art.usa.live
15.04.12, 16:51
Sprawa nie jest tak prosta jak tu redaktor opisuje.
Z Antarktydy przez zmiany klimatyczne, urywają się ogromne kry,
które często przez wiatr blokują zejście do wody całych koloni.
Ogromne lodowce w zeszłym roku osiągnęły Nową Zelandię,
ale dwa lata temu, blokowały u brzegów Antarktydy dojście samic do
czekających na zmianę samców z dziećmi.
Czy tylko ślady z łajnem są już dowodem większej populacji pingwinów,
w to nie wierzę, to tylko spekulacje naukowców.
Najlepszym źródłem informacji są ludzie którzy obiecywali nic dalej nie mówić.
(Marcel Mart)