facet123
29.03.05, 11:50
Witam. Zastanawiałem się ostatnio nad pewna kwestią i nie mogę znaleźć
samodzielnie odpowiedzi. Może na tym forum znajdą się chętni do
podyskutowania.
Otóź jestem niewierzący. Zastanawiałem się nad podstawami wiary
chrześcijańskiej i doszedłem do wniosku, że osobie inteligentnej,
przenikliwej i skłonnej do głebszego zastanawiania się nad otaczającym
światem szalenie trudno jest akceptować podstawy wiary chrześcijańskiej.
Dokładniej - w jaki sposób można wierzyć w zmartwychwstanie, przemiane wody w
wino, chodzenie po wodzie i tym podobne cuda?
Rozumiem, że ktoś kto nigdy nie poświęcał dużej uwagi religii ma zakodowany
obraz tych cudów z dzieciństwa i lekcji religii. Nie zastanawia się nigdy
mocno nad kwestiami wiary, obrządek stał się dla niego rutyną, a w celu
pogodzenia cudów w jakie każe mu wierzyć religia z tym co widzi na codzień
(ludzie nie chodzą po wodzie i nie zmartwychwstają) wyrabia
pewne "dwójmyślenie" (za Orwellem) - z jednej strony zdaje sobie sprawe, że
te cuda są mocno podejrzane, jednak z drugiej strony zapytany odpowie, że
wierzy w nie zgodnie z naukami religii chrześcijańskiej. Nie będzie chciał
jednak mocno na te tematy dyskutować, ani nawet samodzielnie się zastanawiać.
Mam wrażenie, że taką postawę reprezentuje wieksza część katolików. Do tego
należy dodać dużą grupę osób prostych, które szczerze wierzą w cuda
chrześcijańskie, jednak tak samo wierzą w UFO, duchy, nawiedzenia przez
diabły itp - więc osoby te wierzą generalnie we wszystkie zjawiska
nadprzyrodzone, a nie tylko te opisane w biblii. Tu też sprawa jest
zrozumiała.
Jednak zastanawia mnie, jak godzi wiarę w cuda ze zdroworozsądkową wizją
świata osoba która z jednej strony jest światła, inteligentna i gotowa do
dyskusji o sprawach wiary na poziome nieco wyższym niż katecheza w
podstawówce, a z drugiej strony musi głosić wiarę w cuda. Dokładniej chodzi
mi o filozofów, teologów i wyższe duchowieństwo katolickie. Podkreślam tutaj,
że nie chodzi mi o wiarę tylko w boga (czyli różnego rodzaju deizmy) tylko o
wiarę chrześcijańską, to znaczy taką któej podstawą jest wiara w cuda z przed
2000 lat.
Przecież osoba taka musi zauważyć, że:
- na codzień nie widzimy żadnej ingerencji boskiej w otaczający nasz świat
- wiele faktów opisanych przez biblię (jak np. historia o powstaniu świata)
zostało już uznanych przez kościół za metaforę, ponieważ nauka wykazała ich
nieprawdziwosć. Dlaczego tak samo nie można postrzegać zmartwychwstania?
- cuda sprzed 2000 lat zostały wielokrotnie opisywane i przekazywane z ust do
ust - nie ma żadnej gwarancji, że nadprzyrodzone zdarzenia nie są fantazją
opowiadających.
- jeżeli wierzymy, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego nie wierzymy w
cuda innych religii (innych bogów) które udokumentowane są w tak samo
jak "cuda chrześcijańskie".
Dla mnie najbardziej oczywistym sposobem poradzenia sobie z tymi
wątpliwościami byłoby założenie, że wszystkie cuda opisane w biblii są
metaforą, mają na celu trafić do prostych ludzi, natomiast ktoś kto chce
postrzegać boga na wyższym poziomie ma prawo założyć, że Jezus nie
zmartwychwstał dosłownie (a jedynie w przenośni). Jednak katolicki duchowny,
czy nawet wierzący filozof nie może w ten sposób wybrnąć z sytuacji, bo wiara
w zmartwychwstanie (dosłowne, nie tlyko metaforyczne) to podstawa
chrześcijaństwa.
Na razie wydane mi się, że mamy tu do czynienia z pewną hipokryzją - nikt
poważnie nie chce cudom zaprzeczać, jednak każdy w nie w głębi serca wątpi.