obserwuje jednak smutny
fakt : stazyści kompletnie nie sa zainteresowani niczym poza piciem
herbaty w dyżurce, a wszelkie proby nauczenia ich czegokowiek ,albo
wykrzesania jakielkolwiek aktywności kończą się:
1)pogardliwym wzruszeniem ramion,
2) nagłą gluchotą,
3)pozorowaną gorączkową aktywnością
W ciągu ostaniego roku miałam słownie :dwie osoby, które się
chciały czegoś nauczyć.
Dwójka moich dzisiejszych asów : najpierw próba założenia sondy
żoładkowej przeciwnym końcem (że się tak wyrażę), potem 2 godzinna
dyskusja , do jakich krajów zamierzają wyemigrować... Do młodych :
najpierw trzeba cośkolwiek sobą prezentować ! Do starszych kolegów :
znosicie to olewactwo ze spokojem? ignorujeci? wymuszacie aktywność?
Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o pzrpadku nieazaliczenia stażu
podyplomowego z powodu totalnego migania się? Eh, wiem ,że świata
nie zmienię, nie jestem też totalną, sfrustrowaną jędzą, ale macie
może jakieś humanitarne sposoby zachęcenia do aktywności ? Oni będą
kiedyś naszymi lekarzami...