andnow2
04.08.09, 11:22
Chciałbym zwrócić uwagę na taki cytat:
"- Miałem zawroty głowy, torsje, w końcu dobry człowiek znalazł mnie
leżącego na chodniku. To było w Krakowie, jechałem karetką przez
Rynek, ale myślałem, że przesadzają, podałem numer telefonu żony i
nie mogłem się doczekać, kiedy w szpitalu podepną mi jakąś kroplówkę
i będę mógł wrócić do domu.
Nie wiedziałem, że jest ze mną tak źle. Sądziłem, że to omdlenie od
upału. Koło łóżka leżała komórka, widziałem, że ludzie dzwonią,
pamiętam SMS od szefa: "Nie odbierasz telefonów, nie odpisujesz na
SMS-y, co się z tobą dzieje?". Nie miałem siły odpisać, ale byłem
pewien, że pogotowie poinformowało moją żonę i informacja dotrze do
wszystkich stosunkowo szybko.
Tylko że żona nic nie wiedziała.
- Nikt jej nie zawiadomił. Zadzwoniła do mnie wieczorem, z trudem
powiedziałem jej, że jestem w szpitalu, ale nie wiem, gdzie i co się
właściwie stało. Jak przyjechała rano, to zdołałem jej tylko
powiedzieć: "To był wylew", i straciłem przytomność. Mój stan był
krytyczny, w Krakowie i w Warszawie rodzina zamówiła msze święte za
moje zdrowie. Obrzęk mózgu zatrzymał się w ostatniej chwili, zanim
został uszkodzony pień mózgu.
Lekarze powiedzieli Ani, że jeśli przeżyję, będę rośliną i nie
wstanę z łóżka. Albo zostanę "trzecim dzieckiem", bo dwójkę już
mamy."
z artykułu Wojciecha Staszewskiego: "Człowiek z udaru", dostępnego
na gazeta.pl:
wyborcza.pl/1,99218,6872172.html
Tak trudno zadzwonić do żony chorego?!