Dodaj do ulubionych

Pytanie z serwisu wiara.pl

IP: *.autocom.pl 21.03.06, 16:35
Pewien forumowicz tamże pyta jak to jest możliwe, że wszelkie światło płynace
do ziemi z miliardów istniejących gwaizd, nie sprawia, że na ziemi jest
notorycznie oślepiająco jasno i dlaczego ta energia nie kumuluje się. Czy ktos
moze to wyjaśnic przekonująco ? Ja przekażę komu trzeba :).
Obserwuj wątek
    • facet123 Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 21.03.06, 16:59

      Pytanie jest bardzo dobre - znane jako "Paradoks Olbersa". Faktycznie przy
      założeniu że gwiazdy są rozsiane po wszechświecie mniejwięcej losowo wydaje
      się, że patrząc w dowolnym kierunku (czyli na dowolny punkt nieba) w jakiejść
      odległości powinniśmy zobaczyć tam gwiazdę, a to z kolei sugerowałoby że niebo
      powinno być mniejwięcej białe i świecące, co oczywiście jest niezgodne z
      obserwacją.

      Wyjaśnienie paradoksu opiera się na połączeniu dwóch spostrzeżeń
      - prędkość światła jest skończona. Im dalej położone od nas gwiazdy obserwujemy
      tym "młodsze" je widzimy, to znaczy światło które dociera do nas od gwiazdy
      odległej o milion lat świetlnych zostało wyemitowane milion lat temu. Gwiazdę,
      czy galaktykę odległą o miliard lat świetlnych widzimy taką jaką była miliard
      lat temu - a pamiętajmy, że wtedy ona mogła się dopiero formować. Patrząc dalej
      okazuje się, że przestajemy widzieć gwiazdy, bo dociera do nas światło z czasów
      kiedy ich jeszcze nie było, lub dopiero się formowały. Za to patrząc jeszcze
      dalej (i to w dowolnym kierunku) możemy nawet w pewnym sensie "zobaczyć wielki
      wybuch" - i tu drugie spostrzeżenie:
      - Na skutek ciągłego rozszerzania się wszechświata im dalej od nas położona
      jest gwiazda tym szybciej od nas ucieka, a im szybciej ucieka tym bardziej
      światło jakie widzimy od tej gwiazdy przesuwa się w kierunku dłuższej fali
      (czyli w kierunku czerwieni, a potem podczerwieni, aż w końcu fal radiowych).
      To z kolei jest spowodowane efektem optycznym Doplera (dźwiękowy efekt Doplera
      to ten który jest odpowiedzialny za inny ton zbliżającego się do nas samochodu,
      a inny oddalającego). Jak napisałem patrząc odpowiednio daleko w głąb
      wszechświata zaczynamy widzieć go takim jakim był niedługo po wielkim wybuchu -
      niestety, są to rejony bardzo odległe, a to znaczy że bardzo szybko od nas się
      oddalają. To z kolei oznacza, że są przesunięte już nie w kierunku czerwieni,
      ale wręcz fal radiowych (tzw. promieniowanie reliktowne, lub promieniowanie
      tła), czyli niewidoczne gołym okiem.

      Z tych dwóch spostrzeżeń wynika istnienie tzw. "horyzontu zdarzeń". Patrząc
      coraz głębiej w przestrzeń kosmiczną, najpierw widzimy regularne gwiazdy, potem
      przesunięte w kierunku podczerwnieni młode mgławice (to raczej tylko przez
      teleskop), a dalej widzimy już tylko promieniowane tła w formie fal radiowych.
      Horyzont zdarzeń odcina przed naszym wzrokiem reszte wszechświata - cokolwiek
      tam jest nie zobaczymy tego, bo światło wysłane przez te obiekty nigdy do nas
      nie dotrze.

      Podsumowując:
      1. mimo, że całkowita liczba gwiazd spokojnie wystarczyłaby do rozświetlenia
      nieba "na biało" to wewnątrz naszego horyzontu zdarzeń jest tylko ich drobna
      cześć i tylko one są widoczne na niebie
      2. Nawet z gwiazd znajdujących się w naszym horyzoncie zdarzeń widzimy tylko te
      które są na tyle blisko, że światło przez nie wysłane gdy były już uformowane
      zdążyło do nas dotrzeć. Dalsze gwiazdy widzimy na etapie formowania się i to
      nie w świetle widzialnym z powodu efektu Dooplera.
      • Gość: lajkonik Re: Pytanie z serwisu wiara.pl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.06, 21:32
        facet123 napisał:

        >
        > Pytanie jest bardzo dobre - znane jako "Paradoks Olbersa". Faktycznie przy
        > założeniu że gwiazdy są rozsiane po wszechświecie mniejwięcej losowo wydaje
        > się, że patrząc w dowolnym kierunku (czyli na dowolny punkt nieba) w jakiejść
        > odległości powinniśmy zobaczyć tam gwiazdę, a to z kolei sugerowałoby że
        niebo
        > powinno być mniejwięcej białe i świecące, co oczywiście jest niezgodne z
        > obserwacją.
        >
        > Wyjaśnienie paradoksu opiera się na połączeniu dwóch spostrzeżeń
        > - prędkość światła jest skończona. Im dalej położone od nas gwiazdy
        obserwujemy
        >
        > tym "młodsze" je widzimy, to znaczy światło które dociera do nas od gwiazdy
        > odległej o milion lat świetlnych zostało wyemitowane milion lat temu.
        Gwiazdę,
        > czy galaktykę odległą o miliard lat świetlnych widzimy taką jaką była miliard
        > lat temu - a pamiętajmy, że wtedy ona mogła się dopiero formować. Patrząc
        dalej
        >
        > okazuje się, że przestajemy widzieć gwiazdy, bo dociera do nas światło z
        czasów
        >
        > kiedy ich jeszcze nie było, lub dopiero się formowały. Za to patrząc jeszcze
        > dalej (i to w dowolnym kierunku) możemy nawet w pewnym sensie "zobaczyć
        wielki
        > wybuch" - i tu drugie spostrzeżenie:

        To lubie. Aż nawet rozumiem. Czy mogę zwrócić uwagę na pewne dodatkowe
        ciekawostki.

        Otóż, pewnie mieliśmy szczęście, ze znaleźliśmy się po "tej stronie"
        osobliwości i nas za przeproszeniem wywaliło na obecną naszą pozycję skąd jak
        zauważyłeś, szanowny facecie, ogladamy sobie BB. Można sobie dodatkowo
        byobrazić, ze podobnie wywaliło podobne nam istoty, ale w zupełnie przeciwną
        stronę - one też tylko ogladają wszechświat WIDOCZNY ale nie RZECZYWISTY
        (zarówno my ich, jak i one nas nie widzą, a przecież zyjemy!).

        To jest tak, jakbyśmy ZYLI - my i oni - na RZECZYWISTEJ bańce wszechświata, a
        oglądali o wiele mniejszą bańkę WIDZIALNĄ, której jednym biegunem jest
        obserwator, a drugim BB. Bańka WIDZIALNA ma "średnicę" dwa razy mniejszą niż
        RZECZYWISTA.

        Oczywiście pomijamy w tym poglądowym modelu niuanse dotyczące wieków ciemnych,
        o czym facet pisze dalej. Jeśli je uwzglednić, to bańka WIDZIALNA okazuje się
        być czymś, co Bonobo nazwał kiedyś "płatkiem róży" przylepionym wewnetrznie do
        bańki rzeczywistej w punkcie w którym znajduje się obserwator.


