Dodaj do ulubionych

Kochanki - jestescie wiele warte.

01.05.13, 17:47
Nie kazdemu zona wystarcza, czy to fizycznie, czy to psychicznie.
Polowa mezczyzn ma zreszta sklonnosci poligamiczne
- wiec swiadome, czy nieswiadome poszukiwanie nastepnej kobiety jest procesem
niejako naturalnym.

Zapewne wiekszosc kochanek oczekuje, ze ow zonaty pan porzuci rodzine dla niej,
ale powiedzmy sobie jasno, ze szanse na to sa moze w granicach 10 %.

Czy zatem warto ?
Ano warto, bo lepiej moc czasem przytulic sie do kogos, niz byc samej
i dopiero z tej pozycji szukac sobie kogos wolnego.

A z punktu widzenia zonatego mezczyzny sytuacja jest oczywista:
kochanka daje te dodatkowa radosc zycia, te dodatkowe "motylki"
- gdy zona staje sie glownie matka dzieciom i organizatorka domowego ogniska.

I to by bylo moje Dobre Slowo na 1-szy dzien majowy smile
Obserwuj wątek
    • granatowawoda Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 01.05.13, 18:21
      "Nie kazdemu zona wystarcza, czy to fizycznie, czy to psychicznie. "

      Zgadzam się - zdarza się. Podobnie jak i kobietom często nie wystarcza mąż.

      "Polowa mężczyzn ma zreszta sklonnosci poligamiczne"

      Kobiety też - może połowa, może więcej.

      "wiec swiadome, czy nieswiadome poszukiwanie nastepnej kobiety jest procesem
      niejako naturalnym."

      Nie wszystko co naturalne, jest etyczne.

      "Zapewne wiekszosc kochanek oczekuje, ze ow zonaty pan porzuci rodzine dla niej,
      >
      > ale powiedzmy sobie jasno, ze szanse na to sa moze w granicach 10 %.
      >
      > Czy zatem warto ?
      > Ano warto, bo lepiej moc czasem przytulic sie do kogos, niz byc samej "

      Być może tu masz rację. Ale trzeba się zastanowić, czy cena za to "przytulanie" nie jest aby za wysoka.
      "i dopiero z tej pozycji szukac sobie kogos wolnego."

      Nieprawda. Taki układ może przeszkodzić w znalezieniu wolnego mężczyzny - choćby z powodu rozchwiania emocjonalnego, będącego nieistety udziałem wielu kochanek.

      " A z punktu widzenia zonatego mezczyzny sytuacja jest oczywista:
      kochanka daje te dodatkowa radosc zycia, te dodatkowe "motylki" - gdy zona staje sie glownie matka dzieciom i organizatorka domowego ogniska."

      Zgodziłabym się z Tobą, gdyby żona dobrowolnie i świadomie zgodziła się na ten układ, jak i kochanka. Jeżeli tak nie jest, jeżeli ukrywa się te związki przed żoną, a kochance nie mówi całej prawdy - jest się kłamcą tchórzliwym, niestety. I nie usprawiedliwia tego nic - nawet to, że kłamie Unia, kłamią banki, kłamie pan mechanik w warsztacie samochodowym itp itd.
      Ale jeżeli OBOJE tak własnie do sprawy podchodzą - sprawa jest czysta, a związek dobry. On ma te motyle ze swoją Lover, ona ze swoim, oboje dbają o dobry, ciepły dom - tylko pozazdrościć.
      pozdr.
      J.


      • facettt etyka - a estetyka. 01.05.13, 18:42
        Nie jestesmy w raju.
        nie wszystko co jest estetyczne - jest etyczne.
        jak chocby brudne pieniadze - wyprane w zmywarce do naczyn...
        (pieniadze pierze sie w zmywarce - bo pralka by je zniszczyla - viem, bo sprawdzalem)

        Jako pol-tchorz jestem zwolennikiem mowienia calej prawdy kochance (ze cienzko jezd, ale... dzieci..., kredyty do splacenia i chora tesciowa, ktora zona sie zajmuje zaniedbujac mnie...)
        - czy nie mamienia kochanki iluzjami rychlego rozwodu...

        natomiast nie spotkalem takiej kobiety/zony - ktora zgodzilaby sie na posiadanie kochanki, chociaz patrzac po blizszych i dalszych znajomych, czuje ze niektore to przeczuwaja,
        ale przymykaja oko - dopoki wszystko jest dyskretnie i nie za czesto...
        • granatowawoda Re: etyka - a estetyka. 01.05.13, 18:54
          "Nie jestesmy w raju."

          Nie ma to żadnego znaczenia - nie jesteśmy też w setkach innych miejsc. Ale jesteśmy ludźmi.
          Długoterminowe oszukiwanie osoby, która ufa, jest podłe.

          "nie wszystko co jest estetyczne - jest etyczne."

          Jasne, jasne.
          Bajdurzyszwink

          "Jako pol-tchorz jestem zwolennikiem mowienia calej prawdy kochance (ze cienzko
          > jezd, ale... dzieci..., kredyty do splacenia i chora tesciowa, ktora zona sie z
          > ajmuje zaniedbujac mnie...)
          > - czy nie mamienia kochanki iluzjami rychlego rozwodu..."

          Wredne. Bo to żona musi się zajmować mężem, który np. dostanie udaru i zacznie robić pod siebie. Ma obowiązki dane przez ustawodawcę. I to jej należy się prawda, w pierwszej kolejności.

          "natomiast nie spotkalem takiej kobiety/zony - ktora zgodzilaby sie na posiadani
          > e kochanki,"

          Bo tak to funkcjonuje w naszej kulturze, takie mamy wzorce.

          "chociaz patrzac po blizszych i dalszych znajomych, czuje ze niektor
          > e to przeczuwaja,
          > ale przymykaja oko - dopoki wszystko jest dyskretnie i nie za czesto..."

          Kolejne byle jakie usprawiedliwienie.
          Mogą sobie przeczuwać - tchórzliwy kłamca pozostaje kłamcąsmile)

          Człowiek dojrzały nie wykorzystuje innych.
          Oczywiście, nie każdy taki jest i nie każdy taki chce być.
          pozdr.
          J.
          • facettt Re: etyka - a estetyka. 01.05.13, 19:59
            granatowawoda napisał(a):
            > Długoterminowe oszukiwanie osoby, która ufa, jest podłe.

            - dolujesz mnie psychicznie. i polowe moich znajomych smile

            > Jasne, jasne.
            > Bajdurzyszwink

            - nie pisze prawde smile pare banknotow wpadlo mi kiedys w bloto i wrzucilem je do zmywarki
            do naczyn. pranie sie udalo.

            > Wredne.

            - nie mam nic na swoja obrone smile taki wredny typ jezdem.

            Bo to żona musi się zajmować mężem, który np. dostanie udaru i zacznie
            > robić pod siebie. Ma obowiązki dane przez ustawodawcę.
            I to jej należy się prawda, w pierwszej kolejności.

            - ale nie taka, ktora jej (zonie) nic nie da. a np. mojej matce np. nic o moich dolegliwosciach zdrowotnych, czy dlugach nie mowie, by jej starszej kobiety, nie denerwowac.

            - kazdemu tyle prawdy - ile trzeba.
            • granatowawoda Re: etyka - a estetyka. 01.05.13, 20:09
              smile)
              "dolujesz mnie psychicznie. i polowe moich znajomych smile"

              A niby dlaczego? Przecież sam tak wybierasz, Ty i Twoi znajomi?
              Dla mnie "podły" to przymiotnik - jak napiszesz, ze piszę głupio, naiwnie itp. to przecież Ci wolno, a ja jestem gotowa na poniesienie konsekwencji tego co robię.

              "nie mam nic na swoja obrone smile taki wredny typ jezdem."

              No jesteś - jak Ci z tym dobrze? Zakładam, że jesteś gotowy tez na wszystko, co się z tą postawą wiążesmile jak tak - to ok i nikomu NIC do tegosmile

              "każdemu tyle prawdy - ile trzeba."

              To tez dewiza takiej jednej mojej znajomej. Właśnie wzięła sobie kolejny kredycik w jakimś żaglu czy parakasie, diabli wiedzą co to jest. Nie wymagają zgody współmałżonkasmile))
              Ale co za problem? Facet weźmie pierdyliardy zleceń i spłaci - ona nie, bo jest bezrobotna.

              pozdr.
              J.
              • facettt Re: etyka - a estetyka. 02.05.13, 16:29
                granatowawoda napisał(a):

                > A niby dlaczego? Przecież sam tak wybierasz, Ty i Twoi znajomi?

                - jasne, ale nie lepiej bladzacemu udzielic wsparcia ? smile

                > "nie mam nic na swoja obrone smile taki wredny typ jezdem."
                >
                > No jesteś - jak Ci z tym dobrze?

                - pewnie, ze tak. nie jestem przeciez masochista i nie poswiecam sie dla obcych bab.
                poswiecam sie dla siebie samego.

                Zakładam, że jesteś gotowy tez na wszystko, co się z tą postawą wiążesmile

                - absolutnie nie. ale robie wszystko, by to inne "wszystko" (to niechciane) do mnie nie przyszlo.

                > Ale co za problem? Facet weźmie pierdyliardy zleceń i spłaci - ona nie, bo jest bezrobotna.

                - Dziewcze kute na cztery nogi smile
                Lubie takie. naturalnie jako material na kochanke, a nie na zone, bo sam to mam weza w kieszeni.

                Odpozdraviam

                ja rowniez J.
              • gochaula Re: etyka - a estetyka. 07.05.13, 11:39
                granatowawoda napisał(a):

                > To tez dewiza takiej jednej mojej znajomej. Właśnie wzięła sobie kolejny kredyc
                > ik w jakimś żaglu czy parakasie, diabli wiedzą co to jest. Nie wymagają zgody w
                > spółmałżonkasmile))
                > Ale co za problem? Facet weźmie pierdyliardy zleceń i spłaci - ona nie, bo jest
                > bezrobotna.

                Zal ci dupe sciska, że zamezna kolezanka moze sobie pozwolic na wiecej od ciebie? Po to ma meza , zeby na nia pracowal i splacal jej kredyty a tobie nic do tego kto w ich malzenstwie pracuje i na kogo zarabia.
                • granatowawoda Re: etyka - a estetyka. 07.05.13, 11:50
                  "Zal ci dupe sciska, że zamezna kolezanka moze sobie pozwolic na wiecej"

                  Analfabetko wtórna -
                  Żal mi obojga, bo nie trzeba być jasnowidzem by wiedzieć, jak się to skończy.
                  Naruszenie zaufania zawsze niszczy związek.



          • spadlygacie Re: etyka - a estetyka. 07.05.13, 14:51
            granatowawoda napisał(a):

            Bo to żona musi się zajmować mężem, który np. dostanie udaru i zacznie
            > robić pod siebie.

            Nie obawiaj się udaru u cudzego męża. Lepiej martw się o własne dupsko, żeby parchu nie załapać.
            • granatowawoda Re: etyka - a estetyka. 07.05.13, 15:15
              "Nie obawiaj się udaru u cudzego męża. Lepiej martw się o własne dupsko, żeby pa
              > rchu nie załapać."

              Analfabetko,
              Spokojnie.
              Od Twojej połówki na pewno każda wartościowa kobieta trzyma się z dalekasmile

          • leniuszek4 Re: etyka - a estetyka. 07.05.13, 17:46
            granatowawoda napisał(a):

            > Wredne. Bo to żona musi się zajmować mężem, który np. dostanie udaru i zacznie
            > robić pod siebie. Ma obowiązki dane przez ustawodawcę. I to jej należy się praw
            > da, w pierwszej kolejności.

            Podobnie jak mąż musi się zajmować żoną, gdy sytuacja się odwróci. Na tym polega małżeństwo. Więc korzyści żony są takie same jak jej obowiązki.
            Zaś korzyści kochanki są mniejsze i mniejszą są jej obowiązki.
            Wszystko gra smile

            > Kolejne byle jakie usprawiedliwienie.
            > Mogą sobie przeczuwać - tchórzliwy kłamca pozostaje kłamcąsmile)

            Już sobie wyobrażam, jak nagle wszyscy stają się prawdomówni i opowiadają o swoich zdradach. Byłoby ciekawie, ale na pewno nikt nie był by szczęśliwszy.
            • granatowawoda Re: etyka - a estetyka. 07.05.13, 17:51
              "Podobnie jak mąż musi się zajmować żoną, gdy sytuacja się odwróci. Na tym poleg
              a małżeństwo."

              Oczywiście, że tak. Dlatego uważam, że zasługują na prawdę. Tak jak i w formie - na pewno nie chciałabym, by mój wspólnik mnie oszukiwał, w dodatku uzasadniając to moim rzekomym dobrem.

              "Już sobie wyobrażam, jak nagle wszyscy stają się prawdomówni i opowiadają o swo
              > ich zdradach. Byłoby ciekawie, ale na pewno nikt nie był by szczęśliwszy. "

              Wiesz, na pewno masz rację - ale taka postawa "kłamię dla dobra współmałżonka" jest obłudna i fałszywa. Bo tak naprawdę nie o dobro współmałżonka (albo wspólnika) tu chodzi.

              nie mam racji?
              wink
              J.
              • leniuszek4 Re: etyka - a estetyka. 07.05.13, 17:56
                Nie uważam, że w tej sytuacji facet kłamie dla dobra żony.
                Kłamie dla swojego dobra, bo wybiera taki styl życia i musi kłamać, żeby go utrzymać.

                Natomiast nie demonizowałabym tego, bo jeśli stałoby się tak, że jakiś cudem wszyscy stają się prawdomówni nie byłoby lepiej, ani żonom, ani mężom, ani kochankom.
                • granatowawoda Re: etyka - a estetyka. 07.05.13, 18:00
                  "Nie uważam, że w tej sytuacji facet kłamie dla dobra żony.
                  > Kłamie dla swojego dobra, bo wybiera taki styl życia i musi kłamać, żeby go utr
                  > zymać."

                  Dokładnie tak jest - i jeżeli tak właśnie otwarcie potrafi powiedzieć, to moim zdaniem można mu rękę podać (jeszcze).


                  > "Natomiast nie demonizowałabym tego, bo jeśli stałoby się tak, że jakiś cudem ws
                  > zyscy stają się prawdomówni nie byłoby lepiej, ani żonom, ani mężom, ani kochan
                  > kom."

                  Tego wiedzieć nie możemy.
                  I nie jest nam ta wiedza potrzebna, by postępować, tak często jak się da, przyzwoiciesmile

                  Wiesz, mam wiele zrozumienia dla ludzkich słabości - ale nie znoszę dorabiania do tego ideologiismile
                  pozdr.
                  J.
                  • leniuszek4 Re: etyka - a estetyka. 07.05.13, 18:18
                    granatowawoda napisał(a):
                    > Tego wiedzieć nie możemy.
                    > I nie jest nam ta wiedza potrzebna, by postępować, tak często jak się da, przyz
                    > woiciesmile

                    Niestety to co jest przyzwoite jest kwestią umowną.
                    Jak już zostało w tym wątku wcześniej powiedziane, pewne rzeczy wynikają z uwarunkowań kulturowych.
                    Dlatego ja w mojej tolerancji dla ludzkich słabości uważam, że każdy ma prawo we własnym sumieniu rozstrzygać o kwestiach moralnych.
                    Niekoniecznie to co sądzi większość jest słuszne.
                    • granatowawoda Re: etyka - a estetyka. 07.05.13, 18:28
                      "Niestety to co jest przyzwoite jest kwestią umowną."

                      Tak - ale jeżeli ktoś się z kimś umówił? Dajmy na to wspólnik w firmie prowadzonej przez dwóch wspólników. Umówili się, że będą postępować tak i tak - np. nie zaciągną żadnego zobowiązania finansowego które mogłoby firmie zaszkodzić. A potem jeden z nich robi inaczej, w dodatku racjonalizując sobie, że przecież "wszystko jest kwestią umowną".

                      Ja absolutnie nie forsuję tu żadnego poglądu ideologicznego, religijnego i czy innego poglądu na monogamię itp.- tylko zwyczajnie mówię tak: obiecałeś/obiecałaś komuś coś, to wypełniaj. Nie potrafisz - wycofaj się. Boisz się wycofać - stań twarzą w twarz z tym, że złamałeś/ złamałaś dane słowo i kłamiesz. Po prostu.
                      (użycie drugiej osoby l.poj absolutnie nie jest skierowane do Ciebie, oczywiście)
                      • leniuszek4 Re: etyka - a estetyka. 07.05.13, 21:19
                        Zgadzam się z Tobą, ale...
                        Umowne jest właśnie to, czy zdarzając naruszamy daną obietnicę.
                        Jeśli mąż powie żonie: 'Kochanie, do końca życia będę sypiał tylko z Tobą', a ona jemu 'Do końca życia będę Ci gotować obiady', to Twoje porównaniu do zawierania umów firmowych jest trafne.
                        Ale czy aby na pewno składamy sobie takie obietnice, czy też kwestia wierności jest domniemana?
                        • granatowawoda Re: etyka - a estetyka. 07.05.13, 22:21
                          Niestety - nie jest domniemana...

                          Słowa przysięgi w USC:
                          "Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię Panny Młodej) i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe."

                          Oczywiście, co to oznacza "zrobić wszystko" - tu możliwe jest pole do szerszej interpretacji. Ale nie tak do końca - bowiem prawo rodzinne reguluje pewne kwestie. I tak zdrada małżeńska to powód do orzeczenia rozwodu - i to bardzo mocny.

                          Mam wrażenie jednak, że większość Polaków rozpoczyna swoje pożycie małżeńskie nieco innymi słowami:
                          "Ja (imię P Młodego) biorę sobie Ciebie (imię Panny Młodej) za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci."

                          Tu chyba na domniemanie miejsca już nie ma, prawda?
                          (oczywiście, nie ma znaczenia, kto to obiecuje - kobieta czy mężczyzna)

                          Można, oczywiście, te dyskusje ciągnąć i pytać - a CO oznacza konkretnie wierność? Może mąż, wchodzący w związek seksualno-emocjonalny z inną kobietą (lub mężczyzną), w sytuacji gdy żona jest tego nieświadoma, dalej jest żonie wierny w wyższym tego pojęcia wymiarze? wink)

                          Może pozytywnie naładowany mąż będzie lepszym towarzyszem dla żony?
                          A żona, dopieszczona przez kochanka, będzie radosna, szczęśliwa, świadoma swojej atrakcyjności i wszystkim będzie lepiej?

                          Można tak sobie dyskutować. Ale, wszystko rozbija się o jedno - szczęśliwy rogacz to zawsze rogacz. Okłamywany wspólnik w firmie to zawsze frajer.
                          Niestetysmile

                          pozdr.
                          J.



                          • leniuszek4 Re: etyka - a estetyka. 07.05.13, 23:06
                            Jeśli chodzi o kwestie religijne, to nie dyskutuję i nie wdaję się w dywagacje co autor miał na myśli. Nie ma wątpliwości o czym jest mowa w przysiędze, niedochowanie wierności jest z tego punktu widzenia grzechem.
                            Takim samym zresztą jest seks przedmałżeński.
                            Posługując się tą miarą należy większość ludzi wrzucić do worka kurewstwo, bo czystość do ślubu do niewielu zachowuje.
                            Taką samą grzesznicą jest żona, która wywala męża z powodu kochanki, bo wyraźnie ślubowała, że go nie opuści aż do śmierci, a nie że go nie opuści, pod warunkiem, że jej nie zdradzi.

                            W logikę kościelną nie wnikam, bo jest pogmatwana i opiera się na wierze, a nie na racjonalności.

                            Jeśli chodzi o przysięgę w USC, to przedmiotowe WSZYSTKO dla mnie właśnie pozostawia pole do interpretacji, bo czy okazjonalny seks z koleżanką z pracy bardziej szkodzi małżeństwu, niż hobby polegające na regularnym uprawianiu jakiegoś sportu, weźmy takie bieganie:
                            - codzienne wieczorne treningi
                            - weekendowe wyjazdy na zawody
                            - buty jedna para 400zł + ubranie + suplementy + wpisowe na zawody itp.
                            Drożej i bardziej absorbująco niż kochanka.

                            Jeśli zaś chodzi o orzeczenie rozwodu, to o winie decyduje się na podstawie w jakim stopniu dana osoba przyczyniła się do rozpadu więzi.
                            No i teraz weźmy mojego lubego - facet decyduje się na kochankę, pakuje w nią kasę, poświęca czas. Nawet nie wiesz ile kasy i ile czasu.
                            To jaka jest więź w tym małżeństwie.
                            Kocha żonę? Robi to z miłości do niej. Ma z nią oddzielne konto, bo są idealnym małżeństwem. Spędza weekend majowy ze mną, ze względu na silną więź, która ich łączy.

                            Sorry, ale jeśli facet decyduje się na regularny romans, to znaczy, że z więzią w ich małżeństwie już jest coś nie halo. Więc przyczyn jej rozpadu należy szukać wcześniej.


                            • granatowawoda Re: etyka - a estetyka. 07.05.13, 23:33
                              "jeśli chodzi o kwestie religijne, to nie dyskutuję i nie wdaję się w dywagacje
                              > co autor miał na myśli. Nie ma wątpliwości o czym jest mowa w przysiędze, niedo
                              > chowanie wierności jest z tego punktu widzenia grzechem."

                              W sumie dyskusja o tym jest bezprzedmiotowa - dla osoby religijnej ponieważ wymogi dla osoby wchodzącej w małżeństwo są tu jasno wyłożone i nie podlegające dyskusji, a ateisty to nie dotyczy - o ile nie zdecydował się na ceremonię kościelną. Wówczas mam wrażenie, ze podpada to (o ile nie zachowuje tego, co obiecał) pod krzywoprzysięstwosmile))

                              >"Takim samym zresztą jest seks przedmałżeński."
                              Prawda. Dla osoby wyznania rzymskokatolickiego to jest grzech nieczystości - a grzech, każdy, prowadzi przecież do śmierci - duchowej.

                              >" Posługując się tą miarą należy większość ludzi wrzucić do worka kurewstwo, bo c
                              > zystość do ślubu do niewielu zachowuje."
                              Też prawda. Używasz mocnych określeń, ale trudno tu się z Tobą nie zgodzić - oczywiście, interpretujemy to wszystko w świetle nauk Kościoła Katolickiego.

                              > "Taką samą grzesznicą jest żona, która wywala męża z powodu kochanki, bo wyraźni
                              > e ślubowała, że go nie opuści aż do śmierci, a nie że go nie opuści, pod warunk
                              > iem, że jej nie zdradzi."

                              Tak - ale ciągle poruszamy się w tym obszarze wartości rzymskokatolickich.
                              >
                              > "W logikę kościelną nie wnikam, bo jest pogmatwana i opiera się na wierze, a nie
                              > na racjonalności."
                              Rzecz interpretacji, gustu, potrzeb.
                              >
                              > "Jeśli chodzi o przysięgę w USC, to przedmiotowe WSZYSTKO dla mnie właśnie pozos
                              > tawia pole do interpretacji, bo czy okazjonalny seks z koleżanką z pracy bardzi
                              > ej szkodzi małżeństwu, niż hobby polegające na regularnym uprawianiu jakiegoś s
                              > portu, weźmy takie bieganie:
                              > - codzienne wieczorne treningi
                              > - weekendowe wyjazdy na zawody
                              > - buty jedna para 400zł + ubranie + suplementy + wpisowe na zawody itp.
                              > Drożej i bardziej absorbująco niż kochanka."

                              Jest prawo, jego wykładnia, konkretne przypadki. Bardzo trudno jest uzyskać orzeczenie rozwodu, ponieważ jedna strona codziennie biegała w butach sportowych za 400zł. Natomiast jeżeli dostarczy się do Sądu zdjęcia małżonka w objęciach kochanki/kochanka - sprawa toczy się błyskawicznie. Naprawdę.
                              Dlaczego tak jest? Ano - odpowiedź jest naprawdę oczywista. Zdrada seksualna, połączona w dodatku z długotrwałym robieniem partnera w bambuko prowadzi do rozwalenia zaufania.
                              Mało kto (mimo tak chętnie deklarowaną tu przez wielu) rzekomą poligamią rodzaju ludzkiego potrafiłby czerpać radość z widoku partnera uprawiającego seks z kimś innym. A do tego jeszcze, jak wspomniałam wcześniej, robienie, latami nieraz, idioty z partnera/partnerki...
                              Bieganie, jakieś inne dziwaczne hobby, piwo z qmplami - takie rzeczy mogą irytować, ale nie naruszają wiary w siebie i innych tak silnie, jak to o czym piszę. A wiem, niestety, o czym piszęsmile z empirii.
                              >
                              > "Jeśli zaś chodzi o orzeczenie rozwodu, to o winie decyduje się na podstawie w j
                              > akim stopniu dana osoba przyczyniła się do rozpadu więzi."

                              Znasz przypadek orzaeczenia rozwodu z powodu joggingu? smile

                              > "No i teraz weźmy mojego lubego - facet decyduje się na kochankę, pakuje w nią k
                              > asę, poświęca czas. Nawet nie wiesz ile kasy i ile czasu."

                              Postępuje nielojalnie wobec żony -o ile jej tego nie powiedział i ona o niczym nie wie. Sprawa jasna przecież.

                              > "To jaka jest więź w tym małżeństwie. "
                              A jakie to ma znaczenie w zasadzie- jaka? Nie rozumiem - dlaczego o to pytasz?

                              > "Kocha żonę? Robi to z miłości do niej. Ma z nią oddzielne konto, bo są idealnym
                              > małżeństwem. Spędza weekend majowy ze mną, ze względu na silną więź, która ich
                              > łączy."

                              Facet oszukuje - po prostu.
                              Ja nie mówię, że jest zły, szuja itp. Ale kłamie, i jeżeli żona mu ufa a sprawa się wyda (a wierz mi, wbrew temu, co niekiedy można tu przeczytać - wyda się) zrani tę kobietę.
                              >
                              >" Sorry, ale jeśli facet decyduje się na regularny romans, to znaczy, że z więzią
                              > w ich małżeństwie już jest coś nie halo. Więc przyczyn jej rozpadu należy szuk
                              > ać wcześniej. "

                              Może tak, może nie - tego nie wiemy i nie ma to żadnego znaczenia.
                              Ale...może jednak ma? Może sama czujesz się nie halo? Inaczej nie miałabyś takich myśli.
                              Prawda?
                              smile
                              pozdr.
                              J.
                              >
                              >
                              • leniuszek4 Re: etyka - a estetyka. 09.05.13, 22:37
                                granatowawoda napisał(a):

                                > Jest prawo, jego wykładnia, konkretne przypadki. Bardzo trudno jest uzyskać orz
                                > eczenie rozwodu, ponieważ jedna strona codziennie biegała w butach sportowych z
                                > a 400zł. Natomiast jeżeli dostarczy się do Sądu zdjęcia małżonka w objęciach ko
                                > chanki/kochanka - sprawa toczy się błyskawicznie. Naprawdę.

                                Znam conajmniej dwa przypadki, że mimo udowodnionej zdrady została orzeczona wina obojga małżonków i nie błyskawicznie, a po długim czasie szarpanki.

                                > Mało kto (mimo tak chętnie deklarowaną tu przez wielu) rzekomą poligamią rodzaj
                                > u ludzkiego potrafiłby czerpać radość z widoku partnera uprawiającego seks z ki
                                > mś innym.

                                Zgadzam się absolutnie, ale że ród ludzki jest niewierny, to lepiej nie informować partnera o zdradach. Oczywiście jeszcze lepiej nie zdradzać, ale to czysta teoria.


                                > Znasz przypadek orzaeczenia rozwodu z powodu joggingu? smile
                                >

                                Z powodu zaniedbywania obowiązków względem rodziny - jeden.
                                Z powodu joggingu z kochanką - jeden... ale to nie na temat smile

                                > Postępuje nielojalnie wobec żony -o ile jej tego nie powiedział i ona o niczym
                                > nie wie. Sprawa jasna przecież.

                                Nie powiedział, ale czy gdyby powiedział, to usprawiedliwiłoby jego zachowanie. Moim zdaniem nie.

                                >
                                > > "To jaka jest więź w tym małżeństwie. "
                                > A jakie to ma znaczenie w zasadzie- jaka? Nie rozumiem - dlaczego o to pytas
                                > z?

                                >

                                Pytam retorycznie, a w zasadzie stawiam tezę, że gdy więzi w małżeństwie nie ma przed zdradą, to zdrada nie może być przyczyną ustania więzi.

                                >
                                > Może tak, może nie - tego nie wiemy i nie ma to żadnego znaczenia.
                                > Ale...może jednak ma? Może sama czujesz się nie halo? Inaczej nie miałabyś taki
                                > ch myśli.
                                > Prawda?

                                Od początku deklarowałam, że wiem, że robię źle i zdania nie zmieniłam.
                            • facettt nie jestesmy na foro religijnym 07.05.13, 23:47
                              kazdy zadaje sie z tym - z kim chce.

                              a do religii nic nie mam.
                              • granatowawoda na antyreligijnym te nie:) 07.05.13, 23:51
    • facettt a niby dlaczego ? 05.05.13, 16:55
      hahahaha-hahahaha napisał(a):
      > Tylko, że może być problem ze znalezieniem, bo który normalny facet będzie chci
      > ał związać się z dziwką żonatego palanta?

      - a niby dlaczego ma komukolwiek o tym rozpowiadac ?
      >
      > Ty już nawet smarujesz takie same brednie, jak te ograniczone umysłowo da-my z
      > dziwkowego forum, więc są dwa wyjścia:
      > 1. faktycznie jesteś głupią babą, udająca faceta w necie - tak jak już niektórz
      > y pisali
      > 2. odwaliło ci do reszty i bez wizyty u psychiatry ani rusz.

      Przymierz te uzywane prezerwatywy, ktore ci podeslalem - najlepiej na glowe
      - gdy na punkcie kochanek szajba ci najwyrazniej odbila.
    • facettt belkot 06.05.13, 15:00
      hahahaha-hahahaha napisał(a):
      To się samo roznosi i to w tempie błyskawicznym.

      -belkot. chyba tam u was na wsi, ale nie w wielkim miescie.
      tu to wszystkim lata i powiewa, co robia i z kim sypiaja inni.

      > Zużyte prezerwatywy, które polecasz tu wszystkim

      - nie wszystkim , a tylko tobie.
      przymierzaj bo sa ladne i kolorowe, bedziesz mialo, dziewcze, sliczna czapeczke.
    • wiemwszytko Re: Tak, jesteś jeden wilki bełkot forumowy! 07.05.13, 09:35
      hahahaha-hahahaha napisał(a):

      > Ty, lafirynda z wielkiego miasta, co się boi wytknąć nosa z nory, więc przemies
      > zcza się kanałami, ponoć sąsiedzi gwiżdżą i plują pod twoimi drzwiami i oknami.
      > big_grin
      Żeby tylko...
      ostatnio ktoś jej naciągnąl na klamkę zużytą prezerwatywę z cieknącą spermą. hahahahahahaha
    • granatowawoda Re: etyka - a estetyka. 07.05.13, 17:19
      Być może, Gacie.
      A teraz do lekcji, bo nie zdasz do szóstej klasy i matka zrobi Ci z tyłka jesień średniowiecza.

    • facettt belkociku babski.:) 07.05.13, 19:39
      hahahaha-hahahaha napisał(o):

      > Ty, lafirynda z wielkiego miasta, co się boi wytknąć nosa z nory, więc przemies
      > zcza się kanałami, ponoć sąsiedzi gwiżdżą i plują pod twoimi drzwiami i oknami.

      > Najwidoczniej sperma zalała ci mózg doszczętnie, skoro już nie pamiętasz, co sm
      > arujesz na forum

      belkociku. babski.
      ty wez sie zdecyduj
      nie mozna byc jednoczesnie lafirynda, ktorej sperma zalewa glowe.
      albo jest sie durna baba/zona, albo facetem, ktory lubi kochanki smile

    • granatowawoda Re: etyka - a estetyka. 08.05.13, 13:38
      "Niedorozwoju umysłowy, napisałam ci jak prawidłowo cytować i jak widać nie dota
      > rło do pustego, ciemnego łba, bo dalej nie potrafisz, mimo to, że całymi dniami
      > przesiadujesz na tym forum."

      Widocznie Twoje zdolności pedagogiczne dorównują Twojej kulturze.
      Bo na pewno nie Twoim obsesjom seksualnym.
      Lecz się.
      smile

      • facettt spokojnie :) 09.05.13, 23:13
        granatowawoda napisał(a):
        > Widocznie Twoje zdolności pedagogiczne dorównują Twojej kulturze.
        > Bo na pewno nie Twoim obsesjom seksualnym.
        > Lecz się. smile

        spokojnie.
        Trzy numerki w tej jamie na Skarpie Plockiej i bylaby wyleczona smile
        galeria.plock24.pl/displayimage-8901.html
        • granatowawoda Re: spokojnie :) 09.05.13, 23:57
          "pokojnie.
          > Trzy numerki w tej jamie na Skarpie Plockiej i bylaby wyleczona smile"

          No, a co z Tobą? Przecież byłbyś obluzgany rynsztokiem.
          No chyba, że zrezygnujesz z jej dziękczynnych jęków, bo jednak włożysz stopery.
          • facettt Re: spokojnie :) 10.05.13, 01:51
            ja to jestem zonaty od cwierc wieku, wiec i gluchy na jedno ucho.
            jeden stoper mi wystarczy smile
    • facettt belkocie. kosz za zlamanie regulaminu. 08.05.13, 16:22
      ale nie nerv sie.
      i nie przypinaj mi laski kurvy, gdyz nia nie jezdem.
      co najwyzej: Kurviarzem smile

      to zrobimy cos na tej skarpie plockiej i lubisz od przodu bardziej, czy od tylu ?
      zdecyduj sie w koncu smile
    • rtq1 Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 08.05.13, 20:24
      Jakbym nie miał kochanki, to byśmy się z żoną już dawno pozabijali chyba, a co najmniej byłoby kilka awantur w tygodniu. A tak, to jej ustępuję. Ona nie potrzebuje miłości , tylko kasy , żeby móc się bawić w dobrą charytatywną katoliczkę i kogoś, kogo może przestawiać.
      A rozwód w grę nie wchodzi, bo alimenty na dzieci to oczywista sprawa, ale oprócz tego polski sąd zapewne przywali mi alimenty na nią, bo by jej się standard obniżył i zostanę biedakiem mimo dobrej pensji.
      • facettt Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 09.05.13, 05:06
        rtq1 napisał:
        > Jakbym nie miał kochanki, to byśmy się z żoną już dawno pozabijali chyba, a co
        > najmniej byłoby kilka awantur w tygodniu. A tak, to jej ustępuję. Ona nie potrz
        > ebuje miłości , tylko kasy , żeby móc się bawić w dobrą charytatywną katoliczkę
        > i kogoś, kogo może przestawiać.
        > A rozwód w grę nie wchodzi, bo alimenty na dzieci to oczywista sprawa, ale opró
        > cz tego polski sąd zapewne przywali mi alimenty na nią, bo by jej się standard
        > obniżył i zostanę biedakiem mimo dobrej pensji.

        i to kwintesencja tego, o czym tu pisze.
        • rtq1 Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 09.05.13, 08:45
          Na miłą sojkę
          życie nie tylko po to jest by brać
          bla bla bla
          bo żeby żyć
          to czasem z grażą trzeba spać

          tak spiewał artysta
      • zaniepokojona5 Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 09.05.13, 11:43
        rtq1 napisał:

        > A rozwód w grę nie wchodzi, bo alimenty na dzieci to oczywista sprawa, ale opró
        > cz tego polski sąd zapewne przywali mi alimenty na nią, bo by jej się standard
        > obniżył i zostanę biedakiem mimo dobrej pensji.

        Opisując tak swoją żonę i podejście do Waszego małżeństwa właśnie zawsze w takim momencie mnie zastanawia po co właściwie brać ślub i mieć te ,,problemy" o których piszesz, czyli , że jesteś z żoną tylko po to , że rozwód nie wchodzi w grę , bo alimenty Ci przywalą...

        Nie lepiej byłoby być wolnym i skakać z kwiatka na kwiatek lub mieć kilka partnerek, a nie się więzić z kimś w małżeństwie tylko po to , żeby się katować?
        • rtq1 Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 09.05.13, 11:57
          mając dwadzieścia kilka lat nie widzisz tego, co widzisz mając czterdzieści kilka,
          być może ja się do tradycyjnego małżeństwa nie nadaję, bo w tym układzie czuję się jak frajer, który kiedyś coś podpisał, to były inne czasy, inna mentalność, tradycje,
          teraz widzę mnóstwo ludzi po trzydziestce, którzy żyją singlowo lub w parach ale bez ślubu, ciekawe dlaczego im się nie spieszy do tego, a że PL się wyludnia, jak jest takie bezrobocie, to po co płodzić dzieci, emeryci i tak zdechną, ja się do nich będę zaliczał, lepiej, żeby było mniej ludzi a szczęśliwszych, niż produkcja bezrobotnych,
          • zaniepokojona5 Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 09.05.13, 12:11
            Mało optymistycznie smile

            Ja tam wierzę, że są takie małżeństwa, które biorą ze sobą ślub nie tylko dlatego, że rodzina, czy inne powody na to wpływają tylko dlatego , że na prawdę się kochają i że pomimo upływu tych kilkudziesięciu lat uczucie między nimi nie obumiera śmiercią naturalną smile
          • granatowawoda Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 09.05.13, 12:59
            'mając dwadzieścia kilka lat nie widzisz tego, co widzisz mając czterdzieści kil
            > ka,
            > być może ja się do tradycyjnego małżeństwa nie nadaję, bo w tym układzie czuję
            > się jak frajer, który kiedyś coś podpisał,'

            kiedy to zrozumiałam , powiedziałam sobie - dożywociem karze się najcięższe przestępstwa.
            Nie głupotę.
            Rozumiem Twoją postawę i nie rozumiem jednocześnie.
            masz jedno życie - nie żal Ci?
            • rtq1 Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 09.05.13, 13:13
              Napisałem - polskie sądy preferują kobiety, zarówno w sensie kasy, jak i kontaktów z dziećmi, oba te aspekty są ważne! W obecnej sytuacji jest lepiej, niż by było po rozwodzie. Druga sprawa - gdyby nawet, to i tak po rozwodzie drugi raz się nie ożenię, nieważne, z kim bym był. Czy mi żal? życie polega na tym, że grasz ze śmiercią w szachy, i tak przegrasz, ale warto grać.
              • sabbbinka Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 09.05.13, 14:07
                Zgadzam się z rtq1 nie zawsze /sądze nawet ,ze pewnie nigdy/ nie jest tak różowo pewnie po czasie kiedy spadną z oczu różowe okulary zauroczenia fascynacji druga osoba a zacznie się dzień codzienny zaczynamy zauważać trudy życia i inność która przyciągała drażni …niestety „prykaz” społeczny zmusza lub bardziej nakłania nas do standardowych zachowani …twoje życie przestaje się liczyć bo „dzieci, mama tata siostra nawet sąsiad itp.” i czy chcesz czy nie zostajesz plując sobie w brodę ,ze stchórzyłeś kiedy mogłeś zawalczyć o siebie ….masz rację alimenty mogą wykończyć każdego/płacącego czy to on czy ona/ standard życia pomimo nie wkładania w to pracy nie może się pogorszyć ….kara musi być dla każdego którego życie odbiega od normy …smutne to

                "Trzeba walczyć o swoje marzenia, ale trzebe też wiedzieć, które drogi są nie do przebycia i zachować siły na przejście innym ścieżkami..."
                — Paulo Coelho
              • granatowawoda Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 09.05.13, 15:02
                " polskie sądy preferują kobiety, zarówno w sensie kasy, jak i kontak
                > tów z dziećmi,"
                Owszem, tak bywa. Ale nie oznacza to, że sąd przywala alimenty w celu wykończenia mężczyzny. Bierze pod uwagę zarówno uzasadnione potrzeby dziecka, jak i możliwości zarobkowe ojca.
                Byleś u adwokata? Bo często arg. o alimentach funkcjonuje w charakterze żelaznego wilka - ktoś coś tam usłyszał, każdy się boi ale nie wie o co chodzi.
                Piszesz dalej o żonie i alimentach na nią - i znowu płyniesz żabka krytą w potoku mitu.
                Tego rodzaju alimenty przysługiwałyby jej, gdyby rozwód był z wyłącznej Twojej winy
                A tak wcale nie nie musiałoby być.

                "W obecnej sytuacji jest lepiej, niż by
                > było po rozwodzie."
                I to właśnie jest sedno - Ty osobiście uważasz, ze obecna sytuacja Ci odpowiada. Nie jest to zatem kwestia okrutnych uwarunkowań zewnętrznych, ale głównie Twoje subiektywne poczucie sensu i ładu.

                "Druga sprawa - gdyby nawet, to i tak po rozwodzie drugi raz
                > się nie ożenię, nieważne, z kim bym był."
                Co ma piernik do wiatraka?
                Kończysz prawny związek z kimś, kto nie gra na Twojej fali, kto w jakiś sposób Cię zawiódł, z tego co piszesz dawno już emocjonalnie opuścił. Kończysz z podwójnym standardem moralnym, odzyskujesz wolność.
                Należysz do samego siebie, wreszcie.

                Ale chyba w Twoich uszach to brzmi jak bzdety jakieśsmile
                Jeszcze dodam, żeby już do reszty ubzdecić moją wypowiedź - dzieci doskonale wyczuwają jak jest między Tobą i żoną.
                to tylesmile
                pozdr.
                J.
                • sabbbinka Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 09.05.13, 15:48
                  Granatowawoda , masz jak najbardziej racje smile lecz teoria niestety nie odpowiada rzeczywistości …rzadko jest możliwość odejścia bez pozostawienia „zgliszczy” …rozwód z orzeczeniem o winie niesie za sobą dodatkowe obciążenia za porozumieniem stron ciężko ponieważ na ogół „druga’ strona -nie z miłości lecz dla samej zasady „bo nie” powie nie i nagle się okazuje ,ze wyciągane są takie argumenty i czas trwania sprawy doprowadzają ,ze ochota do walki zanika powoli i czy chce się czy nie siedzi się w tym bagienku … rozwód za obopólną zgodą w przyjaźni szacunku ponieważ cos po drodze wygasło zepsuło się zdarza się…… ale to na polskim rynku rzadkość może też dlatego ,ze zasobność portfela pozwalająca na rozpoczęcie życia na nowo od początku tez nieco mniejsza niż gdzie indziej …ładnie brzmią regułki wypowiadane standardowo ..na zawsze, do końca itp. ale nie zawsze w wieku 20 kilku lat zdajemy sobie sprawę i z wypowiedzianych słów przysięgi i z tego czy to jest tz „nasza druga połowa” rozwijamy się dojrzewamy zmieniamy poglądy i my się zmieniamy i to co kiedyś było plusem teraz ciąży coraz bardziej ….nie wchodzi się do tej samej rzeki ….nie ma powrotu do tamtych lat i to nie chodzi o to ,że czas mija i się starzejemy fizycznie bardzo często tkwimy w tych związkach wykańczając się psychicznie nawzajem …nic nas nie łączy poza kredytami, zapewnieniem bytu dzieciom i co by inni zazdrościli układności kiedy kroczymy dumnie pod rękę w niedziele …..niestety taka obłuda doprowadza do prawdziwych tragedii kiedy trwanie w tak toksycznych układach doprowadza do zabójstwa i masz rację też w tym ,ze dzieci to czują i widza i nieraz czynnie w tym uczestniczą …. ale oczywiście co innego rzucać a co innego być porzucanym ……wiec może z tchórzostwa dla własnej wygody niech zostanie tak jak jest dopóki się nie rozwali zupełnie sad

                  Paulo Coelha „Ten, kto nie dostrzega wagi problemów, otwiera drzwi tragediom”.
                  • granatowawoda Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 09.05.13, 17:43
                    @rtg, Sabbinka

                    Pisząc swoje posty, nie mam intencji nikogo po/na/uczać - mam nadzieję, że to jasne jestsmile
                    Po prostu kiedyś (i nie tak dawno temu) doszłam do wniosku, że często sami sobie stawiamy niepotrzebnie bariery. Coś, co się wydawało górą nie do pokonania,okazywało się niewielkim pagórkiem - kiedy człowiek zaczynał działać.
                    Ale może to tylko moje osobiste doświadczenie, może to mój osobisty łut szczęścia.
                    pozdrawiam,
                    wszystkiego dobrego,
                    J.
                • rtq1 Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 09.05.13, 16:50
                  Póki co, wolę towarzystwo żony niż prawników.
                  A okłamuje żonę nawet wierny mąż, wystarczy pytanie: powiedz, jak ja w tym wyglądam? dobrze, kochanie. Każda inna odpowiedź lub moment zawahania to rozpacz i "już ci się nie podobam". Dobry mąż musi być politykiem, a polityk to zawodowy kłamca , cytując żonę pana WC, podróżniczkę.
        • facettt pewnie, ze lepiej :) 09.05.13, 20:39
          zaniepokojona5 napisał(a):
          Nie lepiej byłoby być wolnym i skakać z kwiatka na kwiatek lub mieć kilka partnerek,
          a nie się więzić z kimś w małżeństwie tylko po to , żeby się katować?

          pewnie, ze lepiej - gdy tylko ma sie na to pieniondze smile
      • sam69 Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 10.05.13, 12:24
        Nie będę Cię namawiał do rozwodu, bo to decyzja trudna, obarczona konsekwencjami.
        Napiszę tylko, że przez lata myślałem jak Ty, a teraz jestem wolnym człowiekiem i szczęśliwym.

        Po ponad 14 latach małżeństwa, z czego 6 latach wegetacji w tym związku zdecydowałem się na rozwód. Zaproponowałem żonie rozejście się w zgodzie, długo rozmawialiśmy. Proponowałem jej wysokie alimenty na dzieci oraz 2/3 naszego majątku. Dyskusje trwały 3 miesiące.
        W tym czasie zacząłem spotykać się z inną kobietą.
        Po 3 miesiącach żona odrzuciła możliwość porozumienia, powiedziała, że skontaktuje się ze mną jej prawnik Wtedy podjąłem decyzję wyprowadzenia się z domu.
        Dostałem pismo od prawnika, zażądali 8000zł alimentów na 2 dzieci, całego majątku i 200tysięc jednorazowo dla żony. Okazało się, że w czasie gdy prowadziłam negocjacje z żoną, ona wynajęła agencję detektywistyczną i mnie śledziła. Miała nagrania spotkań z kobietą, z którą zacząłem się spotykać.

        Odrzuciłem porozumienie, za radą prawnika zacząłem płacić po 1500zł alimentów na dzieci.
        Wcześniejszy koszt utrzymania dzieci i domu to było około 10.000zł, więc co miesiąc sporo mi zostawało. Zaoszczędzone pieniądze upłynniałem w taki sposób, żeby nie wchodziły do podziału majątku.
        Rozwód trwał 3 lata, została uznana moja wina. Nim się zakończył dzieci stały się pełnoletnie. W związku z tym, że córka dorabiała w czasie studiów otrzymała 1000zł alimentów, na syna studenta 1500zł. Na żonę 500zł przez 5 lat. Ale już w czasie samego trwania rozwodu zaoszczędziłem ponad 150tysięcy ( wcześniej trudno było mi zaoszczędzić, żona była dość rozrzutna ).
        Dodatkowo żona, która pozostała w domu musiała mnie spłacić, w związku z tym z przyznanym jej alimentów nie zapłaciłem ani grosza, musiała mi jeszcze dołożyć ponad 300tysięcy.
        Za te pieniądze, które dostałem i zaoszczędziłem urządziłem sobie przyjemne gniazdko.
        Nareszcie mogą żyć spokojnie, mam możliwość odłożenia pieniędzy na emeryturę, jestem z kobietą, która mnie kocha.
        Alimenty na dzieci płacę, nawet trochę więcej niż mam zasądzone. Dodatkowo o wiele lepiej idzie mi w pracy, gdyż odpadły stresy w domu, ciągłe kłótnie, niezadowolenie.

        Przed tą całą aferą miałem podobne przemyślenia jak Ty, teraz nie żałuję niczego, odzyskałem szczęście i spokój.

    • mijo81 Re: Kochanki - jestescie wiele warte. 11.05.13, 23:49
      Dzięki kochankom więcej małżeństw jest w stanie przetrwać, bo dzięki nim życie nabiera kolorów bez konieczności podejmowania drastycznych kroków wobec żony
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka