pfand
03.06.15, 17:48
Może któraś z was miała podobną sytuację i coś poradzi bo już nie wiem co myśleć,co zrobić...
Od paru miesięcy jestem kochanką,nigdy nie sądziłam że akurat mnie to spotka ale stało się.Z żoną od trzech lat mu się nie układało,nie zdradził jej wcześniej ale rozchodzili się jednak zawsze ze wzgląd na syna wracał.Na początku nic nie planowaliśmy nie ustalaliśmy zasad poprostu daliśmy się ponieść uczuciu.Jakieś 1,5 miesiąca temu powiedział że się we mnie zakochał i myśli nad rozstaniem z żoną bo nie może już tak dłużej i czy ja też to czuje,czy wyobrażam sobie związek z nim.Szczerze mówiąc czekałam na to bo zakochałam się i sytuacja stała się ciężka.Zaczął rozmawiać z żoną o rozstaniu na początku nie mówił że kogoś ma,wiedział że ona ma już dość sytuacji kiedy po raz kolejny nie wraca na noc,nie ma go całymi dniami myślał że dojdą do porozumienia.Jednak tak nie było nie chciała nawet słyszeć słowa rozwód zawsze jak coś na ten temat zaczynał mowić to ona go zbywała i udawała jakby wszystko było wporządku.Aż w końcu tydzień temu zebrał się na odwagę i powiedział jej o mnie.Od razu poszła złożyć pozew o rozwód a dwa dni później zaczęła wydzwaniać,pisać i prosić żeby wrócił że jest w stanie mu to wybaczyć i zaczną wszystko od nowa.Nie spodziewał się tego widziałam jak mu cieżko bo szkoda mu jej,mimo to zapewniał mnie że do niej nie wróci ,że chce być ze mną,nie wyobraża sobie żebym znikła z jego życia.Wszystko było ok do czasu kiedy jego żona nie zaczęła wzbudzać w nim litości i wyrzutów sumienia względem syna ,cały czas dzwoni i mówi jak syn cierpi,że ze względu na niego powinien wrócić,że dla niego powinni spróbować itd.I zaczyna jej się udawać widzę jak cierpi i nie wie co zrobić...Wczoraj wyjechał na tydzień powiedział że musi w spokoju to wszystko przemyśleć...Boję się że ona dopnie swego i go stracę.Nie mogę czekać tydzień aż wróci i nie wiedzieć na czym stoję,nie potrafię normalnie funkcjonować...