Dodaj do ulubionych

"Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"...

27.08.10, 21:13
Witam wszystkich, których zaciekawił tytuł mojego wątku smile

Pierwszy raz weszłam na tego typu forum... Dlaczego? Pewnie się domyślacie... Mam taką samą sytuację w życiu jak większość z Was. Chciałabym napisać o sobie i moim burzliwym ostatnio życiu, ponieważ tak naprawdę szukam pomocy...

Zacznę od tego, że mam prawie 30 lat, dość dobrą pracę i żyję od 9 lat z mężczyzną, który od 2 lat jest moim mężem. Niestety nasze relacje zupełnie się zepsuły... Nie wiem jak to jest, ale po ślubie wyszły wszystkie te sprawy, które zawsze jakoś udało się nam przemilczeć. Zupełnie nie układało nam się w łóżku (dwa różne temperamenty), chcemy zupełnie czego innego od życia i czujemy się najlepiej, gdy jesteśmy z przyjaciółmi, a nie ze sobą. Postanowiliśmy zakończyć nasze małżeństwo. Czekamy właśnie na termin sprawy rozwodowej. Będzie ciężko, ponieważ przeżyliśmy ze sobą tak wiele lat, ale to nie ma sensu...

A teraz do rzeczy. Powiedziałam o naszej decyzji o rozwodzie pewnemu mężczyźnie. Poznałam go rok temu i po prostu zapytał jakieś 2 miesiące temu, dlaczego chodzę taka smutna itd... On od początku wydawał mi się godzien zaufania, do tego przesympatyczny, wrażliwy, cudowny człowiek, więc zwierzyłam mu się z mojego problemu jakim jest rozwód. Okazało się, że jego żona go zdradziła i on też nie wie co zrobić ze swoim życiem. Mają dwójkę małych dzieci i właściwie jest z nią dla nich.
Na tej rozmowie się nie skończyło. Spotkaliśmy się jeszcze nie raz. Najpierw na stopie przyjacielskiej, ale za jakiś czas on wyznał mi, że zaczyna mnie kochać, że jego żona nie dorasta mi do pięt, że od samego początku kiedy mnie tylko poznał, czuł nić porozumienia między nami... Zakochałam się... Łączy nas bardzo dużo. Począwszy od marzeń, poglądów, skończywszy na cudownym, niesamowitym zrozumieniu w łóżku...
Na czym polega problem... Ja jestem zdecydowana, że chcę odejść od męża, ponieważ podjęłam tę decyzję dużo wcześniej, niż go poznałam, ale on, mimo tego, że chce odejść od żony i wyprowadza się od niej za jakiś czas, to nie wiem czy da radę... Jest dobrym, czułym mężczyzną kochającym swoje dzieciątka... Do tego powiedział ostatnio o nas swoim rodzicom i prawie wyrzucili go za drzwi, gdy szczerze się przyznał, że kocha pewną kobietę i chce odejść od żony. Przyjaciele powtarzają mu, że jego żona jest nieobliczalna i zrobi nam z życia piekło, wiem, że tak będzie. A on mówi, że im bardziej o mnie walczy, tym bardziej mnie kocha i choćby cała rodzina i świat stanęły mu na przeszkodzie, to i tak zrezygnuje z tego wszystkiego dla mnie...
Aktualnie jest na urlopie i wraca pojutrze. Jest tam z żoną (tłumaczył mi, że musi z nią jechać, bo to ostatnie wakacje z nią i musi jej spokojnie wytłumaczyć, że chce od niej odejść) więc tylko pozostaje mi czekać i wierzyć, ze podczas tego urlopu z żoną nie podjął decyzji, aby jednak do niej wrócić, to znaczy, aby się nie rozstawać...

To wszystko jest bardzo trudne. Ja wiem, że on jest bardzo słownym, inteligentnym i wrażliwym mężczyzną, który jeśli mówi, że kocha, to tak jest, ale boję się, że on nie wytrzyma rozłąki z dziećmi, a jego żona do tego stopnia zatruje nam życie, że w końcu to ja mogę nie wytrzymać... Bardzo go kocham, ale czy to wystarczy?

Błagam, nie oceniajcie mnie ostro, nie znacie ani mnie ani jego, ale spróbujcie się wcielić w moją sytuację i jeśli macie ochotę to piszcie. Odpiszę na każdy post smile Pozdrawiam wszystkich, którzy mnie rozumieją, tych, którzy nie, także smile
Obserwuj wątek
    • yvonne75 Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 27.08.10, 21:48
      Napisz za trzy dni,kiedy to wroci z urlopu i opowie Ci jak przebiegla mu rozmowa z zona ....
      • marylka1111 Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 28.08.10, 07:59
        Nie wkręcaj się w to, nie warto uncertain A już na pewno jak się po urlopie nic nie
        zmieni. Może Twoja historia miałaby dobre zakończenie, większość ma złe, moja
        historia może być przestroga dla innych. Lepiej się uczyć na błędach innych.
        • aniolekdiabolek Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 28.08.10, 10:51
          Coś w tym jest, że ludzie nie potrafią uczyć się na cudzych błędach, tylko brną
          w swoje... Ja już chyba jestem za daleko... Teraz to już wóz albo przewóz. Nie
          mam tak właściwie nic do stracenia. Najwyżej będę sama... Dzięki za radę smile
          Pozdrawiam!
      • aniolekdiabolek Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 28.08.10, 10:49
        Dokładnie, odliczam godziny do jego powrotu. Żona zabrała mu telefon i nawet nie
        miałam z nim kontaktu w ciągu jego urlopu. Ona czeka na telefon ode mnie, aby
        mnie wgnieść w ziemię, ale się nie doczeka. Napiszę niedługo i dziękuję za
        zainteresowanie smile Pozdrawiam!
        • mu15121980 Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 28.08.10, 16:29
          Napiszę Tobie to samo co marylce1111. Nawet jak będzie z Tobą to
          przyszykuj się na wojnę. Żona będzie atakować nastawi dzieci. I tu
          trzeba będzie zachować zdrowy rozsądek - podstępy będą przeróżne.
          Wszystko zależy od Was i Waszej siły. Czas wszystko poukłada i
          zweryfikuje. Daleka droga przed Wami. Jesteś gotowa???
        • formoza13 Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 29.08.10, 08:33
          Żona zabrała mu telefon i nawet nie
          miałam z nim kontaktu w ciągu jego urlopu"...

          A z automatu nie może do ciebie zadzwonić?
          Bez żartów, Misio wyłączył telefon, żebyś munie przeszkadzała z urlopie z żonką,
          niczego nieświadomą, że ma być jakiś rozwód. Dziewczyno, oprzytomnij!!
          • marg85 Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 29.08.10, 19:45
            hehehe dobre smile
    • bestiatko Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 28.08.10, 17:13
      nie jestem tutaj od dawania tobie rad. Ale zastanow sie i odpowiedz
      sobie sama na pytania:ma zone i dzieci, ponoc kocha ciebie i chce z
      toba byc, czy bedziesz umiala zyc ze swiadomoscia ze jego dzieci
      ciebie nie zaakceptuja, nawet majac rozwod bedzie spotykal sie ze
      swoja byla zona a z matka dzieci. Czy gotowa jestes na cierpienie i
      upokorzenie od drugiej strony. Nawet jezeli zmarnujesz sobie zycie
      to czy potem bedziesz umiala wejsc z kims innym w relacje damsko-
      meskie. A teraz jakbys ty byla ma niejscu jego zony i musiala to
      przechodzic z inna kobieta. Czy chcialabys czy wtedy walczyla o
      swoje malzenstwo i rodzine. Kochance wydaje sie ze jest ta jedyna a
      prawda jest taka ze ciebie spotka taki sam los. Jak ktos zdradzil i
      kolejny raz to moze zrobic.zastanow sie
      • mu15121980 Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 28.08.10, 17:17
        A jak ktoś jeszcze nie zdradził to zawsze może....bla bla bla
        • yvonne75 Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 28.08.10, 18:56
          "Żona zabrała mu telefon i nawet nie
          miałam z nim kontaktu w ciągu jego urlopu"...
          .... nie no....ile on ma lat?
          • mu15121980 Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 28.08.10, 22:36
            Popierm....dziecinada!!!!!
            • aniolekdiabolek Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 29.08.10, 12:32
              Witam Dziewczyny,
              dziękuję za wszystkie posty. Z tym telefonem to było tak, że żona naprawdę mu go
              zabrała, a ja nie dodałam w tym co napisałam wcześniej, że dzwonił do mnie z
              telefonów stacjonarnych jak tylko była okazja, tylko chodzi mi o sam fakt, że
              ona wyczynia takie rzeczy, że potrafi zabrać mu telefon i zagrozić, że jak go
              jej weźmie, to zadzwoni do mnie... Chodziło mi o to, że ja nie mogłam dzwonić do
              niego, ale on się odzywał jak tylko mógł, pisał też maile.
              Jednak dziś mam bardzo złe przeczucia. Ale nie chcę wyprzedzać faktów. Pewnie
              macie rację dziewczyny... Wiem, że macie rację. Napiszę jak się już trochę
              sytuacja wyjaśni, czekam na jakiś znak od niego... Pozdrawiam wszystkich
              • mejdejka Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 29.08.10, 16:10
                Życzę szczęścia, nie poddawaj się jeżeli jest to Miłość to Ona wszystko
                przetrzyma i wszystko się ułoży. Tylko na taką Miłość warto czekać.

                3mam kciuki
                • aniolekdiabolek Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 31.08.10, 20:37
                  mejdejka napisała:

                  > Życzę szczęścia, nie poddawaj się jeżeli jest to Miłość to Ona wszystko
                  > przetrzyma i wszystko się ułoży. Tylko na taką Miłość warto czekać.
                  >
                  > 3mam kciuki
                  > Droga mejdejko!
                  Nawet nie wiesz jak wiele dla mnie znaczy to, że są jeszcze ludzie, którzy wierzą w to, że można odnaleźć swoją miłość, nawet jeśli dzieje się to w bardzo ciężkich okolicznościach... Mój mężczyzna walczy o naszą miłość jak lew. Powiedział o nas żonie i ostatnio dużo z nią rozmawia na temat tego, ze się wyprowadza z domu. Ona posuwa się do bardzo podłych rzeczy, typu, pod jego nieobecność przysyła informatyka, aby sprawdził mu pocztę, gg i inne sprawy. Całe szczęście, ze ja się zorientowałam, że oprócz jego i mnie zalogował się ktoś jeszcze na jego pocztę i mój Facet to sprawdził... Teraz już zupełnie czuje się kontrolowany przez żonę, co przynosi odwrotny skutek, niż ona zamierza.
                  Dziś powiedział mi, że nigdy ze mnie nie zrezygnuje i, że tak wyjątkowej osoby nigdy w życiu nie spotkał. Niby banalne słowa, ale ja wiem, że szczere.

                  Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci powodzenia na wszystkich frontach Twojego życia! Musisz być niesamowitą osobą skoro masz taką wiarę w ludzi smile Tak trzymaj!

                  • aniolekdiabolek Re:do Mejdejki :) 31.08.10, 20:40
                    > Życzę szczęścia, nie poddawaj się jeżeli jest to Miłość to Ona wszystko
                    przetrzyma i wszystko się ułoży. Tylko na taką Miłość warto czekać.
                    3mam kciuki

                    Droga mejdejko!
                    Nawet nie wiesz jak wiele dla mnie znaczy to, że są jeszcze ludzie, którzy
                    wierzą w to, że można odnaleźć swoją miłość, nawet jeśli dzieje się to w bardzo
                    ciężkich okolicznościach... Mój mężczyzna walczy o naszą miłość jak lew.
                    Powiedział o nas żonie i ostatnio dużo z nią rozmawia na temat tego, ze się
                    wyprowadza z domu. Ona posuwa się do bardzo podłych rzeczy, typu, pod jego
                    nieobecność przysyła informatyka, aby sprawdził mu pocztę, gg i inne sprawy.
                    Całe szczęście, ze ja się zorientowałam, że oprócz jego i mnie zalogował się
                    ktoś jeszcze na jego pocztę i mój Facet to sprawdził... Teraz już zupełnie czuje
                    się kontrolowany przez żonę, co przynosi odwrotny skutek, niż ona zamierza.Dziś
                    powiedział mi, że nigdy ze mnie nie zrezygnuje i, że tak wyjątkowej osoby nigdy
                    w życiu nie spotkał. Niby banalne słowa, ale ja wiem, że szczere.
                    Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci powodzenia na wszystkich frontach Twojego
                    życia! Musisz być niesamowitą osobą skoro masz taką wiarę w ludzi smile Tak trzymaj!

                    • alamakota7 Re:do Mejdejki :) 31.08.10, 21:31
                      Ech, kobietę zdradza mąż, mówi, ze sie wyprowadza, to co?, ma mu
                      jeszcze kanapki na droge zrobic? Zdrada boli , a wasza cudowna
                      miłośc , która wszystko zwycięza, nie wyzwoliła w niej radości...no
                      podła jestsmile Zero altruizmu, ty zrozumiesz swojego mężczyzne jak sie
                      w innej zakocha, prawda?
                      Zabezpiecza sie, chce miec dowody w sądzie, nieglupi pomysl z tym
                      informatykiem. Pokreciło Ci sie w główce wyjątkowa osobo ( pewnie
                      bardzo młoda), podla jest ta, ktora broni swojego terytorium, ojca
                      dzieciom, czy panienka oczadzona komplementami. Pierwszy raz?
                      • daria_nowak Re:do Mejdejki :) 01.09.10, 09:54
                        Ja tylko pragnę przypomnieć, że człowiek to nie „terytorium”. Nie da się go
                        bronić przed harpią, bo i tak ma wolną wolę. Na coś się musi zdecydować. Walczyć
                        można o związek, o to by człowiek chciał zostać, a nie kontra i anty – kochance
                        – nie ona jest tu stroną.
                        A Panowie to nie bezwolne misie z którymi o nich trzeba się bić.

                        Podły jest ten, kto pozwala innym bić się między sobą o siebie.
                    • jawciazy Re:do Mejdejki :) 31.08.10, 23:07
                      Zdrada moze byc podstawa do orzeczenia rozwodu z winy zdradzajacego malzonka. Orzeczenie rozwodu w taki sposob daje mozliwosc ubiegania sie o alimenty dla poszkodowanego malzonka (a nie tylko dzieci)w pewnych okolicznosciach.
                      Wiadomo, ze zona chce miec dowody, bo nie wiadomo w jakiej jest sytuacji. Moze jest z nim od wielu lat, zajmujac sie jego domem,a teraz nie chce zostac na lodzie.
                      Cos dla ciebie do przemyslenia, bo nie wiadomo, jak ty zachowasz sie przy nastepnej wielkiej milosci tego Pana, kiedy to ty pojdziesz w odstawke.
                      Na marginesie tego nie odpuszczania, juz kiedys zonie przyrzekal, ze jej az do smierci nie opusci...widac, ma to w zwyczaju.
                      • paraben Re:do Mejdejki :) 01.09.10, 14:28
                        Nie przejmuj sie tymi postami pelnymi zlosci. Moim zdaniem skoro
                        facet powiedzial o wszystkim zonie i swoim rodzicom- to widzi
                        przyszlosc waszego zwiazku i chce o niego walczyc. Czasem tak bywa,
                        ze wiazemy sie z nie tymi osobami, i zanim sie zorientujemy- na
                        swiecie sa juz dzieci, i wszsystko jest bardzo skomplikowane. Ja
                        wierze w to, ze na zmiane nigdy nie jest za pozno, jesli tak a nie
                        inaczej ulozylo sie w jego malzenstwie to znaczy, ze nie byli
                        kompatybilni i tak naprawde nie laczylo ich to prawdziwe uczucie.
                        KAzdy popelnia bledy ale na bledach czlowiek sie uczy, i albo uzala
                        sie nad soba i marnuje swoje zycie zostajac w niefunkcjonujacym
                        zwiazku, albo ma odwage odejsc i zmienic swoje zycie. Histeria zony
                        swiadczy tylko o tym, ze nie jest w na tyle dojrzala, zeby zrozumiec
                        ze nawet w zwiazku czlowiek ma wolna wole, i jesli nie jest
                        szczesliwy - to ma prawo odejsc. A slubowanie ze na dobre i na zle
                        do konca zycia?? Jak sie zastanowic to kazdy ma tylko jedno zycie i
                        jesli Twoj facet uswiadomil sobie ze nie jest z swoim malzenstwie
                        szczesliwy- moim zdaniem mial prawo odejsc. Zycze Wam powodzenia,
                        przed wami trudne chwile ale jesli to prawdziwe uczucie to warto
                        zacisnac zeby. Z czasem wszystko zawsze sie uklada.
                        • alamakota7 Re:do Mejdejki :) 01.09.10, 16:45
                          Wielka miłośc , po dwoch miesiacach znajomości, facet juz wie na
                          pewno! Żona jest niedojrzała, bo nie rozumie, ze męzczyzna ma prawo
                          do szczęścia, ze jest wolny. Dzieci sie znalazły na świecie tez
                          przez jej niedojrzałośc, to niech teraz sobie sama je wychowuje.No
                          jak tak mozna histeryzowac?
                          Tylko co z jej wolnościa? Bedzie musiała wychowac dzieci sama
                          jeszcze przez kilkanaście lat.
                          Autorka jest bardzo infantylna.
                          • paraben Re:do Mejdejki :) 02.09.10, 14:45
                            skoro facet zdecydowal sie na romans to zwiazek z zona na pewno wielka miloscia nie jest.
                            Chociazby dlatego warto od niej odejsc. Czy po dwoch miesiacach mozna stwierdzic ze uczucie do
                            kochanki jest wielka miloscia? Mozna, zdarza sie rzadko ale mozna. Zona jest niedojrzala bo nie
                            rozumie ze kontrola i naciski oraz histerie niczego nie zmienia, a jesli juz to tylko na jej niekorzysc.
                            Co z jej wolnoscia pytasz..Nic, takie samo ma prawo do wolnosci jak ex-maz, a wychowaniem dzieci
                            mozna zajac sie wspolnie (i wiem co mowie bo sama jestem samotna matka). Czasem dzieci
                            znajduja sie na swiecie przez niedojrzalosc rodzicow a czasem nie, chyba nie ma sensu rozprawa na
                            ten temat.Nie wiem czy znasz znaczenie slowa infantylna, ale mam sporo przykrych przezyc za soba
                            a mimo wszystko jestem optymistycznie nastawiona do historii takich jak powyzsza. Sznuje wolnosc
                            wyboru i to, ze czasem ludzie popelniaja bledy wiazac sie z niewlaciwymi osobami. Zycie jednak
                            mamy tylko jedno i na zmiane nigdy nie jest za pozno.
                            • aniolekdiabolek Re:do Mejdejki :) 03.09.10, 22:58
                              Witam ponownie,
                              hmm, rozumiem i te bardzo ostre komentarze i te bardzo przychylne i dodające sił.
                              Widzę, że niektóre z Was zostały zdradzone lub podejrzewają zdradę, a niektóre
                              stały po stronie podobnej do mojej...
                              Ja chciałam tylko dodać jedną rzecz. Z szacunku do żony mojego mężczyzny nie
                              powiedziałam jeszcze o jednym, ale skoro ktoś nazwał mnie infantylną, to chyba
                              powinnam to powiedzieć. Otóż szanowna małżonka mojego Słonka, rok temu zdradziła
                              go jako pierwsza. Robiła to z tym innym facetem nawet w ich sypialni! A kiedy
                              już została przyłapana na tym, że kombinuje za jego plecami to grzecznie się
                              przyznała, okazała skruchę, a potem zdradziła go jeszcze kilka razy z tym
                              gościem...
                              Mój mężczyzna zachował się w tamtej sytuacji niesamowicie. Postanowił jej
                              wybaczyć, na tyle na ile się da. A nasza pierwsza rozmowa, kiedy zwierzaliśmy
                              się sobie zeszła na takie tory, że ja namawiałam go do tego, żeby jednak walczył
                              o swoją żonę, o miłość, chciałam go wyciągnąć z dołka i pomóc. Nawet dziękował
                              mi za rady i początkowo cieszył się, że po naszej rozmowie choć przez chwilkę
                              poczuł się w swoim związku dobrze. Jednak za jakiś czas doszło między nami do
                              kolejnej rozmowy, w której on znowu bardzo cierpiał, bo jednak uznał, ze walka o
                              jej miłość jest bez sensu, skoro wszystko między nimi było sztuczne i na siłę...
                              A potem to już usłyszałam, że jego żona nie dorasta mi do pięt, bo jestem
                              'najdojrzalszą i najbardziej rozsądną kobietą jaką w życiu spotkał'... I nawet
                              jeśli początkowo bardzo bałam się tego, co będzie dalej i zastanawiałam się czy
                              w ogóle w to brnąć, to teraz doskonale wiem, że zrobiłam dobrze. Kocham i jestem
                              kochana, a jego dzieci kocham tak samo jak jego więc nawet nie przyszło mi do
                              głowy, aby nie dawał im alimentów czy coś podobnego. Sama chętnie będę im
                              pomagała jeśli tylko on mi na to kiedyś pozwoli. Jeszcze jedno, moi rodzice żyją
                              ze sobą już wiele wiele lat w nieszczęśliwym związku i nie raz modliłam sie o
                              to, aby się rozwiedli. Infantylna? Czy raczej doświadczona życiem i odrobinkę
                              mądrzejsza niż ci się "alamakota7' wydaje? Pozdrawiam cię i życzę mniej
                              nerwowego podejścia do normalnych ludzi.
                              • zoselin1987 Re:do Mejdejki :) 04.09.10, 14:14
                                aniolekdiabloek,
                                mądra z Ciebie kobieta, a to,że znalazłaś się w takiej sytuacji to nie Twoja wina.
                                Ludzie czasem się rozwodzą... takie jest życie. Uważam,że bez sensu być w związku tylko z uwagi na dzieci. To niestety się nie sprawdza.
                                Pozdrawiam Cię i życzę dużo wytrwałości, no i miłości.
                                • aniolekdiabolek dla zoselin1987 05.09.10, 18:00
                                  Już miałam skończyć z tym forum, ponieważ biorę sobie chyba za bardzo do siebie co niektóre wypowiedzi użytkowniczek... Ale jednak opłacało się wejść jeszcze raz smile Wiesz, to bardzo miłe, że ktoś, kto zupełnie mnie nie zna i ma możliwość jedynie czytania moich okrojonych bardzo postów (bo nie wszystko da się wyjaśnić, a i nie zawsze chcę) potrafi wczuć się w moją sytuację... Naprawdę niezwykle mi miło czytać takie słowa jak Twoje smile Dzięki! Ja oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że inne użytkowniczki również mają dużo racji pisząc mi, że nie mam serca, że powinnam zrozumieć żonę mojego faceta itd... Tylko, że one nie wiedzą ile czasu spędzam na rozmyślaniu nad tym, co by tu zrobić, aby jak najmniej ludzi w tym wszystkim ucierpiało, a już w ogóle dzieci... Nikt też nie zdaje sobie sprawy z tego, że ja doskonale wiem, ze będę w związku, który już do końca życia będzie trudny, bo zawsze już będą jego dzieci i żona, która niestety jest bardzo impulsywna... Szkoda, że nie ma na tym forum więcej takich osób jak Ty czy Mejdejka, które nie oceniają na oślep, tylko starają się zrozumieć sytuację ze wszystkich stron. Ty też musisz być bardzo mądrą, serdeczną kobietą smile Pozdrawiam!
                                  • zoselin1987 Re: do aniolekdiabolek 05.09.10, 22:30
                                    Przede wszystkim musisz się liczyć z tym,że dziewczyny na forum udają najmądrzejsze i potrafią tylko oceniać ludzi nie znając tak naprawdę ich sytuacji. 'takie uroki' forum.
                                    Nie powinnaś się tym przejmować.

                                    Naprawdę nie popieram zachowania kobiet,które wplątują się w związki z żonatymi mężczyznami i niekiedy rozbijają rodziny.Sama wyznaję zasadę 'nie rób drugiemu..'
                                    Jednak jestem istotą rozumną i potrafię zrozumieć,że życie to życie i często stawia przed nami naprawdę trudne wybory.
                                    Tutaj martwi tylko zachowanie Twojego partnera,który mam wrażenie,że albo Cię zwodzi albo sam nie wie czego chce.
                                    Jednocześnie pamiętaj,że byłe żony potrafią zniszczyć życie i zastanów się czy chcesz w to brnąć i czy przede wszystkim masz w sobie tyle siły i czy macie OBOJE tyle chęci, by stworzyć coś razem.

                                    Dziękuję za miłe słowa i również pozdrawiam
                                    • aniolekdiabolek Re: do aniolekdiabolek 07.09.10, 20:44
                                      Zgadzam się z Tobą w pełni... Ja też zawsze miałam za coś najgorszego i ohydnego umawianie się z facetem, który ma żonę, a już w ogóle który ma dzieci... Bardzo krytycznie zawsze do tego podchodziła, no i mam... Zakochałam się w mężczyźnie, który spełnia niestety wszystkie moje niechciane kryteria... Miotam się w tym wszystkim od ściany do ściany i póki co muszą wystarczyć mi jego słowa...
                                      Rozmawiałam z nim o ich rozstaniu, o jego wyprowadzce itd... Niestety świętością są dla niego dzieci i to jedyny powód, który tak bardzo nie pozwala podjąć mu decyzji. OK, może są i inne, o których nie mówi, ale zawsze wraca argument - muszę przygotować na to dzieci.
                                      Ja mam swoją wytrzymałość i nie mogę czekać w nieskończoność na jego decyzje. Przyjdzie czas, że po prostu odsunę się od niego, aby sprawdzić, czy mu mnie na tyle brakuje, żeby w końcu coś konkretnego postanowić.
                                      Czy mam siłę? Nie wiem... Zdaję sobie sprawę, że mogę nie wytrzymać walki z jego żoną, bo to byłaby chyba dosłownie walka. Jednak póki co mam siłę i czekam... Jeśli się okaże, że tylko mnie zwodził i wykorzystał, to przekona się o tym jaka potrafię być kiedy ktoś mnie skrzywdzi.
                                      Ryzyko wpisane jest w miłość, zawsze!
                                      Brnę póki co... Dziękuję za post i bardzo rozsądną wypowiedź, miło czytać takie słowa smile
                  • ciociacesia pierwsza zasada nowe laski 21.09.11, 22:32
                    nowa laska zawsze jest lepsza od tej starej. chemia zakochania, powiew nowosci, brak prozy typu - znow zostawiles brudne skarpetki na kanapie.
    • bestiatko do autorki 05.09.10, 19:34
      Sytuacja jest jasna i wyglada tak facet tobie opowiada bajeczki o swojej zonie a ty to przyjmujesz
      za prawde. Ciekawa jestem jego relacji o waszym wspolnym zyciu. Wydaje mi sie droga panno ze
      juz planujesz z nim slub jak jeszcze nie ma rozwodu .A jego zone oczerniasz i dlatego dla mnie
      jestes niepowazna. Nie wiem czy wiesz ale jezeli piszesz o nim i zonie to juz sie zastanawiam czy to
      jest prawda.Tutaj cos mi nie gra ale w to nie wnikam.
      • aneta-skarpeta Re: do autorki 06.09.10, 11:03
        ja się zastanawiam, kto wyjezdza na urlop z żona, żeby jej powiedziec o rozstaniu?
        jak zona może zabrac dorosłemu męzczyznie telefon na urlopie, gdy ten w trakcie tegoż omawia z nią kwestie rozstania?
        dlaczego czeka na wyprowadzke, skoro wszystko na urlopie zostało powiedziane?

        dla mnie facet sciemnia az milo...i to tak klasycznie...
        • any.key Re: do autorki 08.09.10, 21:53
          jak tak czytam, co pisze Aneta to ma sens...
        • manipulantka Re: do autorki 13.09.10, 19:17
          Aneta - masz rację w 100%. To jest klasyka.
          Do autorki :Facet ściemnia. I myślę, że gdybyś zapytała się jego żony, to pewnie ona nie ma najmniejszego pojęcia, że on chce odejść i że jest mu źle w ich związku (Choć może już się domyślać).
          Z jednej strony - bardzo żal mi autorki, z drugiej - rozbawiła mnie jej naiwność. Szkoda też, że od razu pakuje się w związek, w którym facet oszukuje.
          Żona telefon zabrała? - nie, tylko tak łatwiej mu powiedzieć, bo facet nie może o każdej porze dnia i nocy na urlopie pilnowac telefonu, żeby nie wzudzać podejrzeń. Jak pracuje zawsze może powiedzieć żonie, żeby nie czytała sms, bo np. są związane z poufnymi informacjami, a co na urlopie ma powiedzieć, żeby przypadkiem żona nie przeczytała namiętnego sms?
          Na urlop nie wyjeżdza się z żoną, z którą nic nie łączy. Doczekasz się jego odejścia jak żona się o Tobie dowie (z tego co piszesz już się domyśla) i za niego podejmie decyzję i wyrzuci go z domu. Jak sama twierdzisz sprowadza informatyka - też bym tak zrobiła, żeby udowodnić z czyjej winy jest rozpad małżeństwa i dowalić alimenty.
          • aniolekdiabolek Re: do autorki 15.09.10, 19:35
            Ojjj, nie zgadzam się moja Droga 'manipulantko' w ogóle z tym, co napisałaś. Tak, żona zabrała mu telefon i kupił sobie nowy, żeby do mnie dzwonić, co robi codziennie. Tak, żona wie o mnie, bo umieszcza upokarzające mnie opisy na naszej klasie. Tak, sprawdza mu komputer, żeby go pogrążyć, ale wina jest po dwóch stronach, bo to ona pierwsza go namiętnie zdradzała z jego znajomym, co doprowadziło do tego, że został w domu tylko dla dzieci i żył z nią na zasadzie wegetacji. Tak, jestem naiwna, w końcu to chyba urok lub jak kto woli wada miłości, ale nie jestem głupia, potrafię odróżnić fakty i dowody na to, że ktoś jest wobec mnie szczery od kłamliwych facecików. Jednego poznałam kiedyś i doskonale wiem, na czym polega ściemnianie w żywe oczy, od razu wyczułam, że jest gnojkiem i tak było. Dziewczyno, pomyśl, zanim ocenisz innych. Swoją drogą widać, że nie spotkała Cię nigdy podobna sytuacja, a może właśnie spotkała?... Pozdrawiam
            • manipulantka Re: do autorki 17.09.10, 21:25
              Przede wszystkim nie oceniam się. Jesteś naiwna, ale jak sama napisałaś to jest właśnie wada miłości. Zakochałaś się, a facet to wykorzystuje. Wcale nie twierdzę też, że jesteś mu całkiem obojętna, ale zawsze będę twierdzić, że mężczyźni nade wszystko cenią sobie wygodę i mają problem z podjęciem męskiej decyzji.
              Twoje ostatnie pytanie - spotkała mnie taka sytuacja - jestem żoną i również byłam do niedawna kochanką żonatego faceta, więc znam różne hmmm nazwę to "trickami" jak się nie dać złapać i zachować dyskrecję. Nowy telefon? - tak jak najbardziej - stary "czysty" zostawiony w domu do wglądu dla małżonków, nowy wiesz do czego służy.
              Zastanowiłaś się dlaczego niby (jeżeli to prawda) żona go pierwsza zdradziła?
              Doradzasz mi, żebym pomyślała, wiem, że na forum wolołabyś by przytaknąć Ci, że on kocha Ciebie tak bardzo mocno jak Ty jego. Tego Ci życzę. Wolę jednak facetów, którzy mówią dziewczynie uczciwie - mam ochotę na niezobowiązujący gorący romans bez zobowiązań, niż ściemnianie, że żona taka, owaka, nie rozumie, że dla dzieci...ble, ble ble.....
              • aniolekdiabolek Re: do autorki 18.09.10, 15:46
                Masz rację. Zwracam honor. Decyzja podjęta. On nie odejdzie od rodziny, ze względu (podobno) na dzieci... Nie dość, że jestem naiwna to jeszcze głupia. Nie mam po co żyć... Sensu brak.

                Dziękuję za trzeźwą ocenę mojego beznadziejnego postępowania... Bardzo ją teraz doceniam.
                • on99 Re: do autorki 18.09.10, 16:16
                  aniolekdiabolek napisała:
                  > Masz rację. Zwracam honor. Decyzja podjęta. On nie odejdzie od rodziny, ze wzgl
                  > ędu (podobno) na dzieci... Nie dość, że jestem naiwna to jeszcze głupia. Nie ma
                  > m po co żyć... Sensu brak.

                  Właśnie teraz, kiedy znasz już decyzję i wiesz na czym stoisz masz po co żyć.

                  smile
                • manipulantka Re: do autorki 19.09.10, 00:42
                  Kiedy w grę wchodzą uczucia, to rozum idzie spać.wink On nie jest wart nawet jednej Twojej łzy. Znajdź faceta, który najpierw będzie miał odwagę tak jak Ty uregulować swoje życie a potem się deklarować.

          • ciociacesia urlop 21.09.11, 22:52
            z ogolnymi wnioskami sie zgadzam bo mi cala sprawa smierdzi na kilometr, ale moj ex tez z nami pojechal na urlop jak juz bylo po zwiazku. ja bylam przekonana ze jeszcze da sie to odratowac, a on nie wiem co sobie myslal? ze mi wielka łaske robi?
    • neecia Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 07.09.10, 15:22
      Wiesz wydaje mi się że aby sprawdzić czy naprawdę mu na Tobie zależy i czy jest człowiekiem godnym zaufania to wymagać lojalności wobec żony. Brzmi to może paradoksalnie, ale chodzi o to by nie spotykał się z Tobą wmawiając Ci że jesteś kobietą jego życia a z żona wyjeżdżał na urlop bo..... i tu zawsze znajdzie się u krętacza tysiąc powodów: bo dla dobra dzieci żeby z nimi pobyć, żeby żonę przygotować itp. Facet któremu zależy na kobiecie jest w stanie naprawdę dużo zrobić żeby z nią być- więc jeśli myślisz o poważnym związku, zacznij od niego wymagać lojalności i uczciwości- niech podejmie decyzję z kim chce być: z Tobą czy z nią?, żona nie trzyma go na sznurku- nie chce z nią być niech odejdzie i dopiero zaczyna nowy związek..Jeśli nie stać go na konkretną decyzję i działanie tylko obiecuje i zapewnia o miłości- dla mnie sprawa jest przegrana ( jak śpiewa M. Rodowicz "..ale to już było" w poprzednim związku- z żoną).
      • any.key Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 08.09.10, 21:52
        Facet któremu zależy na kobiecie jest w stanie naprawdę dużo zrobić żeby z nią być- więc jeśli myślisz o poważnym związku, zacznij od niego wymagać lojalności i uczciwości- niech podejmie decyzję z kim chce być: z Tobą czy z nią?,

        cóż , sama prawda.
        mój obecny maż jeszcze jako kochanek sam z siebie zadecydował, że odchodzi od żony, ani nie "do mnie"; ani z nim o tym wcześniej nie rozmawiałam.
        "wyciąganie" lojalności siłą to walka o władze a nie lojalność.
        ma ochotę odejdzie, ma ochotę poprosi cie o rękę. Nie to nie.
        Jak świat stary to mężczyźni zabiegają o kobiety, nie odwrotnie.
        • aniolekdiabolek Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 10.09.10, 17:19
          Dokładnie, zgadzam się w stu procentach z tym, co napisałaś. Tym bardziej, że powoli odechciewa mi się walczyć, chyba wolę przyjąć postawę, co ma być to będzie, bo skoro jemu nie zależy aż tak bardzo, aby być ze mną, aby podjąć decyzję, to co ja mam w takim wypadku zrobić... Mam może dziś gorszy dzień, bo zaczyna się weekend, a mój 'wybranek' udał się z kolegami gdzieś wędrować po lasach, ale powoli zaczyna wkurzać mnie to, że nie usłyszałam od niego ani jednego słowa na temat tego, czy coś już postanowił czy nadal będę tą przeklętą kochanką, a nie KIMŚ.
          Jakoś mi smutno z tym wszystkim....
          • lonely.stoner Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 17.09.10, 23:22
            Jest tam z żoną (tłumaczył mi, że musi z nią jechać, bo to ostatnie wakacje z nią i musi jej spokojnie wytłumaczyć, że chce od niej odejść)

            o matkoicorko. to chyba jakis zart ten twoj post??
            • aniolekdiabolek Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 18.09.10, 15:50
              Nie, to nie był żart, ale wynik mojej naiwności... Teraz to wiem i rozumiem. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo mi wstyd i jak bardzo upokorzona się czuję.... Został ze względu na dzieci w rodzinie, a ja.... podobno mnie kocha, ale nie może zrobić tego dzieciom i zepsuć im cały ich świat... Oj, głupia ze mnie babka, strasznie. No to macie co chcieliście, dałam się nabrać.
              • voxave Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 19.09.10, 09:20
                aniolekdiabolek napisała:

                > Nie, to nie był żart, ale wynik mojej naiwności... Teraz to wiem i rozumiem. Na
                > wet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo mi wstyd i jak bardzo upokorzona się c
                > zuję.... Został ze względu na dzieci w rodzinie, a ja.... podobno mnie kocha, a
                > le nie może zrobić tego dzieciom i zepsuć im cały ich świat... Oj, głupia ze mn
                > ie babka, strasznie. No to macie co chcieliście, dałam się nabrać.
                zawsze dajemy się nabrać bo panowie mają do perfekcji opanowany bajer, mój kolega który miał wiele żon i setki kochanek tak mawiał-kto ma dobry bajer ten j........ za frajer otto motto panów ,panowie jak zapragną nowej kobiety to naprawdę są szczerzy mówią że kochają i to prawda potem im przechodzi taka natura natury.... a my bądzmy czujne osoł beczy a zadem siano smyka jak mawiała moja mama
    • aniolekdiabolek Do Moderatorki. 21.09.10, 06:35
      Witam,
      nie wiem czy jest to możliwe, ale prosiłabym Panią Moderatorkę tegoż forum o zamknięcie mojego wątku. Przyznam, że czasem warto opowiedzieć swoją historię ludziom, którzy potrafią na nią spojrzeć zupełnie obiektywnie i doradzić coś 'na chłodno'. Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie i mojego mężczyznę kciuki, a i tym, którzy mnie ostrzegali przed zabrnięciem w ślepą uliczkę uczuć. Życzę wszystkim Użytkownikom tego forum, aby los dał im szansę uwierzyć w miłość, aby na Waszej drodze pojawiały się osoby, które potrafią kochać mimo wszystko i choćby nie wiem co. Ja takiej nie odnalazłam i pewnie nie odnajdę po tym, co przeszłam i po zmianie moich poglądów co do ufania ludziom...

      Proszę raz jeszcze o zamknięcie mojego wątku i pozdrawiam serdecznie.

      • manipulantka Re: Do Moderatorki. 27.09.10, 18:08
        Co prawda nie jestem moderatorką, ale chciałabym jeszcze dodać, że niepotrzebnie tę historię traktujesz jak porażkę. Kiedyś znajdziesz kogoś, kto pokocha Cię, ale zanim Jego znajdziesz, to Ty już będziesz mądrzejsza. Umiesz wyciągać wnioski i czułaś, że "to nie jest to" dlatego napisałaś. To kolejne doświadczenie, które w przyszłości być może uchroni Cię przed kolejnym błędem i większymi konsekwencjami niż tylko złamane serce.
      • daria_nowak Re: Do Moderatorki. 06.10.10, 11:05
        Co rozumiesz przez zamknięcie? Mogę go usunąć.
        • aniolekdiabolek Re: Do Moderatorki. 06.10.10, 22:19
          Tak, bardzo proszę o usunięcie mojej historii z tego forum, jeśli jest to możliwe... Może kiedyś napiszę historię o tym jak cudownie być szczęśliwie zakochaną, ale póki co nie chciałabym dostawać kolejnych postów z tekstami typu 'dobrze zrobił ten twój gość, że wrócił do żony', bo nikt nie rozumie kompletnie nic z tego, co tak naprawdę było między mną a nim... Nikt nie wie jak to boli... Dziękuję z góry za usunięcie mojej historii i pozdrawiam.
    • nowanowanowa Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 04.10.10, 16:24
      Przeczytałam, to wszystko i ogarnęło mnie przerażenie... bo to jak historia moja i romansu mojego mężą. Przez chwilę się zastanawiałam czy to nie ty.
      Z Twojego wątku bije gigantyczny egoizm i brak dojrzałości, dlatego Twoje małżeństwo legło w gruzach... niestety oznacza to, że każde kolejne tak samo się może zakończyć bo problem leży w Tobie, pewno też Twoim mężu i tym, ze zaniedbaliście Wasz związek... co bedzie kiedy kolejny facet Ci się opatrzy, a Ty będziesz miała 40 lat i dwoje dzieci... wymienisz?, co w sytuacji, kiedy do pozornie normalnego życia dojdą problemy z dziećmi z pierwszego małżeństwa, z żoną, podział kasy dla jego dzieci, i Waszych dzieci...
      Zastanów się, co kierowało Tobą, kiedy się z mężem wiązałaś i dlaczego to runęło i dlaczego to nie ma sensu. Małżeństwo nie jest sposobem na szczęście, tylko na życie...gorące uczucia kiedyś się kończą, a zaczyna się szara rzeczywistość z problemami, wtedy podstawą do utrzymania związku są inne wartości, niż sex.
      Bardzo się cieszę, ze Twój kochanek wrócił do żony, widać, że to mądry facet, który był na chwilowym zakręcie... i nie jest ważne co mówił, tylko co zrobił. Ty masz niedojrzałą optykę na życie... bardzo to smutne, bo przez takie "dobre samarytanki, niosące zrozumienie, ciepło i "miłość" " rozpadają się małżeństwa...i nikt na tym nie wygrywa.
      Zawsze byłabyś porównywana z pierwszą żoną, bo mimo wielu wad, zalety też na pewno jakieś miała.
      • any.key Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 06.10.10, 10:32
        wtedy podstawą do utrzymania związku są inne wartości, niż sex.

        dawno się tak nie uśmiałam... paręnaście lat temu tak twierdziła była zona mojego obecnego męża... smile
        A my nadal razem dbając o wartości.. smile

        Moja babcia zawsze powtarzała, że chłop niezbędny jest tylko i AŻ do jednego.
        Nie muszę dodawać, że byli z dziadkiem do późnej starości rewelacyjna parą.

        Zawsze byłabyś porównywana z pierwszą żoną bo mimo wielu wad, zalety też na pewno jakieś miała.

        z pewnością, mogło by się jednak okazać, że dla tego pana, u nowej zony zalet jest o wiele więcej niż u poprzedniej
        jak mawia mój maż: na gorzej sobie nikt nie zmienia

        • aniolekdiabolek Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 06.10.10, 22:22
          Jak miło czytać takie rzeczy smile Nie wiem czy my się znamy, czy nie, ale przypominasz mi kogoś w swoich wypowiedziach, kogoś bardzo ciekawego i wiedzącego, czego chce od życia. Jeśli to Ty, to dzięki za wsparcie M. wink Jeśli nie, i jesteś mi zupełnie obcą osobą, to i tak niesamowicie mi miło, że ktoś mnie tu rozumie smile
          • any.key Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 06.10.10, 23:15
            Aniolkudiabolku, miło mi, że tak dobrze się kojarzę. Istotnie raczej staram się a bieżąco ustalać czego tak naprawdę od życia chcę smile
            Chyba się jednak nie znamy.
            Przeczytałam starannie Twoje posty. Przykro mi, ze to tak się skończyło.
            Jeżeli będziesz chciała "pogadać" napisz na priva (mail gazetowy), chciałabym Ci napisać coś od serca i pewnie rozgorzałby kolejna dyskusja, której jak rozumiem już na forum nie chcesz.


      • aniolekdiabolek Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 06.10.10, 22:45
        Żaden facet nie zmienia sobie życia na gorsze, więc chyba jednak parę cech posiadam korzystniejszych i bardziej pozytywnych niż żona mego Ukochanego Mężczyzny...
        Polecam post any.key... Ta osoba dokładnie napisała to, co chciałam Tobie odpisać, tylko, że mi się nie chciało, miałam ważniejsze rzeczy na głowie niż odpisywanie na posty jakiejś nieszczęśliwej kobiecie ze skłonnością do infantylnych wypowiedzi na temat kogoś, kogo nie zna. Swoją drogą ciekawa jestem jak trafiłaś na to forum? Musisz też być nieszczęśliwa lub po prostu zdradzasz swojego faceta, skoro tu trafiłaś i wypowiedziałaś się w tak emocjonalny sposób...
        Aha, a jak będę miała 40 lat i dzieci, a nie będę szczęśliwa, bo mój mąż np. zakocha się w kimś innym to na pewno nie będę trwała przy nim na siłę, uważam, że to byłoby upokarzające i poniżej mojego poziomu, być z kimś dla kasy i żeby ludzie nie gadali, zmuszać go do seksu lub w ogóle do tego, żeby był miły? To nie dla mnie, ja mam swoje pieniążki i GODNOŚĆ. A do tego dzieci dorastałyby w atmosferze udawanego szczęścia i obłudy, co jest chore.
        Co do seksu, cóż, pewnie niektórym wystarcza raz na miesiąc odpękanie numerka w zamian za wartości wyższe (ciekawe jakie?), ale mojemu Mężczyźnie nie, za co również go kocham... Tym bardziej, że za tym szalonym, spontanicznym, cudownym seksem kryje się miłość i pragnienie bliskości, a nie obowiązek... Pozdrawiam!
        • nowanowanowa Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 07.10.10, 17:05
          Żaden facet nie zmienia sobie życia na gorsze, więc chyba jednak parę cech posiadam korzystniejszych i bardziej pozytywnych niż żona mego Ukochanego Mężczyzny...
          a może byłaś chwilową odskocznią w sytuacji, kiedy facet miał kryzys w małżeństwie, a że pozwoliłaś, to wziął, nie potraktował Cię z buta na koniec bo był na to za kulturalny i tyle.

          Swoją drogą ciekawa jestem jak trafiłaś na to forum?
          było w mojej wypowiedzi, a to spowodowało, że byłam ciekawa, co powoduje, ze w kraju gdzie kobiety cieszą się wolnością wyboru, z własnej woli zgadzają się na bycie tą drugą, i od czasu do czasu i w tajemnicy przed żoną... bo żona zawsze jest pierwsza.

          Aha, a jak będę miała 40 lat i dzieci, a nie będę szczęśliwa, bo mój mąż np. zakocha się w kimś innym to na pewno nie będę trwała przy nim na siłę....
          Zachowaj sobie to co napisałaś i przeczytaj za 15 lat, jak będziesz po 12 latach w miarę dobrego małżeństwa. Mam wrażenie, że oczekujesz od małżeństwa takich emocji i doznań, jakie są na początku związku, niestety na dłuższą metę tak się nie da, dalej jest przyjaźń, troska, wsparcie, przywiązanie, wspólne wartości, sex oczywiście też, nasz niemal codziennie, po 12 latach i zawsze udany. Co do dzieci, to w sytuacji kiedy wali Ci się świat, bo mąż maż się zakochał i odchodzi, musisz sprostać nowej sytuacji sama, wesprzeć emocjonalnie dwoje dzieci i jeszcze je utrzymać, odrobić lekcje, ogarnąć zajęcia dodatkowe i spowodować, żeby nie mieli mniej ani nie czuli się gorsi od rówieśników, którzy mają oboje rodziców, a do tego pracować, być w formie itd... życzę żebyś kiedyś tego doświadczyła.

          To nie dla mnie, ja mam swoje pieniążki i GODNOŚĆ. A do tego dzieci dorastałyby w atmosferze udawanego szczęścia i obłudy, co jest chore.
          Nie masz dzieci, więc nie wiesz, co jest im potrzebne, nie odgadniesz tego doką ich nie będziesz miała. Mój mąż wyprowadził się na miesiąc, dziecko z traumy wychodzi znacznie dłużej i przy pomocy psychologa. Stracił poczucie bezpieczeństwa i zaufania do taty, który jest za niego odpowiedzialny. Nie rozumiem, dlaczego na dłuższą metę ma być udawane szczęście i obłuda, jeśli do tego dochodzi, oznacza to, ze popelnili jakiś błąd, który mogą naprawić o ile dorośli emocjonalnie do małżeństwa. Finansowo jestem, niezależna, paradoksalnie rozwód z mężem tylko by poprawił moją sytuację, ale mimo to chciałam, żeby wrócił… i on też chciał. Kochance powiedział, że wraca do żony, bo dzieci, bo nie chciał czekać na jej odmowę itd.. a on nie chciał być sam. Paradoksalnie, naszemu związkowi, jego romans tylko pomógł, bo czasem trzeba upaść, żeby się podnieść… zadałam mężowi pytanie, czy było warto przez to przechodzić, co się stało, jego odpowiedź była, ze z jednego powodu tak, bo odzyskał moje uczucia i ma tego co zawsze chciał.

          Co do seksu, cóż, pewnie niektórym wystarcza raz na miesiąc odpękanie numerka w zamian za wartości wyższe (ciekawe jakie?),
          jak wyżej...

          Tym bardziej, że za tym szalonym, spontanicznym, cudownym seksem kryje się miłość i pragnienie bliskości, a nie obowiązek...
          Jesteś faktycznie idealnym materiałem na kochankę, ale od żony wymaga się czegoś więcej, czytałam Twoje posty, jesteś naiwna bardzo...
          Polecam Ci forum: samodzielna mama, a zwłaszcza macochy, jestem po ich lekturze, to daje obraz sytuacji z kilku stron, w jednej z nich możesz być sama, z drugą możesz mieć do czynienia o ile "twój mężczyzna" wybrałby Ciebie... przeczytaj koniecznie!
          • aniolekdiabolek Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 10.10.10, 21:29
            Wiesz co? Nie mam pojęcia dlaczego tak się uwzięłaś na moje posty na tym forum i w ogóle na moją historię... Bardzo mi przykro... Tak, byłam kochanką, ale jak sam tytuł mojej historii wskazuje, nigdy się tak nie czułam i nie czuję... Być może ktoś nieźle nabałaganił ci w życiu i teraz szukasz winnych na tego typu forach, ale ja nie mam pojęcia o czym ty do mnie piszesz! Nie wiem co twój mąż przeskrobał, a czego nie i jeśli jesteście teraz szczęśliwi to super, gratulacje. Czasem taki romans widocznie jest potrzebny, żeby mąż zrozumiał gdzie jego miejsce, żeby być może odzyskał miłość żony... Widocznie nie kochał tej kobiety, tylko ciebie, ale musiał zdać sobie z tego sprawę w taki niestety sposób... Szacunek dla ciebie, że potrafisz mu wybaczyć, jesteś bardzo wyrozumiała i musisz bardzo go kochać... Nie dziwię się tobie, jak się kocha to się wybacza nawet takie okropieństwa. Jeśli tak jest między wami to bardzo się cieszę, zawsze się cieszę kiedy prawdziwa miłość jest górą, i muszę ci powiedzieć, że ja też właśnie tego zaznałam smile
            Jakiś czas temu stało się coś, co zmieniło wszystko między nim a mną...
            Nie chciałam o tym pisać na forum, bo wiedziałam, że na nowo atmosfera zawrze i podniesie się milion okropnych opinii o mnie, które teraz mi są najmniej potrzebne, ale ok, widzę, że inaczej się po prostu nie da, muszę wyznać całą prawdę, bo przyznaję, ze nie do końca dzieliłam się wszystkim tu na forum.
            Jestem w ciąży... Nie miałam 'moich dni', ale myślałam, że to ze stresu, że to przez tą całą walkę o niego... Ale zaczęłam się czuć inaczej niż zwykle i poszłam do lekarza, no i po tym co usłyszałam, zemdlałam po prostu... Nie wiedziałam co robić... Za namową lekarki zadzwoniłam do niego, w końcu to zbyt poważna sprawa, a dziecko powinno znać ojca... Więc powiedziałam mu o tym, choć bardzo się bałam, ale zareagował lepiej niż się spodziewałam. Powiedział, że teraz już nic go nie zatrzyma, że teraz będziemy rodziną. Gdy się spotkaliśmy przytulał się do mojego brzucha i płakał razem ze mną ze szczęścia. Poprosił mnie o trochę czasu, bo jednak przeprowadzka to nie takie hop siup a już w ogóle rozwód. Sama go przeszłam więc wiem co to znaczy... Byliśmy razem u znajomego prawnika dowiedzieć się jak wygląda rozwód, kiedy ma się dzieci i kiedy się weźmie na siebie winę (bo on nie chce walczyć, tylko oddać jej wszystko). Dowiedzieliśmy się wszystkiego i razem zanieśliśmy jego pozew do sądu, wiec niedługo jego żona dowie się o terminie sprawy. Nie będzie łatwo, ale i tak chcemy walczyć. Wyprowadził się kilka dni temu z domu i mieszka teraz ze mną. Czasem wraca do swoich dzieci, ale stara się jak najwięcej czasu poświęcać mi, bo nie chce widywać się z żoną po tym jak uderzyła go na pożegnanie kiedy się wynosił z mieszkania.
            Kupuje mi soczki, owoce, masę słodyczy, wymyśla imiona dla dzidzi i bardzo się o mnie troszczy. Poznał ostatnio moich rodziców, którzy może nie są zachwyceni z takiego obrotu rzeczy, ale oni bardzo mnie kochają i zaakceptują z czasem to wszystko. Tata powiedział mi, że będzie nas wspierał, że mój facet rozmawiał z nim w cztery oczy i w tej ich 'męskiej' rozmowie przy piwku on obiecał mojemu tacie, że zaopiekuje się mną i naszym dzieckiem jak tylko będzie umiał najlepiej, że nie pozwoli, aby stała nam się jakaś krzywda, że nie uronię żadnej łzy.
            Dzwoni do mnie prawie co pół godziny z pracy, żeby się zapytać jak ja się czuję i powtarza, że zrozumiał jak bardzo mnie kocha smile
            Powiedział mi jakiś czas temu, że musi uporać się jeszcze z tą sytuacją rozwodową, ale chce zrobić to spokojnie. Ja wiem, ze pewnie nie będzie spokojnie, tym bardziej, że po wprowadzeniu się do mnie, żona robiła mu ciągle niezłe akcje... Ale dała spokój póki co, więc mam nadzieję, ze powoli poukłada nam się nasze życie. Nic nie jest w stanie popsuć mi teraz humoru i mojego, naszego smile szczęścia.
            Więc mimo wszystko dziękuję ci za to, co piszesz (tak jak innym dziewczynom z forum), ale może czasem warto zastanowić się, co się pisze i do kogo, prawda? Jesteś mamą, więc wiesz, że spokój i komfort psychiczny to bardzo ważne podczas ciąży. To moja pierwsza ciąża i tak bardzo się cieszę... Mam 30 lat i tak bardzo chciałam mieć już dziecko, tym bardziej z tak cudownym mężczyzną, bardzo go kocham, już na zawsze!
            Nie omieszkam wejść na to forum, które mi poleciłaś o mamach i samotnych matkach itd... Zdaję sobie sprawę, że bałaś się o swoją sytuację, ale głowa do góry, przecież twój mąż wybrał i wie, co dla niego najważniejsze smile Piszesz, że seks jest niemal codziennie, to może teraz czas na was? Na dzidzię? smile Pozdrawiam cię z nadzieją, że ton twoich postów się zmieni, po tym, co napisałam... smile Teraz znasz całą prawdę i mam nadzieję, ze docenisz to, że pochwaliłam się tą wiadomością na forum, choć nie chciałam smile No i że przez to, co tobie i innym użytkownikom wyznałam, dziewczyny z forum mnie nie zlinczują, bo wiem, że oczywiście ile ludzi, tyle opinii wink A jeśli dostanę jakieś ostre posty, to ty na nie odpisuj ok? wink Bo silna z ciebie kobitka jak widzę i waleczna, w końcu wywalczyłaś to, na czym ci zależało smile Pozdrawiam cieplutko ciebie, męża i wasz skarb i życzę niczym niezmąconego szczęścia! smile
            • alamakota7 Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 10.10.10, 22:18
              Gratuluje maleństwa i ciesze się, ze on naprawde Cię kocha. Myslalam, ze ulegnie presji i nie odwazy sie odejśc. Pomyliłam się w ocenie, bo dobrze to nie wygladało. Łatwo nie będzie, ale żona z czasem sie z tym pogodzi. Uważaj na siebie i dziecko.
              Wszystkiego dobrego dla Was smile
              • aniolekdiabolek Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 10.10.10, 22:38
                A dziękujemy, cała trójka smile Trzymaj za mnie, za nas kciuki smile Pozdrawiam!
                • dorata351 Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 15.09.11, 13:38
                  i te uśmiechnięte buźki. Jesteś z siebie dumna to gratulacje. A pan cały szczęśliwy i juz nieważne są tamte dzieci, przynajmniej nie tak ważne jak wczesniej, skoro tak szybko się wyprowadził. A co do zony to pewnie jej przejdzie, dajcie jej ochłonąć. Może kiedyś podziękuje, że wzięłaś takiego dupka sobie na plecy.
                  • ciociacesia ja mojej kochance juz po 2 latach 21.09.11, 23:10
                    kwiaty wysłałam, ale moj ex to wyjatkowej klasy dupek
            • nowanowanowa Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 11.10.10, 16:37
              przerażasz mnie.... bardzo dokładnie czytałam Twoje posty i nie są spójne ani chronologicznie ani merytorycznie
              mam wrażenie, że to wszystko to wymysł Twojej chorej wyobraźni...
              • aniolekdiabolek Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 11.10.10, 18:19
                no oczywiście big_grin
            • manipulantka Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 17.10.10, 22:38
              Gratuluję maleństwa. Wpadłaś "przypadkiem"? To był jedyny sposób, by go zatrzymać przy sobie.
              [b]Czasem wraca do swoich dzieci, ale stara się jak najwięcej czasu poświęcać mi, bo nie chce widywać się z żoną po tym jak uderzyła go na pożegnanie kiedy się wynosił z mieszkania.
              Fakt, w takim stanie kobieta nie chce być sama, ale z tego zdania wynika, że dzieci ucierpią najbardziej.
              • evi85 Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 21.10.10, 14:19
                teraz czekac az kolejna kochanka Twojego misia zalozy temat o tresci :
                "juz dawno im sie nie ukladalo, w sumie kiedy zrozumial ze popelnil blad wchodzac w relacje z nia, okazalo sie ze ona jest w ciazy-w ktora go wrobila (no bo jakze inaczej wink , zostal z nia z powodu poczucia obowiazku za nowe dziecko, ale jej nie kochal, nie to co mnie itp itd "

                byc moze bedzie tak ze kiedy dopadnie go codziennosc, rutyna, obowiazki,wydatki zwiazane z dzieckiem poczuje sie tak samo jak z pierwsza zona , znowu bedzie w tym samym punkcje kiedy poznal kochanke i ciekawe co wtedy zrobi? kolejna kochanka?
                jakie to nie odpowiedzialne, wiazac sie i zachodzic swiadomie w ciaze z facetem ktory bez skrupolow zostawil swoja zone, swoje dzieci uncertain to jak brak szacuku, godnosci dla samej siebie
                a moze niektore lubia ten element wyzwania, adrenaliny, zycia w niepewnosci czy ze mna nie zrobi tak samo jak z pierwsza zona...

                • ciociacesia no przeciez mial skrupuły 21.09.11, 23:13
                  i przeciez ona sie nie chciala z nim wiazac, doradzała mu jak ma sie zona pogodzic. ech to wszystko juz bylo. ale chce sie wierzyc ze oni sa tym 1 na miluion przypadkow kiedy ta ich subiektywna wersja jest prawdziwa
            • czysta_naiwnosc Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 16.09.11, 22:03
              Naprawdę, życzę Wam szczęscia. Czasem życe nas zaskakuje i wszystko co kiedyś wydawało sie nie do przyjęcia traci znaczenie gdy poznajesz tą właściwą osobę.
              Przykre natomiast jest, że dopiero taka sytuacja sprawia, że konkretne decyzje są możliwe.., że zdobył sie na odwage.. choć zawsze kochał.
    • jlory Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 13.09.11, 22:21
      z calym szacunkiem ,ale facet mowi,ze cie kocha chce z toba byc ,a z zona jedzie na wakacje zeby wytlumaczyc jej ,ze odchodzi prosze cie i ty wierzysz ,ze on z toba bedzie.
    • oli25-7 Re: "Błagam Cię, nie nazywaj się kochanką"... 14.09.11, 15:41
      Czytam twoja historie i podziwiam cię ze wytrwałaś,że jesteś wreszcie szczęsliwa. Ja tego szczescia nie moge zaznac, miłosc mojego zycia wybrała żone,ja okazałam sie ta gorsza.minęły 2 lata,ciągle go kocham,ciągle tęsknie,nie potrafię zapomnieć.wiele bym oddała,by z nim być.Często go widuję,mieszkamy w małej miejscowości,wtedy serce bije mi jak szalone a łzy napływają do oczu, a on traktuje mnie jakby nic się nigdy nie wydarzyło.najgorsze są wieczory,wtedy wspomnienia wracają.ostatnio spotkaliśmy się przypadkiem,chwile popatrzył na mnie i powiedział że nadal pamięta,że też tęskni,ale nie możemy znow tego zaczynać,bo oczywiscie sie boi,tchórz jeden.myślalam wtedy tylko o jednym by mnie przytulił.a on odszedl i cześć.dzien póżniej zadzwonil,zaproponowal spotkanie.Czekałam,przyjechal,rzuciliśmy sie na siebie już od progu,było cudownie,spedzilismy razem całą noc.gdy przyszło nam się rozstac rozpłakałam się,powiedział nie płacz i zapamiętaj tą noc.i znów odszedl.nie wiem czy jeszcze zadzwoni,pewnie nie, milczał przecież 2 lata.Wszystko wróciło,ten sam ból.Gratuluję Ci ,że u Ciebie wszystko się ułożyło,pozdrawiam serdecznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka