Dodaj do ulubionych

Czy w Polsce można zrobić karierę naukową?

    • Gość: ewka Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.visp.energis.pl 21.02.04, 20:33
      Pewnie ze mozna zrobic kariere naukowa, Polska nie jest gorsza od innych
      panstw, a kto wie nawet i lepsza.
      • dinos88 Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? 21.02.04, 20:51
        Te watki rozbudzaja na forum bardzo duzo emocji. Ciekawe czy tematyka jest
        rozumiana przez tzw szarego obywatela?
        • Gość: B.T., zabrze Gdyby "szary obywatel" wiedział o tym jak nasi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 21:45
          ... profesorowie usilnie pomagają światu podnieść na wyżyny światową naukę
          (patrz publikacje jak najdalej od potrzeb Polski i tylko w językach obcych aby
          czasem jakiś polski podatnik nie skorzystał z tych publikacji) za pieniądze
          szarego, biednego, zapracowanego ponad siły w zagranicznych firmach obywatela
          polskiego.

          Rz..ać się chce!!!

          Pozdrawiam

          • Gość: Jacek Re: Gdyby "szary obywatel" wiedział o tym jak nas IP: *.netinfo1.net.ubc.ca 22.02.04, 02:58
            Choc generalnie zgadzam sie z wieloma Twoimi obserwacjami, nie moge jednak sie
            zgodzic z uporem z jakim odrzucasz uprawianie nauki, ktora nie ma obecnie
            praktycznych zastosowan.

            Jak juz wspominalem, moj ojciec uprawia matematyke, ktora zadnego zastosowania
            nie ma. Moze szczebel nizej zastosowania juz sa, wiec moze za iles tam lat
            pojawia sie zastosowania dla tego co on robi teraz, choc nie sadze zeby to
            specjalnie go obchodzilo. Brzmi to zapewne dziwnie, ale jak ktos kiedys
            powiedzial "matematyka jest choroba umyslowa". Nie ma w Polsce firmy, ktora by
            chciala placic takiemu naukowcowi jak on bez widma jakiegos zysku. Zarzut
            publikowania w jezyku obcym jest w tym przypadku bezsensowny, bo w Polsce nikt
            sie jego tematyka nie zajmuje, srodowisko matematyczne jest srodowiskiem
            miedzynarodowym, a poza tym ludzie, ktorzy sa w stanie zrozumiec te prace i tak
            znaja angielski. Wydaje mi sie ze jest korzyscia dla naszego panstwa wylozyc
            troche pieniedzy z budzetu i utrzymac naukowcow, ktorych wyniki nie znajda
            zastosowania przy tasmie produkcyjnej. Moga sie kiedys jeszcze przydac (wyniki
            ale tez i naukowcy).

            Bezposrednim korzyscia z przebywania mojego ojca na uczelni, jest to, ze moze
            on na przyklad wytlumaczyc studentom studiow doktoranckich (bodajze na wydziale
            elektrycznym) co to sa funkcje falkowe, odkryl bowiem, ze uzywaja ich oni
            ciagle, nie wiedzac czego uzywaja (korzystaja bowiem sobie bezmyslnie z
            dostepnego oprogramowania). Jak cos im tam sie kiedys popali albo wybuchnie to
            moze sie ockna ;-).

            Idac za Twoimi radykalnymi rozwiazaniami powinnismy sie z miejsca pozbyc
            wszystkich historykow, archeologow (no moze nie, jak sie odkopie jakiegos
            dinozaura to mozna go pokazywac na wystawie i zrobic trzoche grosza ;-) itd.
            Wiem, ze chodzi Ci o wyeliminowanie darmozjadow, ale wybacz, wsrod inzynierow
            jest tez masa ludzi, ktorzy projektuja nikomu niepotrzebne urzadzenia, czy tez
            zacofane w stosunku do rozwiazan z zagranicy itd. Czarne owce sa nie tylko
            wsrod humanistow i teoretykow i przede wszystkim nie tylko w Polsce. Nigdzie
            nie jestek tak, ze nauke do przodu popycha 100% naukowcow. Poczytaj o
            tzw "aferze Sokala" i zobaczyj jaka "nauka" byla czczona we Francji i USA (przy
            okazji niezle sie ubawisz).

            Poza tym generalnie nie sposob sie nie zgodzic z Twoja troska, ze masa
            ludzi "symuluje" pozyteczna prace naukowa, marnuje pieniadze itd. W sytuacji
            finansowej naszego panstwa, jest to rzeczywiscie duzym problemem.

            Pozdrawiam serdecznie,
            Jacek
            • Gość: B.T., Zabrze Nie upieram się tylko o nauki stosowane IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 15:32
              Mówię i powtarzam wielokrotnie, że:

              1. Cwaniacy w Polsce wymyslili, że uprawiaja tzw. badania podstawowe aby uciec
              od pytania jaki wynik badań i do czego one służą. Mamy więc profesorów z 40
              letnim stażem i całe życie mówią, że ich wyniki badań w przyszłości będą
              wykorzystane, a nie są

              2. Obecnie już wszyscy w Polsce wykonuja tylko badania podstawowe

              3. Według mnie nie ma badań ani podstawowych ani niepodstawowych, są jedynie p
              o t r z b n e i n i e p o t r z e b n e, dobrze i źle wykonane

              4. Każdy może wykonywać i nazywać swe badania jak chce, ale jeżeli korzysta z
              podatków mieszkańców Polski to przynajmniej w założeniach niech te badania będą
              do wykorzystania przez polskich podatników.

              5. Nie możemy zakładać, że polski podatnik będzie podpierał już w założeniu
              wiedzę światową

              6. Na obecnym etapie rozwoju techniczno-ekonomicznego i moralnego przydają się
              każde badania, niezależnie jak je nazwiemy (podstawowe, techniczne,
              literaturowe, środowiskowe, przekrojowe, marketingowe, aplikacyjne,
              matematyczne, komputerowe, terenowe, teoretyczne, kosmiczne, światowe,
              europejskie, ekonomiczne, przyszłościowe, przeszłościowe, typu makro, typu
              mikro, typu nano, wdrożeniowe, śmieszne, poważne, głupie, mądre..., itd.),
              jedno jest tylko ważne: aby były p o t r z e b n e !!! I d o b r z e
              wykonane.

              7. Waże jest dla osiagnięcia założonegio celu w badaniach aby pracować
              zespołami ludzi z różnych specjalności, matematycy też sie bardzo do tego
              przydają i nie tylko oni.

              Pozdrawiam

              Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
        • Gość: szary obywatel Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.02.04, 18:11
          Jak szary obywatel przeczyta wypowiedzi dinosa i podobnych popuka sie w glowe i
          pójdzie do roboty lub do zony, bo co moze lepszego zrobic.
        • Gość: szary obywatel Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.02.04, 18:14
          Jak szary obywatel przeczyta wypowiedzi dinosa lub podobnych to popuka się w
          głowę i pójdzie do roboty lub do żony bo co lepszego może zrobic.
      • Gość: Jasio Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.proxy.aol.com 22.02.04, 19:11
        Ewka, jaki jest kolor twoich wlosow?? Czy nie przypadkiem blond??
    • Gość: Profesor Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.04, 21:14
      Jacenty Wertyczko
      Zuzanna i starcy

      Pewnego biblijnego poranka piękna Zuzanna zażywała kąpieli. W swej nagości
      została podejrzana przez dwóch starych i lubieżnych sędziów, którzy chcąc
      wymusić na niej stosunek seksualny, zaszantażowali ją oskarżeniem o cudzołóstwo
      ze zmyślonym młodzieńcem. Odmówiwszy, Zuzanna, osoba cnotliwa, została skazana
      na śmierć. Wszelako młody Daniel kazał katom czekać i wznowił proces, w którym
      udowodnił winę starcom, za co zostali słusznie ukarani śmiercią.
      Apokryf o Zuzannie i lubieżnych starcach pozwala wskazać kilka chorób
      niszczących instytucjonalną naukę i humanistykę w Polsce. Choroba pierwsza to
      recenzje grzecznościowe. Czyli: ja dam tobie, a ty mnie. Powagę tego schorzenia
      zrozumiemy, wskazując na jego związek z problemem piractwa naukowego, który
      poruszył niedawno wielu autorów, a wstrząsnął całym środowiskiem polskiej
      humanistyki.
      Szczególnie drastycznym rodzimym przypadkiem plagiatorstwa jest sprawa pewnego
      filozofa, któremu obecnie grozi odebranie tytułu naukowego, wręczonego mu swego
      czasu przez oszukanego Prezydenta RP. Postępowanie tej osoby nie ma naturalnie
      usprawiedliwienia, jednakże trzeba się zastanowić, jak mogło dojść do tego, że
      uczony nagminnie plagiatujący cudze teksty awansował tak szybko, tak daleko i
      tak wysoko.
      Wiadomo, że w nauce awans możliwy jest dzięki opinii recenzentów, którzy
      wypowiedzieli się – a zazwyczaj wypowiadają się bardzo pozytywnie – na temat
      osiągnięć kandydata. Stąd naturalny wydaje się postulat, by tytuł profesora
      odebrać nie tylko złoczyńcy, ale także jego wspólnikom w przestępstwie, czyli
      przesadnie uprzejmym lub niekompetentnym recenzentom. Ich własnoręcznie
      podpisane recenzje można bowiem traktować jako poświadczenie nieprawdy, które
      wprowadziło w błąd władze łódzkiego uniwersytetu, Polskiej Akademii Nauk, ale
      także najwyższy urząd w państwie, urząd Prezydenta, wystawiając go przy okazji
      na śmieszność.
      Centralna Komisja ds. Tytułu Naukowego powinna zainteresować się zwłaszcza tymi
      recenzentami, którzy opiniowali dzieła tego złoczyńcy kilkakrotnie (bo tak
      dzieje się zazwyczaj), i postawić im zarzut uporczywego wprowadzania w błąd
      instytucji publicznych w celu osiągnięcia korzyści.
      Na usprawiedliwienie takich recenzentów można powiedzieć, że nie mogli znać
      wszystkich prac publikowanych w danej dziedzinie. Przecież tyle się teraz
      pisze... To prawda; tym bardziej, że są nimi prawdopodobnie profesorowie mający
      około 70 lat, są emerytami pobierającymi pełne uposażenie emerytalne, a ponadto
      pracującymi na kilku etatach profesorskich i kierujący kilkoma instytutami
      filozofii na różnych, ale za to publicznych uniwersytetach. Wymóg znajomości
      publikacji w swojej dziedzinie wydaje się faktycznie trudny do spełnienia dla
      kogoś tak zapracowanego...
      To prowadzi nas do kolejnego schorzenia polskiej nauki, którym powinna się
      zająć gerontologia, albowiem ma związek z geriatrią. W sytuacji nadprodukcji
      absolwentów studiów dziennych, zaocznych i doktoranckich, często najzdolniejsi
      ludzie muszą się poniewierać na zasiłkach, ponieważ nie mają szansy na etaty,
      zajęte od dziesięcioleci przez licznych starców-emerytów. Trzeba przy tym
      pamiętać, że każdy z nich zajmuje nie jeden, lecz co najmniej kilka etatów.
      Tylko w polskiej nauce możliwe jest pobieranie emerytury i jednoczesne
      wieloletnie zasiadanie – bo przecież nie praca! – na kilku etatach. Pamiętajmy
      również o tym, że taki „aktywny” zawodowo profesor-emeryt nie zadowala się
      najniższą pensją (obecnie ok. 2500 zł) i zazwyczaj otrzymuje stawkę maksymalną
      (ok. 4500 zł), plus tzw. „aneksy”, czyli pieniądze wyżyłowane z czesnego
      studentów zaocznych, których wcześniej „nie udało” się przyjąć na studia
      dzienne z powodu braku miejsc. W niektórych wypadkach daje to łącznie pensje
      grubo przekraczające… 40 tysięcy złotych, czyli więcej niż pensja prezesa NBP.
      Każdy taki emeritus więc nie tylko odbiera pracę i możliwość rozwoju naukowego
      co najmniej kilku młodym uczonym, ale także bezwzględnie wyzyskuje setki
      innych. Geriatria naukowa stanowi więc problem poważny ekonomiczny i społeczny,
      a także cywilizacyjny.
      Geriatria wiąże się naturalnie z gerontokracją. Starcy nie tylko zostają „w
      nauce” o wiele za długo, często do samej śmierci, ale także do końca swych dni
      zachowują w jednostkach badawczo-dydaktycznych stanowiska kierownicze,
      prowadząc w nich swoją sklerotyczną, archaiczną, gerontokratyczną politykę,
      zazdrośnie nie dopuszczając ludzi młodych do nabywania doświadczeń w
      zarządzaniu nauką. W rezultacie człowiek nauki w Polsce zasiada na stołku
      kierownika zakładu czy instytutu dopiero dobrze po czterdziestce i jeszcze mu
      wypominają, że taki młody, a tak mocno awansował... Ponadto ci „aktywni”
      emeryci, jak w Księdze Daniela, są niekwestionowanymi sędziami samych siebie i
      do samej śmierci wybierają siebie nawzajem do centralnych gremiów
      zarządzających nauką: CK, KBN, PAN, PAU, itp., itd., po to, aby zagarniać lwią
      część funduszy przyznawanych uczelniom i jednostkom pozaakademickim przez oba
      polskie ministerstwa „naukowe” (MENiS i KBN), hamując młode talenty i stawiając
      barierę na drodze unowocześnienia polskiej nauki.
      Geriatria i gerontokracja są blisko spokrewnione z nepotyzmem i kumoterstwem.
      To prawidłowość historyczna: tak było zawsze i wszędzie. W nauce polskiej
      skumanie się tych zjawisk stało się możliwe dopiero od półwiecza, tj. od czasów
      powojennego „odnowienia” nauki polskiej. Pół wieku względnego spokoju i
      bezpieczeństwa, osiąganego zazwyczaj za cenę mimikry i intelektualnej
      potulności, pozwoliło na ukształtowanie się jej zrębu personalnego i związanej
      z nim tradycji, która broni swego istnienia i zabiega o własną kontynuację. W
      nauce polskiej, jak w polskim showbiznesie, szerzy się więc zjawisko
      zatrudniania na stanowiskach dzieci i wnuków profesorskich, bo przecież komu
      jak komu, ale „swoim” trzeba pomóc, zwłaszcza teraz, w obliczu trudnego rynku
      pracy... Towarzyszy temu kumoterskie załatwianie miejsc na studiach dzieciom
      przyjaciół (którzy też są często profesorami), miejsc na studiach
      doktoranckich, etatów, stypendiów zagranicznych itd. Zjawiska te osiągają
      znamiona mafijności i powinny być odpowiednio traktowane przez prawo.
      Gerontokracja skumana z kumoterstwem i nepotyzmem przeobraża się w
      dynastyczność i klanowość. Stają się one trwałym elementem nauki polskiej (i
      polskiego showbiznesu), ponieważ już niebawem, poza samymi wszechwładnymi
      dynastiami i klanami, które się nawzajem opiniują i popierają, nie będzie
      żadnych innych czynników selekcji gromad polskich uczonych.
      Na to wszystko pozwala obecne prawo o szkolnictwie, którego nowelizacja odsuwa
      się w nieskończoność, oraz prawo kaduka. Nic albo niewiele robią również
      ministrowie, aby tę kompletnie chorą sytuację uzdrowić. Naukę polską do Europy
      wprowadzą więc trzęsący się starcy, u kresu władz fizycznych i umysłowych,
      którym na starość pozostał tylko jeden popęd – lubieżna zachłanność.
      Nieprzyzwoitość tej sytuacji przypomina przytoczoną na wstępie anegdotę o
      Zuzannie i lubieżnych starcach. Nauce polskiej brakuje tylko młodego Daniela,
      który by swoją odwagą i rozumem ocalił piękną pannę Zuzannę (Naukę), jak to się
      udało bohaterowi z apokryfu. Brakuje go, ponieważ każdy mniej lub bardziej
      rozumny młody uczony doskonale wie, że gerontokracja jest wszędzie i jest
      wszechmocna, i bez wahania takiego naiwnego idealistę prędzej czy później
      (raczej prędzej niż później) wykończy, przepędzając go z nauki.
      Za brak respektu dla tradycji i autorytetu...
      Ukrywający się pod pseudonimem Jacentego Wertyczki autor, młody jeszcze
      profesor, ze zrozumiałych powodów pragnie pozostać w ukryciu. Zastrzega sobie
      również prawo do radykalnej zmiany poglądów w miarę zbliżania się
    • Gość: obserwator Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.math.louisville.edu 22.02.04, 00:19
      W kulturze zachodu nauka nie jest czescia procesu produkcyjnego. Jest tylko i
      wylaczniem poznawaniem prawdy i dazeniem do niej. Tak sie, zupelnie mimochodem,
      sklada, ze Ci ktorzy wiedze o swiecie posiedli, umieja go ksztaltowac. Stad tez
      i te spoleczenstwa, ktore loza na badania podstawowe, maja najwieksze
      osiagniecia wdrozeniowe. Ci zas, ktorzy zrezygnowali z takich badan, np. w imie
      oszczednosci, niewiele dzis znacza. Badacze zajmujacy sie istotnymi
      wdrozeniami, posiadaja wystarczajaca do takich badan wiedze podstawowa, ktora
      zdobyli na uniwersytetach od profesorow zajmujacych sie wlasnie badaniami
      fundamentalnymi (w fizyce, chemii, matematyce, biologii ...). Samo
      slowo ,,zastosowania'' oznacza, ze stosuje sie cos, co jest juz znane. Nie
      zostalo zas poznane ot tak sobie. Niemal zawsze byl to dlugi i trudny proces
      badawczy. Szkoly z ktorych wywodza sie najlepsi specjalisci od zastosowan, to
      takze szkoly najlepszych badan podstawowych: MIT, Caltech, Univerity of
      Chicago, Politechnika w Zurichu...Po prostu dobrze ucza swoich przyszlych
      absolwentow.
      • Gość: B.T., Zabrze Widzę ześ uczniem Wróblewskiego Kajetana... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 00:45
        ... Marcinca, Turskiego i innych teoretyków teorii. Fizyków teoretyków co nigdy
        swych teorii nie sprawdzili. Zobacz jak teraz cicho siedzą, jakich szkód
        narobili swymi dogmatami o konieczności prowadzenia wyłącznie badań
        podstawowych. Kajetan już coś publikował o menadżerach w nauce. Biała plama,
        czy też pustynia jak nazywa to Wójcik, to efekt dogmatów tych właśnie
        teoretyków teorii.

        Zobacz, 14 lat temu Polska miała jeden z najwyższych przyrostów naturalnych w
        Europie, a dogmaci tak dprowadzili działalność naukowo-badawczo-rozwojową, że
        ludzie doznając biedy, nie widząc perspektyw i czując biedę, doprowadzili w
        zeszłym roku do ujemnego przyrostu naturalnego. Za kilkadziesiąt lat Polaków
        zabraknie na mapie Europy, naturalnie jak nauka będzie się rozwijać tak jak od
        1990 roku, czyli od radosnych dogmatów genialnych fizyków teoretyków, tudzież
        chemikóe uczelni wyższych i PAN-u.
        Pozdrawiam
        • Gość: Fafik Piszesz straszne bzdury IP: *.netcontrol.pl / *.netcontrol.pl 22.02.04, 00:55
          1. Wbrew temu, jak widzisz fizykę teoretyczną, nie ma raczej głupców, którzy
          twierdziliby że robią sobie na paierze fizykę, a później doświadczalnicy jej nie
          sprawdzają.
          2. To, że uważa się za ważne sponsorowanie badań podstawowych nie znaczy
          jeszcze, że się nie chce dac pieniędzy na badania aplikacyjne. Zresztą pisano o
          tym wcześniej: nie ma porzadnej aplikcji bez podbudowy teoretycznej. Powedzenie
          Einstena, że nie ma nic bardziej praktycznego niz dobra teorie nie jest tylko
          bon motem.
          3. Gdybyś poczytał publikacje dobrych amerykańskich inzynierów, któzy jak
          najbardzije zajmują się zastosowaniami, to byś zobaczył, jak dobrze umieją np.
          matematykę i fizykę (często też możan zauważyć, że są oczytani w literaturze
          pięknej), to by ci dało duzo do myślenia.
          4. Trzeba wreszcie skończyć z myśleniem o inżynierze w kategoriach
          półgłuwka-Karwowskiego. Polskie uczelnie techniczne nastawione właśnie na
          "praktykę" będą dalej kształcić ludzi zdolnych może do montowania Huyindai albo
          skręcania komputerów, ale mało który z nich będzie mógł się zajmować badaniami
          zastosowawczymi z prawdziwego zdarzenia.
          • Gość: Fafik Re: Piszesz straszne bzdury IP: *.netcontrol.pl / *.netcontrol.pl 22.02.04, 00:57
            Sorry za przejęzyczenia i błędy ortograficzne...
          • Gość: B.T., zabrze Tylko ważne jest kto i jak tworzy te podbudowę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 16:03
            Dziękuję za "podbudowy" tworzone przez polskich fizyków teoretyków i chemików
            (te znam). Znam też bardzo dobrze publikację według mnie najlepszych w mojej
            dziedzinie (niestety) inżynierów niemieckich (amerykańscy ińżynierowie trochę
            za niemieckimi).

            Niech, zarówno polscy fizycy teoretyczni i polscy chemicy uprawiają sobie jakie
            chcą podbudowy (wg nich badania podstawowe) ale jeżeli Polska ma i wydaje 3,0
            miliardy złotych gotówki rocznie na te "podbudowy" to ja dziekuję. Mając taką
            forsę można zlecić "podbudowy" do znacznie lepszych "podbudowniczych". A, lepsi
            są wszędzie tylko nie w Polsce. Uniwersytet Jagieloński na 300-350 miejscu na
            Świecie, nie mieści sie w 100 eurpejskich, wrocławski i warszawski na 450 do
            500 miejscach i też nie mieszczą się w setce najlepszych. Czyli ostatnich!!! A,
            gdzie poznański, szczeciński, gdański, ślaski, opolski, lubelskie dwa, i
            jeszcze tam inne.

            Taka sytuacja jest z tymi uniwersytetami dlatego, że fizycy teoretyczni i
            chemicy przyjęli po 1990 roku d o g m a t o jedynie słusznych badaniach
            podstawowych.

            A, w sprawie wykształcenia inżynierów na politechnikach to uprzejmie Cię
            informuje, że znam ich poziom, bo przy przyjęciach do pracy u moich klientów
            zadaje trzy pytania, na które nie potrafią odpowiedzieć. Jak Cię interesuje to
            podam te pytania. Zawsze zadaję te same:

            1. Zrobić 200 cm3 40 % roztworu cukru w wodzie. Ile trzeba wziąć cukru w g, a
            ile wody? Podaję gęstośc cukru i to, że nie ma kontrakcji objętości. Technikom
            tak samo tylko nie cm3 a gramów. Jeszcze żaden mgr inż. chemik mi nie obliczył.
            Co bardziej ambitni, mówili, to już rezygnuję z przyjęcia, ale proszą o podanie
            rozwiązania

            2. Dodać ilości recepturowe: 200 kg piasku, 65,7 kg cementu, 0,863 kg polimeru,
            2,33 kg dyspersji, 0,0456 kg odpieniacza i podać wynik jak jest suma. Tu
            padają śmieszne wyliczenia ale każde złe.

            3. Omów własnymi słowami wykonanie jakąieś dobrze znanej Ci syntezy, lub
            analizy. I większiość nie potrafi omówic bo nigdy żadnej analizy czy syntezy
            nie wykonywali.

            I nie wykonają, bo ich do roboty nie przyjmuję.

            Pozdrawiam
            dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze

            PS. A, może i Ty spróbujesz? Będe wiedział czy warto z Toba dyskutować czy też
            nie. No bo przecież Cię nie znam, posługujesz się pseudonimem Fafik.


        • Gość: BPP Re: Widzę ześ uczniem Wróblewskiego Kajetana... IP: *.dhcp.uno.edu 22.02.04, 04:07
          Piszesz wiele slusznych rzeczy ale w tej jednej nie masz racji, chodzi mi o
          deprecjonowanie badan podstawowych. Najlepiej objasnie to na swoim przykladzie.
          Przez dwa lata zajmowalem sie studiowaniem reakcji utleniania tlenku wegla na
          powierzchni platyny. Mozna latwo wykpic i zapytac a kogo to obchodzi. Otoz
          obchodzi i to bardzo, zajmuje sie tym ze trzy tuziny osrodkow i nikt tego
          procesu tak naprawde nie rozumie. A zrozumienie to milowy krok do stworzenia
          rzeczywiscie dzialajacych ogniw paliwowych, a istnienie takich ogniw
          umozliwiloby produkcje samochodow elektrycznych, a to juz rewolucja w
          motoryzacji. Jednak od tego typu badan do samochodu jest bardzo dluga droga,
          ale bez nich takiego samochodu nie bedzie. Ale juz masz pewnie telefon
          komorkowy ktory ma baterie elektryczna, dziala? Zdajesz sobie sprawe ile
          podstawowych wlasnie badan w elektrochemii trzeba bylo przeprowadzic aby cos
          takiego zbudowac. A moze pamietasz jak wygladaly baterie elektryczne
          dwadziescia piec lat temu, jaka mialy pojemnosc? Nie spadlo to z nieba ani nie
          bylo wynikiem glebokiego namyslu jednego geniusza ale praca setek laboratoriow,
          z ktorych zadne nie bylo w stanie sprzedac swoich wynikow. Zaplacil za nie
          podatnik amerykanski i japonski.

          Jak juz nas wszystkich wyslesz na zielona trawke to zapomnij o komorce i
          przypnij sobie telefon kabelkiem do kontaktu.
          • Gość: B.T., Zabrze Odsyłam Cie do innych moich wypowiedzi o... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 16:06
            badaniach podstawowych.
    • Gość: agaj Przykra dyskusja IP: *.client.insightBB.com 22.02.04, 03:22
      Dyskusja zostala zapoczatkowana znakomitym listem Dr. Wojcika do Nature i
      opdowiedzia Dr. Zylicza na rownie wysokim poziomie. Natomiast to forum
      dyskusyjne pograzylo sie w calkowitej mazi. W glownej mierze za sprawa
      niejakigo Dr. B.T., ktory napisal chyba z 50 postow by zlikwidowac badania
      podstawowe i zamknac najlepsze placowki naukowe w Polsce. Jak mozna z takimi
      nonsensownymi stwierdzeniami dyskutowac?

      Moja rada dla osob zaczynajacych kariere naukowa - traktujcie to jak zawod, a
      nie jak misje. Pracujcie 10 - 12 godzin dziennie, jak macie klopoty z
      przeprowadzeniem badan - piszcie do innych ludzi z branzy o pomoc; jedna z misji
      naukowca jest pomaganie innym. Publikujcie tak duzo jak sie da. Jak jestescie
      w Polsce, starajcie sie wyjechac na staz zagraniczny - jest on niezbedny.

      No i jak bedziecie wytrwali i bedziecie miec szczescie to za 10-15 lat zrobicie
      kariere w nauce.
      • Gość: jarek Re: Przykra dyskusja - nowy tekst C. Wojcika IP: *.acn.waw.pl 22.02.04, 13:12
        Witam,
        a dla tych, co dotrwali do tego miejsca dyskucji, podaje link do tekstu CW do
        serwisu naukowego Polskiego Radia:
        www.radio.com.pl/nauka/temattygodnia/default.asp?id=111. IMHO jego tekst
        do Nature byl za bardzo "krzykacki", za dużo w nim było machania rękami i
        tupania nogą, ale ten w radiu jest dużo lepszy, bardziej wyważony i prezentujący
        kilka ważnych argumentów.

        pozdrawiam
        jarek
        • Gość: czytelnik Re: Przykra dyskusja - nowy tekst C. Wojcika IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.02.04, 13:43
          Link był juz podany w temacie :Stepowiejąca ojczyzna Kopernika Widac nie
          wszyscy dotrwali do tego miejsca dyskusji, ale opinia o jego zawartości zasadna
      • Gość: B.T., Zabrze Poczytaj moje posty a zobaczysz, że piszę inaczej. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 16:11
        ... niż Ty twierdzisz.

        PS. I, nie jakis B.T., Zabrze tylko pod każdym sie podpisuję.

        Pozdrawiam
        • Gość: agaj Tezy Dr. B.T. IP: 128.163.110.* 22.02.04, 19:08
          Wiem, ze w wiekszosci postow Pan sie podpisuje. Jednak latwiej i szybciej jest
          mi pisac Dr. B.T.

          Tezy Dr. B.T. (jak ja je rozumiem):
          1. Zlikwidowac PAN (tzn. najlepsze placowki naukowe w Polsce).
          2. Nauki podstawowe kosztuja budzet panstwa olbrzymie pieniadze i nie ma z nich
          zadnych korzysci finansowych (tzn. sa niepotrzebne i pieniadze na badania
          podstawowe to wyrzucone pieniadze).
          3. Powszechne jest falszowanie i naciaganie wynikow badan podstawowych.
          4. Nalezy ograniczyc publikowanie badan - publikowac jedynie wyniky, ktore
          stanowia przelomem w nauce.
          5. Publikowac wiecej po polsku by polski czytelnik mogl bardziej skorzystac.
          6. Jednie nauki stosowane sa warte trudu i jedynie one sa uzyteczne.

          Coz, niech zyja rozne poglady. Te gloszone przez Ciebie powinny byc na forum
          jak ZLIKWIDOWAC nauke w Polsce, a nie w dyskusji jak ja POPRAWIC.

          No i jeszcze pare slow na temat nauk stosowanych. Nikt przy zdrowych zmyslach
          nie twierdzi, ze sa niepotrzebne - wrecz przeciwnie. Wszystkie badania
          podtstawowe MUSZA miec jakies odniesienie do praktyki. W mojej dziedzinie
          (medycyna molekularna) sa to choroby (wyjasnienie mechanizmow i perspektywy
          nowych lekow).
          • Gość: B.T, Zabrze Coś nie dokładnie czytasz moje posty, prostuję Cię IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 23:06
            Ad. 1. Nigdzie nie pisałem, żeby zlikwidować PAN-y. Tylko przestać finansować
            ich prace badawcze tylko aparaturę. Wtedy nastapi selekcja tych co potrafią coś
            zrobić i tych co nic nie potrafią.

            Ad. 2. Cały czas mówię, że dziele badania na potrzebne i niepotrzebne, dobrze
            wykonane i bałaganiarsko wykonane.

            Ad 3. Właśnie, tak jak rzekłeś.

            Ad. 4. Nigdzie nie mówiłem, żeby nie publikować. Publikować jaknajbardziej.
            Każdy na własna odpowiedzialność

            Ad. 5. Też nie powiedziałem, że po polsku. Oczywiste jest, że korzystnie jest
            publikować tam, gdzie ta publikacja przynosi korzyści dla publikującego. Jeżeli
            chce robić interesy w Chinach to może i po chińsku. Mówiłem tylko, że sam fakt
            publikowania prac finansowanych przez podatnika po angielsku i w USA zdradza
            intencje, że ta praca nie jest dla tego co za nią zapłacił. To chyba jasne,
            płacę to wymagam!

            Ad. 6. Jak wyżej wspomniałem, wszystkie nauki są ważne, i nie dziele na... du
            du du, patrz wyżej.
            Dodam jednak, że finansowane w budżetu państwa powinny być tematy, które mają
            szanse być wykorzystane przez polskich podatników (mówię podatników; mogą to
            być polskie firmy i instytucje też zagraniczne płacące podatki w Polsce i
            zatrudniające mieszkańców Polski).

            Ad.7. Nigdzie nie mówiłem, żeby zlikwidowań naukę w Polsce. Mówię cały czas aby
            właściwie nią zarządzać porzez odpowiednia finansowanie. Dodatkowo, jeszcze aby
            stworzyć warunki do powstawania prywatnych małych ośrodków badawczych i jeszcze
            stworzyć warunki aby przedsiębiorstwa zagraniczne lokowały laboratoria badawcze
            w Polsce.

            Ad. Masz wielkie szanse współpracować ze wszystkimi formami z całego Świata.
            Masz dobry zawód. I zapamietaj, wszyscy na Świecie szczegółowo przeglądaja
            wszystkie publikacje, Twoje też. Jak uznają, że są ciekawe to zaproponują Ci
            współpracę. Dopóki nie zaproponuja to te Twoje prace możesz sam uznać za
            niepotrzebne. W przeciwnym razie będziesz wykonywał dla nich prace i zarabiał
            forsę płacił podatki. Będziesz dużo publikował, wykonywał badania jakie sobie
            tylko wymyślisz, te Twoje podstawowe też, aby jeszcze więcej zleceń było, może
            coś ważnego wynajdziesz to możesz znów sprzedać I właśnie mi o to chodzi aby
            tak sie stało. I wtedy zrobisz prawdziwą karierę naukową. Otworzysz sobie
            prywatny osrodek badawczy, i nareszcie będziesz wolny tak jak ja z moim własnym
            Tomchemem.
            Nie wiem czy mnie zrozumiałeś.
            Powodzenia.

            Pozdrawiam
            Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
            • Gość: agaj czytam i bardzo sie martwie IP: *.client.insightBB.com 23.02.04, 03:45
              tym co piszesz. Jak widac z Twej odpowiedzi, zrozumialem Twe tezy znakomicie.
              Co do publikacji - to chyba nie pamietasz dokladnie co pisales o dwoch drogach
              kariery naukowej i sarkastycznej propozycji nowego tutylu "dr. hab. pub.".

              Jedna ze wspanialszych cech nauki (prawdziwej nauki) jest to, ze z jej osiagniec
              moga korzystac ludzie na calym swiecie (niestety, wszechobecna komercjalizacja
              nauki zmienia to w ostatnich latach). Publikacje i wymiana mysli naukowej sa po
              to by dzielic sie osiagnieciami i korzystac z odkryc innych. Dlatego musza byc
              one w jezyku ogolnie zrozumialym.

              Zaprzestanie finansowania badan = smierc nauki polskiej, likwidacje PAN i
              zamiana zasluzonych wyzszych uczelnii na "teaching colleges".

              Jesli chodzi o koncowa czesc Twojego postu to niepotrzebnie dajesz mi jakies
              rady. Dzieki Bogu naleze do tych szczesliwcow ktorym sie powiodlo -
              szczesliwcow, bo w nauce niestety nie ma gwarancji sukcesu.

              To tyle. Jak odpiszesz, to obiecuje, ze przeczytam, ale juz nie odpowiem, nawet
              jak bedzie mnie bardzo kusilo. Za duzo tego pisania i za bardzo sie roznimi w
              rozumieniu tego co to jest nauka i jaki jest OBOWIAZEK panstwa by wspierac nauke.
    • Gość: 50-letni profesor Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 08:58
      Mysle, ze pytanie powinno byc troche precyzyjniej sformuowane:

      Czy majac Polske jako glowne miejsce swojej dzialalnosci naukowej,
      mozna zrobic kariere naukowa; czy tez warunkiem koniecznym zrobienia
      takiej kariery jest emigracja z Polski.

      Tak jak wielu dyskutantow, jestem matematykiem. Jeszcze do niedawna wsrod
      duzej czesci moich kolegow panowal poglad ze emigracja jest warunkiem
      koniecznym zrobienia kariery naukowej. Widac to jak sie przyjrzec skladom
      osobowym departamentow matematyki na uniwersytetach amerykanskich (roi sie
      tam od polskich nazwisk).

      Ale od pewnego czasu widze ze ten poglad ewoluuje. Liczba osob ktore
      planuje emigracje wyraznie sie zmniejsza. Co wiecej coraz czesciej
      slysze ze byli emigranci wracaja do Polski (i to nie tylko ci ktorzy
      chca w Polsce odbyc emeryture; wracaja takze ludzie w sile wieku).

      Mysle ze wplyw na to ma fakt, ze nasza sytuacja materialna sie polepsza
      (ja w roku 1988 zarabialem 300$, obecnie zarabiam 1300$). Napewno wplyw
      ma takze otwartosc Polski (za PRL o wydanie paszportu trzeba bylo
      zebrac, teraz paszporty mamy w domu). Rowniez latwy kontakt ze swiatem:
      poczta elektroniczna, internet zblizyl Polske do swiata.

      Jest jeszcze jeden aspekt: wchodzimy do Unii Europejskiej. Warto sie wiec
      przyjrzec co stalo sie z nauka tych krajow ktore do UE weszly przed nami.

      Na przyklad Hiszpania: 30 lat temu bylo prawie niemozliwoscia spotkac
      hiszpanskiego matematyka na konferencji, a jak juz sie spotkalo to byli to
      ludzie zakompleksieni bez wielkiej wiary w siebie. Obecnie spotyka sie tlumy
      modych dynamicznych Hiszpanow pewnych ze pewnego dnia zrobia w nauce
      cos wielkiego. Takze ich zarobki sa o wiele wyzsze niz przedtem.

      To jest dobry znak dla polskiej nauki i chyba jeszcze jeden argument
      by z Polski nie emigrowac.

      Ale oczywiscie wyjezdzac trzeba - przede wszystkim by zmienic swoj
      punkt widzenia, by poznac interesujacych ludzi ... Ja mam prawie 50 lat,
      ale z tego spedzilem 3 lata we Francji i 4 lata w Niemczech, nie mowic
      o krotszych wyjazdach ktore po wysumowaniu tez dalyby kilka lat.
      Te wyjazdy pomogly mi ogromnie w znalezieniu swojej drogi w nauce,
      a przyjaznie i kontakty z tych wyjazdow trwaja do dzis.

      Takie sa moje rady dla mlodszych kolegow i kolezanek po fachu.

      Pozdrawiam.


    • Gość: Mlody "uczony" Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 22.02.04, 09:49
      Przyklad prywatnych uczelni jest do bani, tylko 2 czy 3 maja prawa
      doktoryzowania. Na zadnej z nich nie zrobisz habilitacji. Dlatego na prywatnych
      uczelniach kariery naukowej nie zrobisz (moze dydaktyczna), jesli
      twoi "rofesorowie" (promotor etc.) nie mają ukladów na dobrej panstwowej
      uczelni (gdzie na ciebie patrza "krzywa", bo ty jestes ten co "czesze" kase u
      prywaciarzy, kiedy my sie meczymy za buzetowe pensje). Tak to jest. W Polsce w
      nauce jest silny system feudalny. Nie bylo by nic zlego, gdyby byl oparty na
      wiedzy i osiagnieciach, ale oparty jest na tym, kto jest samodzielnym (czyli ma
      hab.) a kto nie i to jest problem... Jak nie zrobisz hab. jestes niczym.. A z
      tym to bywa roznie. W artykule napisano, ze nie trzeba pisac pracy, wystarczy
      dorobek. Znam wielu takich doktorów, jednego zapraszaja Uniwersytety
      Amerykańskie na wykłady (po kilkasert dolców za godzinę, ma kilkanascie
      publikacji w czasopismach z listy filidalfijskiej i co? w Polsce od lat nie
      moze dostac za ten dorobek habilitacji... Zlosliwi mówia, ze jak profesor
      oceniający w CKK nie ma tylu publikacji (albo zadnej na swiatowym poziomie) to
      w życiu takiego "doktorka" nie pusci...
      Podobnie ma sie problem z pieniedzmi na badania. Praktycznie forsy na badania
      wlasne mldocyh pracowników nie ma (albo sa smiesznie niskie - starczy na wyjazd
      na 2-3 konferencje w roku), są o "niebo lepsze" badania statutowe i inne
      granty, ale do nich dostępu pracownik bez tytułów profesorskich nie ma, więc
      pozostaje ci tylko czekac na zaproszenie od twoich samodzielnych profesorów,
      zeby miec jakis udział. I nic tu nie pomoze, ze majac tylko DR sam moglbys
      lepiej poprawadzic takie badania statutowe, bo nie jestes samodzielnym
      pracownikiem... A zeby zrobic habilitacje musisz miec kasę na badania... i
      kółko się zamyka...
      Do tego dochodzi problem, ze wiekszosc z nas, mlodych asystentów i
      doktorów "chałturzy" gdzie sie da (szkoly, kursy, godziny ponadwymiarowe,
      jakies komercyjne publikacje itp.) byleby tylko godnie żyć. Bo kto jest w
      stanie przeżyć i utrzymac rodzine ze stypednium dr lub golej pensji asystenta
      czy nawet adiunkta...
      Mizernota...
      • Gość: Józef Wieczorek PATOLOGIA OCEN POLSKIEGO SYSTEMU NAUKI IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.02.04, 13:39
        Nareszcie głos opisujący stan bliższy prawdy. Niestety rzeczywistośc jest
        calkiem inna niz przedstawiają oficjalne wypowiedzi decydentow tzw. nauki
        polskiej a także wielu dyskutantow tego forum, nawet tych krytycznych wobec
        istniejącego systemu.
        To tak jakby porownywac subiektywna ocenę systemu komunistycznego okiem
        frustrata i nieudacznika Herlinga -Grudzińskiego ( sfrustrowanego koniecznością
        spędzania najlepszych lat zycia w łagrze i niedacznika, któremu nie udalo mu
        się zyc na wolności mimo, że wielu przecież zyło) i 'obiektywna' ocenę
        systemu Biura Politycznego KC ZSRR i biur stowarzyszonych a także
        intelektualistow (także nieprzypadkowych laureatow Nobla) zafascynowanych
        systemem komunistycznym, ktorzy ani nie byli sfrustrowani ani nie czuli sie
        nieudacznikami. Tym niemniej jak się okazuje ocena frustrata i nieudacznika
        była blizsza prawdy.
        Niestety w Polsce ci którzy żle oceniaja obecny system nauki i edukacji to
        zdaniem decydentow ( i tych ktorym w tym systemie dobrze) frustraci i
        nieudacznicy a ich obraz jako że odmienny od oficjalnego jest nie do przyjęcia.
        Niewtpliwie wielu jest dobrze w tym systemie i nie chcą go zmienic, nawet tym
        bardzo dobrym
        podobnie jak wielu noblistow wcale nie chciało zmieniać najlepszego na swiecie
        systemu komunistycznego.

        • dyplomata PATOLOGIA wg Józefa Wieczorka 22.02.04, 16:15
          Gość portalu: Józef Wieczorek napisał(a):

          > spędzania najlepszych lat zycia w łagrze i niedacznika, któremu nie udalo mu
          > się zyc na wolności mimo, że wielu przecież zyło) i 'obiektywna' ocenę
          > systemu Biura Politycznego KC ZSRR i biur stowarzyszonych a także
          > intelektualistow (także nieprzypadkowych laureatow Nobla) zafascynowanych
          > systemem komunistycznym, ktorzy ani nie byli sfrustrowani ani nie czuli sie
          > nieudacznikami. Tym niemniej jak się okazuje ocena frustrata i nieudacznika
          > była blizsza prawdy.

          Powyzsze ma zdaje sie sugerowac ze ocena frustraty i nieudacznika:) Józefa
          Wieczorka ma tez byc blizsza prawady. Niestety, niestety tak nie jest.

          A to dlatego ze J. Wieczorek bije piane i robi halas wokol likwidacji
          habilitacji i prof. belwederskich. To jest tak samo jak twierdzenie ze
          komunizm mial swoje wypaczenia ale nie byl taki zly bo ludzie mieli robote.

          Habilitowcy pomijaja w ogole koniecznosc doglebnej reformy na skale
          porownywalna do obalenia komunizmu. Co oczywiscie budzi uzasadnione podejrzenia
          ze pod haslami reform chodzi im jak najbardziej o zachowanie status quo
          jesli uda im sie dostac do obecnego grajdola.

          Tymczasem z punktu widzenia doglebnej reformy habilitacje to pryszcz.
          Nieskonczenie wazniejsza jest kasa i zwiazana z nia likwidacja systemu
          urzedniczo-biurokratycznej urawnilowki. Likwidacja habilitacji przy
          zachowaniu obecnego systemu bylaby totalna degeneracja.

          W chorze habilitowcow slyszy sie rowniez piosenke: "Ameryka, Ameryka,
          tam nie ma habilitacji a placa w sumy szesciocyfrowe dolcach". Tak,
          placa i nie ma habilitacji. Tylko kto placi i za co placi. System
          amerykanski to system totalnie rynkowy i elitarny. O tym habilitowcy
          wola nie mowic.

          Jesli wiec mowa bylaby o doglebnej reformie to dlaczego nie zaczac od
          najwyzszego poziomu czyli od konstytucyjnego absurdu w postaci bezplatnego
          ksztalcenia wyzszego?

          Ten postulat uderza oczywiscie w zbyt wiele interesow wiec jest bardzo
          starannie pomijany. Habilitowcy tez wola o nim milczec.
          • siup_walenty Re: PATOLOGIA wg Dyplomaty 22.02.04, 17:57
            dyplomata napisał:

            > Gość portalu: Józef Wieczorek napisał(a):
            >
            > > spędzania najlepszych lat zycia w łagrze i niedacznika, któremu nie udalo
            > mu
            > > się zyc na wolności mimo, że wielu przecież zyło) i 'obiektywna' ocenę
            > > systemu Biura Politycznego KC ZSRR i biur stowarzyszonych a także
            > > intelektualistow (także nieprzypadkowych laureatow Nobla) zafascynowanych
            >
            > > systemem komunistycznym, ktorzy ani nie byli sfrustrowani ani nie czuli s
            > ie
            > > nieudacznikami. Tym niemniej jak się okazuje ocena frustrata i nieudacznik
            > a
            > > była blizsza prawdy.
            >
            > Powyzsze ma zdaje sie sugerowac ze ocena frustraty i nieudacznika:) Józefa
            > Wieczorka ma tez byc blizsza prawady. Niestety, niestety tak nie jest.
            >
            > A to dlatego ze J. Wieczorek bije piane i robi halas wokol likwidacji
            > habilitacji i prof. belwederskich. To jest tak samo jak twierdzenie ze
            > komunizm mial swoje wypaczenia ale nie byl taki zly bo ludzie mieli robote.

            Wieczorek napisał cos dokładnie przeciwnego. szanowny Dyplomata robi nam wode z
            mózgu. Ja rozumiem, ze frustratów od "niefrustratów? odróżnia posiadanie
            tego "hab", niewazne z jakiego tytułu. A czy szanowny Dyplomata porównywał
            kiedys wartośc tego "hab" w tzw. naukach humanistycznych i przyrodniczych?
            Spójrzmy na to inaczej. wszelkie stopnie i tytuły nadają określeni LUDZIE. Czy
            Dyplomata ma gdziś gwarancje, że wszystkie te stopnie maja taka samą wartość?.
            Jesli tak, to niech powie jaką.

            >
            > Habilitowcy pomijaja w ogole koniecznosc doglebnej reformy na skale
            > porownywalna do obalenia komunizmu. Co oczywiscie budzi uzasadnione
            podejrzenia

            > ze pod haslami reform chodzi im jak najbardziej o zachowanie status quo
            > jesli uda im sie dostac do obecnego grajdola.
            >
            Kto tu chce zachowywać grajdoł?!. Na pewno nie Wieczorek!!. Najlepszym sposobem
            na zachowanie grajdoła jest utrzymanie obecnej hierarchi. Te "elity", o których
            Dyplomata pisze, to poznalibysmy po stopniach własnie. Najlepiej tych
            matołowatych Amerykanów z ich niehabilitowanymi noblistami wpieprzyc do
            należnego im grajdoła! Bo jeszcze podkopią sie pod nasz jak niejaki Wieczorek.

            > Tymczasem z punktu widzenia doglebnej reformy habilitacje to pryszcz.
            > Nieskonczenie wazniejsza jest kasa i zwiazana z nia likwidacja systemu
            > urzedniczo-biurokratycznej urawnilowki. Likwidacja habilitacji przy
            > zachowaniu obecnego systemu bylaby totalna degeneracja.

            Ale te kase dzielimy .. no własnie jak dzielimy? Bo kasy nie przybedzie. Nie
            pojmuję dlaczego likwidacja habilitacji i ocenianie ludzi na podstawie ich
            dorobku, a nie uzyskanych w często przedziwne sposoby stopni miałoby prowadzic
            do degrengolady.

            W chorze habilitowcow slyszy sie rowniez piosenke: "Ameryka, Ameryka,
            > tam nie ma habilitacji a placa w sumy szesciocyfrowe dolcach". Tak,
            > placa i nie ma habilitacji. Tylko kto placi i za co placi. System
            > amerykanski to system totalnie rynkowy i elitarny. O tym habilitowcy
            > wola nie mowic.
            >
            Własnie mówia. Na ile ja rozumiem Wieczorka, to on to właśnie postuluje.
            Dokładnie urynkowienie, aby podatnik wiedział za co płaci i nie buklił na
            spryciarzy z "hab", a bez mozliwości. NIE OZNMACZA TO, ŻE UWAŻAM, IŻ WSZYSCY
            LUDZIE Z HABILITACJA TO TACY CWANIACY, ALE ŁYŻKA DZIEGDZIU PSUJE BECZKE
            MIODU!!! I to jes problem. Ta (mała prawdopodobnie) łyzka, której nie da sie z
            beczki miodu wydłubać.

            > Jesli wiec mowa bylaby o doglebnej reformie to dlaczego nie zaczac od
            > najwyzszego poziomu czyli od konstytucyjnego absurdu w postaci bezplatnego
            > ksztalcenia wyzszego?
            >
            A dlaczego "od czegoś jedynego" zaczynać? Ten zapis o bezpłatnym kształceniu to
            oczywista brednia, ale nie ma to nic, albo niewiele wspólnego ze sprawą
            habilitacji. na ile ja zrozumiałem popglądy Wieczorka, to on uważa podobnie.

            > Ten postulat uderza oczywiscie w zbyt wiele interesow wiec jest bardzo
            > starannie pomijany. Habilitowcy tez wola o nim milczec.

            Skąd takie przekonanie?!! Nikt tego nie napisał. Ten system "bezpłatnej
            edukacji" i tak sie zawali, ale nie ma to żadnego związku ze sprawą
            habilitacji. A tak ogólnie to nie rozumiem o co Dyplomacie idzie. Rozumiem, ze
            lubi słowo "grajdoł", ale niewiele z tego wynika.
            • Gość: udany nieudacznik CECHY UDACZNIKA I NIEUDACZNIKA IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.02.04, 18:16

              Na forum sa zapytania co to znaczy zrobić karierę, kto jest udacznikiem a kto
              nieudacznikiem. To moja propozycja oparta na mojej obserwacji polskiego
              środowiska akademickiego. Czyli z życia wzięte! Oparte na autentycznych
              faktach !

              Cechy udacznika, ktoremu udało się zrobic kariere w nauce
              -ktos, kto jest prof zatrudnionym (nawet po 70-tce) na wielu etatach nie musząc
              pojawiać się nawet na zajęciach, w instytutach,
              - ktos kto ma kilkudziesięciu czy nawet kilkuset dyplomantow a nie musi nawet
              czytać i znać ich prac dyplomowych
              - ktos kto ma pieniądze na badania i nie musi ich wykonywac ani rozliczać się
              z funduszy pobranych na badania
              -ktos kto moze wyjeżdżać ( z calym inwentarzem) na liczne kongresy i inne
              wyjazdy zagraniczne bez potrzeby prezentowania czegokolwiek
              - ktos kto jest zdolny do wycięcia wszystkich potencjalnych konkurentow dzięki
              czemu może dożywotnio pelnić swoje rozliczne funkcje w atmosferze podziwu i
              uwielbienia


              Cechy nieudacznika
              - ktos kto nigdy prof nie bedzie i nie może pracowac nawet jednym etacie mimo
              aktywności naukowej
              -ktos kto nie może wykladać na uczelniach mimo (dlatego) , że jego jwyklady
              cieszyly się większym uznaniem niz wykłady udacznikow
              - ktos, kto nie może miec dyplomantow bo wychowal najlepszych naukowcow (w tym
              prof)
              -ktos kto nie ma pieniedzy na badania mimo (dlatego), że ma więcej publikacji
              niz 'najlepsi z najlepszych', udacznicy wygrywający w cuglach organizowane
              przez siebie konkursy dla podziału miedzy siebie pieniedzy podatnika
              - ktos kto nie moze oficjalnie wyjeżdżać na kongresy bo takie wyjazdy sa
              szkodliwe ( orzeczenie komisji KBN) mimo zaproszeń ze strony organizatorow
              kongresow
              -ktos kto ma 30 lat i nie może prezentowac sie ze względu na podeszły wiek na
              sympozjach prowadzonych przez 50 - 70-80 letnich młodzieniaszkow
              -ktos kto wychowal wielu aktywnych badaczy dzięki czemu jest otoczony atmosferą
              nienawiści i ostracyzmu
              • siup_walenty Re: CECHY UDACZNIKA I NIEUDACZNIKA 22.02.04, 18:29
                Pominieto jeszcze jedna ceche udacznika; ktoś, kto nie musi uzasadniać, że
                udacznikiem jest. Dlaczego? Bo jest! I basta.. Dualnie nieudaczznik musi ciągle
                dowodzić, że nie jest wielbłądem.
              • Gość: abc NIEKTÓRZY ZNANI UDACZNICY (wszyscy z hab.) IP: *.chello.pl 22.02.04, 21:48
                1. prof. dr hab. Jerzy Jaskiernia
                (całokształt, a szczególnie ostatnia afera z automatami do gier,
                prawdopodobne kontakty ze środowiskami przestępczości zorganizowanej
                2. prof. dr hab. Mariusz Łapiński b. Minister Zdrowia
                (całokształt, a szczególnie afera lekowa, udział w pobiciu dziennikarza)
                3. prof. dr hab. Ryszarb Bender (całokształt, korupcja w czasie gdy był
                prezesem KRRiT - przyjęcie od FilmNetu "nagrody" za koncesję, antysemickie
                poglądy, twierdzi np. że w Oświęcimiu nie było obozu koncentracyjnego)
                4. dr hab. R z Opola (UO)
                miasta.gazeta.pl/opole/1,37656,1909237.html
                (plagiat)
                BTW, czy to nie jest Dariusz Ratajczak słynny z występu razem
                z prof dr hab. Ryszardem Benderem w Radiu Maryja?
                4. prof. dr hab. Stanisław Łach ze Słupska (PAP)
                miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,37647,1908263.html
                (plagiat)
                5. prof. dr hab. Adam Sosnowski ze Szczecina (US)
                www.centrumprasowe.net/content/article/20030506130350647.htm
                (plagiat)
                • Gość: abc Przepraszam za błąd IP: *.chello.pl 22.02.04, 22:08
                  Z rozpędu źle policzyłem - podałem 6, a nie 5 udaczników - przepraszam.

                  Ciekawe ilu z nich ma już (belwederskie) tytuły profesorskie?
            • dyplomata Walentemu o co idzie siup 22.02.04, 23:21
              siup_walenty napisał:

              > Skąd takie przekonanie?!! Nikt tego nie napisał. Ten system "bezpłatnej
              > edukacji" i tak sie zawali, ale nie ma to żadnego związku ze sprawą
              > habilitacji. A tak ogólnie to nie rozumiem o co Dyplomacie idzie. Rozumiem,
              >ze lubi słowo "grajdoł", ale niewiele z tego wynika.

              Idzie o to ze robiac reforme polegajaca na zniesieniu habilitacji doprowadzi
              sie do totalnej degrengolady. Z tego powodu ze bedzie to otwieralo masie
              elementu zupelnie beznadziejnego droga do wszystkich szczebli w obecnym
              systemie biurokratyczno-urzedniczym.

              Wieczorek i inni habilitowcy pomijaja kwestie finansowe i koniecznosc doglebnej
              reformy ktora musi byc zwiazana ze zmiana finansow.

              Czyli mniej wiecej takiej reformy:

              Znosimy habilitacje i belwederki ale to nie znaczy ze wszyscy dostana teraz
              lepsze dozywotnie etaciki na stanowiskach profesorow ktore zalatwili se na
              uczelniach. Wrecz przeciwnie - o stale posady bedzie TRUDNIEJ niz dotychczas!

              Teraz mozemy poczekac co powiedza na to habilitowcy. Im bynajmniej nie chodzi
              o to zeby w systemie bez habilitacji bylo trudniej o stale posady. Oni walcza z
              habilitacja po to zeby latwiej bylo miec dobre stale posadki hehe.
              • Gość: abc Dyplomata udaje że nic nie rozumie IP: *.chello.pl 22.02.04, 23:41
                Nie chodzi o posady czy o pieniądze, tylko o kryteria awansowania i
                samodzielności w nauce. System odziedziczony po latach stalinowskich, skansen w
                stylu białoruskim, blokuje rozwój polskiej nauki i ułatwia zdobywanie
                najwyższych pozycji miernotom. Wymieniłem je w poprzednim poście
                o "udacznikach". Jest Pan dumny mając za kolegów samodzielnych wymienione tam
                osoby?
                Weryfikacja obejmowałaby wszystkich i hab i niehab. Hab. byłoby jakimś
                argumentem, ale nie tak istotnym jak teraz. Najważniejszy powinien być dorobek
                naukowy w skali miedzynarodowej, a nie układy. Nie mogą o awansowaniu decydować
                osoby niekompetentne, a tak jest w obecnym systemie, gdzie ocenia się
                delikwenta na podstawie tego czy miał udane show (kolokwium), czy nie i czy
                ładnie się uśmiechał.
                Pieniądze nic nie zmienią w tym chorym systemie, tak jak nic nie zmieniły w
                komunie za Gierka - spowodowały tylko późniejsze, odczuwane do dziś, kłopoty.
                Lepiej je nawet wstrzymać (mam nadzieję że Unia tak zrobi), żeby nie utrwalać
                patologii.
                • Gość: abc Krótkie uzupełnienie IP: *.chello.pl 22.02.04, 23:51
                  Wyraziłem się zbyt delikatnie.
                  Powinno być pod koniec drugiego zdania: "miernotom i oszustom", a nie
                  tylko "miernotom".
    • Gość: joniu Jeszcze o szkołach prywatnych IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 22.02.04, 22:37
      Sytuacja się nie unormuje, jeśli w szkoły prywatne będą traktowane jako miejsca
      do zarabiania pieniędzy. Sam pracuję w takiej uczelni jako jedynym miejscu
      pracy i mierzi mnie, gdy moim kolegą jest facet, który przychodzi do niej na
      swój trzeci etat i jest w niej tylko dla tego, że zna szefa. Uwolnijcie etaty w
      szkołach prywatnych dla młodych! Wydaje się, że dobrym pomysłem byłoby
      wprowadzenie w zapisie o minimum kadrowym dla kierunku konieczności
      zatrudniania doktorów na pierwszych etetatach, tak jak ma to miejsce w
      przypadku habilitowanych. Wymusiłoby to poszukiwanie pracowników na stałe
      związanych z uczelnią.
      • siup_walenty Re: Jeszcze o szkołach prywatnych 23.02.04, 11:46
        To bardzo rozsądna propozycja. Co wiecej, mogłaby ona w dłuższej perspektywie
        doprowadzić do urealnienia przeróżnych porównań uczelni. Szkoda, ze pada tylko
        na tym forum.
    • Gość: nieudacznik Co to znaczy "zrobić karierę naukową?" IP: *.nas12.saint-louis1.mo.us.da.qwest.net 22.02.04, 23:20
      O czym wlasciwie dyskutujemy? Na czym ma polegac "kariera"?

      1. Jesli pytamy sie, czy w Polsce mozna robic prace, ktore sa publikowane w
      najlepszych miedzynarodowych czasopismach naukowych i wyrabiaja mlodemu
      czlowiekowi tzw. "nazwisko" w jego dyscyplinie - to moja odpowiedz
      brzmi "Oczywsicie tak".

      2. Jesli pytamy sie, czy pracujac po 10 godzin dziennie przez kilka lat mozna
      osiagnac takie wyniki, ktore otwieraja droge do zagranicznych stazy naukowych,
      zatrudnienia w zagranicznych osrodkach naukowyc itd., to moja odpowiedz
      brzmi "Oczywiscie tak".

      3. Jesli pytamy sie, czy osiagniecie miedzynarodowego uznania w nauce oznacza
      wysilek, poswiecenie, wyrzeczenia, prace przez 7 dni w tygodniu, rezygnacje z
      wakacji, wielu aspektow zycia osobistego czy towarzyskiego - to odpowiedz
      brzmi "niestety, tak".

      4. Czy pracujac w Polsce mozna osignac uznanie owocujace dobrze platna posada w
      nauce amerykanskiej - to odpowiedz brzmi "Oczyiscie tak".

      5. Jesli pytanie brzmi - czy mlody czlowiek z w/w wynikami moze osiagnac w
      Polsce formalne uznanie w rodzaju profesury, szkolu naukowej itd - to moja
      odpowiedz brzmi "niestety nie".

      6. Czy kazdy doktor w Polsce odnosi naukowy sukces? Nie. Czy kazdy doktor w USA
      odnosi naukowy sukces? Nie. Malo komu udaje sie zostac gwiazda amerykanskiej
      nauki. Roznica polega na tym ze z jednej profesorskiej pensji w USA mozna zyc
      wygodnie i spokojnie zajmowac sie swoimi sprawami - np. uprawianiem nauki, albo
      uczeniem, albo wlasnymi hobby. Nie mozna tego niestety powiedziec o zarobkach w
      Polsce.

      7. Jaka bedzie przyszlosc nauki w Polsce? Nie ma przyszlosci - anschluss do UE
      oznaczac bedzie nie tylko koniec mozliwosci zajmowania sie nauka w Polsce, ale
      takze likwidacje wyzszych uczelni i szkol naukowych na rzecz placowek
      niemieckich czy "europejskich", przy sprowadzeniu polskich uczelni do roli
      czysto utylitarnej, tzn. przygotowania praktycznego do wykonywania zawodow w
      zagranicznych przedsiebiorstwach.

      Obym sie mylil.

      • Gość: jrw Re: Co to znaczy "zrobić karierę naukową?" IP: *.184-203-24.mc.videotron.ca 23.02.04, 02:22
        Na końcu wrócilismy do tego co powinno rozpoczynać dyskusję: definicji o czym
        dyskutujemy.
        "Kariera" i "uprawianie nauki" to odrębne pojęcia: "nauka" to najogólniej
        mowiąc poszukiwanie praw rządzących tym światem, a "kariera" to metoda (tylko
        częściowo skodyfikowana), która służy w społeczeństwie ewaluacji jednostek w
        różnych nie tylko naukowych dziedzinach. I ta ewaluacja szwankuje u nas we
        wszystkich dziedzinach niezależnie od "habilitacji", "profesur" czy innych
        wyznaczników kariery.
        "Kariera" musi wiązać się z przywilejami wyróżniającymi jednostkę (dziś są to
        finanse i zwiekszające się możliwości decyzyjne i w nauce stopnie), ale musi
        też nieodłącznie wiązać się z prawdziwą wartością osobnika w jego dziedzinie.
        Kariera oderwana od prawdziej wartości nie jest karierą tylko oszustwem.
        Kariera wspominanego tu wielokrotnie prof. Żylicza jest najzupełniej prawdziwa
        natomiast inni "profesorowie" wspominani w ostanich wypowiedziach nie są
        przykładami karier naukowych, tak jak złodziej nie jest przykładem kariery w
        biznesie.
        W polskiej nauce nie potrzebujemy wielkiej rewolucji strukturalnej,
        potrzebujemy rzetelniejszej kontroli istniejących elementów kariery i podziału
        środków. Bo środki oprócz tego, że są w całości małe to są jak o tym już była
        mowa często marnowane.
        Jak to osiągnąć? - Np. wprowadzić przepisy dotyczące osób zasiadających w
        gremiach kontrolujących (np. udział tylko osób z dorobkiem publikacyjnym w
        ciągu ostatnich lat i pewnej liczby ekspertów niezależnych z zagranicy) oraz
        rozliczanie wielkich grantów (zamawianych) przez wynik publikacyjny wraz z
        absolutnym zakazem finansowania grup, które uczestniczyły w grantach
        nierozliczonych. Jednocześnie trochę powinniśmy przyjrzeć się wydawaniu
        pieniędzy przyznawanych na tzw. działalność statutową. Często na skutek spadku
        po poprzednich czasach pieniądze te zasilają niekontrolowane (znikła partia
        jako element nadzorczy) rządzone autorytarnie jednostki, które niekoniecznie
        wydają je naprawdę na potrzeby nauki. Warto posprawdzać przy przyznawaniu
        pieniędzy jak wyglądają tzw. koszty pośrednie w jednostkach i co w nie wchodzi.

        Jeśli chodzi o główne pytanie: uważam, że w Polsce można zrobić karierę naukową
        jesli jest się naprawdę zainteresowanym nauką i chce się poszukać miejsca gdzie
        naukę można uprawiać. Trzeba na to trochę cierpliwości i może samozaparcia
        finansowego (nie zawsze od razu zdobywa się finansowanie), ale jest to możliwe.
    • Gość: BPP Wojcik w radio.com & & #35 8211; komentarz IP: *.dhcp.uno.edu 23.02.04, 02:49
      Pisze komentarz tutaj bo tu jest wieksze forum.

      Wizja pana Wojcika o amerykanskich uczonych ma sie tak samo do rzeczywistosci
      jak lektura miesiecznika Twoj Styl do rzeczywistosci w Polsce. Tak bywa, ale to
      nie jest standardem. Jezdzenie z konferencji na konferencje jest przywilejem
      tylko malej grupy a jesli uznamy ze uczeni jadaja w dobrych restauracjach to na
      liste takich trzeba wpisac McDonalds.

      Pierwsza uwaga jest to ze nauka amerykanska jest dobra tylko wedlug ocen ....
      nauki amerykanskiej. Jak amerykanie utworzyli kryteria tego co jest dobre to
      sie do nich dostosowali i jak teraz ukladaj rankingi wedlug swoich kryteriow to
      nic dziwnego ze w nich przoduja. Jak komitet noblowski nie zna chinskiego to
      nic dziwnego ze chinczycy nagrod nobla nie dostaja. Kiedys nie znal rosyjskiego
      i teraz musi sie za to wstydzic.

      Tak samo lista najlepszych uniwersytetow oceniania przez amerykanow bedzie
      promowac kraje anglosaskie. Ukonczylem w Polsce uniwersytet z konca rankingu, a
      doktorat pisalem w USA w szkole z czolowki, wedlug rankingow to niebo i ziemia,
      wedlug mojej wlasnej obserwacji to wlasciwie to samo. Mam wierzyc wlasnym oczom
      czy rankingom. Na tej liscie najlepszy uniwersytet europy kontynentalnej
      znajduje sie na miejscu 25, najlepszy niemiecki na 48, najlepszy francuski na
      65. Komedia ? Nie, zwyczajny marketing, podszyty szowinizmem. Sam jestem w
      posiadaniu atlasu amerykanskiego gdzie polskie ziemie zachodnie sa oznaczone
      jako “tymczasowa polska administracja”. Jak wyglada haslo “Polska” w
      encyklopedii Microsoftu kazdy moze sam zobaczyc. I nagle w sprawach nauki tym
      ludziom kaze sie wierzyc bezkrytycznie, w ich listy i ich rankingi.

      Nie inaczej jest z tzw. publikacjami. Mi do oceny nie sa potrzebne jakies listy
      filadelfijskie, bez zadnych list ani indeksow cytowan potrafie z glowy
      powiedziec kto co zrobil w mojej dziedzinie a kto w glowie ma siano i rezultaty
      science-fiction. Smutna ale skrzetnie ukrywana prawda jest to ze z publikacji
      maja pozytek jedynie domy wydawnicze, ktore wciaz wymyslaja nowe czasopisma,
      ktore sprzedaja coraz drozej coraz wiekszej ilosci bibliotek, to ich lobby
      promuje oceny poprzez ilosc publikacji, a naiwni mysla ze stoja za tym
      merytoryczne lub szlachetne cele.

      Socjolog, pani Staniszkis lubi mowic o asymetrii racjonalnosci. Jest to
      sytuacja gdy w kraju przyjmuje rozwiazania racjonalne ale dla innego poziomu i
      innego rynku. Mimo ze ma na mysli sytuacje spoleczno-ekonomiczna, uwazam ze
      odnosi sie to tez do sytuacji w nauce i sposobow jej uzdrowienia.

      Jedyna szansa krajow malych jest znalezienie stylu ktorego nie mozna, lub nie
      oplaci sie wykupic lub uprowadzic. Tylko dlatego jeszcze jakies badania sie w
      Polsce prowadzi bo ludzie ktorzy je robia dobrze sobie zycie chwala i nie maja
      jak wyjechac, ani nie da sie ich wyrzucic z posady naplywem zagranicznikow.
      Wprowadzenie modelu amerykanskiego spowoduje tyle ze juz bedzie mozna. Bedzie
      to taki sam efekt jak zniesienie segregacji rasowej w Ameryce. Przyznaje,
      segregacja byla zla, ale w czasach segregacji byl i Murzyn naukowiec, i
      nauczyciel i lekarz, bo do bialego nie bylo wstepu. I bywali wsrod nich
      wybitni, i bywalo ze mieli osiagniecia z ktorych korzystali tez biali.
      Segregacje zniesiono, ale bez prawdziwej integracji miedzyrasowej. Prosze
      zobaczyc jak teraz wyglada murzynska dzielnica. Tak samo bedzie wygladac nauka
      polska. Amerykanie wyplyneli na tym wlasnie ze nie patrzyli kto sie liczy w
      Anglii, a przeciez mogli skonczyc jak nauka argentynska czy brazylijska. To wam
      proponuje pan Wojcik.

      B.P. Pozniak, UNO



    • Gość: obserwator wysokie kryteria a nie likwidacja habilitacji IP: *.math.louisville.edu 23.02.04, 03:45
      Wszedzie na swiecie wprowadzone sa gradacje stanowisk odrozniajace doktora z
      jedna publikacja od takiego, ktory ma ich kilkanascie czy kilkadziesiat.
      W USA po doktoracie zazyczaj trzeba spedzic wiele lat podrozujac od
      uniwersytetu do uniwersytetu, skladajac co dwa-trzy lata podanie o nastepne
      stypendim (tzw. postdoca). Gdy sie tego czasu nie zmarnuje i - jak to w nauce -
      ma troche szczescia, wtedy mozna uzyskac na jakims uniwersytecie z ambicjami
      naukowymi tzw. tenure track czyli to, co w Polsce odpowiada stanowisku adiunkta
      (w USA:,,assistant professor''). To tylko pozycja stazowa. Formalnie ma sie juz
      uprawnienia do prowadzenia wlasnych doktorantow, ale praktycznie nikt w tej
      sytuacji tego nie robi, bo trzeba w ciagu ok. trzech lat napisac taka ilosc
      prac, z ktora mozna zlozyc na tym samym uniwersytecie podanie o tzw tenure.
      Jesli sie taka pozycje dostanie (,,associate professor,,), to jest to juz staly
      etat. Wymogi sa tu bardzo zblizone do polskiej habilitacji. Pozniej mozna
      jeszcze na danym uniwersytecie zmniejszyc sobie obciazenia dydaktyczne i
      uzyskac znaczaca podwyzke placy, uzyskujac tytul pelnego profesora. Polski
      odpowiednik: profesor belwederski.
      Amerykanski system jest bardziej odporny na bledy, bo dysponuje nieskonczenie
      wiekszymi pieniedzmi i nawet jesli podejmie sie bledne decyzje, to zawsze
      znajda sie srodki na zatrudnienie jeszcze kogos wlasciwego.
      Wydaje mi sie, powtarzam juz na tym forum te mysl po raz drugi, ze polski
      system powinien zmierzac w kierunku lepszego finansowania i podnoszenia
      poprzeczki, a nie jej obnizania. Jesli w pewnych naukach w Polsce, a takie
      glosy sie tu slyszy, zdarza sie ponad przecietna statystyczna, ze habilitacje
      trafiaja w niewlasciwe rece, to trzeba zaostrzyc kryteria i zobiektywizowac
      ocene, a nie rezygnowac z habilitacji. To bylby wlasnie krok w kierunku
      obnizenia poziomu.
      Trzeba zachowac system superrecenzji dokonywanych centralnie przez CKK. Powinno
      sie tez zagwarantowac przynajmniej jednego recenzenta zagranicznego, a jeszcze
      lepiej kilku. Nie chce tu ad hoc formulowac dokladnych receptur. To wlasnie
      zadanie dla tych, ktorzy przygotowuja projekt nowej ustawy.
      • dyplomata Baju baju bendziem w skansenie 23.02.04, 10:23
        Gość portalu: obserwator napisał(a):

        > Wszedzie na swiecie wprowadzone sa gradacje stanowisk odrozniajace doktora z
        > jedna publikacja od takiego, ktory ma ich kilkanascie czy kilkadziesiat.
        > W USA po doktoracie zazyczaj trzeba spedzic wiele lat podrozujac od
        > uniwersytetu do uniwersytetu, skladajac co dwa-trzy lata podanie o nastepne
        > stypendim (tzw. postdoca).

        Wlasnie.

        > Gdy sie tego czasu nie zmarnuje i - jak to w nauce - ma troche szczescia,
        >wtedy mozna uzyskac na jakims uniwersytecie z ambicjami naukowymi tzw. tenure
        >track czyli to, co w Polsce odpowiada stanowisku adiunkta w USA:,,assistant
        >professor''). To tylko pozycja stazowa. Formalnie ma sie juz
        > uprawnienia do prowadzenia wlasnych doktorantow, ale praktycznie nikt w tej
        > sytuacji tego nie robi, bo trzeba w ciagu ok. trzech lat napisac taka ilosc
        > prac, z ktora mozna zlozyc na tym samym uniwersytecie podanie o tzw tenure.
        > Jesli sie taka pozycje dostanie (,,associate professor,,), to jest to juz
        >staly etat. Wymogi sa tu bardzo zblizone do polskiej habilitacji. Pozniej
        >mozna
        > jeszcze na danym uniwersytecie zmniejszyc sobie obciazenia dydaktyczne i
        > uzyskac znaczaca podwyzke placy, uzyskujac tytul pelnego profesora. Polski
        > odpowiednik: profesor belwederski.

        Noo bez przesady. Placowki same decyduja o kadrze bo od niej zalezy ich
        reputacja. W placowkach elitarnych (Ivy League) jest to kwestia zycia i
        smierci. Po co wiec porownywac to z belwederkami?

        > Amerykanski system jest bardziej odporny na bledy, bo dysponuje nieskonczenie
        > wiekszymi pieniedzmi i nawet jesli podejmie sie bledne decyzje, to zawsze
        > znajda sie srodki na zatrudnienie jeszcze kogos wlasciwego.

        Tak, ale procedury obsadzania stanowisk sa takie ze decyduja wzgledy rynkowe:
        czyli pozycja i reputacja jaka ktos ma.


        > Wydaje mi sie, powtarzam juz na tym forum te mysl po raz drugi, ze polski
        > system powinien zmierzac w kierunku lepszego finansowania i podnoszenia
        > poprzeczki, a nie jej obnizania. Jesli w pewnych naukach w Polsce, a takie
        > glosy sie tu slyszy, zdarza sie ponad przecietna statystyczna, ze
        >habilitacje
        > trafiaja w niewlasciwe rece, to trzeba zaostrzyc kryteria i zobiektywizowac
        > ocene, a nie rezygnowac z habilitacji. To bylby wlasnie krok w kierunku
        > obnizenia poziomu.
        > Trzeba zachowac system superrecenzji dokonywanych centralnie przez CKK.
        >Powinno
        > sie tez zagwarantowac przynajmniej jednego recenzenta zagranicznego, a
        jeszcze
        > lepiej kilku. Nie chce tu ad hoc formulowac dokladnych receptur. To wlasnie
        > zadanie dla tych, ktorzy przygotowuja projekt nowej ustawy.

        Czyli w Polsce zachowac centralny system biurokratyczny a w USA to niech se
        bedzie rynkowo-elitarny?

        Po prostu niech Polska to bedzie skansen grajdolek z habilitowanymi, furmankami
        i strojami lowickimi bo to takie milutkie. A science i high-tech to w USA.
        Wiekszej bzdury dawno nie proponowano.
        • Gość: czytelnik KRĘGI AKADEMICKIE IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 23.02.04, 13:45
          Przeczytalem:
          Racjonalnosć zachowań możemy znalezć w stosunkowo mało reprezentatywnych
          kręgach społeczeństwa Zachodu. Nawet kręgi akademickie zdaja się cenić wyżej
          wiele innych wartosci niż racjonalnosć. Przykład autorytetów Sorbony
          firmujacych ideologię ludobójstwa w Kampuczy nie stanowi, niestety,
          odosobnienia. Nie ma również potrzeby przytaczania przykładów rytualizacji
          życia akademickiego. Nabożne namaszczenie, tabu, stylizowana celebra stanowia
          trwały składnik tego życia. Pewnym postawom, osobom, gestom nadaje się wartosć
          prawie sakralną, nawet jeśli nie odpowiadaja im obiektywnie żadne wartosci.
          Stopnie naukowe i członkostwa Akademii nadawane prominentom w tzw. krajach
          socjalistycznych stanowia jeden z dobrze znanych przykładów poszukiwania w
          nauce namiastki sacrum.
          Józef ŻYCIŃSKI ( Medytacje sokratejskie
          • Gość: czytelnik Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 23.02.04, 13:47
            Przeczytalem :
            ZDANIE OGÓŁU

            Doprawdy, nie ma tak absurdalnego poglądu, którego by ludzie nie przyjęli jako
            własny, o ile tylko potrafi im się wmówić, że pogląd ten został przyjęty przez
            ogół. Przykład działa tak na ich myślenie, jak na ich czyny. Są oni jak owce,
            które idą za swoim baranem, gdziekolwiek ich prowadzi; łatwiej im umrzeć, niż
            myśleć.
            Jest to bardzo dziwne, że zdanie ogółu ma dla nich tak wielkie znaczenie, skoro
            przecież sami widzą po sobie, w jaki sposób przyjmuje się zdania, mianowicie
            zupełnie bez
            rozumowania i tylko na skutek przykładu. Tego nie wiedzą jednak, bo nie mają
            żadnego samokrytycyzmu. ............

            Powszechność jakiegoś poglądu nic jest, poważnie mówiąc, żadnym dowodem, nie
            daje nawet prawdopodobieństwa słuszności. ...........
            To, co się nazywa zdaniem ogółu, jest ściśle biorąc, zdaniem dwóch lub trzech
            osób i o tym przekonalibyśmy się, gdybyśmy mogli obserwować powstawanie takiego
            ogólnie przyjętego poglądu. Zauważylibyśmy wtedy, że tylko dwie lub trzy osoby
            najpierw to zdanie przejęły od innych albo wypowiedziały same, a inni z
            uprzejmości uwierzyli, w przekonaniu, iż rzecz była gruntownie zbadana.
            Uważając tych pierwszych za dostatecznie kompetentnych, przyłączyło się do tego
            zdania najpierw kilku następnych. Tym znowu uwierzyło wielu innych, którzy z
            lenistwa woleli po prostu uwierzyć od razu zamiast podjąć mozolne badania. I z
            dnia na dzień narastała liczba tych leniwych i łatwowiernych zwolenników; gdy
            bowiem taki pogląd przyjęła już znaczna liczba osób, wówczas następni uważali,
            że to się mogło stać tylko dzięki słuszności tego poglądu. Pozostali zaś byli
            teraz zmuszeni uznawać to, co już zostało ogólnie uznane, jeżeli nie chcieli
            uchodzić za niespokojne głowy, które się opierają ogólnie uznanym poglądom, lub
            za zarozumialców, którzy chcą być mądrzejsi od całego świata. Podzielanie tego
            poglądu stało się obowiązkiem. Nieliczni, którzy są zdolni do wydawania
            własnych sądów, muszą teraz milczeć; ci zaś, którym wolno mówić -to ludzie
            niezdolni do własnego zdania i własnego sądu, którzy są tylko echem cudzych
            poglądów; tym gorliwiej jednak i tym fanatyczniej ich bronią. Nienawistny jest
            im bowiem każdy myślący inaczej, i to nie tyle z powodu
            odmiennego poglądu, ile z powodu zuchwalstwa, jakie wykazuje wypowiadając
            własne zdanie; rzecz taka im się nigdy nie zdarza i w gruncie rzeczy są tego
            świadomi. Krótko mówiąc, bardzo mało ludzi umie myśleć, ale jakiś pogląd chce
            mieć każdy.

            Artur Schopenhauer
            – Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów
            • Gość: gość Politycy IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 23.02.04, 15:08
              Zupełnie nie rozumiem, jak można widzieć w polityce nadzieję na reformę nauki.
              Gdy tylko politycy poczują, że opinia społeczna daje im zielone światło,
              zreformują naukę tak, jak AWS i SLD zreformowały nam (z wiadomym skutkiem)
              służbę zdrowia, oświatę i media publiczne. Z równym rozsądkiem Konrad
              Mazowiecki wzywał na pomoc Krzyżaków...
              • Gość: czytelnik Newsweek szkaluje ? polskich uczonych IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 23.02.04, 16:04
                Newsweek szkaluje ? polskich uczonych
                <http://newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9114>

                Uniwersyteckie kliki trzęsą polskimi uczelniami i naciągają swoje szkoły. W
                walce o kasę i etaty nobliwi uczeni wykazują brak zasad godny wioskowych kacyków
                • Gość: Jasio Re: Newsweek szkaluje ? polskich uczonych IP: *.proxy.aol.com 23.02.04, 16:37

                  Odpowiadasz na :
                  Gość portalu: czytelnik napisał(a):

                  > Newsweek szkaluje ? polskich uczonych
                  > <http://newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9114>
                  >
                  > Uniwersyteckie kliki trzęsą polskimi uczelniami i naciągają swoje szkoły. W
                  > walce o kasę i etaty nobliwi uczeni wykazują brak zasad godny wioskowych
                  kacykó
                  > w

                  Rzeczywiscie. Cytat zdcydowanie ubliza wiejskim kacykom.
                  Ale nie martwmy sie zbytnio. Problem istnije w skali swiatowej, nie tylko
                  polskiej!!
      • hel0 Re: wysokie kryteria a nie likwidacja habilitacji 23.02.04, 19:38
        Habilitacja ma tylko sens jesli poparta jest publikacjami. Zmiany ktore powinny
        nastapic to:

        (1)"wyglad habilitacji": powinien byc to zbior publikacji (jak najbardziej
        dopuszczalne angielskojezyczne bez koniecznosci ich tlumaczenia) poprzedzony
        moze krotkim (jedno-dwustronicowym wstepem ulatwiajacym przeglad publikacji).
        Tworzenie "drugiego" doktoratu uwazam za bezsensowne, gdyz glowne mysli i
        odkrycia powinny byc sformuowane w publikacjach a powtarzanie i tlumaczenie
        tego na Polski jest strata czasu wlasna i recenzentow. Aby taki wyglad
        habilitacji byl przyjety przez szanowne grenia rady starszych powinien byc
        wymogiem, a nie jedynie dopuszczalna forma. Niesty zyjemy w kraju gdzie rady te
        moga skutecznie zablokowac nieakceptowalna przez siebie forme nawet gdy jest
        ona prawnie dopuszzcalna.
        (2)Powinien byc zniesiaony wymog uzyskania podpisow od pozostalych autorow
        zrzekajacych sie udzialu w pracy. Jest to wyjatkowo glupi przepis i faktycznie
        trudno jest czlowiekowi honoru wystopic o taka przysluge do wspolpracownikow
        (szczegolnie poza granicami kraju. Tym bardziej ze jezeli sa oni wspolautorami
        to jak najbardziej poczuwaja sie do jakiegos wkladu w dzielo. Trudno jest
        amerykanskim wspolpracownikom wytlumaczyc ze to tylko tak pro forma potrzebne
        dla glupich polskich przepisow. Ja nigdy o cos takiego nie wystapie bo szanuje
        swoich partnerow.
        Wymogiem powinno byc wlaczanie do habilitacji tylko tych publikacji gdzie jest
        sie pierwszym autorem. Samo przez sie rozumie sie ze pierwszy autor nadzoruje
        merytorycznie i wykonawczo opublikowane wyniki.

        Habilitacje powinny byc weryfikowane sila IF dolaczonych publikacji, a nie ich
        iloscia. Moze to byc przykladowo tylko jedna publikacja w Cell lub Nature.
        3) powinna byc wprowadzona rotancja na terenie kraju na stanowiskach postdokow.
        Obecnie jej w ogole nie ma. Albo ktos robi doktorat juz bedac na etacie i
        pozostaje na nim do konca zycia, albo po studiach doktoranckich nie ma zadnych
        szans na uzyskanie jakiejkolwiek pracy. Jedyna alternatywa jest uzyskanie etatu
        ktorych po prostu nie ma. Postdocy powinni miec mozliwosc krotkiego
        zatrudnienia (3-5 lat) w roznych placowkach naukowych. Takich krotkich etatow
        kazda placowka powinna miec kilka a mlodzi pracownicy powinni sie na nich caly
        czas zminiac, tak jak to jest na calym swiecie - nie tylko w USA.
        (4) oczywiscie powinien istniec wyrazny zakaz pozostania postdoka w placowce
        gdzie bronil doktoratu. Pozwoli to przynajmniej czesciowo zmniejszyc
        kunktatorstwo i patronat wplywowej rodziny.
        (5) Powinien ustniec system stalej weryfikacji naukowej pracownikow
        zatruydnionych etatowo. Kazdy zatrudniony na stanowisku naukowym kto w ciagu 5
        lat nie ma zadnej publikacji z IF powinien byc zwolniony. Przykro mi ze
        takich "naukowcow" jest bardzo duzo - szczegolnie w medycynie. Rozumiem ze
        czesto sa to swietni klinicysci, ale niestety do niczego "naukowcy" wiec
        powinni raczej szukac zatrudnienia w szpitalach, a nie w Klinikach. Sa tacy
        profesorowie ktorzy przez cale zycie nie opublikowali zadnej publikacji z IF, a
        zasiadaj w komisjach weryfikujacych czyjs dorobek. Czyz to nie absurd.
        • dyplomata Wysokie kryteria urzedniczo-biurokratyczne 23.02.04, 22:32
          hel0 napisała:

          > Habilitacja ma tylko sens jesli poparta jest publikacjami. Zmiany ktore
          >powinny nastapic to:

          >....dlugi elaborat

          Niestety to nie bedzie dzialalo. Ludzie zawsze wykombinuja jak obejsc
          przepisy albo zmanipulowac uklady biurokratyczne.

          Po czorta habilitacje i inne formalne oceny biurokratyczne?

          Jezeli beda autonomiczne placowki naukowe konkurujace na rynku nauki o
          fundusze to same beda sobie dobieraly ludzi tak by ich reputacja sie podnosila
          a na pewno nie obnizala. Od reputacji bedzie zalezala ich kasa czyli istnienie.

          Wezmy taki przyklad bo jest tu kupa ludzi ktorzy lubuja sie w modelu USA:
          W jaki sposob np. Stanford University, Harvard University a nawet University
          of New Orleans rekrutuja pracownikow, szczegolnie tych na stale etaty?

          Patrza na to czy maja habilitacje? Czy maja notowania IF? Albo impacty powyzej
          2.437?
          • hel0 Dlatego drogi Dyplomato ze 23.02.04, 23:49
            nie wierze w szybkie powstanie autonomicznych i konkurujacych opieniadze
            placowek naukowych. Droga daleka nawet przy zalozeniu dobrej woli wszystkich
            zainteresowanych (ktorej z naturalnego stanu rzeczy nie ma). Trzeba natomiast
            wprowdzic szybkie zmiany, aby calkowicie nie odstraszyc mlodych od nauki, bo
            bez nich to juz zupelnie nic nie bedzie.
            Czyli stworzyc im jakakolwiek mozliwosc pracy (tym samym wyjazdow) i ograniczyc
            habilitacje tak aby nowa kadra nadzorujaca prace doktorskie byla choc troche
            bardziej kompetentna. Starych to my juz nie zminimy.
            Rownolegle czemu nie prowadzic zmiany w proponowanym przez ciebie kierunku.
            • dyplomata Reductio ad absurdum 24.02.04, 09:12
              hel0 napisała:

              > Czyli stworzyc im jakakolwiek mozliwosc pracy (tym samym wyjazdow) i
              >ograniczyc
              > habilitacje tak aby nowa kadra nadzorujaca prace doktorskie byla choc troche
              > bardziej kompetentna. Starych to my juz nie zminimy.
              > Rownolegle czemu nie prowadzic zmiany w proponowanym przez ciebie kierunku.

              Tu jest wlasnie absurd rozumowania. Opisano dokladnie kumoterstwo, nepotyzm
              i feudalizm panujacy w nauce. Zniesienie habilitacji bez JEDNOCZESNEJ zmiany
              przeplywu strumieni pieniedzy spowoduje tylko powstanie DYNASTYCZNYCH ksiestw
              bo nie bedzie zadnej przeszkody by potomkowie nie dziedziczyli wladzy. Oprocz
              tego wyplynie element rozbojniczy walczacy z udzielnymi ksiazetami o wladze.
              Zadne kompetencje nie wzrosna, to mrzonki. Po jakims czasie system bedzie
              kompletnie mafijny od gory do dolu i jakiekolwiek zmiany beda niemozliwe.

      • Gość: abc Każde rozwiązanie z habilitacją jest złe IP: *.chello.pl 23.02.04, 23:14
        a) podniesienie poprzeczki - decyzje w sprawie awansów będę podejmować ludzie
        którzy zdażyli się shabilitować (czyli wybrani według zasad z systemu
        stalinowskiego); będzie to zwiększało efekt negatywnej selekcji oraz
        wzmacniało obecny, chory system i władzę starców i cwaniaków; jeszcze większe
        utrudnianie rozwoju dla młodych dynamicznych ludzi; starzenie się profesury,
        masowe wyjazdy młodych naukowców
        b) taka sama poprzeczka - to co jest teraz: daleko posunięte oderwanie awansów
        od osiągnięć naukowych, dydaktycznych, etc., wspieranie świata lizusostwa,
        układów i niekompetencji (decyzje po kolokwium są podejmowane przez
        habilitowanych z danej jednostki w tajnym głosowaniu - nie muszą się znać na
        dziedzinie rozprawy, kierują się tym, czy przedstawienie im się podobało czy
        nie i czy delikwent był grzeczny), narastająca niekompatybilność ze światem
        cywilizowanym, bliskość systemowa WNP
        c) obniżenie poprzeczki (usamodzielnienie wszystkich adiunktów): gwałtowne
        zwiększenie liczby samodzielnych, przeciętność jest normą (nie trzeba mieć
        żadnych osiągnięć po doktoracie żeby mieć tytuł do rządzenia); zajmowanie się
        głównie wydzieraniem sobie pieniędzy, gabinetów i ludzi, załatwianie starych
        porachunków
    • Gość: obserwator oczywiscie dobre publikacje IP: *.math.louisville.edu 24.02.04, 03:00
      Jakosc polskich doktoratow i habilitacji w dziedzinach scislych jest wysoka.
      Polacy bez zadnych klopotow uzyskuja prace na bardzo dobrych amerykanskich
      uczelniach. I europejskich. Na wielu bardzo znaczacych konferencjach Polacy
      wyglaszaja referaty plenarne.
      Jeden ze wspoldyskutantow wypowiedzial mysl, ze habilitacja powinna byc
      przyznawana na podstawie prac z dobrych czasopism, a nie rozprawy.
      Oczywiscie ma racje. W naukach scislych tak jest juz od dawna. Nikt nie uzyska
      habilitacji zlozywszy jedynie nigdzie nieopublikowana ksiazeczke.
      Nawet gdyby przeszlo to przez jakas dziwna rade, nawiasem mowiac, w tych
      dziedzinach nie ma takich w Polsce (ani jednej), to CKK natychmiast by to
      odrzucila. Rola CKK jest tu jak najbardziej pozytywna.
      Centralizacja systemu, o ile sluzy wlasciwym celom, nie prowadzi do wypaczen,
      lecz im zapobiega. Calkiem dobrym przykladem jest tu system francuski.
      Jeszcze slowo o tych ,,zlych'' profesorach. Kazdy ma swoje doswiadczenia,
      ale ci, ktorzy maja pozytywne, tez nie powinni milczec. Profesorowie, z ktorymi
      mialem przyjemnosc zetknac sie w czasie moich studiow uniwersyteckich i
      pozniejszej pracy w Polsce, byli swietnymi specjalistami w swoich dziedzinach.
      Nikt z nich nie otrzymal tytulu za darmo. Wiele sie od nich nauczylismy i jesli
      mialbym na ich temat cos do powiedzenia, to tylko tyle, ze zawsze bede im
      wdzieczny za przekazana mi wiedze i mila zachete do pracy naukowej.
      Szanowni Panstwo, obawiam sie jednak, ze dalsze trwanie tego forum uniemozliwi
      nam wszystkim zrobienie tego, co jest przeciez glownym tutaj tematem, czyli
      kariery w nauce. Za bardzo absorbuje uwage i pochlania czas.
      Zeby wiec nie dolaczyc do grona tych juz naprawde zlych profesorow, o ktorych
      Panstwo wspominacie, zajme sie pewnie odlozona na czas tej wymiany mysli praca.
      Chcialem wszystkim, ktorzy byli laskawi przeczytac moje wypowiedzi i odniesc
      sie do nich, bardzo podziekowac.
      Wszystkich serdecznie pozdrawiam.
      • Gość: ohio Re: oczywiscie dobre publikacje IP: *.nas12.saint-louis1.mo.us.da.qwest.net 24.02.04, 03:21
        Ma Pan oczywiscie racje, panie Grzegorzu :-)
      • mat_radnaja Re: oczywiscie dobre publikacje 24.02.04, 12:39
        Gość portalu: obserwator napisał(a):

        > Jakosc polskich doktoratow i habilitacji w dziedzinach scislych jest wysoka.
        > Polacy bez zadnych klopotow uzyskuja prace na bardzo dobrych amerykanskich
        > uczelniach. I europejskich. Na wielu bardzo znaczacych konferencjach Polacy
        > wyglaszaja referaty plenarne.
        > Jeden ze wspoldyskutantow wypowiedzial mysl, ze habilitacja powinna byc
        > przyznawana na podstawie prac z dobrych czasopism, a nie rozprawy.
        > Oczywiscie ma racje. W naukach scislych tak jest juz od dawna. Nikt nie
        uzyska
        >
        > habilitacji zlozywszy jedynie nigdzie nieopublikowana ksiazeczke.
        > Nawet gdyby przeszlo to przez jakas dziwna rade, nawiasem mowiac, w tych
        > dziedzinach nie ma takich w Polsce (ani jednej), to CKK natychmiast by to
        > odrzucila. Rola CKK jest tu jak najbardziej pozytywna.
        > Centralizacja systemu, o ile sluzy wlasciwym celom, nie prowadzi do wypaczen,
        > lecz im zapobiega. Calkiem dobrym przykladem jest tu system francuski.
        > Jeszcze slowo o tych ,,zlych'' profesorach. Kazdy ma swoje doswiadczenia,
        > ale ci, ktorzy maja pozytywne, tez nie powinni milczec. Profesorowie, z
        ktorymi
        >
        > mialem przyjemnosc zetknac sie w czasie moich studiow uniwersyteckich i
        > pozniejszej pracy w Polsce, byli swietnymi specjalistami w swoich dziedzinach.
        > Nikt z nich nie otrzymal tytulu za darmo. Wiele sie od nich nauczylismy i
        jesli
        >
        > mialbym na ich temat cos do powiedzenia, to tylko tyle, ze zawsze bede im
        > wdzieczny za przekazana mi wiedze i mila zachete do pracy naukowej.
        > Szanowni Panstwo, obawiam sie jednak, ze dalsze trwanie tego forum
        uniemozliwi
        > nam wszystkim zrobienie tego, co jest przeciez glownym tutaj tematem, czyli
        > kariery w nauce. Za bardzo absorbuje uwage i pochlania czas.
        > Zeby wiec nie dolaczyc do grona tych juz naprawde zlych profesorow, o ktorych
        > Panstwo wspominacie, zajme sie pewnie odlozona na czas tej wymiany mysli
        praca.
        > Chcialem wszystkim, ktorzy byli laskawi przeczytac moje wypowiedzi i odniesc
        > sie do nich, bardzo podziekowac.
        > Wszystkich serdecznie pozdrawiam.

        W naukach scisłych tak jest jak Pan napisał.Niestety nie dotyczy to tzw nauk
        społecznych. Przykładem może byc Wydział Zarzadzania Akademii Świetokrzyskiej w
        Kielcach. Konia z rzedem temu, komu uda sie uzyskac wykaz dorobku naukowego
        zatrudnionych tam samodzielnych pracowników. W dużej części sa to byli
        profesorowie Akademii Nauko Społecznych przy KC PZPR, ale to nie usprawiedliwia
        wszystkiego. Jak sie komus uda, niech napisze na tym forum.
        • mat_radnaja CKK 24.02.04, 12:43
          Czy CKK sprawdzało kiedys, tak okresowo, za co przyznawano ludziom w
          przeszłosci stopnie naukowe.? Czy to jest tak, że jak ktos cos kiedys
          pokomnbinował, to juz go nie mozna ruszyc? I jest po wsze czasy autorytetem
          mnaukowym i moralnym?
          • Gość: czytelnik Młodzi polscy naukowcy klepią biedę IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 24.02.04, 14:25
            kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1151640&KAT=242
            Głodny, ale płodny

            Młodzi polscy naukowcy klepią biedę.
      • Gość: gg Gdzie??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.04, 17:34
        > mialem przyjemnosc zetknac sie w czasie moich studiow uniwersyteckich i
        > pozniejszej pracy w Polsce, byli swietnymi specjalistami w swoich dziedzinach.
        > Nikt z nich nie otrzymal tytulu za darmo. Wiele sie od nich nauczylismy i i
        > jesl
        > mialbym na ich temat cos do powiedzenia, to tylko tyle, ze zawsze bede im
        > wdzieczny za przekazana mi wiedze i mila zachete do pracy naukowej.

        Kurcze! Gdzie to było?? Na Księżycu???
        Bo ja mam dokładnie odwrotne wspomnienia... o własnym poziomie odebranej
        edukacji już nie wspomne i braku jakielkolwiek konkurencyjności w stos. do
        Chińczyków, Hindusów i przeciętnego Europejczyka.
        • dyplomata Oceny formalne, drugi obieg i reputacja 24.02.04, 19:30

          Kupa dyskutantow na tym watalu ma utopijne wizje, byc moze pozostalosc
          ze studiow marksizmu-leninizmu.

          Wystarczy wymyslic wskazniki "obiektywnej" oceny ktore beda stosowaly
          rozne centralne ograny i nauka w RP natychmiast osiagnie poziom czolowki
          swiatowej. Te wskazniki to mialyby byc liczba publikacji, liczba cytowan,
          impact faktory i najrozniejsze kombinacje. Widac tesknote za jakas
          magiczna formula, wstawilo by sie do niej pare liczby i ocena wyskoczy.

          To sa wszystko utopie podobne w istocie do utopii gospodarki planowej.

          Jedynym realnym systemem ktory przynosi postep jest system niezaleznych
          podmiotow konkurujacych na wolnym rynku. Rynek ocenia podmioty i je
          nagradza lub karze.

          Nauka to oczywiscie nie jest produkcja margaryny ale to ze powinny w niej
          dzialac autonomiczne podmioty konkurujace ze soba nie ulega zadnej watpliwosci.
          Podmioty te powinien oceniac rynek a wszelkie biurokratyczne mechanizmy oceny
          to nonsens.

          W takim ukladzie jedna z kluczowych spraw jest reputacja podmiotow.
          Zatrudnienie pracownika, szczegolnie na stale, ma tu kolosalne znaczenie.
          Autonomiczne placowki same dokonaja wyboru analizujac dokladnie wszelkie
          aspekty kandytatow. A wiec publikacje, impacty ale i do tego mase roznych
          czynnikow takich jak zdolnosc przyciagania studentow, doktorantow, zdobywania
          grantow, czy cechy osobowosci.

          Wszelkie biurokratyczne mechanizmy selekcji pracownikow stwarzaja tylko
          drugi obieg informacyjny. Jest to bardzo wyraznie widoczne w obecnym systemie.
          Habilitowani, belwederczycy, mianowani, dumnie wypinaja piersi a w kuluarach
          przy wodeczce formuluje sie niecenzurowane opinie o nich.

          Chodzi wlasnie o to zeby drugi obieg zlikwidowac. Jezeli placowka zatrudniajaca
          bedzie kladla na szale swoja reputacje i finanse zatrudniajac kogos to bardzo
          porzadnie sie zastanowi kogo wybrac. I tyle, inne centralne systemy sa
          niepotrzebne.

          Aby dojsc do takiego systemu trzeba oczywiscie zmienic przeplywy kasowe tak
          bye stworzyc rynek autonomicznych palcowek konkurujacych ze soba. Innej
          mozliwosci nie ma a rozwazanie ocen formalnych czy innyc systemow jest strata
          czasu.
    • Gość: coto Oczywiscie, ze mozna. IP: *.konst.silesianet.pl 25.02.04, 13:27
      W Polsce oczywiscie mozna zrobic kariere naukowa, tak jak i wszedzie. Co jest
      potrzebne do jej zrobienia? Wlasna inteligentna glowa. Mozna sie jednak
      domyslac, ze w podtekscie tytulu postu chodzi o kariere formalna, tytuly
      naukowe, stanowiska itp. Jesli tak, to to nie ma nic wspolnego z kariera
      naukowa. Jedna z najwiekszych karier naukowych jest E=mc2. I tego nikt nigdy
      autorowi nie odbierze, chyba, ze inna kariera naukowa.
      coto
      • mat_radnaja Re: Oczywiscie, ze mozna. 25.02.04, 17:28
        Mnie zaciekawił problem rozkładu specjalności naszych naukowców. Chetnie bym
        sie dowiedział np. jaki procent prof. zwyczajnych jest geografami, ilu jest
        historyków, ilu fizyków itp. Podobnie z doktorami hab i niehab. Dobrze byłoby
        tez wiedziec, czy tyle samo sie wymaga np. aby zostac dr hab politologii,
        historii czy biologii. Ta "urawniłowka" po tytułach stopniach (i płacach!!) to
        przecież lipa. Czy ktos wie gdzie to mozna znaleźć?
      • Gość: Jasio Re: Oczywiscie, ze mozna. IP: *.proxy.aol.com 26.02.04, 17:33
        Gość portalu: coto napisał(a):

        > W Polsce oczywiscie mozna zrobic kariere naukowa, tak jak i wszedzie. Co jest
        > potrzebne do jej zrobienia? Wlasna inteligentna glowa. Mozna sie jednak
        > domyslac, ze w podtekscie tytulu postu chodzi o kariere formalna, tytuly
        > naukowe, stanowiska itp. Jesli tak, to to nie ma nic wspolnego z kariera
        > naukowa. Jedna z najwiekszych karier naukowych jest E=mc2. I tego nikt nigdy
        > autorowi nie odbierze, chyba, ze inna kariera naukowa.
        > coto

        Coto. Zapomniales napomknac, ze kandydat do kariery naukowj w Polsce powinien
        rowniez posiadac zamilowanie do masochizmu.
        Pozdrawiam
    • Gość: B.T., Zabrze Jedyna szansa dla młodych, dajmy im tę szansę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:16
      1. Ograniczyć do 45 lat wiek wnioskodawców o granty finansowane z budżetu
      państwa

      2. Ograniczyć do 50 lat opiniujących wnioski o granty finansowane z budżetu
      państwa

      UZASADNIENIE

      1. Pracownicy naukowo-badawczo-rozwojowi (NBR) pracujący ok. 20 lat już powinni
      mieć doświadczenie i tematykę do finansowego usamodzielnienia się i zdobywania
      funduszy na swą działalność NBR spoza budżetu państwa

      2. Takie wiekowe ograniczenia uaktywnią młodych w i będących w średnim wieku
      pracowników NBR.

      Pozdrawiam

      dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
      • dyplomata Rewolucyjne pomysly Thomalli 25.02.04, 22:19
        Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

        > 1. Ograniczyć do 45 lat wiek wnioskodawców o granty finansowane z budżetu
        > państwa
        > 2. Ograniczyć do 50 lat opiniujących wnioski o granty finansowane z budżetu
        > państwa
        > UZASADNIENIE
        > ....

        Pomijajac dyskryminacje wiekowa za ktora mozna wytoczyc procesy, to w obecnym
        systemie nic nie daloby takie smieszne cudo. Po prostu zdobywca grantu musialby
        sie okupic grupie trzymajacej wladze w jego grajdole albo by go wykopano.

        System jest totalnie przegnily i zdegenerowany (cos a la komunizm przed
        upadkiem) wiec wszelkie przepisy, ustawy, magiczne i bezbolesne recepty nic
        nie dadza albo spowoduja kompletna paranoje. Jedynie radykalna calosciowa
        reforma moglaby zmienic sytuacja ale bole bylyby wielkie.

        Natomiast duzy choc wisielczy optymizm w tym ze wszystko nie stoczy sie w
        kierunku Bialorusi jest z oczywistego powodu ze za dwa miesiace bedzie juz
        Unia!
        • Gość: nieudacznik Re: Rewolucyjne pomysly Thomalli IP: *.nas12.saint-louis1.mo.us.da.qwest.net 26.02.04, 00:54
          Jak rozumiem, "wisielczy optymizm" Dyplomaty piszacego "za dwa miesiace bedzie
          juz Unia!" powodowany jest konstatacja, ze po anschlussie Polski do Unii
          polska nauke spotka taki sam los jaki spotkal nauke NRD po przejeciu jej przez
          RFN: zwolnienie wszystkich pracownikow wyzszych uczelni, likwidacja tzw.
          instytutow naukowych, i tzw. akademii nauk, po czym stworzenie od zera sieci
          uczelni i instytutow Maxa Plancka z kadra wyloniona sposrod
          zachodnioniemieckich naukowcow, ktorzy w ten sposob i uzdrowili nauke w bylym
          NRD i jednoczesnie znalezli stale posady, co wobec nadprodukcji doktorow w RFN
          nie bylo latwe, oj nie bylo latwe...

          Moze rzeczywiscie "wstapienie do Unii" zakonczy sie dla polskiej nauki tak
          samo. Oznaczaloby to, ze trzeba gwaltownie uczyc sie niemieckiego, zeby zalapac
          sie na jakaolwiek posade po anschlussie.
          • dyplomata Syndrom anschlussu maniakalnego 26.02.04, 07:09
            Gość portalu: nieudacznik napisał(a):

            > Jak rozumiem, "wisielczy optymizm" Dyplomaty piszacego "za dwa miesiace
            > bedzie juz Unia!" powodowany jest konstatacja, ze po anschlussie Polski do

            Darowalbys sobie bredzonko o anschlussie bo swiadczy ze masz jakis schluss w
            glowie. Cala EUropa zrobila se anschluss do siebie?

            > Unii polska nauke spotka taki sam los jaki spotkal nauke NRD po przejeciu jej
            > przez RFN: zwolnienie wszystkich pracownikow wyzszych uczelni, likwidacja
            > tzw. instytutow naukowych, i tzw. akademii nauk, po czym stworzenie od zera
            >sieci uczelni i instytutow Maxa Plancka z kadra wyloniona sposrod
            > zachodnioniemieckich naukowcow, ktorzy w ten sposob i uzdrowili nauke w bylym
            > NRD i jednoczesnie znalezli stale posady, co wobec nadprodukcji doktorow w
            > RFN nie bylo latwe, oj nie bylo latwe...

            Ale paranoje masz. Niemcy zrobili weryfikacje kadr i wyeliminowali luzi Stasi.
            Placowki sa obsadzono ludzmi wedlug kompetencji.

            > Moze rzeczywiscie "wstapienie do Unii" zakonczy sie dla polskiej nauki tak
            > samo. Oznaczaloby to, ze trzeba gwaltownie uczyc sie niemieckiego, zeby
            > zalapac sie na jakaolwiek posade po anschlussie.

            Niestety cierpisz na ciezka chorobe, syndrom anschlussu maniakalnego. Bedzie
            sie ona poglebiala w ciagu najblizszych miesiecy i lat bo wzrosnie rozdzwiek
            miedzy urojeniem a rzeczywistoscia. Uwaga: 1.05.2004 mozesz miec atak. Bardzo
            zalecane leczenie profilaktyczne u czubow.
        • Gość: B.T., Zabrze Każdy ma tę samą szansę; najpierw bierze a potem.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 13:53
          ... musi dawać. Nie ma tu żadnych dyskryminacji wiekowej.

          Pozdrawiam
      • hel0 Re: Jedyna szansa dla młodych, dajmy im tę szansę 26.02.04, 05:22
        Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

        > 1. Ograniczyć do 45 lat wiek wnioskodawców o granty finansowane z budżetu
        > państwa
        >
        > 2. Ograniczyć do 50 lat opiniujących wnioski o granty finansowane z budżetu
        > państwa

        Uwazam, ze to juz lekka przesada, szczegolnie jesli chodzi o pkt. 2. Co to tak
        na prawde zmieni lub ma zminic? - idea porownywalna z komunizmem - tylko z
        wierzchu wyglada zachecajaco.
        Poza tym, uwazam ze pomimo calego bagna w jakim utopiona jest "Nauka Polska"
        kilku kompetentnych po 50-ce sie znajdzie. Przedzial wieku 30-40 nie jest wcale
        lepszy od 50-60.
        • Gość: B.T., Zabrze To przecież czysty kapitalizm a nie komunizm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 13:50
          ... zasada prosta: jeżeli ktoś słaby - odpada. Jeżeli do 45 roku życia nie
          zdołał ktoś usamodzielnić się finansowo to "w buraki", szkoda na niego miejsca
          w "tzw. nauce". Trzeba dać szanse innym.

          Pozdrawiam
          • hel0 Re: To przecież czysty kapitalizm a nie komunizm. 26.02.04, 14:38
            Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

            > ... zasada prosta: jeżeli ktoś słaby - odpada. Jeżeli do 45 roku życia nie
            > zdołał ktoś usamodzielnić się finansowo to "w buraki", szkoda na niego
            miejsca
            > w "tzw. nauce". Trzeba dać szanse innym.

            Tylko wciaz nie wiem co masz przeciwko opiniowaniu wnioskow prze osoby po 50-
            ce, ktore "zdolaly sie usamodzielnic finansowo", a na dodatek uzyskaly jakis
            uzanie naukowe. Wyraznie Twoim zdaniem opiniowac ma niekompetentny 30-latek, a
            jedynym kryterium jego wyboru ma byc ocena wiekowa.
            To nie tylko dyskryminacja, ale rasizm wiekowy :)))
    • Gość: CGN Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 26.02.04, 18:16
      Czy w Polsce można robić karierę naukową - dziś...
      Autor: Gość: CGN IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl
      --------------------------------------------------------------------------------
      A wiec zaczynam jako pierwszy dyskutant. No coz, Pan Profesor broni
      habilitacji, czyli zwyczaju sowiecko-germanskiego, bo sam ja pewnie ma i
      mysli, ze jest "lepszym: doktorem niz ci bez owego "magicznego" hab...
      Ale czemu np. doktor z dobrej uczelni anglosaskiej, czyli z PhD (dosl. doktor
      filozofii) ma w tym PRL-bis, czyli dzisiejszej Polsce takie klopoty z
      nostryfikacja dyplomu? Przeciez ow PhD to dowod, ze delikwent potrafi
      samodzielnie prowadzic badania, a co wiecej trzeba, aby byc naukowcem i to
      samodzielnym? Zreszta w RFN PhD=Habilitation! Czemu sie mafia doktorow (re)
      habilitowanych z czasow komuny tak broni przed konkurencja Polakow z
      dyplomami PhD czyli najwyzszym tytulem naukowym w krajach anglosaskich,
      tytulem, ktory wystarcza w USA czy W. Brytanii do objecia stanowiska pelnego
      profesora?
      Prosze o ew. komentarze na ljkel2@netscape.net.




    • Gość: robi Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.04, 18:07
      ja mysle że nie
    • george125 Zmiana zawodu/branży po doktoracie? 05.03.04, 12:44
      Mam pytanie: czy ktoś z obecnych na formum odszedł z uczelni po doktoracie?Czy
      łatwo było znalezć pracę?Czy ktoś z Was zmienił zawód?np. skończył inne studia?
      • Gość: Jerzor Re: Dodatkowe studia po doktoracie? IP: *.chello.pl 27.03.04, 05:33
        Odpowiadasz na :
        george125 napisała:

        > Mam pytanie: czy ktoś z obecnych na formum odszedł z uczelni po doktoracie?
        > Czy łatwo było znalezć pracę? Czy ktoś z Was zmienił zawód?
        > np. skończył inne studia?

        Mam doktorat chemii (1977, PAN). W latach dziewięćdziesiątych studiowałem
        dodatkowo zastosowania informatyki i komputerów w OEIiZK (dla nauczycieli),
        przez kilka lat.

        Nie była to jednak w moim zamierzeniu zmiana zawodu ani branży. Raczej
        dodatkowa wiedza, razem z chemiczną uzupełniały się one wzajemnie.

        Zawsze uwazałem i uważam tę decyzję z roku 1993 za najmądrzejszą w swoim życiu.

        Pozdrawiam,

        Jerzor.
        www.geocities.com/jerzor/
    • khmara Otwarte Forum Akademickie - postulaty 30.04.04, 18:17
      www.pfsl.pl/news.php?id=19
    • Gość: on W USA najwyzyszym stopniem jest DOKTORAT IP: *.phil.east.verizon.net 29.07.04, 06:57
      W USA nie ma habilitacji. Wszystcy doktorzy sa rowni. Pierwsza praca na wyzszej
      uczylni po doktoracie ma tytul Profesora (Assistant, Adjunct, full). Kazdy
      doktor jest samodzielnym pracownikiem nauki. Zrobienie doktoratu w USA jest
      latwiejsze niz w Polsce.
      Zlikwidowac te bzdury z habilitacja. Zlikwidowc Profesorw Prezydenckich. Tytul
      Profesora to stanowisko a nie oznaka wiedzy. Potrzebni sa profesorowi ktorzy sa
      dydaktykami, albo badaczami albo organiztorami.
    • Gość: antoni Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.01.05, 20:09
      ha, ha, ha... tak jakby na prywatnych uczelniach pracowala inna profesura niz
      na zwyklych uniwerkach. to wciaz to samo towarzystwo i na nic mlody naukowcu
      liczyc nie mozesz jezeli nie masz plecow, ktore zalatwia etat, wieksza ilosc
      zajec (czyli dodatkowo platnych) i pieniadze na badania czy konferencje. nawet
      na prywatnej uczelni uslyszysz, ze dziekan nie ma 300 zeta na twoj udzial na
      krajowej konferencji a jego doktoranci sie przez tydzien bawia za
      pieniadze 'prywatnej' uczelni na konferencji w usa.
      niestety dalej o podziale decyduje umocowana 'profesura' i w tym wypadku dzieli
      pieniadze nie publiczne, ale prywatne.

      zreszta... wystarczy spytac pierwszego lepszego doktoranta 'prywatnej' uczelni
      ile zarabia i co sadzie o ukladach na swojej uczelni

      tu trzeba pokolen, zeby zmienic mentalnosc!!!
    • Gość: Lili Re: Czy w Polsce dopuszcza się naukę do głosu? IP: *.telsten.com / 83.238.68.* 27.01.05, 14:20
      Czy to będzie habilitacja, czy rozpisany konkurs, niech to będzie oceniane
      obiektywnie, ni etylko przez ekspertów w danej dziedzinie (którzy bronią
      własnych "osiągnięć"), ale przez prawdziwych naukowców, którzy potrafią ocenić
      talent i samodzielność innego badacza, czy to będzie konkurent, czy
      reprezentant innej dziedziny.
      Zajrzyjcie na Politechnikę w Koszalinie. Mamy w kraju grajdoły, gdzie liczy
      się tylko koryto i kolesie. Kogo się obsadza na stanowiskach kierowniczych i
      jak pracują kierowane przez nich jednostki - czasem młodzi liżący odpowiednie
      tyłki są gorsi od "starej gwardii". Skandal goni skandal i wszystko przysycha,
      bo rączka rączkę myje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka