Dodaj do ulubionych

Niebieski laser nie wypalil

IP: *.lr.centurytel.net 29.09.05, 04:26
Jak sie okazuje wiele halasu o nic. Szczegoly tutaj:

www.zyciewarszawy.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_ListNews1&news_cat_id=9&news_id=71292


media.wp.pl/wiadomosc.html?kat=9912&wid=7992997
A nie mowilam, ale kto by sluchal starej baby bez habilitacji. Nie pisze tego
z powodu shodenfraude, bo ja tez znam smak porazki. Ta historia jednak
powinna byc nauka dlaczgo polska nauka jest jaka jest. Wylano morze atramentu
i nic sie nie zmienilo.
Obserwuj wątek
    • t0g Re: Smutne... Wierzylem, ze to sie jednak uda... 29.09.05, 06:48
      Sam artykul w Zyciu, juz lepiej nie mowic, jak napisany. Japonskie lasery na
      podlozu z szafiru nie byly "wadliwe", tylko przy wytworzeniu warstw GaN na
      podlozu z szafiru musza nieuchronnie wystapic DEFEKTY. Ale defekty SIECI
      KRYSTALICZNEJ. Roznica stalej sieci wynosi cos 17%, o ile mnie pamiec nie myli,
      wiec dyslokacje musza sie pojawic. O takiej strukturze sie nie mowi, ze jest
      "wadliwa". Wadliwe jest cos zle wykonanego z winy czlowieka, a nie Matki Natury!

      Ponoc te dyslokacje bardzo skracaly zycie japonskim laserom (ten Japonczyk,
      ktory je zrobil, to chyba sie przeniosl pozniej do Kalifornii, nie?). Sam
      pomysl preparowania laserujacej struktury na podlozu z tego samego materialu byl
      wiec nader rozsadny. Na jesieni 2001 pierwsze lasery zaswiecily, ale tylko w
      rezimie impulsowym. Dlaczego sie nigdy nie udalo uzyskac pracy ciaglej? Cholera
      wie. Pewnie bedzie teraz duzo o tym, to sie dowiemy.

      Carmen, a Ty masz cos wspolnego z ta tematyka?

      I co to znaczy "bez habilitacji"? Czyz do Ameryki nie wyjezdzalo sie wlasnie po
      to, by uniknac przechodzenia przez ten rytual, relikt z epoki kamienia jeszcze
      nie rozlupanego, wielce upokarzajacy dla delikwenta? Niestety, w nowej ustawie
      o stopniach naukowych habilitacje w Polsce utrzymano. Rece opadaja.

      Podobno "w polskich warunkach jest konieczna", mowia.

      Czyli warunki sa takie, ze trzeba dziwaczyc...

      Mowia: "to jest jedyny sposob, zeby miernoty sie nie przedostawaly wyzej."

      To dlaczego, do jasnej Anielki, daje sie tym miernotom doktoraty?!!!!

      Serdecznie pozdrawiam, t0g
      • Gość: Carmen S. Re: Smutne... Wierzylem, ze to sie jednak uda... IP: *.lr.centurytel.net 30.09.05, 04:25
        Z tematyka nie mam tyle wspolnego aby dawac rady w tej konkretnej sprawie. W
        laserach natomiast robie od czasow gdy jeszcze chodzily dinosaury, a nawet
        przez lata zajmowalam sie optyka nieliniowa.... to dluga i smutna historia.
        • pomruk Re: Smutne... Wierzylem, ze to sie jednak uda... 30.09.05, 04:47
          Reczywiście szkoda. Ale dlaczego powiedziałaś o swej pracy "smutna historia"?
          Jeśli to nie tajemnica, to wytłumacz - może to będzie pouczające.
      • Gość: huk pook Re: Smutne... Wierzylem, ze to sie jednak uda... IP: *.cable.mindspring.com 11.04.06, 12:34
        Witam,
        Wlasnie zapisuje sie za "wielkiej wody" gdzie wyjechalem sobie robic doktorat,
        ze tak powiem prosto. Co wiecej, wszystko sam sobie zalatwilem, sam sie
        angazujac. Nie zmienia to faktu, ze niektore osoby, z ktorymi praktycznie w
        Polsze nie mialme kontaktu i ta sprawa osobiscie sie nie dzielilem chwala sie i
        trabia jak to ktos pojechal na doktorat.. ale w sumie ja nie o tym.

        Chodzi o tytuly. Zrobilem w Polsce magisterke, z ktorej ... no zostala napisana
        i jest praca pewnie ciekawsza niz kazdego przecietnego studenta, choc mnie
        osobiscie nie zadawala i powiem krotko, nie mam sie czym chwalic. Przyjezdzajac
        do USA wprawil mnie w duze zdumienie poziom prac tutejszych. Prace mgr tutaj z
        powodzeniem moglby w polsce robic dr, a i niektore prace dr w polsce sa zupelnie
        jak z innej bajki i slyszac conajmniej jeden tytul takiej pracy pytam sie, po
        cholere ten czlowiek to robi.. dokladnie rzecz biorac tytul i idea troche jak z
        polskiej komedii "poziom cukru w cukrze". Od 200 lat ludzie to badaja, ale nie
        szkodzi, zrobimi jeszcze raz. I nazywa sie, ze jest doktor.
        Nie mowie, ze bede gwiazda, ale naprawde szczerze mowie, ze w dupsku gleboko to
        mam czy bede habilitowany, czy inny. Mam swoje cele i swoje priorytety. Poki co
        planuje wrocic do Polszy i chce zmieniac ten nasz swiat na lepszy, moze mi sie
        uda. Obserwujac studia w usa, naprawde wlosy mi deba staja, bo w polsce moje juz
        odbyte to czasem jak jakis pieprzony survival. Duzo moznaby mowic.

        W STanach podstawowa sprawa.. studia, uczelnia.. wszystko polaczone z
        przemyslem, naradzaja sie, utalaja program studiow, co jest potrzbene, co
        konieczne w co inwestowac, co przekazywac studentom. Nawet proste kursy dla
        undergraduate (taki licencjat) ucza jak robic prezentacje jak mowic.. krotko
        mowie w wiekszosci nuda, choc bywaja ciekawe. Ale teraz przekladam to na
        niektorych wykladowcow w Polsce i przerazony jestem. Ludzie ucza, zasypujac
        stosem wielkich informacji podczas gdy student nie ma zielonego pojecia o
        podstawowych konceptach i ich hierarchi! Sam dopiero pod wieloma wzgledami cala
        wiedze sobie systematyzuje. Teraz pytam sie czy cala ta szopka u nas to dlatego,
        ze kazdy traktuje uczelnie jak cos co daje mu dobry punkt odniesienia i naprawde
        utrzymuje sie z czegos innego, czy... czy naprawde az taka bieda jest i duza
        czesc czuje sie jak hrabia na tronie. Zwykle laboratoria i cwiczenia... ci
        ludzie powinni miec zakaz wykonywania zawodu. Masakra.. kupa doktorow, tylko
        chyba od sadzenia rzodkiewek i trabienia piwa.

        Wspominam jednego matematyka.. dla mnie sprawa prosta. Planuej wrocic.. jak
        napotkam na taki "mur berlinski" to nic prostszego, pakuje waliki i w krajach
        sasiednich jest duzo pracy.

        A BTW. hrabiow wychowanych na studiach w Ameryce, tez nie kumam absolutnie!
        Drugi taki przypadek czytam.. tzn. dowiaduje sie i takich bolkow to na odstrzal!
        Jak ma sie u nas w Polsce dziac lepiej jak tacy ludzie nie chca tego tworzyc i
        dorywaja sie do pozycji? Jakas chora patologia! Czy przedrostek tka bardzo musi
        zmieniac ludzi? prof, dr, czy zenek z ulicy, grunt aby kazdy mial potencjal
        naukowy. A wielu z tytulami.. posiada wylacznie tytuly i wielbi sie tym pod
        niebiosa, a poza tym sloma z butow wystaje.

    • t0g Opowiem Ci ladna historyjke o habilitacji, Carmen 29.09.05, 07:26
      W roku 1989 dostalem list (jeszcze nie e-mail) od nieco mlodszego kolegi z
      Polski. Pytal, czy sie wybieram na pewna konferencje, na ktorej on bedzie.
      Istotnie sie wybieralem, wiec zaproponowalem mu, by przyjechal do mnie kilka dni
      wczesniej, to sobie pogadamy, a pozniej razem pojedziemy samochodem do miasta
      B., gdzie ta konferencja miala sie odbywac.

      Kolega przyjechal i byl bardzo zgaszony. Okazalo sie, ze niedlugo przedtem z
      duzym wysilkem zakonczyl spisywanie pracy habilitacyjnej. Ale kiedy z nia
      poszedl do szefa zespolu, uslyszal: "Gdzie panu tak spieszno, panie Zygmuncie?"
      (imiona zmieniam, oczywiscie). "Pan musi poczekac. Habilitacje moze pan zrobic
      dopiero po tym, jak wyhabilituje sie Robert". Robert byl od Zygmunta ok. 12 lat
      starszy, ale mniej naukowo energiczny, wiec habilitacji nie mail jeszcze gotowej.

      Przez cala droge do miasta B. (a jechalismy dlugo, bo to bylo cos 400 mil)
      Zygmunt bez przerwy narzekal, jaka to glupia instytucja ta habilitacja. Ze ja
      koniecznie nalezy zniesc.

      Habilitacje uzyskal istotnie dopiero po Robercie, jakies dwa lata pozniej.

      W 1999 roku miala sie znow odbyc ta sama konferencja (odbywa sie regularnie co 2
      lata). I znow Zygmunt do mnie napisal - e-mailem juz - z pytaniem, czy sie aby
      nie wybieram? No to ja, ze owszem, i czemu nie mielibysmy powtorzyc tego
      scenariusza sprzed 10 lat? No i tak sie stalo.

      Tym razem mielismy jeszcze wiecej czasu do gadania, bo do mista S.J., gdzie tym
      razem miala miejsce konferencja, bylo nie 400, a 600 majlsow. Po drodze
      zagadnlem wiec Zygmunta: "A czy sa jakies szanse, ze habilitacja zostanie w
      Polsce zniesiona?" Zygmunt sie oburzyl: "Zniesiona? Alez ona jest bardzo
      potrzebna! Absolutnie nie uwazam, ze trzeba cokolwiek zmieniac!"

      Zygmunt byl juz wtedy nie tyko po habilitacji, ale i po profesurze, i bardzo
      podkreslal, ze byla ona "Belwederska". Niedlugo pozniej zostal dyrektorem duzego
      instytutu...

      No wiec - byt okresla swiadomosc, nie? W tym jednym przynajmniej wujaszek Marks
      sie nie mylil...


      • saikokila Re: Opowiem Ci ladna historyjke o habilitacji, Ca 30.09.05, 00:47
        Fajne. Co prawda nie słyszałem tej historii ale jestem pewien w 100% że
        autentyczna, niestety.
      • herr7 o konieczności habilitacji i tego przewagach 08.03.06, 17:24
        Sam przechodzę obecnie ten proces to mogę powiedzieć coś z własnego
        doświadczenia. Mój poprzedni szef awansował w nauce polskiej dość wysoko, a że
        nigdy wcześniej naszym zespołem się specjalnie nie zajmował to pod koniec
        pozostawił mi swobodę publikowania bez dopisywania jego nazwiska. Chodzi o
        projekty finansowane z moich grantów. W międzyczasie wyznaczył nowego szefa,
        człowieka nieco od mnie młodszego, który wkrótce zażyczył sobie żeby go
        dopisywać, jako "szefa" mimo że nie zna się na dyscyplinie, ktorą uprawiam, ani
        też nie finasuje moich badań. Z tego co słyszę to proceder ten ma się ponoć
        skończyć po mojej habilitacji. Jak zapewne Państwo wiecie przy habilitacji
        potrzebne są deklaracje autorstwa. Mój nowy "szef" twierdził że w deklaracji
        napisze że pracę koordynował. Jak mozna się na czymś nie znać i to koordynować
        pozostaje dla mnie dotąd tajemnicą. Tak się stało, że nie zgodziłem się na
        tę "propozycję" a sprawa się oparła o kierownictwo Instytutu, ktore przyznało
        mi rację.
        Ponieważ nowy szef jest człowiekiem stosunkowo młodym, wykształconym także na
        Zachodzie (w Ameryce) moja wiara, że nauka polska zmieni się gdy
        odejdzie "stara gwardia" uległa znacznemu osłabieniu.
        Rozmawiałem o tym przypadku z kolegą z Anglii, z którym zresztą współpracuje.
        Powiedział mi, że gdyby ktoś u nich (w Oxfordzie) naruszył tzw. kod etyczny to
        miałby potem bardzo poważne kłopoty i to nie wynikające z sankcji
        administracyjnych, ale z ostracyzmu środowiska. Po prostu pewnych rzeczy tam
        robić nie wypada.
    • losiu4 Re: Niebieski laser nie wypalil 29.09.05, 12:08
      ech, polskie piekiełko naukowe i fanfary pismaków :(

      Pozdrawiam

      Losiu
    • pomruk Re: Niebieski laser nie wypalil 29.09.05, 16:27
      Słyszałem często o tym niebieskim laserze, i przyznam, że robiło to na mnie
      wrażenie. Polski naukowiec potrafi !!!. Po tym, czego się dowiedziałem mogę
      jedynie stwierdzić że [...] [...] [...] dupa [...]. Niestety, jest to argument
      za tym, że finansowanie nauki w Polsce nie ma sensu.
      • Gość: ZielonogórzaninX Re: Niebieski laser nie wypalil IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 19:24
        Chodzi Ci o finansowanie nauki, np. jak KBN przydziela forsę. Odpowiedź: bez
        sensu, po znajomości..
        • Gość: ZielonogórzaninX Re: Niebieski laser nie wypalil IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 19:41
          Co do finansowania nauki polskiej, to taki przykład z życia wziety:
          W Warszawie jest ICM, które posiada superkomputer Cray'a. Udają oni, że np.
          prognozują pogodę. A gdy ktoś dzwoni z pretensjami, że się nie sprawdziło,
          pokładają się ze śmiiechu. Nie obchodzi ich zupełnie, czy ludzie wezmą ich
          pracę"na poważnie" - po prostu olewają. Nie zdradzę, skąd to wiem. Ale mam
          informacje b. dokładne.
          • pomruk Re: Niebieski laser nie wypalil 29.09.05, 20:10
            Co do superkomputera w warsazwie słyszałem świetną historię. Otóż na
            uruchomieniu miał być prezydent Kwaśniewski i symbolicznie uruchomić go,
            naciskając "enter". programiści starali się, jak mogli, by nic nie zepsuł,
            naciskajac jeden przycisk. prezydent przyjechał, nacisnął i system natychmiast
            się zawiesił. JAK ON TO ZROBIŁ?
            To nie jest anegdota, ale zasłyszane od naocznego swiadka.
            • t0g Re: Hi, hi, przypomina to historię z uruchomieniem 29.09.05, 20:32
              MARII, drugiego polskiego dużego reaktora w Świerku (pierwsza była EWA, później
              pisano, ze uruchomiono nastepne, alebyły to tylko tzw. zestawy krytyczne, nie
              żadne tem prawdziwe reaktory; dopiero MARIA była naprawdę reaktorem).

              MARIĘ miał osobiście uruchomić Towarzysz Gierek z okazji jakiejs tam ważnej
              rocznicy. Ale MARIA oczywiście gotowa nie była. W przedzień wizyty dostojnego
              goscia w budynku w opośpiechu kładziono linoleum na mokra szlichte podłogową. A
              inżynierowie instalowali druciki i bateryjki. Jak Gierek uroczyście przełożyl
              wajchę, która my wskazano, wskazówki na wskaźnikach sie wychyliły, tłum oficjeli
              to zobaczył, zaklaskał, i w gazetach mozna było napisać, że MARIA została
              uruchomiona.
              A jak goście sie rozjechali, druciki mozna było odłaczyć i podjąć na nowo prace,
              które dopiero po wielu tygodniach pozwoliły na faktycznie uruchomienie bubla.

              MARIA była kwintesencja PRL-owskiego partactwa. W reaktorach cała instalacja
              chłodząca, kilometry rur, musi byc wykonana z nierdzewnej stali. Spawanie
              nierdzewnej stali to "wyższa szkoła jazdy", normalnie powierza sie takie zadanie
              spawaczom, którzy mają minimum kilka lat praktyki i żadnych fuszerek "na
              koncie". Przy budowie MARII jednak zatrudniono tłumek nowicjuszy, którzy
              przeszli zaledwie szesciotygodniowe przeszkolenie. W rezultacie, przecieki
              radioaktywnej wody z wadliwych spawów stały sie zmorą MARII przez kilka
              pierwszych lat jej funkcjonowania.
    • kot.behemot Parę uwag 29.09.05, 21:18
      Nauka, wiecie, to nie inżynieria. W inżynierii można dużo więcej zaplanować:
      bierzemy daną technologię, wkładamy ileś pieniędzy i dostajemy, z reguły,
      spordziewane wyniki. W nauce nie ma tak łatwo - niepowodzenie jest zawsze realną
      możliwością. Niemniej, biznes oparty o naukę jednak się robi. Jest to jednak
      biznes nietypowy, bo robiony według strategii wysokie ryzyko - wysoki zysk. W
      mojej dziedzinie (badania nad nowymi lekami) jest to strategia typowa. Nie jest
      niczym nadzwyczajnym wyrzucenie milionów dolców na badania, żeby potem się
      okazało, że otrzymane związki nie mają oczekiwanych właściwości i nie mogą się
      stać lekami. Codzienność. Odbija się straty na projektach zakończonych sukcesem.

      Dlatego nie pastwiłbym się nad polskim niebieskim laserem. Spróbowano, nie udało
      się, trudno. Jeden błąd najwyżej można decydentom zarzucić: brak należytej
      dywersyfikacji projektów. Powinno być takich obiecujących projektów ileś, żeby
      była duża szansa, że się chociaż na jednym zarobi. Trudno, tak to jest: pieniądz
      robi pieniądz, biznes oparty o naukę nie jest działalnością dla biednych.
      • Gość: Carmen Sandiego Re: Parę uwag IP: *.lr.centurytel.net 29.09.05, 23:41
        kot.behemot napisał:

        > Nauka, wiecie, to nie inżynieria. W inżynierii można dużo więcej zaplanować:
        > bierzemy daną technologię, wkładamy ileś pieniędzy i dostajemy, z reguły,
        > spordziewane wyniki. W nauce nie ma tak łatwo - niepowodzenie jest zawsze
        realną możliwością.

        Rozgrzeszajmy sie dalej, w koncu to katolicki kraj.

        Najlepszym komentatorem jest jednak samo zycie:

        "Polska najmniej konkurencyjna w Unii"

        gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,2943174.html
        A oto fragment tekstu:

        Największe baty otrzymaliśmy jednak przy ocenie wagi, jaką przykładają władze
        naszego kraju do promocji nowych technologii. W tym podrankingu Polska znalazła
        się na wyjątkowo odległej 99. pozycji, czyli m.in. za większością państw Azji,
        Afryki i Ameryki Łacińskiej.

        I teraz konkurs dla forumowiczow: prosze wymienic 98 krajow bardziej
        promujacych nowe technologie....... Paragwaj, Gujana, Gabon.......

        Coz - "W nauce nie ma tak łatwo - niepowodzenie jest zawsze realną
        możliwością."


        • kot.behemot Re: Parę uwag 30.09.05, 00:16
          Może się zdecydujmy: gdyby KBN nie wyłożył pieniędzy na niebieski laser, to
          byłaby krytyka, że Polska nie promuje nowych technologii. KBN wyłożył pieniądze,
          i... też jest krytyka, że Polska nie promuje nowych technologii. Coś mi nie gra
          w tej argumentacji.
          • saikokila Re: Parę uwag 30.09.05, 00:56
            Ja tam się z kotem zgodzę. Nie wypaliło ale to było tylko 29 mln. Może ja jestem
            przesunięty, znając koszty projektów z drogiej dziedziny (biologia molekularna)
            ale wydaje mi się że tyle pieniędzy na pięć lat dla tak dobrze rokującego
            (według części ekspertów) programu to nie jest wiele, a właściwie bardzo mało.
            Sumy jakie się topi nie tylko w badaniach biotechnologicznych ale także w
            podstawowych na świecie są naprawdę wielkie. Tyle że ostateczny zysk jednak
            jest, choć czasem niezbyt widoczny w łatwy sposób.
            • pomruk Re: Parę uwag 30.09.05, 01:13
              Rzeczywiście, kilkadzesiat mln to jak na zaawansowaną technologię suma nie tak
              wielka. problem jest jednak inny -dotyczacy całej polskiej nauki. Podajcie mi
              chociaz 3 przykłady, w kt. KBN wyłozył kilkadziesiąt mln PLN, a potem to się
              zwróciło w postaci np. patentów miedzynarodowych, licencji itd. albo
              przynajmniej - ma szansę się zwrócić.
              • saikokila Re: Parę uwag 30.09.05, 01:47
                Z tego co się orientuję to wydatki na projekty celowe się zwracają, zresztą
                wynika to z ich założenia. I fakt, ich suma się liczy w milionach, nie
                pojedynczy projekt. Z innymi jest gorzej.

                Znam kilka przykładów projektów które skończyły się patentami i są na etapie
                wdrażania, a były częściowo finansowane przez KBN, i ich koszt można liczyć w
                milionach (raczej nie w kilkudziesięciu :)). Tyle że... większość pieniędzy
                pochodziła z programów Unii Europejskiej lub firm prywatnych, KBN dawał
                mniejszość, a część pracy była wykonana za granicą. Tak więc chyba się to nie
                liczy. :( Zresztą, tak ściśle rzecz biorąc to zaawansowane projekty które
                dopiero dają sensowne zyski to nie są już projekty naukowe ale wdrożeniowe. ;)

      • Gość: B.T., Zabrze Ani polskie uczelnie wyższe ani PAN-y nie są w IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.05, 00:26
        stanie opracować technologii czegokolwiek. Taką tezę postawiłem w styczniu
        bodajże 2001 roku po tym jak okrzyknięto niebieski laser za osiągnięcie naukowe
        poprzedniego roku, a w styczniu 2001 zespół laserowców wystąpił o kolejne
        finansowanie w wysokości bodajże 92,5 miliona złotych.
        Jest to typowy przykład złego polskiego finansowania działalności badawczej
        (N+B+R). Budżet państwa powinien finansować działalność N+B+R przedsiębiorstw i
        instytucji. Te z kolei podzlecać wycinkowe prace wybitnym specjalistom z
        uczelni i PAN-ów.
        Jeżeli decydenci polscy tego nie zrozumieją to, jak to się dzieje od 1990 roku
        do dziś, nie zostaną opracowane żadne znaczące technologie w Polsce. Pociąga to
        oczywście za sobą bezrobocie i wszechdobylską w Polsce biedę.
    • Gość: p. Re: Niebieski laser nie wypalil IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.03.06, 14:45
      Ciekawe co tam dalej z tym laserem.
      Czy dalej to finansuja czy juz przestali ?
      • paseo najdziwniejsze jest to,ze sam wiele razy czytalem 08.03.06, 15:00
        wywiady z tymi ludzmi,w ktorych twierdzili,ze to wlasnie japonczycy kupuja od
        nich surowe krysztaly,bo sami nie potrafia zrobic tak czystych.
    • node Re: Niebieski laser nie wypalil 08.03.06, 21:18
      Ta cala sprawa niebieskiego laser od poczatku dziwnie wygladala. Juz nie mowie
      o propagandzie sukcesu nadmuchiwanej przez prase, ktora w Polsce jest juz sama
      w sobie zlym znakiem, bo jeszcze nie slyszalem o udanym projekcie naukowym
      opisywanym przez polska prase.

      Chodzi o to, ze fakt ze cos ma najlepsze parametry to nie znaczy ze jest od
      razu praktyczne czy da sie sprzedac. Na sukces rynkowy sklada sie wiele
      czynnikow, i bynajmnej najbardziej zaaawansowana technologia nie jest jednym z
      najwazniejszych. Po drugie, polscy naukowcy nie maja zadnego doswiadczenia z
      komercjaliowaniem produktow, a zwlaszcza na arenie miedzynarodowej.

      Dla mnie jeden znak byl bardzo podejrzany: nikt nie chcial kupic licencji.
      Jezeli firmy zajmujace sie ta technologia nie sa zainteresowane
    • dokowski To przecież jasne, że to jest afera. Gdyby ... 11.04.06, 13:08
      ... chodziło o jakiś nowy wynalazek lub nową technologię, to sprawa przybrałaby
      normalny biznesowy obrót - patenty, zainteresowanie biznesem, wyścig różnych
      prywatnych firm, która pierwsza wprowadzi na rynek nowy produkt, inwestycje,
      emisja akcji itp.

      Natomiast to, o czym pisze Życie, to jakieś państwowe machlojki i dłubanina
      przez wiele lat bez żadnych postepów. Normalny biznes już po roku robiłby
      wielką kasę, gdyby ta technologia była czymś sensownym

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka