kicia00
19.11.06, 22:26
Witajcie.Juz kiedys opisywalam swoja historie,ale opisalam na zlym forum i
wrecz mnie zlinczowali.A wiec jestem przed 30stka,atrakcyjna i niezalezna
kobieta.I jestem kochanka.Mam dziecko.Jestem po rozwodzie b.b.dawno..Pewnego
dnia kolezanka zaprosila mnie do siebie na parapetowke.Sporadycznie wychodze
z domu wiec postanowilam przyjac zaproszenie.Bylo sporo znajomych.Byl rowniez
chlopak mojej przyjaciolki ze swoim znajomym.Przystojny,elegancki.Niczego
sobie.Oczywicie przedstawiono nas sobie.Ja,ze jestem spostrzegawcza zwrocilam
uwage na jego dlon i zobaczylam obraczke.Wiec w tym momencie bylam juz
obojetna do tego czlowieka,nie zwracalam uwagi na jego rozmowy.Bylam
obojetna,olewajaca,wrecz nie mila.Wieczor sie udal i kazdy sie rozjechal.Na
nastepny dzien "on"zadzwonil do mnie(numer zdobyl od mojej kolezanki)Prosil o
spotkanie o mozliwosc blizszego poznania itd..Ja oczywiscie,ze nie jestem
zainteresowana,ze jest zonaty i mnie to nie interesuje.Ale "on" nie dawal za
wygrana i tak mnie nekal telefonami dosc spory czas.Ze on chce sie spotkac,ze
opowie mi jak wygloda jego sytuacja itd.Ze ja mu sie podobam,ze jestem jego
wysnionym idealem itd.Wiec umowilam sie typowo kolezensko.No i ja
madra,doswiadczona tak go sluchalam a on mnie czarowal.Ze z zona to tylko dla
dziecka,ze nic ich nie laczy,ze to kwestia czasu,ze zona to pomylka
itd.Pozegnalismy sie.Powiedzialam,ze mnie to nie interesuje ale on nie dawal
za wygrana.Dzwonil,zaczal przyjezdzac pod dom,dodam,ze dzieli nas 100km.I ja
po malu zaczelam ulegac.Jestem tylko czlowiekiem.Na poczatku grzeczne
spotkania,kino,az doszlo do wspolnych wypadow 3-4 dniowych.I sie
zakochalam.Oczywiscie osoba zony bardzo mnie bolala,bo bylam ta droga,on
twierdzil,ze zawsze jestem pierwsza.Spotykalismy sie regularnie co dwa dni,
spal u mni,w domu mowil,ze praca.Odwiedzal mnie czasem w ciagu dnia ze swoim
dzieckiem(jest male).Mowil,ze musi narazie tak byc bo dziecko jest male,ze
zona jest uzalezniona od niego.Ze nie moze tak postapic(ja nie namawialam go
do niczego).Ale to tak trwalo 8 miesiecy.I w pewnym stopniu to trwa,bo nie
potrafie sie uwolnic.Jest mi glupio,bo jego zona nic mi nie zrobila,ja czuje
sie podle,bo ona nic nie wie.Nie ufam mu do konca bo wydaje mi sie,ze on gra
przedemna i przd nia.Twierdzi ze, nic miedzy nimi nie ma, dziecko
itd...Jestem zmeczona,konczylam to juz kilkakrotnie.Posunelam sie nawet do
tego,ze zaczelam stawiac mu ultimatum albo ja albo ona.Ze tak nie da sie
zyc,ze jest to chore.Ale on,to dla dziecka.Wiec przestalam odbierac telefony
ale on nie daje za wygrana.Jedno jest najgorsze,ze go bardzo pokochalam,ze
dobrze nam razem itd.Ale nie potrafie zyc w tym trojkacie.Nachodza mnie
mysli,ze moze powinnam oswiecic jego zone i moze wtedy wyjdzie szydlo z
worka.Moze sie przekonam,ze on jest draniem ,albo mnie kocha,albo nie
kocha.Nie wiem sama...Nie potrzebuje pocieszenia drogie Panie,tylko
porady.Mam swoj rozum i wiele sama zdolalam juz zrozumniec ale moze jak ktos
obcy mi napisze bedzie latwiej .Poradzcie i pomozcie.Czy warto walczyc o ta
milosc,czy on tylko mna sie bawi,czy mnie kocha,czy jest zwyklym draniem,czy
poinformowac zone,ktora jest nieswiadoma niczego.W pewnym stopniu ta rodzine
rozbijam ale patrzac z innej strony on zapewne znalazl by inno ,bo ewidentnie
twierdzi ,ze jest nieszczesliwy w tym zwiazku.Czy on mi mowi prawde.Dziekuje
i pozdrawiam.Natalia