Gość: ewka Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.visp.energis.pl 21.02.04, 20:33 Pewnie ze mozna zrobic kariere naukowa, Polska nie jest gorsza od innych panstw, a kto wie nawet i lepsza. Odpowiedz Link Zgłoś
dinos88 Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? 21.02.04, 20:51 Te watki rozbudzaja na forum bardzo duzo emocji. Ciekawe czy tematyka jest rozumiana przez tzw szarego obywatela? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., zabrze Gdyby "szary obywatel" wiedział o tym jak nasi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 21:45 ... profesorowie usilnie pomagają światu podnieść na wyżyny światową naukę (patrz publikacje jak najdalej od potrzeb Polski i tylko w językach obcych aby czasem jakiś polski podatnik nie skorzystał z tych publikacji) za pieniądze szarego, biednego, zapracowanego ponad siły w zagranicznych firmach obywatela polskiego. Rz..ać się chce!!! Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jacek Re: Gdyby "szary obywatel" wiedział o tym jak nas IP: *.netinfo1.net.ubc.ca 22.02.04, 02:58 Choc generalnie zgadzam sie z wieloma Twoimi obserwacjami, nie moge jednak sie zgodzic z uporem z jakim odrzucasz uprawianie nauki, ktora nie ma obecnie praktycznych zastosowan. Jak juz wspominalem, moj ojciec uprawia matematyke, ktora zadnego zastosowania nie ma. Moze szczebel nizej zastosowania juz sa, wiec moze za iles tam lat pojawia sie zastosowania dla tego co on robi teraz, choc nie sadze zeby to specjalnie go obchodzilo. Brzmi to zapewne dziwnie, ale jak ktos kiedys powiedzial "matematyka jest choroba umyslowa". Nie ma w Polsce firmy, ktora by chciala placic takiemu naukowcowi jak on bez widma jakiegos zysku. Zarzut publikowania w jezyku obcym jest w tym przypadku bezsensowny, bo w Polsce nikt sie jego tematyka nie zajmuje, srodowisko matematyczne jest srodowiskiem miedzynarodowym, a poza tym ludzie, ktorzy sa w stanie zrozumiec te prace i tak znaja angielski. Wydaje mi sie ze jest korzyscia dla naszego panstwa wylozyc troche pieniedzy z budzetu i utrzymac naukowcow, ktorych wyniki nie znajda zastosowania przy tasmie produkcyjnej. Moga sie kiedys jeszcze przydac (wyniki ale tez i naukowcy). Bezposrednim korzyscia z przebywania mojego ojca na uczelni, jest to, ze moze on na przyklad wytlumaczyc studentom studiow doktoranckich (bodajze na wydziale elektrycznym) co to sa funkcje falkowe, odkryl bowiem, ze uzywaja ich oni ciagle, nie wiedzac czego uzywaja (korzystaja bowiem sobie bezmyslnie z dostepnego oprogramowania). Jak cos im tam sie kiedys popali albo wybuchnie to moze sie ockna ;-). Idac za Twoimi radykalnymi rozwiazaniami powinnismy sie z miejsca pozbyc wszystkich historykow, archeologow (no moze nie, jak sie odkopie jakiegos dinozaura to mozna go pokazywac na wystawie i zrobic trzoche grosza ;-) itd. Wiem, ze chodzi Ci o wyeliminowanie darmozjadow, ale wybacz, wsrod inzynierow jest tez masa ludzi, ktorzy projektuja nikomu niepotrzebne urzadzenia, czy tez zacofane w stosunku do rozwiazan z zagranicy itd. Czarne owce sa nie tylko wsrod humanistow i teoretykow i przede wszystkim nie tylko w Polsce. Nigdzie nie jestek tak, ze nauke do przodu popycha 100% naukowcow. Poczytaj o tzw "aferze Sokala" i zobaczyj jaka "nauka" byla czczona we Francji i USA (przy okazji niezle sie ubawisz). Poza tym generalnie nie sposob sie nie zgodzic z Twoja troska, ze masa ludzi "symuluje" pozyteczna prace naukowa, marnuje pieniadze itd. W sytuacji finansowej naszego panstwa, jest to rzeczywiscie duzym problemem. Pozdrawiam serdecznie, Jacek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Nie upieram się tylko o nauki stosowane IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 15:32 Mówię i powtarzam wielokrotnie, że: 1. Cwaniacy w Polsce wymyslili, że uprawiaja tzw. badania podstawowe aby uciec od pytania jaki wynik badań i do czego one służą. Mamy więc profesorów z 40 letnim stażem i całe życie mówią, że ich wyniki badań w przyszłości będą wykorzystane, a nie są 2. Obecnie już wszyscy w Polsce wykonuja tylko badania podstawowe 3. Według mnie nie ma badań ani podstawowych ani niepodstawowych, są jedynie p o t r z b n e i n i e p o t r z e b n e, dobrze i źle wykonane 4. Każdy może wykonywać i nazywać swe badania jak chce, ale jeżeli korzysta z podatków mieszkańców Polski to przynajmniej w założeniach niech te badania będą do wykorzystania przez polskich podatników. 5. Nie możemy zakładać, że polski podatnik będzie podpierał już w założeniu wiedzę światową 6. Na obecnym etapie rozwoju techniczno-ekonomicznego i moralnego przydają się każde badania, niezależnie jak je nazwiemy (podstawowe, techniczne, literaturowe, środowiskowe, przekrojowe, marketingowe, aplikacyjne, matematyczne, komputerowe, terenowe, teoretyczne, kosmiczne, światowe, europejskie, ekonomiczne, przyszłościowe, przeszłościowe, typu makro, typu mikro, typu nano, wdrożeniowe, śmieszne, poważne, głupie, mądre..., itd.), jedno jest tylko ważne: aby były p o t r z e b n e !!! I d o b r z e wykonane. 7. Waże jest dla osiagnięcia założonegio celu w badaniach aby pracować zespołami ludzi z różnych specjalności, matematycy też sie bardzo do tego przydają i nie tylko oni. Pozdrawiam Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szary obywatel Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.02.04, 18:11 Jak szary obywatel przeczyta wypowiedzi dinosa i podobnych popuka sie w glowe i pójdzie do roboty lub do zony, bo co moze lepszego zrobic. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szary obywatel Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.02.04, 18:14 Jak szary obywatel przeczyta wypowiedzi dinosa lub podobnych to popuka się w głowę i pójdzie do roboty lub do żony bo co lepszego może zrobic. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jasio Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.proxy.aol.com 22.02.04, 19:11 Ewka, jaki jest kolor twoich wlosow?? Czy nie przypadkiem blond?? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Profesor Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.04, 21:14 Jacenty Wertyczko Zuzanna i starcy Pewnego biblijnego poranka piękna Zuzanna zażywała kąpieli. W swej nagości została podejrzana przez dwóch starych i lubieżnych sędziów, którzy chcąc wymusić na niej stosunek seksualny, zaszantażowali ją oskarżeniem o cudzołóstwo ze zmyślonym młodzieńcem. Odmówiwszy, Zuzanna, osoba cnotliwa, została skazana na śmierć. Wszelako młody Daniel kazał katom czekać i wznowił proces, w którym udowodnił winę starcom, za co zostali słusznie ukarani śmiercią. Apokryf o Zuzannie i lubieżnych starcach pozwala wskazać kilka chorób niszczących instytucjonalną naukę i humanistykę w Polsce. Choroba pierwsza to recenzje grzecznościowe. Czyli: ja dam tobie, a ty mnie. Powagę tego schorzenia zrozumiemy, wskazując na jego związek z problemem piractwa naukowego, który poruszył niedawno wielu autorów, a wstrząsnął całym środowiskiem polskiej humanistyki. Szczególnie drastycznym rodzimym przypadkiem plagiatorstwa jest sprawa pewnego filozofa, któremu obecnie grozi odebranie tytułu naukowego, wręczonego mu swego czasu przez oszukanego Prezydenta RP. Postępowanie tej osoby nie ma naturalnie usprawiedliwienia, jednakże trzeba się zastanowić, jak mogło dojść do tego, że uczony nagminnie plagiatujący cudze teksty awansował tak szybko, tak daleko i tak wysoko. Wiadomo, że w nauce awans możliwy jest dzięki opinii recenzentów, którzy wypowiedzieli się – a zazwyczaj wypowiadają się bardzo pozytywnie – na temat osiągnięć kandydata. Stąd naturalny wydaje się postulat, by tytuł profesora odebrać nie tylko złoczyńcy, ale także jego wspólnikom w przestępstwie, czyli przesadnie uprzejmym lub niekompetentnym recenzentom. Ich własnoręcznie podpisane recenzje można bowiem traktować jako poświadczenie nieprawdy, które wprowadziło w błąd władze łódzkiego uniwersytetu, Polskiej Akademii Nauk, ale także najwyższy urząd w państwie, urząd Prezydenta, wystawiając go przy okazji na śmieszność. Centralna Komisja ds. Tytułu Naukowego powinna zainteresować się zwłaszcza tymi recenzentami, którzy opiniowali dzieła tego złoczyńcy kilkakrotnie (bo tak dzieje się zazwyczaj), i postawić im zarzut uporczywego wprowadzania w błąd instytucji publicznych w celu osiągnięcia korzyści. Na usprawiedliwienie takich recenzentów można powiedzieć, że nie mogli znać wszystkich prac publikowanych w danej dziedzinie. Przecież tyle się teraz pisze... To prawda; tym bardziej, że są nimi prawdopodobnie profesorowie mający około 70 lat, są emerytami pobierającymi pełne uposażenie emerytalne, a ponadto pracującymi na kilku etatach profesorskich i kierujący kilkoma instytutami filozofii na różnych, ale za to publicznych uniwersytetach. Wymóg znajomości publikacji w swojej dziedzinie wydaje się faktycznie trudny do spełnienia dla kogoś tak zapracowanego... To prowadzi nas do kolejnego schorzenia polskiej nauki, którym powinna się zająć gerontologia, albowiem ma związek z geriatrią. W sytuacji nadprodukcji absolwentów studiów dziennych, zaocznych i doktoranckich, często najzdolniejsi ludzie muszą się poniewierać na zasiłkach, ponieważ nie mają szansy na etaty, zajęte od dziesięcioleci przez licznych starców-emerytów. Trzeba przy tym pamiętać, że każdy z nich zajmuje nie jeden, lecz co najmniej kilka etatów. Tylko w polskiej nauce możliwe jest pobieranie emerytury i jednoczesne wieloletnie zasiadanie – bo przecież nie praca! – na kilku etatach. Pamiętajmy również o tym, że taki „aktywny” zawodowo profesor-emeryt nie zadowala się najniższą pensją (obecnie ok. 2500 zł) i zazwyczaj otrzymuje stawkę maksymalną (ok. 4500 zł), plus tzw. „aneksy”, czyli pieniądze wyżyłowane z czesnego studentów zaocznych, których wcześniej „nie udało” się przyjąć na studia dzienne z powodu braku miejsc. W niektórych wypadkach daje to łącznie pensje grubo przekraczające… 40 tysięcy złotych, czyli więcej niż pensja prezesa NBP. Każdy taki emeritus więc nie tylko odbiera pracę i możliwość rozwoju naukowego co najmniej kilku młodym uczonym, ale także bezwzględnie wyzyskuje setki innych. Geriatria naukowa stanowi więc problem poważny ekonomiczny i społeczny, a także cywilizacyjny. Geriatria wiąże się naturalnie z gerontokracją. Starcy nie tylko zostają „w nauce” o wiele za długo, często do samej śmierci, ale także do końca swych dni zachowują w jednostkach badawczo-dydaktycznych stanowiska kierownicze, prowadząc w nich swoją sklerotyczną, archaiczną, gerontokratyczną politykę, zazdrośnie nie dopuszczając ludzi młodych do nabywania doświadczeń w zarządzaniu nauką. W rezultacie człowiek nauki w Polsce zasiada na stołku kierownika zakładu czy instytutu dopiero dobrze po czterdziestce i jeszcze mu wypominają, że taki młody, a tak mocno awansował... Ponadto ci „aktywni” emeryci, jak w Księdze Daniela, są niekwestionowanymi sędziami samych siebie i do samej śmierci wybierają siebie nawzajem do centralnych gremiów zarządzających nauką: CK, KBN, PAN, PAU, itp., itd., po to, aby zagarniać lwią część funduszy przyznawanych uczelniom i jednostkom pozaakademickim przez oba polskie ministerstwa „naukowe” (MENiS i KBN), hamując młode talenty i stawiając barierę na drodze unowocześnienia polskiej nauki. Geriatria i gerontokracja są blisko spokrewnione z nepotyzmem i kumoterstwem. To prawidłowość historyczna: tak było zawsze i wszędzie. W nauce polskiej skumanie się tych zjawisk stało się możliwe dopiero od półwiecza, tj. od czasów powojennego „odnowienia” nauki polskiej. Pół wieku względnego spokoju i bezpieczeństwa, osiąganego zazwyczaj za cenę mimikry i intelektualnej potulności, pozwoliło na ukształtowanie się jej zrębu personalnego i związanej z nim tradycji, która broni swego istnienia i zabiega o własną kontynuację. W nauce polskiej, jak w polskim showbiznesie, szerzy się więc zjawisko zatrudniania na stanowiskach dzieci i wnuków profesorskich, bo przecież komu jak komu, ale „swoim” trzeba pomóc, zwłaszcza teraz, w obliczu trudnego rynku pracy... Towarzyszy temu kumoterskie załatwianie miejsc na studiach dzieciom przyjaciół (którzy też są często profesorami), miejsc na studiach doktoranckich, etatów, stypendiów zagranicznych itd. Zjawiska te osiągają znamiona mafijności i powinny być odpowiednio traktowane przez prawo. Gerontokracja skumana z kumoterstwem i nepotyzmem przeobraża się w dynastyczność i klanowość. Stają się one trwałym elementem nauki polskiej (i polskiego showbiznesu), ponieważ już niebawem, poza samymi wszechwładnymi dynastiami i klanami, które się nawzajem opiniują i popierają, nie będzie żadnych innych czynników selekcji gromad polskich uczonych. Na to wszystko pozwala obecne prawo o szkolnictwie, którego nowelizacja odsuwa się w nieskończoność, oraz prawo kaduka. Nic albo niewiele robią również ministrowie, aby tę kompletnie chorą sytuację uzdrowić. Naukę polską do Europy wprowadzą więc trzęsący się starcy, u kresu władz fizycznych i umysłowych, którym na starość pozostał tylko jeden popęd – lubieżna zachłanność. Nieprzyzwoitość tej sytuacji przypomina przytoczoną na wstępie anegdotę o Zuzannie i lubieżnych starcach. Nauce polskiej brakuje tylko młodego Daniela, który by swoją odwagą i rozumem ocalił piękną pannę Zuzannę (Naukę), jak to się udało bohaterowi z apokryfu. Brakuje go, ponieważ każdy mniej lub bardziej rozumny młody uczony doskonale wie, że gerontokracja jest wszędzie i jest wszechmocna, i bez wahania takiego naiwnego idealistę prędzej czy później (raczej prędzej niż później) wykończy, przepędzając go z nauki. Za brak respektu dla tradycji i autorytetu... Ukrywający się pod pseudonimem Jacentego Wertyczki autor, młody jeszcze profesor, ze zrozumiałych powodów pragnie pozostać w ukryciu. Zastrzega sobie również prawo do radykalnej zmiany poglądów w miarę zbliżania się Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obserwator Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.math.louisville.edu 22.02.04, 00:19 W kulturze zachodu nauka nie jest czescia procesu produkcyjnego. Jest tylko i wylaczniem poznawaniem prawdy i dazeniem do niej. Tak sie, zupelnie mimochodem, sklada, ze Ci ktorzy wiedze o swiecie posiedli, umieja go ksztaltowac. Stad tez i te spoleczenstwa, ktore loza na badania podstawowe, maja najwieksze osiagniecia wdrozeniowe. Ci zas, ktorzy zrezygnowali z takich badan, np. w imie oszczednosci, niewiele dzis znacza. Badacze zajmujacy sie istotnymi wdrozeniami, posiadaja wystarczajaca do takich badan wiedze podstawowa, ktora zdobyli na uniwersytetach od profesorow zajmujacych sie wlasnie badaniami fundamentalnymi (w fizyce, chemii, matematyce, biologii ...). Samo slowo ,,zastosowania'' oznacza, ze stosuje sie cos, co jest juz znane. Nie zostalo zas poznane ot tak sobie. Niemal zawsze byl to dlugi i trudny proces badawczy. Szkoly z ktorych wywodza sie najlepsi specjalisci od zastosowan, to takze szkoly najlepszych badan podstawowych: MIT, Caltech, Univerity of Chicago, Politechnika w Zurichu...Po prostu dobrze ucza swoich przyszlych absolwentow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Widzę ześ uczniem Wróblewskiego Kajetana... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 00:45 ... Marcinca, Turskiego i innych teoretyków teorii. Fizyków teoretyków co nigdy swych teorii nie sprawdzili. Zobacz jak teraz cicho siedzą, jakich szkód narobili swymi dogmatami o konieczności prowadzenia wyłącznie badań podstawowych. Kajetan już coś publikował o menadżerach w nauce. Biała plama, czy też pustynia jak nazywa to Wójcik, to efekt dogmatów tych właśnie teoretyków teorii. Zobacz, 14 lat temu Polska miała jeden z najwyższych przyrostów naturalnych w Europie, a dogmaci tak dprowadzili działalność naukowo-badawczo-rozwojową, że ludzie doznając biedy, nie widząc perspektyw i czując biedę, doprowadzili w zeszłym roku do ujemnego przyrostu naturalnego. Za kilkadziesiąt lat Polaków zabraknie na mapie Europy, naturalnie jak nauka będzie się rozwijać tak jak od 1990 roku, czyli od radosnych dogmatów genialnych fizyków teoretyków, tudzież chemikóe uczelni wyższych i PAN-u. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Fafik Piszesz straszne bzdury IP: *.netcontrol.pl / *.netcontrol.pl 22.02.04, 00:55 1. Wbrew temu, jak widzisz fizykę teoretyczną, nie ma raczej głupców, którzy twierdziliby że robią sobie na paierze fizykę, a później doświadczalnicy jej nie sprawdzają. 2. To, że uważa się za ważne sponsorowanie badań podstawowych nie znaczy jeszcze, że się nie chce dac pieniędzy na badania aplikacyjne. Zresztą pisano o tym wcześniej: nie ma porzadnej aplikcji bez podbudowy teoretycznej. Powedzenie Einstena, że nie ma nic bardziej praktycznego niz dobra teorie nie jest tylko bon motem. 3. Gdybyś poczytał publikacje dobrych amerykańskich inzynierów, któzy jak najbardzije zajmują się zastosowaniami, to byś zobaczył, jak dobrze umieją np. matematykę i fizykę (często też możan zauważyć, że są oczytani w literaturze pięknej), to by ci dało duzo do myślenia. 4. Trzeba wreszcie skończyć z myśleniem o inżynierze w kategoriach półgłuwka-Karwowskiego. Polskie uczelnie techniczne nastawione właśnie na "praktykę" będą dalej kształcić ludzi zdolnych może do montowania Huyindai albo skręcania komputerów, ale mało który z nich będzie mógł się zajmować badaniami zastosowawczymi z prawdziwego zdarzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Fafik Re: Piszesz straszne bzdury IP: *.netcontrol.pl / *.netcontrol.pl 22.02.04, 00:57 Sorry za przejęzyczenia i błędy ortograficzne... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., zabrze Tylko ważne jest kto i jak tworzy te podbudowę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 16:03 Dziękuję za "podbudowy" tworzone przez polskich fizyków teoretyków i chemików (te znam). Znam też bardzo dobrze publikację według mnie najlepszych w mojej dziedzinie (niestety) inżynierów niemieckich (amerykańscy ińżynierowie trochę za niemieckimi). Niech, zarówno polscy fizycy teoretyczni i polscy chemicy uprawiają sobie jakie chcą podbudowy (wg nich badania podstawowe) ale jeżeli Polska ma i wydaje 3,0 miliardy złotych gotówki rocznie na te "podbudowy" to ja dziekuję. Mając taką forsę można zlecić "podbudowy" do znacznie lepszych "podbudowniczych". A, lepsi są wszędzie tylko nie w Polsce. Uniwersytet Jagieloński na 300-350 miejscu na Świecie, nie mieści sie w 100 eurpejskich, wrocławski i warszawski na 450 do 500 miejscach i też nie mieszczą się w setce najlepszych. Czyli ostatnich!!! A, gdzie poznański, szczeciński, gdański, ślaski, opolski, lubelskie dwa, i jeszcze tam inne. Taka sytuacja jest z tymi uniwersytetami dlatego, że fizycy teoretyczni i chemicy przyjęli po 1990 roku d o g m a t o jedynie słusznych badaniach podstawowych. A, w sprawie wykształcenia inżynierów na politechnikach to uprzejmie Cię informuje, że znam ich poziom, bo przy przyjęciach do pracy u moich klientów zadaje trzy pytania, na które nie potrafią odpowiedzieć. Jak Cię interesuje to podam te pytania. Zawsze zadaję te same: 1. Zrobić 200 cm3 40 % roztworu cukru w wodzie. Ile trzeba wziąć cukru w g, a ile wody? Podaję gęstośc cukru i to, że nie ma kontrakcji objętości. Technikom tak samo tylko nie cm3 a gramów. Jeszcze żaden mgr inż. chemik mi nie obliczył. Co bardziej ambitni, mówili, to już rezygnuję z przyjęcia, ale proszą o podanie rozwiązania 2. Dodać ilości recepturowe: 200 kg piasku, 65,7 kg cementu, 0,863 kg polimeru, 2,33 kg dyspersji, 0,0456 kg odpieniacza i podać wynik jak jest suma. Tu padają śmieszne wyliczenia ale każde złe. 3. Omów własnymi słowami wykonanie jakąieś dobrze znanej Ci syntezy, lub analizy. I większiość nie potrafi omówic bo nigdy żadnej analizy czy syntezy nie wykonywali. I nie wykonają, bo ich do roboty nie przyjmuję. Pozdrawiam dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze PS. A, może i Ty spróbujesz? Będe wiedział czy warto z Toba dyskutować czy też nie. No bo przecież Cię nie znam, posługujesz się pseudonimem Fafik. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BPP Re: Widzę ześ uczniem Wróblewskiego Kajetana... IP: *.dhcp.uno.edu 22.02.04, 04:07 Piszesz wiele slusznych rzeczy ale w tej jednej nie masz racji, chodzi mi o deprecjonowanie badan podstawowych. Najlepiej objasnie to na swoim przykladzie. Przez dwa lata zajmowalem sie studiowaniem reakcji utleniania tlenku wegla na powierzchni platyny. Mozna latwo wykpic i zapytac a kogo to obchodzi. Otoz obchodzi i to bardzo, zajmuje sie tym ze trzy tuziny osrodkow i nikt tego procesu tak naprawde nie rozumie. A zrozumienie to milowy krok do stworzenia rzeczywiscie dzialajacych ogniw paliwowych, a istnienie takich ogniw umozliwiloby produkcje samochodow elektrycznych, a to juz rewolucja w motoryzacji. Jednak od tego typu badan do samochodu jest bardzo dluga droga, ale bez nich takiego samochodu nie bedzie. Ale juz masz pewnie telefon komorkowy ktory ma baterie elektryczna, dziala? Zdajesz sobie sprawe ile podstawowych wlasnie badan w elektrochemii trzeba bylo przeprowadzic aby cos takiego zbudowac. A moze pamietasz jak wygladaly baterie elektryczne dwadziescia piec lat temu, jaka mialy pojemnosc? Nie spadlo to z nieba ani nie bylo wynikiem glebokiego namyslu jednego geniusza ale praca setek laboratoriow, z ktorych zadne nie bylo w stanie sprzedac swoich wynikow. Zaplacil za nie podatnik amerykanski i japonski. Jak juz nas wszystkich wyslesz na zielona trawke to zapomnij o komorce i przypnij sobie telefon kabelkiem do kontaktu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Odsyłam Cie do innych moich wypowiedzi o... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 16:06 badaniach podstawowych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agaj Przykra dyskusja IP: *.client.insightBB.com 22.02.04, 03:22 Dyskusja zostala zapoczatkowana znakomitym listem Dr. Wojcika do Nature i opdowiedzia Dr. Zylicza na rownie wysokim poziomie. Natomiast to forum dyskusyjne pograzylo sie w calkowitej mazi. W glownej mierze za sprawa niejakigo Dr. B.T., ktory napisal chyba z 50 postow by zlikwidowac badania podstawowe i zamknac najlepsze placowki naukowe w Polsce. Jak mozna z takimi nonsensownymi stwierdzeniami dyskutowac? Moja rada dla osob zaczynajacych kariere naukowa - traktujcie to jak zawod, a nie jak misje. Pracujcie 10 - 12 godzin dziennie, jak macie klopoty z przeprowadzeniem badan - piszcie do innych ludzi z branzy o pomoc; jedna z misji naukowca jest pomaganie innym. Publikujcie tak duzo jak sie da. Jak jestescie w Polsce, starajcie sie wyjechac na staz zagraniczny - jest on niezbedny. No i jak bedziecie wytrwali i bedziecie miec szczescie to za 10-15 lat zrobicie kariere w nauce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jarek Re: Przykra dyskusja - nowy tekst C. Wojcika IP: *.acn.waw.pl 22.02.04, 13:12 Witam, a dla tych, co dotrwali do tego miejsca dyskucji, podaje link do tekstu CW do serwisu naukowego Polskiego Radia: www.radio.com.pl/nauka/temattygodnia/default.asp?id=111. IMHO jego tekst do Nature byl za bardzo "krzykacki", za dużo w nim było machania rękami i tupania nogą, ale ten w radiu jest dużo lepszy, bardziej wyważony i prezentujący kilka ważnych argumentów. pozdrawiam jarek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Re: Przykra dyskusja - nowy tekst C. Wojcika IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.02.04, 13:43 Link był juz podany w temacie :Stepowiejąca ojczyzna Kopernika Widac nie wszyscy dotrwali do tego miejsca dyskusji, ale opinia o jego zawartości zasadna Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Poczytaj moje posty a zobaczysz, że piszę inaczej. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 16:11 ... niż Ty twierdzisz. PS. I, nie jakis B.T., Zabrze tylko pod każdym sie podpisuję. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agaj Tezy Dr. B.T. IP: 128.163.110.* 22.02.04, 19:08 Wiem, ze w wiekszosci postow Pan sie podpisuje. Jednak latwiej i szybciej jest mi pisac Dr. B.T. Tezy Dr. B.T. (jak ja je rozumiem): 1. Zlikwidowac PAN (tzn. najlepsze placowki naukowe w Polsce). 2. Nauki podstawowe kosztuja budzet panstwa olbrzymie pieniadze i nie ma z nich zadnych korzysci finansowych (tzn. sa niepotrzebne i pieniadze na badania podstawowe to wyrzucone pieniadze). 3. Powszechne jest falszowanie i naciaganie wynikow badan podstawowych. 4. Nalezy ograniczyc publikowanie badan - publikowac jedynie wyniky, ktore stanowia przelomem w nauce. 5. Publikowac wiecej po polsku by polski czytelnik mogl bardziej skorzystac. 6. Jednie nauki stosowane sa warte trudu i jedynie one sa uzyteczne. Coz, niech zyja rozne poglady. Te gloszone przez Ciebie powinny byc na forum jak ZLIKWIDOWAC nauke w Polsce, a nie w dyskusji jak ja POPRAWIC. No i jeszcze pare slow na temat nauk stosowanych. Nikt przy zdrowych zmyslach nie twierdzi, ze sa niepotrzebne - wrecz przeciwnie. Wszystkie badania podtstawowe MUSZA miec jakies odniesienie do praktyki. W mojej dziedzinie (medycyna molekularna) sa to choroby (wyjasnienie mechanizmow i perspektywy nowych lekow). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T, Zabrze Coś nie dokładnie czytasz moje posty, prostuję Cię IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 23:06 Ad. 1. Nigdzie nie pisałem, żeby zlikwidować PAN-y. Tylko przestać finansować ich prace badawcze tylko aparaturę. Wtedy nastapi selekcja tych co potrafią coś zrobić i tych co nic nie potrafią. Ad. 2. Cały czas mówię, że dziele badania na potrzebne i niepotrzebne, dobrze wykonane i bałaganiarsko wykonane. Ad 3. Właśnie, tak jak rzekłeś. Ad. 4. Nigdzie nie mówiłem, żeby nie publikować. Publikować jaknajbardziej. Każdy na własna odpowiedzialność Ad. 5. Też nie powiedziałem, że po polsku. Oczywiste jest, że korzystnie jest publikować tam, gdzie ta publikacja przynosi korzyści dla publikującego. Jeżeli chce robić interesy w Chinach to może i po chińsku. Mówiłem tylko, że sam fakt publikowania prac finansowanych przez podatnika po angielsku i w USA zdradza intencje, że ta praca nie jest dla tego co za nią zapłacił. To chyba jasne, płacę to wymagam! Ad. 6. Jak wyżej wspomniałem, wszystkie nauki są ważne, i nie dziele na... du du du, patrz wyżej. Dodam jednak, że finansowane w budżetu państwa powinny być tematy, które mają szanse być wykorzystane przez polskich podatników (mówię podatników; mogą to być polskie firmy i instytucje też zagraniczne płacące podatki w Polsce i zatrudniające mieszkańców Polski). Ad.7. Nigdzie nie mówiłem, żeby zlikwidowań naukę w Polsce. Mówię cały czas aby właściwie nią zarządzać porzez odpowiednia finansowanie. Dodatkowo, jeszcze aby stworzyć warunki do powstawania prywatnych małych ośrodków badawczych i jeszcze stworzyć warunki aby przedsiębiorstwa zagraniczne lokowały laboratoria badawcze w Polsce. Ad. Masz wielkie szanse współpracować ze wszystkimi formami z całego Świata. Masz dobry zawód. I zapamietaj, wszyscy na Świecie szczegółowo przeglądaja wszystkie publikacje, Twoje też. Jak uznają, że są ciekawe to zaproponują Ci współpracę. Dopóki nie zaproponuja to te Twoje prace możesz sam uznać za niepotrzebne. W przeciwnym razie będziesz wykonywał dla nich prace i zarabiał forsę płacił podatki. Będziesz dużo publikował, wykonywał badania jakie sobie tylko wymyślisz, te Twoje podstawowe też, aby jeszcze więcej zleceń było, może coś ważnego wynajdziesz to możesz znów sprzedać I właśnie mi o to chodzi aby tak sie stało. I wtedy zrobisz prawdziwą karierę naukową. Otworzysz sobie prywatny osrodek badawczy, i nareszcie będziesz wolny tak jak ja z moim własnym Tomchemem. Nie wiem czy mnie zrozumiałeś. Powodzenia. Pozdrawiam Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agaj czytam i bardzo sie martwie IP: *.client.insightBB.com 23.02.04, 03:45 tym co piszesz. Jak widac z Twej odpowiedzi, zrozumialem Twe tezy znakomicie. Co do publikacji - to chyba nie pamietasz dokladnie co pisales o dwoch drogach kariery naukowej i sarkastycznej propozycji nowego tutylu "dr. hab. pub.". Jedna ze wspanialszych cech nauki (prawdziwej nauki) jest to, ze z jej osiagniec moga korzystac ludzie na calym swiecie (niestety, wszechobecna komercjalizacja nauki zmienia to w ostatnich latach). Publikacje i wymiana mysli naukowej sa po to by dzielic sie osiagnieciami i korzystac z odkryc innych. Dlatego musza byc one w jezyku ogolnie zrozumialym. Zaprzestanie finansowania badan = smierc nauki polskiej, likwidacje PAN i zamiana zasluzonych wyzszych uczelnii na "teaching colleges". Jesli chodzi o koncowa czesc Twojego postu to niepotrzebnie dajesz mi jakies rady. Dzieki Bogu naleze do tych szczesliwcow ktorym sie powiodlo - szczesliwcow, bo w nauce niestety nie ma gwarancji sukcesu. To tyle. Jak odpiszesz, to obiecuje, ze przeczytam, ale juz nie odpowiem, nawet jak bedzie mnie bardzo kusilo. Za duzo tego pisania i za bardzo sie roznimi w rozumieniu tego co to jest nauka i jaki jest OBOWIAZEK panstwa by wspierac nauke. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 50-letni profesor Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 08:58 Mysle, ze pytanie powinno byc troche precyzyjniej sformuowane: Czy majac Polske jako glowne miejsce swojej dzialalnosci naukowej, mozna zrobic kariere naukowa; czy tez warunkiem koniecznym zrobienia takiej kariery jest emigracja z Polski. Tak jak wielu dyskutantow, jestem matematykiem. Jeszcze do niedawna wsrod duzej czesci moich kolegow panowal poglad ze emigracja jest warunkiem koniecznym zrobienia kariery naukowej. Widac to jak sie przyjrzec skladom osobowym departamentow matematyki na uniwersytetach amerykanskich (roi sie tam od polskich nazwisk). Ale od pewnego czasu widze ze ten poglad ewoluuje. Liczba osob ktore planuje emigracje wyraznie sie zmniejsza. Co wiecej coraz czesciej slysze ze byli emigranci wracaja do Polski (i to nie tylko ci ktorzy chca w Polsce odbyc emeryture; wracaja takze ludzie w sile wieku). Mysle ze wplyw na to ma fakt, ze nasza sytuacja materialna sie polepsza (ja w roku 1988 zarabialem 300$, obecnie zarabiam 1300$). Napewno wplyw ma takze otwartosc Polski (za PRL o wydanie paszportu trzeba bylo zebrac, teraz paszporty mamy w domu). Rowniez latwy kontakt ze swiatem: poczta elektroniczna, internet zblizyl Polske do swiata. Jest jeszcze jeden aspekt: wchodzimy do Unii Europejskiej. Warto sie wiec przyjrzec co stalo sie z nauka tych krajow ktore do UE weszly przed nami. Na przyklad Hiszpania: 30 lat temu bylo prawie niemozliwoscia spotkac hiszpanskiego matematyka na konferencji, a jak juz sie spotkalo to byli to ludzie zakompleksieni bez wielkiej wiary w siebie. Obecnie spotyka sie tlumy modych dynamicznych Hiszpanow pewnych ze pewnego dnia zrobia w nauce cos wielkiego. Takze ich zarobki sa o wiele wyzsze niz przedtem. To jest dobry znak dla polskiej nauki i chyba jeszcze jeden argument by z Polski nie emigrowac. Ale oczywiscie wyjezdzac trzeba - przede wszystkim by zmienic swoj punkt widzenia, by poznac interesujacych ludzi ... Ja mam prawie 50 lat, ale z tego spedzilem 3 lata we Francji i 4 lata w Niemczech, nie mowic o krotszych wyjazdach ktore po wysumowaniu tez dalyby kilka lat. Te wyjazdy pomogly mi ogromnie w znalezieniu swojej drogi w nauce, a przyjaznie i kontakty z tych wyjazdow trwaja do dzis. Takie sa moje rady dla mlodszych kolegow i kolezanek po fachu. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mlody "uczony" Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 22.02.04, 09:49 Przyklad prywatnych uczelni jest do bani, tylko 2 czy 3 maja prawa doktoryzowania. Na zadnej z nich nie zrobisz habilitacji. Dlatego na prywatnych uczelniach kariery naukowej nie zrobisz (moze dydaktyczna), jesli twoi "rofesorowie" (promotor etc.) nie mają ukladów na dobrej panstwowej uczelni (gdzie na ciebie patrza "krzywa", bo ty jestes ten co "czesze" kase u prywaciarzy, kiedy my sie meczymy za buzetowe pensje). Tak to jest. W Polsce w nauce jest silny system feudalny. Nie bylo by nic zlego, gdyby byl oparty na wiedzy i osiagnieciach, ale oparty jest na tym, kto jest samodzielnym (czyli ma hab.) a kto nie i to jest problem... Jak nie zrobisz hab. jestes niczym.. A z tym to bywa roznie. W artykule napisano, ze nie trzeba pisac pracy, wystarczy dorobek. Znam wielu takich doktorów, jednego zapraszaja Uniwersytety Amerykańskie na wykłady (po kilkasert dolców za godzinę, ma kilkanascie publikacji w czasopismach z listy filidalfijskiej i co? w Polsce od lat nie moze dostac za ten dorobek habilitacji... Zlosliwi mówia, ze jak profesor oceniający w CKK nie ma tylu publikacji (albo zadnej na swiatowym poziomie) to w życiu takiego "doktorka" nie pusci... Podobnie ma sie problem z pieniedzmi na badania. Praktycznie forsy na badania wlasne mldocyh pracowników nie ma (albo sa smiesznie niskie - starczy na wyjazd na 2-3 konferencje w roku), są o "niebo lepsze" badania statutowe i inne granty, ale do nich dostępu pracownik bez tytułów profesorskich nie ma, więc pozostaje ci tylko czekac na zaproszenie od twoich samodzielnych profesorów, zeby miec jakis udział. I nic tu nie pomoze, ze majac tylko DR sam moglbys lepiej poprawadzic takie badania statutowe, bo nie jestes samodzielnym pracownikiem... A zeby zrobic habilitacje musisz miec kasę na badania... i kółko się zamyka... Do tego dochodzi problem, ze wiekszosc z nas, mlodych asystentów i doktorów "chałturzy" gdzie sie da (szkoly, kursy, godziny ponadwymiarowe, jakies komercyjne publikacje itp.) byleby tylko godnie żyć. Bo kto jest w stanie przeżyć i utrzymac rodzine ze stypednium dr lub golej pensji asystenta czy nawet adiunkta... Mizernota... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Józef Wieczorek PATOLOGIA OCEN POLSKIEGO SYSTEMU NAUKI IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.02.04, 13:39 Nareszcie głos opisujący stan bliższy prawdy. Niestety rzeczywistośc jest calkiem inna niz przedstawiają oficjalne wypowiedzi decydentow tzw. nauki polskiej a także wielu dyskutantow tego forum, nawet tych krytycznych wobec istniejącego systemu. To tak jakby porownywac subiektywna ocenę systemu komunistycznego okiem frustrata i nieudacznika Herlinga -Grudzińskiego ( sfrustrowanego koniecznością spędzania najlepszych lat zycia w łagrze i niedacznika, któremu nie udalo mu się zyc na wolności mimo, że wielu przecież zyło) i 'obiektywna' ocenę systemu Biura Politycznego KC ZSRR i biur stowarzyszonych a także intelektualistow (także nieprzypadkowych laureatow Nobla) zafascynowanych systemem komunistycznym, ktorzy ani nie byli sfrustrowani ani nie czuli sie nieudacznikami. Tym niemniej jak się okazuje ocena frustrata i nieudacznika była blizsza prawdy. Niestety w Polsce ci którzy żle oceniaja obecny system nauki i edukacji to zdaniem decydentow ( i tych ktorym w tym systemie dobrze) frustraci i nieudacznicy a ich obraz jako że odmienny od oficjalnego jest nie do przyjęcia. Niewtpliwie wielu jest dobrze w tym systemie i nie chcą go zmienic, nawet tym bardzo dobrym podobnie jak wielu noblistow wcale nie chciało zmieniać najlepszego na swiecie systemu komunistycznego. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata PATOLOGIA wg Józefa Wieczorka 22.02.04, 16:15 Gość portalu: Józef Wieczorek napisał(a): > spędzania najlepszych lat zycia w łagrze i niedacznika, któremu nie udalo mu > się zyc na wolności mimo, że wielu przecież zyło) i 'obiektywna' ocenę > systemu Biura Politycznego KC ZSRR i biur stowarzyszonych a także > intelektualistow (także nieprzypadkowych laureatow Nobla) zafascynowanych > systemem komunistycznym, ktorzy ani nie byli sfrustrowani ani nie czuli sie > nieudacznikami. Tym niemniej jak się okazuje ocena frustrata i nieudacznika > była blizsza prawdy. Powyzsze ma zdaje sie sugerowac ze ocena frustraty i nieudacznika:) Józefa Wieczorka ma tez byc blizsza prawady. Niestety, niestety tak nie jest. A to dlatego ze J. Wieczorek bije piane i robi halas wokol likwidacji habilitacji i prof. belwederskich. To jest tak samo jak twierdzenie ze komunizm mial swoje wypaczenia ale nie byl taki zly bo ludzie mieli robote. Habilitowcy pomijaja w ogole koniecznosc doglebnej reformy na skale porownywalna do obalenia komunizmu. Co oczywiscie budzi uzasadnione podejrzenia ze pod haslami reform chodzi im jak najbardziej o zachowanie status quo jesli uda im sie dostac do obecnego grajdola. Tymczasem z punktu widzenia doglebnej reformy habilitacje to pryszcz. Nieskonczenie wazniejsza jest kasa i zwiazana z nia likwidacja systemu urzedniczo-biurokratycznej urawnilowki. Likwidacja habilitacji przy zachowaniu obecnego systemu bylaby totalna degeneracja. W chorze habilitowcow slyszy sie rowniez piosenke: "Ameryka, Ameryka, tam nie ma habilitacji a placa w sumy szesciocyfrowe dolcach". Tak, placa i nie ma habilitacji. Tylko kto placi i za co placi. System amerykanski to system totalnie rynkowy i elitarny. O tym habilitowcy wola nie mowic. Jesli wiec mowa bylaby o doglebnej reformie to dlaczego nie zaczac od najwyzszego poziomu czyli od konstytucyjnego absurdu w postaci bezplatnego ksztalcenia wyzszego? Ten postulat uderza oczywiscie w zbyt wiele interesow wiec jest bardzo starannie pomijany. Habilitowcy tez wola o nim milczec. Odpowiedz Link Zgłoś
siup_walenty Re: PATOLOGIA wg Dyplomaty 22.02.04, 17:57 dyplomata napisał: > Gość portalu: Józef Wieczorek napisał(a): > > > spędzania najlepszych lat zycia w łagrze i niedacznika, któremu nie udalo > mu > > się zyc na wolności mimo, że wielu przecież zyło) i 'obiektywna' ocenę > > systemu Biura Politycznego KC ZSRR i biur stowarzyszonych a także > > intelektualistow (także nieprzypadkowych laureatow Nobla) zafascynowanych > > > systemem komunistycznym, ktorzy ani nie byli sfrustrowani ani nie czuli s > ie > > nieudacznikami. Tym niemniej jak się okazuje ocena frustrata i nieudacznik > a > > była blizsza prawdy. > > Powyzsze ma zdaje sie sugerowac ze ocena frustraty i nieudacznika:) Józefa > Wieczorka ma tez byc blizsza prawady. Niestety, niestety tak nie jest. > > A to dlatego ze J. Wieczorek bije piane i robi halas wokol likwidacji > habilitacji i prof. belwederskich. To jest tak samo jak twierdzenie ze > komunizm mial swoje wypaczenia ale nie byl taki zly bo ludzie mieli robote. Wieczorek napisał cos dokładnie przeciwnego. szanowny Dyplomata robi nam wode z mózgu. Ja rozumiem, ze frustratów od "niefrustratów? odróżnia posiadanie tego "hab", niewazne z jakiego tytułu. A czy szanowny Dyplomata porównywał kiedys wartośc tego "hab" w tzw. naukach humanistycznych i przyrodniczych? Spójrzmy na to inaczej. wszelkie stopnie i tytuły nadają określeni LUDZIE. Czy Dyplomata ma gdziś gwarancje, że wszystkie te stopnie maja taka samą wartość?. Jesli tak, to niech powie jaką. > > Habilitowcy pomijaja w ogole koniecznosc doglebnej reformy na skale > porownywalna do obalenia komunizmu. Co oczywiscie budzi uzasadnione podejrzenia > ze pod haslami reform chodzi im jak najbardziej o zachowanie status quo > jesli uda im sie dostac do obecnego grajdola. > Kto tu chce zachowywać grajdoł?!. Na pewno nie Wieczorek!!. Najlepszym sposobem na zachowanie grajdoła jest utrzymanie obecnej hierarchi. Te "elity", o których Dyplomata pisze, to poznalibysmy po stopniach własnie. Najlepiej tych matołowatych Amerykanów z ich niehabilitowanymi noblistami wpieprzyc do należnego im grajdoła! Bo jeszcze podkopią sie pod nasz jak niejaki Wieczorek. > Tymczasem z punktu widzenia doglebnej reformy habilitacje to pryszcz. > Nieskonczenie wazniejsza jest kasa i zwiazana z nia likwidacja systemu > urzedniczo-biurokratycznej urawnilowki. Likwidacja habilitacji przy > zachowaniu obecnego systemu bylaby totalna degeneracja. Ale te kase dzielimy .. no własnie jak dzielimy? Bo kasy nie przybedzie. Nie pojmuję dlaczego likwidacja habilitacji i ocenianie ludzi na podstawie ich dorobku, a nie uzyskanych w często przedziwne sposoby stopni miałoby prowadzic do degrengolady. W chorze habilitowcow slyszy sie rowniez piosenke: "Ameryka, Ameryka, > tam nie ma habilitacji a placa w sumy szesciocyfrowe dolcach". Tak, > placa i nie ma habilitacji. Tylko kto placi i za co placi. System > amerykanski to system totalnie rynkowy i elitarny. O tym habilitowcy > wola nie mowic. > Własnie mówia. Na ile ja rozumiem Wieczorka, to on to właśnie postuluje. Dokładnie urynkowienie, aby podatnik wiedział za co płaci i nie buklił na spryciarzy z "hab", a bez mozliwości. NIE OZNMACZA TO, ŻE UWAŻAM, IŻ WSZYSCY LUDZIE Z HABILITACJA TO TACY CWANIACY, ALE ŁYŻKA DZIEGDZIU PSUJE BECZKE MIODU!!! I to jes problem. Ta (mała prawdopodobnie) łyzka, której nie da sie z beczki miodu wydłubać. > Jesli wiec mowa bylaby o doglebnej reformie to dlaczego nie zaczac od > najwyzszego poziomu czyli od konstytucyjnego absurdu w postaci bezplatnego > ksztalcenia wyzszego? > A dlaczego "od czegoś jedynego" zaczynać? Ten zapis o bezpłatnym kształceniu to oczywista brednia, ale nie ma to nic, albo niewiele wspólnego ze sprawą habilitacji. na ile ja zrozumiałem popglądy Wieczorka, to on uważa podobnie. > Ten postulat uderza oczywiscie w zbyt wiele interesow wiec jest bardzo > starannie pomijany. Habilitowcy tez wola o nim milczec. Skąd takie przekonanie?!! Nikt tego nie napisał. Ten system "bezpłatnej edukacji" i tak sie zawali, ale nie ma to żadnego związku ze sprawą habilitacji. A tak ogólnie to nie rozumiem o co Dyplomacie idzie. Rozumiem, ze lubi słowo "grajdoł", ale niewiele z tego wynika. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: udany nieudacznik CECHY UDACZNIKA I NIEUDACZNIKA IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.02.04, 18:16 Na forum sa zapytania co to znaczy zrobić karierę, kto jest udacznikiem a kto nieudacznikiem. To moja propozycja oparta na mojej obserwacji polskiego środowiska akademickiego. Czyli z życia wzięte! Oparte na autentycznych faktach ! Cechy udacznika, ktoremu udało się zrobic kariere w nauce -ktos, kto jest prof zatrudnionym (nawet po 70-tce) na wielu etatach nie musząc pojawiać się nawet na zajęciach, w instytutach, - ktos kto ma kilkudziesięciu czy nawet kilkuset dyplomantow a nie musi nawet czytać i znać ich prac dyplomowych - ktos kto ma pieniądze na badania i nie musi ich wykonywac ani rozliczać się z funduszy pobranych na badania -ktos kto moze wyjeżdżać ( z calym inwentarzem) na liczne kongresy i inne wyjazdy zagraniczne bez potrzeby prezentowania czegokolwiek - ktos kto jest zdolny do wycięcia wszystkich potencjalnych konkurentow dzięki czemu może dożywotnio pelnić swoje rozliczne funkcje w atmosferze podziwu i uwielbienia Cechy nieudacznika - ktos kto nigdy prof nie bedzie i nie może pracowac nawet jednym etacie mimo aktywności naukowej -ktos kto nie może wykladać na uczelniach mimo (dlatego) , że jego jwyklady cieszyly się większym uznaniem niz wykłady udacznikow - ktos, kto nie może miec dyplomantow bo wychowal najlepszych naukowcow (w tym prof) -ktos kto nie ma pieniedzy na badania mimo (dlatego), że ma więcej publikacji niz 'najlepsi z najlepszych', udacznicy wygrywający w cuglach organizowane przez siebie konkursy dla podziału miedzy siebie pieniedzy podatnika - ktos kto nie moze oficjalnie wyjeżdżać na kongresy bo takie wyjazdy sa szkodliwe ( orzeczenie komisji KBN) mimo zaproszeń ze strony organizatorow kongresow -ktos kto ma 30 lat i nie może prezentowac sie ze względu na podeszły wiek na sympozjach prowadzonych przez 50 - 70-80 letnich młodzieniaszkow -ktos kto wychowal wielu aktywnych badaczy dzięki czemu jest otoczony atmosferą nienawiści i ostracyzmu Odpowiedz Link Zgłoś
siup_walenty Re: CECHY UDACZNIKA I NIEUDACZNIKA 22.02.04, 18:29 Pominieto jeszcze jedna ceche udacznika; ktoś, kto nie musi uzasadniać, że udacznikiem jest. Dlaczego? Bo jest! I basta.. Dualnie nieudaczznik musi ciągle dowodzić, że nie jest wielbłądem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc NIEKTÓRZY ZNANI UDACZNICY (wszyscy z hab.) IP: *.chello.pl 22.02.04, 21:48 1. prof. dr hab. Jerzy Jaskiernia (całokształt, a szczególnie ostatnia afera z automatami do gier, prawdopodobne kontakty ze środowiskami przestępczości zorganizowanej 2. prof. dr hab. Mariusz Łapiński b. Minister Zdrowia (całokształt, a szczególnie afera lekowa, udział w pobiciu dziennikarza) 3. prof. dr hab. Ryszarb Bender (całokształt, korupcja w czasie gdy był prezesem KRRiT - przyjęcie od FilmNetu "nagrody" za koncesję, antysemickie poglądy, twierdzi np. że w Oświęcimiu nie było obozu koncentracyjnego) 4. dr hab. R z Opola (UO) miasta.gazeta.pl/opole/1,37656,1909237.html (plagiat) BTW, czy to nie jest Dariusz Ratajczak słynny z występu razem z prof dr hab. Ryszardem Benderem w Radiu Maryja? 4. prof. dr hab. Stanisław Łach ze Słupska (PAP) miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,37647,1908263.html (plagiat) 5. prof. dr hab. Adam Sosnowski ze Szczecina (US) www.centrumprasowe.net/content/article/20030506130350647.htm (plagiat) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Przepraszam za błąd IP: *.chello.pl 22.02.04, 22:08 Z rozpędu źle policzyłem - podałem 6, a nie 5 udaczników - przepraszam. Ciekawe ilu z nich ma już (belwederskie) tytuły profesorskie? Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Walentemu o co idzie siup 22.02.04, 23:21 siup_walenty napisał: > Skąd takie przekonanie?!! Nikt tego nie napisał. Ten system "bezpłatnej > edukacji" i tak sie zawali, ale nie ma to żadnego związku ze sprawą > habilitacji. A tak ogólnie to nie rozumiem o co Dyplomacie idzie. Rozumiem, >ze lubi słowo "grajdoł", ale niewiele z tego wynika. Idzie o to ze robiac reforme polegajaca na zniesieniu habilitacji doprowadzi sie do totalnej degrengolady. Z tego powodu ze bedzie to otwieralo masie elementu zupelnie beznadziejnego droga do wszystkich szczebli w obecnym systemie biurokratyczno-urzedniczym. Wieczorek i inni habilitowcy pomijaja kwestie finansowe i koniecznosc doglebnej reformy ktora musi byc zwiazana ze zmiana finansow. Czyli mniej wiecej takiej reformy: Znosimy habilitacje i belwederki ale to nie znaczy ze wszyscy dostana teraz lepsze dozywotnie etaciki na stanowiskach profesorow ktore zalatwili se na uczelniach. Wrecz przeciwnie - o stale posady bedzie TRUDNIEJ niz dotychczas! Teraz mozemy poczekac co powiedza na to habilitowcy. Im bynajmniej nie chodzi o to zeby w systemie bez habilitacji bylo trudniej o stale posady. Oni walcza z habilitacja po to zeby latwiej bylo miec dobre stale posadki hehe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Dyplomata udaje że nic nie rozumie IP: *.chello.pl 22.02.04, 23:41 Nie chodzi o posady czy o pieniądze, tylko o kryteria awansowania i samodzielności w nauce. System odziedziczony po latach stalinowskich, skansen w stylu białoruskim, blokuje rozwój polskiej nauki i ułatwia zdobywanie najwyższych pozycji miernotom. Wymieniłem je w poprzednim poście o "udacznikach". Jest Pan dumny mając za kolegów samodzielnych wymienione tam osoby? Weryfikacja obejmowałaby wszystkich i hab i niehab. Hab. byłoby jakimś argumentem, ale nie tak istotnym jak teraz. Najważniejszy powinien być dorobek naukowy w skali miedzynarodowej, a nie układy. Nie mogą o awansowaniu decydować osoby niekompetentne, a tak jest w obecnym systemie, gdzie ocenia się delikwenta na podstawie tego czy miał udane show (kolokwium), czy nie i czy ładnie się uśmiechał. Pieniądze nic nie zmienią w tym chorym systemie, tak jak nic nie zmieniły w komunie za Gierka - spowodowały tylko późniejsze, odczuwane do dziś, kłopoty. Lepiej je nawet wstrzymać (mam nadzieję że Unia tak zrobi), żeby nie utrwalać patologii. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Krótkie uzupełnienie IP: *.chello.pl 22.02.04, 23:51 Wyraziłem się zbyt delikatnie. Powinno być pod koniec drugiego zdania: "miernotom i oszustom", a nie tylko "miernotom". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joniu Jeszcze o szkołach prywatnych IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 22.02.04, 22:37 Sytuacja się nie unormuje, jeśli w szkoły prywatne będą traktowane jako miejsca do zarabiania pieniędzy. Sam pracuję w takiej uczelni jako jedynym miejscu pracy i mierzi mnie, gdy moim kolegą jest facet, który przychodzi do niej na swój trzeci etat i jest w niej tylko dla tego, że zna szefa. Uwolnijcie etaty w szkołach prywatnych dla młodych! Wydaje się, że dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie w zapisie o minimum kadrowym dla kierunku konieczności zatrudniania doktorów na pierwszych etetatach, tak jak ma to miejsce w przypadku habilitowanych. Wymusiłoby to poszukiwanie pracowników na stałe związanych z uczelnią. Odpowiedz Link Zgłoś
siup_walenty Re: Jeszcze o szkołach prywatnych 23.02.04, 11:46 To bardzo rozsądna propozycja. Co wiecej, mogłaby ona w dłuższej perspektywie doprowadzić do urealnienia przeróżnych porównań uczelni. Szkoda, ze pada tylko na tym forum. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nieudacznik Co to znaczy "zrobić karierę naukową?" IP: *.nas12.saint-louis1.mo.us.da.qwest.net 22.02.04, 23:20 O czym wlasciwie dyskutujemy? Na czym ma polegac "kariera"? 1. Jesli pytamy sie, czy w Polsce mozna robic prace, ktore sa publikowane w najlepszych miedzynarodowych czasopismach naukowych i wyrabiaja mlodemu czlowiekowi tzw. "nazwisko" w jego dyscyplinie - to moja odpowiedz brzmi "Oczywsicie tak". 2. Jesli pytamy sie, czy pracujac po 10 godzin dziennie przez kilka lat mozna osiagnac takie wyniki, ktore otwieraja droge do zagranicznych stazy naukowych, zatrudnienia w zagranicznych osrodkach naukowyc itd., to moja odpowiedz brzmi "Oczywiscie tak". 3. Jesli pytamy sie, czy osiagniecie miedzynarodowego uznania w nauce oznacza wysilek, poswiecenie, wyrzeczenia, prace przez 7 dni w tygodniu, rezygnacje z wakacji, wielu aspektow zycia osobistego czy towarzyskiego - to odpowiedz brzmi "niestety, tak". 4. Czy pracujac w Polsce mozna osignac uznanie owocujace dobrze platna posada w nauce amerykanskiej - to odpowiedz brzmi "Oczyiscie tak". 5. Jesli pytanie brzmi - czy mlody czlowiek z w/w wynikami moze osiagnac w Polsce formalne uznanie w rodzaju profesury, szkolu naukowej itd - to moja odpowiedz brzmi "niestety nie". 6. Czy kazdy doktor w Polsce odnosi naukowy sukces? Nie. Czy kazdy doktor w USA odnosi naukowy sukces? Nie. Malo komu udaje sie zostac gwiazda amerykanskiej nauki. Roznica polega na tym ze z jednej profesorskiej pensji w USA mozna zyc wygodnie i spokojnie zajmowac sie swoimi sprawami - np. uprawianiem nauki, albo uczeniem, albo wlasnymi hobby. Nie mozna tego niestety powiedziec o zarobkach w Polsce. 7. Jaka bedzie przyszlosc nauki w Polsce? Nie ma przyszlosci - anschluss do UE oznaczac bedzie nie tylko koniec mozliwosci zajmowania sie nauka w Polsce, ale takze likwidacje wyzszych uczelni i szkol naukowych na rzecz placowek niemieckich czy "europejskich", przy sprowadzeniu polskich uczelni do roli czysto utylitarnej, tzn. przygotowania praktycznego do wykonywania zawodow w zagranicznych przedsiebiorstwach. Obym sie mylil. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jrw Re: Co to znaczy "zrobić karierę naukową?" IP: *.184-203-24.mc.videotron.ca 23.02.04, 02:22 Na końcu wrócilismy do tego co powinno rozpoczynać dyskusję: definicji o czym dyskutujemy. "Kariera" i "uprawianie nauki" to odrębne pojęcia: "nauka" to najogólniej mowiąc poszukiwanie praw rządzących tym światem, a "kariera" to metoda (tylko częściowo skodyfikowana), która służy w społeczeństwie ewaluacji jednostek w różnych nie tylko naukowych dziedzinach. I ta ewaluacja szwankuje u nas we wszystkich dziedzinach niezależnie od "habilitacji", "profesur" czy innych wyznaczników kariery. "Kariera" musi wiązać się z przywilejami wyróżniającymi jednostkę (dziś są to finanse i zwiekszające się możliwości decyzyjne i w nauce stopnie), ale musi też nieodłącznie wiązać się z prawdziwą wartością osobnika w jego dziedzinie. Kariera oderwana od prawdziej wartości nie jest karierą tylko oszustwem. Kariera wspominanego tu wielokrotnie prof. Żylicza jest najzupełniej prawdziwa natomiast inni "profesorowie" wspominani w ostanich wypowiedziach nie są przykładami karier naukowych, tak jak złodziej nie jest przykładem kariery w biznesie. W polskiej nauce nie potrzebujemy wielkiej rewolucji strukturalnej, potrzebujemy rzetelniejszej kontroli istniejących elementów kariery i podziału środków. Bo środki oprócz tego, że są w całości małe to są jak o tym już była mowa często marnowane. Jak to osiągnąć? - Np. wprowadzić przepisy dotyczące osób zasiadających w gremiach kontrolujących (np. udział tylko osób z dorobkiem publikacyjnym w ciągu ostatnich lat i pewnej liczby ekspertów niezależnych z zagranicy) oraz rozliczanie wielkich grantów (zamawianych) przez wynik publikacyjny wraz z absolutnym zakazem finansowania grup, które uczestniczyły w grantach nierozliczonych. Jednocześnie trochę powinniśmy przyjrzeć się wydawaniu pieniędzy przyznawanych na tzw. działalność statutową. Często na skutek spadku po poprzednich czasach pieniądze te zasilają niekontrolowane (znikła partia jako element nadzorczy) rządzone autorytarnie jednostki, które niekoniecznie wydają je naprawdę na potrzeby nauki. Warto posprawdzać przy przyznawaniu pieniędzy jak wyglądają tzw. koszty pośrednie w jednostkach i co w nie wchodzi. Jeśli chodzi o główne pytanie: uważam, że w Polsce można zrobić karierę naukową jesli jest się naprawdę zainteresowanym nauką i chce się poszukać miejsca gdzie naukę można uprawiać. Trzeba na to trochę cierpliwości i może samozaparcia finansowego (nie zawsze od razu zdobywa się finansowanie), ale jest to możliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BPP Wojcik w radio.com & & #35 8211; komentarz IP: *.dhcp.uno.edu 23.02.04, 02:49 Pisze komentarz tutaj bo tu jest wieksze forum. Wizja pana Wojcika o amerykanskich uczonych ma sie tak samo do rzeczywistosci jak lektura miesiecznika Twoj Styl do rzeczywistosci w Polsce. Tak bywa, ale to nie jest standardem. Jezdzenie z konferencji na konferencje jest przywilejem tylko malej grupy a jesli uznamy ze uczeni jadaja w dobrych restauracjach to na liste takich trzeba wpisac McDonalds. Pierwsza uwaga jest to ze nauka amerykanska jest dobra tylko wedlug ocen .... nauki amerykanskiej. Jak amerykanie utworzyli kryteria tego co jest dobre to sie do nich dostosowali i jak teraz ukladaj rankingi wedlug swoich kryteriow to nic dziwnego ze w nich przoduja. Jak komitet noblowski nie zna chinskiego to nic dziwnego ze chinczycy nagrod nobla nie dostaja. Kiedys nie znal rosyjskiego i teraz musi sie za to wstydzic. Tak samo lista najlepszych uniwersytetow oceniania przez amerykanow bedzie promowac kraje anglosaskie. Ukonczylem w Polsce uniwersytet z konca rankingu, a doktorat pisalem w USA w szkole z czolowki, wedlug rankingow to niebo i ziemia, wedlug mojej wlasnej obserwacji to wlasciwie to samo. Mam wierzyc wlasnym oczom czy rankingom. Na tej liscie najlepszy uniwersytet europy kontynentalnej znajduje sie na miejscu 25, najlepszy niemiecki na 48, najlepszy francuski na 65. Komedia ? Nie, zwyczajny marketing, podszyty szowinizmem. Sam jestem w posiadaniu atlasu amerykanskiego gdzie polskie ziemie zachodnie sa oznaczone jako “tymczasowa polska administracja”. Jak wyglada haslo “Polska” w encyklopedii Microsoftu kazdy moze sam zobaczyc. I nagle w sprawach nauki tym ludziom kaze sie wierzyc bezkrytycznie, w ich listy i ich rankingi. Nie inaczej jest z tzw. publikacjami. Mi do oceny nie sa potrzebne jakies listy filadelfijskie, bez zadnych list ani indeksow cytowan potrafie z glowy powiedziec kto co zrobil w mojej dziedzinie a kto w glowie ma siano i rezultaty science-fiction. Smutna ale skrzetnie ukrywana prawda jest to ze z publikacji maja pozytek jedynie domy wydawnicze, ktore wciaz wymyslaja nowe czasopisma, ktore sprzedaja coraz drozej coraz wiekszej ilosci bibliotek, to ich lobby promuje oceny poprzez ilosc publikacji, a naiwni mysla ze stoja za tym merytoryczne lub szlachetne cele. Socjolog, pani Staniszkis lubi mowic o asymetrii racjonalnosci. Jest to sytuacja gdy w kraju przyjmuje rozwiazania racjonalne ale dla innego poziomu i innego rynku. Mimo ze ma na mysli sytuacje spoleczno-ekonomiczna, uwazam ze odnosi sie to tez do sytuacji w nauce i sposobow jej uzdrowienia. Jedyna szansa krajow malych jest znalezienie stylu ktorego nie mozna, lub nie oplaci sie wykupic lub uprowadzic. Tylko dlatego jeszcze jakies badania sie w Polsce prowadzi bo ludzie ktorzy je robia dobrze sobie zycie chwala i nie maja jak wyjechac, ani nie da sie ich wyrzucic z posady naplywem zagranicznikow. Wprowadzenie modelu amerykanskiego spowoduje tyle ze juz bedzie mozna. Bedzie to taki sam efekt jak zniesienie segregacji rasowej w Ameryce. Przyznaje, segregacja byla zla, ale w czasach segregacji byl i Murzyn naukowiec, i nauczyciel i lekarz, bo do bialego nie bylo wstepu. I bywali wsrod nich wybitni, i bywalo ze mieli osiagniecia z ktorych korzystali tez biali. Segregacje zniesiono, ale bez prawdziwej integracji miedzyrasowej. Prosze zobaczyc jak teraz wyglada murzynska dzielnica. Tak samo bedzie wygladac nauka polska. Amerykanie wyplyneli na tym wlasnie ze nie patrzyli kto sie liczy w Anglii, a przeciez mogli skonczyc jak nauka argentynska czy brazylijska. To wam proponuje pan Wojcik. B.P. Pozniak, UNO Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obserwator wysokie kryteria a nie likwidacja habilitacji IP: *.math.louisville.edu 23.02.04, 03:45 Wszedzie na swiecie wprowadzone sa gradacje stanowisk odrozniajace doktora z jedna publikacja od takiego, ktory ma ich kilkanascie czy kilkadziesiat. W USA po doktoracie zazyczaj trzeba spedzic wiele lat podrozujac od uniwersytetu do uniwersytetu, skladajac co dwa-trzy lata podanie o nastepne stypendim (tzw. postdoca). Gdy sie tego czasu nie zmarnuje i - jak to w nauce - ma troche szczescia, wtedy mozna uzyskac na jakims uniwersytecie z ambicjami naukowymi tzw. tenure track czyli to, co w Polsce odpowiada stanowisku adiunkta (w USA:,,assistant professor''). To tylko pozycja stazowa. Formalnie ma sie juz uprawnienia do prowadzenia wlasnych doktorantow, ale praktycznie nikt w tej sytuacji tego nie robi, bo trzeba w ciagu ok. trzech lat napisac taka ilosc prac, z ktora mozna zlozyc na tym samym uniwersytecie podanie o tzw tenure. Jesli sie taka pozycje dostanie (,,associate professor,,), to jest to juz staly etat. Wymogi sa tu bardzo zblizone do polskiej habilitacji. Pozniej mozna jeszcze na danym uniwersytecie zmniejszyc sobie obciazenia dydaktyczne i uzyskac znaczaca podwyzke placy, uzyskujac tytul pelnego profesora. Polski odpowiednik: profesor belwederski. Amerykanski system jest bardziej odporny na bledy, bo dysponuje nieskonczenie wiekszymi pieniedzmi i nawet jesli podejmie sie bledne decyzje, to zawsze znajda sie srodki na zatrudnienie jeszcze kogos wlasciwego. Wydaje mi sie, powtarzam juz na tym forum te mysl po raz drugi, ze polski system powinien zmierzac w kierunku lepszego finansowania i podnoszenia poprzeczki, a nie jej obnizania. Jesli w pewnych naukach w Polsce, a takie glosy sie tu slyszy, zdarza sie ponad przecietna statystyczna, ze habilitacje trafiaja w niewlasciwe rece, to trzeba zaostrzyc kryteria i zobiektywizowac ocene, a nie rezygnowac z habilitacji. To bylby wlasnie krok w kierunku obnizenia poziomu. Trzeba zachowac system superrecenzji dokonywanych centralnie przez CKK. Powinno sie tez zagwarantowac przynajmniej jednego recenzenta zagranicznego, a jeszcze lepiej kilku. Nie chce tu ad hoc formulowac dokladnych receptur. To wlasnie zadanie dla tych, ktorzy przygotowuja projekt nowej ustawy. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Baju baju bendziem w skansenie 23.02.04, 10:23 Gość portalu: obserwator napisał(a): > Wszedzie na swiecie wprowadzone sa gradacje stanowisk odrozniajace doktora z > jedna publikacja od takiego, ktory ma ich kilkanascie czy kilkadziesiat. > W USA po doktoracie zazyczaj trzeba spedzic wiele lat podrozujac od > uniwersytetu do uniwersytetu, skladajac co dwa-trzy lata podanie o nastepne > stypendim (tzw. postdoca). Wlasnie. > Gdy sie tego czasu nie zmarnuje i - jak to w nauce - ma troche szczescia, >wtedy mozna uzyskac na jakims uniwersytecie z ambicjami naukowymi tzw. tenure >track czyli to, co w Polsce odpowiada stanowisku adiunkta w USA:,,assistant >professor''). To tylko pozycja stazowa. Formalnie ma sie juz > uprawnienia do prowadzenia wlasnych doktorantow, ale praktycznie nikt w tej > sytuacji tego nie robi, bo trzeba w ciagu ok. trzech lat napisac taka ilosc > prac, z ktora mozna zlozyc na tym samym uniwersytecie podanie o tzw tenure. > Jesli sie taka pozycje dostanie (,,associate professor,,), to jest to juz >staly etat. Wymogi sa tu bardzo zblizone do polskiej habilitacji. Pozniej >mozna > jeszcze na danym uniwersytecie zmniejszyc sobie obciazenia dydaktyczne i > uzyskac znaczaca podwyzke placy, uzyskujac tytul pelnego profesora. Polski > odpowiednik: profesor belwederski. Noo bez przesady. Placowki same decyduja o kadrze bo od niej zalezy ich reputacja. W placowkach elitarnych (Ivy League) jest to kwestia zycia i smierci. Po co wiec porownywac to z belwederkami? > Amerykanski system jest bardziej odporny na bledy, bo dysponuje nieskonczenie > wiekszymi pieniedzmi i nawet jesli podejmie sie bledne decyzje, to zawsze > znajda sie srodki na zatrudnienie jeszcze kogos wlasciwego. Tak, ale procedury obsadzania stanowisk sa takie ze decyduja wzgledy rynkowe: czyli pozycja i reputacja jaka ktos ma. > Wydaje mi sie, powtarzam juz na tym forum te mysl po raz drugi, ze polski > system powinien zmierzac w kierunku lepszego finansowania i podnoszenia > poprzeczki, a nie jej obnizania. Jesli w pewnych naukach w Polsce, a takie > glosy sie tu slyszy, zdarza sie ponad przecietna statystyczna, ze >habilitacje > trafiaja w niewlasciwe rece, to trzeba zaostrzyc kryteria i zobiektywizowac > ocene, a nie rezygnowac z habilitacji. To bylby wlasnie krok w kierunku > obnizenia poziomu. > Trzeba zachowac system superrecenzji dokonywanych centralnie przez CKK. >Powinno > sie tez zagwarantowac przynajmniej jednego recenzenta zagranicznego, a jeszcze > lepiej kilku. Nie chce tu ad hoc formulowac dokladnych receptur. To wlasnie > zadanie dla tych, ktorzy przygotowuja projekt nowej ustawy. Czyli w Polsce zachowac centralny system biurokratyczny a w USA to niech se bedzie rynkowo-elitarny? Po prostu niech Polska to bedzie skansen grajdolek z habilitowanymi, furmankami i strojami lowickimi bo to takie milutkie. A science i high-tech to w USA. Wiekszej bzdury dawno nie proponowano. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik KRĘGI AKADEMICKIE IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 23.02.04, 13:45 Przeczytalem: Racjonalnosć zachowań możemy znalezć w stosunkowo mało reprezentatywnych kręgach społeczeństwa Zachodu. Nawet kręgi akademickie zdaja się cenić wyżej wiele innych wartosci niż racjonalnosć. Przykład autorytetów Sorbony firmujacych ideologię ludobójstwa w Kampuczy nie stanowi, niestety, odosobnienia. Nie ma również potrzeby przytaczania przykładów rytualizacji życia akademickiego. Nabożne namaszczenie, tabu, stylizowana celebra stanowia trwały składnik tego życia. Pewnym postawom, osobom, gestom nadaje się wartosć prawie sakralną, nawet jeśli nie odpowiadaja im obiektywnie żadne wartosci. Stopnie naukowe i członkostwa Akademii nadawane prominentom w tzw. krajach socjalistycznych stanowia jeden z dobrze znanych przykładów poszukiwania w nauce namiastki sacrum. Józef ŻYCIŃSKI ( Medytacje sokratejskie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 23.02.04, 13:47 Przeczytalem : ZDANIE OGÓŁU Doprawdy, nie ma tak absurdalnego poglądu, którego by ludzie nie przyjęli jako własny, o ile tylko potrafi im się wmówić, że pogląd ten został przyjęty przez ogół. Przykład działa tak na ich myślenie, jak na ich czyny. Są oni jak owce, które idą za swoim baranem, gdziekolwiek ich prowadzi; łatwiej im umrzeć, niż myśleć. Jest to bardzo dziwne, że zdanie ogółu ma dla nich tak wielkie znaczenie, skoro przecież sami widzą po sobie, w jaki sposób przyjmuje się zdania, mianowicie zupełnie bez rozumowania i tylko na skutek przykładu. Tego nie wiedzą jednak, bo nie mają żadnego samokrytycyzmu. ............ Powszechność jakiegoś poglądu nic jest, poważnie mówiąc, żadnym dowodem, nie daje nawet prawdopodobieństwa słuszności. ........... To, co się nazywa zdaniem ogółu, jest ściśle biorąc, zdaniem dwóch lub trzech osób i o tym przekonalibyśmy się, gdybyśmy mogli obserwować powstawanie takiego ogólnie przyjętego poglądu. Zauważylibyśmy wtedy, że tylko dwie lub trzy osoby najpierw to zdanie przejęły od innych albo wypowiedziały same, a inni z uprzejmości uwierzyli, w przekonaniu, iż rzecz była gruntownie zbadana. Uważając tych pierwszych za dostatecznie kompetentnych, przyłączyło się do tego zdania najpierw kilku następnych. Tym znowu uwierzyło wielu innych, którzy z lenistwa woleli po prostu uwierzyć od razu zamiast podjąć mozolne badania. I z dnia na dzień narastała liczba tych leniwych i łatwowiernych zwolenników; gdy bowiem taki pogląd przyjęła już znaczna liczba osób, wówczas następni uważali, że to się mogło stać tylko dzięki słuszności tego poglądu. Pozostali zaś byli teraz zmuszeni uznawać to, co już zostało ogólnie uznane, jeżeli nie chcieli uchodzić za niespokojne głowy, które się opierają ogólnie uznanym poglądom, lub za zarozumialców, którzy chcą być mądrzejsi od całego świata. Podzielanie tego poglądu stało się obowiązkiem. Nieliczni, którzy są zdolni do wydawania własnych sądów, muszą teraz milczeć; ci zaś, którym wolno mówić -to ludzie niezdolni do własnego zdania i własnego sądu, którzy są tylko echem cudzych poglądów; tym gorliwiej jednak i tym fanatyczniej ich bronią. Nienawistny jest im bowiem każdy myślący inaczej, i to nie tyle z powodu odmiennego poglądu, ile z powodu zuchwalstwa, jakie wykazuje wypowiadając własne zdanie; rzecz taka im się nigdy nie zdarza i w gruncie rzeczy są tego świadomi. Krótko mówiąc, bardzo mało ludzi umie myśleć, ale jakiś pogląd chce mieć każdy. Artur Schopenhauer – Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Politycy IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 23.02.04, 15:08 Zupełnie nie rozumiem, jak można widzieć w polityce nadzieję na reformę nauki. Gdy tylko politycy poczują, że opinia społeczna daje im zielone światło, zreformują naukę tak, jak AWS i SLD zreformowały nam (z wiadomym skutkiem) służbę zdrowia, oświatę i media publiczne. Z równym rozsądkiem Konrad Mazowiecki wzywał na pomoc Krzyżaków... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Newsweek szkaluje ? polskich uczonych IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 23.02.04, 16:04 Newsweek szkaluje ? polskich uczonych <http://newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9114> Uniwersyteckie kliki trzęsą polskimi uczelniami i naciągają swoje szkoły. W walce o kasę i etaty nobliwi uczeni wykazują brak zasad godny wioskowych kacyków Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jasio Re: Newsweek szkaluje ? polskich uczonych IP: *.proxy.aol.com 23.02.04, 16:37 Odpowiadasz na : Gość portalu: czytelnik napisał(a): > Newsweek szkaluje ? polskich uczonych > <http://newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9114> > > Uniwersyteckie kliki trzęsą polskimi uczelniami i naciągają swoje szkoły. W > walce o kasę i etaty nobliwi uczeni wykazują brak zasad godny wioskowych kacykó > w Rzeczywiscie. Cytat zdcydowanie ubliza wiejskim kacykom. Ale nie martwmy sie zbytnio. Problem istnije w skali swiatowej, nie tylko polskiej!! Odpowiedz Link Zgłoś
hel0 Re: wysokie kryteria a nie likwidacja habilitacji 23.02.04, 19:38 Habilitacja ma tylko sens jesli poparta jest publikacjami. Zmiany ktore powinny nastapic to: (1)"wyglad habilitacji": powinien byc to zbior publikacji (jak najbardziej dopuszczalne angielskojezyczne bez koniecznosci ich tlumaczenia) poprzedzony moze krotkim (jedno-dwustronicowym wstepem ulatwiajacym przeglad publikacji). Tworzenie "drugiego" doktoratu uwazam za bezsensowne, gdyz glowne mysli i odkrycia powinny byc sformuowane w publikacjach a powtarzanie i tlumaczenie tego na Polski jest strata czasu wlasna i recenzentow. Aby taki wyglad habilitacji byl przyjety przez szanowne grenia rady starszych powinien byc wymogiem, a nie jedynie dopuszczalna forma. Niesty zyjemy w kraju gdzie rady te moga skutecznie zablokowac nieakceptowalna przez siebie forme nawet gdy jest ona prawnie dopuszzcalna. (2)Powinien byc zniesiaony wymog uzyskania podpisow od pozostalych autorow zrzekajacych sie udzialu w pracy. Jest to wyjatkowo glupi przepis i faktycznie trudno jest czlowiekowi honoru wystopic o taka przysluge do wspolpracownikow (szczegolnie poza granicami kraju. Tym bardziej ze jezeli sa oni wspolautorami to jak najbardziej poczuwaja sie do jakiegos wkladu w dzielo. Trudno jest amerykanskim wspolpracownikom wytlumaczyc ze to tylko tak pro forma potrzebne dla glupich polskich przepisow. Ja nigdy o cos takiego nie wystapie bo szanuje swoich partnerow. Wymogiem powinno byc wlaczanie do habilitacji tylko tych publikacji gdzie jest sie pierwszym autorem. Samo przez sie rozumie sie ze pierwszy autor nadzoruje merytorycznie i wykonawczo opublikowane wyniki. Habilitacje powinny byc weryfikowane sila IF dolaczonych publikacji, a nie ich iloscia. Moze to byc przykladowo tylko jedna publikacja w Cell lub Nature. 3) powinna byc wprowadzona rotancja na terenie kraju na stanowiskach postdokow. Obecnie jej w ogole nie ma. Albo ktos robi doktorat juz bedac na etacie i pozostaje na nim do konca zycia, albo po studiach doktoranckich nie ma zadnych szans na uzyskanie jakiejkolwiek pracy. Jedyna alternatywa jest uzyskanie etatu ktorych po prostu nie ma. Postdocy powinni miec mozliwosc krotkiego zatrudnienia (3-5 lat) w roznych placowkach naukowych. Takich krotkich etatow kazda placowka powinna miec kilka a mlodzi pracownicy powinni sie na nich caly czas zminiac, tak jak to jest na calym swiecie - nie tylko w USA. (4) oczywiscie powinien istniec wyrazny zakaz pozostania postdoka w placowce gdzie bronil doktoratu. Pozwoli to przynajmniej czesciowo zmniejszyc kunktatorstwo i patronat wplywowej rodziny. (5) Powinien ustniec system stalej weryfikacji naukowej pracownikow zatruydnionych etatowo. Kazdy zatrudniony na stanowisku naukowym kto w ciagu 5 lat nie ma zadnej publikacji z IF powinien byc zwolniony. Przykro mi ze takich "naukowcow" jest bardzo duzo - szczegolnie w medycynie. Rozumiem ze czesto sa to swietni klinicysci, ale niestety do niczego "naukowcy" wiec powinni raczej szukac zatrudnienia w szpitalach, a nie w Klinikach. Sa tacy profesorowie ktorzy przez cale zycie nie opublikowali zadnej publikacji z IF, a zasiadaj w komisjach weryfikujacych czyjs dorobek. Czyz to nie absurd. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Wysokie kryteria urzedniczo-biurokratyczne 23.02.04, 22:32 hel0 napisała: > Habilitacja ma tylko sens jesli poparta jest publikacjami. Zmiany ktore >powinny nastapic to: >....dlugi elaborat Niestety to nie bedzie dzialalo. Ludzie zawsze wykombinuja jak obejsc przepisy albo zmanipulowac uklady biurokratyczne. Po czorta habilitacje i inne formalne oceny biurokratyczne? Jezeli beda autonomiczne placowki naukowe konkurujace na rynku nauki o fundusze to same beda sobie dobieraly ludzi tak by ich reputacja sie podnosila a na pewno nie obnizala. Od reputacji bedzie zalezala ich kasa czyli istnienie. Wezmy taki przyklad bo jest tu kupa ludzi ktorzy lubuja sie w modelu USA: W jaki sposob np. Stanford University, Harvard University a nawet University of New Orleans rekrutuja pracownikow, szczegolnie tych na stale etaty? Patrza na to czy maja habilitacje? Czy maja notowania IF? Albo impacty powyzej 2.437? Odpowiedz Link Zgłoś
hel0 Dlatego drogi Dyplomato ze 23.02.04, 23:49 nie wierze w szybkie powstanie autonomicznych i konkurujacych opieniadze placowek naukowych. Droga daleka nawet przy zalozeniu dobrej woli wszystkich zainteresowanych (ktorej z naturalnego stanu rzeczy nie ma). Trzeba natomiast wprowdzic szybkie zmiany, aby calkowicie nie odstraszyc mlodych od nauki, bo bez nich to juz zupelnie nic nie bedzie. Czyli stworzyc im jakakolwiek mozliwosc pracy (tym samym wyjazdow) i ograniczyc habilitacje tak aby nowa kadra nadzorujaca prace doktorskie byla choc troche bardziej kompetentna. Starych to my juz nie zminimy. Rownolegle czemu nie prowadzic zmiany w proponowanym przez ciebie kierunku. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Reductio ad absurdum 24.02.04, 09:12 hel0 napisała: > Czyli stworzyc im jakakolwiek mozliwosc pracy (tym samym wyjazdow) i >ograniczyc > habilitacje tak aby nowa kadra nadzorujaca prace doktorskie byla choc troche > bardziej kompetentna. Starych to my juz nie zminimy. > Rownolegle czemu nie prowadzic zmiany w proponowanym przez ciebie kierunku. Tu jest wlasnie absurd rozumowania. Opisano dokladnie kumoterstwo, nepotyzm i feudalizm panujacy w nauce. Zniesienie habilitacji bez JEDNOCZESNEJ zmiany przeplywu strumieni pieniedzy spowoduje tylko powstanie DYNASTYCZNYCH ksiestw bo nie bedzie zadnej przeszkody by potomkowie nie dziedziczyli wladzy. Oprocz tego wyplynie element rozbojniczy walczacy z udzielnymi ksiazetami o wladze. Zadne kompetencje nie wzrosna, to mrzonki. Po jakims czasie system bedzie kompletnie mafijny od gory do dolu i jakiekolwiek zmiany beda niemozliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Każde rozwiązanie z habilitacją jest złe IP: *.chello.pl 23.02.04, 23:14 a) podniesienie poprzeczki - decyzje w sprawie awansów będę podejmować ludzie którzy zdażyli się shabilitować (czyli wybrani według zasad z systemu stalinowskiego); będzie to zwiększało efekt negatywnej selekcji oraz wzmacniało obecny, chory system i władzę starców i cwaniaków; jeszcze większe utrudnianie rozwoju dla młodych dynamicznych ludzi; starzenie się profesury, masowe wyjazdy młodych naukowców b) taka sama poprzeczka - to co jest teraz: daleko posunięte oderwanie awansów od osiągnięć naukowych, dydaktycznych, etc., wspieranie świata lizusostwa, układów i niekompetencji (decyzje po kolokwium są podejmowane przez habilitowanych z danej jednostki w tajnym głosowaniu - nie muszą się znać na dziedzinie rozprawy, kierują się tym, czy przedstawienie im się podobało czy nie i czy delikwent był grzeczny), narastająca niekompatybilność ze światem cywilizowanym, bliskość systemowa WNP c) obniżenie poprzeczki (usamodzielnienie wszystkich adiunktów): gwałtowne zwiększenie liczby samodzielnych, przeciętność jest normą (nie trzeba mieć żadnych osiągnięć po doktoracie żeby mieć tytuł do rządzenia); zajmowanie się głównie wydzieraniem sobie pieniędzy, gabinetów i ludzi, załatwianie starych porachunków Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obserwator oczywiscie dobre publikacje IP: *.math.louisville.edu 24.02.04, 03:00 Jakosc polskich doktoratow i habilitacji w dziedzinach scislych jest wysoka. Polacy bez zadnych klopotow uzyskuja prace na bardzo dobrych amerykanskich uczelniach. I europejskich. Na wielu bardzo znaczacych konferencjach Polacy wyglaszaja referaty plenarne. Jeden ze wspoldyskutantow wypowiedzial mysl, ze habilitacja powinna byc przyznawana na podstawie prac z dobrych czasopism, a nie rozprawy. Oczywiscie ma racje. W naukach scislych tak jest juz od dawna. Nikt nie uzyska habilitacji zlozywszy jedynie nigdzie nieopublikowana ksiazeczke. Nawet gdyby przeszlo to przez jakas dziwna rade, nawiasem mowiac, w tych dziedzinach nie ma takich w Polsce (ani jednej), to CKK natychmiast by to odrzucila. Rola CKK jest tu jak najbardziej pozytywna. Centralizacja systemu, o ile sluzy wlasciwym celom, nie prowadzi do wypaczen, lecz im zapobiega. Calkiem dobrym przykladem jest tu system francuski. Jeszcze slowo o tych ,,zlych'' profesorach. Kazdy ma swoje doswiadczenia, ale ci, ktorzy maja pozytywne, tez nie powinni milczec. Profesorowie, z ktorymi mialem przyjemnosc zetknac sie w czasie moich studiow uniwersyteckich i pozniejszej pracy w Polsce, byli swietnymi specjalistami w swoich dziedzinach. Nikt z nich nie otrzymal tytulu za darmo. Wiele sie od nich nauczylismy i jesli mialbym na ich temat cos do powiedzenia, to tylko tyle, ze zawsze bede im wdzieczny za przekazana mi wiedze i mila zachete do pracy naukowej. Szanowni Panstwo, obawiam sie jednak, ze dalsze trwanie tego forum uniemozliwi nam wszystkim zrobienie tego, co jest przeciez glownym tutaj tematem, czyli kariery w nauce. Za bardzo absorbuje uwage i pochlania czas. Zeby wiec nie dolaczyc do grona tych juz naprawde zlych profesorow, o ktorych Panstwo wspominacie, zajme sie pewnie odlozona na czas tej wymiany mysli praca. Chcialem wszystkim, ktorzy byli laskawi przeczytac moje wypowiedzi i odniesc sie do nich, bardzo podziekowac. Wszystkich serdecznie pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ohio Re: oczywiscie dobre publikacje IP: *.nas12.saint-louis1.mo.us.da.qwest.net 24.02.04, 03:21 Ma Pan oczywiscie racje, panie Grzegorzu :-) Odpowiedz Link Zgłoś
mat_radnaja Re: oczywiscie dobre publikacje 24.02.04, 12:39 Gość portalu: obserwator napisał(a): > Jakosc polskich doktoratow i habilitacji w dziedzinach scislych jest wysoka. > Polacy bez zadnych klopotow uzyskuja prace na bardzo dobrych amerykanskich > uczelniach. I europejskich. Na wielu bardzo znaczacych konferencjach Polacy > wyglaszaja referaty plenarne. > Jeden ze wspoldyskutantow wypowiedzial mysl, ze habilitacja powinna byc > przyznawana na podstawie prac z dobrych czasopism, a nie rozprawy. > Oczywiscie ma racje. W naukach scislych tak jest juz od dawna. Nikt nie uzyska > > habilitacji zlozywszy jedynie nigdzie nieopublikowana ksiazeczke. > Nawet gdyby przeszlo to przez jakas dziwna rade, nawiasem mowiac, w tych > dziedzinach nie ma takich w Polsce (ani jednej), to CKK natychmiast by to > odrzucila. Rola CKK jest tu jak najbardziej pozytywna. > Centralizacja systemu, o ile sluzy wlasciwym celom, nie prowadzi do wypaczen, > lecz im zapobiega. Calkiem dobrym przykladem jest tu system francuski. > Jeszcze slowo o tych ,,zlych'' profesorach. Kazdy ma swoje doswiadczenia, > ale ci, ktorzy maja pozytywne, tez nie powinni milczec. Profesorowie, z ktorymi > > mialem przyjemnosc zetknac sie w czasie moich studiow uniwersyteckich i > pozniejszej pracy w Polsce, byli swietnymi specjalistami w swoich dziedzinach. > Nikt z nich nie otrzymal tytulu za darmo. Wiele sie od nich nauczylismy i jesli > > mialbym na ich temat cos do powiedzenia, to tylko tyle, ze zawsze bede im > wdzieczny za przekazana mi wiedze i mila zachete do pracy naukowej. > Szanowni Panstwo, obawiam sie jednak, ze dalsze trwanie tego forum uniemozliwi > nam wszystkim zrobienie tego, co jest przeciez glownym tutaj tematem, czyli > kariery w nauce. Za bardzo absorbuje uwage i pochlania czas. > Zeby wiec nie dolaczyc do grona tych juz naprawde zlych profesorow, o ktorych > Panstwo wspominacie, zajme sie pewnie odlozona na czas tej wymiany mysli praca. > Chcialem wszystkim, ktorzy byli laskawi przeczytac moje wypowiedzi i odniesc > sie do nich, bardzo podziekowac. > Wszystkich serdecznie pozdrawiam. W naukach scisłych tak jest jak Pan napisał.Niestety nie dotyczy to tzw nauk społecznych. Przykładem może byc Wydział Zarzadzania Akademii Świetokrzyskiej w Kielcach. Konia z rzedem temu, komu uda sie uzyskac wykaz dorobku naukowego zatrudnionych tam samodzielnych pracowników. W dużej części sa to byli profesorowie Akademii Nauko Społecznych przy KC PZPR, ale to nie usprawiedliwia wszystkiego. Jak sie komus uda, niech napisze na tym forum. Odpowiedz Link Zgłoś
mat_radnaja CKK 24.02.04, 12:43 Czy CKK sprawdzało kiedys, tak okresowo, za co przyznawano ludziom w przeszłosci stopnie naukowe.? Czy to jest tak, że jak ktos cos kiedys pokomnbinował, to juz go nie mozna ruszyc? I jest po wsze czasy autorytetem mnaukowym i moralnym? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Młodzi polscy naukowcy klepią biedę IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 24.02.04, 14:25 kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1151640&KAT=242 Głodny, ale płodny Młodzi polscy naukowcy klepią biedę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gg Gdzie??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.04, 17:34 > mialem przyjemnosc zetknac sie w czasie moich studiow uniwersyteckich i > pozniejszej pracy w Polsce, byli swietnymi specjalistami w swoich dziedzinach. > Nikt z nich nie otrzymal tytulu za darmo. Wiele sie od nich nauczylismy i i > jesl > mialbym na ich temat cos do powiedzenia, to tylko tyle, ze zawsze bede im > wdzieczny za przekazana mi wiedze i mila zachete do pracy naukowej. Kurcze! Gdzie to było?? Na Księżycu??? Bo ja mam dokładnie odwrotne wspomnienia... o własnym poziomie odebranej edukacji już nie wspomne i braku jakielkolwiek konkurencyjności w stos. do Chińczyków, Hindusów i przeciętnego Europejczyka. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Oceny formalne, drugi obieg i reputacja 24.02.04, 19:30 Kupa dyskutantow na tym watalu ma utopijne wizje, byc moze pozostalosc ze studiow marksizmu-leninizmu. Wystarczy wymyslic wskazniki "obiektywnej" oceny ktore beda stosowaly rozne centralne ograny i nauka w RP natychmiast osiagnie poziom czolowki swiatowej. Te wskazniki to mialyby byc liczba publikacji, liczba cytowan, impact faktory i najrozniejsze kombinacje. Widac tesknote za jakas magiczna formula, wstawilo by sie do niej pare liczby i ocena wyskoczy. To sa wszystko utopie podobne w istocie do utopii gospodarki planowej. Jedynym realnym systemem ktory przynosi postep jest system niezaleznych podmiotow konkurujacych na wolnym rynku. Rynek ocenia podmioty i je nagradza lub karze. Nauka to oczywiscie nie jest produkcja margaryny ale to ze powinny w niej dzialac autonomiczne podmioty konkurujace ze soba nie ulega zadnej watpliwosci. Podmioty te powinien oceniac rynek a wszelkie biurokratyczne mechanizmy oceny to nonsens. W takim ukladzie jedna z kluczowych spraw jest reputacja podmiotow. Zatrudnienie pracownika, szczegolnie na stale, ma tu kolosalne znaczenie. Autonomiczne placowki same dokonaja wyboru analizujac dokladnie wszelkie aspekty kandytatow. A wiec publikacje, impacty ale i do tego mase roznych czynnikow takich jak zdolnosc przyciagania studentow, doktorantow, zdobywania grantow, czy cechy osobowosci. Wszelkie biurokratyczne mechanizmy selekcji pracownikow stwarzaja tylko drugi obieg informacyjny. Jest to bardzo wyraznie widoczne w obecnym systemie. Habilitowani, belwederczycy, mianowani, dumnie wypinaja piersi a w kuluarach przy wodeczce formuluje sie niecenzurowane opinie o nich. Chodzi wlasnie o to zeby drugi obieg zlikwidowac. Jezeli placowka zatrudniajaca bedzie kladla na szale swoja reputacje i finanse zatrudniajac kogos to bardzo porzadnie sie zastanowi kogo wybrac. I tyle, inne centralne systemy sa niepotrzebne. Aby dojsc do takiego systemu trzeba oczywiscie zmienic przeplywy kasowe tak bye stworzyc rynek autonomicznych palcowek konkurujacych ze soba. Innej mozliwosci nie ma a rozwazanie ocen formalnych czy innyc systemow jest strata czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: coto Oczywiscie, ze mozna. IP: *.konst.silesianet.pl 25.02.04, 13:27 W Polsce oczywiscie mozna zrobic kariere naukowa, tak jak i wszedzie. Co jest potrzebne do jej zrobienia? Wlasna inteligentna glowa. Mozna sie jednak domyslac, ze w podtekscie tytulu postu chodzi o kariere formalna, tytuly naukowe, stanowiska itp. Jesli tak, to to nie ma nic wspolnego z kariera naukowa. Jedna z najwiekszych karier naukowych jest E=mc2. I tego nikt nigdy autorowi nie odbierze, chyba, ze inna kariera naukowa. coto Odpowiedz Link Zgłoś
mat_radnaja Re: Oczywiscie, ze mozna. 25.02.04, 17:28 Mnie zaciekawił problem rozkładu specjalności naszych naukowców. Chetnie bym sie dowiedział np. jaki procent prof. zwyczajnych jest geografami, ilu jest historyków, ilu fizyków itp. Podobnie z doktorami hab i niehab. Dobrze byłoby tez wiedziec, czy tyle samo sie wymaga np. aby zostac dr hab politologii, historii czy biologii. Ta "urawniłowka" po tytułach stopniach (i płacach!!) to przecież lipa. Czy ktos wie gdzie to mozna znaleźć? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jasio Re: Oczywiscie, ze mozna. IP: *.proxy.aol.com 26.02.04, 17:33 Gość portalu: coto napisał(a): > W Polsce oczywiscie mozna zrobic kariere naukowa, tak jak i wszedzie. Co jest > potrzebne do jej zrobienia? Wlasna inteligentna glowa. Mozna sie jednak > domyslac, ze w podtekscie tytulu postu chodzi o kariere formalna, tytuly > naukowe, stanowiska itp. Jesli tak, to to nie ma nic wspolnego z kariera > naukowa. Jedna z najwiekszych karier naukowych jest E=mc2. I tego nikt nigdy > autorowi nie odbierze, chyba, ze inna kariera naukowa. > coto Coto. Zapomniales napomknac, ze kandydat do kariery naukowj w Polsce powinien rowniez posiadac zamilowanie do masochizmu. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Jedyna szansa dla młodych, dajmy im tę szansę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:16 1. Ograniczyć do 45 lat wiek wnioskodawców o granty finansowane z budżetu państwa 2. Ograniczyć do 50 lat opiniujących wnioski o granty finansowane z budżetu państwa UZASADNIENIE 1. Pracownicy naukowo-badawczo-rozwojowi (NBR) pracujący ok. 20 lat już powinni mieć doświadczenie i tematykę do finansowego usamodzielnienia się i zdobywania funduszy na swą działalność NBR spoza budżetu państwa 2. Takie wiekowe ograniczenia uaktywnią młodych w i będących w średnim wieku pracowników NBR. Pozdrawiam dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Rewolucyjne pomysly Thomalli 25.02.04, 22:19 Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a): > 1. Ograniczyć do 45 lat wiek wnioskodawców o granty finansowane z budżetu > państwa > 2. Ograniczyć do 50 lat opiniujących wnioski o granty finansowane z budżetu > państwa > UZASADNIENIE > .... Pomijajac dyskryminacje wiekowa za ktora mozna wytoczyc procesy, to w obecnym systemie nic nie daloby takie smieszne cudo. Po prostu zdobywca grantu musialby sie okupic grupie trzymajacej wladze w jego grajdole albo by go wykopano. System jest totalnie przegnily i zdegenerowany (cos a la komunizm przed upadkiem) wiec wszelkie przepisy, ustawy, magiczne i bezbolesne recepty nic nie dadza albo spowoduja kompletna paranoje. Jedynie radykalna calosciowa reforma moglaby zmienic sytuacja ale bole bylyby wielkie. Natomiast duzy choc wisielczy optymizm w tym ze wszystko nie stoczy sie w kierunku Bialorusi jest z oczywistego powodu ze za dwa miesiace bedzie juz Unia! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nieudacznik Re: Rewolucyjne pomysly Thomalli IP: *.nas12.saint-louis1.mo.us.da.qwest.net 26.02.04, 00:54 Jak rozumiem, "wisielczy optymizm" Dyplomaty piszacego "za dwa miesiace bedzie juz Unia!" powodowany jest konstatacja, ze po anschlussie Polski do Unii polska nauke spotka taki sam los jaki spotkal nauke NRD po przejeciu jej przez RFN: zwolnienie wszystkich pracownikow wyzszych uczelni, likwidacja tzw. instytutow naukowych, i tzw. akademii nauk, po czym stworzenie od zera sieci uczelni i instytutow Maxa Plancka z kadra wyloniona sposrod zachodnioniemieckich naukowcow, ktorzy w ten sposob i uzdrowili nauke w bylym NRD i jednoczesnie znalezli stale posady, co wobec nadprodukcji doktorow w RFN nie bylo latwe, oj nie bylo latwe... Moze rzeczywiscie "wstapienie do Unii" zakonczy sie dla polskiej nauki tak samo. Oznaczaloby to, ze trzeba gwaltownie uczyc sie niemieckiego, zeby zalapac sie na jakaolwiek posade po anschlussie. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Syndrom anschlussu maniakalnego 26.02.04, 07:09 Gość portalu: nieudacznik napisał(a): > Jak rozumiem, "wisielczy optymizm" Dyplomaty piszacego "za dwa miesiace > bedzie juz Unia!" powodowany jest konstatacja, ze po anschlussie Polski do Darowalbys sobie bredzonko o anschlussie bo swiadczy ze masz jakis schluss w glowie. Cala EUropa zrobila se anschluss do siebie? > Unii polska nauke spotka taki sam los jaki spotkal nauke NRD po przejeciu jej > przez RFN: zwolnienie wszystkich pracownikow wyzszych uczelni, likwidacja > tzw. instytutow naukowych, i tzw. akademii nauk, po czym stworzenie od zera >sieci uczelni i instytutow Maxa Plancka z kadra wyloniona sposrod > zachodnioniemieckich naukowcow, ktorzy w ten sposob i uzdrowili nauke w bylym > NRD i jednoczesnie znalezli stale posady, co wobec nadprodukcji doktorow w > RFN nie bylo latwe, oj nie bylo latwe... Ale paranoje masz. Niemcy zrobili weryfikacje kadr i wyeliminowali luzi Stasi. Placowki sa obsadzono ludzmi wedlug kompetencji. > Moze rzeczywiscie "wstapienie do Unii" zakonczy sie dla polskiej nauki tak > samo. Oznaczaloby to, ze trzeba gwaltownie uczyc sie niemieckiego, zeby > zalapac sie na jakaolwiek posade po anschlussie. Niestety cierpisz na ciezka chorobe, syndrom anschlussu maniakalnego. Bedzie sie ona poglebiala w ciagu najblizszych miesiecy i lat bo wzrosnie rozdzwiek miedzy urojeniem a rzeczywistoscia. Uwaga: 1.05.2004 mozesz miec atak. Bardzo zalecane leczenie profilaktyczne u czubow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Każdy ma tę samą szansę; najpierw bierze a potem.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 13:53 ... musi dawać. Nie ma tu żadnych dyskryminacji wiekowej. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
hel0 Re: Jedyna szansa dla młodych, dajmy im tę szansę 26.02.04, 05:22 Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a): > 1. Ograniczyć do 45 lat wiek wnioskodawców o granty finansowane z budżetu > państwa > > 2. Ograniczyć do 50 lat opiniujących wnioski o granty finansowane z budżetu > państwa Uwazam, ze to juz lekka przesada, szczegolnie jesli chodzi o pkt. 2. Co to tak na prawde zmieni lub ma zminic? - idea porownywalna z komunizmem - tylko z wierzchu wyglada zachecajaco. Poza tym, uwazam ze pomimo calego bagna w jakim utopiona jest "Nauka Polska" kilku kompetentnych po 50-ce sie znajdzie. Przedzial wieku 30-40 nie jest wcale lepszy od 50-60. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze To przecież czysty kapitalizm a nie komunizm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 13:50 ... zasada prosta: jeżeli ktoś słaby - odpada. Jeżeli do 45 roku życia nie zdołał ktoś usamodzielnić się finansowo to "w buraki", szkoda na niego miejsca w "tzw. nauce". Trzeba dać szanse innym. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
hel0 Re: To przecież czysty kapitalizm a nie komunizm. 26.02.04, 14:38 Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a): > ... zasada prosta: jeżeli ktoś słaby - odpada. Jeżeli do 45 roku życia nie > zdołał ktoś usamodzielnić się finansowo to "w buraki", szkoda na niego miejsca > w "tzw. nauce". Trzeba dać szanse innym. Tylko wciaz nie wiem co masz przeciwko opiniowaniu wnioskow prze osoby po 50- ce, ktore "zdolaly sie usamodzielnic finansowo", a na dodatek uzyskaly jakis uzanie naukowe. Wyraznie Twoim zdaniem opiniowac ma niekompetentny 30-latek, a jedynym kryterium jego wyboru ma byc ocena wiekowa. To nie tylko dyskryminacja, ale rasizm wiekowy :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: CGN Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 26.02.04, 18:16 Czy w Polsce można robić karierę naukową - dziś... Autor: Gość: CGN IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl -------------------------------------------------------------------------------- A wiec zaczynam jako pierwszy dyskutant. No coz, Pan Profesor broni habilitacji, czyli zwyczaju sowiecko-germanskiego, bo sam ja pewnie ma i mysli, ze jest "lepszym: doktorem niz ci bez owego "magicznego" hab... Ale czemu np. doktor z dobrej uczelni anglosaskiej, czyli z PhD (dosl. doktor filozofii) ma w tym PRL-bis, czyli dzisiejszej Polsce takie klopoty z nostryfikacja dyplomu? Przeciez ow PhD to dowod, ze delikwent potrafi samodzielnie prowadzic badania, a co wiecej trzeba, aby byc naukowcem i to samodzielnym? Zreszta w RFN PhD=Habilitation! Czemu sie mafia doktorow (re) habilitowanych z czasow komuny tak broni przed konkurencja Polakow z dyplomami PhD czyli najwyzszym tytulem naukowym w krajach anglosaskich, tytulem, ktory wystarcza w USA czy W. Brytanii do objecia stanowiska pelnego profesora? Prosze o ew. komentarze na ljkel2@netscape.net. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: robi Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.04, 18:07 ja mysle że nie Odpowiedz Link Zgłoś
george125 Zmiana zawodu/branży po doktoracie? 05.03.04, 12:44 Mam pytanie: czy ktoś z obecnych na formum odszedł z uczelni po doktoracie?Czy łatwo było znalezć pracę?Czy ktoś z Was zmienił zawód?np. skończył inne studia? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jerzor Re: Dodatkowe studia po doktoracie? IP: *.chello.pl 27.03.04, 05:33 Odpowiadasz na : george125 napisała: > Mam pytanie: czy ktoś z obecnych na formum odszedł z uczelni po doktoracie? > Czy łatwo było znalezć pracę? Czy ktoś z Was zmienił zawód? > np. skończył inne studia? Mam doktorat chemii (1977, PAN). W latach dziewięćdziesiątych studiowałem dodatkowo zastosowania informatyki i komputerów w OEIiZK (dla nauczycieli), przez kilka lat. Nie była to jednak w moim zamierzeniu zmiana zawodu ani branży. Raczej dodatkowa wiedza, razem z chemiczną uzupełniały się one wzajemnie. Zawsze uwazałem i uważam tę decyzję z roku 1993 za najmądrzejszą w swoim życiu. Pozdrawiam, Jerzor. www.geocities.com/jerzor/ Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Otwarte Forum Akademickie - postulaty 30.04.04, 18:17 www.pfsl.pl/news.php?id=19 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: on W USA najwyzyszym stopniem jest DOKTORAT IP: *.phil.east.verizon.net 29.07.04, 06:57 W USA nie ma habilitacji. Wszystcy doktorzy sa rowni. Pierwsza praca na wyzszej uczylni po doktoracie ma tytul Profesora (Assistant, Adjunct, full). Kazdy doktor jest samodzielnym pracownikiem nauki. Zrobienie doktoratu w USA jest latwiejsze niz w Polsce. Zlikwidowac te bzdury z habilitacja. Zlikwidowc Profesorw Prezydenckich. Tytul Profesora to stanowisko a nie oznaka wiedzy. Potrzebni sa profesorowi ktorzy sa dydaktykami, albo badaczami albo organiztorami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: antoni Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.01.05, 20:09 ha, ha, ha... tak jakby na prywatnych uczelniach pracowala inna profesura niz na zwyklych uniwerkach. to wciaz to samo towarzystwo i na nic mlody naukowcu liczyc nie mozesz jezeli nie masz plecow, ktore zalatwia etat, wieksza ilosc zajec (czyli dodatkowo platnych) i pieniadze na badania czy konferencje. nawet na prywatnej uczelni uslyszysz, ze dziekan nie ma 300 zeta na twoj udzial na krajowej konferencji a jego doktoranci sie przez tydzien bawia za pieniadze 'prywatnej' uczelni na konferencji w usa. niestety dalej o podziale decyduje umocowana 'profesura' i w tym wypadku dzieli pieniadze nie publiczne, ale prywatne. zreszta... wystarczy spytac pierwszego lepszego doktoranta 'prywatnej' uczelni ile zarabia i co sadzie o ukladach na swojej uczelni tu trzeba pokolen, zeby zmienic mentalnosc!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lili Re: Czy w Polsce dopuszcza się naukę do głosu? IP: *.telsten.com / 83.238.68.* 27.01.05, 14:20 Czy to będzie habilitacja, czy rozpisany konkurs, niech to będzie oceniane obiektywnie, ni etylko przez ekspertów w danej dziedzinie (którzy bronią własnych "osiągnięć"), ale przez prawdziwych naukowców, którzy potrafią ocenić talent i samodzielność innego badacza, czy to będzie konkurent, czy reprezentant innej dziedziny. Zajrzyjcie na Politechnikę w Koszalinie. Mamy w kraju grajdoły, gdzie liczy się tylko koryto i kolesie. Kogo się obsadza na stanowiskach kierowniczych i jak pracują kierowane przez nich jednostki - czasem młodzi liżący odpowiednie tyłki są gorsi od "starej gwardii". Skandal goni skandal i wszystko przysycha, bo rączka rączkę myje. Odpowiedz Link Zgłoś