Dodaj do ulubionych

jaka byla reakcja...

25.01.05, 15:07
opisywanych na ponizszy (prawda, ze stary nieco) artykul ?

www.wprost.pl/ar/?O=10885
jezeli tak wyglada jeden z lepszych instytutow w PLu
to co sie dzieje w tych z derugiej polki ?
wlos sie na glowie jezy :o(

l
Obserwuj wątek
    • smia Lukasz! 25.01.05, 15:51
      Po co wyciagasz stare sprawy?
      nie chodzi o to, ze jestem z TEGO instytutu, gdzie wiele sie nauczylam i
      poznalam wspanialych ludzi, opiekunow, prawdziwych naukowcow ktorzy nie
      zatracili ludzkiej twarzy (co tak czesto sie dzieje w miejscach, gdzie zbyt
      duza presja konkurencji powoduje naciskanie na studentow, zmuszanie ich do
      pracy ponad sily etc). chodzi o to, ze juz tak wiele napisano i powiedziano na
      ten temat, ze wystarczy.
      tak sie sklada ze znam osobiscie jednego z autorow. drugiego z opowiadan, wiec
      to sie nie liczy, ale jak na goscia o takiej elokwencji powinien miec wiecej
      niz 2 papiery, w tym jeden (nie jako pierwszy autor) z miejsca, ktore tak
      opluwa.
      i jeszcze jedno, nie wszystko, o czym pisza ci chlopcy jest prawda. i to jest
      najbardziej w tym obrzydliwe.
      • staua Re: Lukasz! 25.01.05, 16:00
        No wlasnie, jaka byla reakcjam, nie wiem, nie czytalam artykulu wczesniej i pewnie bym go nigdy nie
        przeczytala, ale przykre jest troche, ze autor niby nie podaje nazwisk ani danych, ale bardzo latwo
        mozna dojsc, jaki to instytut i o ktorych profesorach on pisze.
        Czy chodzi o reakcje w sensie jakichs zmian od czasu artykulu?
        A sam pisales, ze poznales osobe stamtad, tutaj chyba tez oprocz Smi jest kilka osob, ktore jakos daja
        sobie rade, a przeciez stamtad wyszly i tam zostaly przynajmniej zachecone do tego, czym sie
        zajmuja...
        Musze przyznac, ze zaczynajac czytac przestraszylam sie, ze to o moim instytucie, gdzie robilam
        magisterke :-)
        • smia Re: Lukasz! 25.01.05, 16:13
          Reakcja byla taka, ze teraz na stronie instytutu jest lista publikacji
          pracownikow. zeby zaden frustrat nigdy wiecej czegos takiego bezkarnie nie
          napisal.
          oczywiscie, czesc zarzutow nie jest wyssana z palca, bo sa rozni profesorowie,
          ale generalizowanie uderzylo we wszystkich, w tym w ludzi, ktorzy publikuja w
          Nature (tak!) albo JBC, co na warunki polskie zle nie jest. bylo to bardzo
          krzywdzace i odebralam to osobiscie, mimo ze w chwili publikacji tego
          artykuliku nie bylam juz studentka i kontakty z TYM instytutem mialam jedynie
          towarzyskie.
          autorzy mieli najwyrazniej osobiste porachunki, szkoda tylko, ze nie byli w
          stanie powiedziec tego zainteresowanym wprost, tylko napisali to w tygodniku,
          do tego wiedzac, ze juz konsekwencje ich zadne nie spotkaja. nie mowiac o
          zwyklej nierzetelnosci w podawaniu "faktow i fakcikow", bo sytuacji w polskiej
          nauce to ten "obrazek" nie opisuje.
          a wzmianka, ze ow autor jest "z noblista na ty" rozsmieszyla mnie, bo he he, ja
          tez przez chwile bylam w jednym instytucie z tym noblista, i co, mam to teraz
          pisac sobie w CV, ze mi reke uscisnal na korytarzu? smieszne...
          • staua Re: Lukasz! 25.01.05, 16:26
            Moze nie najgorzej swiadczy tez fakt, ze to byl jedyny (oprocz jednego we Wroclawiu) instytut poza
            Warszawa, o ktorym slyszalam bedac studentka.
            Beznadziejne projekty, zmierzajace donikad? Ale chyba profesor, jesli doktorant czy ktos przyszedlby
            do niego z rewelacyjnym pomyslem na projekt, pomyslu tego nie storpeduje? Chyba wina (jesli ktos
            malo publikuje, to juz takie ogolne przemyslenia) lezy takze czesciowo po stronie innych pracownikow,
            nie tylko szefa... A wiadomo, ze w wielu polskich instytutach, zwlaszcza na uniwerkach, zostaje sporo
            osob, ktorym nie zalezy na wynikach ani na zarobkach, bo np. maja bogatych mezow/zony, a tutaj
            maja przynajmniej szesc tygodni urlopu, etat, urlop macierzynski, mozliwosci stazy zagranicznych i
            inne atrakcje.
          • staua :-) 25.01.05, 16:28
            > a wzmianka, ze ow autor jest "z noblista na ty" rozsmieszyla mnie, bo he he, ja
            >
            > tez przez chwile bylam w jednym instytucie z tym noblista, i co, mam to teraz
            > pisac sobie w CV, ze mi reke uscisnal na korytarzu? smieszne...
            Prawda? Co zlego w opowiadaniu anegdotek (akurat w te druga nie wierze, ale pierwsza jest zupelnie
            prawdopodobna i trudno, jesli osoby, ktore nigdy noblisty nie widzialy, w nia nie wierza, ludzie
            opowiadaja, ze znaja aktorow, politykow, moga opowiadac o noblistach, nic w tym zlego). Kazdy kiedys
            kogos tam w zyciu spotka...
            >
            • smia Re: :-) 25.01.05, 16:36
              ;-)

              nie chce tu uderzac w ton, ze "zly to ptak, co wlasne gniazdo... etc", i jestem
              jak najbardziej za prawda, nawet bolesna i miedzy oczy. ale primo, jesli jest
              to PRAWDA; secundo, styl, w jakim to zrobili zniesmaczyl mnie.
              tym bardziej, ze znam jednego z autorow i wiem, kto to jest, co mowi o innych i
              jak.
              • smia Re: :-) 25.01.05, 16:38
                a korytarze w dobrych instytutach sa szerokie i mozna spotkac niejednego
                nobliste, potencjalnego czy tez uhonorowanego. ;-)))

                to byl taki przytyk do jednego z opisywanych profesorow, bo on zawsze na
                wykladach opowiadal z kim to on nie pracowal i dlaczego oni mieli Nobla, a on
                nie...
                • lukasz97 Re: :-) 25.01.05, 16:45
                  smia napisała:

                  > a korytarze w dobrych instytutach sa szerokie i mozna spotkac niejednego
                  > nobliste, potencjalnego czy tez uhonorowanego. ;-)))
                  >
                  > to byl taki przytyk do jednego z opisywanych profesorow, bo on zawsze na
                  > wykladach opowiadal z kim to on nie pracowal i dlaczego oni mieli Nobla, a on
                  > nie...
                  >

                  wiele lat temu byl tam (a raczej na srodowiskowej) jeszcze jeden taki
                  przypadek ;o)

                  l

                  • smia Re: :-) 25.01.05, 17:07
                    ale czy uwazasz, ze jest to powod, aby napisac artykul oczerniajacy przy okazji
                    wszystkich innych?
                    • lukasz97 Re: :-) 25.01.05, 17:22
                      smia napisała:

                      > ale czy uwazasz, ze jest to powod, aby napisac artykul oczerniajacy
                      > przy okazji wszystkich innych?

                      no nie wszystkich... bylo paru pozytywnych bohaterow... ;o)
                      l

                      • smia Re: :-) 25.01.05, 17:35
                        ano bylo...

                        skad Ty taka staroc wyciagnales? myslalam, ze juz wiecej o tym artykule nie
                        uslysze, a tu prosze.
                        chyba ide pomeczyc robaki
                        • lukasz97 Re: :-) 25.01.05, 18:05
                          smia napisała:

                          > ano bylo...
                          >
                          > skad Ty taka staroc wyciagnales? myslalam, ze juz wiecej o tym artykule nie
                          > uslysze, a tu prosze.
                          > chyba ide pomeczyc robaki
                          >

                          jakis student na grupie na yahoo (biotechnologiauj) wywlokl
                          l
          • broch Re: Lukasz! 25.01.05, 17:14
            hmmm..
            publikacje polskich naukowcow w Nature i JBC licza sie jesli CALA praca zostala
            wykonana w Polsce. Takich nie pamietam wielu. Publikacje polskich naukowcow z
            laboratoriow zagranicznych przynosi im chwale (a i to dalsza dyskusja: pracowali
            u kogos czy jest to ich projekt), ale nie mylilbym tego z chwala polskiej
            instytucji ktora nie ma zadnego (albo minmalny) wkladu do projektu.
            Kupowanie ABI Sequencer jest bez sensu jesli bada sie kilka probek dziennie
            (uzywam podobnego modelu -> 300 probek dziennie ilosc poza mozliwosciami
            budzetowymi wiekszosci polskich grantow). Sam sekwencjonuje 5000 probek
            (biblioteka DNA).

            Na polskich uczelniach/instytutach kupuje sie tego typu drogie uzadzenia dla zle
            pojetego prestizu: jedyni w Europie/w Polsce itp. Choc oczywiscie nie ma to nic
            wspolnego z osiagnieciami. Podobna polityke pamietam z lat 80' i poczatku 90'.
            Oczywiscie podobnie postepuje sie na uczelniach Zachodnich... ktore maja wiecej
            pieniedzy niz polskie. Latwiej budzet moze wiec przelknac droga reklame.

            Jesli idzie o "wykorzystywanie": zrobilem doktorat w krotkim czasie pracujac od
            7am do 1am, nieco krocej w soboty i niedziele. Jesli ktos czuje sie
            wykorzystywany lub uwaza ze praca jest zbyt ciezka powinien zmienic profesje:
            wiadomo ze w nauce praca jest nienormowana a zarobki kiepskie.

            Generalnie, nie wiem o jakiej uczelni jest mowa, ale... noblisci czy nie polska
            nauka jest tam gdzie jest (czyli w renkingach impaktu) dalej niz uczelkie
            wegierskie, to oznacza iz "Wielkiej" nauki w Polsce sie nie robi i ABI Sequencer
            nic nie pomoze. Czesto jednak dlugoletni dorobek (glownie dlugoletni i nic
            wiecej) sluzy jako parawan przed krytyka, bo ktorz (oprocz zazdrosnej swini)
            osmieli sie krytykowac polska kadre naukowa?
            Niestety takie podejscie to idiotyzm ktory faktycznie hamuje rozwoj polskiej nauki.

            Jeszcze jedno bo takie komentarze strasznie mnie smiesza:
            "tak sie sklada ze znam osobiscie jednego z autorow. drugiego z opowiadan, wiec
            to sie nie liczy, ale jak na goscia o takiej elokwencji powinien miec wiecej
            niz 2 papiery, w tym jeden (nie jako pierwszy autor) z miejsca, ktore tak
            opluwa."

            A co to ma do rzeczy ile facet ma papierow?
            Czy myslisz ze sedziowie na festiwalu Chopinowskim sa geniuszami fortepianu?
            Czy myslisz ze czlonkowie komisji nagrody Nobla to skonczeni geniusze?
            Krytyk nie musi myc mistrzem w dyscyplinie o ktorej sie wypowiada, musi byc
            kompetentny w dziedzinie o ktorej pisze.
            • smia Re: Lukasz! 25.01.05, 17:33

              > Krytyk nie musi myc mistrzem w dyscyplinie o ktorej sie wypowiada, musi byc
              > kompetentny w dziedzinie o ktorej pisze

              wlasnie o to chodzi. oburzylam sie, bo akurat TEN instytut znam i wiem, kto tam
              pracuje. sa to ludzie kompetentni, ktorzy sa szanowani rowniez poza murami tego
              przybytku. sa i tacy, o ktorych lepiej nie wspominac, bo poza "wieloletnim
              doswiadczeniem" nie maja nic. ale jesli autorzy pisza, ze nie bylo jakis tam
              publikacji, a one BYLY, to sorry, ale dla mnie to wierutne klamstwo i takim
              pozostanie. artykuly opublikowane w JBC wyszly z tego instytutu (ok, Nature
              bylo we wspolpracy), jesli juz trzymamy sie tego przykladu.

              kompetencja to m.in. niemijanie sie z prawda.

              nie rozumiem, dlaczego tak Cie to smieszy. mnie jakos nie. tylko ja mam szerszy
              kontekst, Ty natomiast przeczytales tendencyjny artykulik w tygodniku. tygodnik
              ten nie wydrukowal listu-polemiki, wiec skad mozesz wiedziec, jaka jest opinia
              innych zainteresowanych...

              nie jest sztuka krytykowac ("Bal*owicz musi odejsc"), kazdy moze to robic. nie
              kazdy jednak ma STYL.

              uwierz mi, nie ciesze sie, kiedy widze, jaka jest sytuacja w polskiej nauce,
              takze dlatego, ze chcialabym kiedys wrocic do Polski. jednak ten artykul po
              prostu mnie zniesmaczyl, bo on nie pietnuje sytuacji jako takiej, tych
              absurdow, jakich w tym i innych instytutach niemalo. on pietnuje kilka osob, a
              z nimi ich macierzysty instytut. a to juz zbyt osobiste wycieczki, jak na
              uzurpowanie sobie prawa do wyciagania wnioskow o "sytuacji polskiej nauki".

              ----
              I'm nobody. Who are you?
              Are you nobody too?
              • broch Re: Lukasz! 25.01.05, 18:54
                Nie widze potegi nauki polskiej. Mozesz cytowac wypowiedzi szanownych naukowcow
                do woli, z pewnoscia ze wzgledu na wiek (?) powinni byc darzeni estyma. Wyjasnij
                mi dlaczego zaden polski instytut czy uczelnia (jesli pracuja tacy znakomici
                naukowcy) nie jest notowana w zadnym rankingu wyzej niz na czterystacostam
                miejscu (wlaczajac w to Twoja nieznana mi Uczelnie), faktycznie okolo 200 miejsc
                za Uniwersytetem Budapesztenskim z malego kraiku.

                Nie czytalem dokladnie artykulu, problem jest stary. Skutki polskiej polityki
                wobec nauki sa zas takie iz Polska nie jest mocarstwem w dziedzinie naukowej.
                Wiekszosc z kadry naukowej (tej na stanowiskach) jest zadowolona. Skad taki
                wniosek? Poniewaz nic sie nie zmienilo od kilkudziesieciu lat.


                Mnie nie cieszy sytuacja w polskiej nauce, ale jestem nia znudzony: te same
                argumenty sa powtarzane ad infinitum odkad pamietam. Mozna sie obrazac mozna
                wyzywac: nikt nie wie gdzie jest naukowa Polska.

                Artykul jest wylacznie oznaka fatalgego stanu nauki w kraju. Nie ma znaczenia
                czy jest sluszny czy nie. Gdyby wszystko bylo o.k.
                1. nikt by nie napisal takiego artykulu bo zostalby wysmiany
                2. A nawet gdyby napisal ludzie po prostu wzruszyliby ramionami.

                Co jakis czas ktos wysmazy mniej lub bardziej sprawiedliwy artykul o stanie
                nauki. Ktos sie oburzy, ktos przyklasnie. I tyle.
    • kot.behemot Trochę chyba naginania rzeczywistości do tezy 25.01.05, 21:54
      "W ciągu ostatnich dziesięciu lat kilkunastu pracowników opuściło zakład i
      wyjechało za granicę". Nie byłbym zdziwiony, Ale gdyby rzeczywiście w instytucie
      nie robiło się NIC (oprócz wspomnianego "pełzania komórek" i pisania
      bełkotliwych, bezwartościowych publikacji), to i pracownicy NIC by nie umieli,
      ergo, wyjechać mogliby najwyżej do smażenia hamburgerów.




      • staua Re: Trochę chyba naginania rzeczywistości do tezy 25.01.05, 22:53
        Prawda? Logiczny wniosek. Przeciez jesli pracownicy, to jechali co najmniej na postdoc (chyba, ze
        przerywali studia doktoranckie, w co nie wierze), a do tego trzeba juz cos umiec...
        • czajek76 Re: Trochę chyba naginania rzeczywistości do tezy 26.01.05, 00:06
          E tam, to akurat nie jest do konca prawda (nie zebym kwestionowal kwalifikacje
          absolwentow tej instytucji). Czasem wcale nie trzeba nic umiec. Wszystkiego sie
          mozna nauczyc na post doku. Wezmy np studentow z Chin czy bylego ZSRR. Poziom
          naukowy wiekszosci labow jest fatalny (wiem bo pracowalem 2 miesiace na
          Ukrainie), ludzie maja zero publikacji, ale znajduja latwo pozycje na
          zachodzie. A to dlatego, ze kazdy szef wie, ze taki student bedzie pracowal i
          uczyl sie ciezko zeby wykorzystac swoja szanse. Ja nie znam realiow opisywanego
          instytutu ale wiem jak sie robi nauke w PL bo robilem tam doktorat. Moj
          instytut tez szczycil sie swa wyjatkowoscia i otwarciem na zachodnie standardy,
          ale takich kolesiow jak ci z atykulu ciagle jeszcze mozna tam znalezc. Cale
          szczescie oni juz nie rzadza - ale ciagle maja jeszcze wiele do powiedzenia i
          upierdliwi sa jak nie powiem co na nie powiem czym.
          Niestety, prawda w oczy kole i jest czesto bolesna.
          • czajek76 Re: Trochę chyba naginania rzeczywistości do tezy 26.01.05, 00:12
            Dodam jeszcze ze znam profesora K dosc dobrze i moge powiedziec, ze opis tego
            pana pasuje jak ulal :)))))))))
            • czajek76 Re: Trochę chyba naginania rzeczywistości do tezy 26.01.05, 02:31
              Dodam jeszcze gwoli sprawiedliwosci ze znam trojke jego bylych doktorantow i
              wiem ze sa to ludzie na najwyzszym naukowym poziomie. Ale co sie sfrustrowali
              przez te pare lat u pana o japonskim nazwisku to naprawde dlugo by opisywac...
              A co do picia wina z noblistami - od kiedy zaczalem robic doktorat pilem
              roznego rodzaju alkohole w wiekszej lub mniejszej ilosci z kilkuset moimi
              rowiesnikami - doktorantami i postdokami z kraju i zagrnicy. Wielce
              niewykluczone ze posrod nich znajduje sie przyszly noblista i ze w wieku lat 60-
              ciu bede sie tym chwalil ;)
              • czajek76 Re: Trochę chyba naginania rzeczywistości do tezy 26.01.05, 02:31
                A poza tym uwielbiam prowadzic dyskusje z samym soba :)
                • staua Re: Trochę chyba naginania rzeczywistości do tezy 26.01.05, 04:52
                  No dobra, zeby nie bylo, ze dyskutujesz sam ze soba: Twoj pierwszy argument, o tym, ze przyjmowany
                  jest ktokolwiek, bo bedzie pracowal; idac tym tokiem rozumowania mozemy dojsc do wniosku, ze
                  wlasciwie mogliby do labow przyjmowac ludzi po doktoracie np. z jezykoznawstwa jez. polskiego albo
                  muzykologii. Bo przeciez tacy po instytucie biochemii umieja (albo nie umieja) tyle samo. To nie do
                  konca tak jest. Z Ukrainy jest tendencja do przyjmowania (nawet w biochemii) np. informatykow i
                  fizykow, ale oni sa dobrzy w analitycznym mysleniu, oblieczeniach, i sprawdzaja sie np. prz NMR,
                  krystalografii itd. Do Chin rozni profesorowie z mojego instytutu tutaj jezdza i wybieraja ludzi, bo
                  nieraz juz przejechali sie na przyjmowaniu na podst. CV czy rozmowy telefonicznej z podstawionym
                  jedynym Chinczykiem na ichnim wydziale, ktory mowil po angielsku, a przyjezdzal taki, ktory
                  odpowiedal na pytanie "Jak sie nazywasz?" "TAK" (i na wszystko inne tez). Jasne, ze licza na to, ze moga
                  malo zaplacic i taki ktos bedzie mial wiecej entuzjazmu moze, bo bedzie chcial wycisnac wiele ze
                  swojego pobytu, ale bez przesady. Nie mowiac o postdokach. A i tak mozna sie sparzyc. Wlasnie
                  wyjechal z labu obok postdok z Maroka, z ktorym wspolpracowalam, projekt szedl bdb., ale on po
                  czterech miesiacach stwierdzil, ze nie podoba mu sie w Ameryce i po cichu zalatwil sobie inna prace w
                  Marsylii, po czym oznajmil wszystkim, ze za tydzien wyjezdza i opuscil nas. A w tamtym labie nikt inny
                  nie jest w stanie przejac tego projektu no i jesli jego szefowa nie znajdzie kogos o podobnych
                  kwalifikacjach, to wszystko, co wlozyla w ten projekt, diabli wezma.
                  O.
                  Odjechalam sporo od tematu. Przepraszam.
              • lukasz97 Re: Trochę chyba naginania rzeczywistości do tezy 26.01.05, 03:15
                czajek76 napisał:

                > Dodam jeszcze gwoli sprawiedliwosci ze znam trojke jego bylych doktorantow i
                > wiem ze sa to ludzie na najwyzszym naukowym poziomie. Ale co sie sfrustrowali

                kolezanka z roku, obecnie profesurka (Chapell Hill chyba; na pewno polnocna
                karolina), robila tam magisterke.

                l

                > przez te pare lat u pana o japonskim nazwisku to naprawde dlugo by opisywac...
                > A co do picia wina z noblistami - od kiedy zaczalem robic doktorat pilem
                > roznego rodzaju alkohole w wiekszej lub mniejszej ilosci z kilkuset moimi
                > rowiesnikami - doktorantami i postdokami z kraju i zagrnicy. Wielce
                > niewykluczone ze posrod nich znajduje sie przyszly noblista i ze w wieku lat 60
                > -
                > ciu bede sie tym chwalil ;)
    • happili Re: jaka byla reakcja... 31.01.05, 11:54
      Tez jestem z tego instytutu. Napisalam nawet odpowiedz do Wprost odnosnie
      artykulu Szweda. Niestety Wprost publikuje tylko wypowiedzi pasujace do jego
      wizji (patrz wypowiedz Jedrzeja Maleckiego). Nie mam ochoty juz o tym pisac.
      Zasugeruje tylko jedno, wrzuc sobie Marcina Szweda na PubMed i zobacz ile
      publikacji ma ten wielki naukowiec. I tyle. Pozdrowka. Il
      • lukasz97 Re: jaka byla reakcja... 31.01.05, 17:32
        happili napisała:

        > Tez jestem z tego instytutu. Napisalam nawet odpowiedz do Wprost odnosnie
        > artykulu Szweda. Niestety Wprost publikuje tylko wypowiedzi pasujace do jego
        > wizji (patrz wypowiedz Jedrzeja Maleckiego). Nie mam ochoty juz o tym pisac.
        > Zasugeruje tylko jedno, wrzuc sobie Marcina Szweda na PubMed i zobacz ile
        > publikacji ma ten wielki naukowiec. I tyle. Pozdrowka. Il

        sprawdzilem ;o) ilosc publikacji z IBM tez.
        glupot w artykule bylo wiecej - m/i opowiastka o grantach, do
        ktorych niby na zachodzie uczelnie doplacaja (a w rzeczywistosci
        tzw overhead bywa i ponad 30%)

        l
        • lukasz97 Re: jaka byla reakcja... 03.02.05, 16:59
          i jeszcze jeden pozytyw.
          poczta pantoflowa doszlo do mnie ze 7 tego miesiaca
          bedzie w krytykowanym instytucie wystepowac
          magistranka krytykowanego pana K. Obecnie profesurka
          na UNC Chapell Hill (a kolezanka z roku)

          l
    • happili moja odpowiedz na artykul Szweda 31.01.05, 12:01
      Pozwole sobie wkleic list wyslany do 'Wprost'.
      Pozdrowienia.
      Il

      Jako byla studentka instytutu opisanego przez Pana Marcina Szweda w
      artykule „Profesor Zero“ (nr 34) chcialabym ustosunkowac sie zarowno do opinii
      autora, jak i do listu Pana Jedrzeja Maleckiego (nr XX).
      Nie wiem, czy mozna tu mowic o jakiejkolwiek odwadze autora skoro Pan Szwed
      niedokladnie sprawdzil podane przez siebie informacje. Nie bede tutaj wytykac
      personalnych wycieczek autora, lecz skupie sie na liczbie publikacji rzeczonego
      instytutu. Pan Szwed napisal, cytuje: „Przez ostatnie dwa lata w zagranicznych
      czasopismach naukowych przedstawil 33 prace“. Z moich informacji wynika, iz
      bylo to 47 prac w roku 1999 oraz 48 w 2000 i wymieniam tu jedynie ilosc prac
      eksperymentalnych w czasopismach “impactowanych”. Ponadto, 75% prac publikowana
      jest w czasopismach z IF powyzej 1, a wiecej niz 40% z IF powyzej 2, a nie jak
      napisano: „w pismach drugiej i trzeciej kategorii, których IF z reguly nie
      osiaga 1“. To jest chyba dosc znaczace potkniecie ze strony autora, nieprawdaz?
      I chyba nawet nieladnie byloby jeszcze dodac, ze sam autor ma na swoim koncie
      jedna tylko publikacje i to napisana wraz z pracownikami opisywanego instytutu
      i przez ten instytut afiliowana. Nie byloby wskazane znizanie sie do poziomu
      autora, ktory na cala sytuacje patrzy tak krytycznie i tak jednostronnie.
      Przebywalam w opisanym instytucie przez cztery lata i choc nie bylam wewnatrz
      calej struktury, to moglam sie jej dobrze przyjrzec. Nie jest idealna, to
      prawda. Ale NIC nie jest idealne!! Zaden instytut w Niemczech, Holandii czy
      Szwecji nie jest idealny. Pan Szwed skupil sie tylko na tym, co jest najmniej
      ladne w instytucie, a ja chcialabym wystapic w obronie tych wszystkich
      wspanialych ludzi, ktorzy wbrew temu, co ich otacza, wbrew biurokracji, wbrew
      nedzy polskiej nauki, wbrew zlosliwosci calego wszechswiata staraja sie jak
      najlepiej wypelniac swoje obowiazki. I nie tylko obowiazki, poniewaz czesto Ci
      Ludzie robia duzo wiecej niz do nich nalezy. Oprocz wspanialych wykladow maja
      rowniez czas na rozmowe ze studentami. Pozwalaja im uczyc sie od siebie,
      udostepniaja swa wiedze, nie tylko teoretyczna, a takze praktyczna. Pomimo
      panujacego wokol ubostwa znajduja srodki, aby kazdy student, ktory tylko tego
      chce, mogl sie uczyc. W tym instytucie sa ludzie, ktorzy chca cos zrobic.
      Zrobic cos naprawde dobrego. I jesli nawet nie bedzie to eksperyment na miare
      nagrody Nobla, to przynajmniej danie szansy mlodemu pokoleniu naukowcow. Bardzo
      niesprawiedliwym jest zapominanie o tych wlasnie pracownikach instytutu.
      Ale nie tylko o ludziach nie wspomnial Pan Szwed. Nie napisal rowniez o
      niewiarygodnym obciazeniu dydaktycznym tego instytutu. Nie napisal o licznych
      nagrodach dla pracownikow instytutu. Nie napisal w koncu o grantach UE
      przyznanych instytutowi.
      Nie napisal o sukcesach. Nie napisal o zaslugach. Latwo jest krytykowac, duzo
      trudniej jest znalezc rzeczy dobre w tak zlej sytacji, w jakiej obecnie
      znajduje sie cala polska nauka. Byc moze jest ich bardzo, bardzo niewiele, ale
      przeciez od czegos nalezy zaczac, prawda?

      Ilona Rafalska
      Institut für Biochemie,
      Friedrich-Alexander-Univeristät Nürnberg-Erlangen,
      Erlangen, Niemcy
      • staua Re: moja odpowiedz na artykul Szweda 31.01.05, 17:10
        Zartujesz, nie opublikowali Ci? Ja kiedys napisalam ktytyczna odpowiedz na artykul dot. wyjezdzajacych
        naukowcow do Wprost wlasnie i opublikowali bardzo szybko, na pierwszej stronie... A wyslalam tylko
        e-mail! Dziwne, chyba p. Szwed ma jakies uklady z redakcja...
        • smia Re: moja odpowiedz na artykul Szweda 31.01.05, 18:21
          ano, chyba...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka