Dodaj do ulubionych

problem nie do rozwiązania?

09.01.09, 09:02
Czytanie postów na tym forum, gdzie zajrzałem z ciekawości politycznej,
przypomina śledzenie dyskusji o braku sznurka do snopowiązałek w minionej
epoce (chodziło o to, że komunizm nie potrafił zrozumieć, dlaczego w okresie
żniw sznurka nie ma w sklepach).
Komunizm chciał rządzić rynkiem sznurka i zachowaniami ekonomicznymi ludzi.
Służba zdrowia tak samo, posiada nierozwiązywalne problemy, obecne bez ustanku
na tym forum:
1/ lekarzy jest za dużo czy za mało?
2/ płaci się za mało ale zarabia za dużo (poza płacą)?
3/ pacjenci są po to, aby nie przeszkadzać w pracy czy praca jest po to aby
służyć pacjentom?
4/ pacjenci nie szanują lekarzy z wzajemnością, czy na odwrót?
5/ leczymy dobrze a system to psuje czy psujemy system, lecząc tak marnie?
6/ od zarządzania sł. zdrowia są prokuratorzy i policja czy to brak
zarządzania jest przestępstwem do ścigania?
7/ lekarze są odpowiedzialni wobec społeczeństwa, zgadzając się na pracę w
kryminogennych warunkach czy to społeczeństwo odpowiada za kryminalizację
warunków pracy lekarzy, płacąc tak mało.
I tak dalej.
Czuję, ze zbiorę gromy na swą głowę, ale powiem że patrząc na to z zewnątrz,
że nic się w mentalności sł. zdrowia nie zmieniło od czasów rządzącej Polską
"kucharki z PGRu", również (w niektórych przypadkach) po wyjeździe z kraju.
Widać dwie postawy: olać ten kraj, wyjechać i śmiać się z głupców, co
pozostali albo taplać się w tym piekle, w roli skrzywdzonej ofiary co
rekompensuje niską samoocenę ekonomiczną.
Jakoś nie widać postaw zmierzających do zmiany systemu, a przecież sł. zdrowia
to my, "sznurek do snopowiązałek" na świecie, w którym podobno uczestniczymy
(UE i cywilizacja zachodnia)nie jest problemem godnym dysput ludzi
wykształconych już od czasów rewolucji przemysłowej (tak ok. 200 lat).
Obserwuj wątek
    • marcinoit Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 09:11
      a jakies konkretne propozycje?
      i jesli laska , co to jest "mentalnosc s.zdrowia"?
      • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 09:21
        marcinoit napisał:

        > a jakies konkretne propozycje?
        > i jesli laska , co to jest "mentalnosc s.zdrowia"?

        To nie jest miejsce na propozycje tylko dyskusję.
        Ja, w sprawie sznurka, wiem jedno - monopol skali płatnika wyklucza rynek usług
        zdrowotnych, tak jak komunizm wykluczał efektywność i zyski. Co do mentalności,
        w PGRze przy braku sznurka, nikt szczęśliwie nie musiał pracować i za nic nie
        był odpowiedzialny,za to cholernie upośledzony i skrzywdzony.Winni byli "oni" i
        można było spokojnie pić alpagę. W naszym środowisku "oni" to pacjenci a alpaga
        to użalanie się na forum i strzały w biednych aaronów i szlachciców. To tak
        odważne i emocjonujące jak polowanie na zające na stoisku z dziczyzną w spożywczaku.
        • andnow2 No podoba mi się ta wypowiedź 09.01.09, 10:54
          casio69 napisał:

          > W naszym środowisku "oni" to pacjenci a alpaga
          > to użalanie się na forum i strzały w biednych aaronów i
          > szlachciców. To tak odważne i emocjonujące jak polowanie na zające
          > na stoisku z dziczyzną w spożywczaku.


          • casio69 Re: No podoba mi się ta wypowiedź 09.01.09, 18:30
            Dziękuję za wsparcie emocjonalne. Co do merytorycznego - dziczyzna w tym
            systemie jest drugiej świeżości i powinna raczej zejść z haka ze wstydu a nie
            wdzięczyć się do klienta. Ale to zupełnie inna sprawa i nie o tym chciałem pogadać.
          • szlachcic Re: No podoba mi się ta wypowiedź 10.01.09, 10:29
            >No podoba mi się ta wypowiedź

            coz z tego jak lekarze maja swoja prawdziwa prawde
            • obs2 Re: No podoba mi się ta wypowiedź 10.01.09, 12:30
              problem Szlachcic polega na tym, że każdy ma swoją prawdę
              Pacjenci również. Trzeba to próbować zrozumieć.
              Ale nie możesz oczekiwać, że przyklaśniemy każdej bzdurze tylko dlatego, że np.
              zgadza się z nią 80% ludzi nie związanych z medycyną.
              • szlachcic Re: No podoba mi się ta wypowiedź 10.01.09, 13:02
                obs2 napisał:

                > problem Szlachcic polega na tym, że każdy ma swoją prawdę
                > Pacjenci również. Trzeba to próbować zrozumieć.
                > Ale nie możesz oczekiwać, że przyklaśniemy każdej bzdurze tylko
                >dlatego, że np. zgadza się z nią 80% ludzi nie związanych z
                >medycyną.

                problem w tym ze nie zgadzacie sie tez jesli chodzi o organizacje
                pracy z fachowcami i menagerami bo wiecie lepiej
                problem jest w tym ze nawet czesc z Was chce zmian ale jest usuwana
                na pobocze bo nie pasuje do tuby propagandowej srodowiska
        • marcinoit Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 12:22
          co do monopolu-zgoda.
          jesli chodzi o PGR i sznurek to roznica polega na tym ze mimo
          braku "sznurka" nikt albo prawie nikt nie uchyla sie od pracy.
          nie zauwazylem rowniez ( moze czytamy rozne fora) aby za
          brak "sznurka" ktos na tym forum oskarzal pacjentow. natomiast
          wszelkej masci arony i szlachcice z wielka swada obarczaja doktorow
          wina za brak tego "sznurka". jak zreszta o wszystko zle co sie
          dzieje w tzw s.zdrowia .jakos trudno doztrzec niektorym ze to nie
          lekarze kreuja funkcjonowanie systemu ale jedynie zmuszeni sa do
          funkcjonowania w systemie stworzonym przez innych. osoby pokroju
          szlachcica potrafia w jednym poscie domagac sie od lekarzy zmiany
          sposobu funkcjonowania s.zdrowia i jednoczesnie odmawiac im
          kompetencji do wprowadzania tychze. ze nie wspomne o kuriozalnym
          domaganiu sie od doktorow dzialania na wlasna szkode.
          co do mentalnosci komunistyczno-socjalistycznej to jest ona gleboko
          zakorzeniona w naszym spoleczenstwie. dotyczy wszystkich ktorzy
          mieli nieszczescie byc dotknieci przez miniona epoke. to oczywiste
          ze dotyczy to rownierz lekarzy ,ktorzy przecie nie biora sie z nikad
          ale sa czescia spoleczenstwa. wiekszosc wypowiadajacych sie na tym
          forum pacjentow nie oczekuje wcale wprowadzenia zasad rynkowych ale
          swego rodzaju hybrydy : wolny rynek dla lekarzy i ciepelko
          socjalnego bezpieczenstwa dla pacjentow.
          • aron2004 [...] 09.01.09, 16:47
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • aron2004 [...] 09.01.09, 16:56
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 18:59
            marcinoit napisał:

            > co do monopolu-zgoda.
            > jesli chodzi o PGR i sznurek to roznica polega na tym ze mimo
            > braku "sznurka" nikt albo prawie nikt nie uchyla sie od pracy.
            jasne, wszyscy ostro ciągną lemiesz i pomstują, że powinni zarabiać jak konie. A
            konie - stały się zagryzką pod alpagę albo myknęły za miedzę. A sznurek "wyszedł
            jakoś".
            > nie zauwazylem rowniez ( moze czytamy rozne fora) aby za
            > brak "sznurka" ktos na tym forum oskarzal pacjentow. natomiast
            > wszelkej masci arony i szlachcice z wielka swada obarczaja doktorow wina za
            brak tego "sznurka".jak zreszta o wszystko zle co sie dzieje w tzw s.zdrowia .
            nikt tu nikogo nie oskarża, jasne. ale niech no się lekarz upije albo pacjent
            zaroszczy - wojna w szklance wody, aby tylko przywalić obcemu. a dyskusje typu
            "ci bezczelni pacjenci" i "te konowały łapobiorcze"? A system się pasie i
            pasie.A winni są oni.

            >jakos trudno doztrzec niektorym ze to nie lekarze kreuja funkcjonowanie
            systemu ale jedynie zmuszeni sa do
            > funkcjonowania w systemie stworzonym przez innych. osoby pokroju
            > szlachcica potrafia w jednym poscie domagac sie od lekarzy zmiany
            > sposobu funkcjonowania s.zdrowia i jednoczesnie odmawiac im
            > kompetencji do wprowadzania tychze. ze nie wspomne o kuriozalnym
            > domaganiu sie od doktorow dzialania na wlasna szkode.
            marcinoit, odezwałeś się na zasadzie nożyc. to wszystkim oprócz nas ,a nie
            niektórym, jest trudno dostrzec, że można karmić system własną krwawicą i czuć
            się na zewnątrz niego. Mnie to nie dziwi, to jest psychopatologicznie znany
            odruch oblężonej twierdzy, ale kurczę, to jest patologia w kraju gdzie można
            zdrowo ustawić wszystko - tylko nie służbę Z. Tak samo mówili aparatczycy PZPR -
            ja walczę od środka, ale cóż ja mogę? System to ludzie a służba Z. to my.
            > co do mentalnosci komunistyczno-socjalistycznej to jest ona gleboko
            > zakorzeniona w naszym spoleczenstwie. dotyczy wszystkich ktorzy
            > mieli nieszczescie byc dotknieci przez miniona epoke. to oczywiste
            > ze dotyczy to rownierz lekarzy ,ktorzy przecie nie biora sie z nikad ale sa
            czescia spoleczenstwa.
            Żartujesz sobie. Genetycznie uwarunkowana bezradność? To skąd się biorą te
            dobrobyty, domy, sklepy, auta, i inne konsumpcje w społeczeństwie? Przecież
            można nie kraść i żyć dobrze z własnej
            pracy(stomatolodzy,farmaceuci,weterynarze). Komuna nie jest u nas genetyczna. To
            tylko wygodna wymówka aby nic nie robić, narzekać i...konserwować system.
            >wiekszosc wypowiadajacych sie na tym
            > forum pacjentow nie oczekuje wcale wprowadzenia zasad rynkowych ale
            > swego rodzaju hybrydy : wolny rynek dla lekarzy i ciepelko
            > socjalnego bezpieczenstwa dla pacjentow.
            Z tym się zgadzam - ale to powszechne: ciężka praca dla sąsiada a dla mnie jego
            pieniądze. Ale co by w tym było złego - wolny rynek to znaczy dla lekarza Eu
            17500 na rękę albo niech was leczy kowal, bo ja nie. A ciepełko socjalne -proszę
            bardzo niech pracodawca dokupi złoty pakiet. Znam mnóstwo takich zdrowych
            układów i są one zwalczane zarówno przez lekarzy jak i pacjentów. Tu wszyscy nie
            chcą wolnego rynku ani jego korzyści ani obowiązków i w tym jest właśnie problem.
            Widać to, co jest, bardziej się obu stronom opłaca jakoś. Tylko że to lekarze
            mają wykształcenie i są elitą intelektualną - to od kogo oczekiwać wprowadzenia
            zmiany?
            PS Ja się wychowałem w końcu komuny a Ty chyba też nie jesteś betonem?





            • snajper55 Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 19:39
              casio69 napisał:

              > Tylko że to lekarze mają wykształcenie i są elitą intelektualną - to od
              > kogo oczekiwać wprowadzenia zmiany?

              To nie lekarze ani pacjenci zmiany mają wprowadzać, tylko Sejm, Senat i Prezydent.

              S.
              • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 21:54
                Coś już napisałem na ten temat: czy nie widzisz w swojej wypowiedzi stokroć
                większej emigracji, niż kogoś, kto wyjechał do Nowej Zelandii?
                Przecież to nasz kraj,nasza demokracja i nasz sejm etc...One są takie, jak my,
                nie inne. A jeśli lekarze mieliby być wyłączeni z demokratycznego społeczeństwa,
                to nie dziwmy się, że reszta będzie nas traktować jak obce ciało, do usunięcia.
                Co widać tu w postach aarona, szlachcica, a na innych forach o wiele bardziej, a
                w życiu...Dziś trudno się przyznać w rozmowie towarzyskiej że jest się lekarzem,
                bez spowodowania co najmniej dystansu.
            • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 21:30
              > Tylko że to lekarze mają wykształcenie i są elitą intelektualną

              wykształcenie tak - wyższe przeciętnej jakości.
              Elitą intelektualną- proszę Cię, nie rozbawiaj mnie.
              • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 21:56
                > Elitą intelektualną- proszę Cię, nie rozbawiaj mnie.

                A dlaczego nie? Bądź co bądź widać to po tym forum, to wyłazi ze spsiałej
                czasami emocjonalnej pyskówki, że mają potencjał elity...tylko może za rzadko
                używany ;-))
            • marcinoit Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 23:48
              casio69 na zachowanie czlowieka ma wplyw nie tylko garnitur genetyczny ale rowniez a moze przede wszystkim otaczajace go srodowisko. to tyle na temat genetycznie uwarunkowanej bezradnosci.
              wyglada na to ze przez lata pracujac w polskej sz konserwowalem ten zgnily system oczywiscie czerpiac z tego niebotyczne zyski.bylem rowniez ,o zgrozo czlonkiem tej zbrodniczej organizacji zwanej izbami lekarskimi. tymbardziej ciesze sie ze zmienilem miejsce pracy bo wyglada na to ze nie tylko poprawilem zycie swojej rodziny ale przestalem konserwowac patologie w polskiej sz:)
              kiedy przeczytalem pierwszy post casio myslalem ze moze jest szansa na jakos dyskusje. nie stety skonczylo sie jak zwykle.te same tezy , te same argument ubrane w inne slowa.
              Adios

              • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 08:48
                Wszystko się zgadza. Jest taki punkt w ciekawych dyskusjach niemożliwy do
                przekroczenia. Nie wydaje mi się że jest genetycznie uwarunkowany,ale ten wątek
                mnie ku tej tezie skłania. Sam to napisałeś jak na talerzu.
                >na zachowanie czlowieka ma wplyw nie tylko garnitur genetyczny ale rowniez a
                moze przede wszystkim otaczajace go srodowisko<
                to jest wygodne przekonanie, całkowicie nienaukowe. wpływa wszystko, jednak to
                osobowość kształtuje postawę i zachowania - nie los ślepy ani nie koledzy. Tylko
                trzeba mieć osobowość, czyli jaja.
                > wyglada na to ze przez lata pracujac w polskej sz konserwowalem ten zgnily
                system oczywiscie czerpiac z tego niebotyczne zyski<
                tak to wygląda właśnie. charakterystyczne motywacje sam ujawniasz - skoro zyski
                nie były niebotyczne, jak rozumiem, przestało Cię to interesować, a zyski to
                znaczy kaska, prawda? o innych zyskach celach i aspiracjach związanych z poprawą
                tego co jest nie ma mowy?
                >bylem rowniez ,o zgrozo czlonkiem tej zbrodniczej organizacji zwanej izbami
                lekarskimi.<
                znów sam oceniasz swój wybór, ja nie muszę. ostatnio p.Radziwił poparł gorąco
                faktyczne utrącenie in vitro ala Gowin i jego mocodawcy. Spróbuj w Hiszpanii
                głosić takie poglądy jako lekarz a trafisz do innej szacownej organizacji zwanej
                inkwizycją. A hiszpanie są bardzo wierzącym społeczeństwem, co nie?
                Cieszę się że twój udział w polskiej społeczności lekarskiej przyniósł Ci
                ostatecznie sukces - kaska na koncie i rodzina w apartamencie. Mierząc tymi
                ambicjami udział społeczny i zaangażowanie, decyzja o wyjeździe całkowicie słuszna.
                Marcin, życzę Ci jak najlepiej i świetnie rozumiem decyzję wyjazdu, ale ta
                rozmowa jest o naszym wpływie na to, co jest. Można z niego zrezygnować - i
                wszyscy to robią - zarówno przed jak i po wyjeździe. A beneficjenci systemu się
                umacniają i tylko z naszej bierności cieszą.
                Adios, vaia con Dios...
                • aron2004 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 08:58
                  jak to jest konkretnie w tej Hiszpanii? Jeżeli lekarz wypowie się
                  przeciwko in vitro to wsadzają go do więzienia? CZy w zawiasach?
                • marcinoit Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 17:52
                  > Marcin, życzę Ci jak najlepiej i świetnie rozumiem decyzję wyjazdu
                  za zyczenia dziekuje:) nie stety nie masz zielonego pojecia o powodach i motywach mojego wyjazdu ano o ambicjach .
                  dalsza dyskusja nie ma sensu bo niesty nalezysz do duzej grupy forumowiczow ktora po prostu wie lepiej i kazda wypowiedz odczytuja tak jak im to wygodne.
                  szkoda czasu ide zagrac z dziecmi w jenge.
          • szlachcic Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 10:48
            > jesli chodzi o PGR i sznurek to roznica polega na tym ze mimo
            > braku "sznurka" nikt albo prawie nikt nie uchyla sie od pracy.

            hehehe
            PUNKT 1
            olewanie panstowej SZ i prawdziwa praca na prywatnym (spozniznie sie
            i wychodzenie szybciej)
            walka za wszelka cena o obecny system dyzurowy (totalny bezsens,
            nieefektywny i niebezpieczny, dla pacjenta, lekarza i szpitala)

            > brak "sznurka" ktos na tym forum oskarzal pacjentow

            PUNKT 2
            no przeciez piszesz ze malo place a wymagam nie wiadomo co
            prawda jest taka ze wcale to nie jest tak malo a w bardzo wielu
            przypadkach dostaje bubel bo patrz punkt 1

            >jakos trudno doztrzec niektorym ze to nie
            > lekarze kreuja funkcjonowanie systemu

            dlaczego ilzba lekarska negatywnie wypowiedziala sie o propozycjach
            zmiany systemu dyzurow? to jest wlasnie kreowanie swojej "naszosci"
            mowiac kolokwialnie macie w dupie dobro szpitala a obecny system
            dyzurowy ma wam pomoc w robieniu kasy prywatnie
            jak to dziala doskonale wiesz, jak wielki w tym udzial ma system
            dyzurowy tez wiesz
            I teraz mozesz sobie odpowiedziec na pytanie czy faktycznie
            srodowisko nie ma mozliwosci kreowania SZ.
            Moim zdaniem ma i robi to ale tylko tak aby leakrz mial dobrze czy
            lepiej nie zwazajac na to czy szpital ma dobrze czy gorzej

            > co do mentalnosci komunistyczno-socjalistycznej to jest ona
            >gleboko zakorzeniona w naszym spoleczenstwie.

            gleboko jest zakorzeniona w waszym srodowisku
            spoleczenstwo od 20 lat ewaluowalo

            > ze dotyczy to rownierz lekarzy ,ktorzy przecie nie biora sie z
            >nikad ale sa czescia spoleczenstwa

            i od tego sa m in sady lekarskie czy kolezenskie ktore powinny
            trzymac poziom poprzez dzialanie poprawiajace wizerunek srodowiska
            jak to im wychodzi wiesz dokladnie tak samo jak ja

            > wszelkej masci arony i szlachcice z wielka swada obarczaja
            >doktorow wina za brak tego "sznurka".

            nie obarczam lekarzy za brak sznurka i doskonale o tym wiesz
            pijanstwo lekarzy a w zasadzie brak konsekwencji za to - gdzie tu
            masz brak sznurka?
            bledy lekarskie i ukrywanie ich przez lekarzy czego wynikiem sa
            zastraszajaco niskie statystyki - gdzie tu masz brak sznurka?
            kasy rejestrujace i wasza krytyke w kontekscie tego ze wszyscy ja
            musza miec czyli niesprawiedliwosc i brak kontroli panstwa nad
            waszymi dochodami - gdzie tu masz brak sznurka?
            itp itd
            ale faktem jest ze we wszystkich tych powyzszych przykladach
            zrzucacie wine na brak sznurka
            • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 11:25
              > olewanie panstowej SZ i prawdziwa praca na prywatnym (spozniznie sie
              > i wychodzenie szybciej)

              nie wiem o co Ci chodzi. Nie wychodzę wcześniej i sie nie spóźniam. Moi koledzy
              też. A jak mój kolega się spóźnił do prywatnego wychodząc PÓŹNIEJ Z PAŃSTWOWEGO
              (ratował chorą z białaczką) to z prywatnego wyleciał. Masz trafne obserwacje
              Szlachcic tylko jak z radia Erewań.

              • szlachcic Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 13:05
                obs2 napisał:

                > nie wiem o co Ci chodzi. Nie wychodzę wcześniej i sie nie
                >spóźniam. Moi koledzy też.

                chodzi o to ze jak czas przyjec jest od 7 do 13 to powinien byc czas
                przyjec od 7 do 13
                a nie przychodze na 8 bo bylem zmeczony bo ciezko pracuje i wychodze
                szybciej bo prace mam w innym miejscu
                I kwiatki sa taki ze wg papierkow pracujecie po 500 godzin na miesiac
                I udajecie ze wierzycie ze tak jest i wydaje sie Wam ze ktos tez
                uwierzy
                I na tym nie cierpi prywaciarz - bo sobie nie pozwoli, na tym traci
                tylko publiczna SZ i jej pacjenci
                • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 13:12
                  > chodzi o to ze jak czas przyjec jest od 7 do 13 to powinien byc czas
                  > przyjec od 7 do 13

                  no i tak jest.

                  > I kwiatki sa taki ze wg papierkow pracujecie po 500 godzin na miesiac

                  niektórzy faktycznie tyle. Owszem, śpią na dyżurze, ale jak trzeba coś robić to
                  robią.


                  • szlachcic Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 17:04
                    obs2 napisał:

                    > no i tak jest.

                    w Twoim przypadku byc moze tak, zobacz co jest w pnstwowej jednak

                    > niektórzy faktycznie tyle. Owszem, śpią na dyżurze, ale jak trzeba
                    >coś robić to robią.

                    no to inaczej
                    ile uwazasz godzin dziennie uczciwie, solidnie i efektywnie moze
                    pracowac czlowiek - mowimy o dluzszym okresie czasu
                    ja uwazam ze 10 godzin dziennie z musowo niedziela wolna
                    teraz sobie oblicz ile mozna pracowac efektywnie czyli odejmij sobie
                    ten wynik od 500, wyjdzie ci ile pieniedzy lekarze dostaja za darmo
                    bo w tych godzinach z pewnoscia sa nieefektywni
                    i teraz wyciagnij wnioski z punktu widzenia pracodawcy ktory placi
                    kase za nic i wyciagnij wnioski z punktu widzenia pacjenta ktory nie
                    ma dostepu do spiacego lekarza czy lekarza przymulonego ze
                    zmeczenia, juz nie powiem nic o bezpieczenstwie
                • sybi.lla Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 20:13
                  U prywaciarzy zaczynaja prace o 13,czasami o 14 godz.W panstwowych koncza o
                  15.Do prywatnych sie nie spózniaja bo im nie wolno.Zawsze mówiłam że to
                  cudotwórcy,geniusze.Jednoczesnie w panstwowym i prywatnym potrafia byc.A ludzi
                  maja za durniów
                  • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 20:31
                    weź nie pier dol.
                    • sybi.lla Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 20:38
                      JAK JUŻ BRONISZ KOLESI TO PRZYNAJMNIEJ JAKOŚ KONKRETNIE.
                      Co Ty wiesz?Pracujesz w jakims POZ i z tego co wiem, to Twoja podstawowa
                      robota.Lekarze w przychodni prywatnej w mieście x zaczynaja artroskopie o 13:30
                      dwa dni w tygodniu a o 14: kolejne dwa dni.Moze mi K.....wa wytłumaczysz to
                      zjawisko.
                      • yorik Re: problem nie do rozwiązania? 12.01.09, 15:18
                        JA na ten przykład pracuję w szpitalu na 1/2 etatu
                      • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 12.01.09, 18:35
                        > Co Ty wiesz?Pracujesz w jakims POZ i z tego co wiem, to Twoja
                        > podstawowa robota.

                        Nie podstawowa. Owszem, pracuję też w POZ. Ale wyobraź sobie, że
                        pewien pan profesor pytał nie raz, czy nie chciałbym przyjść do
                        niego na etat do kliniki.
                        Więc agresywny ton twojej wypowiedzi, sugerujący, że jestem na samym
                        końcu dna medycznego, nie jest uprawniony.

                        > Lekarze w przychodni prywatnej w mieście x zaczynaja artroskopie o
                        > 13:30 dwa dni w tygodniu a o 14: kolejne dwa dni.Moze mi K.....wa
                        > wytłumaczysz to zjawisko.

                        Kur wa a co tu tłumaczyć. Wyobraź sobie że ja w poniedziałek
                        zaczynam pracę o 9 a we wtorek o 11, a we środę o 8. Może mi kur wa
                        wytłumaczysz to zjawisko.

                        • sybi.lla Re: problem nie do rozwiązania? 12.01.09, 18:53
                          Jeżeli Ty uwazasz POZ za dno medyczne to bardzo mi przykro i bardzo współczuje
                          ze musisz tam pracowac.
                          Ja tak nie uważam i nigdy tego nie powiedziałam.
                          Z Twoich wypowiedzi tak wywnioskowałam.Może błednie.
                          Moim zdaniem praca w POZ rózni sie troszeczke od pracy w medycznym
                          molochu.Dlatego taki ton mojej wypowiedzi.
                          No i oczywiscie rozumie.W różne dni zaczynasz prace o róznych godzinach(w
                          swojej podstawowej pracy).Chce dowiedziec sie jak to jest że lekarz pracujacy na
                          etacie od 7:00-15:00 moze zaczynać prace w NZOZ-ie o godz 13:00 lub 14:00(nigdy
                          sie nie spozniajac).Oznacza to ze z pracy w której pracuje na etacie i powinien
                          pracować do 15;00,wychodzi bezprawnie cztery razy w tygodniu.Dwa razy o 2 godz
                          wczesniej i dwa razy o 1godz wczesniej.
                          • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 12.01.09, 19:21
                            sybi.llo, tak z ciekawości - w jakich Ty pracujesz godzinach? chętnie bym się
                            umówił na wizytę.
                        • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 12.01.09, 19:19
                          Obsie2 - czyż warto dyskutować na takim poziomie i to z wieszczką? Ona i bez
                          dyplomu wie lepiej, nic jej Twoja wiedza nie pomoże...
      • szlachcic Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 10:25
        marcinoit napisał:

        > i jesli laska , co to jest "mentalnosc s.zdrowia"?

        beton
    • slav_ Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 14:55
      >przypomina śledzenie dyskusji o braku sznurka do snopowiązałek w >minionej
      >epoce (chodziło o to, że komunizm nie potrafił zrozumieć, dlaczego >w okresie
      >żniw sznurka nie ma w sklepach).

      Mogę przytaknąć.
      I ludzie (nie tylko tu i mimo wielu tłumaczeń) nadal uważają że za brak tego
      sznurka są odpowiedzialni traktorzyści ciągnący te snopowiązałki i nadal
      mentalnie tkwią w epoce w której na pytanie "czemu w sklepach nie ma towaru"
      odpowiedź brzmiała "bo ludzie wykupują". I trwała walka za spekulantami której
      to wygranie miał dać zapełnienie tych pólek - wtedy ludzie w to wierzyli i
      obecnie wierzą.
      Nadal za kolejki do poradni i długie terminy operacji są odpowiedzialni lekarze
      a dla niektórych sposobem na rozwiązywanie problemów w opiece zdrowotnej jest
      zakazanie strajków. O ile pojęcia "mentalność służby zdrowia" nie znam to
      określenie "homo sovieticus" jest dość dobrze opisane i szeroko reprezentowane
      przez ludzi piszących przeciw lekarzom i odpowiadających na posty lekarzy (nie
      tylkno na tym forum).

      Stawiając swoje tezy popełniasz podstawowy błąd który powoduje że twoje wnioski
      z góry będą bzdurne - próbujesz porównywać system polityczny (komunizm) z
      systemem opieki zdrowotnej który jest zawsze wytworem i konsekwencją systemu
      politycznego i przyczyny jego złego czy dobrego funkcjonowania leżą całkowicie
      poza nim.

      Obecnie Polsce system opieki zdrowotnej jest CAŁKOWICIE ubezwłasnowolniony i nie
      ma kompletnie żadnych możliwości "samonaprwy" - zadbali o to politycy.
      W tym sensie system opieki zdrowotnej posiada NIEROZWIĄZYWALNE (przez niego
      samego) problemy.
      • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 19:21
        Wcale mi się nie podoba, że z góry zakładasz bzdurność moich wniosków. Ale to co
        napisałeś dobrze ilustruje moje opinie i mam nadzieję że chociaż siebie nie
        uważasz za wytwór bzdurnych wniosków.
        1/ PGR został narzucony a ten system stworzyli sami lekarze, wiem, bo w tym
        uczestniczyłem. Wiem jak powstawały izby i jak wszyscy ochoczo się zapisywali. A
        wystarczyło powiedzieć nie! to zależało od nas. Kasy chorych i nfzty stworzyli
        lekarze w rządzie, mogę wymieniać nazwiska ale po co, to są fakty, niektóre z
        tych osób nie żyją albo są ciężko chore, więc de mortuis nihil... Prywatne
        ubezpieczenia zablokowali lekarze - w tym izby i różne gremia "opiniodawcze"
        wobec projektów. A tych którzy trzeźwo próbowali urynkowić system oczerniano i
        sekowano (np. dra S.) Dyrekcje ZOZów i szpitali chętnie zaludniali właśnie
        lekarze oraz zwłaszcza Panie Pielęgniarki. No to kto to wszystko ustawił? A
        przede wszystkim, kto z lekarzy na niwie politycznej stworzył lobby - bynajmniej
        nie na rzecz rynkowych zmian, a konserwacji systemu?
        2/ Pracownicy SZ to nie traktorzyści tylko twórcy pgru - tyle że najpierw
        myśleli, że zawłaszczając system, ochronią się przed kapitalizmem, a gdy
        kapitalizm wygrał i kierowca tira zaczął zarabiać 10 razy więcej niż oficjalna
        płaca lekmeda + to co nieopodatkowane, to zaczął się lament. I tu jest problem -
        kiedyś warto było zarabiać grosze a od reszty nie płacić podatków. Dziś, jedynym
        sposobem przeskoczenia tutaj poziomu rezydenta w Szkocji jest ograniczanie przez
        nielicznych dostępu do zawodu i do usług aby wywindować stawki nieoficjalne. I
        to jest właśnie homo sovieticus w akcji. I temu obecnie system służy - dla
        niewielu, a reszta udaje że deszcz pada i płacze "jacy my jesteśmy biedni". A
        są, tylko nie biedni ale bierni. Kto sieje wiatr zbiera burzę.
        3/ I kto tkwi w komunie - >zadbali o to politycy<. Pewnie ci, przysłani w
        teczkach z Moskwy? Ignorujesz fakt że od 20 lat mamy demokrację a za poziom
        polityków odpowiadamy my, również biernym przyzwoleniem.
        Slav, powtarzasz mantry naszego środowiska sprzed 30 lat i więcej. Ja cię
        rozumiem, jak się człowiek nauczył na studiach tak i leczy do dziś. (to na
        podstawie badań nad poziomem naszej terapii w porównaniu do nowych krajów UE tak
        mi się skojarzyło).
        Szanuję Cię jako forumowicza ale za diabła się nie zgadzam z tym, co piszesz.
        • slav_ Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 22:55
          >Szanuję Cię jako forumowicza ale za diabła się nie zgadzam z tym, >co piszesz.

          A ja z tym co Ty.

          Nie zauważyłem aby lekarze tworzyli formalny kształt opieki zdrowotnej w obecnym
          kształcie. Ba, nawet zauważyłem że tworzy się go mimo ich protestów a co
          najmniej ostrzeń. Nie uważaj ministrów za lekarzy nawet jeśli posiadają takowy
          dyplom. To POLITYCY.

          > 3/ I kto tkwi w komunie - >zadbali o to politycy<. Pewnie ci, przysłani
          > w
          > teczkach z Moskwy?

          Nie, nasi właśni którzy za procent poparcia elektoratu i wygrania następnych
          wyborów a następnie utrzymania stanowiska zrobią wszystko by się nie narazić
          elektoratowi - temu z największą ilości głosów.
          • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 08:31
            No to szkoda, że się nie zgadzamy. Uważasz, że lekarze są wyizolowani ze
            społeczeństwa a politycy to obcy najeźdźcy z kosmosu. To bardzo wygodna postawa
            - zwalnia od odpowiedzialności za to, co jest. Lekarze zazwyczaj stanowią
            potężną i wpływową grupę społeczną, tak jest w wielu krajach. U nas również,
            tylko że do wyniku tego wpływu nie opłaca się przyznawać, lepiej kontestować na
            papierze a korzystać w rzeczywistości, nie wydaje Ci się że to jest powszechne?
            Jacy to "politycy" stworzyli to, co jest? Na którym etapie "rozwoju" tego
            systemu lekarze z imienia i nazwiska nie decydowali? Jakie to rewolucyjne
            projekty systemowe i inicjatywy ustawodawcze środowiska przepadły w sejmie? Jaką
            reformę kształcenia i struktur badawczych wprowadziły autonomiczne uczelnie?
            W jednym ze szpitali ktoś notorycznie pisał na ścianie w toalecie "ordynator to
            ch..." No to w czasie remontu ordynator kazał zbudować dla siebie oddzielną
            toaletę. I tak sobie w tych toaletach siedzimy osobnych, wszyscy. A tego co tam
            piszemy nikt nie czyta.

            • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 10:22
              > Uważasz, że lekarze są wyizolowani ze
              > społeczeństwa a politycy to obcy najeźdźcy z kosmosu

              trochę tak. I tak jak zostało napisane, lekarz jeśli zostaje politykiem, staje
              się przybyszem z kosmosu. Nie wiem do końca dlaczego tak jest, ale tak jest. To
              widać nawet na samym dole- struktura władzy! Osoba która zostaje kierownikiem,
              choćby dwóch osób, od dnia nominacji jest (bywa) innym człowiekiem.
              Pamiętaj, że polityka to taka sama nisza jak każda inna, tyle że eksponowana.
              Polityk chce utrzymać się przy władzy. Jego działanie jest racjonalne, ale z
              punktu widzenia swojego interesu. Tak jak w kazdym innym przypadku.

              > Lekarze zazwyczaj stanowią
              > potężną i wpływową grupę społeczną, tak jest w wielu krajach

              W Polsce jak widać nie - wiele naprawdę bezsensownych i szkodliwych przepisów
              wprowadzono łatwo pomimo lobbowania naszej potężnej grupy!

              > U nas również,
              > tylko że do wyniku tego wpływu nie opłaca się przyznawać,

              trudno się przyznawać do fikcji. Człowiek staje się niewiarygodny.

              > Jacy to "politycy" stworzyli to, co jest?

              A jacy "lekarze"?

            • slav_ Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 10:28
              >Uważasz, że lekarze są wyizolowani ze
              >społeczeństwa a politycy to obcy najeźdźcy z kosmosu.

              Ani jedni ani drudzy nie są "wyizolowani". Tylko interesy mają różne. Celowo pisze interesy a nie priorytety bo i to lepiej oddaje charakter relacji.

              >Lekarze zazwyczaj stanowią
              > potężną i wpływową grupę społeczną, tak jest w wielu krajach.

              Ale w Polsce tak nie jest.

              > Jacy to "politycy" stworzyli to, co jest? Na którym etapie "rozwoju" tego
              > systemu lekarze z imienia i nazwiska nie decydowali? Jakie to rewolucyjne
              > projekty systemowe i inicjatywy ustawodawcze środowiska przepadły w sejmie?