        > - Na skutek ciągłego rozszerzania się wszechświata im dalej od nas położona
        > jest gwiazda tym szybciej od nas ucieka, a im szybciej ucieka tym bardziej
        > światło jakie widzimy od tej gwiazdy przesuwa się w kierunku dłuższej fali
        > (czyli w kierunku czerwieni, a potem podczerwieni, aż w końcu fal radiowych).
        > To z kolei jest spowodowane efektem optycznym Doplera (dźwiękowy efekt
        Doplera
        > to ten który jest odpowiedzialny za inny ton zbliżającego się do nas
        samochodu,
        >
        > a inny oddalającego). Jak napisałem patrząc odpowiednio daleko w głąb
        > wszechświata zaczynamy widzieć go takim jakim był niedługo po wielkim
        wybuchu -
        >
        > niestety, są to rejony bardzo odległe, a to znaczy że bardzo szybko od nas
        się
        > oddalają. To z kolei oznacza, że są przesunięte już nie w kierunku czerwieni,
        > ale wręcz fal radiowych (tzw. promieniowanie reliktowne, lub promieniowanie
        > tła), czyli niewidoczne gołym okiem.
        >
        > Z tych dwóch spostrzeżeń wynika istnienie tzw. "horyzontu zdarzeń". Patrząc
        > coraz głębiej w przestrzeń kosmiczną, najpierw widzimy regularne gwiazdy,
        potem
        >
        > przesunięte w kierunku podczerwnieni młode mgławice (to raczej tylko przez
        > teleskop), a dalej widzimy już tylko promieniowane tła w formie fal
        radiowych.
        > Horyzont zdarzeń odcina przed naszym wzrokiem reszte wszechświata - cokolwiek
        > tam jest nie zobaczymy tego, bo światło wysłane przez te obiekty nigdy do nas
        > nie dotrze.
        >
        > Podsumowując:
        > 1. mimo, że całkowita liczba gwiazd spokojnie wystarczyłaby do rozświetlenia
        > nieba "na biało" to wewnątrz naszego horyzontu zdarzeń jest tylko ich drobna
        > cześć i tylko one są widoczne na niebie
        > 2. Nawet z gwiazd znajdujących się w naszym horyzoncie zdarzeń widzimy tylko
        te
        >
        > które są na tyle blisko, że światło przez nie wysłane gdy były już uformowane
        > zdążyło do nas dotrzeć. Dalsze gwiazdy widzimy na etapie formowania się i to
        > nie w świetle widzialnym z powodu efektu Dooplera.

        WIDZĄC zatem piękną odległą, a więc mlodą mgławicę trzeba ostroznie planować
        podróż do niej. Poruszamy się bowiem wyłącznie po bańce RZECZYWISTEJ. Udając
        się w kierunku mgławicy, wlokac ze sobą niejako bańkę widzialną, zauważamy
        _przyśpieszone_ starzenie się naszej mgławicy. Może się zdarzyć, ze po dotarciu
        na miejsce, oczywiście na rzeczywistej bańce, ZOBACZYMY tam, a nawet pomacamy
        dziure po mgławicy, która w przyśpieszonym naszym oglądzie zestarzała się i
        zapadła... (gdybyśmy nie podejmowali tej podróży oglądalibyśmy jej normalne
        dojrzewanie i starzenie się).

        He, rozmazałem się...

        Pozdry, facet

        Lajkonik
        • facet123 Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 22.03.06, 08:58

          > Można sobie dodatkowo
          > byobrazić, ze podobnie wywaliło podobne nam istoty, ale w zupełnie przeciwną
          > stronę - one też tylko ogladają wszechświat WIDOCZNY ale nie RZECZYWISTY ...

          Trochę się pogubiłem - co rozumiesz przez "przeciwną stronę"?

          Aha, i jeszcze jedno wyjaśnienie dla autora wątku (bo dla lajkonika to pewnie
          jest jasne): Pierwsze wrażenie jakie można odnieść słysząc o tym, że
          wszechświat się rozrzerza i że wszystkie obserwowane gwiazdy i galaktyki się od
          nas oddalają może być takie, że Ziemia z jakiegoś dziwnego powodu znajduje się
          w ośrodku tej całek ekspansji. Jest to oczywiście wrażenie mylne. Nie ważne w
          jakim punkcie wszechświata postawimy obserwatora - zawsze gwiazdy i galaktyki
          będą oddalać się od niego - nie ma żadnego środka ekspansji. Jak to możliwe?
          Najlepiej wyobrazić sobie gwiazdy i galaktyki jako punkciki na baloniku.
          Ekspansja wszechświata to dmuchanie tego balona. Obserwator w każdym punkcie na
          balonie będzie obserwował oddalające się od niego kropki i może odnieść
          wrażenie, że znajduje się w "ośrodku ekspansji". To jednak nie jest pełna
          analogia, bo przecież balon to sfera (powierzchnia kuli) i środek espansji
          jest, ale w jej środku (wewnątrz balona). W naszym wszechświecie gwiazdy i
          galaktyki nie są rozrzucone na sferze, ale równiomienie po całej przestrzeni,
          jak więc to porównać do analogii z balonem? Tu trzeba się wysilić - otóż balon
          jest analogią wszechświata dwuwymiarowego - jego dwuwymiarowa przestrzeń jest
          zagięta na kształt sfery kulistej. Tymczasem nasza przestrzeń jest
          trójwymiarowa, tyle że również zawinięta na kształt 4-wymiarowej sfery (czy
          hipersfery). Dlatego ośrodek ekspansji naszego wszechświata znajdowałby się we
          wnętrzu tej hipersfery, czyli w miejscu poza naszą trójwymiarową
          rzeczywistością ("pod kątem prostym do rzeczywistości", jak ktoś to
          humorystycznie sformułował). Piszę znajdowałby się, bo taki ośrodek ekspansji
          poza naszą przestrzenią to byt raczej abstrakcyjny i jedynie ułatwiający
          obrazowanie sobie modelu rozszerzającego się wszechświata.
          • Gość: lajkonik Re: Pytanie z serwisu wiara.pl IP: *.nbp.pl / 193.109.212.* 22.03.06, 10:02
            facet123 napisał:

            >
            > > Można sobie dodatkowo
            > > byobrazić, ze podobnie wywaliło podobne nam istoty, ale w zupełnie przeci
            > wną
            > > stronę - one też tylko ogladają wszechświat WIDOCZNY ale nie RZECZYWISTY
            > ...
            >
            > Trochę się pogubiłem - co rozumiesz przez "przeciwną stronę"?
            >
            > Aha, i jeszcze jedno wyjaśnienie dla autora wątku (bo dla lajkonika to pewnie
            > jest jasne): Pierwsze wrażenie jakie można odnieść słysząc o tym, że
            > wszechświat się rozrzerza i że wszystkie obserwowane gwiazdy i galaktyki się
            od
            >
            > nas oddalają może być takie, że Ziemia z jakiegoś dziwnego powodu znajduje
            się
            > w ośrodku tej całek ekspansji. Jest to oczywiście wrażenie mylne. Nie ważne w
            > jakim punkcie wszechświata postawimy obserwatora - zawsze gwiazdy i galaktyki
            > będą oddalać się od niego - nie ma żadnego środka ekspansji. Jak to możliwe?
            > Najlepiej wyobrazić sobie gwiazdy i galaktyki jako punkciki na baloniku.
            > Ekspansja wszechświata to dmuchanie tego balona. Obserwator w każdym punkcie
            na
            >
            > balonie będzie obserwował oddalające się od niego kropki i może odnieść
            > wrażenie, że znajduje się w "ośrodku ekspansji". To jednak nie jest pełna
            > analogia, bo przecież balon to sfera (powierzchnia kuli) i środek espansji
            > jest, ale w jej środku (wewnątrz balona). W naszym wszechświecie gwiazdy i
            > galaktyki nie są rozrzucone na sferze, ale równiomienie po całej przestrzeni,
            > jak więc to porównać do analogii z balonem? Tu trzeba się wysilić - otóż
            balon
            > jest analogią wszechświata dwuwymiarowego - jego dwuwymiarowa przestrzeń jest
            > zagięta na kształt sfery kulistej. Tymczasem nasza przestrzeń jest
            > trójwymiarowa, tyle że również zawinięta na kształt 4-wymiarowej sfery (czy
            > hipersfery). Dlatego ośrodek ekspansji naszego wszechświata znajdowałby się
            we
            > wnętrzu tej hipersfery, czyli w miejscu poza naszą trójwymiarową
            > rzeczywistością ("pod kątem prostym do rzeczywistości", jak ktoś to
            > humorystycznie sformułował). Piszę znajdowałby się, bo taki ośrodek ekspansji
            > poza naszą przestrzenią to byt raczej abstrakcyjny i jedynie ułatwiający
            > obrazowanie sobie modelu rozszerzającego się wszechświata.

            Chodzi mi tylko o to, że MY (punkt na hipersferze) możemy mieć "przyjaciół"
            mieszkających w przeciwległym do nas punkcie (rzeczywistej) hipersfery ONI
            (przeciwległy punkt na hipersferze]. Niestety ICH nie oglądamy. Bowiem nie
            oglądamy rzeczywistej hipersfery ale jej pewną degenerację - w której
            przeciwległy widzialny przez nas punkt to BB (a nie pzreciwległy punkt
            rzeczywistej hipersfery ONI).

            Co zatem oglądamy? Ano taką WIDZIALNĄ hipersferę która (a) mieści wewnątrz
            RZECZYWISTEJ hipersfery, (b) jest styczna do RZECZYWISTEJ hipersfery w punkcie
            MY, (c) ma dwa razy mniejszą średnicę od rzeczywistej = (d) jej punkt
            przeciwległy do MY jest w BB.

            ONI podobnie - mieszkając na Rzeczywistej, wspólnej z nami hipersferze, mają
            jednak swoją inną od naszej WIDZIALNĄ hipersferę.

            No chyba błędem byłoby przypuszczenie, że przeciwległym do NAS miejscem na
            wszechświatowej hipersferze jest BB, bo tam sięga nasz wzrok...


            [z tym "wywaliło" - chodziło mi o to, że MY i ONI rozjechaliśmy się w momencie
            BB w przeciwnych kierunkach i obecnie zajmujemy przeciwległe punkty
            rzeczywistej hipersfery].

            Namieszałem?

            Lajkonik
            • facet123 Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 22.03.06, 10:32

              > ma dwa razy mniejszą średnicę od rzeczywistej

              Dlaczego dwa razy mniejszą? Specjalistą nie jestem, ale wydaje mi się, że nasz
              horyzont zdarzeń obejmuje bardzo niewielką część całej "hipersfery"
              wszechświata. Nie ma chyba powodów wy sądzić, że jest to dokładnie połowa?
              • lajkonik521 Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 22.03.06, 11:02
                facet123 napisał:

                >
                > > ma dwa razy mniejszą średnicę od rzeczywistej
                >
                > Dlaczego dwa razy mniejszą? Specjalistą nie jestem, ale wydaje mi się, że
                nasz
                > horyzont zdarzeń obejmuje bardzo niewielką część całej "hipersfery"
                > wszechświata. Nie ma chyba powodów wy sądzić, że jest to dokładnie połowa?

                Upraszczając:
                centrum hipersfery jest BB, tak?
                Objeżdzając/obchodząc hipersferę dookoła zatoczymy "krąg" o promieniu R wokół
                BB - R jest równe odległości MY - BB, tak?

                Wykonując podobną podróż okiem (anteną), bez ruszania tyłka, nie objeżdzamy BB
                dookoła, tylko cudem natykamy się wzrokiem (anteną) na BB, tak? Czyli nasz
                wzrok (antena) wykonuje podróż po okręgu przechodzącym przez BB! Średnica tego
                okręgu jest R, zatem jego promień jest R/2

                Narysuj sobie dwa okręgi styczne wewnętrznie, niech przy tym ten wewnętrzny
                przechodzi przez środek większego-zewnętrznego. Okrąg zewnętrzny to wszechświat
                rzeczywisty (tu _realnie mieszkają_ słynne balonikowe kropki), a wewnętrzny -
                wszechświat jakim go widzimy (tu _widzimy_ balonikowe kropki jeśli obserwujemy
                je z punktu styczności okręgów).
                Zauważasz, że średnica zewnętrznego jest dwa razy większa niż wewnętrznego?

                Duży okrąg reprezentuje "CO JEST", a mały "CO WIDZIMY".

                Lajkonik
                • facet123 Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 22.03.06, 11:14

                  To nie tak. Można uznać, że środkiem hipersfery jest BB, ale to nie znaczy, że
                  widząc BB na końcu horyzontu zdarzeń widzimy środek hipersfery, bo on znajduje
                  się poza naszą przestrzenią.

                  Narysuj na baloniku małe kółko - to jest nasz horyzont zdarzeń (my w jego
                  środku). objeżdżając wzrokiem niebo objeżdżamy tylko to kółko. Od środka
                  hipersfery jest ono oddalone nie dość, że znacznie to jeszcze w
                  kierunku "prostopadłym do rzeczywistości". Wokół każdego innego punktu balonika
                  znajduje się takie kółko - może być wiele kółek w ogóle się ze sobą nie
                  stykających.
                  • lajkonik521 Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 22.03.06, 11:51
                    facet123 napisał:

                    >
                    > To nie tak. Można uznać, że środkiem hipersfery jest BB, ale to nie znaczy,
                    że
                    > widząc BB na końcu horyzontu zdarzeń widzimy środek hipersfery, bo on
                    znajduje
                    > się poza naszą przestrzenią.
                    >
                    > Narysuj na baloniku małe kółko - to jest nasz horyzont zdarzeń (my w jego
                    > środku). objeżdżając wzrokiem niebo objeżdżamy tylko to kółko. Od środka
                    > hipersfery jest ono oddalone nie dość, że znacznie to jeszcze w
                    > kierunku "prostopadłym do rzeczywistości". Wokół każdego innego punktu
                    balonika
                    >
                    > znajduje się takie kółko - może być wiele kółek w ogóle się ze sobą nie
                    > stykających.

                    Narysowałem takie kółko (no, okrąg). I wyobraź sobie teraz facet, że KTOŚ
                    oddalony od NAS i mieszkający na tym okręgu wypuszcza do nas wiązkę światła -
                    po to byśmy go dojrzeli. Ta wiązka leci do nas, leci.... (c jest w końcu
                    ograniczone). W międzyczasie zarówno ów KTOŚ jak i MY mieszkając na
                    rozszerzającej się hipersferze, zmieniamy swoje położenie względem BB -
                    oddalamy się od BB. Po pewnym czasie światło dolatuje do NAS. Jaką mamy wówczas
                    sytuację?

                    Otóż od MOMENTU wypuszczenia wiązki światła przez KTOSIA, My jesteśmy już dalej
                    od BB, KTOŚ jest także dalej od BB, a docierająca do nas wiązka mówi "oto KTOŚ
                    wypuścił wiązkę" - wręcz widzimy KTOSIA jak nacisnął czerwony guzik, zatem
                    widzimy go w miejscu gdzie BYŁ w momencie wypuszczania wiązki a nie w momencie
                    gdzie JEST, gdy ją odbieramy. Zatem nasz horyzont WIDZENIA nie znajduje się na
                    sferze na której JEST teraz KTOŚ, ale na innej sferze - na sferze na której on
                    BYŁ w momencie wypuszczania. No więc co z moim kółkiem na sferze, na którek
                    KTOŚ aktualnie jest?

                    Innymi słowy nie można rysować kółek na sferze rzeczywistej - sferze
                    jednoczesności. Bo tej NIE WIDZIMY (nie twierdzisz chyba że widzisz KTOSIA
                    oglądającego ciebie jak odbierasz jego sygnał. Raczej go widzisz jak go
                    wypuszcza, co?). Ale mozna rysować takie kołka na sferze którą widzimy, a ta
                    jest inna od tej na której aktualnie znajdują się obiekty których obraz sprzed
                    lat widzimy.

                    Gdyby prędkość światła była nieskończona, to byłoby tak jak mówisz -
                    oglądalibyśmy wszechświat rzeczywisty, a nie przeszły. Widzielibyśmy KTOSIA
                    naciskającego guzik z jednoczesnym odbiorem wiązki światła, i galaktyki nie na
                    sferze WIDZIALNEJ, ale na sferze RZECZYWISTEJ.

                    Namąciłem?

                    Lajkonik
                    • facet123 Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 22.03.06, 12:09

                      > Narysowałem takie kółko (no, okrąg). I wyobraź sobie teraz facet, że KTOŚ
                      > oddalony od NAS i mieszkający na tym okręgu wypuszcza do nas wiązkę światła -
                      > po to byśmy go dojrzeli. Ta wiązka leci do nas, leci.... (c jest w końcu
                      > ograniczone).

                      Wg mnie wiązka ta do nas nie doleci. Jeżeli coś znajduje się dokładnie na
                      naszym horyzoncie zdarzeń i wyśle sygnał, to sygnał ten nigdy do nas nie
                      dotrze, dlatego, że miejsce to oddala się od nas z predkością światła, a więc
                      my również "uciekamy" przed tym sygnałem. Take jest wg mnie sens
                      sformuowania "horyzont zdarzeń". Pojawia się pytanie czy horyzont zdarzeń
                      zmienia swój promień - tego nie wiem (zależy to od stosunku prędkości światła,
                      to "prędkości" rozszerzania się wszechświata), ale jeżeli nawet powiększa się i
                      ostatecznie obejmie nadawcę sygnału, to zobaczymy w końcu ten sygnał, ale wtedy
                      nadawca już nie będzie na horyzoncie, ale w nim. A na horyzoncie ciągle
                      będziemy widzieli pierwsze sekundy wszychświata, ale będą to pierwsze sekundy
                      dalszych jego rejonów.

                      Pozdr

                      PS: Tak, namąciłeś.



                      • lajkonik521 Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 22.03.06, 12:26
                        facet123 napisał:

                        [...]
                        > A na horyzoncie ciągle
                        > będziemy widzieli pierwsze sekundy wszychświata, ale będą to pierwsze sekundy
                        > dalszych jego rejonów.
                        >
                        > Pozdr
                        >
                        > PS: Tak, namąciłeś.
                        >

                        OK. Poddaję się. Tylko nadmuchaj zatem balonik. Narysuj kropkę - to MY. Wokół
                        my narysuj okrąg - horyzont zdarzeń, ALE UWAGA:
                        tak narysuj horyzont zdarzeń, by na nim były pierwsze sekundy wszechświata
                        (balonika), nawet pierwsze sekundy dalszych jego rejonów, A NAWET SAM BB, czyli
                        centrum balonika. Umiesz taki okrąg namalować na baloniku? Ja próbowałem, nie
                        wychodzi. Dlatego mącę.

                        Lajkonik
                        • facet123 Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 22.03.06, 13:52

                          Chyba rozumiem w czym leży problem. Próbujesz narysować okrąg tak aby
                          koniecznie przechodził przez środek hipersfery? To faktycznie niemożliwe. Ale
                          to, że wielki wybuch miał miejsce w tym środku nie znaczy, że okrąg musi
                          przechodzić przez ten punkt. Zresztą nawet gdyby, to powinniśmy widzieć wielki
                          wybuch tylko w jednym punkcie tego okręgu, czyli w jednym miejscu nieba, tym
                          czasem promieniowanie reliktowne dochodzi do nas z każdego kierunku.

                          Wg mnie lepiej wyobrazić to sobie tak. Wielki wybuch - balonik jest punktem,
                          prawa fizyki załamnują się, nie dyskutujemy. Chwilę potym balonik jest bardzo
                          mały. Punkt w którym znajdzie się ziemia ma już swój horyzont zdarzeń - bardzo
                          małe kółeczko na bardzo małym baloniku. W bezpośredniej okolicy wewnętrznej
                          horyzontu zdarzeń znajduje się gorąca, promieniująca zupa pramaterii.
                          Promieniowanie od tej zupy z okolic horyzontu zdarzeń zaczyna biec w kierunku
                          naszego punktu w którym znajdzie się Ziemia - jednak wszechświat wtedy bardzo
                          szybko się rozszerza. Mimo, że od okolic malutkiego horyzontu zdarzeń do
                          naszego punktu "przyszła ziemia" jest bardzo blisko, to balonik nadmuchuje się
                          tak szybko, że promieniowanie pramaterii nie może dotrzeć do naszego punktu. Na
                          skutek nadmuchiwania między horyzontem zdarzeń, a punkem "ziemia" jakby
                          przybywa przestrzeni (tak jak przybywa gumy w obrębie kółka na baloniku). W
                          końcu, po miliardach lat promieniowanie dosięga ziemi która w naszym punkcie
                          zdążyła się już uformować. Jednak na skutek potężnego efektu Dooplera jest ono
                          przesunięte w kierunku fal radiowych. To jest właśnie promieniowanie
                          reliktowne. Dociera ono ze wszystkich stron, bo w chwili gdy było wysyłane
                          wielki wybuch był "wszędzie".
                          • Gość: lajkonik Re: Pytanie z serwisu wiara.pl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.06, 20:37
                            facet123 napisał:

                            >
                            > Chyba rozumiem w czym leży problem. Próbujesz narysować okrąg tak aby
                            > koniecznie przechodził przez środek hipersfery? To faktycznie niemożliwe.

                            No właśnie - zgodnie z twoimi wskazówkami okrag ten ma być na baloniku
                            ("narysuj kołko na baloniku"), ale jednocześnie miałby być zgodny z
                            obserwacjami a więc przechodzić przez BB (jeśli przyjać, że zagladamy aż do
                            BB), a najlepiej, zeby wszystkie punkty tego okregu były BB (jeśli zważyć, ze
                            gdzie się nie obrócimy to BB i promieniowanie reliktowe). Masz jakiś pomysł na
                            spełnienie tych trzech warunkow? Bo rysowanie kołka na baloniku czy hipersferze
                            tych warunkow nie spełnia. Ja mam pomysł, który próbuję opisać, ale nieudolnie
                            mi to wychodzi od kilku postów.

                            Moze lepiej zredukować problem do okregu - wszechświata? Według ciebie horyzont
                            zdarzeń to byłby odcinek takiego okręgu, nie? A ja próbuje powiedzieć, ze
                            horyzontem tym byłby wewnętrzny okrag styczny do pierwotnego i przechodzący
                            przez srodek tego pierwotnego, czyli przez jego BB.
                            glista moze łazić tylko po dużym - we wszystkich kierunkach, tj. w tył i w
                            przód. Ale widzi tylko to co na małym wewnętrznym okregu - gdzieby nie
                            spojrzała - w tył czy w przód - widzi BB.

                            Glista łażąc po dużym okręgu ma niejako do tyłka przyczepiny mały okrąg.

                            Rozjaśniło?

                            > Ale
                            > to, że wielki wybuch miał miejsce w tym środku nie znaczy, że okrąg musi
                            > przechodzić przez ten punkt.

                            Wszędzie wokoł widzimy BB (no, rejony bliskie BB). Okrąg oznaczajacy horyzont
                            zdarzeń musi to uwzględniać. Jeśli go naryzujesz na hipersferze to nijak będzie
                            on bliższy BB niż ty sam jako obserwator, tak?

                            > Zresztą nawet gdyby, to powinniśmy widzieć wielki
                            > wybuch tylko w jednym punkcie tego okręgu, czyli w jednym miejscu nieba, tym
                            > czasem promieniowanie reliktowne dochodzi do nas z każdego kierunku.

                            He, zatem chodzi o to by BB był w każdym punkcie horyzontu zdarzeń! albo
                            dokladniej by każdy punkt ta horyzoncie zdarzeń był blisko BB.


                            > Wg mnie lepiej wyobrazić to sobie tak. Wielki wybuch - balonik jest punktem,
                            > prawa fizyki załamnują się, nie dyskutujemy. Chwilę potym balonik jest bardzo
                            > mały. Punkt w którym znajdzie się ziemia ma już swój horyzont zdarzeń -
                            bardzo
                            > małe kółeczko na bardzo małym baloniku. W bezpośredniej okolicy wewnętrznej
                            > horyzontu zdarzeń znajduje się gorąca, promieniująca zupa pramaterii.
                            > Promieniowanie od tej zupy z okolic horyzontu zdarzeń zaczyna biec w kierunku
                            > naszego punktu w którym znajdzie się Ziemia - jednak wszechświat wtedy bardzo
                            > szybko się rozszerza. Mimo, że od okolic malutkiego horyzontu zdarzeń do
                            > naszego punktu "przyszła ziemia" jest bardzo blisko, to balonik nadmuchuje
                            się
                            > tak szybko, że promieniowanie pramaterii nie może dotrzeć do naszego punktu.
                            Na
                            >
                            > skutek nadmuchiwania między horyzontem zdarzeń, a punkem "ziemia" jakby
                            > przybywa przestrzeni (tak jak przybywa gumy w obrębie kółka na baloniku). W
                            > końcu, po miliardach lat promieniowanie dosięga ziemi która w naszym punkcie
                            > zdążyła się już uformować. Jednak na skutek potężnego efektu Dooplera jest
                            ono
                            > przesunięte w kierunku fal radiowych. To jest właśnie promieniowanie
                            > reliktowne. Dociera ono ze wszystkich stron, bo w chwili gdy było wysyłane
                            > wielki wybuch był "wszędzie".

                            No dzienks, facet, ale to wiadomo.

                            Pozdry, nie trać cierpliwości, jeśli uważasz, ze gmatwam. Moze pozostaniemy
                            przy tym przypadku płaskim?

                            Lajkonik

                            • facet123 Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 23.03.06, 09:28

                              > No właśnie - zgodnie z twoimi wskazówkami okrag ten ma być na baloniku
                              > ("narysuj kołko na baloniku"), ale jednocześnie miałby być zgodny z
                              > obserwacjami a więc przechodzić przez BB ... Bo rysowanie kołka na baloniku
                              > zy hipersferze tych warunkow nie spełnia.

                              Wg mnie spełnia. To znaczy, kółko (które jest analogią naszego horyzontu
                              zdarzeń) nie przechodzi geometrycznie przez miejsce w którym miał miejsce
                              wielki wybuch (czyli środek hipersfery), ale tam i tak w tej chwili już nic nie
                              ma. Nawet przestrzeni. Ujmę to inaczej - skoro wielki wybuch zapoczątkował
                              istnienie naszej przestrzeni, to za miejsce jego zajścia najlepiej uważać naszą
                              przestrzeń trójwymiarową. W chwili BB cała ta przestrzeń znajdowała się w
                              jednym punkcie, a teraz bardzo się rozdymała - wniosek: Za miejsce BB najlepiej
                              uznać całą naszą trójwymiarową przestrzeń, bez żadnych wyróżnionych punktów.
                              Może to trochę dziwne, ale właśnie o tym mówią obserwacje - wielki wybuch miał
                              miejsce "wszędzie jednocześnie". Dlatego patrząc daleko, w okolice horyzontu
                              zdarzeń, widzimy wielki wybuch w miejscu gdzie znajduje się ten horyzont.
                              Jeżeli na horyzoncie jest ktoś kto patrzy w kierunku Ziemi, to też widzi wielki
                              wybuch, ale w tym miejscu w którym teraz znajduje się Ziemia.

                              > Glista łażąc po dużym okręgu ma niejako do tyłka przyczepiny mały okrąg.
                              > Rozjaśniło?

                              Ok, mam obraz Twojego modelu, choć nie jestem pewien dlaczego jest on akurat
                              taki. Czy dobrze rozumiem, że jego celem jest dodatkowa wizualizacja czasu? Bo
                              ten mój model faktycznie go (wizualnie) nie uwzględnia - tylko balonik z
                              kółkiem, a ten kawałek o czasie trzeba dopowiedzieć (to znaczy trzeba
                              powiedzieć, dlaczego na horyzoncie zdarzeń widać BB). Rozumiem, że chcesz
                              wymyślić taką wizualizację która jednocześnie ujmie czas, tak?
                              Jeżeli tak, to zgodzę się z jednym zastrzeżeniem - to wewnętrzne styczne koło
                              nie powinno być wg mnie kołem, ale jakąś inną krzywą.

                              Może tak - dodajmy jawnie oś czasu, a naszą trójwymiarową przestrzeń zredukujmy
                              do okręgu. Otrzymujemy powierzchnię boczną stożka. Wielki wybuch to jego
                              wierzchołek, a powiększający się poziomy przekrój stożka (okrąg) to nasz
                              rozrzerzający się wszechświat. Teraz oznaczymy w pewnej chwili swoją pozycję -
                              punkt na okręgu będącym poziomym przekrojem stożka. Horyzont zdarzeń to odcinek
                              tego okręgu, ale patrząc w jego kierunku nie widzimy oczywiście końców tego
                              odcinka (bo one są teraz, a my je widzimy z czasów BB), ale wierzchołek stożka.
                              Jeżeli patrzymy np. na unkt oddalony od nas o połowę odległości do horyzontu
                              zdarzeń to widzimy punkt na powierzhni stożka odpowiednio oddalony w kierunku
                              jego wierzchołka. A więc w takiej wizualizacji nasz obserwowany wszechświat to
                              pewna krzywa na powierchni stożka.

                              Wracając do analogii z balonem (tutaj jednak brakuje nam wymiarów żeby dodać
                              czas) rozumiem, że mimo, że horyzont zdarzeń jest kółkiem na powierzchni
                              balonu, to patrząc w jego kierunku widzimy czasy w których balon i kółko były
                              mniejsze. Żeby to oddać trzeba by wykreślić taką dziwną powierzchnię która ma
                              wierzchołek w punkcie na baloniku potam się rozszerza jak stożek (bo batrzymy
                              coraz dalej), ale jednocześnie sięga wgłąb balonu (bo widzimy młodszy
                              wszeświat), aż zaczyna się kurczyć (bo wsześciat był w przeszłości mniejszy) aż
                              spowrotem sięga drugiego wierzchołka w środku balonu.

                              Więc chyba zrozumiałem co miałeś na myśli - jedyna moja sugestia to zastąpienie
                              kółka/sfery wewnętrznej, na jakąś inną krzywą/powierzchnię. Przyznasz jednak,
                              że dla laika (autor wątku) wystarczającym wyzwaniem jest zrozumienie analogii z
                              balonem i kółkiem, a naszy dywagacje to już wyższa szkoła jazdy (i przyznam, że
                              nawet dla mnie bardziej jasna jest analogia z balonem i dopowiedzeniem słownym,
                              niż z dodatkowymi powierzchniami).
                              • lajkonik521 Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 23.03.06, 10:29
                                facet123 napisał:

                                >
                                > > No właśnie - zgodnie z twoimi wskazówkami okrag ten ma być na baloniku
                                > > ("narysuj kołko na baloniku"), ale jednocześnie miałby być zgodny z
                                > > obserwacjami a więc przechodzić przez BB ... Bo rysowanie kołka na baloni
                                > ku
                                > > zy hipersferze tych warunkow nie spełnia.
                                >
                                > Wg mnie spełnia. To znaczy, kółko (które jest analogią naszego horyzontu
                                > zdarzeń) nie przechodzi geometrycznie przez miejsce w którym miał miejsce
                                > wielki wybuch (czyli środek hipersfery), ale tam i tak w tej chwili już nic
                                nie
                                >
                                > ma. Nawet przestrzeni.

                                Tu się rozumiemy. Jasne, że tam nic nie ma w sensie rzeczywistym. Ale ciągle w
                                tych okolicach coś widzimy. To że widzimy nie oznacza, ze tam coś jest.


                                > Ujmę to inaczej - skoro wielki wybuch zapoczątkował
                                > istnienie naszej przestrzeni, to za miejsce jego zajścia najlepiej uważać
                                naszą
                                >
                                > przestrzeń trójwymiarową. W chwili BB cała ta przestrzeń znajdowała się w
                                > jednym punkcie, a teraz bardzo się rozdymała - wniosek: Za miejsce BB
                                najlepiej
                                >
                                > uznać całą naszą trójwymiarową przestrzeń, bez żadnych wyróżnionych punktów.
                                > Może to trochę dziwne, ale właśnie o tym mówią obserwacje - wielki wybuch
                                miał
                                > miejsce "wszędzie jednocześnie".

                                Jasne.

                                > Dlatego patrząc daleko, w okolice horyzontu
                                > zdarzeń, widzimy wielki wybuch w miejscu gdzie znajduje się ten horyzont.
                                > Jeżeli na horyzoncie jest ktoś kto patrzy w kierunku Ziemi, to też widzi
                                wielki
                                >
                                > wybuch, ale w tym miejscu w którym teraz znajduje się Ziemia.

                                Z jedną drobną korektą. Jeśli uznać, że BB miał miejsce wszędzie, to powinniśmy
                                oglądać go tak na na ziemi, jak i w oddalonych miejscach wszechświata. A my go
                                na ziemi nie obserwujemy. Jest jednak na rada na wyjaśnienie tej sprzeczności.



                                > > Glista łażąc po dużym okręgu ma niejako do tyłka przyczepiny mały okrąg.
                                > > Rozjaśniło?
                                >
                                > Ok, mam obraz Twojego modelu, choć nie jestem pewien dlaczego jest on akurat
                                > taki. Czy dobrze rozumiem, że jego celem jest dodatkowa wizualizacja czasu?

                                W pewnym sensie tak. A dokładniej chodzi o odróżnienie wszechświata
                                rzeczywistego od wszechsiata widzianego. Rozbieżność wynika stąd, że do
                                oglądania wszechświata wykorzystujemy "oczy/anteny", wykorzystujące fale e-m, a
                                te nie poruszają się z nieskończoną predkością byśmy mogli wiedzieć co
                                AKTUALNIE odbywa się w oddalonych obszarach wszechświata. Ułomność tego
                                narzędzia (c<oo) powoduje, że wszechświat widzialny oglądamy z pewnym
                                opóźnieniem w stosunku do wszechświata rzeczywistego. W tym sensie czas odgrywa
                                tu pewną rolę.
                                Zauważ, że w tym modelu promień balona pełni rolę wymiaru czasowego. im większy
                                promień tym starszy wszechświat i na odwrót, nie? Komplikacja polega na tym, że
                                tych promieni jest wiele (oo) i trochę to nie pasuje do typowego wyobrażenia
                                wymiaru (linia prosta). Ale promień ten ma inną ważną własność - każdy promień
                                jest prostopadły do wymiarów przestrzennych (prostopadły do powierzchni
                                balonika).


                                > Bo
                                > ten mój model faktycznie go (wizualnie) nie uwzględnia - tylko balonik z
                                > kółkiem, a ten kawałek o czasie trzeba dopowiedzieć (to znaczy trzeba
                                > powiedzieć, dlaczego na horyzoncie zdarzeń widać BB). Rozumiem, że chcesz
                                > wymyślić taką wizualizację która jednocześnie ujmie czas, tak?
                                > Jeżeli tak, to zgodzę się z jednym zastrzeżeniem - to wewnętrzne styczne koło
                                > nie powinno być wg mnie kołem, ale jakąś inną krzywą.

                                OK. To jest duże uproszczenie. Wewnętrzny okrąg powinien być inną krzywą. A
                                nawet powinien być otwarty (niedokończony) w obszarze BB. Bo tak naprawdę to
                                samego BB nie widzimy, nie? Gdybyśmy to pierdyknięcie widzieli w każdym punkcie
                                nieba, to niezły byłby fajerwerk.

                                > Może tak - dodajmy jawnie oś czasu, a naszą trójwymiarową przestrzeń
                                zredukujmy
                                >
                                > do okręgu. Otrzymujemy powierzchnię boczną stożka. Wielki wybuch to jego
                                > wierzchołek, a powiększający się poziomy przekrój stożka (okrąg) to nasz
                                > rozrzerzający się wszechświat. Teraz oznaczymy w pewnej chwili swoją pozycję -

                                > punkt na okręgu będącym poziomym przekrojem stożka. Horyzont zdarzeń to
                                odcinek
                                >
                                > tego okręgu, ale patrząc w jego kierunku nie widzimy oczywiście końców tego
                                > odcinka (bo one są teraz, a my je widzimy z czasów BB), ale wierzchołek
                                stożka.
                                >
                                > Jeżeli patrzymy np. na unkt oddalony od nas o połowę odległości do horyzontu
                                > zdarzeń to widzimy punkt na powierzhni stożka odpowiednio oddalony w kierunku
                                > jego wierzchołka. A więc w takiej wizualizacji nasz obserwowany wszechświat
                                to
                                > pewna krzywa na powierchni stożka.

                                He, brat, nieźle! Spójrz teraz na ten stożek z góry (albo zrób rzut pionowy na
                                kartkę papieru) i masz to co ci próbuję przekazać od paru postów. Duży okrąg -
                                przekrój poziomy stożka, mały "okrąg" (żeby nie komplikować kształtu)
                                składający się z punktów leżących na kolejnych coraz to mniejszych przekrojach
                                stożka.



                                > Wracając do analogii z balonem (tutaj jednak brakuje nam wymiarów żeby dodać
                                > czas)

                                To dołuż czas w postaci promienia balonika i już!

                                > rozumiem, że mimo, że horyzont zdarzeń jest kółkiem na powierzchni
                                > balonu, to patrząc w jego kierunku widzimy czasy w których balon i kółko były
                                > mniejsze. Żeby to oddać trzeba by wykreślić taką dziwną powierzchnię która ma
                                > wierzchołek w punkcie na baloniku potam się rozszerza jak stożek (bo batrzymy
                                > coraz dalej), ale jednocześnie sięga wgłąb balonu (bo widzimy młodszy
                                > wszeświat), aż zaczyna się kurczyć (bo wsześciat był w przeszłości mniejszy)

                                >
                                > spowrotem sięga drugiego wierzchołka w środku balonu.

                                Zeby nie komplikować, to tę dziwną powierzchnię nazwałam mniejszym balonikiem -
                                wszak zaczyna się on w punkcie obserwacji, rozszerza się, a następnie zwięża do
                                punktu BB. Średnicę ma 2 razy mniejszą niż duży balon - teraz jaśniejsze?

                                > Więc chyba zrozumiałem co miałeś na myśli - jedyna moja sugestia to
                                zastąpienie
                                >
                                > kółka/sfery wewnętrznej, na jakąś inną krzywą/powierzchnię.

                                OK.

                                Warto zauważyć, że:
                                1. Czym innym jest obserwowanie balonika z zewnątrz - trochę jakby okiem
                                opatrzności zawieszonym poza wymiarami przestrzennymi i poza czasem. A co
                                innego jest obserwować wszechświat z poziomu jego mieszkańca. Teraz chyba
                                łatwiej zrozumieć, że horyzont zdarzeń dotyczy raczej tego wewnętrznego balona -
                                i stanowi kres widoczności, stąd balonik wewnętrzny jest jakby niedorobiony w
                                obszarze bliskim bb (przearcynasłynniejsza postać tego forum, niejaki bonobo,
                                nazwał ten kształt platkiem róży, moze lepiej kielichem niedomkniętego
                                tulipana, ale jego gatunek pewnie wymarł, jeśli wnioskować na podstawie jego
                                aktywności na forum).

                                2. Promień jako wymiar czasu jest może trochę dziwny - ale jak rozprostować
                                powierzchnię balonu na plaszczyźnie, to zupełnie wymiar ten normalnieje i nie
                                drażni aż tak bardzo naszej intuicyjności. "Upływ czasu" to raczej płynięcie
                                naszej balonowej pzrestrzeni wzdłuż wymiaru czasu - TO MY PŁYNIEMY, a nie czas!


                                > Przyznasz jednak,
                                > że dla laika (autor wątku) wystarczającym wyzwaniem jest zrozumienie analogii
                                z
                                >
                                > balonem i kółkiem, a naszy dywagacje to już wyższa szkoła jazdy (i przyznam,
                                że
                                >
                                > nawet dla mnie bardziej jasna jest analogia z balonem i dopowiedzeniem
                                słownym,
                                >
                                > niż z dodatkowymi powierzchniami).

                                Jaka tam szkoła jazdy? Facet, ja też przy tobie się gimnastukuję, i nie
                                przychodzi mi to lekko, ale jaka przyjemność, nie? A poza tym niech kolesie na
                                wiara.pl wiedzą, że nie siedzimy z rękami założonymi pod siedzenie, nie?

                                Czym się facet

                                Lajkonik
                                • facet123 Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 23.03.06, 10:57
                                  > Z jedną drobną korektą. Jeśli uznać, że BB miał miejsce wszędzie, to
                                  > powinniśmy oglądać go tak na na ziemi, jak i w oddalonych miejscach
                                  > wszechświata. A my go na ziemi nie obserwujemy. Jest jednak na rada na
                                  > wyjaśnienie tej sprzeczności.

                                  Wydaje mi się, że to akurat łatwo wyjaśnić. BB miał miejsce wszędzie, ale
                                  widzieć go możemy tylko w okolicy horyzontu zdarzeń, bo tylko stamtąd światło
                                  dociera do nas TERAZ. Światło wysłane zaraz po BB z bliższych nam okolic
                                  wszeschświata zdążyło już się "rozbiec" na wszystkie strony i opuścić bliskie
                                  nam regiony - ono za to jest widoczne z miejsc oddalonych od nas o odległość
                                  równą promieniowi zdarzeń właśnie jako promieniowanie reliktowne. Więc każdy
                                  widzi BB ale mający miejsce nie u siebie, ale na krańcach swojego horyzontu
                                  zdarzeń.

                                  > Zauważ, że w tym modelu promień balona pełni rolę wymiaru czasowego

                                  Zgadza się. Na potrzeby wisualizacji jest to faktycznie wystarczające ujęcie
                                  czasu

                                  > Bo tak naprawdę to samego BB nie widzimy, nie? Gdybyśmy to pierdyknięcie
                                  > widzieli w każdym punkcie nieba, to niezły byłby fajerwerk.

                                  Faktycznie, zdaje się, że przez pierwszy bardzo krótki okres czasu po wielkim
                                  wybuchu wszychświat był nieprzezroczysty dla promieniowania
                                  elektromagnetycznego (z powodu własciwości ówczesnej materii). Znaczy to, że
                                  najdalsze co możemy zobaczyć, to moment gdy wszechświat zaczął przepuszczać
                                  światło (i to właśnie to światło przesunięte w kierunku fal radiowych tworzy
                                  promieniowanie reliktowne), to co było przedtem jest dla nas ukryte, bo w koncu
                                  możemy zobaczyć tylko to co wysyła jakies promieniowanie elektromagnetyczne.
                                  Nawet gdyby było inaczej i bariera nieprzezroczystości wszechświata nie
                                  istniała to i tak jedyne co byśmy widzieli to promieniowanie jeszcze bardziej
                                  przesunięte w kierunku fal radiowych... chyba, bo to gdybanie jest totalne.

                                  > Średnicę ma 2 razy mniejszą niż duży balon - teraz jaśniejsze?

                                  Teraz jasne. Zmyliło mnie to, że średnica o której mówimy, to średnica "czasowo-
                                  przestrzenna", a nie przestrzenna. Przestrzenna średnica naszego widzialnego,
                                  ograniczonego horyzontem zdarzeń świata jest prawdopodobnie o wiele mniejsza
                                  niż połowa średnicy całej hipersfery.


                                  > 1. Czym innym jest obserwowanie balonika z zewnątrz - trochę jakby okiem
                                  > opatrzności zawieszonym poza wymiarami przestrzennymi i poza czasem. A co
                                  > innego jest obserwować wszechświat z poziomu jego mieszkańca. Teraz chyba
                                  > łatwiej zrozumieć, że horyzont zdarzeń dotyczy raczej tego wewnętrznego
                                  > balona

                                  No to już kwestia gustu. Przecież tego wewnętrznego balona też nie można
                                  zobaczyć inaczej niż okiem opatrzności. Jeżeli chcemy mieć obraz wszechświata
                                  oczami jego wewnętrznych obserwatorów to jest to kula z nami w środku której
                                  zewnętrzną powierzchnie tworzy horyzont zdarzeń... Nasza gimnastyka ma właśnie
                                  na celu próby zwizualizowania tego co widziałby "oko opatrzności"


                                  > A poza tym niech kolesie na
                                  > wiara.pl wiedzą, że nie siedzimy z rękami założonymi pod siedzenie, nie?

                                  no Ba!

                                  pozdr

                                  • lajkonik521 Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 23.03.06, 11:43
                                    facet123 napisał:

                                    > BB miał miejsce wszędzie, ale
                                    > widzieć go możemy tylko w okolicy horyzontu zdarzeń, bo tylko stamtąd światło
                                    > dociera do nas TERAZ. Światło wysłane zaraz po BB z bliższych nam okolic
                                    > wszeschświata zdążyło już się "rozbiec" na wszystkie strony i opuścić bliskie
                                    > nam regiony - ono za to jest widoczne z miejsc oddalonych od nas o odległość
                                    > równą promieniowi zdarzeń właśnie jako promieniowanie reliktowne. Więc każdy
                                    > widzi BB ale mający miejsce nie u siebie, ale na krańcach swojego horyzontu
                                    > zdarzeń.

                                    No ok. BB mieł miejsce wszędzie - ale kiedyś! Dziś już BB nie ma miejsca
                                    WSZĘDZIE. Generalnie jednak w tym obszarze się rozumiemy.

                                    [ciach: ... uzgodnione...]

                                    > Teraz jasne. Zmyliło mnie to, że średnica o której mówimy, to
                                    średnica "czasowo-przestrzenna", a nie przestrzenna. Przestrzenna średnica
                                    naszego widzialnego,
                                    > ograniczonego horyzontem zdarzeń świata jest prawdopodobnie o wiele mniejsza
                                    > niż połowa średnicy całej hipersfery.

                                    Może warto dodać, że to znane 14 mld lat świetlnych - to połowa obwodu
                                    mniejszego balona (przyjmijmy, że jest to regularny balon, bez cudowania
                                    kształtów) - [wymiar przestrzenny]. Taką drogę przebywa leci fala e-m od BB do
                                    nas po drodze, którą jest POŁOWA OBWODU wewnętrznego balonika. Potrzebuje na to
                                    14 mld lat = średnica małego balonika = promień dużego balonika [wymiar
                                    czasowy]. Zatem równik dużego balona mierzy 2*3.14* 14 = 88 mld l.s. Spory ten
                                    nasz wszechświat, żeby go tak oblecieć wkoło, nie?


                                    > No to już kwestia gustu. Przecież tego wewnętrznego balona też nie można
                                    > zobaczyć inaczej niż okiem opatrzności. Jeżeli chcemy mieć obraz wszechświata
                                    > oczami jego wewnętrznych obserwatorów to jest to kula z nami w środku której
                                    > zewnętrzną powierzchnie tworzy horyzont zdarzeń...

                                    Wiesz, facet, fajnie się z tobą rozmawia...

                                    > Nasza gimnastyka ma właśnie
                                    > na celu próby zwizualizowania tego co widziałby "oko opatrzności"
                                    >
                                    > pozdr
                                    >
                                    Jakby co nowego w tej materii ci się urodziło to wal jak w dym, chętnie
                                    uczestniczę w takich dywagacjach.

                                    Czym się

                                    lajkonik
                                    • facet123 Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 23.03.06, 12:22

                                      > 14 mld lat = średnica małego balonika = promień dużego balonika [wymiar
                                      > czasowy]. Zatem równik dużego balona mierzy 2*3.14* 14 = 88 mld l.s. Spory
                                      > ten nasz wszechświat, żeby go tak oblecieć wkoło, nie?

                                      No ale to tylko przy założeniu tej naszej wizualizacji, więc to 88mld l.s.
                                      powinno być wyrażone w jakiś innych abstrakcyjnych jednostkach czasowo-
                                      przestrzennych. Rzeczywisty rozmiar (powiedzmy: obwód) całej hipersfery może
                                      myć znacznie wiekszy (na naszym rzucie z balonikami może okazać się, że ten
                                      wewnętrzny balon jest bardzo cienki i ma co prawda średnicę R [od środka
                                      hipersfery do powierzchni], ale w 'poprzek' jast cieniutki i na rzucie jest
                                      tylko małym kółeczkiem na środku wielkiego koła).

                                      Też lubie sobie podywagować na takie tematy. Nie jestem jednak fizykiem i
                                      chętnie bym wypytał o kilka rzeczy jakiegoś fizyka zajmującego się tymi
                                      kwestmia w swojej pracy naukowej.

                                      Pozdrawiam
                                      • Gość: lajkonik Re: Pytanie z serwisu wiara.pl IP: 193.109.212.* 23.03.06, 13:32
                                        facet123 napisał:

                                        >
                                        > > 14 mld lat = średnica małego balonika = promień dużego balonika [wymiar
                                        > > czasowy]. Zatem równik dużego balona mierzy 2*3.14* 14 = 88 mld l.s. Spor
                                        > y
                                        > > ten nasz wszechświat, żeby go tak oblecieć wkoło, nie?
                                        >
                                        > No ale to tylko przy założeniu tej naszej wizualizacji, więc to 88mld l.s.
                                        > powinno być wyrażone w jakiś innych abstrakcyjnych jednostkach czasowo-
                                        > przestrzennych.

                                        Nie zgodziłbym się na te jednostki czasowo-przestrzenne. Poruszamy się wszak
                                        wyłącznie po dużym balonie, WYŁĄCZNIE w wymiarach przestrzennych. W czasie
                                        podróżujemy wyłącznie niechcący, jakby unoszeni rozdymającym się balonem.

                                        Jeśli w trakcie podróży, balon nam się nie rozedmie zanadto, a najlepiej -
                                        wcale się nie rozedmie (latamy superszybką rakietą) to pokonamy najzwyklejszą
                                        drogę w najzwyklejszej przestrzeni 88 mld lat św.

                                        Gdyby balon się rozdymał w trakcie naszej podróży, to oprócz drogi
                                        przestrzennej po powierzchni balonika unoszeni bylibyśmy w czasie, "pokonując"
                                        dodatkowo bezwiednie pewną część promienia sfery = wymiaru czasowego. Nadto
                                        droga pozostająca do przebycia nieco by nam się wydłużała, bo obwód (miara
                                        przestrzenna) do pokonania zwiększałby się w miarę zwiększania się promienia,
                                        tj. w miarę upływu czasu.

                                        No przecież z doświadczenia wiemy, że mozemy się poruszać tylko w trzech
                                        wymiarach (wyłącznie po powierzchni hipersfery). Próbowałem wielokrotnie
                                        skoczyć w wymiarze czasowym - bezskutecznie. Nie mogę wyskoczyć poza przestrzeń
                                        3-dim. Ale bezwiednie jesteśmy unoszeni w czasie, nie?

                                        > Rzeczywisty rozmiar (powiedzmy: obwód) całej hipersfery może
                                        > myć znacznie wiekszy

                                        No jak się rozdyma - to tak. Rachunek przeprowadzono spod grubego palca według
                                        stanu wiedzy na dzień dzisiejszy. Zupełnie inaczej będzie za jakiś 1 mld lat.

                                        > (na naszym rzucie z balonikami może okazać się, że ten
                                        > wewnętrzny balon jest bardzo cienki i ma co prawda średnicę R [od środka
                                        > hipersfery do powierzchni], ale w 'poprzek' jast cieniutki i na rzucie jest
                                        > tylko małym kółeczkiem na środku wielkiego koła).

                                        Chyba bardziej "cygarem" łączącym duże koło z BB...


                                        Raczej bym obstawiał odwrotną sytuację - wewnętrzny balon powinien być raczej
                                        gruby, a może jak najgrubszy (okrąg) - z zastrzeżeniem, że jego część w pobliżu
                                        BB jest rozmazana, otwarta, czy jakoś tak. Może nawet taki sporawy łuk okręgu
                                        styczny wewnętrznie do dużego okręgu...
                                        Kształt wewnętrznego balona zależy od tego jaka jest relacja predkości
                                        rozszerzania się wszechświata v do predkości c. Wydaje mi się że v nie powinno
                                        być większe od c. Ale to tylko chciejstwo.


                                        > Też lubie sobie podywagować na takie tematy. Nie jestem jednak fizykiem i
                                        > chętnie bym wypytał o kilka rzeczy jakiegoś fizyka zajmującego się tymi
                                        > kwestmia w swojej pracy naukowej.
                                        >
                                        > Pozdrawiam

                                        Swojego czasu przewaliło się tu paru znawców, od których można było nieco się
                                        dowiedzieć...

                                        Lajkonik

                                        PS. A swoją drogą, facet, to popatrz jak wiara moze być inspirujaca dla
                                        dyskusji, nie? Koleś przyszedł, rzucił hasło, zwiał, a my się mordujemy do
                                        uśmiechniętej śmierci, co?

                                        • facet123 Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 23.03.06, 14:10

                                          > PS. A swoją drogą, facet, to popatrz jak wiara moze być inspirujaca dla
                                          > dyskusji, nie? Koleś przyszedł, rzucił hasło, zwiał, a my się mordujemy do
                                          > uśmiechniętej śmierci, co?

                                          Być może zajrzał tu i zaczął się wczytywać po czym (po kilku naszych postach)
                                          uciekł czym prędzej z przerażeniem w oczach i traumą na wiele dni :D
                                        • tmszzielak Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 10.01.15, 01:01
                                          Hehe.. To ja po prawie 7 latach się włączę do dyskusji :D (mam nadzieję, że się uda..)

                                          Jestem trochę "nowy" w tym temacie. Ale jako tako zrozumiałem (mam nadzieję).

                                          Chciałem zadać pytanie - będzie trochę zagmatwane ale wy raczej nie macie problemu z "zagmatwane" z tego co wyczytałem.
                                          Jak weźmiemy ten uproszczony model z dużym kółkiem na zewnątrz i małym kółkiem w środku (styczny do dużego i do "BB" i R=R/2dużego). Czy dobrze rozumiem, że widoczny dla mnie "horyzont zdarzeń" to rozwinięcie obwodu tego mniejszego kółka na moje kółko od punktu styczności? [wiem, że to duże uproszczenie ale przyjmuję, że wiecie co autor ma na myśli] ...W przypadku balonika chodzi mi o to, że wszystko co ja widzę na swoim RZECZYWISTYM "horyzoncie zdarzeń" po wycięciu tej części balonika i "zwienięciu" w sferę będzie tworzyło właśnie ten mniejszy balonik.

                                          I czy dobrze rozumiem, że ta dyskusja o kształcie rzutu wewnętrznego balonika wynika z tego, że w idealnym modelu balonik rozszerzałby się z prędkością światła. Natomiast jak duży balonik będzie się rozszerzać z dużo większą prędkością to wtedy mały wyimaginowany balonik będzie właśnie "cygarem" zamiast "sfery".

                                          I teraz jeżeli dobrze zrozumiałem to z poprzednich dwóch wynika 3 pytanie:
                                          Przyjmijmy teoretycznie, że duży balonik rozszerza się z prędkością mniejszą niż prędkość światła. Czy to znaczy, że w ramach naszego horyzontu zdarzeń bylibyśmy w stanie zobaczyć "wszystko" ? W uproszczeniu - balonik się rozszerza z połową prędkości światła a kółko (będące naszym "horyzontem zdarzeń") na naszym baloniku rozszerza się niezależnie (2xszybciej) od rozszerzania balonika ale dalej tylko na powierzchni balonika. I w pewnym szczególnym momencie jesteśmy w stanie zobaczyć "wszystko" bo nasze kółko stało się rozszerzyło się na tyle, że "objęło" cały balonik? Czy też może działałoby to tylko do momentu aż kółko te objęłoby "równik" naszego balonika a potem... [tutaj nie mam pomysłu co potem ;] i przyjmując, że wszystko dobrze zrozumiałem wcześniej to tutaj jest właśnie moje główne pytanie :D]
      • qwardian Re: Pytanie z serwisu wiara.pl 14.01.15, 18:38
        Najwyższy szacunek facecie. Jako fotograf amator z dobrym sprzętem dostrzegam tą podczerwień przy dlugich ujęciach nocnych. Które za bagatela raptem 1000 dolarów potrafi skutecznie wyeliminować filter firmy Formatt Hitech. Wymieniłem słowo skutecznie...

        Wyjaśniłeś sprawę niesamowicie dostępnie i wyraziście...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka