Dodaj do ulubionych

eksperyment na dyżurze:)

18.10.08, 17:32
Chyba mnie szlag trafi.Siedzę sobie w ambulatorium-dyżur jak zawsze-nie za ciężki(ośrodek zdrowia na wsi).Dyżuruję sam-nie ma rejestraji,nie ma pielęgniarki-wszystko samodzielnie.
Postanowiłem zrobic eksperyment-na dzisiejszy dyżur założyłem czerwoną bluzę pogotowianą z napisami lekarz na przedzie bluzy oraz na plecach-tu napis wielki jak byk.I co się dzieje?
Już któryś z rzędu pacjent wyskakuje z pytaniem-czy jest jakiś lekarz?Szlag mnie trafi jak jeszcze jeden zapyta tak samo.
Nie czytają?Nie wiedzą jak zacząc rozmowę?Mniej subtelna forma pytania o możliwośc skorzystania z porady?
P.S.Do przestrzegających pilnie zasad pisowni i ortografii-litera C zamiast ci wynika z przyczyn technicznych-wina komputera.

Obserwuj wątek
    • obs2 Re: eksperyment na dyżurze:) 18.10.08, 18:02
      witam w klubie.
      Odwieczny temat. Morze atramentu wylano i tysiące stuknięc w klawisze uczyniono
      na temat "jakiegoś lekarza".
      także na tym forum.
      Nie wiem co jest takiego w tym zapytaniu o "jakiegoś lekarza" ale masz rację -
      to jest nie do zniesienia.
      A przy tym co ciekawe, wielu ludzi- w tym lekarzy - nie widzi w tym kompletnie
      żadnego problemu. Ale wielu widzi. I masz rację, słyszane po raz dziesiąty,
      dwudziesty danego dnia- doprowadza do szału.
      Jest to nielogiczne. Niepoprawne językowo. Ale struktury nielogiczne i
      niepoprawne słyszymy na każdym kroku. To ma w sobie coś jeszcze.
      Ja się - może - trochę domyślam, co.
      Kto słyszy głównie takie pytanie? Ano lekarze "na dole". Na oddziale nikt tak
      nie pyta- wkoło sami lekarze, pytanie zabrzmiałoby idiotycznie, to czują nawet
      chyba osoby bez zmysłu lingwistycznego.
      W poradni specjalistycznej? Prędzej, ale raczej wiadomo, że idziesz do okulisty,
      hematologa czy chirurga.
      W POZ? Też, ale też nie tak często jak na dyżurze. W POZ część osób pyta o
      konkretnego lekarza, część owszem, o "jakiegoś", ale tylko część.
      A na dyżurze ambulatoryjnym? Nikt nie szuka specjalisty, nikt nie szuka
      konkretnego nazwiska.
      I tu nas boli. Bo my wiemy że jesteśmy lekarzami DYŻURNYMI. I pytanie "czy jest
      lekarz dyżurny" - rzadkie, ale zdarzające się, nie powoduje tej agresji. Bo to
      znaczy, że ktoś wie czego chce, po co w ogóle przyszedł. Pytanie o "jakiegoś"
      lekarza brzmi - choć nie takie są intencje- pogardliwie. Nic na to drodzy
      pacjenci nie poradzimy. "Jakiś" budzi agresję, jest odczuwane jako zaczepka,
      jako niezrozumiałe i nieadekwatne uogólnienie.

      Jest pewna analogia. Recepcjonistki w prywatnym centrum anonsują mi pacjentów.
      Najlepsze z nich, mówią "jest pan Kowalski". I wtedy wychodzę i zapraszam pana
      Kowalskiego. Inne mówią "masz pacjenta". No dobra. Wychodzę i sprawdzam,
      zapraszam, wiem, że to JA mam pacjenta, sprawa jasna. Ale te najgorsze mówią
      "jest pacjent". I to budzi moją podobną agresję, jak pytanie pacjenta o
      "jakiegoś lekarza". Myślę sobie wtedy w głowie "no tak,
      ku rwa, oczywiście że JEST PACJENT. Ontologicznie. Praktycznie. Są tysiące i
      miliony pacjentów. O czym ona mi tu pieprzy? jest pacjent, jest stół, jest
      długopis, "jest Warszawa, zawsze jest" ;-).
      Więc nie chodzi tu o to że czujemy się "jakoś" niedowartościowani gdy ktoś pyta
      o "jakiegoś". Po prostu, osoby z pewnym zmysłem językowym i wrażliwością,
      widocznie nie tolerują pewnego, nadmiernego poziomu uogólnienia który brzmi
      absurdalnie.
      Jestem pewien, że gdybyś ubrany w bluzę z ogromnym napisem "lekarz" słyszał
      pytanie "czy jest lekarz dyżurny", to byś się nie irytował. Bo to nie chodzi o
      nieumiejętność przeczytania napisu na Twojej bluzie i o to że skoro jesteś sam
      będąc na dyżurze to kim możesz być.
      Nie, to chodzi o to idiotyczne, wyklęte, legendarne "jakiś".
      Pozdrawiam.
      • palee Re: eksperyment na dyżurze:) 18.10.08, 18:25
        Nie zgodzę się z Tobą.Nie razi mnie określenie jakiś.Razi mnie pytanie o rzeczy oczywiste-jak wspomniałem jest to niewielki ośrodek na wsi,ambulatorium funkcjonuje od wielu lat,pacjenci stale ci sami.
        Oni doskonale wiedzą na jakich zasadach funkcjonuje ta instytucja-to już 5 lat.A jednak to pytanie...
        • marcinoit Re: eksperyment na dyżurze:) 18.10.08, 18:33
          to uzupelnij swoj experyment:) i na pytanie o jakiegos odpowiadaj ze nie ma:)
          • m.algorzatka Re: eksperyment na dyżurze:) 18.10.08, 19:25
            A ja uwazam, ze wobec tego co dzieje sie w polskiej SZ, Twoje problemy sa
            wydumane, nie wazne, glupie i przyziemne.

            --
            Barack Obama - Joe Biden
            • marcinoit Re: eksperyment na dyżurze:) 18.10.08, 19:32
              a co takiego sie dzieje???
              • marcinoit Re: eksperyment na dyżurze:) 18.10.08, 20:44
                po zastanowieniu sie musze przyznac ze faktycznie problem jest wydumany :) prawdziwy problem to gdzie pojechac na narty??? tak zeby bylo fajnie i niedaleko. no i jaki samochod kupic. nie jestem rodzinnym z lubelszczyzny a poza tym nie gustuje w terenowkach . potrzebuje niedrogiego auta dla 4 osobowej rodziny ( + pies). jakies rady??
                • obs2 Re: eksperyment na dyżurze:) 18.10.08, 20:45
                  oj prowokator, prowokator.
                • palee Re: eksperyment na dyżurze:) 18.10.08, 20:58
                  Niedrogi to do jakiej kwoty?Na narty jednak terenówka najlepsza:)
                  • marcinoit Re: eksperyment na dyżurze:) 18.10.08, 21:07
                    niedrogi to tak do 30 tys euro.
                    (wiesz poki co zona nie pracuej wiec musze sie ograniczac)

                    • palee Re: eksperyment na dyżurze:) 18.10.08, 22:12
                      To tak jak ja-żona też nie pracuje.Co do samochodu to ja bym się rozglądał w kierunku japończyków-nowy Accord-prawdziwe cacko.Ale na narty chyba terenówka najlepsza.Chyba,że skorzystasz z busa:)-tylko nie wiem czy do Parchatki(zdaje się że tak się nazywał ten kurort na lubelszczyźnie)busy dojeżdżają.Zakładam,że chcesz wspierac rodzimy biznes a nie korzystac z ofert na zgniłym zachodzie:)
                      • marcinoit Re: eksperyment na dyżurze:) 18.10.08, 22:49
                        no nie stety do parchatki mam jakies 3 tys km. nie chce mi sie taki kawal jechac
                    • nico72 Re: eksperyment na dyżurze:) 20.10.08, 22:52
                      Mitsubishi outlander. Jednak suv. Jeden z największych bagażników w klasie i
                      przystępna cena.
                      • marcinoit Re: eksperyment na dyżurze:) 21.10.08, 09:50
                        hmmm jakos nie widze sie w suvie. choc , moze obejrze. myslalem
                        jednak o czyms skromniejszym tak zeby wygodnie wyskoczyc z rodzina
                        nad moze czy na narty. jakias avensis czy mondeo ..sam nie wiem
            • szlachcic Re: eksperyment na dyżurze:) 18.10.08, 20:11
              m.algorzatka napisała:

              > A ja uwazam, ze wobec tego co dzieje sie w polskiej SZ, Twoje
              >problemy sa wydumane, nie wazne, glupie i przyziemne.

              wlasnie
            • palee Re: eksperyment na dyżurze:) 18.10.08, 20:52
              Nie są to moje problemy tylko spostrzeżenia.Problemy polskiej SZ mam gdzieś.Nie mam misji naprawy systemu.Robię swoje i mam gdzieś NFZy ,MZ itp.Jeżeli to co opisałem chcesz określic jako problemy to
              proszę bardzo.Ale nie są one na pewno wydumane-to codziennośc.
      • aron2004 [...] 19.10.08, 08:03
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • liton tia... 19.10.08, 03:10
      ubrałeś ciuchy z napisem lekarz..

      rozumiem, że jak założę czapeczkę z napisem "Playboy" stanę się Hugh Heffner'em..

      pytanie zatem: czy jak napiszę ci na płocie "cyc" - będziesz całować?
      • osmanthus Re: tia... 21.10.08, 02:03
        Liton, litosci...

        liton napisał:

        > ubrałeś ciuchy z napisem lekarz..

        Mozna sie ubrac w cos albo kogos w cos ubrac. Ciuchy sie zaklada.
        • liton Re: tia... 21.10.08, 07:00
          a) nie ma w moim słowniku słowa "litość"
          b) tylko tyle masz mi do powiedzenia? to gratuluję postu wnoszącego wiele do dyskusji..
          • sithicus Re: tia... 21.10.08, 09:14
            liton napisał:

            > a) nie ma w moim słowniku słowa "litość"

            :D
          • marcinoit Re: tia... 21.10.08, 09:49
            liton ze niby twoj post wniosl cos do dyskusji???

    • protozoa Re: eksperyment na dyżurze:) 21.10.08, 08:14
      Dziś mam dyżur, więc zrobię to samo. Kolega, dorabiający w pogotowiu, pozyczy mi
      stosowna bluzę. O rezultatach powiadomię.
      • claratrueba Re: eksperyment na dyżurze:) 21.10.08, 11:20
        A nie ma takich ciuszków w innym kolorze? Może myślą, że św.Mikołaj. Na czytanie
        napisów nie liczyłabym zbytnio. A za 30 tys. euro najlepiej sprowadzić auto ze
        Stanów- spokojnie wypasiony Cheerokee, Volvo XC90 (ok. półroczne), nówka Jeep
        Patriot, roczne Porsche Cayenne, Chryslery i Chevrolety do wyboru do koloru. Do
        stycznia zdążą przypłynąć.
        • marcinoit Re: eksperyment na dyżurze:) 21.10.08, 11:44
          zwe stanow mowisz :) hmmm ciekawa koncepcja . nie wiem tylko jak z
          formalnosciami :(
          • claratrueba Re: eksperyment na dyżurze:) 22.10.08, 13:34
            Formalności to nie jest duzy problem, załatwia sie w godzinę-dwie. Znajdujesz
            firmę (w necie), która importuje samochody (tu nie pomogę- wysłał mi wózek
            kuzyn). Firma po zaliczce przelanej wysyła samochód statkiem, dokumenty i
            kluczyki FedExem. Samochód dociera do agencji celnej, tam celnicy, cło, Vat,
            akcyza. Dokumenty przygotowane przez agencję. Zapłacone, auto na lawetę i do
            przeglądu technicznego. Uwaga- jesli prod. amerykańskiej może byc konieczna
            wymiana reflektorów- to trwa i kosztuje. Jeśli wszystko OK pozostaje rejestracja
            i ubezpieczenie. Do tej pory samochód albo na parkingu strzeżonym albo
            hardcorowy przejazd przez miasto bez tablic (polecam- adrenalina). Generalnie
            pewne ryzyko jest, samochód jest ubezpieczony od zatonięcia statku, a nie
            uszkodzenia np. dziury od wózka widłowego w drzwiach bo operator nie trafił. No
            i nie widzisz co kupiłeś. Ale różnica w cenie warta lekkiego stresu.
    • protozoa Re: eksperyment na dyżurze:) 21.10.08, 16:06
      O kurczę, cos jednak jest w tej pogotowiarskiej bluzie!!!!!!
      Pożyczyłam od kolegi, siedzę w swoim pokoju, na drzwiach jak wół "lekarz", na
      bluzie jak byk "lekarz", a mnie juz dwa razy pytali gdzie jest lekarz albo czy
      moge poprosic lekarza!!!!!
      Gdy zaczynałam pracę jako chirurg notorycznie rodziny pacjentów zwracały sie do
      mnie słowami "siostro, proszę poprosic lekarza" i mocno sie dziwiły, ze lekarzem
      może być drobna kobitka!!! Potem przestało im to przeszkadzac i przyczepili sie
      do kolegi-Araba a potem kolegi-Murzyna.
      No i teraz znów wróciło stare, pewnie za sprawa tej magicznej bluzy.
      • olcha11 Re: eksperyment na dyżurze:) 22.10.08, 15:52
        Bo pacjentowi lekarz kojarzy się z białym (ew. zielonkawym)
        kitelkiem i stetoskopem przewieszonym na szyi. A nie z czerwoną
        bluzą - to dobre do pracy pogotowia na szosie, gdzie trzeba szybko
        rozpoznać, kto jest lekarzem, a kto nie. O ile dobrze kojarzę, to
        inni członkowie ekipy mają inne napisy. Ty naprawdę chcesz uzyskać
        poczucie wyższości nad pacjentami za pomocą takich durnych zachowań?
        No to się nie dziwię, że pytają czy jest tu lekarz - bo chyba nie
        ma. I to jest niewydumany, tylko praktyczny problem polskiej służby
        zdrowia - stosunek lekarzy do pacjentów. Dałeś znakomity przykład.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka