Witam wszystkich, których zaciekawił tytuł mojego wątku
Pierwszy raz weszłam na tego typu forum... Dlaczego? Pewnie się domyślacie... Mam taką samą sytuację w życiu jak większość z Was. Chciałabym napisać o sobie i moim burzliwym ostatnio życiu, ponieważ tak naprawdę szukam pomocy...
Zacznę od tego, że mam prawie 30 lat, dość dobrą pracę i żyję od 9 lat z mężczyzną, który od 2 lat jest moim mężem. Niestety nasze relacje zupełnie się zepsuły... Nie wiem jak to jest, ale po ślubie wyszły wszystkie te sprawy, które zawsze jakoś udało się nam przemilczeć. Zupełnie nie układało nam się w łóżku (dwa różne temperamenty), chcemy zupełnie czego innego od życia i czujemy się najlepiej, gdy jesteśmy z przyjaciółmi, a nie ze sobą. Postanowiliśmy zakończyć nasze małżeństwo. Czekamy właśnie na termin sprawy rozwodowej. Będzie ciężko, ponieważ przeżyliśmy ze sobą tak wiele lat, ale to nie ma sensu...
A teraz do rzeczy. Powiedziałam o naszej decyzji o rozwodzie pewnemu mężczyźnie. Poznałam go rok temu i po prostu zapytał jakieś 2 miesiące temu, dlaczego chodzę taka smutna itd... On od początku wydawał mi się godzien zaufania, do tego przesympatyczny, wrażliwy, cudowny człowiek, więc zwierzyłam mu się z mojego problemu jakim jest rozwód. Okazało się, że jego żona go zdradziła i on też nie wie co zrobić ze swoim życiem. Mają dwójkę małych dzieci i właściwie jest z nią dla nich.
Na tej rozmowie się nie skończyło. Spotkaliśmy się jeszcze nie raz. Najpierw na stopie przyjacielskiej, ale za jakiś czas on wyznał mi, że zaczyna mnie kochać, że jego żona nie dorasta mi do pięt, że od samego początku kiedy mnie tylko poznał, czuł nić porozumienia między nami... Zakochałam się... Łączy nas bardzo dużo. Począwszy od marzeń, poglądów, skończywszy na cudownym, niesamowitym zrozumieniu w łóżku...
Na czym polega problem... Ja jestem zdecydowana, że chcę odejść od męża, ponieważ podjęłam tę decyzję dużo wcześniej, niż go poznałam, ale on, mimo tego, że chce odejść od żony i wyprowadza się od niej za jakiś czas, to nie wiem czy da radę... Jest dobrym, czułym mężczyzną kochającym swoje dzieciątka... Do tego powiedział ostatnio o nas swoim rodzicom i prawie wyrzucili go za drzwi, gdy szczerze się przyznał, że kocha pewną kobietę i chce odejść od żony. Przyjaciele powtarzają mu, że jego żona jest nieobliczalna i zrobi nam z życia piekło, wiem, że tak będzie. A on mówi, że im bardziej o mnie walczy, tym bardziej mnie kocha i choćby cała rodzina i świat stanęły mu na przeszkodzie, to i tak zrezygnuje z tego wszystkiego dla mnie...
Aktualnie jest na urlopie i wraca pojutrze. Jest tam z żoną (tłumaczył mi, że musi z nią jechać, bo to ostatnie wakacje z nią i musi jej spokojnie wytłumaczyć, że chce od niej odejść) więc tylko pozostaje mi czekać i wierzyć, ze podczas tego urlopu z żoną nie podjął decyzji, aby jednak do niej wrócić, to znaczy, aby się nie rozstawać...
To wszystko jest bardzo trudne. Ja wiem, że on jest bardzo słownym, inteligentnym i wrażliwym mężczyzną, który jeśli mówi, że kocha, to tak jest, ale boję się, że on nie wytrzyma rozłąki z dziećmi, a jego żona do tego stopnia zatruje nam życie, że w końcu to ja mogę nie wytrzymać... Bardzo go kocham, ale czy to wystarczy?
Błagam, nie oceniajcie mnie ostro, nie znacie ani mnie ani jego, ale spróbujcie się wcielić w moją sytuację i jeśli macie ochotę to piszcie. Odpiszę na każdy post

Pozdrawiam wszystkich, którzy mnie rozumieją, tych, którzy nie, także