Witam,
jestem tu pierwszy raz i odważyłam się napisac wlasnie na tym forum bo na innym pewnie by mnie zlinczowali

Jestem mężatką od 6 lat, w sumie 11 lat z mezczyzna którego keidys bardzo kochalam, mamy roczne dziecko. Odkąd zaszłam w ciążę mamy kryzys, tzn. poczatkowo z jego strony, rozmawialismy szczerze, wynika z tego, że on nie wie czy mnei kocha...nie wie co do mnie czuje - tak mi powiedział, co jest dla mnei jednoznaczne z tymz e mnie przestał kochac.
Troche mnie zawiódł bo nie zawsze mialam wsparcie odkąd zaszłam w ciążę. Wydaje mi sie ze on cos ukrywa przede mną, wiele było rzeczy dziwnych, no ale nie mam dowodów. Teraz wiem ze mu zalezy stara sie... Uświadomilam sobie,że ja tez nie czuje tego co kiedys, że brakuje mi uczucia, ciepła, zainterowania etc. Choc jestem przywiazana do niego.
Przyjaznimy się z takim małzeństwem od 12 lat - nasi najbliżsi przyjaciele. Jeszcze przed ciążą, ten nasz przyjaciel wyznał mi, że jest we mnie zakochany, byłam w szoku ...to fakt ze zawsze bardzo sie lubilismy, dobrze nam sie gadało, no zawsze była ta chemia przyjacielska. Ehh i od tamtej pory jeszcze bardziej mnie ciagnie do niego.... przeciez jego zona jest tez moja bliską kolezanką i teraz jeszcze maja kilkumiesieczne dziecko

Łapię sie na tym,że tesknie za nim, zeby sie z nim spotkac, porozmawiac ... nie wiem co z tym wszystkim robic, czuje sie jakbym była na zakrecie...