              Z danych historycznych wynika że pauperyzacja i marginalizacja lekarzy oraz zniszczenie ich roli społecznej i politycznej było planowym, systemowym procesem wpisanym w doktrynę. Najpierw rzeczywiście robili to "politycy przysłani w teczkach z Moskwy", potem już rodzimi bo okazało się że jest to bardzo wygodna i skuteczna metoda. Trwało to przez dziesięciolecia i się UDAŁO!
              Obserwując przez jakiś już czas polskie życie społeczne jestem przekonany że np. przez lata państwo z premedytacją tolerowało szara strefę w opiece zdrowotnej - z jednej strony jako "wentyl bezpieczeństwa" niedofinansowanej opieki zdrowotnej a cynicznie jako doskonały sposób pacyfikacji reformatorskich zapędów lekarzy (bo takie próby wbrew temu co piszesz były) - wystarczyło parę pokazowych procesów i wskazanie społeczeństwu "kto wróg". Robiono to tak często że społeczeństwo doskonale wie kto jest jego wrogiem (lekarze) i kto jest odpowiedzialny za zły stan opieki zdrowotnej (jak np. za komuny za braki towarów "spekulanci i aferzyści" - pokazowe procesy z karami śmierci za różne afery były takim samym sposobem socjotechniki) - lekarze - obecnie "za dużo zarabiający lekarze")
              Niektóre tych działań tak mocno wypaliły mózgi że elementy tego "modelowania świadomości" z łatwością można odszukać w postach na tym forum (i na innych).
              A niektóre z tych technik socjotechnicznym są stosowane nadal co zabawne w całkiem prymitywnej i niezawoalowanej formie (głównie z powodu prymitywizmu polityków) ale DZIAŁAJĄ (!) - widać metoda pasuje do "targetu".

              Czy lekarze się do tego przyczynili ? Ależ oczywiście że wielu tak. Jedni z naiwności i całkiem szczerze wierząc że "tak trzeba dla dobra pacjentów" inni z wyrachowania - otrzymując w zamian stosowne apanaże, korzyści i stanowiska.

              Nie tak odległe są czasy gdy faktycznie sprzątaczka (nie ujmując nikomu) w hierarchii stała wyżej niż lekarz - bo była "klasą robotnicza" która "naprawdę pracuje" a lekarz "tylko macha długopisem". Elementy tego myślenia TRWAJĄ - żywe dowody na tym forum - i nie ma takiej siły (poza biologią) by to zmienić.

              To się zmienia ale nie dzięki jakimś politycznym czy medialnym akcjom lekarzy (te uważam za śmieszne i całkowicie nieskuteczne - dziesięciolecia indoktrynacji społeczeństwa nie można odwrócić paroma spotami) tylko dzięki temu że wymierają pokolenia skażone ta indoktrynacją. I kształcą się nowe pokolenia lekarzy również nieskażone niewolnictwem PRLu (bo to BYŁO niewolnictwo) - czy się komuś podoba czy nie i cokolwiek mówi - lekarz BYŁ niewolnikiem, najwyżej jeśli umiał wkręcić się w obręb władzy (bo to "władza" i pakt z nią za jej popieranie dawał możliwość działania a nie "przynależność do elity" czy "bycie lekarzem") i awansować to nadzorował innych niewolników.
              • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 10:46
                > Obserwując przez jakiś już czas polskie życie społeczne jestem przekonany że
                > n p . przez lata państwo z premedytacją tolerowało szara strefę w opiece
                < zdrowotnej- z jednej strony jako "wentyl bezpieczeństwa"

                DOKŁADNIE!
                Pisałem o tym nie raz, pytając retorycznie, dlaczego teraz my mamy zbierać tego
                zgniłe owoce?
                Najprostsze przykłady: nie jakieś tam kokosy stanowisk ordynatorskich itd.
                POZ. Wizyty domowe. Relikt czasów, kiedy do doktora spotykanego co 20 km albo
                rzadziej, jeździło się końmi. Obecnie, w czasie ogromnego zagęszczenia lekarzy
                (nocna pomoc ambulatoryjna, o wiele więcej POZetów niż dawniej, samochód w każej
                rodzinie), insytucja ZUPEŁNIE NIEPOTRZEBNA w państwowym systemie (w prywatnym,
                jako fanaberia, niech funkcjonuje).
                Dlaczego wizyty przetrwały?
                Utrwalili to lekarze. Był jak piszesz czas mizerii finansowej lekarzy, trwał
                kilkadziesiąt lat. I było niemal oficjalne przyzwolenie władz na dorabianie. ja
                już tego nie pamiętam, ale z opowieści wiarygodnych osób wiem, że jeszcze we
                wczesnych latach 80., w terenie wiejskim, było nie do pomyślenia, by lekarz
                udający się na wizytę, nie znalazł na stole przygotowanej koperty. No to-
                jeździli na te wizyty. Masowo. Kompletnie w oderwaniu od wskazań (bo zgadzam
                się, kilka wizyt na rok jest ewentualnie uzasadnionych). PRzyszły nowe czasy.
                Ale pojęcie wizyty jest tak zakorzenione, że płatnik - NFZ- w żadnym razie nie
                poważy się tego zlikwidować, choć dobrze wiedzą tam o bezsensowności tej formy
                pracy lekarza (jest ona przede wszystkim nieefektywna, lekarz przyjmie kilku
                pacjentów w czasie równym jednej wizycie. A jak już powiedziałem, dziś z
                dotarciem do lekarza, gdy komunikacja miejska jeździ po zabitych wiochach, gdy
                busy jeżdżą drogami polnymi wręcz, gdy przed większością domów stoją 2-3 auta-
                nie ma problemu).

                to tylko jeden prosty przykład. Ja tylko pytam. Skoro obecnie nie ma problemów
                logistycznych, lekarz nic ekstra z wizyt nie ma (no i bardzo dobrze!), a i
                merytorycznie jest to w 99.9% bez sensu, to dlaczego jesteśmy gnębieni wizytami
                - których w większości i tak się odmawia, ryzykując oczywiście idiotyczne skargi
                (na które się odpisuje, i jakoś płatnik- NFZ- w 100 % przyjmuje te wyjaśnienia)
                - dlaczego jesteśmy gnębieni skoro to bez sensu, a przetrwanie instytucji wizyty
                wynika tylko z pazerności lekarzy sprzed lat?
                • aron2004 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 10:52
                  nie jesteście gnębieni wizytami domowymi, bo ich najzwyczajniej w
                  świecie nie robicie, przynajmniej w woj. lubelskim
              • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 11:08
                > A niektóre z tych technik socjotechnicznym są stosowane nadal co zabawne w
                > całkiem prymitywnej i niezawoalowanej formie (głównie z powodu prymitywizmu
                > polityków) ale DZIAŁAJĄ (!)

                np. powracający rytualnie na przełomie grudnia i stycznia problem braku
                kontraktów. I komentarze typu: lekarze porzucają pacjentów.

                Tego nie jestem w stanie zrozumieć. NFZ daje kasę. Lekarz- najczęściej
                reprezentujący praktykę, jednoosobową albo grupową, to zleceniobiorca.
                Nie bierze kasy, nie przyjmuje zlecenia? No to zostaje więcej kasy u
                zleceniodawcy. Może ktoś się połakomi. A jak nie, no to trudno.
                To przecież takie proste reguły.
                Owszem, jest problem "zdrowotnego zabezpieczenia ludności".
                Ale to jest przecież problem lokalnych władz! To nie powinien być stres ani NFZ,
                ani lekarzy (praktyk). Zdaje się, że od jakiegoś czasu na tym forum, w różnych
                wątkach, jest to wyrażany wprost, albo pośrednio, kto wie czy nie najgłówniejszy
                temat rozważań. I dobrze! Ja wiem że to nie takie proste.
                Ale ja mam na to odpowiedź taką (wiem że ten i ów napisze, że wygodną): lekarz
                leczy, biorąc ogromną odpowiedzialność. Więc może oszczędźmy mu dalszej
                odpowiedzialności i pozwólmy mu po prostu leczyć. I tak to jest TEORETYCZNIE
                rozwiązane. Za zabezpieczenie "zdrowia ludności" odpowiedzialni są nie lekarze,
                tylko władza.
                Lekarz to strona kontraktu biznesowego. Chce leczyć na warunkach płatnika
                podpisuje kontrakt- od tego momentu odpowiada za zdrowie pacjentów w zakresie
                określonym kontraktem. Nie chce- nie podpisuje. Nie zarabia. Też ma problem. Ale
                niech to będzie tylko taki problem.
                Wciąganie lekarzy w odpowiedzialność za "niezabezpieczenie opieki zdrowia
                ludności" wydaje się być absurdalno-groteskowe, z cyklu takich "z Mrożka". A
                jednak pada serio. Gdzie my żyjemy? Co jeszcze będziemy musieli znosić?
                • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 11:36
                  W tej sprawie między nami pełna zgoda. To nie producent sznurka odpowiada za to,
                  że pgr go nie kupił.
              • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 11:59
                Zupełnie, jakbym pisał do obs-a, też go lubię. Ale obaj tkwicie w historii i tu
                się z Wami zgadzam, tak było i takie są korzenie tej sytuacji.
                Kiedyś sprzątaczce wmawiano, że jest lepsza od innych, ale ja nigdy się nie
                spotkałem z brakiem szacunku prostych ludzi do lekarza - i był to szacunek
                autentyczny, one wiedziały, kim są i kim nie będą, co zresztą przydaje się każdemu.
                Dzisiaj ja się nie przyznaję tak chętnie do swego zawodu - nie dlatego, że
                sprzątaczki zhardziały tylko że nasz ethos upadł w całości i nikt, ale to nikt
                nie uważa go za godny poważania.
                A to że tego nie słyszysz od pacjentów - to z powodu ich strachu, bo wiedzą że
                tanie pochlebstwa są w stanie pomóc w dostępie do leczenia i życzliwości -
                niemożliwej ani za pieniądze ani z urzedu. Trzeba ich posłuchać, jak wyjdą z
                gabinetu - to widać też na forum jak na dłoni.
                Nie jest to niestety wynik propagandy, jak sobie tłumaczą lekarze i naturalnie
                żaden PR nie zmieni faktów, znanych każdemu pacjentowi - tkwiąc w historii i
                odrzucając przez 20 lat odpowiedzialność za zmianę systemu i własnego środowiska
                w wolnej od komuny Polsce, ugotowaliśmy sobie ten sos, który pachnie tak, że w
                wielu przypadkach jedynym wyjściem jest wiać na drugi koniec świata.
                Niestety, to co piszę to nie są tylko rozmyślania do śniadania ale również
                wyniki badań społeczeństwa i wiedzy naukowej, której szczerze mówiąc nikomu z
                nas nie życzę, bo wtedy nie da się żyć z łuskami na oczach, a to boli.
                • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 12:18
                  > ale ja nigdy się nie
                  > spotkałem z brakiem szacunku prostych ludzi do lekarza

                  zazdroszczę.

                  > Trzeba ich posłuchać, jak wyjdą z gabinetu

                  nie raz słyszałem. Właśnie te same komunały o których tu mówimy. Obarczanie
                  odpowiedzialnością lekarzy za system. Za kolejki. Za brak środków. Za brak
                  rozwiniętej chirurgii w wiejskiej przychodni. Za brak windy. Za istnienie windy.
                  Za to że schody idą w lewo a nie w prawo. Że zupa była za słona.

                  Na którym etapie lekarz ma "zmieniać system"?
                  Na wyzszych latach studiów? Po LEPie? Po zdaniu pierwszej specjalizacji?
                  Możliwości kształtowania rzeczywistości w sensie próby zmian narzuconych wymogów
                  formalnych są od etapu ordynatora lub - i to w często iluzorycznej formie -
                  kierownika przychodni.
                  Poniżej, przepraszam, nie widzę takich możliwości.


                  • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 12:44
                    Wiem. Nikt nie widzi.
                    Jak wsiadasz do autobusu z brudną podłogą i zasyfionymi oknami, to jasne, że
                    winisz kierowcę - on reprezentuje czy chce czy nie firmę, której zapłaciłeś za
                    bilet, bo tam pracuje z wyboru (tak,tak - każdy ma wybór a jeśli uważa że nie,
                    to niech się nie stroi w piórka elit).
                    Komuna polegała na tym, że pasażer i kierowca mrugali do siebie i mówili "ale te
                    s..ny komuniści brudasy", pasażer płacił, kierowca nie dawał biletu i wszyscy
                    byli zadowoleni.
                    To jest dokładnie to, co nadal trwa w SZ i rosną kolejne pokolenia "kierowców".
                    Tyle że pasażerowie zhardzieli, bo płacą realną, zarobioną i opodatkowaną a nie
                    daną "bo się należy" kasą.
                    Gdyby mieli wybór i inny system, nie wsiedliby do takiego kierowcy za nic. No to
                    w interesie kierowcy jest, aby nie mieli wyboru a on mógł sobie zrekompensować
                    stres i poniżenie takiej pracy promowaniem swego statusu pokrzywdzonego. Dlatego
                    też nie jest mu wygodnym przejąć firmę i samemu stać się właścicielem. Musiałby
                    dzielić się z fiskusem i rentowność do d...Zakładając mentalność kierowcy, gdzie
                    status i samoocena zależy wyłącznie od ilości drobniaków w saszetce.
                    Cała ta opowiastka zdarzyła mi się w rozmowie ze starym taksówkarzem, dawniej
                    MZK. Dziwne, że to, co rozumieją prości ludzie dla nas lekarzy wydaje się
                    niepojęte (???) i to w kolejnych pokoleniach.
                    Dla mnie to jest objaw patognomoniczny homo sovieticus - gdzieś tam wspomniany
                    na forum. Potwierdzają to dane z badań o postawach i mentalności w SZ.
                    Pytanie - co jeszcze różni nas, od kierowcy.
                    • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 13:11
                      > Jak wsiadasz do autobusu z brudną podłogą i zasyfionymi oknami, to jasne, że
                      > winisz kierowcę

                      Ależ skąd! Ale gdzie tam!
                      Odróżniam firmę od kierowcy. Casio! Nie mam tak rozwiniętych zaburzeń
                      poznawczych. Kierowca ma sprawnie i bezpiecznie jechać. Ma pomóc w sytuacji np.
                      zaczepek w autobusie. Ale nie jest winien jeśli to stary rzęch (coraz mniej
                      takich na szczęście) - bo to nie on dał mu badanie techniczne. Nie jest winien
                      jeśli są brudne szyby, bo firma ma od tego innych ludzi. Czy jest winien ze
                      wyjechał w trasę z brudnymi szybami? Tylko trochę.

                      > Gdyby mieli wybór i inny system, nie wsiedliby do takiego kierowcy za nic.

                      Mają wybór. I z kierowcą i z lekarzem. I wsiadają do starych rzęchów. I idą do
                      państwowej przychodni.
                      A wiesz co? Te nowe autobusy to często lakierowane rzęchy. A te nowe prywatne
                      przychodnie to często ta sama mentalność w klimatyzowanych wnętrzach. Ja
                      doskonale wiem że ludzie sądzą po pozorach, bo pracuję z ludźmi. Ale ludzie
                      wybierają przedziwnie. Wcale nie idą zawsze tam gdzie są czyste podłogi, wierz mi.


                • slav_ Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 13:24
                  >Dzisiaj ja się nie przyznaję tak chętnie do swego zawodu - nie >dlatego, że
                  >sprzątaczki zhardziały tylko że nasz ethos upadł w całości i nikt, >ale to nikt
                  >nie uważa go za godny poważania

                  Właśnie o tym piszę. Pochodną jest brak jakikolwiek realnego wpływu na kształtowanie zarówno opinii społecznej (co mogłoby dać przełożenie np. na decyzje polityczne wyborców) jak i ignorowanie sugestii zmian i reform.
                  Najdobitniej wystąpiło to w 1999 roku podczas wprowadzania "Kas Chorych". Przeciwwaga dla urzędu miała między innymi być organizacja lekarzy praktyków (powołana ustawowo i mająca głos decyzyjny) dbająca o poziom finansowania, wycenę i negocjacje z Kasami. Wtedy lekarze odwiedzili się że "no way". Przepisy w Polsce są tak skonstruowane że pojedynczy lekarz negocjuje i staje samotnie przed całą cała struktura państwa. A lekarskie organizacje - nie mające żadnego prawnego posadowienia a wiec żadnego realnego wpływu na nic mogą sobie najwyżej pokrzykiwać.
                  A dyskusje o reformach są ZAWSZE były sprowadzane do tematu "łapówkarze chcą więcej zarabiać" co załatwiało problem i kończyło dyskusje o reformach oraz kolejnym pokazaniem że "winni są lekarze".
                  Efekt ? Lekarze (nauczeni latami nagonki) już nie mówią "chcemy reformować system" tylko "chcemy więcej zarabiać - płaćcie nam więcej za pracę a jak chcecie reformować system to sobie reformujcie". Wygodnictwo ? Nie - pragmatyzm. Mnie nie płacą za reformowanie systemu tylko za leczenie ludzi. I mam nadzieję że mówię to wyraźnie. Jak ktoś zechce posłuchać moich rad i wprowadzać je w życie chętnie służę ale narzucał się nie będę. Nie jestem do tego ani powołany ani nie czuje się za to odpowiedzialny - odrzucam próby fałszywego przypisywania mi tej odpowiedzialności (forum).

                  >Ale obaj tkwicie w historii

                  Historii ? To TERAŹNIEJSZOŚĆ - poczytaj posty w tym wątku.

                  > Nie jest to niestety wynik propagandy, jak sobie tłumaczą lekarze(...)

                  Oczywiście nie tylko propagandy ale propaganda odegrała wielka w tym rolę - jak się społeczeństwu wmawia przez dziesięciolecia że "się mu należy" lekarz "służy pacjentom", "wszyscy lekarze to łapówkarze" a jednocześnie celowo pauperyzuje środowisko wywołując z jednej strony szaleńcze "dorabianie" na dziesięciu etatach (bardzo pożądane z resztą z punktu widzenia państwa) oraz indukuje potężna szarą strefę łapówek i "dowodów wdzięczności" to skutki tego potrwają co najmniej dwa pokolenia (bo poglądy tez się "dziedziczy").
                  Czy lekarze się do tego przyczynili - OCZYWIŚCIE. Tylko nie wmawiaj mi że w PRL-u byli wolni i mogli podejmować jakiekolwiek (istotne) swobodne decyzje zawodowe czy organizacyjne - skutki tego trwają i nieprędko zanikną. Nikt nie miał w ofercie alternatywnego życia więc starał się swoje urządzić w tym co było pod ręką - ale zawsze - wspierając system bo wylatywał na aut.

                  > Niestety, to co piszę to nie są tylko rozmyślania do śniadania ale również
                  > wyniki badań społeczeństwa i wiedzy naukowej,

                  W kontekście negowania wpływu otoczenia i warunków na kształtowanie osobowości brzmi to co najmniej dziwnie.


                  • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 13:30
                    > a jak chcecie reformować system to sobie reformujcie". Wygodnictwo ? Nie -
                    > pragmatyzm. Mnie nie płacą za reformowanie systemu tylko za leczenie
                    > ludzi. I mam nadzieję że mówię to wyraźnie. Jak ktoś zechce posłuchać
                    > moich rad i wprowadzać je w życie chętnie służę ale narzucał się nie będę.
                    > Nie jestem do tego ani powołany ani nie czuje się za to odpowiedzialny -
                    > odrzucam próby fałszywego przypisywania mi tej odpowiedzialności (forum).

                    OKLASKI! OKLASKI! OKLASKI!!!!!!!
          • szlachcic Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 11:03
            > Nie zauważyłem aby lekarze tworzyli formalny kształt opieki
            >zdrowotnej w obecnym kształcie.

            obecny system dyzurowy
            • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 11:22
              lekarze uczestniczą w tym systemie jako pionki, czy trybiki w maszynie.
              Czy trybikom w maszynie czy raczej inżynierowi który maszynę zaprojektował,
              zarzucisz odpowiedzialność w razie złego działania maszyny?
              • szlachcic Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 13:08
                obs2 napisał:

                > lekarze uczestniczą w tym systemie jako pionki, czy trybiki w
                maszynie. Czy trybikom w maszynie czy raczej inżynierowi który
                maszynę zaprojektował,
                > zarzucisz odpowiedzialność w razie złego działania maszyny?

                odpowiedzialnosc spada na inzyniera i na Was
                nie da sie inaczej stworzyc normalnego systemu
                nigdy nie obarczalem Was wina za bledy nic nierobienia rzadu
                obwiniam Was za bledy ktore albo sa 100% wasze albo w ktorych
                bierzecie udzial
      • szlachcic Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 11:00
        > Stawiając swoje tezy popełniasz podstawowy błąd który powoduje że
        >twoje wnioski> z góry będą bzdurne - próbujesz porównywać system
        >polityczny (komunizm) z systemem opieki zdrowotnej który jest
        >zawsze wytworem i konsekwencją systemu politycznego i przyczyny
        >jego złego czy dobrego funkcjonowania leżą całkowicie poza nim.

        bzdury sam piszesz
        w PGR kradli mieli wszystko w dupie, nie interesowalo ich to bo to
        nie ich, dokladnie jest taka samo w SZ
        I narzekali, nie moge wyjachac traktorem bo nie ma paliwa i jest
        zepsuty, ale wczesniej ziutek ukradl 20 litrow do syrenki, a inny
        ziutek wymontowal lozysko napisal w kajecie "brak lozyska" i
        sprzedal je trzeciemu ziutkowi do prywatnego traktora ktory o swoj
        traktor dbal
        I sytuacja w panstwiwej SZ jest DOKLADNIE taka sama
        Nikt nie oczekiwal w PGR cudow ale na normalnosc byla tam miejsce
        W SZ tez nie oczekuja pacjenci cudow, chca przyzwoitosci i
        normalnosci, efektywnosci i zaangazowania i uczciwego podejscia do
        nich
        • sybi.lla Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 20:33
          OKLASKI,OKLASKI,OKLASKI!
    • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 15:38
      > 1/ lekarzy jest za dużo czy za mało?

      to jest problem i wątpliwość? Popatrz na wskaźniki w różnych krajach.

      > 2/ płaci się za mało ale zarabia za dużo (poza płacą)?

      nie rozumiem co masz na myśli. Sugerujesz że drukujemy pieniądze? Ja
      nie.

      > 3/ pacjenci są po to, aby nie przeszkadzać w pracy czy praca jest
      > po to aby służyć pacjentom?

      ani jedno ani drugie. Pomagać pacjentom, na pewno. Służyć - w żadnym
      wypadku.

      > 4/ pacjenci nie szanują lekarzy z wzajemnością, czy na odwrót?
      i wprost i na odwrót

      > 5/ leczymy dobrze a system to psuje czy psujemy system, lecząc tak
      > marnie?

      ani to ani to. Za dobrze nie leczymy (są kraje gdzie leczą lepiej,
      są kraje gdzie leczą gorzej). System też nie jest ani szczytowo
      dobry, ale na pewno wbrew temu co się mówi nie jest w agonii, nie
      jest permanentnie i całkowicie chory (elementy tak, całość nie).

      > 7/ lekarze są odpowiedzialni wobec społeczeństwa, zgadzając się na
      > pracę w kryminogennych warunkach

      niestety tak. Ale gdy odchodzą od pracy, też są winni - prawda
      Szlachcic?



      • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 19:35
        Opisałem typowe dylematy w dyskusjach na wątkach FSZ. Nie odnoszę się do nich
        osobiście - zrobiłem to gdzie indziej. Rozumiem że to, co piszesz, to twoje
        stanowisko wobec tych zagadnień. Moje zdanie wobec Twoich pytań:
        ad1/ ja tego nie rozstrzygam, aaron mówi że za dużo, maga - że za mało. Oboje
        mają i nie mają racji, dopóki nieznany jest cel istnienia SZ w naszym
        nieszczęsnym kraju.
        ad2/ drukuje się mecze. Pomiędzy płacą a zarobkiem jest szara strefa. ja to wiem
        jako pacjent, Ty możesz nie wiedzieć jako lekarz i wszystko gra.
        ad3/ nie służyć to jeszcze nie znaczy ani jedno ani drugie. Nie każde leczenie
        każdemu służy, fakt.
        ad4/ to fakt, kwestia diagnozy przyczynowo-skutkowej nierozwiązana w Twojej
        wypowiedzi
        ad5/ zgadzam się, z wyj. oceny systemu - on moim zdaniem kwitnie w kontekście
        celów, do jakich został stworzony.
        ad7/ nie wiem co odpowie szlachcic i nie zamierzam go czytać. Moim zdaniem,
        lekarz ma obowiązek prawny, moralny i ludzki odmówić pracy w warunkach
        sprzecznych z prawem, moralnością i etyką. I wielu to zrobiło, za co ich
        szanuję. A pozostali - niech im Bóg wybaczy a mnie sprawi, abym nie musiał ich
        oglądać.
        Chciałbym pisać tak zwięźle jak Ty ale nie potrafię, niestety.
        • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 21:20
          > Moim zdaniem, lekarz ma obowiązek prawny, moralny i ludzki odmówić
          > pracy w warunkach sprzecznych z prawem, moralnością i etyką.

          traktując sprawę poważnie i bezkompromisowo, powinni odmówić wszyscy lekarze.
          Zarabianie na cudzym nieszczęściu jest wg wielu niemoralne. Akceptuję istnienie
          takiego punktu widzenia.
          Rozwiązanie? Uczynienie z lekarzy skrajnie regulowanej kasty niewolników,
          leczących za garść ryżu i byle dach nad głową, i okrutnie karanych za każdy błąd.
          Innego rozwiązania nie widzę. Jeśli pojawi się jakikolwiek zysk z leczenia, to
          chęć pomnażania tego zysku będzie zawsze szła do nieskończoności - wynika to z
          natury tych usług: człowiek sprzeda wszystko by ratować zdrowie, dlaczego tego
          nie brać?
          I nie mów mi że trzeba "znać granice". Zapewne tak, tylko jak je wyznaczyć. Dach
          nad głową i strawa? Dom i samochód? Trzy domy i jacht?
          • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 09.01.09, 22:07
            Poważnie piszesz i czuję w tym wielką gorycz.
            Też ją mam.
            Ale nie czuję się bezwolny ani tym bardziej zniewolony. Znam wielu lekarzy,
            robiących o wiele więcej niż można i niż wyznaczone jakiekolwiek granice - dla
            własnej godności i szacunku dla samego siebie. Z tego właśnie mamy ten zysk,
            który nie do kupienia w sklepie z jachtami. A i pacjenci na tym nie tracą,
            przeciwnie.
            Problem w tym, że jednostkowe judymowanie nie tylko umacnia ten system,
            dźwigając na sobie cały ciężar utrzymania jako takiej cywilizacji. Co gorsza,
            ciężko z taką postawą przeżyć we własnym środowisku, przy niej dopiero wychodzi
            na jaw, kto jest nagi a kto królem. A dopóki jakoś się wszystko kręci, nie ma
            ani solidarności ani siły by wspólnie system zmienić. Pozostaje nasze kochane
            forum i dystansowanie się od rzeczywistości - lub pisanie łzawych postów z
            pokładu trzeciego jachtu.
            • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 07:43
              > Znam wielu lekarzy,
              > robiących o wiele więcej niż można i niż wyznaczone jakiekolwiek granice
              ....
              > A i pacjenci na tym nie tracą, przeciwnie.

              Piękne słowa. Tylko to bywa niebezpieczne. Również od strony prawnej.

              > Problem w tym, że jednostkowe judymowanie nie tylko umacnia ten system,

              BRAWO! Wyjątkowo trafne. Choć z moich obserwacji wynika, że czasami to co
              wygląda na judymowanie, czasami ma drugie dno. Ale i "czyste" i "pozorowane"
              judymowanie jest szkodliwe. To niesamowite, ile szkód nota bene zrobiła przez
              dziesięciolecia wtłaczana w szkołach do głów błędna interpretacja postaci Judyma.
              Jadąc do jednego z miejsc gdzie pracuję, mijam skrzyżowanie z ulicą Judyma. Za
              każdym razem naiwnie oczekuję, że może zobaczę iż zmieniono tą nazwę.
              W końcu zawsze myślałem że honoruje się postacie wybitne w pozytywnym znaczeniu.
              Judym - postać fikcyjna- niewątpliwie jest jakoś wybitna, mówi się o tym dziwaku
              od lat. Ale to nie jest POZYTYWNY WZORZEC.
              Poproszę zatem o konsekwencję i pojawienie się ulic Nerona, Kuby Rozpruwacza,
              Szpicbrudki czy choćby imienia przeciwników Bonda, których nie pomnę z nazwiska
              (a tych starczyło by na całe miasteczko;-).
              • casio69 Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 09:03
                ...Blofeld - pytałeś o przeciwnika Bonda.
                U nas się wszystko przeinacza jak w krzywym lustrze. Judym dla mnie to metafora
                silnego zaangażowania, wiary i motywacji społecznych a nie tylko osobistych +
                altruizm zawodowy. Ale u nas Judym to ktoś, kto haruje za biezdurno, pierniczy o
                wartościach i zatruwa przykładem osobistym błogostan spożywających owoce systemu
                bez wychodzenia z domu.
                Ulica takiego Judyma przeraża - a nuż wyskoczy z jakiejś bramy prosto pod koła
                samochodu?
                A na poważnie - wystarczy na tym forum wspomnieć o odpowiedzialności (w sensie
                obywatelskim i osobistym za swój los i warunki pracy) a zaraz sporo osób ma
                jedyne skojarzenie - z odpowiedzialnością przed prokuratorem...To też takie
                słowo,jak Judym, o wypaczonym przesłaniu.
                Mój znajomy kupił sbie raz na targu niebieską pigułkę, jak opowiadał - było
                super, i mówi: po jasną ch..rę płacić tym zdziercom lekarzom i firmom farm.,
                idziesz na targ - a tam wszystko czego potrzebujesz... Myślę że on jest dla nas
                pozytywnym wzorcem - jakie potrzeby, taka rzeczywistość. Judym go nie zrozumie.
                • obs2 Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 10:00
                  > U nas się wszystko przeinacza jak w krzywym lustrze.

                  kolejne bardzo trafne spostrzeżenie. Tyle, że tkwiąc w tym od lat, od urodzenia
                  zapewne (bo tkwimy, nie wątpię, że tkwimy), niezwykle trudno sensownie
                  wypowiadać się w takiej dyskusji. Bo mamy wypaczone spojrzenie.
                  I teraz: zaprzeczyć Twoim wnioskom - co to oznacza? Obiektywnie z Tobą
                  polemizować, czy tkwić we wdrukowanym schemacie myślowym i automatycznie
                  świadomie czy nie go bronić?
                  A może jeszcze inaczej: tak, Judym to metafora silnego zaangażowania i motywacji
                  społecznych. Tylko czy inwestuje on energię życiową we właściwy sposób, czy
                  wektory tych sił są właściwie zwrócone?
                  Judym kiepsko kończy. Powiem tak, nawet w silnie altruistycznej "moralności
                  chrześcijańskiej" jednym z fundamentów jest "kochaj bliźniego swego jak siebie
                  samego". Czyli tym lepszym będziesz altruistą, im lepszym egoistą i nie jest to
                  wcale paradoks. Kwestia proporcji i rozumienia, co kiedy.
                  Judym nie znał tych proporcji. W sumie ten jego altruizm przeraża. Zgorzkniały,
                  irytująco retoryczny, do bólu histeryczny, przerażająco nieskuteczny. Wzór? Jak
                  dla mnie - beznadziejny.
                  • szlachcic Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 11:25
                    >Judym to metafora silnego zaangażowania i motywacji
                    >społecznych.

                    w watku innym Judym Twojemu koledze po fachu kojarzy sie z duza kasa

                    >Tylko czy inwestuje on energię życiową we właściwy sposób, czy
                    > wektory tych sił są właściwie zwrócone?

                    daj nam przyklad obs2 jak ten wektor ustawic

                    > Judym nie znał tych proporcji. W sumie ten jego altruizm przeraża.

                    przeraza Was bo tak bardzo jestescie rozni
                    • obs2 Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 11:34
                      > daj nam przyklad obs2 jak ten wektor ustawic

                      najpierw zmiany prawne, dające lekarzowi faktyczny status wolnego zawodu.
                      Likwidacja systemu ordynatorskiego. Umożliwienie lekarzowi organizacji swej
                      pracy (tak jak na zachodzie, gdzie lekarz specjalista, pracując państwowo, jest
                      autonomicznym szefem swojego małego odcinka, decydującym o szczegółach procedur,
                      o sprzęcie, o kadrze współpracującej).
                      Choćby tyle. I niech się energia realizuje w: edukowanie upierdliwej i głupiej
                      pielęgniarki, bo to MOJA pielęgniarka, ze mną współpracuje, ja odpowiadam za
                      całokształt mojej i tej pielęgniarki pracy.
                      W: wyszukiwanie odpowiednich rozwiązań, czy to administracyjno-dokumentacyjnych,
                      czy sprzętowych, czy logistycznych (żeby raz na 5 lat w lubelskim ten lekarz
                      jednak jechał na wizyte do chorego dziecka, coby go ta znajoma Arona babcia nie
                      musiała rowerem przez zaspy z gorączką wieźć).
                      Rozumiesz?
                      Lekarz ma być dobrze wynagradzanym, wolnym zawodem o ogromnej odpowiedzialności.
                      I my się nie bronimy przed zmianami które muszą nastąpić by tak się stało. Ale
                      Szlachcic. To nie my mamy te zmiany wprowadzać. My je możemy proponować. Ale czy
                      ktoś nas słucha? Odpowiedz. Tak/nie.
                      • aron2004 Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 11:54
                        lekarz w Polsce jest aż za dobrze wynagradzanym, wolnym zawodem o
                        dość niskiej jak na UE odpowiedzialności

                        Polscy lekarze są bogatsi od 90% Polaków, mogą w każdej chwili
                        otworzyć gabinet prywatny ( albo go nie otwierać).
                        Żaden lekarz w Polsce nie jest zmuszony prawnie do pracy w
                        publicznej służbie zdrowia.

                        Koniec kropka. Przyjedź do Lublina poszukamy lekarzy jeżdżących
                        Poldkami.
                        • obs2 Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 12:03
                          POKAZUJ TE WILLE!
                          • aron2004 Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 20:06
                            przyjedź do Lublina pokaż mi lekarza który jeździ Poldkiem i mieszka
                            w komunalce - niekoniecznie na Lubartowskiej albo Grygowej.

                            przydatne linki w podrozy

                            www.expressbus.pl
                            www.bptour.pl
                            www.rda.krakow.pl
                            www.pkp.pl
                            www.viamichelin.com
                      • casio69 Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 12:49
                        Mi się podoba to, co piszesz jak najbardziej.
                        Mam takie pytanko - byłbyś skłonny przedyskutować to ze swoim przełożonym
                        (ordynatorem, szefem kliniki lub specjalizacji, Radziwiłem albo innym
                        konsultantem wojewódzkim) ?
                        Jak wyglądałaby Twoje perspektywa zawodowa?
                        I to jest odpowiedź na pytanie dlaczego jest, jak jest. Wszyscy z tego systemu
                        korzystają - często tym bardziej, im bardziej z nim walczą w anonimowych postach.
                        Raz jeszcze - nie kieruję tego ad personam.
                      • szlachcic Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 17:22
                        obs2 napisał:

                        > Likwidacja systemu ordynatorskiego.

                        Wasza "elita" jest za tym systemem
                        pisalem juz wczesniej o tym i ci? zostalem skrytykowany przez
                        forumowych lekarzy

                        > Choćby tyle. I niech się energia realizuje w: edukowanie
                        upierdliwej i głupiej pielęgniarki, bo to MOJA pielęgniarka, ze mną
                        współpracuje, ja odpowiadam za całokształt mojej i tej pielęgniarki
                        pracy.

                        no cos takiego,
                        takich propozycji moze byc wiele

                        Zeby bylo uczciwie trzeba zburzyc totalny beton lekardkiego i
                        pielegniarskiego myslenia oraz nadal kruszyc ale to znacznie
                        mniejszy beton pacjentow

                        > Lekarz ma być dobrze wynagradzanym, wolnym zawodem o ogromnej
                        >odpowiedzialności

                        poki co ta odpowiedzialnosc jest mierna
                        takze tą ogromna odpowiedzialnoscia poki co mozesz rozsmieszac ludzi

                        pytanie oczywiscie mozna zadac takie "Czy lekarz to odpowiedzialny
                        zawod?" I tu ludzie odpowiedziliby ze TAK. Bo tak jest na ogol
                        wszedzie na swiecie
                        tylko jakbys zadal pytanie "Czy w Polsce lekarz ktory popelni blad,
                        albo jest w pracy pijany pociagany jest do odpowiedzialnosci?"
                        Odpowiedz jaka by byla wiesz

                        > I my się nie bronimy przed zmianami które muszą nastąpić by tak
                        się stało. Ale
                        > Szlachcic. To nie my mamy te zmiany wprowadzać. My je możemy
                        >proponować. Ale czy ktoś nas słucha? Odpowiedz. Tak/nie.

                        Ale Wy proponujecie tylko takie zmiany "pod siebie"
                        a system, interes panstwa czy pacjenta macie gdzies
                        I zapewniam Cie ze dokladnie to samo mysla rzadzacy, to tez
                        przeszkadza w dokonywaniu zdan, po prostu oni tez patrza na slupki
                        wyborcze
                        co nie znaczy oczywiscie ze nie sa tez odpowiedzialni
                        i nie dziwie sie ze Was nikt nie slucha, opowiadacie po prostu bzdury

                  • casio69 Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 11:46
                    Tak, ja się zgadzam z tym co piszesz o korzeniach tej sytuacji i jej historii.
                    Ale piszesz, jakby trwały lata 80-te i nic po drodze nie zaszło. Może tego nie
                    wiesz, ale to, co piszesz wielu światłych lekarzy mówiło od dziesięcioleci.
                    Tylko że na końcu dodawali "...ale co można zrobić, kto nas słucha, skoro rządzi
                    komuna a murarz zarabia tyle co ja w rok". I to kończyło temat.
                    Ja to znam osobiście, dziś to dla mnie zamierzchła historia i w ogóle opowieści
                    o wojnie trzydziestoletniej. Przeraża mnie, że najnowsze pokolenia powtarzają to
                    w kółko. To już syndrom socjopatii w naszym środowisku. Widocznie to się jakoś
                    opłaca.
                    Mnie ciekawi, dlaczego młodzi ludzie gadają jak stare, komunistyczne pryki,
                    które zresztą i tak nie wierzyły w to co mówią - w naszym środowisku to była
                    wygodna ideologiczna przykrywka dla karier finansowych. A dziś - jest tak samo,
                    tylko ta ideologia i argumentacja, bez istnienia komuny jest po prostu i żałosna
                    i śmieszna dla mnie. Nie bierz tego do siebie,proszę, nie znam Cię ,ale myślę że
                    masz tak ok. 10 lat mniej za sobą niż ja - trafnie widzisz historię, nie
                    dostrzegając, że przeminęła. I dlatego nic nie można zmienić - bo nic nie trzeba.
                    • obs2 Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 12:07
                      > Ale piszesz, jakby trwały lata 80-te i nic po drodze nie zaszło

                      to poczytaj co piszę o wizytach domowych w wątku obok.

                      > Przeraża mnie, że najnowsze pokolenia powtarzają to
                      > w kółko.

                      już nie jestem takim najnowszym. Powtarzam czy nie powtarzam- ja nie
                      doświadczyłem skuteczności mojego czy kolegów głosu w sprawach o których mówimy.
                      Więc albo nie jesteśmy "potężną grupą", albo ja czy moi koledzy jesteśmy za
                      ciency. Być może to drugie - przyjmuję to z pokorą, ale w dalszym ciągu względem
                      naszej dyskusji oznacza to że NIE MAM WPŁYWU, a nie że pokrętnie twierdzę, iż
                      nie mam wpływu.


                      • casio69 Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 12:30
                        W całym cywilizowanym świecie wizyty domowe to pożądana dla obu stron tradycja i
                        bardzo dobrze płatna.
                        Nic się nie zmieniło - traktowanie tych wizyt jak dopust boży to dokładnie tak,
                        jak było za komuny. Obecnie, jeden z klientów prywatnego centrum ma w kontrakcie
                        wizyty na wezwanie za pomocą helikoptera. Nie traci na tym ani on ani placówka
                        no i oczywiście nie traci doktor. Wizyty końmi w lepiankach popegeerowskich znam
                        z autopsji także. W obu wypadkach ratowały zdrowie,życie i budżety. No ale
                        oczywiście nie w tym systemie, jaki mamy. A mamy taki, bo zamiast zmienić
                        system, chcemy zdeprecjonować wizyty, pacjentów, ethos i sens zawodu w ogóle.

                        Jeśli twierdzisz, że mówisz to, co widzisz, to wiedz, że krąg widzenia zależy od
                        poziomu aspiracji.
                        Siedząc na dnie studni nie ma się wpływu na nic, poza jednym - odzyskaniem
                        wolności. A to bywa zbyt wiele, jeśli się chce tylko aby woda opadła.
                        Każdy jest cienki, jeśli działa sam, wbrew wszystkiemu. Aby ruszyć do przodu i
                        to razem, trzeba aspiracji większych niż to, ile płacą za siedzenie w studni.
                        Nie traktuj tego co piszę ad personam tylko jako refleksję ogólniejszą.
                        • obs2 Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 13:16
                          > W całym cywilizowanym świecie wizyty domowe to pożądana dla obu stron
                          > tradycja i bardzo dobrze płatna.

                          powiedziałem to. Jako płatna fanaberia, proszę bardzo.

                          > Nic się nie zmieniło - traktowanie tych wizyt jak dopust boży to dokładnie
                          > tak, jak było za komuny

                          O nie, nie! Za komuny to była śmietanka do spicia.
                          To teraz jest dopust boży. I o tym mówię.

                          > chcemy zdeprecjonować wizyty

                          naprawdę dostrzegasz merytoryczny sens wizyt domowych?




                          • casio69 Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 16:30
                            Tak, naprawdę.
                            Będę okrutny ale szczery - to zależy od poczucia tożsamości zawodowej.
                            Lekarz - mechanik samochodowy zawsze woli naprawiać pojazd w swoim warsztacie,
                            tak wygodniej i bezpieczniej. Klient ma przywieźć du..sko i czekać aż zwolni się
                            kanał.
                            Lekarz leczący pacjenta - a nie choroby, czyli nie - wymieniający zepsute części
                            mechanik - zawsze dostrzeże tę część roli i zadania zawodowego, która ogromnie
                            wpływa na stan zdrowia i chętnie udzieli porady po zbadaniu na miejscu, tym
                            bardziej, że to buduje więzi z pacjentem i lojalność klienta.
                            No ale nie w tym systemie, gdzie kształci się mechaników, wychowuje "fachowców"
                            ze skeczu kabaretu Dudek i premiuje dorabianie na boku a nie budowanie poważnego
                            biznesu ochrony zdrowia.
                            Mam nadzieję ze nie urazi Cię przedstawianie spraw bez osłonek.
                            • obs2 Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 17:19
                              absolutnie nie urazi.
                              Jak już się mam nadzieję zdążyłeś przekonać, staram się myśleć w sposób otwarty
                              (choć nadal betonowy), posiadam umiejętność modyfikacji poglądów i akceptacji
                              krytyki.
                              Tak naprawdę to co piszesz nie jest dla mnie jakoś wybitnie szokujące,
                              zdejmujące klapki z oczu itp.
                              Widzisz to dość skrajnie, podobnie jak ja. Myślę że prawda leży po środku. Ja
                              zawsze podchodziłem do tego zawodu jako do...zawodu. Tak, jestem
                              lekarzem-mechanikiem. Tak, jestem rzemieślnikiem. Teoretycznie takiemu jak ja
                              łatwiej w systemie polskim.
                              Otóż ja absolutnie widzę związek środowiska pacjenta z jego chorobami. Rozumiem,
                              ze wizyta domowa wpisuje się w paradygmat podejścia holistycznego. Ale to
                              traktuję jako mrzonki być może gdzie indziej albo kiedy indziej realne.
                              Inaczej. Populacja góra 1000 pacjentów - typowa - z częścią osób młodych i nie
                              chorujących, a z paroma chorymi obłożnie, ze statystycznie typową ilością osób
                              starszych to rozmiar wyzwania, gdzie możliwe jest wzięcie odpowiedzialności za
                              ich zdrowie i podejście holistyczne wg Twoich kryteriów.

                              W Polsce samodzielny lekarz POZ nie utrzyma się za żadne skarby z takiej
                              populacji, a jeśli ma taką w ramach praktyki grupowej czy po prostu w ramach
                              starego typu przychodni internistyczno-pediatrycznej, to zawsze będzie musiał
                              zajmować się także cudzymi pacjentami.
                              Takie są realia. W nich wizyta domowa (zgłaszana jakże często do gorączki czy
                              bólów stawowych) jest koszmarnie nieekonomicznym, bezsensownym tworem
                              reliktowym, narzędziem szykanowania (bo gorączka jako "temat", bez jej
                              holistycznych, środowiskowych konotacji, jest do prowadzenia i leczenia tak
                              dobrze w domu, jak i w gabinecie. To samo z nadciśnieniem, biegunką, bólem
                              stawów takim czy innym, kaszlem takim czy innym, itd. itp.).
                              Pozdrawiam.
                              • casio69 Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 18:02
                                No, ja też pozdrawiam i w ogóle to są tematy na rozmówkę przy piwie...
                                Ja tylko patrzę nie na to, co jest a na to co ja chcę robić ze swoim zawodem.
                                Dlatego nie odpowiada mi rola trybika w maszynce do mielenia mięsa na kasę dla
                                nielicznych, toteż się czepiam, że maszynkę możemy unicestwić tylko my sami. Ale
                                zbyt kuszące jest po prostu otwarcie dzióbka przy wylocie maszynki, a inni niech
                                kręcą korbką - takie samonapędzające się judymy lub frustraci. Mięsko i tak
                                przyjdzie samo bo nie ma wyjścia.
                                Dylematy korbkowych i tych przy sitku maszynki są mi już obce. Mnie interesuje
                                ekipa do wymiany maszynki na jakiś fajny gadżet.
                                Na poważnie - wiem,że wizyty w POZ to harakiri ale to nie wina wizyt tylko
                                konserwowanego przez nas samych systemu. A holistyczne podejście się odnawia,
                                gdy leczysz wizytując całą rodzinę w domu i wychodzisz z wizyty wiedząc, że masz
                                na koncie dodatkowe XYZ i to powtarzalne do czasu zejścia z placówki, zależnie
                                przez kogo najpierw - nich albo Ciebie.
                                Z holistycznym pozdrowieniem.
                                • noistalosie Re: Blofeld na ten przykład... 10.01.09, 20:06
                                  przeczytalem z satysfakcja powyzsza dyskusje i, mowiac krotko, nie
                                  zgadzam sie z toba, bo:
                                  1. nasze ubezwlasnowolnienie jest faktem i to faktem naprawde
                                  niewzruszalnym
                                  2. nasza wina odpowiada co najwyzej procentowemu udzialowi nasi
                                  naszych rodzin w podziale glosow podczas wyborow - a wiec tak,
                                  jestesmy winni - w 1 procencie, w pozostalych 99 jest winne
                                  spoleczenstwo nielekarskie
                                  3. owszem, powinnismy byc aktywniejsi, ale: a. odziedziczylismy po
                                  komunie komunistow-lekarzy u naszych wladz (profesorzy, ordynatorzy
                                  itd) - i to narzucilo po czesci nam nasz los, wez pod uwage np. ze
                                  nawet rzekomi antykomunisci zatrudnili pewnego emerytowanego komucha
                                  pijaka-kardiochirurga w roli ministra zdrowia! (nazwisko milosiernie
                                  pomijam ze wzgledu na smiertelna chorobe owego), natomiast
                                  zniszczyli zawodowo i zyciowo jego mloda konkurencje
                                  b. wladze wolnej Polski obraly kurs na uspokojenie nierozumiejacego
                                  sensu reform ludu - naszym kosztem, nie zapomne co powiedzial Miller
                                  (ten od finansow a potem od NFZ a nie ten z SLD): "w zasadzie
                                  wszyscy cos dostali, wiec i sluzbie zdrowia cos sie w koncu
                                  nalezy... ale nie ma z czego" (spotkanie z lekarzami w Krakowie
                                  sprzed bodaj 10 lat) - czyli wladza dobrzewie co robi! a robi tak,
                                  zebysmy nic nie mogli zrobic...
                                  c. kompletnie ale to kompletnie nie jest istotne na ile bedziemy
                                  aktywni w przemianie maszynki na gadzet - wystarczy tylko bysmy po
                                  prostu MOCNO roscili! i tyle, bo tak robili rolnicy i tak robili
                                  gornicy - i dostawali
                                  d. nasza wiec aktywnosc wystarczy jesli ograniczy sie do roszczen -
                                  byle mocno i solidarnie, zglaszanie sensownych inicjatyw - w czym
                                  celujemy od lat (wbrew temu co piszesz, zajmujemy sie tym) - mozemy
                                  sobie wsadzic, wiesz gdzie...
                                  A teraz optymistyczniej: mysle ze Tusk wie co robi i - o ile
                                  bedziemy wystarzcajaco roscic! - zreformuje ten kraj i s.z. tego
                                  kraju - z innym koalicjantem.
                                  • casio69 Re: Blofeld na ten przykład... 11.01.09, 13:47
                                    To bardzo budujące, że czytanie przynosi Ci satysfakcję. Co do treści, to z
                                    przykrością stwierdzam, że na czytaniu się u Ciebie kończy ale już ze
                                    zrozumieniem jest gorzej. Wynika to z przyjętych przez Ciebie na wstępie
                                    założeń, charakterystycznych dla pozaumysłowego postrzegania świata, na forum
                                    zwanego czasem "homo sovieticus". Ono wyklucza twórczą refleksję nad własną
                                    egzystencją i jej warunkami.
                                    To, co proponujesz to zachowanie niewolnika z obciętymi kończynami tłukącego
                                    kadłubkiem klatkę w której zły los go usadził, z nadzieją że się powyginają
                                    kraty. Ale i tak liczysz (nie wiadomo czemu, na jakiej podstawie) że przyjdzie
                                    ułan na białym koniu (może być z wermachtu ;)) i Cię uratuje. Życzę powodzenia.
                                    Nic jednak, w tym co piszesz nie sugeruje prawdopodobieństwa ciągu zdarzeń o
                                    zakładanym wyniku. Bardziej prosto - kupy się nie trzyma.
                                    Chyba że całość wywodu jest przykrywką dla ostatniego akapitu - trywialnej
                                    zaśpiewki z "poradnika agitatora". Ostatnio przez młodych aktywistów takie
                                    poradniki z lat 50-tych są mylone z pojęciem PR. A to wynika ze wspomnianego
                                    postrzegania świata, braku wiedzy i wyobcowanej kulturowo, ahumanisycznej
                                    percepcji pragmatyzmu.
                                    Jakże liczę na to, że moja opinia o Twoim poście jest z gruntu błędna i
                                    nieobiektywna i okażesz się po prostu młodym lekarzem, zagubionym w swoim
                                    miejscu na ziemi. Niestety ostatni akapit agitki politycznej, powtarzany przez
                                    Ciebie w niemal każdym poście - niezależnie od treści dyskusji, odbiera mi tę
                                    nadzieję.
          • aron2004 [...] 10.01.09, 08:28
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • aron2004 [...] 09.01.09, 19:36
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • funiculus Re: problem polityczny 09.01.09, 19:43
      dlaczego Admin nie reaguje na posty polityczne? czyżby już kampania do rad
      nadzorczych NFZ, czy do takichże rad UE?
    • aelithe Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 13:29
      zdecydowanie upraszczasz sytuację

      1. lekarzy jest zdecydowanie za mało. System funkcjonował przez wiele lat, tylko
      dlatego, że większość lekarzy wypracowywała 3-4 pełne etaty.
      2. zamiast mówi, kto komu służyć, powiedzmy lepiej o profesjonalnym wykonaniu
      usługi - to wystarczy
      3. wielu lekarzy ma zniesiony instynkt samozachowawczy; a część starszych
      kolegów, pracuje, aby instynkt miało zniesione tez młodsze pokolenie.
      4. system premiuje pieniaczy - to prowadzi do zdziczenia niektórych pacjentów -
      tak na prawdę, to większość chorych jest zdecydowanie zdezorientowana. Podobnie
      zdezorientowani są lekarze - brak zaleceń formalnych; często zmieniające się
      reguły gry.
      5. lekarz jest odpowiedzialny jedynie za profesjonalne wykonanie usługi, jaką
      się podjąć wykonać. Nie odpowiada za państwo, za pacjenta, prawo i organizację
      systemu.
      6 niskie wynagrodzenie powoduje masową emigrację dobrze wyszkolonych lekarzy.

      Wybacz, ale problemy ochrony zdrowia w Polsce można rozwiązać w 15minut ; ale
      trzeba by powiedzieć pacjentom ( wyborcy), że za szereg usług muszą zapłacić, a
      inne sfinansować z własnych środków. Lekarzom, że będą mieli zapłacone jedynie
      za określone, prawidłowo wykonane usługi, urzędników, że będą musieli
      informować, że tej terapii nie sfinansuje NFZ. Ale znasz takiego samobójcę,
      który to zrobi.
      • obs2 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 13:40
        > 1. lekarzy jest zdecydowanie za mało. System funkcjonował przez wiele lat,
        > tylko dlatego, że większość lekarzy wypracowywała 3-4 pełne etaty.

        ale to nie jest tak że jest 3-4 x za mało lekarzy. Te wypracowywane etaty były w
        systemie który nie był zoptymalizowany. Ja myślę, że gdyby lekarzom zabronić
        pracy w jakiejkolwiek formie więcej niż 48 godzin tygodniowo ale system
        zoptymalizować, niedobory lekarzy nie byłyby tak ogromne jak to wynika z Twojej
        wypowiedzi.

        > 2. zamiast mówi, kto komu służyć, powiedzmy lepiej o profesjonalnym
        > wykonaniu usługi - to wystarczy

        to jest jeden z ewidentnie pozytywnych skutków rozwoju sektora prywatnego.
        ludzie którzy korzystają z tego sektora, tak właśnie to widzą.

        > 4. system premiuje pieniaczy

        o tak!
        • aelithe Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 20:23
          lekarzy jest zbyt mało, aby można było wprowadzić system pracy zmianowej. Na to
          potrzeba po 16 lekarzy na każdy oddział.

          ilość lekarzy - to zleży jakie usługi będą oferować. Jeśli kompleksową obsługę
          pacjentów to jest 1/6 niezbędnej ilości.

          rozwój prywatnego sektora wcale nie poprawia jakości usług medycznych, a często
          wręcz ją pogarsza.
      • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 16:23
        Jeśli chodzi o temat, to ja w punktach opisałem dylematy jaki widzę w naszych
        dyskusjach - nie ja je wymyśliłem. Nie zawieram też w pytaniach ocen ani
        odpowiedzi, swoje zdanie wyrażam w dalszych postach.
        Co do Twej opinii, to - mówiąc krótko, wszyscy wiedzą co trzeba zrobić ale
        próbują tylko wariaci.
        Co sprawia, że są wariatami, próbując naprawić system?
        Czy jest na forum ktoś z nas, kto uważa że system zależy w jakimkolwiek stopniu
        od lekarzy?
        • aelithe Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 20:26
          przypadkiem wśród lekarzy prawo do wpływu na decyzje mają niestety jedynie ci,
          którzy są beneficjentami obecnego systemu, więc nie są zainteresowani
          jakimikolwiek prawdziwymi zmiany w ochronie zdrowia w Polsce.
          • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 22:54
            Trudno mi to co piszesz traktować poważnie.Gdyby odjąć słowo "przypadek" - wtedy
            się zgadzam. Obecny układ został przez nas samych spetryfikowany z pełną
            świadomością. O jakim przypadku mowa?
            Wystarczyło np. kiedyś nie zgodzić się na powstanie izb w takim kształcie (a
            każdy lekarz był pytany o to w referendum). Wystarczyło stworzyć i solidarnie
            utrzymać potężne związki zawodowe. Wystarczyło nie wybierać największych
            aferzystów na rzeczników odp. zawodowej (znam dwa takie przypadki, jeden
            siedzi), aby nie mogli kryć kolesiów. Wystarczy(ło) stworzyć ogólnopolskie
            konsorcja placówek negocjujących hurtem stawki z nfz. Wystarczyło protestować
            przeciw obsadzaniu ignorantów zarządzania z naszego środowiska na polityczne
            posady "reformatorów" Wystarczy...? Pozdrawiam.
            • aelithe Re: problem nie do rozwiązania? 11.01.09, 13:12
              wybacz casio ; ale dlaczego o opinię na temat funkcjonowania ratownictwa w
              Polsce pyta się profesorów, który nie dyżurują na Izbach przyjęć od 20 lat,
              nigdy nie jeździli w karetkach. Dlaczego nikt nie pyta o zdanie specjalistów z
              10-20 stażem, aktualnie pracujących w takich warunkach.

              To nie jest kwestia lekarzy, to jest kwestia polityków.
              • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 11.01.09, 14:01
                Wybaczam :-)) i odpowiadam. Moim zdaniem warto zamienić stan oczekiwania na
                bycie zapytanym na udział w grupie interesów (nacisku,lobbyingu) bez której
                opinii, ustawowo nie da się wprowadzać zmian. To może być związek zawodowy
                (obecnie to najłatwiejsze) ale także org.pozarządowe i inne, wspierające ochronę
                zdrowia. Nie mówiąc o sile solidarnego i szanowanego lobby - teraz to jeszcze
                konferencja rektorów UM miałaby taki wydźwięk - bo izby są tak skompromitowane,
                że działają przeciwskutecznie wszelkim reformom. Nie jestem w stanie teraz
                rozwinąć elaboratu programowego w tym miejscu bobym pewnie zabił i zanudził
                wszystkich. To jest szersza sprawa, ale kluczowy warunek wymieniłem w 1szej linijce.
                Ponadto, nie przekonuje mnie dobór doradców wyłącznie pod kątem udziału w
                zdarzeniu - przecież to wykształcony lekarz wie, jak leczyć ileitis, chociaż to
                pacjenta skręca od lat i ma w życiu z chorobą długoletnią praktykę...?
                Dobór doradców nie jest więc tak zupełnie prosty, a praktycy,jeśli chcą mieć
                wpływ, muszą być aktywni społecznie i środowiskowo a nie odwracać się plecami -
                jak my wszyscy zresztą, o czym piszę w swoich postach. Z egalitarnym pozdrowieniem.
                • aelithe Re: problem nie do rozwiązania? 11.01.09, 17:07
                  dobór doradców powinien się opierać na znalezieniu ludzi, którzy potrafią
                  rozwiązać problem.
                  Zdefiniować problem można rozmawiając z ludzki, którzy go widzą; a nie tymi
                  którym się wydaje, że wiedzą.
                  • casio69 Ludzie i problem 12.01.09, 14:37
                    Pięknie napisane. Nie zawsze rozwiązanie problemu zależy od ludzi-solistów.
                    Czasem problemem jest system, zmuszający każdego do działań nieracjonalnych. A
                    systemy tworzone są w większym stopniu przez układy społeczne niż pojedynczych
                    ludzi. Pojedynczy ludzie, dystansując się od więzi społecznych i solidarności
                    zawodowej, są wobec systemu bezradni. Na szczęście mamy internet i to forum.
      • noistalosie Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 20:09
        dokladnie tak, aelithe: wystarczy wreszcie koszyk swiadczen
        gwarantowanych i wolna konkurencja ubezpieczycieli, i Tusk to na
        pewno wie
        • aelithe Re: problem nie do rozwiązania? 10.01.09, 20:32
          to nie takie proste

          potrzebna jest dużo głębsza reforma - organizacji, finansowania, mentalności

          koszyk usług oznacza np. prawo do leczenia zawału

          potrzebne są procedury

          czyli kogo jak leczyć ; jak leczyć nieubezpieczonych, kto za to zapłaci. Gdzie
          leczyć ? procedury alarmowe

          sensowna organizacja ochrony zdrowia, to osiągnięcie maksymalnego efektu z
          posiadanych środków
          np. przekonał mnie program koronaroplastyki , ale wiele działań jest dla mnie
          nieuzasadnione z punktu widzenia ekonomiki wykorzystania środków.
        • casio69 Re: problem nie do rozwiązania? 11.01.09, 14:08
          Przepraszam uprzejmie ale czy Ty masz płacone w wierszówce od częstotliwości
          wymienienia słowa Tusk?
          Może zechcesz przestać naśladować Katona, zwłaszcza że był on starszy?
          Zostaw naszego p. Premiera w spokoju - ma urlop i czkawka mu nie pomoże w
          odpoczynku.
          To jest forum o SZ i nazwisko p. Tuska źle wpisuje się wizerunkowo w temat
          "problem nie do rozwiązania".
          Z harcerskim pozdrowieniem - autor wątku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka