Dodaj do ulubionych

Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza

18.07.09, 08:54
Kobieta w Stargardzie poszła do lekarza, bo wbił jej się kleszcz. Okazało się, że to problem nie do przeskoczenia dla "uczonych" lekarzy. Zaczęła się spychologia. Prozę pójść do swojego lekarza rodzinnego, do szpitala, a nawet przyjść za tydzień - usłyszała kobieta. To jakaś żenada. To już gruba przesada. Myślę, że minister zdrowia powinien zając się sprawą i skontrolować stargardzkie placówki zdrowia
www.mmstargard.pl/artykul/historia-o-stargardzkich-lekarzach-ma-pani-kleszcza-prosze-przyjsc-za-tydzien-17255.html
Obserwuj wątek
    • pct3 Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 10:25
      Krytyka lekarzy po części słuszna.
      Wadliwie sformułowane oskarżenia.
      Niechęć lekarzy do zajęcia się kleszczem nie ma nic wspólnego z
      treściami wyrażonymi w ironicznym "problem, nie do przeskoczenia dla
      uczonych lekarzy".
      Tym bardziej dziwi przypisywanie sprawie "problematyczności" skoro
      sama już odpowiedziałaś sobie bardzo dokładnie i bardzo trafnie
      gdzie tkwi problem.
      Napisałaś: "zaczęsła się spychologia". To jest początek, koniec i
      środek tematu. To jest jego punkt wyjścia, przyczyna i skutek.
      To jest błędne koło i wyczerpująca odpowiedź.
      Pytanie dlaczego istnieje spychologia ma owszem wiele aspektów.
      Jednym z aspektów jest narastająca roszczeniowość pacjentów,
      niezależnie od koncepcji, że coś takiego jak roszczeniowość
      pacjentów w ogóle nie istnieje.
      • radeberger Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 17:20
        obs2 - wracaj na swój nick a się nie wydurniaj :P
        • pct3 Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 20:04
          brawo za inteligencję.
          Rozpoznałeś styl czy rozgryzłeś nick?
          • radeberger Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 20:12
            oba + sprawdzenie tego, gdzie piszesz posty

            PS. Oktawian August stosował do szyfrowania ten sam schemat - zastępował literę kolejną z alfabetu (było to uproszczenie tricku Cezara, który brał 3cią z kolei)
            • pct3 Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 20:17
              no to gratuluję.
              Chyba pozostanę przy nowym nicku.
              Moja forumowa tożsamość obs2 czuje się ciągle zamordowana przez casio69.
              Z drugiej strony - nie chcę rezygnować z udziału na tym forum.
              Zwłaszcza że atmosfera ostatnio stała się jakby wolniejsza od absolutystycznego
              choć oświeconego humanizmu - choć z drugiej strony i tego szkoda.

    • 0.9_procent Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 10:39
      Trzeba było iść do weterynarza, w końcu kleszcz to zwierzę.
      To nie jest żart. Nie widziałem opisu usuwania kleszcza w
      podręcznikach chirurgii, a pacjenci zgłaszający są z kleszczem są
      zwykle kierowani do chirurga. Oczywiście nie ma problemu, mogę
      cięciem osełkowym usunąć kleszcza wraz z fragmentem okolicznych
      tkanek – czyli sposobem chirurgicznym, jednak absolutna większość
      pacjentów oburza się na taką propozycję.
      Nie łatwiej kupić w aptece zestaw do usuwania kleszczy niż zawracać
      d… chirurgowi?
      Zwierzęta domowe – psy, koty też łapią kleszcze. Co wtedy robicie?
      Zgłaszacie się z nimi na SOR ?
      • snajper55 Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 11:22
        0.9_procent napisał:

        > Oczywiście nie ma problemu, mogę cięciem osełkowym usunąć kleszcza > wraz z
        fragmentem okolicznych tkanek – czyli sposobem chirurgicznym,
        > jednak absolutna większość pacjentów oburza się na taką propozycję.

        A po co się z takim kleszczem bawić ? W przypadku ataku kleszcza trzeba wzywać
        policję, aby zastrzeliła to groźne i być może wściekłe zwierzę.

        S.
        • doctor_evil Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 12:11
          snajper55 napisał:
          > A po co się z takim kleszczem bawić ? W przypadku ataku kleszcza trzeba wzywać
          > policję, aby zastrzeliła to groźne i być może wściekłe zwierzę.

          No nie przesadzaj z wzywaniem policji, ta robota jest dla ciebie snajper :-)
          • snajper55 Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 14:30
            doctor_evil napisał:

            > No nie przesadzaj z wzywaniem policji, ta robota jest dla ciebie snajper :-)

            Po co snajper ? Takiego kleszcza strzela się z przyłożenia. ;)

            S.
      • cccykoria Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 12:39
        0.9_procent napisał:

        > Trzeba było iść do weterynarza, w końcu kleszcz to zwierzę.
        > To nie jest żart. Nie widziałem opisu usuwania kleszcza w
        > podręcznikach chirurgii, a pacjenci zgłaszający są z kleszczem są
        > zwykle kierowani do chirurga. Oczywiście nie ma problemu, mogę
        > cięciem osełkowym usunąć kleszcza wraz z fragmentem okolicznych
        > tkanek – czyli sposobem chirurgicznym, jednak absolutna większość
        > pacjentów oburza się na taką propozycję.
        > Nie łatwiej kupić w aptece zestaw do usuwania kleszczy niż
        zawracać
        > d… chirurgowi?
        > Zwierzęta domowe – psy, koty też łapią kleszcze. Co wtedy robicie?
        > Zgłaszacie się z nimi na SOR ?

        A co jak ktos nie ma zwierzaka w domu:)?

        Dawno temu kolezanki corce kleszcza usuwal dr z
        pogotowia.Siedzialam z nia chyba godz(kolezanka nie mogla
        zwolnic sie z pracy) dam jakas masc przylozyl wate i
        musialam trzymac(miala go w glowie).Potem pinceta w odwrotna
        strone wskazowek zegara powoli "wykrecal" i wyszedl gad ...

        Tej metody sie juz nie praktykuje....

        • slav_ Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 13:17
          > Siedzialam z nia chyba godz

          Chyli o jakieś 58 minut za długo.
          Usunięcie kleszcza trwa zdecydowanie krócej niż "wytworzenie" dokumentacji
          towarzyszącej takiemu "wyczynowi" jeśli się odbędzie w placówce medycznej.
          • cccykoria Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 13:56
            slav_ napisał:

            > > Siedzialam z nia chyba godz
            >
            > Chyli o jakieś 58 minut za długo.
            > Usunięcie kleszcza trwa zdecydowanie krócej niż "wytworzenie"
            dokumentacji
            > towarzyszącej takiemu "wyczynowi" jeśli się odbędzie w placówce
            medycznej.

            No nie wiem jak to wtedy bylo z dokumentacja?,bylo to za
            czasow komuny wiec stosowano takie metody ,a usuwal kleszcza
            chirurg ,ktory mial dyzur...


      • osmanthus Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 12:48
        Instrukcja usuwania kleszcza z zaleceniem by kleszcza ZACHOWAC na
        wypadek gdyby pojawil sie rumien:

        www.milebluffclinic.com/Tick%20Removal.htm
        Zupelnie nie rozumiem dlaczego ta dama zawracala d... lekarzom zamiast
        wlasnorecznie kleszcza usunac.
        Silacy sie na dowcipnosc tekst jest w dodatku kiepsko napisany...
        • 0.9_procent Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 13:15
          osmanthus napisała:

          Czy to jest instrukcja DLA LEKARZY? Czy Mile Bluff Clinic a jakieś
          archiwum usuniętych kleszczy, czy daje je na przechowanie pacjentom?

          Zgłaszanie się na SOR do usunięcia kleszcza JEST zawracaniem d.upy,
          podobnie jak wzywanie karetki do bolesnej miesiączki!

          > Silacy sie na dowcipnosc tekst jest w dodatku kiepsko napisany...
          Pomyliłaś fora. To nie jest forum.poezja.net
          Tutaj się po prostu marnujesz.
          • osmanthus Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 13:23
            0.9_procent napisał:
            > osmanthus napisała:
            >
            > Czy to jest instrukcja DLA LEKARZY? Czy Mile Bluff Clinic a jakieś
            > archiwum usuniętych kleszczy, czy daje je na przechowanie
            pacjentom?
            >
            (chyba bylo wiecej niz 0.9%)
            Nie. To jest instrukcja dla pacjentow (zeby wiedzieli i z byle
            kleszczem nie biegali do lekarza).
            Pacjent ma przechowac kleszcza.

            • 0.9_procent Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 15:23
              Chyba mamy podobne zdanie, ale kliknęłaś 'odpowiedz' pod
              niewłaściwym (czyli moim) postem.
          • osmanthus Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 13:26
            0.9_procent napisał:
            > > Silacy sie na dowcipnosc tekst jest w dodatku kiepsko napisany...
            > Pomyliłaś fora. To nie jest forum.poezja.net
            > Tutaj się po prostu marnujesz.

            Nie rozumiem. Komentowalam tekst tej damy z linku. Uwazasz, ze jest
            dobrze napisany?
            • 0.9_procent Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 15:22
              osmanthus napisała:

              > Nie rozumiem. Komentowalam tekst tej damy z linku. Uwazasz, ze
              jest
              > dobrze napisany?
              Chyba jednak nie. Komentowałaś mój post - tak wynika z 'drzewka'.
              Zapewniam, że jestem facetem i wcale nie zniewieściałym.
    • snajper55 Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 11:20
      arghhh napisał:

      > Kobieta w Stargardzie poszła do lekarza, bo wbił jej się kleszcz.

      Dobrze, że pogotowia nie wezwała.

      S.
      • cccykoria Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 12:45
        snajper55 napisał:

        > arghhh napisał:
        >
        > > Kobieta w Stargardzie poszła do lekarza, bo wbił jej się
        kleszcz.
        >
        > Dobrze, że pogotowia nie wezwała.
        >
        > S.

        Chyba przeginasz:)

        Wiesz mi dr posiadaja tak mala wiedze na temat
        boreliozy ,ze az przykro.Siostra moja jest chora i jakie
        przechodzi katiusze to nikt nie wie i nawet nie potrafisz
        sobie tego wyobrazic.To smutne ,ze ludzie robia sobie
        polewke nie zdajac sobie sprawy ,ze kiedys moze ich to
        dotknac.
        • snajper55 Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 14:32
          cccykoria napisała:

          > Chyba przeginasz:)
          >
          > Wiesz mi dr posiadaja tak mala wiedze na temat
          > boreliozy ,ze az przykro.Siostra moja jest chora i jakie
          > przechodzi katiusze to nikt nie wie i nawet nie potrafisz
          > sobie tego wyobrazic.To smutne ,ze ludzie robia sobie
          > polewke nie zdajac sobie sprawy ,ze kiedys moze ich to
          > dotknac.

          Wyjęcie kleszcza a leczenie boreliozy to chyba jednak dwie całkiem różne sprawy.

          S.
        • radeberger Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 19.07.09, 07:24
          cccykoria napisała:

          Siostra moja jest chora i jakie
          > przechodzi katiusze to nikt nie wie i nawet nie potrafisz
          > sobie tego wyobrazic.To smutne ,ze ludzie robia sobie
          > polewke nie zdajac sobie sprawy ,ze kiedys moze ich to
          > dotknac.

          images.google.com/images?client=opera&rls=pl&q=katiusza&sourceid=opera&oe=utf-8&um=1&ie=UTF-8&sa=N&hl=pl&tab=wi
          w sumie ciężko fakt - oberwać z katiuszy to żadna frajda :-)
          • cccykoria Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 19.07.09, 13:44
            radeberger napisał:

            > cccykoria napisała:
            >
            > Siostra moja jest chora i jakie
            > > przechodzi katiusze to nikt nie wie i nawet nie
            potrafisz
            > > sobie tego wyobrazic.To smutne ,ze ludzie robia sobie
            > > polewke nie zdajac sobie sprawy ,ze kiedys moze ich to
            > > dotknac.
            >
            > images.google.com/images?client=opera&rls=pl&q=katiusza&sourceid=opera&oe=utf-8&um=1&ie=UTF-8&sa=N&hl=pl&tab=wi
            > w sumie ciężko fakt - oberwać z katiuszy to żadna frajda :-)


            No tak piweczko masz racje:-)))))) gafa z mojej strony hehe

            ...ale ze ja zodiakalny Baran ,wiec vice versa:)

            Jakby tak piweczko jechal 30km/h na autobanie i "oberwal z
            katiuszy":-) to nie mialby wszystkiego w 4 literach hehe
    • slav_ Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 13:14
      >To jakaś żenada.

      Fakt.
      Żenująca jest ta histeryczno - martyrologiczna opowieść wystawiająca jak najgorsze świadectwo jej autorce która w ciągu 5 minut nie potrafi samodzielnie rozwiązać banalnego problemu tylko traci cały dzień i czas innych osób plus czas na wylewanie żalów.
      Powinna mieć wyłącznie pretensje do samej siebie (no i męża) że takie głupoty wyczynia zamiast sobie tego kleszcza usunąć a w wolnej chwili podejść do lekarza rodzinnego i wypytać o zagrożenia i postępowania.
    • aelithe Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 13:16
      na razie wyssana z palca historia, a gdzie dowody ??
      • slav_ Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 13:24
        Historia jest jak najbardziej wiarygodna.
        Pacjentek (i pacjentów) o takiej mentalności które "zaopatrując" otarcie
        naskórka w argumentacji docierając do Trybunału w Strasburgu zamiast sobie
        plaster przykleić jest na pęczki.

        Mają tez one swoją wierna publiczność (patrz post pierwszy w wątku oraz
        komentarze od tekstem oryginalnym) która im sekunduje.
        • maga_luisa Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 18:21
          Kwestia kleszczy ostatnio rządzi.
          Co do mnie, z jednej strony na każdym dyżurze mam do czynienia z kilkoma osobami
          które proszą o usunięcie kleszcza; bywa to zupełnie absurdalne -
          rozhisteryzowana kobieta o 2.30 w nocy, bo "zauważyła kleszcza" który nota bene
          okazał się być brodawką. Potem często pojawiają się żądania natychmiastowych
          badań "na boreliozę" ;-)
          W Stargardzie od kilku lat koledzy skarżyli się na niecierpiące zwłoki wizyty
          pacjentów na Izbie Przyjęć - celem wyciągnięcia kleszcza wzywani byli ze swoich
          oddziałów. Nie wiem jak w tej chwili, ale do niedawna na tamtejszej Izbie nie
          było etatowego lekarza, obstawiali ją dyżurni z oddziałów.

          Druga strona medalu - pacjent w mojej nowej przychodni, duże miasto, kleszcz.
          Odsylam do pielęgniarek, żeby usunęły. Okazuje się, że "tu się tego nigdy nie
          robiło", "tu się z kleszczem odsyła do chirurga". Nie odsyłam do chirurga,
          usuwam sama - robi się scysja na całą przychodnię ;-)

          Kurczę, chyba nie lubię być lekarzem w Polsce.
          • aelithe Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 18.07.09, 18:53
            ja bym nigdy nie odmówił

            100 euro na ulicy nie leży
            • iza42 Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 19.07.09, 06:51
              Ale czy mozna miec pretensje do autorki artykulu, ze sama sobie tego kleszcza
              nie usunela skoro w swoich wedrowkach od przychodni do przychodni zostala
              utwierdzona przez tamtejszych lekarzy w mniemaniu, ze zabieg usuniecia kleszcza
              jest czyms niezmiernie skomplikowanym, ze moze go usunac tylko chirurg(!) w
              znieczuleniu itd. Skoro jest to tak skomplikowany dla zwyklego lekarza zabieg
              mozna chyba rozumiec, ze osoba nie znajaca sie na medycynie nie chciala sie sama
              podjac usuniecia bo bala sie, ze cos zle zrobi?
              Gdyby np udalo jej sie wyjac tylko czesc z pewnoscia uslyszalaby, ze wina za
              wszystkie ewentualne komplikacje spada na nia bo powinna byla sie z tym udac
              niezwlocznie do lekarza. Czyli w kazdym przypadku winien jest pacjent.
              • radeberger Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 19.07.09, 07:31
                iza42 napisała:

                Czyli w kazdym przypadku winien jest pacjent.

                zawsze można jeszcze oskarżyć kleszcza o utratę zdrowia, lub uszkodzenie ciała :-)
              • aelithe Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 19.07.09, 18:53
                izo do usnięcia kleszcza potrzebne są szczypce; a większośc poradni
                poz ich nie ma
                za drobne zabiegi nfz nie płaci i każe odsyłac wszystko chirurgom
                absurd; ale w wykonaniu NFZ nie lekarzy.

                poza tym ile razy rozmawiałem z pacjentami lub byłem świadkiem
                rozmów z kolegami; a potem ze zdumienia przecierałem oczy; co oni
                wypisują.
                • iza42 Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 19.07.09, 22:43
                  aelithe napisał:

                  > izo do usnięcia kleszcza potrzebne są szczypce; a większośc poradni
                  > poz ich nie ma
                  > za drobne zabiegi nfz nie płaci i każe odsyłac wszystko chirurgom
                  > absurd; ale w wykonaniu NFZ nie lekarzy.

                  Nie zartuj.Na szczypce moze sobie pozwolic nawet najbiedniejsza poradnia. Skoro
                  nie placa za zabieg mozna to chyba liczyc jako konsultacje? . A poza tym
                  wymaganie aby niedouczony pacjent sam sobie wyciagal kleszcza bo ...w przychodni
                  nie ma szczypiec jest absurdalne.
                  >
                  > poza tym ile razy rozmawiałem z pacjentami lub byłem świadkiem
                  > rozmów z kolegami; a potem ze zdumienia przecierałem oczy; co oni
                  > wypisują.
                  • extorris Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 20.07.09, 16:34
                    nie rozumiesz, ze przy uruchamianiu drobnej zabiegowki wcale nie chodzi o koszty
                    gipsu, czy pensow, ale o na przyklad koszty sterylizacji sprzetu, ktory ktos
                    musi codziennie odbierac i przywozic?

                    koszty tego moga byc porownywalne z dziennymi kosztami badan laboratoryjnych

                    poza tym, gdy lekarz przyjmuje ok. 40 pacjentow dziennie nie ma czasu na
                    wykonywanie zabiegow u kolejnych np. 10 osob dziennie?

                    stawka kapitacyjna placona przez NFZ nie pokrywa kosztow drobnych zabiegow w
                    POZ, wiec nikt ich nie wykonuje


                    twoje posty sa oderwane od rzeczywistosci i pozbawione sensu
                    • aelithe Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 20.07.09, 21:49
                      extorsis Iza nie pracuje w Polsce

                      Iza w Polsce lekarz dostaje stawkę kapitacyjną, z której ma opłacić
                      od jednej do czterech pielęniarek ( w zależności od regionu )
                      utrzymanie Poradni, swój ZUS i badania pacjentów.

                      W przypadku kiedy ma chirurga, to ten przynosi własny sprzęt, który
                      sterylizuje. Czy u ciebie jest zwyczaj, że jak ci coś potrzeba
                      idziesz do sąsiedniej praktyki i sobie bez niczego bierzesz.
                      Z drugiej strony jeśli masz bardzo ograniczone środki, to czy
                      będziesz kupować narzędzia, które moga ci się ewentualnie przypadać,
                      raz na dziesięć lat?

                      W przypadku tego artykułu problemem jest nie usunięcie kleszcza, ale
                      idiotyczne zasady finansowania ochrony zdrowia, które biją przede
                      wszystkich w pacjentów.
                  • maga_luisa Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 20.07.09, 23:36
                    Iza, to jest po prostu tak, że system w Polsce w żaden sposób nie motywuje
                    lekarza rodzinnego do dobrej pracy. To jest dramat, ale tak jest. Przeciwnie
                    wręcz, lekarz który wykonuje więcej diagnostyki, jakiekolwiek zabiegi mieszczące
                    się w jego kompetencjach, jest za to natychmiast KARANY, bo w sposób bezpośredni
                    obniża to jego dochody.
                    Opłaca się mieć 3000 pacjentów na liście aktywnej, nie diagnozować ich, nie
                    usuwać kleszczy, nie używać otoskopu ani oftalmoskopu, za to do upojenia
                    kierować do specjalistów i po prostu "przewalać" codziennie ten tłum, który
                    wypełnia poczekalnię.
                    Jeszcze mi się chce funkcjonować inaczej, ale czy ja wiem, jak długo jeszcze?
                    • iza42 Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 21.07.09, 12:17
                      maga_luisa napisała:

                      > Iza, to jest po prostu tak, że system w Polsce w żaden sposób nie motywuje
                      > lekarza rodzinnego do dobrej pracy. To jest dramat, ale tak jest. Przeciwnie
                      > wręcz, lekarz który wykonuje więcej diagnostyki, jakiekolwiek zabiegi mieszcząc
                      > e
                      > się w jego kompetencjach, jest za to natychmiast KARANY, bo w sposób bezpośredn
                      > i
                      > obniża to jego dochody.
                      > Opłaca się mieć 3000 pacjentów na liście aktywnej, nie diagnozować ich, nie
                      > usuwać kleszczy, nie używać otoskopu ani oftalmoskopu, za to do upojenia
                      > kierować do specjalistów i po prostu "przewalać" codziennie ten tłum, który
                      > wypełnia poczekalnię.

                      Ale taka praca nie ma sensu, wyjalawia, przysparza wiecej problemow i niczego
                      nie rozwiazuje. Kto okresla w Polsce kompetencje lekarza? Bo jakos nie moge
                      sobie wyobrazic aby ktos normalny zgodzil sie z tym, ze wyciagniecie kleszcza,
                      ciala obcego itd jest poza kompetencjami lekarza pierwszego kontaktu?
                      Jaki sens byl Polsce powolywac medycyne rodzinna? po co?
                      W takich warunkach dla pacjenta duzo lepiej byloby chodzic ze wszystkim prosto
                      do specjalisty i juz.

                      > Jeszcze mi się chce funkcjonować inaczej, ale czy ja wiem, jak długo jeszcze?
                      • aelithe Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 22.07.09, 18:49
                        Iza w Polsce nie istnieją żadne standarty pracy lekarza; nie jest
                        ustalone kto za co odpowiada. Lekarz rodzinny teroretycznie
                        powienien umieć wykowanać otoskopię czy badanie ginekologiczne; ale
                        w praktyce robi się wszystko, by sie tego nie nauczył.
                        Druga sprawa lekarz rodzinny jest karany finansowo za wykonywanie
                        jakichkolwiek badań diagnostycznych lub procedur zabiegowych; koszty
                        tych procedur pomniejszają jego dochów
                        Trzecią sprawą jest to, że w miestach pacjant uważą lekarza POZ za
                        idiotę pełniącego rolę sekretarki medycznej wypisującej skierowania
                        do specjalistów. Wielu moim kolegów po 2 z interny zrezygnowało z
                        pracy w POZ, uznajac ją za bezsens. Np. ustalili leczenie cukrzycy,
                        nadciśnienia czy niewydolnosci krązenia; po czym pacjent z własnje
                        inicjatywy szedł do "lekarza" ( to bardzo dobry kardiolog - bierze
                        150 złtych za wizytę), który komentował, że jakiś idiota musi Pana
                        leczyć, zmieniał leczenie; na którym pacjent lądował w szpitalu z
                        przełomem nadciśnioniowym. Takie historie niestety są powszechne.
                        Stosunkowo fajnie pracuje się w poz;ie na wsi.
                        • avacef Re: Żaden lekarz nie potrafił 22.07.09, 19:58
                          >lekarz rodzinny jest karany finansowo za wykonywanie
                          jakichkolwiek badań diagnostycznych lub procedur zabiegowych; koszty
                          tych procedur pomniejszają jego dochów <

                          Czy to znaczy że dochód polskiego lekarza rodzinnego wynika z celowego
                          niewykonywania "jakichkolwiek badań i procedur diagnostycznych"?
                          Czy też jest to przypadek, w którym ktoś bierze pieniądze z góry, za rzeczy
                          których nie ma zamiaru zrobić i w ten sposób zarabia na życie?
                          To mi przypomina przetarg na remont jednej z przychodni, wygrany przez firmę
                          dającą najmniejszą (i nierealną) cenę. Kolejne aneksy sprawiły, że remont
                          kosztował 2x więcej niż najdroższa oferta przetargowa. I wszyscy, a zwłaszcza
                          przewodniczący komisji p. byli zadowoleni. Z wyjątkiem pacjentów, płatnika i
                          firm uczciwie kalkulujących koszty, ale oni się oczywiście w tej grze nie liczą.
                          Czy to nie jest ten sam mechanizm?
                          • aelithe Re: Żaden lekarz nie potrafił 22.07.09, 22:43
                            lekarz dostaje stawkę kapitacyjną ze pacjenta i z tego ma zapłacić
                            za utrzymanie przychodni; pielęgniarki, badania dodatkowe oraz inne
                            koszty
                            czyli koszty diagnostyki pacjenta pokrywa z własnego wynagrodzenia
                            czy jest to moralne, twoim zdaniem??
                            • avacef Re: Żaden lekarz nie potrafił 23.07.09, 10:25
                              Nie wiem, co ma to wspólnego z moralnością.
                              W przetargu, który opisałem, protestowały 2 firmy, wskazując, że oferta
                              przedstawiona jako najtańsza np. wymagałaby zapłacenie pracownikom 1/3
                              minimalnej stawki dziennej. Oczywiście, nikt za taką stawkę nie chciałby
                              pracować, chyba że na czarno.
                              Może jest tak, że ktoś kto godzi się na 1/3 oficjalnej stawki z góry zakłada, że
                              zarobi pod stołem lub na ominięciu wielu z zakontraktowanych czynności.
                              Np. gładź ręczną gipsową wycenia się na 3xwarstwa, lakier na podłogi ta samo a
                              kładzie się panele w cenie z gotowym lakierem i płyty g-k kładzione raz.
                              Tak jest w budowlance na państwowych zleceniach.
                              To chyba nie ma nic wspólnego z kontraktowaniem usług medycznych, o których z
                              góry wiadomo, że stawka nie pokrywa nawet kosztów?
                              Przecież to nie ta branża ani styl myślenia, przynajmniej dla mnie.
                              • aelithe Re: Żaden lekarz nie potrafił 23.07.09, 14:17
                                tylko procedury prztargowe szpitali publicznych nie mają nic
                                wspólnego, z niedoszacowaniem usług przez NFZ oraz niemoralnym
                                sposobem finansowanie POZ.

                                trochę to przypomina Holandię, gdzie za wykonanie eutanazji
                                otrzymuje się wyższe wynagrodzenie, niż za leczenie pacjenta
                                terminalnego
                                ( to raczej trudno nazwać eutanazją - zabiciem pacjenta po wpływem
                                współczucia na jego wyraźną prośbę)
                                • avacef Re: Żaden lekarz nie potrafił 23.07.09, 15:08
                                  Nie jestem zwolennikiem eutanazji za żadną cenę, ale nie sądzę aby procedura jednorazowa opłacała się mniej niz długoletnia nieraz opieka terminalna. Nie bez powodu hospicja na całym świecie bywają dochodowym biznesem.
                                  W ogóle dyskusja o cenie życia jest bezprzedmiotowa, przynajmniej dla nnie, jako lekarza.

                                  Ale nie o tym była mowa.
                                  Podejmowanie się zadania za cenę dumpingową aby usunąć konkurencję, po to, by zarabiać jedyną w tej sytuacji drogą - niewywiązania się z kontraktu jest znanym i ściganym prawnie sposobem prowadzenia nieuczciwego biznesu.

                                  Moralność to sprawa osobista, oszustwo biznesowe to w cywilizowanych społeczeństwach domena prawa, sądów i prokuratorów.
                                  • aelithe Re: Żaden lekarz nie potrafił 23.07.09, 20:03
                                    eutanazja to zabójstwo dokonane przez lekarza pod wpływem
                                    współczucia wobec nieuleczalnie chorego na jego wyraźną prośbe

                                    finansowanie zabójstwa medycznego właściwie pozwala wyłączyć
                                    współczucie lekarza, czyli przestaje być eutanazją

                                    przyjmowanie kontraktów poniżej kosztów wynika 1. dominacja
                                    płątnika; 2. państwowe szpitale, w których ważnijesza jest opinia
                                    organów ząłozycielskich, niż sparaność zarządzania


                                    co do hospicjów, tam gdzie są to rzeczywiście hospicja to nie są tak
                                    dochowego; w krajach, gdzie są to przytułki, to rzeczywiście jest
                                    dobry biznes.
                                    • avacef Re: Żaden lekarz nie potrafił 23.07.09, 21:58
                                      > przyjmowanie kontraktów poniżej kosztów wynika 1. dominacja
                                      > płątnika; 2. państwowe szpitale, w których ważnijesza jest opinia
                                      > organów ząłozycielskich, niż sparaność zarządzania

                                      Znam lepszą wymówkę - z branży budowlanej:
                                      "panie, jak my byśmy tego przetargu nie skręcili to i tak ktoś inny by na tym
                                      zarobił, nie bądź pan naiwny"

                                      Ale przecież tu, anonimowo na forum możemy sobie powiedzieć bez owijania w
                                      bawełnę: oszukiwanie, np.co do realizacji zadań za cenę dumpingową jest po
                                      prostu nieuczciwe, również w biznesie, niezależnie od branży.
                                      Jaka wymówka ma to przykryć, nie ma zupełnie znaczenia.
          • andnow2 Piękna nasza Polska cała 19.07.09, 12:03
            maga_luisa napisała:

            > Druga strona medalu - pacjent w mojej nowej przychodni, duże
            > miasto, kleszcz. Odsylam do pielęgniarek, żeby usunęły. Okazuje
            > się, że "tu się tego nigdy nie robiło", "tu się z kleszczem odsyła
            > do chirurga". Nie odsyłam do chirurga, usuwam sama - robi się
            > scysja na całą przychodnię ;-)
            > Kurczę, chyba nie lubię być lekarzem w Polsce.


            Myślę, że to szerszy problem motywacji personelu do pracy spotykany
            w wielu urzędach, w kasach biletowych i t.d. i t.p. i to nie tylko w
            Polsce. Wszędzie trzeba być asertywnym, by nie zostać zalanym falą
            przeciętności, miernoty, a może i głupoty.

            Dotyczy to chyba niestety i naszego, tutejszego forum.
            • iza42 Re: Piękna nasza Polska cała 23.07.09, 23:15
              Po przeczytaniu tego i innych watkow dochodze do wniosku, ze fundamentalnym
              problemem sluzby zdrowia w Polsce jest brak umiejetnosci i czeste odmawiane
              wyjscia naprzeciw realnym potrzebom ludzi. I nic lub niewiele sie robi aby ten
              biurokratyczny koszmar zmienic. Wydaje mi sie ze malo komu zalezy aby to zmienic.
              • avacef Re: Piękna nasza Polska cała 24.07.09, 16:30
                > Po przeczytaniu tego i innych watkow dochodze do wniosku, ze fundamentalnym
                > problemem sluzby zdrowia w Polsce jest brak umiejetnosci i czeste odmawiane
                > wyjscia naprzeciw realnym potrzebom ludzi. I nic lub niewiele sie robi aby ten biurokratyczny koszmar zmienic.

                Trafne, też tak uważam.

                >Wydaje mi sie ze malo komu zalezy aby to zmienić.<

                I to też prawda.
                Nie zmienia się tego, co przynosi korzyści.
              • aelithe Re: Piękna nasza Polska cała 24.07.09, 21:15
                powiedzmy komu zalaży by to zmienić
                1. młodym lekarzom, szczególnie tym z zagranicznym stażem
                2. światłym pacjentom

                komu nie zależy
                1. urzędnicy - musieli by zacząć ciężko pracować
                2. cześć lekarzy - po co zmieniać jest dobrze
                3. cześć pacjentów - przecież papiery do zus za darmo wyprodukują
                • pct3 Re: Piękna nasza Polska cała 24.07.09, 21:20
                  > komu nie zależy

                  > 2. cześć lekarzy - po co zmieniać jest dobrze

                  zapomniałeś o grupie lekarzy, którym nie tyle nie zależy, co po prostu nie dążą
                  do zmian, nie dlatego że jest im dobrze, ale dlatego, że nie wierzą (nauczeni
                  wieloletnim doświadczeniem) w możliwość odegrania jakiejkolwiek roli w
                  ewentualnych zmianach.
                  • aelithe Re: Piękna nasza Polska cała 25.07.09, 12:54
                    z mojej szacunkowej oceny zmian oczekuje ok 60-70 procent lekarzy
                    przeciwko jest reszta - maja zbyt duże profity na tym bałąganie by
                    je stracić; albo boją się, że nie dadzą sobie rady w warunkach
                    rynkowych.
                    nie mówię o działaniu , mówię ooczekiwaniach.
                    • avacef Re: Piękna - ad vocem 25.07.09, 13:39
                      >zmian oczekuje ok 60-70 procent lekarzy
                      nie mówię o działaniu , mówię ooczekiwaniach<

                      To jest właśnie istota konformizmu na którym opiera się każdy zgniły system.
                      Wielu oczekuje tego, co pozwala innym zarabiać na tych oczekiwaniach.

                      Ci, którzy oczekują, finansują tych, którzy zarabiają, z kieszeni tych, którzy za to przymusowo płacą.


                      Systemowi pozostaje tylko zmusić jednych do płacenia za oczekiwania innych, bez żadnego związku opłaty z wynikiem.
                • avacef Pies, czyli kot - a to Polska właśnie 24.07.09, 22:08
                  Zapewne szybko okaże się, że nie wyczerpałeś wszystkich opcji.
                  Są bowiem i tacy (wariant C1):

                  C1. Część lekarzy, którym zależy wyłącznie, aby ktoś im coś (ich?) zmienił na lepsze, bo wierzą, że tak jak jest źle to już sami bardziej sprawić nie potrafią. Czyli są za, a nawet przeciw.

                  Obawiam się, że ci, którym nie zależy mogą tak długo blokować tych, którym zależy wyłącznie dzięki szarej masie tych, którzy zawsze są za - czyli przeciw.
                  Pies, czyli kot, jak pisze Tym.
                  • pct3 Re: Pies, czyli kot - a to Polska właśnie 25.07.09, 08:37
                    Część lekarzy, którym zależy wyłącznie, aby ktoś im coś (ich?) zmienił na lepsze, bo wierzą, że tak jak jest źle to już sami bardziej sprawić nie potrafią. Czyli są za, a nawet przeciw.

                    Skoro chcą tej zmiany (abstrahuję od bierno-wyczekującej postawy) to jak rozumieć że są za a nawet przeciw?
                    Kolejna efekciarska acz pusta gra słowna, czy to tylko ja nie dorastam do zrozumienia słów z tej krynicy mądrości?
          • crazy.diamond Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 30.07.09, 18:21
            maga_luisa napisała:


            > - pacjent w mojej nowej przychodni, duże miasto, kleszcz.


            ..."nowa przychodnia", "duże miasto" ??


            O ile dobrze pamiętam Mago, pracowałaś w małej przychodni na wsi.

            Coś przegapiłem?
            • extorris Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 30.07.09, 18:41
              kazdy kiedys w koncu awansuje ;)
              • crazy.diamond Hmm.... 30.07.09, 19:20
                extorris napisał:

                > kazdy kiedys w koncu awansuje ;)


                A mnie się wydaje, że w tym chorym systemie, awansem jest raczej odwrotny
                kierunek, tzn przeniesienie się z "dużej przychodni w wielkim mieście" do małej
                - ale własnej - przychodni na wsi.

                Ale poczekajmy, co Maga odpowie.


                • crazy.diamond Re: Hmm.... 31.07.09, 22:40
                  crazy.diamond napisał:

                  >
                  > Ale poczekajmy, co Maga odpowie.
                  >
                  >

                  Tylko czy się doczekamy? ;+)))
                  • 1951b Re: Hmm.... 03.08.09, 17:57
                    snajper odpowie za Magę :)
    • andnow2 Kleszcz problemem również w Łodzi 21.07.09, 11:37
      media.wp.pl/kat,1022939,wid,11331588,wiadomosc.html?ticaid=186c3
    • emanierka Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 25.07.09, 02:34
      Nie rozumiem jednego- czy tej pani kleszcz wbił się w takie miejsce,
      że ani ona osobiście, ani jej mąż nie mogli dosięgnąć? Np. głęboko
      w ... uchu. Bo jeżeli tak, to rozumiem problem. Jeżeli zaś mogła
      usunąć go sama, to doprawdy nie pojmuję po co lecieć z tym do
      lekarza.
      Dlaczego moja żona (wcale nie lekarz) usunęła sobie kleszcza sama
      (mnie nie było w domu),
      pupę, a dokładnie to zaczerwienione miejsce po ukąszeniu, przetarła
      spirytusem i gazikiem z mojego gabinetu, kleszcza wrzuciła do
      kieliszka od wina (tu trochę przesadziła), a sama zasiadła do
      internetu, wpisała hasło pt. ugryzienie kleszcz borelioza i...
      poczytała co mianowicie należy zrobić. Zgodnie z radami (nie
      jakiegoś głupiego forum dyskusyjnego, ale na stronie opisującej
      postępowanie krok po kroku) kleszcza przykleiła taśmą do tekturki i
      w kopertkę go. Na zaś.
      Teraz ogląda się w lustrze nie tylko pod kątem urody, ale również po
      to, żeby sprawdzić czy na skórze nie pojawiają się jakieś podejrzane
      plamy. Za kilka tygodni zrobi badania i w zależności od wyniku...
      itd, itd. Nie w usunięciu bowiem problem, ale w tym... co dalej.
      I do meritum...- trzeba być bardzo odpornym na wiedzę i mieć za dużo
      czasu, żeby jechać do przychodni czy na ostry dyżur celem usunięcia
      kleszcza. Nawet gdyby w pierwszej przychodni tego kleszcza usunięto,
      to jest to działanie zupełnie niepotrzebne. Trochę tak, jakby
      jechało się do przychodni wysmarkać nos. I bardzo możliwe, że
      niedługo przyjdzie nam czytać artykuły w gazetach, że lekarz odmówił
      pomocy w wysmarkaniu nosa. Nawet chusteczki nie chciał przytrzymać!
      • pct3 Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 25.07.09, 08:32
        I bardzo możliwe, że niedługo przyjdzie nam czytać artykuły w gazetach, że
        lekarz odmówił pomocy w wysmarkaniu nosa. Nawet chusteczki nie chciał
        przytrzymać!


        Jestem pewien, że mogą pojawić się takie opinie i na tym forum.
        Np od menadżerów lekarzy, przesiąkniętych ideami nadziewanego humanizmem
        podejścia rynkowego do pacjenta. Okaże się za chwilę, że model biznesowy zakłada
        służenie pacjentowi również w katarze. Dowiemy się również że jest jedynie
        polską specyfiką (daleko za Gabonem) możliwość braku chusteczek higienicznych w
        gabinecie czy poczekalni.
        Z drugiej strony - bo staram się być obiektywny - możliwe są i reakcje
        oburzenia, że we łbach się poprzewracało, chusteczek nie mamy i nie damy, bo
        czyż kontrakt z NFZ obejmuje chusteczki i czy jest wyceniona procedura wytarcia
        nosa? ;-).
        • pct3 Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 25.07.09, 08:33
          zapomniałem dodać, że i tak jest wtedy jeszcze jedna możliwość: odesłać do
          laryngologa. Najlepiej na SOR, bo do poradni terminy, a kapiący nos jest uciążliwy.

          ;-))))).
      • avacef Żaden lekarz nie potrafił ??? 26.07.09, 22:28
        emanierka napisała:

        >...wbił się w takie miejsce,że ani ona osobiście, ani jej mąż nie mogli dosięgnąć?<

        Och tak, są takie pary, że w tym układzie nie mogą dosięgnąć miejsca pożądanego wbicia.

        > Dlaczego moja żona (wcale nie lekarz) usunęła sobie kleszcza sama (mnie nie było w domu),pupę (...)po ukąszeniu, przetarła spirytusem i gazikiem z mojego gabinetu...<

        Sądzisz, że na forum jest ktoś, kto zna odpowiedź - bo np. odmówił Twej Żonie bezpośredniej pomocy podczas Twej nieobecności w domu? A może jednak nie zrobił(a) tego sama, jak twierdzi?
        Zaczerwienione pupy, obecne tam ślady po ukąszeniach i woń alkoholu niekoniecznie są sprawkami kleszczy.
        Swoją drogą, czy Ty emanierko, jako forumowa kobieta, naprawdę masz żonę? Bo z pupami męskimi sprawy mają się nieco inaczej...

        Ale się porobiło z tymi pokąsaniami... ;)
        • emanierka Re: Żaden lekarz nie potrafił ??? 26.07.09, 23:47
          Odbiegłeś od tematu swoimi dywagacjami, ale że moja wypowiedź była
          nieco żartobliwa, więc ustosunkuję się do tych pup.
          Otóż, pomimo 'damskiego' w swym rodzaju nicku, wiele mam do
          czynienia z pupami damskimi (może niekoniecznie są to dokładnie
          pupy, ale i one są widoczne), natomiast Ty, pomimo nicku
          zdecydowanie męskiego, odważnie stwierdzasz, że... z pupami męskimi
          jest 'inaczej'.;p Bardzo możliwe. Jeżeli tak twierdzisz, to wierzę
          na słowo. :D
          • avacef Re: Żaden lekarz nie potrafił ??? 27.07.09, 13:32
            >Ty, pomimo nicku zdecydowanie męskiego, odważnie stwierdzasz, że... z pupami
            męskimi jest 'inaczej'.;

            Ależ właśnie z powodu bycia mężczyzną, wiem po sobie jak to jest z pupami męskimi!

            >Otóż, pomimo 'damskiego' w swym rodzaju nicku, wiele mam do czynienia z pupami
            damskimi

            Damskie zaś pupy mające ze sobą do czynienia w małżeństwie są dla mnie terra
            incognita, dlatego zaciekawiła mnie Twoja wypowiedź :)

            Jest najciekawszą merytorycznie w tym wątku, wpisując się w pełni w istotę tych
            dyskusji o zakleszczonej p...pie Maryny ;)
            • pct3 Re: Żaden lekarz nie potrafił ??? 27.07.09, 14:11
              dlatego zaciekawiła mnie Twoja wypowiedź :)
              Jest najciekawszą merytorycznie w tym wątku,


              Na pewno najciekawszą.
              Dziwię się że po takich i podobnych tekstach masz jeszcze czelność
              wygłaszać jakiekolwiek teksty o lekceważeniu kogokolwiek przez
              kogokolwiek (np. pacjenta przez lekarza) - oraz dalej truć wyziewami
              unoszącymi się z truchła koncepcji biznesowego podejścia
              nadziewanego humanizmem (jedno i drugie - trzeciej świeżości).
    • pct3 Re: Żaden lekarz nie potrafił wyciągnąc kleszcza 26.07.09, 21:59
      Telefon w ramach dyżuru opieki całodobowej parę dni temu.
      Dzwoni zatroskana siostra pacjentki.
      Pacjentka przebywa w Krakowie (ja pod Krakowem, tam gdzie pytająca
      siostra) - wczoraj usunęła sobie sama (brawo) kleszcza. Ma "plamkę"
      w miejscu ukłucia. Żadnych objawów. OK.
      I co? Jeździ po Krakowie po szpitalach żeby "ktoś zobaczył".
      A siostra pacjentki ma do mnie pytania takie jak:

      - czy lekarz ma prawo odmówić zobaczenia miejsca po kleszczu?

      Odpowiadam: tak. Zwłaszcza lekarz SORu lub izby przyjęć.

      - czy można z tym czekać do poniedziałku?

      Odpowiadam że zasadniczo tak, opowiadam o rumieniu wędrującym i
      innych sprawach związanych z obserwacją w kierunku boreliozy.


      A na koniec informuję, że możliwość zobaczenia przez lekarza jest.
      Otóż w Krakowie jest bodaj 9 ambulatoriów nocnej i świątecznej
      pomocy lekarskiej, a w jego bezpośredniej bliskości kolejnych kilka-
      co prawda tylko jedno jest właściwe dla danego pacjenta, ale JEST.

      Pani zdziwiona przyjmuje z wdzięcznością informacje, dodając że to
      jednak przerażające że lekarz może odmówić.

      Odpowiadam: "Szanowna Pani. To oczywiście problem na dłuższą
      rozmowę. Zapewniam jednak Panią, że i po stronie odmawiającego stoją
      rzeczowe argumenty, zresztą jest to wyraz modelu medycyny który
      przyszedł do nas z krajów rozwiniętych. Niemniej jednak - wskazałem
      Pani możliwości uzyskania pomocy także w dniu dzisiejszym. Życzę
      powodzenia i do widzenia."
      po czym odkładam słuchawkę sam się sobie dziwiąc jak dalece zgniłym
      humanizem przelazły moje reakcje w relacji z pacjentem.
      Dobrze że byłem sam, bez świadków.
      95 % lekarzy odpowiedziałoby po prostu "tak, może odmówić. Nie
      podoba się pani? To proszę - rzecznik przy NFZ na Józefa, redakcja
      Dziennika na Wielopolu. Adres TVNu sama sobie pani znajdź!".

      ;-)).
    • avacef czy lekarz ma prawo odmówić zobaczenia... 26.07.09, 22:13
      ... miejsca po kleszczu?

      Są posty, mówiące, że w krajach rozwiniętych - tak.

      Czy więc w naszym kraju aby byc zbadanym,
      to pacjent ma prawo zgłosić się do lekarza z objawami choroby
      czy też
      to wyłącznie kleszcz ma prawo zostać zobaczonym przez lekarza.

      A czy może lekarz odmówić pacjentowi przychodzącego w imieniu posiadanego kleszcza, który prosi o widzenie?

      Masz kleszcza - źle, powinieneś go sobie sam usunąć.
      Nie masz kleszcza - bo usunąłeś - żle, powinieneś go mieć.

      Poszedłem do kolegi weterynarza. Zapewnił mojego kleszcza, że z mojej strony nic mu nie grozi. Zasnęliśmy uspokojeni, że jest jeszcze jakaś humanistyczna gałąź medycyny w naszym rozwiniętym kraju.

      • do.ki zależy który 26.07.09, 22:36
        Przecież to proste. Jako lekarz izbowy oczywiście obejrzę miejsce po kleszczu po to, by wystawić fakturę, po czym sporządzę raport oględzin i odeślę pacjenta do lekarza domowego, gdzie od początku było jego miejsce.

        To do domowego powinien pójść pacjent i to domowy powinien organizować follow-up (i za to kasować).

        Pozdrawiam z tzw. kraju rozwiniętego.
        • avacef Re: zależy który-np.ten... 26.07.09, 23:01
          O nie! To nie jest proste, tak jak Wisła nie płynie przecież prosto przez Wiedeń czy Barcelonę, tylko zawija się przez Kraków!

          Oto przykład eleganckiego wyjaśnienia spraw zawiłych jak ogon smoka W.:
          "Zapewniam jednak Panią, że i po stronie odmawiającego stoją
          rzeczowe argumenty, zresztą jest to wyraz modelu medycyny który
          przyszedł do nas z krajów rozwiniętych"

          Ja mój dostęp do rozwiniętych krajów widzę wyłącznie poprzez weterynarię, farmację i stomatologię.

          Dlatego nauczyłem mojego psa, aby zgłaszał się do bezustannej pomocy weterynaryjnej, przy okazji przyprowadzając mnie.
          Nigdy nam jeszcze nie odmówiono kontaktu ani badania (a kleszczy mamy od cholery).

          Taka różnica tylko, że po wizycie dostajemy rachunek, który płacimy z ukontentowaniem, lżejsi o nasze kleszcze i zgryzotę.
          • do.ki Re: zależy który-np.ten... 26.07.09, 23:09
            > Oto przykład eleganckiego wyjaśnienia spraw zawiłych jak ogon smoka W.:
            > "Zapewniam jednak Panią, że i po stronie odmawiającego stoją
            > rzeczowe argumenty, zresztą jest to wyraz modelu medycyny który
            > przyszedł do nas z krajów rozwiniętych"

            Wyjaśnienie powyższe jest zgodne z rzeczywistością. Co konkretnie masz mu do zarzucenia?

            > Ja mój dostęp do rozwiniętych krajów widzę wyłącznie poprzez weterynarię, farma
            > cję i stomatologię.

            Po to się wtrąciłem w tym wątku, by choć trochę udostępnić Ci te kraje rozwinięte także w innym świetle, np. medycyny. Lektura Twoich postów na tym forum upewnia mnie bowiem, że masz może i wizję medycyny, ale ta wizja nie styka się z tzw rzeczywistością, choćbyś nie wiem jak gorąco zapewniał że jest inaczej.
            • avacef bardzo proszę 26.07.09, 23:24
              > Wyjaśnienie powyższe jest zgodne z rzeczywistością. Co konkretnie masz mu do zarzucenia?<

              To, że w cywilizowanym świecie każdy lekarz byłby szczęśliwy mogąc udzielić wyjaśnień i zbadać pacjenta, który zapłacił za wizytę.

              Cywilizowany świat medyczny jest dokładnie odwrotnością tego, co widzi wokół siebie nasz świat medyczny.
              Nie licząc weterynarzy, całkiem cywilizacyjnie zhumanizowanych nawet nad Wisłą.

              Czekam na te rzeczowe argumenty.
              Oraz odnośne fakty z rzeczywistości, na którą się powołujesz.

              > Po to się wtrąciłem w tym wątku, by choć trochę udostępnić Ci te kraje rozwinięte także w innym świetle, np. medycyny.<

              Bardzo proszę.Jak to sobie wyobrażasz? Opowiesz mi o swych zagranicznych dolegliwościach? ;))

              Lektura Twoich postów na tym forum upew
              > nia mnie bowiem, że masz może i wizję medycyny, ale ta wizja nie styka się z tz
              > w rzeczywistością, choćbyś nie wiem jak gorąco zapewniał że jest inaczej.

              Jak najchętniej poznaję rzeczywistość tak, jak widzą ją inni, jeśli za tą wizją stoją fakty. Inaczej - jest to opinia, a nie opis rzeczywistości. Też bywa cenna, nawet gdy dyskusyjna.
              A więc, daj znać co jest Twoją opinią nt:

              Czy lekarz może odmówić w placówce finansowanej nfz przyjęcia pacjenta a jeśli tak, to z jakich powodów?

              Taki wątek długo rzeźbiliśmy kilka miesięcy temu i chętnie poznam nowe przepisy, jeśli są inne, niż te, które cytowano.

              Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za włączenie się.



              • pct3 Re: bardzo proszę 27.07.09, 07:34
                To, że w cywilizowanym świecie każdy lekarz byłby szczęśliwy
                mogąc udzielić wyjaśnień i zbadać pacjenta, który zapłacił za wizytę.


                To znaczy że żyjemy w cywilizowanym świecie.
                Mam wrażenie że akurat tu nasze poglądy są zbieżne.
                Dlaczego więc to co jest rozwiązaniem systemowym (bo jest), w Twoich
                ustach (to metafora, tak naprawdę, pod Twoimi palcami - bo piszesz,
                nie mówisz), staje się oskarżeniem lekarzy?
                Ja też wolałbym zasadę FFS.
                Spróbuj - choć pewnie to wołanie na puszczy - odpowiedzieć na to i w
                kontekście zagadki, która mnie nurtuje przy lekturze Twych postów:
                dlaczego zatem w wielu krajach istnieje system taki jak nasz:
                powszechnego ubezpieczenia, lekarzy pracujących dla tegoż systemu i
                limitujących (w oparciu o przepisy i zdrowy rozsądek) dostępność to
                tegoż systemu (np. zastanawiających się czy pacjenta z kleszczem
                trafiającego szpitala po prostu odesłać do domu, czy może odesłać do
                psychiatry).
                Innymi słowy: dlaczego, skoro to takie bez sensu, nie jesteśmy
                jedyną wyspą kesonu pośród wód podejścia biznesowego, najlepiej
                nadziewanego humanizmem?
              • do.ki Re: bardzo proszę 27.07.09, 20:06
                avacef napisał:

                > To, że w cywilizowanym świecie każdy lekarz byłby szczęśliwy mogąc udzielić wyj
                > aśnień i zbadać pacjenta, który zapłacił za wizytę.

                No więc nie. GDYBY pacjent rzeczywiście imiennie zapłacił zawczasu za wizytę, to jeszcze. Ale generalnie obawiam się, że użyłeś niewłaściwego czasu gramatycznego. Zresztą, możesz poczytać mój post powyżej: udzielę z chęcią wyjaśnień pacjentowi, który ZAPŁACI (w przyszłości) za wizytę. Zapłaci, bo dostanie ode mnie fakturę, a jeśli to nie wystarczy, to odwiedzi go komornik w trybie egzekucji administracyjnej.

                W NFZ pacjent nie zapłacił. Pacjent w ogóle nie ma umowy z lekarzem.

                Ja wystawiam pacjentom faktury imienne. Czy oni z nimi pójdą do ubezpieczyciela czy nie, to już nie moja sprawa.

                >
                > Czekam na te rzeczowe argumenty.
                > Oraz odnośne fakty z rzeczywistości, na którą się powołujesz.

                Rzeczywistość tworzy taki a nie iny układ prawny, wraz ze stworzonymi przezeń instytucjami. Można się na ten układ oburzać, że niby bez sensu i nielogiczny itede, co nie zmienia faktu, że on jest. I jak do każdego innego zjawiska, na które nie masz wpływu (jako też pogoda czy trzęsienia ziemi) należy się doń zaadaptować i starać się obrócić na swoją korzyść.
                • avacef Układ prawny 27.07.09, 22:57
                  Skąpe i ogólnikowe te Twoje wyjaśnienia...

                  >Można się na ten układ (prawny) oburzać, że niby bez sensu i nielogiczny itede, co nie zmienia faktu, że on jest.<

                  No właśnie. A u nas jest taki układ prawny, ze w państwowej ochronie zdr, pacjent płaci za nieograniczony zakres pomocy poprzez podatek zwany składką zdrowotną.
                  I przychodząc do placówki mającej umowę z nfz, zapłacił był juz za wizytę (taki czas zaprzeszły).
                  A lekarz pracujący w placówce publicznej ma obowiązki wynikające z kontraktu z nfz, za co pobiera dobrowolnie wynagrodzenie.
                  A w tych obowiązkach nfz zapisał sobie ,że pomocy odmówić nie można ze względu na brak środków czy też np. inne widzimisię.
                  No i lekarz który zatrudnił się w placówce z umową nfz, "może sobie" wystawić po takiej wizycie rachunek nfz-towi, który pobrał z góry ze tę wizytę pieniądze od pacjenta, jeśli uważa że dokonał nadwykonania ponad to, co mu zapłacono.
                  Bo to jest pacjent, który zapłacił za wizytę pracodawcy dobrowolnie i świadomie zatrudniającego się "w tym stanie prawnym" lekarza, któremu w zamian tenże pracodawca płaci za wypełnienie umowy.

                  A ja się pytam, jakie to okoliczności uzasadniają odmowę przyjęcia pacjenta "zakleszczonego" (albo z drzazgą czy innym urazem) w związku z w/w stanem prawnym.

                  No i ... znacząca cisza w temacie odpowiedzi...
                  Co wcale mnie nie dziwi na tym forumie.
                  • pct3 Re: Układ prawny 27.07.09, 23:37
                    A u nas jest taki układ prawny, ze w państwowej ochronie zdr,
                    pacjent płaci za nieograniczony zakres pomocy poprzez podatek zwany
                    składką zdrowotną.


                    chwila, moment, zaraz.
                    Co do nieograniczoności, to się chyba zgodziliśmy nie raz.
                    Zgodziliśmy się zatem, że jest to:
                    a) absurdalne
                    b) nierealne
                    c) de facto- niepotrzebne

                    ale

                    d) faktycznie zapisane w regulacjach prawnych.

                    Z powyższego jednak ŻADNĄ MIARĄ nie wynika iż całokształt
                    nieograniczonych świadczeń ma być świadczony przez
                    a) każdego
                    b) zawsze
                    c) natychmiast

                    Zrozumiałeś? Tak/nie.

                    Pacjent za swoją żenującą składkę ma nieograniczoną ilość by-passów,
                    przeszczepów serca, wątroby i szpiku. Porąbane ? Zapewne.
                    Ale wg Twojego toku rozumowania (a rebours) wynika, że powinieneś
                    zawsze i natychmiast oczekiwać przeszczepu wątroby od lekarza POZ
                    (oczywiście przy istnieniu wskazań), przeszczepu szpiku od
                    balneologa, a by-passów od stomatologa: byle by "byli na NFZ".

                    Logika (nie pseudoliteratura, nie zabawy słowne, nie lingwistyka,
                    nie pożal się Boże metafory, nie kalambury) - logika wskazuje, że
                    skoro balneolog nie jest jednak (JEDNAK! JEDNAK!!!!!) zobowiązany do
                    przeszczepu szpiku - chociaż "jest na NFZ" i pacjent też "jest na
                    NFZ", to lekarz izby przyjęć szpitala nie jest zobowiązany do
                    pochylenia się nad kleszczem.

                    Omówiłem kategorię "każdy"
                    To samo, mój drogi, tyczy się kategorii "zawsze" i "natychmiast".
                    Przykłady wykoncypuj sam, jeśli potrafisz, ale błagam, nie dziel się
                    nimi, słuchać (czytać) hadko.

                    Zrozumiałeś? Tak/nie.
                  • do.ki Re: Układ prawny 28.07.09, 23:52
                    avacef napisał:

                    > Skąpe i ogólnikowe te Twoje wyjaśnienia...

                    Natlok zajec... nie mam czasu na pisanie referatow.


                    > No właśnie. A u nas jest taki układ prawny, ze w państwowej ochronie zdr, pacje
                    > nt płaci za nieograniczony zakres pomocy poprzez podatek zwany składką zdrowotn
                    > ą.

                    I co z tego, ze placi? Poniewaz nieograniczony zakres pomocy jest rownie nierealny jak banknoty z pozioma osemka, postulowane niegdys przez S. Lema, fakt, ze cos tak glupiego jest zapisane w prawie zle swiadczy o prawodawcach, a dobrze o tych, ktorzy owo glupie prawo usiluja obchodzic.

                    > I przychodząc do placówki mającej umowę z nfz, zapłacił był juz za wizytę (taki
                    > czas zaprzeszły).

                    Nie zaplacil. Nawet sobie z tego sprawy nie zdaje, ze placil. Oczywiscie, sprawa wspolplacenia za opieke rozbija sie co i raz o rafy demagogii, prawda? Nie mowiac juz o tym, ze pacjent zaplacil o wiele za malo.

                    > A lekarz pracujący w placówce publicznej ma obowiązki wynikające z kontraktu z
                    > nfz, za co pobiera dobrowolnie wynagrodzenie.
                    > A w tych obowiązkach nfz zapisał sobie ,że pomocy odmówić nie można ze względu
                    > na brak środków czy też np. inne widzimisię.

                    Nie znam szczegolow tych umow, ale jesli jest istotnie tak, jak piszesz, to mam pare hipotez dlaczego jakikolwiek lekarz w ogole opodpisuje takie umowy, ale porblem istotnie jest. Trzeba bylo emigrowac. :)
                    • avacef Re: Układ prawny 29.07.09, 01:04
                      > I co z tego, ze placi? Poniewaz nieograniczony zakres pomocy jest rownie nierea
                      > lny jak banknoty z pozioma osemka, postulowane niegdys przez S. Lema, fakt, ze
                      > cos tak glupiego jest zapisane w prawie zle swiadczy o prawodawcach,


                      > Nie zaplacil. Nawet sobie z tego sprawy nie zdaje, ze placil.


                      Sam przyznajesz na początku - jednak płaci. Prawo nie karze za to, że się płaci, ale za to, że się po zapłacie nie realizuje umowy. A jeśli ktoś świadomie nie określa zakresu umowy w sposób dyskryminujący drugą stronę po to, aby mieć wymówkę do niewywiązania się, to jest to klasyczny kryminał, case paragrafu KC. Zwłaszcza, że druga strona musi umowę zawrzeć, tylko z tytułu że ma pecha być obywatelem tego państwa.

                      >..a dobrze o
                      > tych, ktorzy owo glupie prawo usiluja obchodzic.<


                      Czy to jest Twoje przekonanie? - ja mam przeciwne.
                      Ciekawe, czy w kraju Twego pobytu jest to przekonanie powszechne, z którym można wystąpić w towarzyskiej rozmowie z autochtonami...?

                      Oczywiscie, spraw
                      > a wspolplacenia za opieke rozbija sie co i raz o rafy demagogii, prawda?


                      Ja jestem zwolennikiem płacenia. Nie współpłacenia - bo kto tu niby z kim płaci? Podatnik w podatkach i ten sam podatnik - przy kasie? Sam ze sobą współpłaci?
                      Po prostu pewne czynności rutynowe powinny być wyłączone ze składki i podlegać drobnej opłacie (np wystawienie recepty czy n-ta wizyta u lekarza POZ). Ale to tylko ze względów psychologicznych - wiadomo, że to redukuje głupie nadużycia i dyscyplinuje błahe roszczenia.

                      >Nie mowiac juz o tym, ze pacjent zaplacil o wiele za malo.

                      Niestety, cenę usługi w umowie (czyli czy ktoś zapłaciłby za mało czy nie), należy ustalić przed zawarciem umowy a nie w jej trakcie. I może to ustalac nie wykonawca, ale jego pracodawca, który pobiera opłatę od klienta.
                      To juz u nas nie te czasy, jak w PGRze gdy w kasie za zboże płaciło się raz, oficjalnie, a magazynierowi na lewo raz jeszcze (żeby się towar znalazł na stanie}. Teraz, jak magazynierowi za mało to niech wywalczy podwyżkę u majstra albo niech zacznie kosić na swoim.

                      >mam pare hipotez dlaczego jakikolwiek lekarz w ogole opodpisuje takie umowy<

                      No to tutaj mnie masz, bo to właśnie jest najciekawsza zagadka - dla mnie też.
                      Może skrobnij kiedyś o tych hipotezach (niekoniecznie referat), ciekawe co nasi forumowi praktycy o tym powiedzą.
                      Ja się zamieniam w słuch z ciekawości...

                      Pozdrowienia z nocnej stróżówki ;))!
                      • pct3 Re: Układ prawny 29.07.09, 10:02
                        wiadomo, że to redukuje głupie nadużycia i dyscyplinuje błahe
                        roszczenia.


                        nie wierzę własnym oczom.
                        Słowo "roszczenia" w odniesieniu do pacjentów, napisane przez
                        Avacefa?
                        Wiem, że przyjąłeś zasadę nieodpowiadania na moje posty, ale zrób
                        wyjątek i odpowiedz, czy naprawdę jest możliwe żeby najukochańszy
                        klinet biznesowy miał jakiekolwiek roszczenia?
                        Pytam serio i proszę Cię o potraktowanie serio pytania.
                      • avacef PS Układ prawny a roszczenia 29.07.09, 12:29
                        i]>Po prostu pewne czynności rutynowe powinny być wyłączone ze składki i
                        podlegać drobnej opłacie (np wystawienie recepty czy n-ta wizyta u lekarza POZ).
                        Ale to tylko ze względów psychologicznych - wiadomo, że to redukuje głupie
                        nadużycia i dyscyplinuje błahe roszczenia<[/i]

                        Kilka słów wyjaśnienia do tego akapitu , ponieważ okazało się, że znaczenie
                        pojęcia roszczenia może być zbyt hermetyczne dla niektórych dyskutantów.
                        Dla innych zaś - ku uciesze z prostych radości wyjaśniania konstrukcji cepa.

                        Roszczenia to słowo miłe dla ucha wielu lekarzy. Pozwala stygmatyzować i
                        sekować pacjentów nie poddających się aroganckiej paternalizacji. W tym celu
                        używa się w naszym środowisku tego pojęcia w mylnym znaczeniu - jako
                        nieuprawnionych żądań. Tymczasem jest odwrotnie. Stygmat nie przeszkadza
                        wcale samym niektórym obłudnikom domagać się uprawnień sprzecznych z ich rolą i
                        zawodem, co czyni ich samych najbardziej w tym sensie "roszczeniowym" środowiskiem.
                        Np. uzurpować sobie prawo selekcji pacjentów po zapachu.

                        Roszczenia to dochodzenie słusznie nabytych praw.
                        Dochodzenie swych roszczeń nie świadczy o pieniactwie wierzyciela a raczej o
                        nieuczciwości dłużnika
                        , powinnego do działania zgodnie z umową, bez wzywania.
                        Nie ma w tym sensie "nieuprawnionych" roszczeń wobec wykonawcy umowy, jeśli nie
                        określono zakresu świadczeń.
                        Wykonawca z kolei nie zawiera umowy z klientem, lecz ze swoim pracodawcą,
                        będącym dłużnikiem pacjenta-wierzyciela. Zastrzeżenia wykonawcy co do zakresu
                        >roszczonych< przez wierzyciela świadczeń powinien rozstrzygać z dłużnikiem
                        czyli stroną umowy klient-nfz. Tego wykonawca zrobić nie chce, bo wymagałoby to
                        odwagi, ryzyka i charakteru, wobec oligopolu dłużnika-płatnika pensji.
                        Jeśli natomiast wiadomo, co komu się należy w ramach umowy, określenie co jest
                        roszczeniem a co nieuprawnionym nadużyciem staje się możliwe i bezdyskusyjne.
                        Ale dopiero wtedy - nie wcześniej.
                        Tylko, że taki stan, poza redukcją potencjalnych nadużyć klienta,
                        uniemożliwiałby również powszechne i dochodowe nadużycia właśnie ze strony
                        wykonawców.

                        Uczciwemu kształtowaniu rynku usług służy właśnie odpłatność za niektóre, drobne
                        świadczenia, jeśli nie są objęte umową. Wprowadzenie odpłatności
                        wymagałoby więc wyznaczenie zakresu usług i wykluczyłoby oskarżenia o
                        nieuprawnione "roszczenia" z obu stron.
                        Zamiast spławiać np. "rezydentów poz" czyli pacjentów zapisujących się na wizytę
                        z powodów pozazdrowotnych, po prostu np. za 3 wizytę w miesiącu wykonawca
                        pobierałby zgodnie z umową symboliczną kwotę, w gotówce za rachunkiem.
                        To dyscyplinuje nadużycia, a kwota np. 5 pln nie ogranicza dostępu.
                        Podobnie kwestia "wypisywania" recept - jeśli jest opłata za wystawienie każdej,
                        więc i rachunek, czyli nie ma popytu ani podaży na te grzecznościowe a
                        nieuzasadnione (i nieetyczne) medycznie recepty.
                        Tak jest w większości znanych mi cywilizowanych krajów, ponieważ takie są
                        obiektywne społeczno-ekonomiczne prawa zarządzania usługami przedpłaconymi i
                        zachowań konsumenckich.
                        Jeszcze inna kwestia to 'błahe roszczenia' - uprawnione co do istoty
                        świadczenia, ale - przy niesprecyzowanym w umowie zakresie, podatne na próby
                        nadużycia co do np czestotliwości, i o tych pisałem.
                        Dlatego w moim tekście rozdzielam nadużycia od roszczeń, bo to zupełnie
                        odmienne stany.

                        Jednakże wprowadzanie dodatkowej płatności za wybrane procedury przy nadal
                        nieokreślonym ustawowo zakresie świadczeń składkowych (a tak zakłada właśnie
                        podpisana ustawa!)
                        jest po prostu masowym oszustwem, nie pierwszym
                        zresztą w "reformowaniu" naszej sz. Identyczny mechanizm miało wydzielenie
                        rzekomych kas chorych czy nfz, będących de facto nadal jednostkami budżetowymi
                        zaleznym w całości od monopolistycznego państwa.

                        Jeśli więc ktoś używa pojęcia roszczenia (czy też współpłacenie,słowotok,
                        parabola, humanizm, biznes czy też innych trudnych pojęć spoza zakresu swej
                        wiedzy), w sensie "nieuprawnione żądania", gdy zakres świadczeń nie jest
                        sprecyzowany, powinien sobie zrobić test na kompetencje poznawcze i kompetencje
                        funkcjonowania w społeczeństwie ze zrozumieniem.

                        Kropla IQ także nie zaszkodzi - no i umyte nogi przed zasiądnięciem do klawiatury.
                        • pct3 Re: PS Układ prawny a roszczenia 29.07.09, 20:36
                          Dziękuję za odpowiedź. Choć dalej jest mi trochę przykro, że niezrozumiałe dla mnie tabu zabrania Ci odpowiedzieć mi wprost, to jednak- dziękuję.

                          Roszczenia to słowo miłe dla ucha wielu lekarzy. Pozwala
                          stygmatyzować i sekować pacjentów nie poddających się aroganckiej
                          paternalizacji.


                          Jak wiesz należę do tej grupy lekarzy, która dostrzega istnienie zjawiska aroganckiej paternalizacji wśród lekarzy. Sam staram się jej unikać. Sądzę jednak, iż istnieje zjawisko "roszczeniowego" (a nie "mającego roszczenia") pacjenta niezależnie od aroganckiej paternalizacji. Pacjent który przychodzi, żąda zlecenia określonych przez siebie badań, nie słucha wyjaśnień, grozi najpierw NFZetem, a później cieleśnie krzesłem z poczekalni, ze słowami "i tak kur wo wypiszesz mi to skierowanie" - to jest pacjent roszczeniowy, niezależnie od tego, że adresatka słów może mieć łzy w oczach i ani razu nie podniosła tonu a także ani razu nie traktowała pacjenta paternalistycznie.

                          I jeszcze jedno- a w sumie to powinno być najpierw.
                          Drogi Avacefie. Po raz kolejny błądzisz w przekonaniu o swej wspaniałości, wiedzy, horyzontach i ogarnianiu tego co dla nas rzekomo nie do ogarnięcia.
                          Trapią Cię jednak dwa problemy, w które niestety jak widać nie masz wglądu:
                          1. brak umiejętności prostej odpowiedzi na proste pytania- o tym już mówiliśmy.

                          oraz:
                          2. zagubienie w słownych woltyżerkach i wywodach istoty problemu, zagubienie ich u podstaw.
                          Drogi Avacefie. Twój wykład o "roszczeniu" jest jak kulą w płot, bo my nie mówimy o "roszczeniu" (a jeśli to rzadko), lecz o pacjencie "roszczeniowym"- mówimy o sposobie zachowania określanym przymiotnikiem.
                          Prawne aspekty słowa "roszczenie" są ważne, ale my tu nie o tym: spieszę Cię z pokorą o tym powiadomić, boś nie zauważył.
                          Otóż słownik języka polskiego podaje znaczenie słowa "roszczeniowy" dokładnie takie, jak tu się wielokrotnie przyjmowało, a co Ty próbujesz zupełnie obocznymi i nieskutecznymi drogami obalić.

                          • extorris Re: PS Układ prawny a roszczenia 30.07.09, 01:39
                            uprzedze odpowiedz casio, bo jest bardzo przewidywalna
                            az sie dziwie, obs, ze nie odpowiedziales sobie sam, co pozwoliloby skrocic ten durnowaty watek o kilkanascie postow

                            otoz: opisana przez ciebie postawa pacjenta, ktory
                            "żąda zlecenia określonych przez siebie badań, nie słucha wyjaśnień, grozi najpierw NFZetem, a później cieleśnie krzesłem z poczekalni, ze słowami >>i tak kur wo wypiszesz mi to skierowanie<<" nie jest wynikiem jego roszczeniowosci, ale twojej zawodowej niekompetencji jako lekarza, poniewaz łzy w oczach, spokojny ton glosu i "niepaternalistyczna postawa" nie wystarcza, ani nawet nie przybliza cie w najmniejszym stopniu do prawidlowej relacji terapeutycznej z pacjentem

                            jak zatem powinienes sie zachowac?
                            coz, niestety ta wiedza ma swoja wartosc i nie moze za bezdurno byc rozpowszechniana na forum, zreszta jako funkcjonariusz kesonu i tak tego nie pojmiesz
                            • avacef Dzięki serdecznie, docencie 30.07.09, 01:49
                              Sam bym lepiej zagadnienia nie ujął (no skąże...)

                              Co mogę zrobić, abyś zechciał abonamentowo odpowiadać na durnowate zaczepki kierowane do mnie?

                              Bo ja się czuję, jakby spod smoczej jamy ktoś nieustannie c(z)epiał się mnie jękliwie:
                              >>i tak kur wo napiszesz mi tę odpowiedź na moje c(z)epiaste pytanie...<<"

                              Wot, szto diełat' ? :)))


                              • pct3 Re: Dzięki serdecznie, docencie 30.07.09, 07:42
                                ciekawe jaki jest Twój cel w trwaniu w uporze udowadniania nam braku
                                umiejętności prostych odpowiedzi na pytania.

                                i tak (...) napiszesz mi tę odpowiedź na moje c(z)epiaste
                                pytanie...


                                przecież i tak piszesz, tylko tak żeby wyglądało że nie mi
                                odpowiadasz. Jesteś niekonsekwentym lawirantem. Za 2 posty pojawi
                                się do tego komentarz. Z drzewa odpowiedzi jednak nie będzie wynikać
                                iż odpowiadasz mi.
                                Wykropkowanie w cytacie nie znaczy iż zmieniłem zdanie na temat
                                różnych wyrazów, jest ono wyrazem szacunku dla adwersarza oraz
                                troski by ktoś (a mało domyślnych i mylących się u podstaw jest tu
                                wielu) nie pomyślał, iż określenie owo jakkolwiek z kimkolwiek tutaj
                                koresponduje.
                                Teraz możesz odpowiedzieć - 2, 3 posty niżej, albo 2 wątki wyżej.
                                • loraphenus pct3, spodziewaj się 30.07.09, 17:54
                                  bardzo długiego postu, pełnego słownych kalamburów i parafraz, z polewą modelu
                                  biznesowego, ociekającego na zardzwiałym kesonie.

                                  Polewa jednak będzie z kału pełnego słowotoku a nie z chałwy etycznej, bo za
                                  darmo casio69 vel avacef kesonu niczym innym niż kałem nie polewa.

            • pct3 Re: zależy który-np.ten... 27.07.09, 07:23
              Wyjaśnienie powyższe jest zgodne z rzeczywistością. Co
              konkretnie masz mu do zarzucenia?


              Wiesz co, do.ki? On chyba sam nie wie. I chyba tu jest problem.
      • pct3 Re: czy lekarz ma prawo odmówić zobaczenia... 26.07.09, 22:48
        Czy więc w naszym kraju aby byc zbadanym, to pacjent ma prawo
        zgłosić się do lekarza z objawami choroby


        Człowieku, przestań tworzyć literaturę parapiękną tam gdzie coś jest
        proste jak konstrukcja cepa.
        Ma prawo zgłosić się z powodu niepełnego wrażenia muśnięcia przez
        osobę która wg proroctwa sybillińskiego otarła się 10 lat temu o
        kleszcza. I ma obowiązek za tą wizytę zapłacić.

        W ramach systemu NFZ - ta sama osoba ma prawo zgłosić się do lekarza
        POZ lub zastępującego go lekarza opieki nocnej i świątecznej.
        DO lekarza szpitalnego nie ma prawa się zgłosić.
        Dlaczegóż to?
        W imię obrony resztek rozumu, jego istnienia, i zastosowania na
        codzień. Wiem że duch błąka się gdzie chce, a gdy rozum śpi rodzą
        się demony. Zatem demona tkwiącego w pacjencie "z kleszczem" i
        idącego do szpitala należy przeganiać choćby i NFZetowymi
        egzorcyzmami!

        • aelithe Re: czy lekarz ma prawo odmówić zobaczenia... 27.07.09, 21:23
          odważny jesteś
          • avacef o nad(o)dwadze wobec słabszych 27.07.09, 23:06
            pct3 napisał:

            >Zatem demona tkwiącego w pacjencie "z kleszczem" i
            idącego do szpitala należy przeganiać choćby i NFZetowymi
            egzorcyzmami!<


            aelithe napisał:

            > odważny jesteś

            Jeśli przeganianie pacjentów to jest ten objaw odwagi,to w walce z demonami nasza służba zdrowia hurtem może pokonać cały taliban w Afganistanie a zapewne również w Omanie, Iraku i Somalii.
            O czym dawno już obwieszczał Stefan Burczymucha, też znad Wisły.
            • pct3 Re: o nad(o)dwadze wobec słabszych 27.07.09, 23:22
              przeganianie pacjentów

              jest to oczywiście kolejny cytat wyrwany z kontekstu (najpierw
              mojego, później z kontekstu ociekającego nadzieniem humanistycznym -
              w prezentacji tegoż cytatu rzekomej małości).

              Tak to już jest, że uparcie wyrywasz sformułowania z kontekstu
              sytuacyjnego a potem snujesz wątek martyrologii pacjentów
              udręczonych słupami systemu, zapraszając ich (a jakże, osobiście i z
              zadęciem) w progi swej przychodni (sieci przychodni), wyłożonej
              (wyłożonych) chałwą humanizmu z polewą profesjonalizmu.

              Spieszę poinformować, że pomiędzy "przeganianie pacjentów"
              a "demona tkwiącego w pacjencie "z kleszczem" i idącego do
              szpitala należy przeganiać
              " istnieje

              kolosalna

              fundamentalna

              dostępna rozumowo przeciętnemu uczniowi gimnazjum
              różnica znaczeniowa, intencyjna i jaka tylko chcesz.
              • pct3 Re: o nad(o)dwadze wobec słabszych 31.07.09, 10:41
                brak odpowiedzi przy udokumentowanej obecności na forum przyjmuję
                jako milczącą zgodę.
    • snajper55 Podsumowanie 02.08.09, 17:09
      Na SOR pewnego szpitala przychodzi pacjentka.

      - Panie doktorze, urwał mi się guzik !
      - Niech pani idzie do chirurga. On ma igły i nici.

      S.
      • pct3 Re: Podsumowanie 02.08.09, 17:32
        Cóż, wg tutejszych znawców etyki lekarskiej, owo odesłanie do chirurga po
        przyszycie guzika jest spychologią.
        Pacjentka zgłosiła się jak mówisz do lekarza SOR. On, przepełniony humanizmem i
        przepowiadając sobie w duchu kodeks etyki lekarskiej wprost, a zwłaszcza wspak
        (jak wiemy, najciekawsze treści różnych tekstów są ukryte i ujawniają się przy
        czytaniu wspak, przypuszczam iż tutejsze autorytety czytują te teksty wspak bo
        wciąż się na nie powołują mówiąc o treściach których wprost tam nie ma) - czuje
        się zobowiązany pomóc pacjentce.
        Wielokrotnie usłyszeliśmy odpowiedź na pytanie: co ma zrobić lekarz, kiedy
        przypadek nie leży w zakresie jego kompetencji, specjalności, możliwości?
        Ano- realnie leczyć.

        Lekarz na SOR - załóżmy, że nie jest chirurgiem, a pospolitym tępym internistą,
        jest zobligowany do leczenia urwanego guzika. Przyszyć go nie przyszyje, bo
        załóżmy że nie ma nici.
        Ale jest internistą. Może zastosować miejscowo maści, których skład będzie taki
        iż mogą stanowić substytut lepiszcza i w ten sposób guzik będzie przytwierdzony.
        Może użyć tego, czego użyć musi umieć każdy pracownik SZ- plastra, bo plastrem
        nie tylko pogotowie, ale cała SZ stoi.
        Guzik wstępnie zaopatrzony maścią i plastrem jest już guzikiem w leczeniu.
        Etyka lekarska nie została skalana. Teraz czas na chirurga. Lekarz, jako
        rzecznik interesu pacjenta, musi sprawdzić kiedy ów chirurg będzie realnie
        dostępny ze swymi nićmi. Jeśli jutro, OK. Jeśli nie, lekarz SORu w swej etyce i
        deontologii zobowiązany jest nadal leczyć guzik, a to nakładać nowe pokłady
        maści o strukturze lepiszcza oraz zmieniać plaster.
        Przez cały czas równocześnie zobligowany jest do dostarczania pacjentce dobrego
        słowa i zapewnień, że z guzikiem wszystko będzie dobrze.
        Oczywiście lekarz nie może zaoferować pacjentce swojego guzika i ewentualnie
        swoich nici ponieważ handel akcesoriami na SORZe jest zabroniony (a obcy guzik
        należałoby traktować może jako przeszczep - a gdzie wpis do kolejki
        oczekujących- sprawa na kilometr pachnie guzikową korupcją).
        Myślę, że temat przyszycia guzika należałoby dogłębnie zbadać biznesowo i
        włączyć w zakres usług szeregu prywatnych przychodni, w których doktor
        specjalista guzikolog mógłby służyć pacjentom i za skalkulowaną z pietyzmem cenę
        przyszywać guziki.
        Z kolei NFZ w odwecie wprowadziłby wymóg że jedynie SORy zatrudniające co
        najmniej dwóch guzikologów i jednego pętelkologa mogą przyszywać guziki.
        I znów byłby klincz.
        Avacef zrobiłby za darmo specjalizację z guzikologii w systemie publicznym i
        potem służyłby pacjentom w swojej prywatnej przychodni krytykując lekarza SORu
        odsyłającego - teraz już w majestacie przepisów NFZ- pacjenta z urwanym guzikiem
        do SORu spełniającego kryteria transplanto- i replantoguzikologii.

        • marionaud_1 Re: Podsumowanie 04.08.09, 11:56
          MAtko kochana! do jakiego poziomu absurdu doprowadziło jedno wyjęcie
          kleszcza. Opowiem dla kontrastu dobrą historyjkę o kleszczu i jego
          usunięciu - to także się zdarza! Bieszczady, KOmańcza, sobota, g.
          18. W schronisku pod prysznicem odkrywam, że pod pachą mam dobrze
          opitego kleszcza. Ponieważ poprzedniego wieczora myłam sie w potoku,
          więc domniemanie, że mam go ok. doby. Sama nie usunę - ani pincety,
          ani możliwości kontroli innej, niż w lusterku. Lecę do gminnego
          ośrodka zdrowia, jest dyżur lekarski. Pan doktor bardzo miło bierze
          igłę i wydobywa poskudztwo w minutę, dezynfekuje, ostrzega przed
          konsekwencjami i nakazuje obserwację. W tym czasie pani pielęgniarka
          wypisuje papierki. PO 10 minutach wszystko gotowe. Profesjonalizm,
          zyczliwość, dobra wola. Jeszcze raz ich pozdrawiam ich bardzo
          serdecznie!
          • snajper55 Re: Podsumowanie 04.08.09, 12:27
            Podobnie powinna zareagować na przykład kosmetyczka. Problem w tym, że niektórzy
            zdają się uważać, iż usuwanie kleszczy leży w obowiązkach szpitala czy też
            lekarza. Stąd zaproponowałem rozszerzenie tego obowiązku także na przyszywanie
            guzików. No bo w końcu dlaczego nie ?

            S.
      • andnow2 takie pytanie, może naiwne, ale mimo to zadam 04.08.09, 12:17
        snajper55 napisał:

        > Na SOR pewnego szpitala przychodzi pacjentka.
        >
        > - Panie doktorze, urwał mi się guzik !
        > - Niech pani idzie do chirurga. On ma igły i nici.


        Dlaczego ten doktor z SOR nie odesłał pacjentki do pobliskiego
        krawca?

        Czyżby zadziałał już duch konkurencji i obawa przed utratą klientki
        i jej przyszłych zleceń?
        • snajper55 Re: takie pytanie, może naiwne, ale mimo to zadam 04.08.09, 12:25
          andnow2 napisał:

          > Czyżby zadziałał już duch konkurencji i obawa przed utratą klientki
          > i jej przyszłych zleceń?

          Aby w wiadomościach nie pojawiła się informacja o szpitalu, który odmówił
          pacjentce pomocy.

          S.
          • andnow2 to dobry sygnał, lekarze uczą się na błędach 04.08.09, 12:36
            snajper55 napisał:

            > Aby w wiadomościach nie pojawiła się informacja o szpitalu, który
            > odmówił pacjentce pomocy.
            • snajper55 Dlatego może zaczną przyszywać guzikii 04.08.09, 13:01
              Aby nie odmawiać pomocy pacjentom

              S.
    • andnow2 Może lepiej pójdzie z wkładaniem kleszcza 31.08.09, 20:09
      future.wp.pl/gid,11444396,title,Kleszcze-wylecza-raka,galeriazdjecie.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka