Dodaj do ulubionych

Perspektywy nauki i szkolnictwa wyższego

    • Gość: czytelnik VAT Naukowcy i firmy mają problemy z podatkiem IP: *.autocom.pl 23.11.04, 10:36
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041123/prawo/prawo_a_1.html

      VAT Naukowcy i firmy mają problemy z podatkiem od unijnej pomocy bezzwrotnej
      Niejasne przepisy szkodzą grantom

      GRAŻYNA J. LEŚNIAK

      'Ile podatku VAT zapłacą w tym roku naukowcy, którzy zdobyli granty z Unii
      Europejskiej? Czy wszystkie firmy otrzymujące unijne pieniądze jako pomocy
      bezzwrotną i na podstawie umów zawartych przed i po 1 maja 2004 r. mają takie
      samo prawo do zwrotu VAT? Odpowiedzi na te pytania szukają zainteresowani i
      doradcy podatkowi. Ministerstwo Finansów nieoficjalnie przyznaje, że o sprawie
      wie i ją bada. '

    • Gość: czytelnik Czy świat nauki oszalał? IP: *.autocom.pl 23.11.04, 17:12
      www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=34

      Czy świat nauki oszalał?
      Dzisiaj profesorowie bez żenady przydzielają nadesłane prace do recenzji swoim
      podwładnym



      • Gość: Carmen S. Re: Czy świat nauki oszalał? IP: *.dhcp.uno.edu 23.11.04, 18:52
        Nie nie oszalal, to administracja zmusza do szalenstwa. Pron wysypal nastepna
        wielka tajemnice naukowa, artykuly nie tylko pisza ale i recenzuja studenci.
      • Gość: itakdalej Gdy się myli naukę z seksem IP: *.chello.pl 24.11.04, 01:03
        "Świat nauki oszalał", nic dobrego z tego nie wynika, a najgorsza Ameryka. Z
        jej metodami przynoszącymi nagrody Nobla (pewnie wg prof. Pronia też nic nie
        warte), odkryciami i szatańskimi wynalazkami. Nie jest to stwierdzenie
        oryginalne - dowiedzieliśmy się już tego wcześniej od talibów.

        Profesor Proń ma prawo nie szanować swoich publikacji, ale nie w każdej nauce,
        tak jak jego, uzyskanie wyników naukowych jest "banalnie proste" - czyli
        prawie bez wysiłku intelektualnego - dzięki "obecnemu poziomowi aparatury
        badawczej".
        Naprawdę, wielu ludzi się męczy i poci miesiącami - profesor powinien takie
        rzeczy wiedzieć.
        Wielu też czyta artykuły wysyłane do recenzji nie wyręczając się podwładnymi,
        a jak ma ich za dużo, to po prostu odmawia. To nie w porządku podpisywać się
        pod cudzą pracą ("dzisiaj profesorowie bez żenady przydzielają nadesłane prace
        do recenzji swoim podwładnym").
        Naukowiec jest nic nie wart, jeżeli nie przekazuje światu swoich wyników. Żeby
        przyczynić się do rozwoju cywilizacji i poddać ocenie. Nie da się tego inaczej
        zrobić, jak za pomocą publikacji. Kopernik bez "De Revolutionibus Orbium
        Coelestium" nie przeszedłby do historii!
        Oczywiście że nie sama ilość jest ważna, ale tez jakość. Ale są sposoby i są
        kompetentni ludzie żeby to ocenić, biorąc pod uwagę jedno i drugie.
        Nikt nie proponuje, żeby wartość publikacji mierzono w kilogramach.
        Utrzymywanie, że ocena czyjegoś dorobku na podstawie krótkiego występu (na
        kolokwium habilitacyjnym) jest lepsza niż to co obowiązuje w krajach
        dostających Nagrody Nobla, jest żałosne, tak jak cytowanie w roku 2004 Edwarda
        Gierka i lekceważenie niekorzystnych dla siebie rankingów. Poza chińskim,
        ostatnio również w rankingu "The Times" wypadliśmy fatalnie (tzn. w ogóle nas
        nie było w Top 200:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=17385886&a=17385886 ).
        Według zadowolonych z siebie profesorów na pewno dlatego nas tam nie ma, bo to
        także jest "niepoprawnie skonstruowana lista". Warto byłoby podać jakieś
        uzasadnienie, zamiast zajmować się szukaniem podobieństw między nauką i seksem.
        • bardzo_pesymistyczny Re: Gdy się myli naukę z seksem 24.11.04, 13:58
          Nikt niczego z niczym nie pomylił. W języku polskim uprawianie seksu nazywa sie
          często taki słowem na litere "P" (pie.....ć jakby ktos nie wiedział). I to
          własnie robi szanowny Pan Profesor. O pomyłce raczej mowy nie ma. Myli sie za
          to "itakdalej". Zarówno temu konkretnemu Panu Profesorowi jak i wielu innym
          (prof. Kalisz jawi sie tu jako chlubny wyjatek) wszelkie rankingi wiszą
          kalafiorem, a gadanie o kondycji nauki polskiej(?) uwazaja za strate
          czasu.Zreszta jak mozna inaczej, gdy jedyna akceptowanadefinicja nauki jest
          stwierdzenie "nauka, to jest to czym własnie ja sie zajmuję".W ten prosty
          sposób wszelkie inne wypowiedzi (no, moze z wyjatkiem moich kumpli albo tych
          palantów, którzy mnie chwalą) sa nie naukowe i jako takie moge je olać.
          Imputowanie tym panom (nie mówie, ze wszystkim profesorom, ale zmnacznej ich
          części) troski o jakies dobro nauki w Polsce czy inne brednie to kpina. Tak
          wiec chbiłes drogi Panie "itakdalej". Jeśli Cię jeszcze nie przekonałem to
          przeczytaj piekny post podpisany j.w. z wczoraj lub przedwczoraj. To nie jest
          Wieczorek, bo on tak pięknie nie pisze (np. o świniach i błocie). Ocene
          podzszywania sie pod cucze dane pozostawiam do oceny forumowiczów. Na pewno
          jednak warto przeczytać kogo ludzie najbardziej cenią (ranking cenionych
          zawodów). Nie ma sie co wynmadrzać, ze "profesor to nie zawód" ale trzeba
          przyjąc do wiadomosci, iz tak to przecietny Polak widzi. Bez wytłomaczenia mu,
          ze taki profesor bywa zwykłym oszustem niczego sie nie osiagnie. My sobie
          możemy pogadac i nic z tego nie wyniknie. Trzeba pokazywać naszych "profesorw"
          takimi jacy naprawde są. I tych, nielicznych niestety, Profesorów też, aby nie
          powstało wrazenie, ze potepiamy wzystkich w czambuł.
          • ekostar Do: bardzo-pesymistycznego 24.11.04, 17:32
            bardzo_pesymistyczny napisał:

            Jeśli Cię jeszcze nie przekonałem to
            > przeczytaj piekny post podpisany j.w. z wczoraj lub przedwczoraj. To nie jest
            > Wieczorek, bo on tak pięknie nie pisze (np. o świniach i błocie). Ocene
            > podzszywania sie pod cucze dane pozostawiam do oceny forumowiczów.
            • ekostar Re: Do: Pana Józefa Wieczorka 24.11.04, 17:41
              Panie Józefie,

              > bardzo_pesymistyczny napisał:

              Jeśli Cię jeszcze nie przekonałem to
              > przeczytaj piekny post podpisany j.w. z wczoraj lub przedwczoraj. To nie jest
              > Wieczorek, bo on tak pięknie nie pisze (np. o świniach i błocie). Ocene
              > podzszywania sie pod cucze dane pozostawiam do oceny forumowiczów.

              Proszę przeczytać moją odpowiedź dla bardzo-pesymistycznego.

              Istnieje pewien istony problem, którego pewne lekkie zniwelowanie, (aczkolwiek
              niestety niewykluczenie) dokonałoby się w sposób prosty: a mianowicie: proszę
              się logowac na Forumie Gazety. Autor wtedy jest wytłuszczony i namierzalny, w
              związku z tym osoby podszywające się pod Pana zostaną wykluczone.

          • bum_cyk_cyk.hey To chyba chodziło o "recenzenta" 26.11.04, 10:54
            Z tym fałszywym j.w. to chyba pomyłka. Prawdopodobnie chodziło o "recenzenta"
            (w watku "Anty Noble polskie"), który zamiescił chamski, ordynarny list do
            j.w. szkoda, ze Redakcja go usuneła, bo był rzeczywiscie świetną ilustracją
            poziomu naszych elit. Jak ktos skoppiował, to warto go przytoczyć,
            bo "recenzent" sie oburza(!), że go wymazali.
            • ekostar Re: To chyba chodziło o "recenzenta" 02.12.04, 18:01
              Nie chcę nikogo straszyc, ale przekonałam sie na własnej skórze, ze istnieje ich
              kilku.
              A poza tym warto wstąpić na testowany obecnie portal:

              varia.p4u.pl/test/index.php

              Z góry dziekujemy za uwagi na temat nowego portalu !
    • Gość: czytelnik profesorowie na cenzurowanym' IP: *.autocom.pl 26.11.04, 08:53

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041126/kraj/kraj_a_7.html
      'Nadmiernie pracowici profesorowie na cenzurowanym'
      Czy rektor zakaże pracy u konkurencji

      Co zrobić z naukowcami pracującymi w kilku szkołach wyższych, ze stratą dla
      studentów i macierzystych uczelni? Problem ma rozwiązać nowe prawo o
      szkolnictwie wyższym, nad którym pracują posłowie

    • Gość: czytelnik Niechciani reformatorzy IP: *.autocom.pl 02.12.04, 12:49
      Przegląd nr 49, 5.12.2004

      Ewa Kostarczyk - Niechciani reformatorzy
      Dlaczego naukowcy z prawdziwego zdarzenia nie pracuja na polskich uczelniach
    • ekostar Re: Perspektywy nauki i szkolnictwa wyższego 03.12.04, 09:17
      varia.p4u.pl/test/forum.php?cmd=show&id=5&category=1&pg=0#22
      Moda na listy dyskusujne naukowców:
    • Gość: czytelnik Marne perspektywy nauki i szkolnictwa wyższego IP: *.autocom.pl 03.12.04, 20:58
      www.naukawpolsce.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20041202W06878&polecenie=info&k=0


      Habilitacja dzieli środowisko naukowe

      Projekt nowego prawa o szkolnictwie wyższym nie przewiduje zmian w karierze
      naukowej - pozostawiono stopień doktora habilitowanego. Środowisko akademickie
      jest podzielone. Zwolennicy tradycyjnego modelu kariery przekonują, że to
      zagwarantuje stabilność, przeciwnicy obawiają się, że zamknie drogę młodym
      naukowcom.
      • Gość: ABC Re: Marne perspektywy nauki i szkolnictwa wyższeg IP: *.zwm.punkt.pl / *.zwm.punkt.pl 04.12.04, 13:58
        "Zapisy projektu sejmowego akceptuje Rada Główna Szkolnictwa Wyższego. "Nie
        nadszedł jeszcze czas na likwidację habilitacji" - mówi prof. Jan Madey,
        wiceprezes RGSW."
        Czas na zmiany nigdy nie jest całkiem odpowiedni. Gdy jednak wreszcie
        nadchodzi, zwykle jest juuż za późno na cokolwiek. Ale wtedy obrońców
        istniejącego staanu rzeczy już to nie będzie dotyczyć.

        "Projekt popiera także Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich. "Nie
        stać nas na razie na tak radykalne zmiany, dlatego bardzo się cieszę, że
        habilitacja zostaje" - podkreśla szef KRASP, prof. Franciszek Ziejka."
        Dlaczego nas nie stać? Na co nas stać?

        "Negatywnie ocenia go także szef Zarządu Stowarzyszenia Założycieli i Rektorów
        Uczelni Niepublicznych. "Godzę się na to rozwiązanie, ale pod warunkiem, że do
        sprawy likwidacji habilitacji wrócimy za rok lub dwa. Jeśli poczekamy 20 lat,
        przegramy z innymi krajami" - dodaje."
        Przgrywamy już od 20 lat i dłużej. Za rok lub dwa sprawa się uleży i nikt już
        do niej nie będzie wracał.

        "O zmianach warto myśleć, ale nie radykalnych i nie natychmiast. Musi się to
        dziać etapami. Przyjęte rozwiązanie stanowi pierwszy krok do otworzenia drogi
        młodym" - uważa szef Państwowej Komisji Akredytacyjnej (zajmującej się
        kontrolowaniem jakości wyższych uczelni) prof. Andrzej Jamiołkowski. Dodaje, że
        można rozważać rezygnację z habilitacji w naukach ścisłych lub
        przyrodniczych. "Są jednak dziedziny wiedzy, w których dojrzałość naukowa
        przychodzi z wiekiem" - dodaje. "
        Z wiekiem przychodzi nie tylko dojrzałość.

        Podsumowanie: habiltację znieść jak na przykład, ustanawiając dwuletni okres
        przejściowy dla osób, których przewody są już bardzo zaawansowane (by dać im
        satysfakcję - i tylko tyle).

        • khmara Re: Marne perspektywy nauki i szkolnictwa wyższeg 04.12.04, 15:42
          Utrzymanie habilitacji to kompromitacja RGSW i KRASP. Prace nad nową ustawą
          trwają od początku lat 90. Od tej pory mówi się o likwidacji habilitacji.
          Habilitacji nie można znieść, bo szacowne grona nie mają pomysłu, co zamiast
          habilitacji, jaki model awansu naukowego przyjąć. RGSW, KRASP i PKA nadają się
          jedynie do administrowania niewydolnym systemem - jak komuś bliżej do apteki niż
          do biblioteki, to nie będzie snuł reformatorskich wizji. Nie pozostaje nic
          innego, jak tylko zaprosić na polskie uczelnie pomarańczowych Ukraińców.
          • attylla1 a może inaczej? 04.12.04, 18:27
            Moim zdaniem argumentowanie „wprost" jest dziś pozbawione sensu. Wśród
            beneficjantów
            dzisiejszego porządku sojuszników nie znajdziemy. Nie byłoby to źle, gdyby nie
            fakt, iż ci
            sami ludzie są również decydentami w sprawie habilitacji. Nie ma więc sensu
            walić głowa w
            mur. Myślę, że najlepiej byłoby dziś wystąpić ZA UTRZYMANIEM habilitacji
            postulując
            równocześnie zgodnie z duchem i literą wypowiedzi naszych decydentów utrzymanie
            jej
            wysokiego poziomu, wysokiego poziomu etycznego habilitantów i całych
            habilitowanych
            doktorów i generalnie środowiska naukowego, co to nic tylko cięgiem „Du holde
            Kunst ... „
            zaiwania. Aby utrzymać dobre brzmienie całego chóru dbać trzeba oczywiście, by
            żaden
            chóracjusz nie piał fałszywym dyszkantem i nie psuł wspominanemu chóowi opinii.
            Należałoby zatem zadbać o lustrację chóru i posprawdzać kwalifikacje
            chóracjuszy. Najlepiej
            poprzez sprawdzenie tego co napisali i jak etycznie się w przeszłości
            zachowywali
            (zauważcie, że nawet ustawa cos tam o etycznych walorach habilitanta
            przebąkuje). Jest
            oczywiste, ze chóracjusz, który np. napisał mniej od „jedynie doktora", lub
            okazał się kiedyś
            być zwykłą świnią czy draniem w chórze dalej już śpiewać nie może, bo psuje
            chórowi
            opinię. Powstaje dylemat; rozwiązać chór, czy wyrzucić z niego fałszywych
            chóracjuszy.
            Każde rozwiązanie jest dobre. Najlepiej oczywiście chór rozwiązać (tj. znieść
            habilitacje).
            Jednak również wyrzucenie fałszujących chóracjuszy też sporo nam daje;
            doświadczenie uczy
            bowiem, że dużo pracujący naukowo profesor nie ma zwykle czasu na zajmowanie
            się
            intrygami czy innymi duperelami, a najczęściej „nie ma do tego serca". Nie jest
            to oczywiście
            regułą, cwaniaczkowie są wszędzie, ale wydaje mi się, że na takim, byle
            ostrym, postawieniu
            sprawy stracić nie możemy. Skutek będzie prawdopodobnie taki, że habilitacje
            zostaną
            zniesione, bo nasze kochane autorytety tak się przyzwyczaiły do uznania, którym
            się „cieszą",
            że nie zaryzykują dramatycznych w istocie zmian. Padną zatem argumenty
            o „dobrach
            (prawach) nabytych", „ewolucji zamiast rewolucji" itp. Jedyne co można zrobić
            to pokazywać
            fałszywych chóracjuszy z imienia, nazwiska i oczywiście ZASŁUG. Dla utrzymania
            własciwego poziomu grupy "samodzielnych" pracowników naukowych i stopnia
            naukowego doktora habilitowanego oczywiście. Należałoby też oczywiście ujawnic,
            kto i za co stopnie i tytuły naukowe otrzymał. Wszystkie te informacje są w
            archiwach CKdsTiSN i nie ma najmniejszych powodów aby je utajniac. Rodziłoby to
            podejrzenia o matactwa i inne przekrety, które w tak zacnym gronie zdarzyc sie
            przeciez nie mogą. Najlepiej byłoby opublikować te informacje w Internecie, a
            na pewno bardzo pomocny byłby wydany dwa lata temu, chyba dwutomowy, spis
            profesorów. Rzecz jest do zrobienia w kilka miesięcy, a ze wzgledu na wagę
            sprawy nie powinno na to zabraknąc ani sił ani srodków. Myśle zresztą, że wielu
            z nas chętnie pracowaloby tu społecznie za samą mozliwość obejrzenia tego
            archiwum. Chodzi o to, by zagrać nutę „albo zniesienie habilitacji, albo
            oczyszczenie środowiska". Nie sądzę by środowisko wybrało drugą możliwość. Jest
            już na to zbyt późno.
            • Gość: zorientowany rektor nie poleci ! IP: *.autocom.pl 04.12.04, 19:02

              wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2423633.html

              Kuriozalna wypowiedź wiceministra zdrowia

              Nie można ofiarować dobrego zdrowia wszystkim mieszkańcom Europy, bo niektórzy
              potrzebują być chorzy, a niektórzy mają złe geny - to opinia polskiego
              wiceministra zdrowia, która wywołała konsternację w Brukseli.

              Za ta wypowiedź wiceminister juz poleciał !

              Wypowiedź Rektora Ziejki dla miesięcznika KRAKÓW ( nr 1,2004) - nt. szkól
              wyższych ' A ja powtarzam, że w nauce nie ma miejsca dla ludzi, ktorzy sie nie
              sprawdzili. To nie jest zawod, to jest powolanie. Jesli ktoś jest
              nieudacznikiem, powinien odejść.'
              Oczywiście jak widac uczelnie sa tylko dla udacznikow, którzy się sprawdzili w
              robieniu plagiatow (bez konsekwencji bo im sie udało), w zatrudnieniu na wielu
              etatach (niekoniecznie pracujac bo praca to dla nieudacznkow, udacznik
              wystarczy że jest zatrudniony ), w wydawaniu licznych dyplomów bez koniecznosci
              czytania, sprawdzania prac dyplomowych nierzadko plagiatowanych, kupowanych (
              czytanie prac to dobre dla nieudacznikow), w zdobywaniu licznych pieniędzy na
              prace ktorych nie musieli wykonywać ani rezultatow ujawniać itd itp
              mozna by cała ksiązke napisac o udacznikach, ktorzy się sprawdzili na
              uczelniach, ktorzy maja odpowiedni kod genetyczny niezbędny do dozywotniego
              zatrudniania, ktorzy maja odpowiednie stosunki towarzyskie dla sprawdzenia się
              w pracy (niepracy) księgowanej po stronie wydatkow na nauke.

              Za ta i nie tylko za ta wypowiedź rektor UJ nie polecial i nie poleci a nawet
              zyskuje na uznaniu.

              Jak polityk czy biznesmen rekomenduje sklad rady nadzorczej to czasem sie
              powołuje komisję śledczą , Ziejka jasno mowi '.. powolany został przez
              kancelarie Prezydenta zespół - nie ukrywam, że utworzony z osob rekomendowanych
              przeze mnie ...' do opracowania projektu ustawy 'Prawo o szkolnictwie wyższym.
              I co, i nic. Nawet forumowiczow to nie zainteresowało. Takie to oczywiste.
              Dla wszystkich jakby było jasne, ze rektor najstarszego uniwersytetu ma prawo
              osobiście rekomendowac prof do opracowania prawa, ktore bedzie dobrze chroniło
              jego i jego rekomendowanych interesy. Ani jeden postulat dymisji! czy powolania
              komisji wyjaśniającej kulisy powstania ustawy ! nawet ze strony jej
              przeciwników. To naprawde interesujące.
              • khmara Poseł Marcinkiewicz utrwala władzę ludową 04.12.04, 20:27
                Działalność pro-SLD-owskiego lobby profesorsko-rektorskiego specjalnie mnie nie
                dziwi. Jest to grupa trzymająca władzę w nauce i jej jedynym celem i interesem
                jest skupienie jak największej władzy we własnych rękach. Nie dziwi, że ta
                właśnie grupa zyskała poparcie dla swojej działalności w osobie prezydenta.
                Takie zawsze były metody działania w komunistycznych układach - zapewnić sobie
                poparcie "góry", nie działać samodzielnie lecz we wspierającym się układzie,
                walczyć o interesy tego układu, które są tożsame z interesem własnym.

                Dziwi mnie natomiast niekonsekwencja opozycji sejmowej. Zgodnie z prezydenckim
                projektem ustawy, jedynie pracownicy samodzielni, tj. zatrudnieni na stanowisku
                profesorskim, mają być zatrudniani na podstawie mianowania. Opozycyjny poseł,
                prof. Jacyna-Onyszkiewicz (LPR) zgłasza poprawkę, by pracownicy ze stopniem
                doktora habilitowanego, lecz zatrudnieni na stanowisku adiunkta, również byli
                zatrudniani na podstawie mianowania. Jest to poprawka czysto techniczna, gdyż
                uzyskanie stopnia doktora habilitowanego jest warunkiem koniecznym dla
                zatrudnienia na stanowisku profesora. Sprzeciw wobec tej poprawki zgłasza inny
                poseł opozycji, Kazimierz Marcinkiewicz (PiS). Zgodnie ze stanowiskiem posła
                Marcinkiewicza, uzyskanie habilitacji nie jest już równoznaczne z uzyskaniem
                prawa do samodzielnego prowadzenia badań naukowych, gdyż z takim doktorem
                habilitowanym będzie można w każdej chwili rozwiązać umowę o pracę w zależności
                od kaprysu przełożonego. Poseł Marcinkiewicz tym samym oddaje pełnię władzy na
                uczelniach postkomunistycznemu lobby profesorskiemu, dzięki posłowi
                Marcinkiewiczowi autorzy projektu ustawy zyskali w Sejmie więcej niż sami chcieli.

                O ile profesora Ziejkę, profesora Węgleńskiego, Szulca i im podobnych należałoby
                osadzić na bezludnych wyspach, nadając każdemu z nich tytuł dożywotniego władcy,
                o tyle posła Marcinkiewicza trzeba by wykluczyć z klubu poselskiego PiS ZA
                WYBITNE OSIĄGNIĘCIA W UTRWALANIU WŁADZY LUDOWEJ W NAUCE POLSKIEJ.

                www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?numer=1345&dok=1345.2.3.2.26.2.0.1.htm
    • Gość: czytelnik full perspektywy nauki i szkolnictwa wyższego IP: *.autocom.pl 06.12.04, 17:11
      www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=36
      Związek full profesorów

      • itakdalej.itakdalej Dlaczego przy dobrych doktoratach gorsi prof. ? 07.12.04, 00:08
        Bo jakby polscy profesorowie nie odbiegali poziomem od profesorów
        amerykańskich - tak jak nie odbiegają nasze dobre doktoraty ( prof. Andrzej
        Walicki: "dobre doktoraty polskie porównywalne są mimo wszystko z dobrymi
        doktoratami amerykańskimi") - to co kilka lat jakąś Nagrodę Nobla powinniśmy
        mieć. I dużo wyższą pozycję we wszystkich rankingach. Jeśli przy takiej słabej
        opiece, a właściwie jej braku, ze strony profesorów, polskie dobre doktoraty są
        na niezłym poziomie światowym, to chyba mamy w młodości trochę talentu do
        nauki.
        Niestety, potem wszystko się psuje. Zaczyna działać negatywna selekcja. Ludzie
        utalentowani i niezależnie myślący narażają się rządzącym w stylu postsowieckim
        swoim szefom i dużo energii tracą na to, żeby wygospodarować trochę czasu i
        środków na własny rozwój, badania, etc.. A z kolei ich koledzy, którzy chcą
        szybko zająć stanowiska, całą energię tracą na podlizywanie się i kłanianie
        swoim szefom. I w jednym i w drugim przypadku nauka i rozwój intelektualny idą
        na drugi plan.

        Prof. Walicki dalej pisze:
        "Świeżo upieczony doktor rozpoczyna karierę akademicką od stanowiska assistant
        professor, następnie po opublikowaniu książki lub ważnego artykułu promowany
        zostaje na stanowisko associate professor, wciąż jeszcze bez dożywotności, ale
        przeważnie z zapewnieniem, że jest ono tenure-track, czyli że może być
        przekształcone w dożywotnie miejsce pracy; "

        To brzmi jak bajka. U nas najważniejsze są tytuły i jest prawie tak jak za
        czasów ZSRR w moskiewskim teatrze MCHAT (z wywiadu z dyrektorem Olegiem
        Tabakowem
        serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,2415190.html ):

        "Hierarchia wewnętrzna teatru odzwierciedlała hierarchię państwową: na
        wyjazdach ludowi artyści ZSRR pilnowali, by w restauracji ich stół był lepiej
        zastawiony niż stół zasłużonych artystów."

        W Polsce kto nie zadba o odpowiednio "zastawiony stół" dla profesorów z takim
        czy innym tytułem, już nie będzie miał życia, choćby napisał kilkanaście czy
        kilkadziesiąt dobrych artykułów.
    • Gość: czytelnik jakie perspektywy skoro na UJ nie potrafią czytać IP: *.autocom.pl 08.12.04, 21:02
      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35797,2434072.html
      Poglądy Rektora - Stanisław Mancewicz o LPR-owskiej konferencji na UJ

      ...Byłem dotąd święcie przekonany, że administratorzy UJ potrafią czytać ...
      • khmara Czy to oficjalne stanowisko KRASP? 08.12.04, 22:29
        Czy poglądy rektora na apolityczność uniwersytetu są oficjalnym stanowiskiem
        KRASP w tej kwestii?
    • Gość: Prymus Pan dr Wieczorek IP: *.mel.iprimus.net.au 09.12.04, 01:07
      Polska mafia profesorska boi sie konkurencji ze strony naukowcow lepiej
      wyksztalconych na zachodzie, stad nie ma szansy, aby kwalifikacje z Australii
      czy USA albo Kanady byly szybko uznane w Polsce. Do tego potrzebna jest
      weryfikacja kadr, czyli de facto rewolucja w polskiej nauce. Ale na nia sie na
      razie nie zanosi.
      Dobry przyklad to wyrzucenie mnie przez dra Wieczorka z jego prywatnego forum
      dyskusyjnego (nie tego tutaj, ale funkconujacego przez liste adresowa i email).
      No coz, dr Wieczorek wylecial z UJ chyba za to, ze nie byl w Solidarnosci
      (taka byla weryfkacja na UJ w latach 1980tych, ze wylatywaki ci, co sie
      narazili bossom z "S"), a wiec ma mentalnosc z bylej epoki. Nie uznaje
      glosow podwazajacych ortodoksje, ale sam chce reformowac nauke polska.
      "Chron nasz Boze przed takimi 'reformatorami'"...
      Pozdr.
      LK
      • Gość: Prymus WSiIZ w Rzeszowie IP: *.mel.iprimus.net.au 09.12.04, 01:12
        Wyzsza Szkola Informatyki i Zarzadzania (WSiZ)w Rzeszowie p. Pomianka, ktora
        nota bene ciagle poszukuje pracownikow, to, niestety, ale pseudouczelnia, bez
        wlasnej kadry naukowo-dydaktycznej (poza lektorami i kilkoma asystentami),
        nastawiona na zysk a nie na jakosc nauczania czy jakosc badan. Dano mi tam np.
        wyraznie do zrozumienia, ze nie powinienem nikogo oblac. Z drugiej strony,
        chcieli, aby absolwenci mieli dobra wiedze, przynajmniej na poziomie SGH. Ale
        te dwa cele sa przeciez nie do pogodzenia! Albo sprzedajemy dyplomy, albo
        produkujemy wysokiej jakosci absolwentow....
        • Gość: Prymus Re: WSiIZ w Rzeszowie IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 09.12.04, 04:32
          Niestety, handel dyplomami to plaga wszystkich prywatnych uczelni.
          Obecnemu prezydentowi USA tatus (tez prezydent) kupil dyplom, i to nie byle
          jakiej uczelni.
          Jesli studia sa odplatne, to decyduje klient: placi, wiec wymaga, a ze
          najczesciej potrzebuje dyplomu a nie wiedzy? No coz, w takim systemie
          zyjemy... :(
          • Gość: kontest Re: WSiIZ w Rzeszowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.04, 23:07
            Można to szerzej opisać:

            Niezależne opinie o kondycji nauki i edukacji, o uwarunkowanych systemowo
            patologiach , o możliwościach zmiany obecnego, osobliwego systemu nauki i
            edukacji w Polsce. Czekamy na Państwa opinie.

            www.nauka-edukacja.p4u.pl/forum.php?cmd=show&id=5&category=1&PHPSESSID=d9e4509588ba35f9062fa62ed132c7c1
      • Gość: Kagan Re: Pan dr Wieczorek IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 09.12.04, 04:29
        Ciekawe...
        Gość portalu: Prymus napisał(a):
        Polska mafia profesorska boi sie konkurencji ze strony naukowcow lepiej
        wyksztalconych na zachodzie, stad nie ma szansy, aby kwalifikacje z Australii
        czy USA albo Kanady byly szybko uznane w Polsce. Do tego potrzebna jest
        weryfikacja kadr, czyli de facto rewolucja w polskiej nauce. Ale na nia sie na
        razie nie zanosi.
        Dobry przyklad to wyrzucenie mnie przez dra Wieczorka z jego prywatnego forum
        dyskusyjnego (nie tego tutaj, ale funkconujacego przez liste adresowa i email).
        No coz, dr Wieczorek wylecial z UJ chyba za to, ze nie byl w Solidarnosci
        (taka byla weryfkacja na UJ w latach 1980tych, ze wylatywaki ci, co sie
        narazili bossom z "S"), a wiec ma mentalnosc z bylej epoki. Nie uznaje
        glosow podwazajacych ortodoksje, ale sam chce reformowac nauke polska.
        "Chron nasz Boze przed takimi 'reformatorami'"...
        Pozdr.
        LK
      • Gość: itakdalej Re: Pan dr Wieczorek IP: *.chello.pl 10.12.04, 10:09
        Gość portalu: Prymus napisał(a):

        > No coz, dr Wieczorek wylecial z UJ chyba za to, ze nie byl w Solidarnosci
        > (taka byla weryfkacja na UJ w latach 1980tych, ze wylatywaki ci, co sie
        > narazili bossom z "S"), a wiec ma mentalnosc z bylej epoki.

        Pan jest chyba bardzo młody i lata 80-te mylą się Panu z latami 90-tymi.
        W Polsce komuna rządziła do 1989 roku. Upadła w rezultacie
        porozumienia "Okrągłego Stołu" i półdemokratycznych wyborów 4 czerwca 1989 roku.

        Na uczelniach i w całej polskiej nauce ten system przetrwał do dzisiaj w
        praktyce bez żadnych poważniejszych zmian. I jest wiele miejsc, gdzie ludzie
        którzy osiągnęli tytuły i stanowiska w latach władzy komunistycznej dzięki
        układom w tamtych latach, a nie talentowi, nadal "trzymają władzę". Ci którzy
        wtedy krytykowali władzę ludową w sposób otwarty, lub nie daj Boże coś
        organizowali co jej się nie podobało, nie awansowali, a nawet byli wyrzucani z
        pracy.
        To jest właśnie przypadek Pana Wieczorka:

        Ze strony:
        www.jwieczorek.ans.pl/autor.htm

        "Autor był współorganizatorem NSZZ 'SOLIDARNOSĆ' w Instytucie Nauk
        Geologicznych UJ. w 1980 r. Po wprowadzeniu stanu wojennego 13.12.1981r. podjął
        próbę zorganizowania strajku w ING UJ. Organizował kolportaż prasy podziemnej
        i 'dokształt' studentów geologii UJ. Inwigilowany i przesłuchiwany przez SB. "

        "Po wprowadzeniu stanu wojennego został poddany mobbingowi, aż do usunięcia z
        UJ w 1987 r. na podstawie 'prawa' stanu wojennego, akceptowanego przez władze
        UJ do dnia dzisiejszego. Anonimowa do dnia dzisiejszego komisja oskarżyła go o
        psucie młodzieży, co stanowi do dnia dzisiejszego wilczy bilet. "

        • Gość: Prymus Re: Pan dr Wieczorek IP: *.mel.iprimus.net.au 10.12.04, 11:50
          Pan dr Wieczorek musial sie narazic bossom z "S", ktorzy
          de facto trzesli UJotem po stanie wojennym! "S" z lat
          1980-1981, a "S" z czasow tuz przed "okraglym stolem"
          to dwie rozne rzeczy! Ja bylem dzialaczem "S" w latach
          1980-1981, a wiec musialem wyjechac z Polski.
          "S" z drugiej polowy lat 1980tych zostala opanowana
          przez agentow bezpieki (SB) typu Michnika i Walesy,
          stad "okragly stol" i stad ponowna legalizacja "S" byla
          mozliwa, i stad "gruba kreska", wylanie dr Wieczorka w
          roku 1987 (a nie w 1981), itp. itd. Zycie nie jest takie
          proste, jak sie wydaje ...
          • Gość: itakdalej Re: Pan dr Wieczorek IP: *.chello.pl 10.12.04, 12:42
            Gość portalu: Prymus napisał(a):

            > "S" z drugiej polowy lat 1980tych zostala opanowana
            > przez agentow bezpieki (SB) typu Michnika i Walesy,

            ????????????????????????????????????

            > stad "gruba kreska"

            Wałęsa przecież był największym wrogiem "grubej kreski". To było motto jego
            kampanii prezydenckiej przeciwko Mazowieckiemu w 1990 roku.
            • Gość: Prymus Re: Pan dr Wieczorek IP: *.mel.iprimus.net.au 10.12.04, 12:55
              Dla gawiedzi sfabrykowano rozlam w "S", aby usprawiedliwic
              utrzymanie wladzy przez elity PRLowskie.
              Walesa byl zawsze tylko bezwolnym wykonawca cudzych polecen.
              Ten czlowiek ma IQ ponizej sredniej, brak nawet matury,
              po polsku mowi gorzej niz przecietny rolnik spod Bialegostoku.
              Byly wybory, a wiec programy konkurentow musialy sie
              czyms roznic. Stad Walesa udawal, ze jest przeciwko
              "grubej kresce". Ale jako prezydent nic nie zrobil, aby
              odsunac od wladzy elity z czasow PRLu. Stad tez na polskich
              uczelniach wciaz rzadzi mafia profesorow belwederskich z
              czasow Bieruta i Gomulki... :(
          • khmara Re: Pan dr Wieczorek 10.12.04, 13:48
            Nie zgadzam się z taką wizją historii, Prymusie, ale w jednym masz rację:
            Ludzie, którzy dzisiaj trzęsą wszystkim na uczelniach to najczęściej młode lwy z
            1987 roku. Wtedy tkwili już mocno w upolitycznionym układzie stanu wojennego,
            podczepieni pod różnych wpływowych ludzi z KC, SB i tym podobnych ośrodków
            władzy. I niecierpliwie czekali na swoją kolej do awansu. Ówczesne młode lwy,
            bardziej cyniczne i bezwzględne niż ich poprzednicy, właśnie wtedy zaczynały
            zyskiwać realne wpływy, dlatego doktor Wieczorek musiał odejść. Dzisiaj trzęsą
            wszystkim i zaciekle bronią swojego stanu posiadania, dlatego doktor Wieczorek
            nie może wrócić. Dlatego też będziemy mieć nowe prawo o szkolnictwie wyższym
            jeszcze gorsze od poprzedniego.
            • ekostar Re: Do Prymusa 10.12.04, 15:15

              khmara napisał:


              > Ludzie, którzy dzisiaj trzęsą wszystkim na uczelniach to najczęściej młode lwy
              > z
              > 1987 roku. Wtedy tkwili już mocno w upolitycznionym układzie stanu wojennego,
              > podczepieni pod różnych wpływowych ludzi z KC, SB i tym podobnych ośrodków
              > władzy.

              Dzisiaj trzęsą
              > wszystkim i zaciekle bronią swojego stanu posiadania. Dlatego też będziemy
              mieć nowe prawo o szkolnictwie wyższym
              > jeszcze gorsze od poprzedniego.

              ---------------------------------------
              Szczególnie, jeśli zamiast skupić się na przeciwdziałaniu, będziemy zajmowac się
              dr Wieczorkiem.
              • Gość: Prymus Re: Do Prymusa IP: *.mel.iprimus.net.au 11.12.04, 14:53
                Niestety, ale dr Wieczorek jest tez czescia problemu,
                a nie jego rozwiazania. Jako geolog, nie rozumie on,
                ze nie mozna mieszac sprawy tzw. demokratycznej opozycji
                w Wietnamie z reforma nauki polskiej. A usuwajac ze
                swego prywatnego foorum osoby, ktore maja inne zdanie na
                temat owej wietnamskiej opozycji udowodnil on,
                ze jest on tez mentalnie czlowiekiem PRLu, ktory nie
                wie i nie rozumie co to jest wolnosc slowa i swobodna
                wymiana pogladow... Kazdy atak na swe poglady uwaza
                za atak na siebie i za "zdrade stanu"... :(
                • ekostar Re: Do Prymusa 12.12.04, 11:58
                  www.nauka-edukacja.p4u.pl/
            • Gość: Prymus Re: Pan dr Wieczorek IP: *.mel.iprimus.net.au 11.12.04, 14:49
              Spedzilem rok na kilku polskich uczelniach,
              i wszedzie zauwazylem, ze u wladzy sa ludzie
              z epoki PRLu, b. czlonkowie PZPR, oraz "S",
              jako iz obie te organizacje byly masowe,
              z milionami czlonkow. W roku 1987 "S" byla zas
              juz dobrze opanowana przez SB...
    • khmara UJ wytycza nowy kierunek rozwoju nauki w Polsce 10.12.04, 10:40
      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,2437721.html
      Naukowa homofobia na UJ
      Tylko krótkie wystąpienie ks. prof. Tadeusza Ślipki miało naukowy charakter.
      Później padały wyłącznie polityczne i ideologiczne hasła.

      - Od początku byłem przeciwny naszej akcesji do Unii Europejskiej - przywitał
      się europoseł Wojciech Wierzejski (LPR). Z dumą przyznał, że zakrojoną na
      szeroką skalę kampanię przeciwko europejskiej konstytucji jego partia sfinansuje
      ...z unijnych pieniędzy.

      Z kolei prezes Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi
      Sławomir Olejniczak przestrzegał przed rewolucją kulturalną, której forpocztą są
      homoseksualiści. Według niego w Europie trwa obecnie zmasowany atak na
      instytucję rodziny, prowadzony przez media i dewiantów. Chwalił się też
      osiągnięciami Stowarzyszenia, które m.in. rozesłało w Krakowie 280 tys. ulotek
      nawołujących do protestu przeciwko przemarszowi gejów i lesbijek przez miasto.

      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,2439072.html
      Profesor Szlachta: Jeśli ja dobrze rozumiem księdza profesora wypowiedź, to
      miłość zasadniczo odnosi się do związków ewentualnie dwóch przedstawicieli tego
      samego gatunku
      Sławomir Olejniczak: Patron naszego stowarzyszenia Piotr Skarga mówił:
      "Odstępstwo od wiary i Kościoła świętego Pan Bóg pogańskim mieczem karze". A
      jaki to jest miecz, wskazują wydarzenia z World Trade Center.

      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,2439071.html
      Zrekapitulujmy. Komentuje Michał Olszewski
      Jedynym elementem naukowym całej hucpy było wystąpienie ks. prof. Ślipki.
      Pozostałe dwaj mówcy dali pokaz bezczelności i cynizmu (Wierzejski) oraz
      ciasnoty umysłowej, którą można by obwozić po wieczorach kabaretowych i jeszcze
      zarabiać na niej pieniądze (Olejniczak).

      Najbardziej zdumiewa postawa profesora Szlachty. Propagandę i myślenie
      przesiąknięte spiskową teorią dziejów tłumaczył na quasi-naukowy, pełen
      językowych smaczków slang, stwarzając mylne wrażenie, że mamy do czynienia z
      rzetelną wymianą poglądów. Gratulujemy umiejętności toczenia gładkich słów,
      jednocześnie zapraszając do dalszych eksperymentów: pod naukowe skrzydła można w
      końcu wziąć równie egzotyczne poglądy, które dotąd na mównicę uniwersytecką nie
      miały wstępu. Ot, chociażby działacze Obozu Narodowo-Radykalnego. Można
      przepytać ich na okoliczność spisku żydowskiego i "Protokołów mędrców Syjonu".

      Panie profesorze, służymy listą organizacji, które z chęcią skorzystają z Pana
      rekomendacji naukowej.

      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,2436472.html
      Rektor Ziejka broni konferencji Młodzieży Wszechpolskiej na UJ
      Ja bym się nigdy nie podjął opieki merytorycznej nad tego typu konferencją,
      ponieważ się na tych sprawach nie znam. Nie znam osób, które mają tam
      występować. Profesor Szlachta pisze, że to wielkie autorytety. Ja jestem
      historykiem literatury.
      • Gość: itakdalej Dobra rada z Polski dla USA i prezydenta Busha IP: *.chello.pl 10.12.04, 11:03
        > Sławomir Olejniczak: Patron naszego stowarzyszenia Piotr Skarga mówił:
        > "Odstępstwo od wiary i Kościoła świętego Pan Bóg pogańskim mieczem karze". A
        > jaki to jest miecz, wskazują wydarzenia z World Trade Center.

        Mam nadzieję że ktoś nagrał tę sesję na video. Powinno się teraz dodać
        tłumaczenie na angielski i wysłać do USA. Tam tęgie głowy pracują nad tym, jak
        uniknąć powtórki wspomnianych wydarzeń. UJ, na którym znaleziono niezawodną
        receptę, zyska dzięki temu sławę za Oceanem.
        • Gość: itakdalej Ależ ciekawe rzeczy wymyślają w tym Krakowie... IP: *.chello.pl 10.12.04, 11:20
          UJ po tej sesji naukowej awansował do czołówki intelektualnej świata. Tak
          nowatorskich myśli nikt jeszcze nie formułował. I to wcale nie jest jakiś
          katolicki konserwatyzm. Bo Kościół Katolicki naucza że "Bóg jest miłością". A
          na UJ twierdzą że to Bóg, a nie szatan (jak na ogół się uważa) wysłał Attę i
          jego kolegów na WTC i Pentagon 11.09.2001.
          I bardzo oryginalne jest też podejście do zagadnień seksu w związku z tymi
          atakami terrorystycznymi. Do tej pory się sądziło, że terroryści kierowali się
          m.in. obietnicą pobytu w raju w otoczeniu bodajże 72 hurys, z którymi będą na
          okrągło kopulować. A po wczorajszej sesji na UJ wyjaśniono na gruncie struktury
          ontycznej, że w sprawę są raczej zamieszani geje.
      • mn7 Re: UJ wytycza nowy kierunek rozwoju nauki w Pols 10.12.04, 16:18
        Kiedy wreszcie dymisja Rektora Ziejki? Czy jeszcze ktoś wątpi, że to
        konieczność?
        • ekostar Re: UJ wytycza nowy kierunek rozwoju nauki w Pols 10.12.04, 22:25
          polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1206618

          To wprost żenujące kiedy Dyrektor placówki naukowo-dydaktycznej manipuluje
          danymi sondażowymi w taki sposób by zdezawuować prawdziwą zależność
          przyczynowo-skutkową.
          Nikt nie ma wątpliwości, że żyjemy w chorym kraju. Zarówno ustawodawcze jak i
          wykonawcze struktury państwa cierpią na daleko posuniętą niewydolność.
          Środowiska decydenckie skompromitowane bez reszty. Autorytety moralne fałszywe.
          Powszechny brak perspektyw, nawet dla młodych osób podejmujących studia na źle
          funkcjonujących uczelniach.
          Prawda jest zawarta w wynikach cytowanych sondaży: „...w październiku 2004 r. aż
          98 proc. Polaków uważało Polskę za kraj urządzony niesprawiedliwe... tylko 7
          proc. Polaków uważa panujący ład społeczny za prawomocny – pozostali uważają, że
          „Polska wymaga gruntownej przebudowy” i nie wierzą, aby działania władz służyły
          dobru ogółu...dane CBOS wskazują, że tuż przed transformacją (w 1987 r.) 80
          proc. Polaków uważało miejsce swojego zamieszkania za bezpieczne, a niewiele
          mniej miało takie przekonanie o całym kraju. W latach 90. wiara w bezpieczeństwo
          własnego miejsca spadła nieznacznie (o ok. 10 proc.), natomiast wiara w to, że
          Polska jest krajem bezpiecznym, spadła pięciokrotnie i do dziś pozostaje na
          poziomie ok. 20–30 proc...”

          Jest to jasne jak słońce, że Pan Bogdan Wojciszke na pytanie: „Jak się Pan/i
          dzisiaj czuje”, odpowiedziałby zupełnie rozsądnie, że tak jak zwykle lub że
          lepiej niż zwykle. Bowiem samopoczucie człowieka uwarunkowane jest czynnikami
          psychofizjologicznymi, a nie normatywnymi o czym dyrektor Instytutu Psychologii
          PAN, profesor w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej powinien dobrze wiedzieć.
          Czy przedstawiając tak zadziwiającą „wizję świata społecznego” można liczyć na
          poprawę nastrojów społecznych?
    • Gość: jw Perspektywy tajnej historii nauki IP: *.autocom.pl 12.12.04, 21:24
      Fundacja Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego, do powstania której
      przyczynił się rektor Uniwersytetu Jagiellonskiego, zamierza opublikować akta
      bezpieki. To pomysł godny poparcia. Ciemna historia zabezpieczona do tej pory w
      tajnych teczkach winna ujrzeć światło dzienne. W drukowanych do tej pory na
      łamach Dziennika Polskiego wypowiedziach warto zwrocić uwagę na słowa (DP
      12.11.2004 dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/11.12/Magazyn/04/04.html)
      B.Wildsteina: 'W PRL bylo tak: partia i policja polityczna byly jednym
      organizmem. Kierownictwo partii wydawało polecenia, a esbecy wykonywali je,
      m.in. poprzez dostarczanie władzy wiedzy ' które należałoby wprowadzić w
      czyn, czyli opublikować akta głowy policji politycznej. Fakt, że akta
      wytwarzane przez głowę systemu, jak i jej narzędzie w niemałym stopniu
      zostały zniszczone, ale coś jednak pozostało. Żyją także ludzie, którzy tą
      pozostawioną na piśmie historię mogą w znaczący sposób uzupełnić.

      B. Wildstein mówi :'Należy też pamiętać, że istniała symbioza pomiędzy
      kierownictwem partyjnym a tajnymi służbami. Ich funkcjonariusze byli z reguły
      bezwzględnie posłuszni poleceniom kierownictwa PZPR'. Gdy o tym zapomnimy i
      pominiemy akta, czy inne przekazy poleceń to ta historia będzie bardzo niepełna
      a nawet zafałszowana. Nie da się poznać zachowań, ekologii jednego organizmu
      symbiotycznego bez poznania drugiego - kosymbionta. Ma to szczególne znaczenie
      dla poznania takiej symbiozy w strukturze uczelni, która ma odegrać
      zasadniczą rolę w odbezpieczeniu akt bezpieki. To, że w strukturach uczelni
      funkcjowała podstawowa organizacja partyjna PZPR powszechnie wiadomo a
      Zbigniew Fijak (DP 29.10.2004 dzis.dziennik.krakow.pl/?
      2004/10.29/Magazyn/07/07.html) informuje nas 'Wsród okolo 500
      najaktywniejszych członków "Solidarnosci" UJ agentów było około 50. Na całym
      uniwersytecie, rzecz jasna, było dużo więcej tajnych współpracowników
      bezpieki', co też nie jest większym zaskoczeniem.
      Pozostaje zatem rozpoznanie tej symbiozy, udokumentowanie jak ona przebiegała i
      jaki miała wpływ na życie uczelni. To mógłby być wzorzec dla pozostałych,
      starszych uczelni, które jak się mówi - w sposob zasadny - pozostały skansenami
      nie do końca upadłego PRLu.
      Nie było dla nikogo tajemnicą, że w czasach PRLu czynnik partyjny miał ogromny
      wpływ na życie uczelni. Żaden awans, żadna nominacja, żaden służbowy wyjazd
      zagraniczny nie mógł mieć miejsca bez wiedzy, poparcia a przynajmniej
      przyzwolenia czynnika partyjnego. Życie uczelni, partii i SB wzajemnie się
      przenikały. Cytat ( z pamięci) z przesłuchania na SB ' jakby Pan wyjeżdżał z
      uczelni za granicę to ja bym pierwszy o tym wiedział'
      • Gość: jw kiedy samooczyszczenie pozytywne uczelni IP: *.autocom.pl 12.12.04, 21:26
        Niestety środowisko akademickie nie dokonało samooczyszczenia pozytywnego.
        Oczyszczono je natomiast z elementu niepewnego, nielojalnego w stosunku do
        trzymających władzę i stanowiącego zagrożenie dla przewodniej siły narodu.
        Czyściły komisje anonimowe, zapewne z odpowiednim udziałem czynnika stojącego
        na straży jedynie słusznego systemu. Składu komsji władze UJ do dnia
        dzisiejszego bronią iście heroicznie, a łamano przecież elementarne prawa
        człowieka, bo na mocy 'prawa' nie istniały możliwości odwoływania sie do sądu.
        Teczki uczelniane na niewygodnych pracowników, które bywały gdzieś wysyłane do
        nieznanych obecnie departamentow, niekoniecznie w zbiorach SB, nie są dostępne
        dla pokrzywdzonych a władze uczelni do dnia dzisiejszego powołują sie
        na 'prawo' stanu wojennego, które pozwala im takie teczki aresztować, czy
        niszczyć. Łamie się Konstytucję dla utajnienia prawdy. Niestety w procesie
        niszczenia osób działających niewygodnie w Solidarności i obrony racji
        symbiontów partyjnych, także po roku 1989 r., swoją rolę odegrała także
        Solidarność UJ, więc i ten aspekt winien być wzięty pod uwagę i rozpoznany.

        Na uczelniach polskich wykańczano też niewygodnych ludzi psychicznie
        (mobbing). O tym, że w czasach komunistycznych to była jedna z metod planowego
        niszczenia niewygodnych, opozycyjnych osób wiemy nieco z badań prowadzonych
        nad funkcjonowaniem systemu w NRD ( E. Matkowska - "System"). Niestety u nas
        nie ma woli aby przyczyny, przebieg i zasięg tego zjawiska poznać
        • Gość: jw Chichot Stalina ? IP: *.autocom.pl 12.12.04, 21:27
          W dyskusjach nad możliwością poznania 'odbezpieczanej ' historii trzeba brać
          także pod uwagę, że i polski wymiar sprawiedliwości nie został oczyszczony. Z
          przebiegu niektórych procesów sądowych wynika, że sądy nie są zainteresowane
          dochodzeniem prawdy i w wyrokach można przeczytać 'nie jest rzeczą sądu
          zarządzanie dochodzeń w celu wyjaśnienia twierdzeń stron' . Jasne jest zatem,
          że twierdzenia strony posiadającej na dodatek autonomię na badanie prawdy
          pozostaną 'prawdziwe', jakkolwiek z prawdą mogą nie mieć nic wspólnego.
          Zatem oprócz ujawnienia akt bezpieki potrzebne jest ujawnienie akt esbeckich
          symbiontów oraz relacje, opinie, dochodzenia osób żyjących. Historia opracowana
          wybiórczo będzie mało wiarygodna. Teraźniejszość winna być kluczem do poznania
          przeszłości. Teraźniejsze wybiórcze niszczenie starych akt, tworzenie nowych,
          aresztowanie akt niewygodnych, niekonfrontowanie 'papieru' z człowiekiem
          prowadzi do stanu takiego, że 'papierowy' kat może być rzeczywistą ofiarą,
          a 'papierowa' ofiara rzeczywistym katem. To widać na przykładzie inspekcji
          dostępnych akt uczelnianych. Jeśli się bada sprawę inwigilacji Solidarności
          uczelnianej, trzeba zbadać też akta uczelniane, nie tylko uczelnianej
          organizacji partyjnej, decyzje ciał kolegialnych, oceny czy zarzuty wobec
          pracowników i odnieść to do całego kontekstu.
          Niedobrze by było aby pod taką historią trzeba by pisać np. Historia
          opracowana tylko na podstawie akt bezpieki. Prawda może być jednak całkiem
          inna, ale my nie zamierzamy jej poznać. Kto się z tym nie zgadza niech idzie do
          sądu, który nie ma ochoty dochodzić prawdy ! Chichot Stalina
          • Gość: jw Kiedy Czarna Księga Komunizmu w nauce ? IP: *.autocom.pl 12.12.04, 21:29
            Rzetelne ujawnienie akt bezpieki i jej symbiontów miałoby istotne znaczenie
            dla opracowania 'Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji', której tak
            bardzo się boją niektórzy 'historycy' UJ uważając, że miałaby ona małą nośność
            naukową, i że nie warto na nią przeznaczać publicznych pieniędzy. Natomiast
            wydawane są księgi 'historyczne' z publicznych pieniędzy, w których czyści się
            niewygodne nazwiska, nie ma ani słowa o komunizmie, o stanie wojennym, o
            symbiozie miedzy partią a SB na uczelniach. I tym się karmi nasze młode
            pokolenie. Należy jak najszybciej zmienić dietę!, bo inaczej zamiast
            potrzebnej dyscypliny naukowej zwanej historią pozostanie nam dyscyplina, dla
            której bardziej odpowiednią nazwą będzie - 'fałszernia'
    • Gość: czytelnik Czarna księga komunizmu w nauce IP: *.autocom.pl 13.12.04, 19:00
      www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=37&page=2
      Potrzebna 'Czarna księga komunizmu w nauce i edukacji'

      Przykład moich teczek ilustruje poważny problem patologii uczelnianych.
      Niestety uczelnie pozostały skansenem nie do końca upadłego PRLu. Nadal w nich
      dominują profesorowie, którzy budowali swoje pozycje na ogół w latach 80-tych.
      Ciemna historia tych lat nie może ulec naświetleniu do dnia dzisiejszego. Co
      prawda starałem się o otrzymanie grantu KBN na poznanie historii Instytutu Nauk
      Geologicznych UJ, ale ponieważ nie mam osobowości prawnej a tylko naukową,
      grant - mimo pozytywnej o dziwo oceny - nie został skierowany do realizacji.
      Także Polska Akademia Umiejętności posiadająca co prawda osobowość prawną, ale
      czy naukową (?) nie podjęła się opieki nad realizacją takiego grantu (
      www.naukowcy.republika.pl/czarna_ksiega.html
      ). Sekretarz Generalny PAU stwierdzał, że taki temat miałby małą nośność
      naukową. Nośnikiem, wcale nie znikomym, systemu komunistycznego było jednak
      wielu uczonych. Chyba zatem tak naprawde chodzi tu o niedopuszczenie do
      ujawniania tych nośników.
      Ciekawe, że polscy zesłańcy syberyjscy, którzy mieli osobowość skazańca
      otrzymywali granty na badania jeśli tylko mieli osobowość naukową. Dzięki temu
      Syberia nienajgorzej została poznana przez polskich skazańców. Carowie
      niszczyli politycznie, ale nie naukowo. ‘Carowie’ nauki polskiej idą znacznie
      dalej.
      Teczki uczelniane nie są, i nie były przedmiotem zainteresowania ani
      Ministerstwa Edukacji, ani Instytutu Pamięci Narodowej. Niejasne są kariery
      wielu ‘profesorów’ ani też łamanie karier wielu nauczycieli akademickich.
      Pozostaje to tajemnicą, a przez trzymających władzę tworzona jest
      oficjalna ‘historia’ nauki i edukacji podawana do wierzenia i lojalnej
      akceptacji. Niestety nie ma historii alternatywnych, opartych na faktach.
      Ostatnio wydana ksiązka Marka Wrońskiego - 'Zagadka śmierci profesora Mariana
      Grzybowskiego' stanowi chlubny wyjątek.
      IPN podpisuje współpracę z uczelniami, w tym i z UJ, ale to historycy tych
      uczelni mają mieć dostęp do akt IPN, natomiast do akt uczelni współpracujący z
      nimi IPN dostępu nie ma. Jeśli np. IPN nie ma akt na jakąś osobę, a akta ma
      uczelnia, to jest to jej autonomiczna decyzja czy je udostępni
      zainteresowanemu. Tym sposobem historii nauki i edukacji nie da się poznać. A
      szkoda. Czyszczenie kadrowe w czasach komunistycznych było na wielką skalę i w
      istotnym stopniu wpływa na kiepską kondycję nauki i edukacji w Polsce.
      Za stworzenie systemu komunistycznego i jego aktywne wspieranie
      współodpowiedzialność ponoszą ogromne rzesze ‘uczonych’ i tego nie da się
      wymazać do końca z historii. To trzeba zinwentaryzować i opisać ku przestrodze
      pokoleń. Potrzebna jest CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI, która winna
      objąć także stan wojenny, jak i okres późniejszy, gdyż ustawodawstwo stanu
      wojennego jest respektowane do dnia dzisiejszego
      • ekostar Re: Czarna księga komunizmu w nauce 13.12.04, 23:08
        Gość portalu: czytelnik napisał(a):

        Czyszczenie kadrowe w czasach komunistycznych było na wielką skalę i w
        > istotnym stopniu wpływa na kiepską kondycję nauki i edukacji w Polsce.
        > Za stworzenie systemu komunistycznego i jego aktywne wspieranie
        > współodpowiedzialność ponoszą ogromne rzesze ‘uczonych’ i tego nie
        > da się
        > wymazać do końca z historii. To trzeba zinwentaryzować i opisać ku przestrodze
        > pokoleń. Potrzebna jest CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI, która winna
        >
        > objąć także stan wojenny, jak i okres późniejszy, gdyż ustawodawstwo stanu
        > wojennego jest respektowane do dnia dzisiejszego
        -----------------------------------------

        A co ze wczesnym okresem umacniania władzy sowieckiej?

        Odsyłam do kącika historycznego na tym forum, bo to był początek dna.
        Spostrzegali je głównie ci, którzy przeżyli okres okupacji i którym w jakiś
        sposób udało dostac się na uczelnię, pomimo gęstego sita przepuszczającego
        pupilki w których system pokładał nadzieję.
        Niewielu z nich udało się, podczas gdy w latach 60-tych to pupile systemu
        zajmowały już stanowiska dziekanów i rektorów!
    • Gość: czytelnik Uczony w systemie IP: *.autocom.pl 16.12.04, 18:52
      Tygodnik Powszechny, 19.12.2004
      tygodnik.onet.pl/1547,1207799,0,343051,dzial.html
      'Uczeni apelują: nauka jest kluczem do cywilizacyjnego i gospodarczego rozwoju,
      a my coraz bardziej zaniedbujemy finansowanie badań i pozwalamy najzdolniejszym
      wyjeżdżać za granicę. Rezultaty apeli są znikome, jeśli nie liczyć wymuszonego
      na klasie politycznej standardu poprawności - oczywiście tylko werbaln '
      • Gość: Carmen S. Re: Uczony w systemie IP: *.dhcp.uno.edu 16.12.04, 20:01
        PAN Kleiber pisze:

        "...model kariery naukowej. Powinien on uwzględniać m.in: możliwość kontynuacji
        nauki po magisterium (upowszechnianie wykształcenia na poziomie doktorskim),
        wprowadzenie konkurencyjnych, merytorycznych procedur przy awansach naukowych
        (w tym konkursów na stanowiska profesorskie), możliwość stabilizacji zawodowej
        dopiero po osiągnięciu przez kandydata udokumentowanych sukcesów naukowych,
        zapewnienie mobilności badaczy i likwidację powszechnej wieloetatowości
        uczonych. Wyjątkiem, a nie zasadą, powinno się stać spędzanie całego życia
        zawodowego w jednej instytucji badawczej.

        Nie nam odpowie czy sam:

        1. Bral udzial w konkursie na stanowisko profesorskie.
        2. Osiagnal staly etat dopiero po udokumentowanych sukcesach naukowych.
        3. Na ilu etatach sam pracuje.
        4. Ile razy zmienial miejsce pracy.

        Tacy ludzie nazywaja sie po angielsku NIMBY ( czyli: not in my backyard), po
        polsku sporo mniej elegancko.
        • ekostar Re: Uczony w systemie 16.12.04, 20:57
          www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=37


          Adam Stawowy jest autorem pytania, które przejdzie mam nadzieję do historii
          współczesnie przeprowadzanych reform. Aż dziw, że do tej pory nikt takiego
          pytania nie sformułował:

          "Która z polskich habilitacji stanowiła (stanowi) kamień milowy w rozwoju nauki?

          Pytanie oczekuje prostej odpowiedzi.

          Odpowiedź stanowiłaby jedyny, niepodważalny argument w debacie dotyczącej
          sensu utrzymywania w Polsce niekompatybilnego ze systemami nauki światowej lecz
          drogiego systemu przewodów habilitacyjnych. Argumentem ekonomicznym, który
          przytacza się niechętnie to fakt, że wynagrodzenie recenzenta (a do przewodu
          habilitacyjnego koniecznych jest 3 recenzentów) wynosi około 2 000 PLN. Jest ono
          płacone z budżetu instytucji naukowej habilitanta, bądź coraz częściej z jego
          własnej kieszeni. Co ciekawsze, istnieją instytuty, które otwierają przewody
          habilitacyjne głównie swoim dawnym pracownikom, którzy od lat pracują w
          zagranicznych ośrodkach naukowych. Prosta ekonomia: wykazanie się
          przeprowadzonymi przewodami habilitacyjnymi, spory zysk a ryzyko konkurencji niskie.

          Istnieje powszechna zgodność środowiska akademickiego co do tego, że przewody
          habilitacyjne są nie tylko narzędziem eliminacji urojonych konkurentów, lecz
          przede wszystkim mechanizmem ekonomicznym oraz normatywnym w anachronicznym
          systemie który funkcjonuje bez żadnych istotnych zmian od lat 50 - ciu.

          Adam Stawowy w swoim artykule wyraża również niepokój związany z trudnościami
          rozwiązania problemu polskiej nauki:
          "...Ja tylko opisuję zjawiska, naprawdę nie wiem, jak tę sytuację zmienić.
          Wiem tylko, że radykalnie nie da się wszystkiego zburzyć i zacząć budować od nowa.
          Zresztą prof. Proń też nie daje żadnej recepty. Być może, problem jest z tych z
          gatunku kwadratury koła. Być może..."
          Sytuacji, z pewnością nie zmienią nowe przepisy, a szczególnie ustawy uchwalane
          przez dotychczasowych, niezweryfikowanych w świetle międzynarodowych standardów
          naukowych, beneficjentów systemu,
          zatrudnionych na wielu etatach, piastujących istotne funkcje upoważniajace ich
          do decydowania kto kwalifikuje się na stanowisko samodzielnego pracownika
          naukowego.
          Polskie naukowe gremia decydenckie charakteryzuje ogromna niejednorodność.

          W jednej dziedzinie naukowej w skali całego kraju można przytoczyć średnio około
          0-5 osób wybitnych, których dorobek naukowy poddaje się bezpośrednim porównaniom
          ze specjalistami z czołowych ośrodków zagranicznych. W samych gremiach
          decydenckich takie wybitne jednostki giną w tłumie pozorujących karierę naukową
          aparatczyków, których dorobku naukowego trudno byłoby szukać w naukowych
          wyszukiwarkach. Jedną z tych najlepszych stanowi wyszukiwarka amerykańskiego
          słynnego Uniwersytetu Princenton:
          www.princeton.edu/~biolib/instruct/SCI.html dostępna dla każdego studenta
          i pracownika uczelni. W rzeczywistym świecie naukowym od wieków obowiązuje
          reguła wzajemnej transparentności. To student wybiera profesora oceniając jego
          dorobek i sławę. W ten sam sposób doktorant wybiera promotora. W epoce Internetu
          na wybór zasługują ci, którzy istnieją w globalnych bazach danych naukowych, sa
          określeni indeksem cytowań oraz konkretnymi publikacjami w czasopismach
          naukowych których numeryczna ranga naukowa też jest znana

          Pojawia się więc światełko w tunelu. Aktualnie podjęta ogólnokrajowa akcja
          www.nauka-edukacja.p4u.pl/index.php na rzecz ujawniania dorobku naukowego
          (publikacje, indeks cytowań) członków Centralnej Komisji do spraw Stopni i
          Tytułów - instytucji uważanej za najwazniejsze sito do selekcji naukowców w
          Polsce być może właśnie sprawi, by nie był to tylko "medialny zgiełk" jak pisze
          autor, lecz długo oczekiwane rozwiązanie.




        • khmara Re: Uczony w systemie 16.12.04, 23:44
          Profesor Kleiber jest przede wszystkim dyrektorem i ministrem:
          - Instytut Podstawowych Problemów Techniki PAN - Dyrektor
          - Kierownictwo MNiI MNiI - Minister nauki i informatyzacji, przewodniczący KBN
          Oczywiście pełnienie funkcji ministra w żaden sposób nie przeszkadza w byciu
          dyrektorem instytutu.

          Dalej baza
          nauka-polska.pl/
          podaje:
          - Komitet Badań Naukowych - Minister nauki i informatyzacji, przewodniczący KBN
          - Komitet Informatyki PAN - Członek
          - Komitet Mechaniki PAN - Członek
          - Komitet "Polska w Zjednoczonej Europie" PAN - Członek
          - Towarzystwo Naukowe Warszawskie, Wydział VI Nauk Technicznych - Członek
          korespondent
          - Wydział IV - Nauk Technicznych PAN - Członek krajowy rzeczywisty
          - Zespół Badań na Rzecz Obronności i Bezpieczeństwa KBN - Przewodniczący
        • khmara Życie w rezerwacie 17.12.04, 00:09
          Gość portalu: Carmen S. napisał(a):

          > PAN Kleiber pisze:
          Last but not least: model kariery naukowej. Powinien on uwzględniać m.in:
          możliwość kontynuacji nauki po magisterium (upowszechnianie wykształcenia na
          poziomie doktorskim), wprowadzenie konkurencyjnych, merytorycznych procedur przy
          awansach naukowych (w tym konkursów na stanowiska profesorskie), możliwość
          stabilizacji zawodowej dopiero po osiągnięciu przez kandydata udokumentowanych
          sukcesów naukowych, zapewnienie mobilności badaczy i likwidację powszechnej
          wieloetatowości uczonych. Wyjątkiem, a nie zasadą, powinno się stać spędzanie
          całego życia zawodowego w jednej instytucji badawczej. Po spełnieniu tych
          warunków będziemy mogli pomyśleć o odejściu od habilitacji i (unikatowej w skali
          świata) instytucji profesury nadawanej przez prezydenta.

          > Nie nam odpowie czy sam:
          >
          > 1. Bral udzial w konkursie na stanowisko profesorskie.
          > 2. Osiagnal staly etat dopiero po udokumentowanych sukcesach naukowych.
          > 3. Na ilu etatach sam pracuje.
          > 4. Ile razy zmienial miejsce pracy.
          >
          > Tacy ludzie nazywaja sie po angielsku NIMBY ( czyli: not in my backyard), po
          > polsku sporo mniej elegancko.

          W tym zdaniu jest sedno sprawy:
          "Po spełnieniu tych warunków będziemy mogli pomyśleć o odejściu od habilitacji i
          (unikatowej w skali świata) instytucji profesury nadawanej przez prezydenta."

          A póki co, jedynym sposobem udokumentowania sukcesu naukowego będzie
          zatwierdzenie go w sposób tajny przez CK, a nie jakieś tam jawne, merytoryczne
          kryteria.

          Czyli:
          - wprowadzimy wolny rynek, a za 10 lat pomyślimy o zniesieniu kartek (patentów
          na mądrość)
          - wprowadzimy demokrację, ale zachowamy kierowniczą rolę Partii
          - modernizujemy się, ale łapy precz od unikatowego w skali świata skansenu -
          ginące gatunki trzeba chronić.
          Byle do emerytury...

          Proponuję, żeby rząd od razu wystąpił o wpisanie Nauki Polskiej na listę
          światowego dziedzictwa kulturalnego, jak niektóre średniowieczne miasta. Żeby
          świat nie zapomniał, jak to kiedyś się uprawiało naukę.
      • Gość: itakdalej Pomyślimy o leczeniu chorego gdy już będzie zdrowy IP: *.chello.pl 16.12.04, 23:50
        Prof. Kleiber już by lepiej nic nie pisał, zamiast uzasadniać ideologicznie że
        najlepiej jest zachować stalinowski skansen. Jest to chora, pokrętna logika, na
        którą mogą się nabrać tylko ludzie o inteligencji grubo poniżej przeciętnej.
        Widocznie takie ma zdanie o polskich naukowcach. Największa bzdura jest tutaj:

        "model kariery naukowej. Powinien on uwzględniać m.in: możliwość kontynuacji
        nauki po magisterium (upowszechnianie wykształcenia na poziomie doktorskim),
        wprowadzenie konkurencyjnych, merytorycznych procedur przy awansach naukowych
        (w tym konkursów na stanowiska profesorskie), możliwość stabilizacji zawodowej
        dopiero po osiągnięciu przez kandydata udokumentowanych sukcesów naukowych,
        zapewnienie mobilności badaczy i likwidację powszechnej wieloetatowości
        uczonych. Wyjątkiem, a nie zasadą, powinno się stać spędzanie całego życia
        zawodowego w jednej instytucji badawczej. Po spełnieniu tych warunków będziemy
        mogli pomyśleć o odejściu od habilitacji i (unikatowej w skali świata)
        instytucji profesury nadawanej przez prezydenta."

        Wynika z tego, że najpierw powinno być w polskiej nauce dobrze, a dopiero potem
        warto będzie ją reformować. Tylko po jakiego grzyba wtedy? Nigdy nie będzie
        lepiej, jeżeli będziemy konserwować obecne patologie.

        Tego typu myślenie przyświecało władzom Białorusi i Ukrainy, które po upadku
        komuny zdecydowały się wprawdzie na gospodarkę rynkową, ale bez pełnego
        uwolnienia cen i otwarcia na świat. To miało nastąpić po osiągnięciu
        stabilizacji i wyjściu z kryzysu. Efekty takiego podejścia znamy, mam nadzieję
        że prof Kleiber czyta ze zrozumieniem gazety. My zaczynaliśmy mniej więcej w
        tym samym punkcie, ale na dnie Rakowski wprowadził wymienialność złotego i
        uwolnił ceny żywności, a Balcerowicz dokończył dzieła.

        REFORMOWAĆ TRZEBA BOWIEM WTEDY GDY JEST ŹLE !!!

        Podobne było podejście np. Austriaków gdy staraliśmy się o wejście do Unii
        Europejskiej. Mówili nam mniej więcej coś takiego: "Teraz jest za wcześnie
        żebyście wstępowali, bo jesteście zbyt biedni i kiepsko zorganizowani.
        Osiągnijcie nasz poziom pod każdym względem to wtedy was przyjmiemy".
        Było to myślenie prowincjonalne, egoistyczne i szkodliwe. Na szczęście nie
        zwyciężyło i dlatego jesteśmy już w Unii.
      • dyplomata UWAGA: Cos sie zaczyna przebijac do politykow!? 17.12.04, 11:00

        Chyba niektorzy politycy jednak czytaja to forum hehe.
        Pierwsza rozsadna propozycja naprawiania nauki od rzeczywistych
        podstaw czyli od kasy tak jak tu bylo postulowane.

        serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,2450990.html
        Hausner: Polska do remontu

        Zmiany w edukacji. Najbardziej rewolucyjna propozycja to przekształcenie szkół
        wyższych w tzw. spółki kapitałowe użyteczności publicznej. Czy to wstęp do
        prywatyzacji uniwersytetów? Hausner zapewnia, że nie. Jego zdaniem udziały w
        uczelniach powinno posiadać państwo, samorząd wojewódzki oraz - mniejszościowe -
        kapitał prywatny.

        Takie uczelnie zyskałyby więcej swobody w gospodarowaniu swym majątkiem i
        zarobkowaniu (dziś naginają prawo, tworząc w tym celu rozmaite fundacje).
        Mogłyby też swobodnie wchodzić w alianse z instytutami rozwojowo-badawczymi.
        Częściowe urynkowienie ma prowadzić do rywalizacji publicznych uczelni z
        prywatnymi o dotacje państwowe. Najwięcej pieniędzy ma trafiać do najlepszych
        uczelni bez względu na ich status.
        • Gość: itakdalej Re: UWAGA: Cos sie zaczyna przebijac do politykow IP: *.chello.pl 17.12.04, 12:04
          > Zmiany w edukacji. Najbardziej rewolucyjna propozycja to przekształcenie
          szkół
          > wyższych w tzw. spółki kapitałowe użyteczności publicznej. Czy to wstęp do
          > prywatyzacji uniwersytetów? Hausner zapewnia, że nie. Jego zdaniem udziały w
          > uczelniach powinno posiadać państwo, samorząd wojewódzki oraz -
          > mniejszościowe - kapitał prywatny.

          Do pana Kulczyka i jego widocznie również się przebiło jaką żyłą złota,
          bezpieczną, finansowaną ale zupełnie niekontrolowaną przez państwo, mogą być
          uczelnie. Ta nagła propozycja wicepremiera Hausnera ma zapewne również
          stworzyć wiele posad (prezesów, kanclerzy czy inaczej nazwanych) dla swoich gdy
          stracą władzę, a nawet nie wejdą do Sejmu, Senatu i samorządów lokalnych.
          • Gość: itakdalej Miało być IP: *.chello.pl 17.12.04, 12:07
            Do pana Kulczyka i jego kolegów widocznie również się przebiło jaką żyłą
            złota, ...
          • dyplomata Przebalwanienie 17.12.04, 13:55
            Gość portalu: itakdalej napisał(a):

            > Do pana Kulczyka i jego widocznie również się przebiło jaką żyłą złota,
            > bezpieczną, finansowaną ale zupełnie niekontrolowaną przez państwo, mogą być
            > uczelnie. Ta nagła propozycja wicepremiera Hausnera ma zapewne również
            > stworzyć wiele posad (prezesów, kanclerzy czy inaczej nazwanych) dla swoich
            > gdy stracą władzę, a nawet nie wejdą do Sejmu, Senatu i samorządów lokalnych.

            Tak, lepiej nic nie zmieniac tylko doic kase podatnikow.
            • Gość: itakdalej Przekombinowanie IP: *.chello.pl 17.12.04, 14:39
              dyplomata napisał:

              > Tak, lepiej nic nie zmieniac tylko doic kase podatnikow.

              Przecież to co my proponujemy - zbliżenie nas do Zachodu, przyjęcie systemu
              wzorowanego na anglosaskim - jest przez większość profesury uważane za
              rewolucję! I w odróżnieniu od niej nie żądamy od państwa jeszcze większych
              pieniądzy.
              Ta propozycja zamiast rzeczywistej reformy może wprowadzić tylko jeszcze
              większy zamęt.
              • ekostar A kto w ogóle szuka konsensusu? 17.12.04, 14:53

                zachęcam do równie bezskutecznej dyskusji z Panem Adamem Proniem:

                www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=37
        • khmara Re: Cos sie zaczyna przebijac do politykow? 17.12.04, 13:44
          dyplomata napisał:

          > Chyba niektorzy politycy jednak czytaja to forum hehe.
          > Pierwsza rozsadna propozycja naprawiania nauki od rzeczywistych
          > podstaw czyli od kasy tak jak tu bylo postulowane.

          Rozsądna, jak rozsądna. Raczej miesza rozsądek z naiwnym dyletanctwem.

          > serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,2450990.html
          > Hausner: Polska do remontu
          >
          > Zmiany w edukacji. Najbardziej rewolucyjna propozycja to przekształcenie szkół
          > wyższych w tzw. spółki kapitałowe użyteczności publicznej. Czy to wstęp do
          > prywatyzacji uniwersytetów? Hausner zapewnia, że nie. Jego zdaniem udziały w
          > uczelniach powinno posiadać państwo, samorząd wojewódzki oraz - mniejszościowe
          > - kapitał prywatny.

          Słabości projektu:
          - Obecnie uczelnie państwowe nie przynoszą zysku, ponieważ dochód jest w całości
          wydawany na cele statutowe. To niby czemu mniejszościowy kapitał prywatny miałby
          być zainteresowany?
          - Jak wykazały doświadczenia związane z tworzeniem Państwowych Wyższych Szkół
          Zawodowych, samorządy lokalne są zainteresowane posiadaniem na swoim terenie
          wyższej uczelni, ale na tym ich zainteresowanie "swoimi" uczelniami na ogół się
          kończy - to dotyczy małych uczelni.
          - Duże uczelnie to ciężar nie do udźwignięcia dla samorządów, więc wątpię, czy
          samorządy będą zainteresowane wejściem w posiadanie takiej własności, zwłaszcza
          jeżeli w mieście jest kilka dużych uczelni plus kilka małych w powiatach.
          - Związki między uczelniami a polityką są u nas zbyt silne na takie rozwiązanie.
          Nie do rzadkości należy wcale sytuacja, w której ustępujący rektor marzy o
          kandydowaniu na ważny fotel w mieście, albo województwie. Sprawa przyjęć dzieci
          miejskich notabli na prawo w Gdańsku bez względu na wynik egzaminu jest kolejnym
          przykładem.
          - Reforma kapitałowa bez zmiany struktury uczelni będzie dokładnie tym, czego
          Hausner się obawia - wykorzystaniem ewentualnego deszczu pieniędzy na
          konserwowanie obecnych patologii na wiele lat.

          Nadzieja - słabiutka, ale zawsze:
          - zmiana struktury własności wymusi zmianę struktury zarządzania, zmniejszy
          władzę niekompetentnych w sprawach finansowych rektorów i dyrektorów
          administracyjnych, którzy często faktycznie zarządzają gospodarką uczelni,
          zmniejszy też samowolę rektorów, którzy często dofinansowują macierzyste
          wydziały kosztem innych, lepszych. Krótko mówiąc - propozycja daje nikłą
          nadzieję na powiązanie finansowania z wynikami. To będzie możliwe, jeżeli
          wprowadzony zostanie rozdział władzy cywilnej i świeckiej, tzn. profesorowie
          będą się zajmować sprawami naukowymi, a powoła się zarząd uczelni, który zajmie
          się sprawami administracyjnymi i finansowymi i będzie miał możliwość wpływania
          na te decyzje uczonych, które przynoszą skutki finansowe dla całej uczelni.

          Uzasadnienie Hausnera w części dotyczącej konkurowania uczelni publicznych i
          prywatnych o dotacje państwowe to polityczny bełkot, z którego absolutnie nic
          nie wynika. Taka reforma może wymusić pierwsze pozytywne zmiany na uczelniach od
          50 lat, ale może też doprowadzić do całkowitego rozłożenia szkolnictwa wyższego
          i nauki i kolejnych skandali korupcyjnych, na większą skalę niż do tej pory.
          Zamysł szlachetny, ale nie od tego końca trzeba szkolnictwo wyższe reformować.
          Przede wszystkim mam poważne wątpliwości, czy zmiana struktury własnościowej,
          przy złej ustawie o szkolnictwie wyższym przygotowywanej w Sejmie, nie okaże się
          pośmiertną kosmetyką.

          Propozycję na razie oceniam na wielki znak zapytania.
          • dyplomata Konserwatywni hurrareformatorzy 17.12.04, 14:07
            khmara napisał:

            > Rozsądna, jak rozsądna. Raczej miesza rozsądek z naiwnym dyletanctwem.
            >....
            > Propozycję na razie oceniam na wielki znak zapytania.

            Tak, najlepiej robic hurrareformy na papierze pozostawiajac bez zmian dojenie
            kasy podatnikow.

            Mozna sobie wyobrazic rozne formy urynkowienia. Ale status uczelni jako
            spolek uzytecznosci publicznej, niezaleznie od tego kto bedzie wlascicielem
            jest godny uwagi.

            • khmara Przeczytaj, zanim coś napiszesz 17.12.04, 14:39
              dyplomata napisał:
              > khmara napisał:
              > Mozna sobie wyobrazic rozne formy urynkowienia. Ale status uczelni jako
              > spolek uzytecznosci publicznej, niezaleznie od tego kto bedzie wlascicielem
              > jest godny uwagi.

              A czy ja piszę, że nie? Powtórzę jeszcze raz i wołami: ZMIANA FORMY WŁASNOŚCI
              BEZ REFORM STRUKTURALNYCH TO MALOWANIE TRUPA. Jesteś kolejnym reformatorem,
              który chce mieć i ceny rynkowe, i cetralne rozdzielnictwo towarów. Demokracja -
              tak, ale pod warunkiem, że Partia wygra wybory.

              > Tak, najlepiej robic hurrareformy na papierze pozostawiajac bez zmian dojenie
              > kasy podatnikow.

              Sprowadzasz dyskusję do następującego poziomu:
              Lepiej:
              a. doić podatników, pobierając legalnie dotację budżetową?
              b. doić podatników, zagarniając nielegalnie państwowe pieniądze do prywatnej
              kieszeni?
              c. doić biznesmenów i różnych takich, pobierając łapówki?

              Przed punktem c. przestrzega opolska łapówkarska afera ratuszowa, w którą
              zamieszanych było kilku profesorów uniwersyteckich, a która m.in. doprowadziła
              do wykluczenia z SLD posłanki Jakubowskiej i licznych aresztowań.

              Propozycję Hausnera oceniam na ?, a nie np. na 3+, bo za mało w niej konkretów,
              za to wątpliwości sporo. Takie rozwiązanie ma szanse powodzenia, ale pod
              warunkiem, że zostanie wprowadzone w sposób przemyślany. Tylko wątpię, czy ten
              rząd ma czas na to, żeby takie zmiany w sposób przemyślany wprowadzać.

              Przeczytaj uważnie, może nawet ze trzy razy, mój poprzedni post.
              Fajnie jest mieć poglądy i je głosić, dyskutować trzeba się nauczyć.
        • Gość: Carmen S. Re: UWAGA: Cos sie zaczyna przebijac do politykow IP: *.dhcp.uno.edu 17.12.04, 20:57
          Prywatyzacja uczelni to swietny pomysl. Ale tylko dla tych co teraz tam
          pracuja, bo to oznacza "obryw" w postaci darmowych akcji. Dlatego poparcie
          wsrod "srodowiska" bedzie silne.

          W dluzszej perspektywie to tragedia, dlatego ze na nauce sie nie da zarobic
          (dlaczego tlumaczylam wielokrotnie), a na dydaktyce jedynie o tyle o ile.
          Znacznie lepiej mozna zrobic kase na handlu uczelnianymi nieruchomosciami,
          dojeniu budzetu (tu niestety pozycje wydzialow sa bardzo rozne, ekonomia zawsze
          cos wyssie, paleontologia juz mniej) czy promowaniu druzyny sportowej pod
          uniwersytecka nazwa. I na tym sie zarzady uczelni skoncentruja. Pierwszymi
          widocznymi efektami prywatyzacji beda inwestycje w marmury w nowych siedzibach
          i flota wypasionych mercedesow. I w polskiej praktyce dojdze tez praktyczna
          dzidzicznosc posad.

          W dluzszej perspektywie oznacza to wyrwanie od "spoleczentwa" dla "kolesi"
          kolejnego fragmentu panstwa, a jeszcze dalej jeszcze wieksze roznicowanie
          dochodow i pozycji spolecznej. To problem nie tylko ekonomiczy, wiec nie moze
          byc rozpatrywany wylacznie z punktu widzenia "stopy zwrotu kapialu"
          i "niewidzialnej reki rynku" ale tez polityczny, czyli powinien odpowiadac na
          pytanie w jakim spoleczenstwie chcemy aby nasze dzieci zyly. Czy ma byc to
          spoleczentwo industrialnego feudalizmu ?
          • dyplomata Bez zbytniej ortodoxji 17.12.04, 21:13
            Gość portalu: Carmen S. napisał(a):

            > Prywatyzacja uczelni to swietny pomysl. Ale tylko dla tych co teraz tam
            > pracuja, bo to oznacza "obryw" w postaci darmowych akcji. Dlatego poparcie
            > wsrod "srodowiska" bedzie silne.
            Nie ma tu mowy jak na razie o prywatyzacji nastawionej na zysk, a wiec akcji
            i notowan na gieldzie.

            > W dluzszej perspektywie to tragedia, dlatego ze na nauce sie nie da zarobic
            > (dlaczego tlumaczylam wielokrotnie), a na dydaktyce jedynie o tyle o ile.
            > Znacznie lepiej mozna zrobic kase na handlu uczelnianymi nieruchomosciami,
            > dojeniu budzetu (tu niestety pozycje wydzialow sa bardzo rozne, ekonomia
            > zawsze
            > cos wyssie, paleontologia juz mniej) czy promowaniu druzyny sportowej pod
            > uniwersytecka nazwa. I na tym sie zarzady uczelni skoncentruja. Pierwszymi
            > widocznymi efektami prywatyzacji beda inwestycje w marmury w nowych
            siedzibach
            > i flota wypasionych mercedesow. I w polskiej praktyce dojdze tez praktyczna
            > dzidzicznosc posad.

            Trzeba to widziec inaczej - instytucje o zlej ekonomii beda mogly upasc. Bedzie
            odpowiedzialnosc albo znikniecie.

            > W dluzszej perspektywie oznacza to wyrwanie od "spoleczentwa" dla "kolesi"
            > kolejnego fragmentu panstwa, a jeszcze dalej jeszcze wieksze roznicowanie
            > dochodow i pozycji spolecznej. To problem nie tylko ekonomiczy, wiec nie moze
            > byc rozpatrywany wylacznie z punktu widzenia "stopy zwrotu kapialu"
            > i "niewidzialnej reki rynku" ale tez polityczny, czyli powinien odpowiadac na
            > pytanie w jakim spoleczenstwie chcemy aby nasze dzieci zyly. Czy ma byc to
            > spoleczentwo industrialnego feudalizmu ?

            Nonsens. Mowa jest o non-profit. I w ogole podchodzisz do sprawy od strony
            marxistowskiej ortodoxji co jest dziwne jak na kogos kto stuka z San Diego, CA.
            Jest roznica miedzy Tijuana? No wiec chodzi o to zeby Polska nie byla wiecznie
            Mexico. A realia w Polsce sa takie ze calkowicie prywatne szkolnictwo juz
            istnieje. W takich realiach utrzymywanie sektora urzedowego szkolnictwa jest
            absurdem i wprowadza bardzo niesprawiedliwy uklad. Chocby z tego powodu
            urynkowienie jest koniecznoscia.

            • khmara Re: Bez zbytniej ortodoxji 17.12.04, 21:35
              dyplomata napisał:

              > Gość portalu: Carmen S. napisał(a):

              > > Znacznie lepiej mozna zrobic kase na
              - handlu uczelnianymi nieruchomosciami,
              - dojeniu budzetu
              - czy promowaniu druzyny sportowej pod uniwersytecka nazwa.
              > > I na tym sie zarzady uczelni skoncentruja. Pierwszym i
              > > widocznymi efektami prywatyzacji beda inwestycje w marmury w nowych
              > > siedzibach i flota wypasionych mercedesow.

              To są niestety bardzo realne zagrożenia. Wystarczy prześledzić historię
              niektórych polskich prywatyzacji, historię domów towarowych Centrum, albo
              popatrzeć na marmury w TP SA.

              > > I w polskiej praktyce dojdze tez praktyczna
              > > dzidzicznosc posad.



              > Trzeba to widziec inaczej - instytucje o zlej ekonomii beda mogly upasc. Bedzie
              > odpowiedzialnosc albo znikniecie.
              >
              > > W dluzszej perspektywie oznacza to wyrwanie od "spoleczentwa" dla "kolesi
              > "
              > > kolejnego fragmentu panstwa, a jeszcze dalej jeszcze wieksze roznicowanie
              >
              > > dochodow i pozycji spolecznej. To problem nie tylko ekonomiczy, wiec nie
              > moze
              > > byc rozpatrywany wylacznie z punktu widzenia "stopy zwrotu kapialu"
              > > i "niewidzialnej reki rynku" ale tez polityczny, czyli powinien odpowiada
              > c na
              > > pytanie w jakim spoleczenstwie chcemy aby nasze dzieci zyly. Czy ma byc t
              > o
              > > spoleczentwo industrialnego feudalizmu ?
              >
              > Nonsens. Mowa jest o non-profit. I w ogole podchodzisz do sprawy od strony
              > marxistowskiej ortodoxji co jest dziwne jak na kogos kto stuka z San Diego, CA.
              > Jest roznica miedzy Tijuana? No wiec chodzi o to zeby Polska nie byla wiecznie
              > Mexico. A realia w Polsce sa takie ze calkowicie prywatne szkolnictwo juz
              > istnieje. W takich realiach utrzymywanie sektora urzedowego szkolnictwa jest
              > absurdem i wprowadza bardzo niesprawiedliwy uklad. Chocby z tego powodu
              > urynkowienie jest koniecznoscia.
              >
              • khmara Jeszcze raz, bo źle wysłało... 17.12.04, 22:00
                dyplomata napisał:

                > Gość portalu: Carmen S. napisał(a):

                > > Znacznie lepiej mozna zrobic kase na
                - handlu uczelnianymi nieruchomosciami,
                - dojeniu budzetu
                - czy promowaniu druzyny sportowej pod uniwersytecka nazwa.
                > > I na tym sie zarzady uczelni skoncentruja. Pierwszym i
                > > widocznymi efektami prywatyzacji beda inwestycje w marmury w nowych
                > > siedzibach i flota wypasionych mercedesow.

                To są niestety bardzo realne zagrożenia. Wystarczy prześledzić historię
                niektórych polskich prywatyzacji, historię domów towarowych Centrum, albo
                popatrzeć na marmury w TP SA.

                > > I w polskiej praktyce dojdze tez praktyczna
                > > dzidzicznosc posad.

                Przy zachowaniu obecnej struktury administracyjnej z całą pewnością.
                Prywatyzacja na wzór rosyjski i rządy oligarchii.

                > Trzeba to widziec inaczej - instytucje o zlej ekonomii beda mogly upasc.
                > Bedzie odpowiedzialnosc albo znikniecie.

                To jest naiwny optymizm. Można było w to wierzyć 10-12 lat temu, ale dzisiaj to
                jest opowiadanie bajek na dobranoc. Nie słyszałeś o tworzeniu firm z zaplanowaną
                z góry datą bankructwa (Air Polonia)? o przejmowaniu majątku państwowego za
                grosze, żeby zarobić na sprzedaży nieruchomości (Domy Towarowe Centrum)?
                Najbardziej spektakularne bankructwa, to bankructwa, które nie mają nic
                wspólnego ze złą ekonomią. A uniwersytet czy politechnika to olbrzymia firma.

                > > W dluzszej perspektywie oznacza to wyrwanie od "spoleczentwa" dla "kolesi"
                > > kolejnego fragmentu panstwa

                Niestety tak.

                > > pytanie w jakim spoleczenstwie chcemy aby nasze dzieci zyly. Czy ma byc to
                > > spoleczentwo industrialnego feudalizmu ?
                >
                > Nonsens. Mowa jest o non-profit. I w ogole podchodzisz do sprawy od strony
                > marxistowskiej ortodoxji co jest dziwne jak na kogos kto stuka z San Diego,CA.

                To ma niewiele wspólnego z marksistowską ortodoksją. W Polsce wprowadzony został
                wzór kapitalizmu przejęty żywcem z Marksa i Engelsa, bo twórcy kapitalizmu w
                Polsce, absolwenci komunistycznych uczelni, tylko taki kapitalizm znali.
                Industrialny feudalizm to my już w Polsce mamy. Rzecz w tym, że cały rozwinięty
                świat dawno już od niego odszedł. Nie proponuj drogi z komunistycznego skansenu
                do skansenu wieku pary i elektryczności. Kapitał prywatny i non-profit? Bez
                odpisu podatkowego? Będziesz tych naiwniaków szukał w Rotary Club?

                • dyplomata Zwolennicy panstwowego socjalu 20.12.04, 12:34
                  khmara napisał:

                  > To są niestety bardzo realne zagrożenia. Wystarczy prześledzić historię
                  > niektórych polskich prywatyzacji, historię domów towarowych Centrum, albo
                  > popatrzeć na marmury w TP SA.

                  Niektore rzeczy sa zawsze do kitu. Ale wystarczy porownac to co jest do czasow
                  komuny i wyjdzie ze jest super.

                  > > Trzeba to widziec inaczej - instytucje o zlej ekonomii beda mogly upasc.
                  > > Bedzie odpowiedzialnosc albo znikniecie.
                  > To jest naiwny optymizm. Można było w to wierzyć 10-12 lat temu, ale dzisiaj
                  >to jest opowiadanie bajek na dobranoc.
                  > z góry datą bankructwa (Air Polonia)? o przejmowaniu majątku państwowego za
                  > grosze, żeby zarobić na sprzedaży nieruchomości (Domy Towarowe Centrum)?
                  > Najbardziej spektakularne bankructwa, to bankructwa, które nie mają nic
                  > wspólnego ze złą ekonomią. A uniwersytet czy politechnika to olbrzymia firma.

                  Przewaly sa na styku ekonomii panstwowej z prywatna.

                  W Polsce jest masa calkowicie prywatnych uczelni. I co? Jedne maja sie lepiej
                  inne gorzej ale zyja z klientow a nie z podatnikow.

                  > > > kolejnego fragmentu panstwa
                  > Niestety tak.
                  > > > pytanie w jakim spoleczenstwie chcemy aby nasze dzieci zyly. Czy ma
                  > byc to spoleczentwo industrialnego feudalizmu ?

                  Te sformulowania o wyrywaniu czy feudalizmie swiadcza jasno ze za fasada
                  zwolenniko reform kryje sie czysta kryptokomuna. W Polsce buduje sie fundamenty
                  ekonomii rynkowej. Proces ten ulegl wykolejeniu poprzez niekonsekwentna
                  prywatyzacja. Jednak dziala juz rynek kapitalowy i prywatyzacje trzeba jak
                  najszybciej dokonczyc.

                  > Industrialny feudalizm to my już w Polsce mamy. Rzecz w tym, że cały
                  >rozwinięty świat dawno już od niego odszedł. Nie proponuj drogi z
                  >komunistycznego skansenu
                  > do skansenu wieku pary i elektryczności. Kapitał prywatny i non-profit? Bez
                  > odpisu podatkowego? Będziesz tych naiwniaków szukał w Rotary Club?

                  Nonsens. W Polsce dziala calkiem dynamicznie sektor najzupelniej prywatny w
                  edukacji. Urynkowienie calego sektora jest konieczne bo nie mozna utrzymywac
                  rownolegle panstwowych dinozaurow. Wprowadzenie organizacji rynkowej pozwoli
                  na konkurencje rynkowa, ustalanie oplat za studiowanie na zasadzie reputacji
                  i aktywnosc w pozyskiwaniu kasy dla firmy. Obecna degeneracja polega na tym
                  ze ludzie mysla jak zgarniac kase dla siebie a pracodawca jest od dojenia
                  kasy. To trzeba radykalnie zmienic.

                  Wlasnie dlatego ze degeneracja posunela sie do granic trzeba bezwzglednie
                  wprowadzic urynkowienie. Innej drogi nie ma, zadne prawa, przepisy, inwokacje
                  i manifesty na nic sie nie zdadza.


                  • khmara Re: Zwolennicy panstwowego socjalu 20.12.04, 13:48
                    dyplomata napisał:

                    Po pierwsze,

                    > Przewaly sa na styku ekonomii panstwowej z prywatna.

                    Taki właśnie styk proponuje Hausner. Stąd zagrożenia bardzo realne.

                    Po drugie,

                    Państwowy socjal to nie pobory adiunktów czy asystentów, którzy nawet obecnie
                    nie mają gwarancji stabilności zatrudnienia i ich byt całkowicie zależy od
                    widzimisię przełożonych. Państwowy socjal to nawet nie tylko pensje
                    profesorskie, ale dostęp do pieniędzy na badania, które są dzielone przez wąską
                    grupę uprzywilejowanych profesorów. Prawdziwe urynkowienie dotyczy przede
                    wszystkim tej właśnie sfery. Obecnie te środki są często wykorzystywane na
                    pozorowanie działalności naukowej, czyli znaczna ich część trafia do rury
                    (kanalizacyjnej). Urynkowienie działalności edukacyjnej to wcale nie
                    najważniejszy fragment tej układanki, ponieważ nadchodzący niż demograficzny i
                    tak wymusi określone zmiany. Paradoksalnie może okazać się, że najzagorzalsi
                    obrońcy naukowego socjalu staną się największymi zwolennikami przekształceń
                    kapitałowych.

        • khmara Chyba nie tylko politycy czytają to forum 18.12.04, 20:46
          www.naukawpolsce.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20041217W01193&polecenie=info&k=0
          POZYSKAĆ MŁODYCH POLAKÓW SPOZA GRANIC

          "Akademia powinna się starać także o pozyskiwanie młodszej generacji polskich
          naukowców, mieszkających poza granicami naszego kraju" - zaznacza prezes PAN,
          prof. Andrzej Legocki mówiąc o przyszłych wyborach nowych członków zagranicznych
          PAN.

          Profesor nie wyklucza powierzania, jak podkreśla, "najbardziej utalentowanym
          Polakom" mieszkającym i pracującym na stałe za granicą, kierownictwa niektórych
          projektów w modernizowanych placówkach PAN. "Są plany otwarcia, za kilka
          tygodni, przedstawicielstwa PAN w Brukseli" - dodaje wyjaśniając, że
          przedstawicielstwo to miałoby wspierać realizację polskich przedsięwzięć w Unii
          Europejskiej.

          ***
          Ciekawe, kogo pozyskają?
          • ekostar ZABŁYSNĄĆ NIM ZEGAR BIOLOGICZNY PRZYŚPIESZY 20.12.04, 10:04
            ZABŁYSNĄĆ NIM ZEGAR BIOLOGICZNY PRZYŚPIESZY

            Ewa Kostarczyk*

            Nawiązując do wypowiedzi dr Leszka Rychlewskiego o najbardziej kreatywnym
            okresie czasu naukowca w przedziale między 20. a 30. rokiem życia:
            (www.naukawpolsce.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20041217W06432&k=0),
            pragnę podać nieco nieubłagalnych faktów z dziedziny psychologii klinicznej i
            neurofizjologii podtrzymujących tezę przedmówcy.

            Fakty: Drobne luki pamięciowe zaczynają zauważać czterdziestolatkowie. Czasem
            zdarza się to nawet wcześniej... Z reguły, są to drobne wpadki wskazujące na
            znaczny stan roztargnienia: znowu nie wiem gdzie są te klucze?, po co tu
            przyszedłem, coś chciałem, ale co?
            Pamięć jest bardzo niejednorodnym procesem opartym na interakcyjnym
            funkcjonowaniu wielu struktur mózgowych. Podczas gdy pamięć deklaratywna, czyli
            świadoma, która dotyczy faktów, wyobrażeń a także epizodów zdarzeń życiowych
            może pracować nienagannie, wyraźne deficyty dadzą się zauważyć w zakresie
            pamięci proceduralnej, obejmującej uczenie praktycznych umiejętności,
            wytwarzanie klasycznych odruchów oraz optymalizowanie reakcji drogą
            wcześniejszego doświadczenia. Zatem typ zastosowanych w badaniach pomiarów
            wyznacza stopień osłabienia pamięci długotrwałej.
            W różnorodnych metodologicznie badaniach psychologicznych ustalono, że u
            50-latków można już mówić o istotnym obniżeniu funkcji poznawczych w zakresie
            odtwarzania listy słów oraz opowiadań. Zgodnie z wynikami tych badań, większość
            testów psychologicznych które badają funkcje poznawcze posiada odrębne normy dla
            osób powyżej 60 roku życia.
            Wyniki badań psychologicznych znalazły potwierdzenie w eksperymentalnych
            badaniach na zwierzętach. Stwierdzono w nich poważne dysfunkcje mieliny
            otaczającej wypustki nerwowe, co przekłada się na zwolnienie szybkości
            przewodzenia impulsu nerwowego. Wyniki eksperymentów na zwierzętach potwierdzają
            obserwowany spadek zmielinizowania struktur podkorowych w mózgu człowieka co
            może tłumaczyć spowolnienie umysłowe, spadek czujności oraz tendencje do
            zapominania.

            Recepty: Bywają jednak 75-latki aktywni fizycznie, intelektualnie i towarzysko,
            którym sprawności umysłowej zazdrości niejeden 60-latek. Nie oznacza to jednak,
            że każda praca intelektualna gwarantuje taki sukces.
            Badania naukowe wykazują, że rutynowa praca umysłowa nie jest warunkiem
            zabezpieczającym przed zmianami degeneracyjnymi układu nerwowego. Rutyna działa
            na umysł otępiająco. Organizując sobie nasze życie tak, aby było wygodne i
            pozbawione niespodzianek, pracujemy tym samym na naszą niesprawność umysłową.
            Mózg potrzebuje niespodzianek. Nowa sytuacja powoduje wzrost aktywności
            neuronalnej w różnych obszarach mózgu oraz wydzielanie neurotrofin, które
            wspomagają wzrost wypustek neuronalnych oraz powstawanie nowych połączeń
            synaptycznych. Najprostszą droga uzyskania takiego efektu jest intensywne
            posługiwanie się wszystkimi zmysłami, angażowanie emocji, zmiana rodzaju pracy,
            zmiana pełnionych funkcji społecznych, a nawet zainteresowań.

            Wnioski: 65-letni profesor może młodym imponować znajomością faktów, ale
            będzie kiepskim przewodnikiem po współcześnie rozwijanych technologiach oraz
            zdecydowanie niekompetentnym recenzentem prac na tych technologiach opartych.
            Może jednak odmłodzić swoją sieć neuronalną jeśli podejmie zupełnie nową dla
            siebie działalność, która wymaga torowania nowych sposobów myślenia, szerokich
            kontaktów społecznych, intensywnego przyswajania nowych dziedzin wiedzy. Z
            pewnością, praca administracyjna na uczelni w charakterze dziekana czy rektora
            nie będzie wystarczającym stymulantem dla starzejących się neuronów. Coś innego?
            Proszę spojrzeć na naszych wspaniałych seniorów polityków! Zdecydowanie
            wygrywają z czasem!

            ---------------------------------------------------------------------------------------------------
            *dr n. przyr. Ewa Kostarczyk jest psychologiem klinicznym i neurofizjologiem.

    • Gość: Dodo Handel doktoratami IP: *.99.221.203.acc51-dryb-mel.comindico.com.au 17.12.04, 09:13
      “The Age” 16/12/2004 (theage.com.au) - Annie Lampe “HIH chief guilty on 3
      charges”
      Ten tytul odnosi sie do najwiekszego finansowego oszustwa w historii Australii,
      czyli do okradzenia firmy ubezpieczeniowej HIH przez jej szefa (CEO) "doktora"
      Raya Williamsa, ktory wedlug artykulu z “The Age” “zyl jak milioner, ponad
      najdziksze wyobrazenia. ktore mial w swej mlodosci, ale nigdy sie nauczyl
      wymawiac poprawnie nazwy firmy ktora kierowal”…
      Williams kupil sobie tez honorowy doktorat z prawa na Monash University, wiec
      kazal sie tytulowac “doktorem Williamsem... :(
      Grozi mu za te przekrety tylko do 12 lat wiezienia i smieszne kary pieniezne
      (gora 55 tys. AUD), za kradziez ponad 5 MILIARDOW dolarow (australijskich, to
      jest ponad 10 miliardow PLN) z kasy firmy HIH ktora kierowal, co doprowadzilo
      ja do bankructwa: najwiekszego w historii Australii. Williams dobrze wiedzac,
      ze HIH Insurance jest gleboko zadluzona i od dawna nie przynosi zyskow, wydawal
      z kasy firmowej po 10 tys. dolarow na prezenty dla swych znajomych, placil
      sekretarkom po 100tys. dolarow rocznie, mieszkal na Gold Coast (Zlotym
      Wybrzezu) a pracowal w Sydney (ok. 1000km na poludnie), co kosztowalo firme HIH
      ponad 60 tys. dolarow rocznie za same bilety lotnicze, a swa pensje ustanowil
      na wysokosci poltora miliona dolarow rocznie. Byl on gleboko wierzacy, wiec za
      pieniadze firmy HIH wybudowal sobie prywatna kaplice w swej glownej
      rezydencji. ”. Jak widac na tym przykladzie, Australia rozklada sie na kilku
      frontach” biznesowym, religijnym i naukowym. Dowodzi to tez, ze wAustralii, jak
      w kazdym panstwie kapitalistycznym, duze pieniadze mozna szybko (t.j. w ciagu 1
      pokolenia) zrobic tylko droga oszustwa, oraz ze w kapitalizmie wszystko jest
      na sprzedaz, lacznie z tytulami naukowymi…
      :(
    • Gość: czytelnik rozpracowywanie rektorów IP: *.autocom.pl 18.12.04, 18:48
      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35797,2435975.html

      Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Franciszek Ziejka odpowiada na
      publikacje "Gazety

      Najpierw państwo "rozpracowywali" rektora Tadeusiewicza, teraz rektora Ziejkę.
      Jest jeszcze kilku rektorów w Krakowie...




    • khmara Re: Perspektywy nauki i szkolnictwa wyższego 18.12.04, 20:26
      polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1207977&MP=1
      Prof. dr hab. Wiesław W. Jędrzejczak:

      Także przy kolejnych przeszczepach słyszałem od zwierzchników: „Najpierw pan
      pokaż, że potrafisz, a potem damy co trzeba”. Gdy się okazało, że potrafię, to w
      1987 r. w trybie administracyjnym nasz zespół rozwiązano. Dopiero gdy w 1998 r.
      objąłem Klinikę Hematologii, mogłem znów przystąpić do tych zabiegów, ale
      uruchamianie nowego ośrodka zabrało rok. Mam poczucie, że straciłem 10 lat.
      Przykro, bo można było przez ten czas uratować kilkuset ludzi.

      Pierwszy taki zabieg wykonaliśmy w 2003 r., lecz chory niestety zmarł po trzech
      miesiącach z powodu infekcji. Jednak samo przeszczepienie się udało – komórki z
      krwi pępowinowej odtworzyły u niego szpik. Miesiąc temu przeszczepiliśmy trzy
      różne porcje krwi innemu choremu, dla którego nie znaleźliśmy odpowiedniego
      szpiku wśród 9 mln dawców. Gdyby nie nowa metoda, musiałby umrzeć. Jego stan się
      poprawia, a my – obok Amerykanów i Chińczyków – jesteśmy trzecim ośrodkiem na
      świecie, który wykonuje takie zabiegi. Gdyby nie dziesięcioletnia przerwa w moim
      zawodowym życiorysie hematologa, byłbym światowym pionierem tej metody, bo
      obmyśliłem ją dużo wcześniej.
    • autumna Re: Perspektywy nauki i szkolnictwa wyższego 20.12.04, 11:52
      Marne... zajrzyjcie na forum "Doktoranci"

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16566
      ludzie zaczynają pracę naukową z entuzjazmem, a po poznaniu bliżej stosunków panujących na uczelniach odechciewa im sie wszystkiego...
      • ekostar Re: Perspektywy nauki i szkolnictwa wyższego 20.12.04, 12:07
        www.nauka-edukacja.p4u.pl/index.php
        Nowy portal internetowy poświęcony działaniom na rzecz nauki i edukacji w Polsce.
        Niezależne opinie o kondycji nauki i edukacji, o uwarunkowanych systemowo
        patologiach , o możliwościach zmiany obecnego, osobliwego systemu nauki i
        edukacji w Polsce.


        W portalu można zamieszczać swoje opinie na forach. Równiez forum dla studentów
        oraz doktorantów.

    • Gość: czytelnik Trup w szafie IP: *.autocom.pl 21.12.04, 13:45
      www.forumakad.pl/archiwum/2004/12/18-za-trup_w_szafie.htm
      Trup w szafie
      "W niektórych uniwersytetach krążą już nieoficjalne listy osób zaangażowanych
      we współpracę z UB i SB, historycy pracujący w IPN są na tropie kolejnych
      niemiłych odkryć. Nie pomoże więc chowanie głowy w piasek. Trzeba podjąć jakieś
      decyzje. ..
      • Gość: jw Re: Trup w szafie IP: *.autocom.pl 21.12.04, 21:25
        Na łamach Forum Akademickiego 12.2004 ukazal sie tekst Trup w szafie dostępny
        obecnie w internecie
        www.forumakad.pl/archiwum/2004/12/18-za-trup_w_szafie.htm
        Pod tekstem mozna dodawac komentarze ale sa one moderowane.Jest informacja -
        System komentarzy jest moderowany. Twoja wypowiedz zostanie usunieta jesli
        przekroczy powszechnie przyjete standardy

        Dodalem pod tekstem następujący wpis :

        'Dzieki Redakcji FA za zamieszczenie tego tekstu, jak i za otwarcie mozliwości
        dyskusji. To bardzo cenna inicjatywa. Zainteresowanych tematem odwoluje do
        ostatniego wydania internetowego wydania Kontratekstów
        www.kontrateksty.pl gdzie ukazaly się 2 moje teksty. Jeden o tajnych
        teczkach UJ ' O wyższości 'prawa' stanu wojennego nad Konstytucją III RP' ,
        drugi o konieczności odbezpieczenia nie tylko teczek bezpieki
        'Historia w tajnych teczkach zabezpieczona'. Niestety bardzo mało osób wie,
        że 'prawo' stanu wojennego jest na naszych wiodących uczelniach do dnia
        dzisiejszego przedkładane nad obecna Konstytucja a wladze uczelni mimo łamania
        prawa nic sobie z tego nie robią i zamiatają sprawy pod dywan co dokumentuje
        inny mój tekst a wlasciwie zestawienie tekstow obywatela mającego
        konstytucyjnie gwarantowane prawo dostepu do swoich dokumentów i władz uczelni
        heroicznie broniących tego dostępu
        (www.naukowcy.republika.pl/dywan1.html.
        Jak zachowuja sie w takich przypadkach obecne wladze 'solidarnosci'
        uczelnianej dokumentuja teksty dostepne w internecie
        ( www.naukowcy.republika.pl/solidarnosc_uj.html )
        Walka o powstanie Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji nie bedzie łatwa
        (por np. jak walczy w tej sprawie czy raczej przeciwko tej sprawie- PAU
        www.naukowcy.republika.pl/czarna_ksiega.html
        Tym niemniej otwarcie tego problemu na łamach FA to wazny krok.Oby nie był to
        krok pierwszy i ostatni.
        jozef.wieczorek@interia.pl'

        Niestety mój tekst nie ukazal sie - moze przekroczył powszechn ie przyjete
        standardy. Umieszczam go na Forum GW dla sprawdzenia czy tak jest w istocie
        rzeczy.
    • Gość: czytelnik O naprawie systemu edukacji wyższej IP: *.autocom.pl 21.12.04, 13:47
      www.forumakad.pl/archiwum/2004/12/15-za-o_naprawie_systemu_edukacji_wyzszej.htm


      Polecam gorąco tę książkę, w której chodzi o to, aby uczynić z uniwersytetu
      rzeczywisty i zasadniczy czynnik rozwoju gospodarczego i społecznego
      • alberich Re: O naprawie systemu edukacji wyższej 21.12.04, 18:13
        Kto zna jakies przepisy na które mozna sie powołać z tym odliczaniem kosztów
        uzyskiwania dochodu? Pisałem o tym w poście "kto mi powie?", ale nikt bnie
        odpowiedział. Ja nie rozumiem, dlaczego uprawnienia do odliczania
        (zmniejszania) podatku z tytułu praw autorskich zależą od zajmowanego
        stanowiska, a nie od tego ile się faktycznie pisze. Czy to jest w porządku, by
        facet, który od lat niczego nie opublikował odliczał sobie z tego tytułu 50%
        podatku od 90% dochodów, a taki, który jest aktywny ntylko np. od 70%. CZy to
        nie jest kolejna juz twarz tego systemu sprawiedliwości naukowej w Polsce?
        • khmara Re: O naprawie systemu edukacji wyższej 21.12.04, 18:49
          To regulują przepisy dotyczące podatków, a nie szkolnictwa wyższego. Wydaje mi
          się, że senat przekroczył swoje uprawnienia - wysokość kosztów uzyskania zależy
          od charakteru wykonywanej pracy i jej intensywności, a nie od zajmowanego
          stanowiska. Potrzebna Ci ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych i ew.
          rozporządzenia do tej ustawy. Jedyne wyjście, jakie mi przychodzi do głowy, to
          skarżyć uchwałę senatu jako niezgodną z konstytucją (niesłusznie dyskryminuje
          podatników ze względu na osiągnięty status zawodowy).
      • jotk Życzenia 23.12.04, 23:59
        Wszystkim przyjaciołom i nieprzyjaciołom składam serdeczne życzenia Radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz dużo zdrowia i sukcesów w Nowym Roku.
        Zapraszam do odwiedzenia mojej strony elka.wel.wat.edu.pl/~jkalisz/kalisz.htm, skąd jest do pobrania aktualna (z 18.12.04) wersja mojego tekstu na temat reform w polskiej nauce, wraz z repliką na artykuł Adama Pronia w „Przeglądzie”.
        Niestety w październiku padł mi był komputer i pogrzebał bezpośrednie adresy mailowe wielu moich korespondentów. Tak więc tą drogą składam Wam serdeczne życzenia i podziękowania za bardzo miłą i cenną korespondencję.

        Józef Kalisz
    • Gość: itakdalej Balcerowicz o uniwersytetach i nauce IP: *.chello.pl 26.12.04, 20:54
      W I Dzień Świąt na TVN24 między 11-tą a 12-tą w południe był wywiad Grzegorza
      Miecugowa z Leszkiem Balcerowiczem. W kontekście fiaska Strategii Lizbońskiej
      (że do 2010 UE jako całość będzia miała najbardziej konkurencyjną i dynamiczną
      gospodarkę świata) Balcerowicz powiedział, że nic z tego nie będzie, jeżeli nie
      zmieni się sytuacja na europejskich uniwersytetach. Jego zdaniem, wciąż na
      nich obowiązują zasady XIX wieczne i dlatego są one dużo gorsze niż
      amerykańskie. Powiedział też, że z tego powodu, mimo mniej więcej
      porównywalnych nakładów na naukę w USA i UE, postęp naukowo-technologiczny w
      Europie jest tak słaby.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka