Dodaj do ulubionych

Masowy protest uczonych

    • Gość: B.T., Zabrze Zobaczcie jak są pokrzywdzeni ci biedni "naukawcy" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.05.06, 23:56
      Policzmy sami...skoro GUS tego nie potrafi ile to gotówki idzie na polskie
      uczelnie i na PAN-y no i na tzw. polska naukę.

      Nadmienię trylko, że w innych krajach fosę najpierw trzeba zarobić aby
      przeznaczyć na działalność N+B+R. W Polsce leci gotówka, a jaka patrz niżej.

      0,4 % PKB ????? - koń by się usmiał!

      Przepraszam, że szacunkowo. GUS to powinien zrobić dokładnie. Ile to idzie na
      badania naukowe w Polsce:
      Dane z ok. 2003 roku. Ale nie wiele się zmieniło.

      1. Z budżetu poprzez KBN, 3 mld

      2. Na szkolnictwo wyższe, 6 mld, powiedzmy z tego na badania 2 mld

      3. Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania

      4. Dochody profesorów uczelni i PAN-u na czarno i szaro, 2 mld

      5. Finansowanie z przemysłu i instytucji, 1 mld

      6. Z UE, jak twierdzi Kleiber, 0,5 mld. 7. Z prywatyzacji na Fundacje Nauki
      Polskiej, różnie ok. 0,2 mld

      Razem na działalność badawczą: 12,7 mld.

      W stosunku do PKB daje to: 2,2 % jak się mówi w Polsce "na naukę" czyli na
      działalność badawczą jak się mówi w innych mądrzejszych krajach.

      Dodajmy jeszcze jakieś 3 mld zł, które nasi szanowni profesorowie uczelni i PAN-
      u powinni uzyskać ze sprzedaży wyników swych prac badawczych tak jak to robi
      się w normalnych krajach to ten procent wzrasta do: 2,7 % w stosunku do PKB.

      Hurrrrrrra! jesteśmy w pierwszej dwunastce krajów Świata i bylibyśmy w
      pierwszej ósemce krajów Świata przeznaczającego na działalność badawczą, czy
      na "naukę polską" jak nie wiadomo dlaczego mówią nasi profesorowie!!!

      Z poważaniem, halo GUS, obudź się!!! B.T., Zabrze

      Jak podzielimy tę forsę przez ilość zatrudnonych (po odliczeniu podatku, ZUS-u
      itp) to mi wychodzi średnia pensja naukowców ok 15 kzł/miesiąc (słownie: 15
      kilozłotych na miesiąc do kieszonki).

      To najlepsza fucha w Polsce. Żadnej odpowiedzialności za swój produkt
      (studentów), za bazgroły publikacyjne itp.
    • Gość: B.T., Zabrze Popieram likwidację ulg podatkowych pracownikom IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.05.06, 16:30
      uczelni i PAN-ów. Przecież ich koszty uzyskania nie pochodzą od wykonującego
      daną pracę bo całkowicie korzystają z pomocy uczelni (pomieszczenia, aparatura,
      telefony, ogrzewanie, oświetlenie, przydział materiałów piśmiennych itp).

      Natomiast raczej nie powinno się likwidować ulgi dla pracowników wykonujacych
      prace badawcze a nie zatrudnionych w uczelniach i PAN-ach. Dotyczy to także
      artystów itp. Oni rzeczywiście mają koszty uzyskania pokrywane z własnej
      kieszeni.

      Co więcej, pracownicy uczelni i PAN-ów wykonując zleconą pracę badawczą powinni
      wykonywać ją jako pracownicy tej uczelni (forsa dla uczelni, a nie do kieszeni
      wykonującego). Tak zresztą jak jest wszędzie gdzie indziej.

      Nie jest praawdą, że pracownicy uczelni dokładają do wykonywanych badań z
      własnej kieszeni. Jest odwrotnie, podzlecają wykonanie badań jakieś
      spółdzielni, sami wykonuja badania a potem dzielą sie forsą m,niej więcej w
      stosunku 85/15 po odliczeniu podatku. To jest niestety pospolite przestępstwo.

      Daję to pod rozwagę panu Premierowi i pani Ministrowi Finansów.
      • Gość: mamba25 B.T., Zabrze na premiera!!!! IP: *.zax.pl 19.05.06, 18:20
        • Gość: Kran Re: B.T., Zabrze na premiera!!!! IP: 137.158.128.* / *.tenet.saix.net 19.05.06, 18:24
          Popieram - i jeszcze pxy1 na ministra nauki. Bedzie swietny team z Lepperem.
    • ewa9823 Re: Masowy protest uczonych 19.05.06, 18:24
      a mamy uczonych??
      • Gość: mamba25 nie, wszyscy my som nie cytaci, nie pisaci. IP: *.zax.pl 19.05.06, 18:48
    • v0lrath Re: Masowy protest uczonych 23.05.06, 18:33
      Polska nauka (do niedawna też edukacja, ale psucie tej wcześniej się zaczęło)
      jest jedną z niewielu rzeczy, które nasze państwo ma na całkiem dobrym poziomie
      (czyli nie na poziomie przeciętnego kraju z środkowej Afryki lecz nawet na
      lepszym niż przeciętny poziom na uczelniach w USA).

      Ale nie lękajcie się, już nie długo...
      • ewa9823 Polska nauka nie istnieje 24.05.06, 10:51
        w rankingach uczelni znajdujemy się za afryką
    • renard_astucieux Re: Masowy protest uczonych 24.05.06, 20:09
      Brawo nas premier!
      Po pierwsze - żadnych uczonych u nas nie ma. Wszyscy naprawdę zdolni już dawno
      pozałapywali się na zachodzie. Ci co nazywają sami siebie "uczonymi" to
      korporacja wzajemnie popierających się i piszących jeden drugiemu "recenzje"
      pozorantów, uprawiających czystą pseudonaukę (czyli "badania podstawowe")i
      produkujących tzw "publikacje" niezdatne w 98 % nawet pieseczkom na mieszkania.
      To bagno niewiele lepsze od osławionych korpracji prawniczych.
      • aaniia Re: Masowy protest uczonych 24.05.06, 21:06
        renard_astucieux napisał:

        > Brawo nas premier!
        > Po pierwsze - żadnych uczonych u nas nie ma. Wszyscy naprawdę zdolni już
        dawno
        > pozałapywali się na zachodzie. Ci co nazywają sami siebie "uczonymi" to
        > korporacja wzajemnie popierających się i piszących jeden drugiemu "recenzje"
        > pozorantów, uprawiających czystą pseudonaukę (czyli "badania podstawowe")i
        > produkujących tzw "publikacje" niezdatne w 98 % nawet pieseczkom na
        mieszkania.
        >
        > To bagno niewiele lepsze od osławionych korpracji prawniczych.




        niestety .. masz rację..
      • mamba25 fajnie tak krytykować?a kim Ty renrd jesteś?też 24.05.06, 21:36
        się zabawię Twoim kosztem i popisze sobie jakich to mamy beznadziejnych
        nauczycieli, fryzjerów,lekarzy, aptekarzy, urzędników, bankierów, sprzątaczki
        itp itd. Ech, jakie to polskie....
        • Gość: B.T., Zabrze Zobacz jak to jest na innych stanowiskach pracy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.05.06, 00:29
          1. Nauczyciele szkół podstawowych i średnich ciężką pracą zrabiają na siebie.
          Szkoda tylko, że rządzi nimi, a zresztą...
          2. Fryzjerzy tez zarabiają na siebie, rynek weryfikuje który z nich lepszy, a
          który gorszy
          3. Aptekarze, jak wyżej
          4. Urzędnicy (może ich za dużo) ale wykonują swą prace należycie i zarabiają na
          siebie
          5. Bankierzy, też zarabiają na siebie, banki dośc dobrze pracują
          6. Sprzataczki też sprzatają i zarabiają na siebie
          7. Itd. itd., czyli wszyscy inni zarabiają na siebie (jest kilka wyjątków, ale
          boję się mówić)
          8. Pracownicy naukowi szkół wyższych mają za zadanie nauczanie studentów i
          prowadzenie prac badawczych takich i tak, aby ci studenci stając się
          absolwentami byli, ogólnie biorąc, na bieżąco. Za to dostają pieniądze z
          naszych podatków (z budżetu) i opłaty od studentów.

          Od 1990 roku profesorowie przejęli do własnej dyspozycji (nikt inny tylko oni)
          fundusze budżetowe (obecnie ok. 3 mld gotówki na rok). Wcześniej pieniądze te
          szły na działalnośc B+R (badawczo-rozwojową) - rozwojową w znaczeniu (w dużym
          skrócie): badania podstawowe, laboratoryjne, półtechniczne (ew. prototypowe) i
          wdrożenie do produkcji. No i mieliśmy i mamy je nadal w postaci technologii
          urządzeń itp. Dużo uległo zniszczeniu, ale nadal z tego jakoś żyjemy. Było też
          dużo polskich publikacji naukowych, o których tu ciągle piszecie. Przypominam
          sobie artykuł w "Chemical Ingineering News" chyba pod koniec lat 60' w
          dziedzinie chemii w rankingu ilość publikacji w różnych językach, polski był na
          7 miejscu przed włoskim. Można to jeszcze sprawdzic to były dobre publikacje.

          Od 1990 roku nie mamy żadnej własnej technologii, szczęście że działają na
          naszym rynku firmy zagraniczne i od nich możemy sie uczyć.

          Pieniędzy jak zawsze za mało więc pracownicy uczelni wyższych i PAN-ów ciągle
          żądają więcej i więcej na swe publikacje no i oczywiście stopnie naukowe,
          stanowiska itd.

          Drodzy profesorowie i nauczyciele akademiccy, zawłaszczanie pieniędzy
          społecznych do własnych celów (stopnie, stanowiska, wyjazdy konferencyjne po to
          tylko aby zdobywać punkty dla siebie) to jest zwykła kradzież i powinna być
          karana tak jak inne pospolite kradzieże.

          Od momentu przejęcia tego funduszu przez profesorów, mamy jedynie publikacje
          naukowe, oczywiście nikomu nie potrzebne, bo ich autorzy nie mają zielonego
          pojęcia co się w technologii, w przemyśle, w instytucjach dzieje. Mamy też
          bezczelnie powtarzane stanowiska nauczycieli akademickich, coś w rodzaju "my
          wam dajemy publikacje a wy wykorzystujcie je do swych celów". Nie, nie
          wykorzystamy bo się nie da wykorzystać bo są do niczego. Zresztą sami o tym
          wiecie bo inaczej proponowalibyście sprzedaż wyników badań.
          • Gość: ola Re: Zobacz jak to jest na innych stanowiskach pra IP: *.chello.pl 25.05.06, 19:46
            Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):
            .....> 8. Pracownicy naukowi szkół wyższych mają za zadanie nauczanie studentów
            i > prowadzenie prac badawczych takich i tak, aby ci studenci stając się
            > absolwentami byli, ogólnie biorąc, na bieżąco. Za to dostają pieniądze z
            > naszych podatków (z budżetu) i opłaty od studentów.
            >
            > Od 1990 roku profesorowie przejęli do własnej dyspozycji (nikt inny tylko
            oni)
            > fundusze budżetowe (obecnie ok. 3 mld gotówki na rok). Wcześniej pieniądze te
            > szły na działalnośc B+R (badawczo-rozwojową) - rozwojową w znaczeniu (w dużym
            > skrócie): badania podstawowe, laboratoryjne, półtechniczne (ew. prototypowe)
            i wdrożenie do produkcji. No i mieliśmy i mamy je nadal w postaci technologii
            > urządzeń itp. Dużo uległo zniszczeniu, ale nadal z tego jakoś żyjemy. Było
            też dużo polskich publikacji naukowych, o których tu ciągle piszecie.

            > Od 1990 roku nie mamy żadnej własnej technologii, szczęście że działają na
            > naszym rynku firmy zagraniczne i od nich możemy sie uczyć.
            >
            > Pieniędzy jak zawsze za mało więc pracownicy uczelni wyższych i PAN-ów ciągle
            > żądają więcej i więcej na swe publikacje no i oczywiście stopnie naukowe,
            > stanowiska itd.
            >
            > Drodzy profesorowie i nauczyciele akademiccy, zawłaszczanie pieniędzy
            > społecznych do własnych celów (stopnie, stanowiska, wyjazdy konferencyjne po
            to> tylko aby zdobywać punkty dla siebie) to jest zwykła kradzież i powinna być
            > karana tak jak inne pospolite kradzieże.
            >
            > Od momentu przejęcia tego funduszu przez profesorów, mamy jedynie publikacje
            > naukowe, oczywiście nikomu nie potrzebne, bo ich autorzy nie mają zielonego
            > pojęcia co się w technologii, w przemyśle, w instytucjach dzieje. Mamy też
            > bezczelnie powtarzane stanowiska nauczycieli akademickich, coś w rodzaju "my
            > wam dajemy publikacje a wy wykorzystujcie je do swych celów". Nie, nie
            > wykorzystamy bo się nie da wykorzystać bo są do niczego. Zresztą sami o tym
            > wiecie bo inaczej proponowalibyście sprzedaż wyników badań.


            Dziękuję Pani (Panu) za ten tekst. To jest dobra diagnoza profesorskiech
            osiągnięć.
          • Gość: mamba25 Re: Zobacz jak to jest na innych stanowiskach pra IP: *.zax.pl 25.05.06, 20:50
            zasadniczo nie rozumieny się. chociaż zaskakująca jest Twoja orientacja w
            dziedzinie tego typu reform. więc czyżby aż tak daleko posunięta samokrytyka???
            nieważne.od 3 lat jestem na stanowisku asystenta( nie profesora, więc się
            jeszcze nie nachapałam cudzych pieniędzy i nie zdążyłam jeszcze nic ukraść)z
            tytułem mgr i dążę do zrobienia doktoratu. nie jest to placowka dydaktyczna,
            wiec nie mam studentów. Zaocznych też nie. z nikogo nie ciągnę pieniędzy. nigdy
            nie sprzedam wynikow badań tak, zeby ktos skręcił z tego maszyne. najbardziej w
            tym momencie interesuje mnie to, ze nie ma pieniedzy na przeprowadzenie badań,
            do tego obniżą pensję, która i tak nie jest wysoka.
            • Gość: B.T., Zabrze Właśnie w tym co piszesz jest problem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.05.06, 23:51
              Polityka finasowania działalności badawczej uprawiana od 1990 roku, oddanie
              jedynie profesorom prawa do dysponowania gotówką z budżetu, ustalenie kryterium
              ILOŚĆ publikacji jako prawie jedyną ocenę osiągnięć badawcztch całkowicie
              wypaczyło istotę działania wszystkich w Polsce pracowników N+B+R uzcelni i PAN-
              ów.

              Skutki straszne:

              1. Całkowity brak zaplecza N+B+R dla przedsiębiorstw i instytucji

              2. Negatywna droga awansu. Ci pracownicy co rzetelnie prowadzą badania nie mają
              szans na awans bo muszą jedynie pisać publikacje i nie mają czasu na
              prowadzenie badań

              3. Absolwenci, tak jak ich nauczyciele potrafią tylko pisać publikacje nie
              prowadząc badań

              4. Pojawienie się w literaturze szumu publikacyjnego, Polska w tym szumie
              prowadzi na czele ale inne kraje też dają taki szum. Zgubiony ten pracownik
              N+B+R, który uwierzy w dane zawarte polskich publikacjach

              5. Czyniona jest wielka krzywda młodym pracownikom N+B+R ucząc ich kłamstwa w
              podawaniu wyników badań. Jeszcze w latach 60 w Polsce mało kto mógł sobie
              pozwolić na opublikowanie plagiatu lub zmyślonych wyników badań jak to się
              obecnie dzieje

              6. Oczywiście, dzieje się największa krzywda nieświadomym ciężko pracującym
              Polakom, którzy święcie wierzą w doskonałość naszych uczonych i posyłają im też
              za ciężkie pieniądze zbierane nieraz z całych rodzin swe dzieci celem
              kształcenia

              7. Jeżeli wogóle, to czeka nas Polaków wieloletnie naprawienie tego co w
              ostatnich 25 latach (tak gdzieś stopniowo od 1980 roku) narobili profesorowie
              uczelni wyższych i PAN-ów. Mamy doświadczenie, że od momentu powstawania bardzo
              wielu instytutów N+B+R w latach 1952 do 1954 instytuty te stopniowo już w
              latach 60' dawały gospodarce dobre rozwiązania. Różnica jednak polega na tym,
              że wówczas nikt nie przeszkadzał w działalności N+B+R. Teraz te dziesiątki
              tysięcy profesorów nie dopuszczają i prawdopodobnie nie dopuszczą do żadnych
              zmian

              8. Żal też samych pracowników N+B+R w tym też profesorów, no bo poza uczelniami
              czy PAN-ami są nikim (w normalnych warunkach)

              Tak to w skrócie wygląda. Jeżeli chcesz zostać rzetelnym pracownikiem N+B+R to
              radzę zatrudnić się w laboratoriach badawczych instytucji czy przedsiębiorstw.
              Obecnie w Polsce są to jedyne miejsca gdzie nie zmyśla sie wyników badań, gdzie
              prowadzi sie badania potrzebne i gdzie jest wspaniała radość z każdego
              osiagnięcia wdrożonego do produkcji. Można też zgromadzić materiał badawczy,
              opublikować i zgłosić tezy do uzyskania stopni naukowych.

              Zapewniem Cię, że w przeciwieństwie do pracowników uczelni będziesz
              rozchwytywany na rynku pracy i to Ty będziesz dyktował warunki płacy.

              Powodzenia
              • Gość: mamba25 Re: Właśnie w tym co piszesz jest problem IP: *.zax.pl 29.05.06, 18:31
                w żadnym wypadku nie chodzi tu o urazy, obrazy - jak pisze ewa8923.jednak tkwie
                w tym środowisku zatem poniekąd chodzi o mnie. w tym co piszecie jest mnóstwo
                racji, nie da sie zaprzeczyć. z wieloma zarzutami się zgadzam. problem w tym,
                że owe reformy dotkną również ludzi, w tym i mnie, ktorzy sami prowadzą
                rzetelne badaniania,nie fałszyją wyników,próbują je publikować. przepychają sie
                na konferencje, traktują swoją pracę serio.
                a odpowiadając na poniższy fragment:
                "Jeżeli chcesz zostać rzetelnym pracownikiem N+B+R to
                radzę zatrudnić się w laboratoriach badawczych instytucji czy przedsiębiorstw.
                Obecnie w Polsce są to jedyne miejsca gdzie nie zmyśla sie wyników badań, gdzie
                prowadzi sie badania potrzebne i gdzie jest wspaniała radość z każdego
                osiagnięcia wdrożonego do produkcji. Można też zgromadzić materiał badawczy,
                opublikować i zgłosić tezy do uzyskania stopni naukowych.
                - chętnie radę bym przyjęła, ale nie wszędzie praca wygląda tak samo. nie
                wszyscy siedzą w laboratorium. niestety, nie wszystkie dziedziny dają taką
                możliwość - zatrudnienia sie w przedsiębiorstwie. w dziedzinie n.p. nauk
                humanistycznych takiej możliwości nie ma i w tym sęk...


                • Gość: p. Re: Właśnie w tym co piszesz jest problem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.06, 19:08
                  Gość portalu: mamba25 napisał(a):

                  > w żadnym wypadku nie chodzi tu o urazy, obrazy - jak pisze ewa8923.jednak
                  > tkwie
                  > w tym środowisku zatem poniekąd chodzi o mnie. w tym co piszecie jest mnóstwo
                  > racji, nie da sie zaprzeczyć. z wieloma zarzutami się zgadzam. problem w tym,
                  > że owe reformy dotkną również ludzi, w tym i mnie, ktorzy sami prowadzą
                  > rzetelne badaniania,nie fałszyją wyników,próbują je publikować. przepychają
                  > sie na konferencje, traktują swoją pracę serio.

                  ...
                  > - chętnie radę bym przyjęła, ale nie wszędzie praca wygląda tak samo. nie
                  > wszyscy siedzą w laboratorium. niestety, nie wszystkie dziedziny dają taką
                  > możliwość - zatrudnienia sie w przedsiębiorstwie. w dziedzinie n.p. nauk
                  > humanistycznych takiej możliwości nie ma i w tym sęk...

                  To tym bardziej powinno Ci zalezec na tym by ci z was
                  ktorzy moga generowac wplywy do budzetu robili to najefektywniej.
                  Wtedy zamozniejsze spoleczenstwo bedzie bardziej docenialo
                  wartosc Twojej pracy.

                  Zabiegajac jedynie o nalezna Ci czesc funduszy przeznaczonych
                  na nauke wykazujesz sie wielka krotkowzrocznoscia.
                  Jako humanistka nie powinnas miec problemow ze zrozumieniem
                  tych prostych zaleznosci.
                  W koncu zapewne nie sa Ci obce takie pojecia jak dobro wspolne,
                  umilowanie ojczyzny, patriotyzm.

                • Gość: B.T., Zabrze Nic straconego, wszędzie można coś znaczącego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.05.06, 11:52
                  zrobić (dokonać), w naukach humanistycznych też. Nie wiem jakie nauki
                  reprezentujesz, ale:
                  1. Jeśliś polonistka to oisz książki, np. o tzw. polskiej nauce (może
                  scenariusz do filmu, albo serialu)
                  2. Jeśliś historyczka, to napisz nową historię Polski (oficjalna jest historią
                  napisaną przecież przez kkat)
                  3. Jeśliś prawniczka, to dopiero jest o czym pisać
                  4 itp.

                  PS
                  Ale jak nie będziesz po kropce pisać z dużej litery to nietety mało kto będzie
                  Cię czytał bo to strasznie męczy oczy i umysł.
                  • Gość: Carmen S. Re: Nic straconego, wszędzie można coś znaczącego IP: *.dyn.centurytel.net 30.05.06, 16:38
                    Moze tego nie wiesz BT, ale autor w Polsce dostaje 5-10 % ceny edytorskiej
                    czyli w praktyce 1-2 zlote od sprzedanego egzemplarza. Naklad 10 tys. to jest
                    hit i takich jest malo. Od tego co zarobi musi zaplacic podatki i tu wlasnie
                    jest ta grupa ludzi ktorzy zostana uderzeni zniesieniem ulgi. Tak czy inaczej z
                    pisania ksiazek nie da sie utrzymac.
                    • szydlo4 Z pisania nie, ale napisanie daje możliwośc awansu 30.05.06, 17:11
                      poszukania dobrej pracy itp. napisanie np. dla wydawnictw zachodnich w jęz. ang
                      to daje trochę forsy. Oczywiście, nie wyobrażam sobie pisanie ksiażek bez
                      nabytego wcześniej dużego doświadczenia.

                      Nadal radzę aby ta Pani Humanistka, jeżeli chce być cenioną pracownicą i miała
                      spokój ducha, zatrudniła się wszędzie byleby nie polskiej uczelni, czy też w
                      PAN-e. Może zawsze zostać dziennikarką. W Polsce dzienikarze piszą lepsze
                      artykuły (no nie wszyscy) niż znani historycy swe prace naukowe.
                      • Gość: lesniczy Re: Z pisania nie, ale napisanie daje możliwośc a IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.06, 11:38
                        >poszukania dobrej pracy itp. napisanie np. dla wydawnictw zachodnich w jęz. ang
                        >to daje trochę forsy.

                        Podobnego debilizmu dawno nie czytałem, nawet na forach internetowych.
                    • Gość: p. Dystrybucja ksiazek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.05.06, 17:16
                      Gość portalu: Carmen S. napisał(a):

                      > Moze tego nie wiesz BT, ale autor w Polsce dostaje 5-10 % ceny edytorskiej
                      > czyli w praktyce 1-2 zlote od sprzedanego egzemplarza. Naklad 10 tys. to jest
                      > hit i takich jest malo. Od tego co zarobi musi zaplacic podatki i tu wlasnie
                      > jest ta grupa ludzi ktorzy zostana uderzeni zniesieniem ulgi. Tak czy inaczej
                      > z pisania ksiazek nie da sie utrzymac.

                      A dlaczego nie publikuja swoich ksiazek przez internet ???

                      Wystarczyloby by kilku autorow sie ze soba porozumialo na poczatek
                      i utworzyli sobie witryne w ktorej by umieszczali reklamy swoich
                      ksiazek.
                      Przy oferowanej cenie 4-5 zl za ksiazke w wersji elektronicznej
                      bez problemu mogli by zgromadzic po kilka - kilkanascie tysiecy
                      zamowien.

                      Chetni na ksiazki wplacaliby stala wplate np. 30pln i mogli by sobie
                      wybierac interesujace ich ksiazki.
                      Gdy liczba subskrypcji przekroczylaby okreslony przez autora limit
                      wtedy subskrybenci otrzymywaliby rownoczesnie ksiazke w wersji
                      elektronicznej.

                      Dzieki takiemu rozwiazaniu mozna by nie tylko zamawiac cale ksiazki
                      ale nawet poszczegolne rozdzialy !!

                      Autorzy otrzymywaliby duzo wieksze honoraria, a studenci czy uczniowie
                      kupowaliby duzo wiecej tanich i wartosciowych ksiazek.

                      • Gość: Kran Re: Dystrybucja ksiazek. IP: 137.158.128.* / *.tenet.saix.net 31.05.06, 12:04
                        pxy, te twoje pyszalkowate pouczenia sa tak nieznosnie naiwne, ze najczesciej
                        nie chce mi sie na nie odpowiadac. (N. B. podziwiam "goscia" za jego wielka
                        cierpliwosc i kulture. Jest on w sytuacji czlowieka, ktory usiluje gluchemu
                        wytlumaczyc piekno muzyki, na pewno to widzi, ale niezlomnie dziala dalej. Jest
                        takie powiedzonko: "Podawac kulture tak dlugo, az ich przezre." Kto wie, moze
                        to dobra metoda?)

                        W sprawie ksiazek: twoja metoda na zarobkowanie za pomoca elektronicznych
                        publikacji nie ma szansy zadzialac w praktyce. Sam fakt, ze ksiazka istnieje,
                        nie jest dla ewentualnych czytelnikow zadnym argumentem za tym, zeby ja
                        przeczytac, a juz zupelnie nie jest powodem do placenia za nia. Na rynku sa
                        setki tysiecy ksiazek naukowych i autor kazdej z nich jest przekonany, ze
                        napisal wielkie dzielo, a tymczasem wiekszosc idzie potem na makulature. Zeby
                        zainteresowac czytelnikow, trzeba miec za soba jakis argument, na przyklad
                        nazwe dobrego wydawnictwa. Dobre, znane firmy wydawnicze posylaja PROJEKT
                        ksiazki do recenzentow, a oceny recenzentow sa raczej surowe. Jesli projekt
                        zostanie zatwierdzony przez recenzentow - dopiero wtedy ksiazka jest
                        przyjmowana do wydania. Nazwa dobrego wydawnictwa juz jest jakims certyfikatem,
                        ze to nie szmelc i ze warto sie tym tekstem zainteresowac. Ale to nie
                        wystarcza. Ksiazki naukowe z dobrych wydawnictw sa potem recenzowane w
                        czasopismach naukowych (nie wszystkie - redakcja musi najpierw zainteresowac
                        sie dana ksiazka). Dopiero te recenzje staja sie powaznym argumentem dla
                        nabywcow. Jesli recenzje byly pozytywne i jesli pierwsi czytelnicy potwierdza
                        wysoka wartosc ksiazki - dopiero wtedy interes moze sie rozkrecic. Ale to, jak
                        widac, jest loteria. Porazki zdarzaly sie nawet takim autorom, ktorzy wczesniej
                        odniesli sukces. Poza tym, ZANIM autor wezmie sie do napisania pierwszej
                        ksiazki, musi cos umiec. To zajmuje kilka do kilkunastu lat pracy - wczesniej
                        nie ma sensu pisac ksiazki, bo nikt nie ma wystarczajaco duzo nowych rzeczy do
                        powiedzenia zaraz po studiach. Pisanie ksiazki to tez najczesciej praca na 1 -
                        5 lat. Proces wydawniczy trwa od roku do 3 lat. Zakladajac przecietna szybkosc
                        postepow (10 lat pracy po studiach, dwa lata pisania, rok cyklu produkcyjnego) -
                        czlowiek po studiach ma szanse wydac pierwsza samodzielna ksiazke po 13
                        latach. A wtedy zaczyna sie loteria - beda kupowac, czy nie? Jak widzisz, z
                        pisania ksiazek nie da sie zyc, bo trzeba byc KIMS juz PRZED napisaniem
                        pierwszej. Mowie to nie po to, zeby sie skarzyc. Jestem autorem dwu ksiazek i
                        nie narzekam na rezultaty. Ale gdyby to mial byc moj jedyny dochod, to umarlbym
                        z glodu przed wydaniem pierwszej. Po co to robimy w takim razie? No coz, nie
                        dla zarobku, wiec pewnie bys nie zrozumial motywow.

                        Skad bierzesz to przekonanie, ze potrafisz urzadzic dziedzine zycia, o ktorej
                        nie masz ZADNEJ wiedzy?

                        Do Carmen S.: 10% albo mniej to norma nie tylko w Polsce. Najslawniejsze
                        wydawnictwa swiata daja tyle samo. To jest zreszta procent od ceny ustalonej
                        przez wydawnictwo. Rozne "ksiegarnie internetowe" sprzedaja te same ksiazki
                        nawet dwa razy drozej, ale autor dostaje tylko 10% ceny wydawcy, czyli 5% ceny
                        handlarza.
                        • Gość: p. Re: Dystrybucja ksiazek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.06, 18:11
                          Gość portalu: Kran napisał(a):

                          > pxy, te twoje pyszalkowate pouczenia sa tak nieznosnie naiwne, ze najczesciej
                          > nie chce mi sie na nie odpowiadac.
                          ...
                          > W sprawie ksiazek: twoja metoda na zarobkowanie za pomoca elektronicznych
                          > publikacji nie ma szansy zadzialac w praktyce. Sam fakt, ze ksiazka istnieje,
                          > nie jest dla ewentualnych czytelnikow zadnym argumentem za tym, zeby ja
                          > przeczytac, a juz zupelnie nie jest powodem do placenia za nia.

                          To zalezy jaka jest zawartosc owej ksiazki, jak bardzo jej zawartosc
                          moze byc przydatna i jak bardzo oszczedza czas swoim czytelnikom.


                          > Na rynku sa setki tysiecy ksiazek naukowych i autor kazdej z nich jest
                          > przekonany, ze napisal wielkie dzielo, a tymczasem wiekszosc idzie potem na
                          > makulature. Zeby zainteresowac czytelnikow, trzeba miec za soba jakis
                          > argument, na przyklad nazwe dobrego wydawnictwa.

                          Ja do ksiazek nie podchodze jak naukowiec, a jako zwykly student.
                          Studenta nie interesuje nazwa wydawnictwa nai recenzje ksiazki.
                          Student jest zainteresowany tym by znalazl w ksiazce w miare kompletna
                          informacje ktorej poszukuje.
                          Informacje podana w sposob mozliwie przystepny tak by nie musial tracic
                          czasu na wyszukiwanie wrtosciowych wiadomosci z morza wodolejstwa.


                          > Dobre, znane firmy
                          > wydawnicze posylaja PROJEKT ksiazki do recenzentow, a oceny recenzentow sa
                          > raczej surowe. Jesli projekt zostanie zatwierdzony przez recenzentow -
                          > dopiero wtedy ksiazka jest przyjmowana do wydania. Nazwa dobrego wydawnictwa
                          > juz jest jakims certyfikatem, ze to nie szmelc i ze warto sie tym tekstem
                          > zainteresowac. Ale to nie wystarcza.

                          Postac elektroniczna daje takie mozliwosci jakich nie posiada
                          postac papierowa.
                          Ksiazke dla waskiego grona specjalistow mozna tak napisac
                          by zawierala odnosniki do objasnien wszelkich specjalistycznych terminow
                          dodatkowych wyjasnien itd.
                          Ktos kto jest specjalsta z tych odnosnikow moze wcale nie korzystac
                          natomiast dla kogos kto by chcial poglebiac swoja wiedze lecz nie dysponuje
                          odpowiednim przygotowaniem z jakichs wzgledow, takie odnosniki i objasnienia
                          bylyby bardzo cenne i atrakcyjne.


                          > Ksiazki naukowe z dobrych wydawnictw sa potem recenzowane w czasopismach
                          > naukowych (nie wszystkie - redakcja musi najpierw zainteresowac sie dana
                          > ksiazka). Dopiero te recenzje staja sie powaznym argumentem dla nabywcow.

                          Reasumujac - ksiazki w wersji elektronicznej mozna tak tworzyc by byly
                          atrakcyjne dla mozliwie szerokiej bazy czytelnikow/odbiorcow.

                          > Jesli recenzje byly pozytywne i jesli pierwsi czytelnicy potwierdza
                          > wysoka wartosc ksiazki - dopiero wtedy interes moze sie rozkrecic. Ale to,
                          > jak widac, jest loteria. Porazki zdarzaly sie nawet takim autorom, ktorzy
                          > wczesniej odniesli sukces.

                          Elektroniczna dystrybujcja ksiazek w wersji cyfrowej daje mozliwosc
                          autorowi okreslania ceny i nakladu jaki go satysfakcjonuje.

                          Przykladowo moze okreslic kilka progow nakladu z odpowiadajacymi
                          tym progom cenami.
                          Najnizszemu progowi odpowiada najwyzsza cena.

                          Ci z zainteresowanych ktorzy by chcieli jak najszybciej otrzymac
                          interesujaca ich ksiazke musieliby zgodzic sie na ta najwyzsza cene.

                          Automatycznie byliby dopisywani tez do pozostalych progow.
                          W przypadku gdyby ktorys z kolejnych progow z nizsza cena zostal
                          przekroczony wczesniej wtedy otrzymaliby ksiazke po nizszej cenie.

                          To samo tyczylo by sie przypadku gdyby prog z nizsza cena zostal
                          przekroczony pozniej. Wtedy bylaby im zwracana czesc lub cala roznica
                          miedzy cena przy jakiej nabyli ksiazke a cena aktualna.

                          W ten sposob nie byliby zbytnio pokrzywdzeni tym ze zaplacili znacznie wiecej
                          niz ci ktorzy czekali na ksiazke dluzej az zbierze sie odpowiednia
                          ilosc subskrybentow gotowych kupic po nizszej cenie.

                          Takie zasady bylyby rowniez w interesie autora poniewaz on bylby
                          zainteresowany tym by jak najszybciej ilosc subskrybentow przekroczyla
                          ktorys z okreslonych przez niego progow przy jakich jest on gotow
                          opublikowac swoje dzielo.

                          Kupujac wartosciowa ksiazke mozna by bylo bez wielkiego ryzyka
                          zaoferowac autorowi nawet cene bliska wydaniu papierowemu, gdyz i tak
                          po niedlugim czasie zainteresowanie ksiazka byloby tak duze iz
                          jej cena by spadala wraz ze wzrostem zainteresowania danym tytulem.

                          A autor i tak by na tym zyskiwal, gdyz iloczyn ceny i nakladu
                          progowego stawalby sie dla niego coraz wiekszy.


                          > Poza tym, ZANIM autor wezmie sie do napisania pierwszej
                          > ksiazki, musi cos umiec. To zajmuje kilka do kilkunastu lat pracy - wczesniej
                          > nie ma sensu pisac ksiazki, bo nikt nie ma wystarczajaco duzo nowych rzeczy
                          > do powiedzenia zaraz po studiach. Pisanie ksiazki to tez najczesciej praca
                          > na 1 - 5 lat. Proces wydawniczy trwa od roku do 3 lat. Zakladajac przecietna
                          > szybkosc postepow (10 lat pracy po studiach, dwa lata pisania, rok cyklu
                          > produkcyjnego) - czlowiek po studiach ma szanse wydac pierwsza samodzielna
                          > ksiazke po 13 latach. A wtedy zaczyna sie loteria - beda kupowac, czy nie?

                          I tutaj tez dystrybucja wersji cyfrowych miala by wielka zalete.

                          Cykl wydawniczy tutaj moze byc znacznie krotszy gdyz wszelkie korekty
                          mozna bardzo latwo dokonac, a nawet do ksiazki dolaczyc pytania i odpowiedzi
                          czytelnikow.
                          Tym samym najcenniejsza informacja moze szybciej trafic do zainteresowanych co
                          tym bardziej podnosi atrakcyjnosc kiej ksiazki.


                          > Jak widzisz, z pisania ksiazek nie da sie zyc, bo trzeba byc KIMS juz PRZED
                          > napisaniem pierwszej. Mowie to nie po to, zeby sie skarzyc. Jestem autorem
                          > dwu ksiazek i nie narzekam na rezultaty. Ale gdyby to mial byc moj jedyny
                          > dochod, to umarlbym z glodu przed wydaniem pierwszej. Po co to robimy w takim
                          > razie? No coz, nie dla zarobku, wiec pewnie bys nie zrozumial motywow.

                          Ja wcale nie twierdze ze z ksiazek mozna dobrze zyc w kazdej dyscyplinie nauki.

                          Twierdze jednak ze prowadzac dystrybucje elektroniczna w wersji cyfrowej
                          mozna znacznie wiecej otrzymywac za swoje dziela niz skromne 10% w wydawnictwie.

                          Do tego dochodzi tutaj walor spoleczny.
                          Takie wydawane ksiazki nie bylyby tak hermetycznie niedostepne
                          zwyklemu czlowiekowi czy przecietnemu studentowi i zdolnemu uczniowi.

                          Dzieki temu inwestycja we wlasne umiejestnsci i wiedze stawalaby sie
                          tansza i jednoczesnie zwiekszal by sie tym samym popyt na takie
                          tanie ksiazki gdyz inwestowac by byli w nie gotowi ci ktorzy wczesniej
                          ze wzgledu na cene nie mogli by sobie pozwolic na takie hobby.

                          Przykladowo gdyby tylko 200 000 osob kupowalo srednio po 3 ksiazki
                          cyfrowe w miesiacu to rocznie dalo by to 7 mln sztuk.

                          Przy nakladzie srednio 10 tys to jest 700 tytulow rocznie.
                          Jesli srednio praca nad ksiazka trwala by 4 lata to wydawac by tak
                          moglo 3 tys autorow.

                          Biorac pod uwage cene dostepu do internetu w Polsce ktora jest 3-4 krotnie
                          wyzsza niz przyjete w tych szacunkach wydatki na poziomie 15 pln na miesiac
                          uwazam ze to sa i tak skromne szacunki i potencjal czytelniczy by sie
                          szybko powiekszal.


                          >
                          > Skad bierzesz to przekonanie, ze potrafisz urzadzic dziedzine zycia, o ktorej
                          > nie masz ZADNEJ wiedzy?

                          A skad bierzesz przekonanie iz nie mam ZADNEJ wiedzy o tym co chcialbym
                          moc kupowac i czytac ?
                          Skad wiesz ile mam w domu ksiazek i ile z nich przeczytalem
                          i ile mi to sprawilo satysfakcji ?


                          Jezeli uwazasz ze powyzsze moje pomysly sa nierealne to
                          podaj konkretne argumenty ktore by przemawialy za tym ze ktos
                          wstrzymywalby sie z zakupem ksiazki za 5-10 zl jesli w wersji
                          papierowej musialby zaplacic 50-100 zl ?

                          Ja uwazam ze znacznie wiecej czasu trzeba by stracic by czytac
                          recenzje wielu ksiazek by potem decydowac sie na zakup 1 czy 2
                          roznych autorow, jesli o polowe taniej mozna miec 5 czy 10 ksiazek
                          w wersji elektronicznej i samemu ocenic co jest przydatne i lepiej
                          zaprezentowane.
                          • Gość: Kran Re: Dystrybucja ksiazek. IP: 137.158.128.* / *.tenet.saix.net 31.05.06, 18:31
                            pxy, ty po prostu nic nie zrozumiales z mojego postu. Robisz bledne zalozenie -
                            ze ksiazka, ktora pokaze sie w internecie, bedzie przez KOGOKOLWIEK
                            przeczytana. Tak wcale nie musi byc. Jesli nikt jej nie przeczyta, to ty sam
                            musisz ja przejrzec - bo skad mialbys wiedziec, ze akurat ta jedna jest warta
                            albo niewarta przeczytania albo kupienia? Tu jest caly problem. Jesli ksiazka
                            nie ma "stempla" - certyfikatu dobrego wydawnictwa i pozytywnych opinii
                            recenzentow, to nikt do niej nie zajrzy, bo nikt nie ma czasu na samodzielne
                            robienie selekcji. Twoje internetowe idee sa nierealne. Co z tego, ze autor
                            moglby w zasadzie dostac za swoja ksiazke wiecej niz 10% ceny - jesli w
                            praktyce nikt tej ksiazki nie kupi, to nawet 90% od zerowej sprzedazy da zero.
                            A ze ksiazka nieznanego autora opublikowana taka chalupnicza metoda bedzie
                            miala sprzedaz bliska zera, to ci gwarantuje.
                            • Gość: p. Re: Dystrybucja ksiazek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.06, 19:37
                              Gość portalu: Kran napisał(a):

                              > pxy, ty po prostu nic nie zrozumiales z mojego postu. Robisz bledne
                              zalozenie - ze ksiazka, ktora pokaze sie w internecie, bedzie przez KOGOKOLWIEK
                              > przeczytana. Tak wcale nie musi byc. Jesli nikt jej nie przeczyta, to ty sam
                              > musisz ja przejrzec - bo skad mialbys wiedziec, ze akurat ta jedna jest warta
                              > albo niewarta przeczytania albo kupienia?

                              Nie chcialbym byc zlosliwy ani sie wymadrzac ale szczerze powiedziawszy to
                              ja mam wrazenie iz nie zrozumiales idei ktora zaprezentowalem.

                              W wersji elektronicznej moze istniec regulamin ze jezeli
                              ksazka sie nie spodoba pierwszemu kregowi czytelnikow
                              gdyz zwroca sie z reklamacja ze wygladala na porzadna (spis tresci
                              przykladowe strony ) a okazal sie to badziew, to przysluguje im zwrot
                              kasy.
                              A poniewaz wszystko odbywa sie w systemie punktowym gdzie nie operuje sie
                              przelewami bankowymi za poszczegolne pozycje to nawet zwrot punktow
                              kilkuset tysiacom nabitych w butelke subskrybentow to zaden problem.

                              Po prostu ryzyko przeplacenia za bubel w tym systemie jesto wiele mniejsze.
                              Nawet wtedy gdy kupujemy na zapas i czytac bedziemy dopiero za tydzien czy
                              dwa gdy znajdziemy wiecej czasu.

                              To nie ma byc w zamysle taki zwykly sklepik gdzie klient nasz pan
                              a gdy kupi to glupi, tylko bylby to system w ktorym obie strony
                              szanowalyby sie wzajemnie.
                              Czytelnik dobrej ksiazki nie wnosilby o zwrot kasy, bo chcialby w przyszlosci
                              jeszcze cos przeczytac tak dobrego autora.
                              A autor bubla nie otrzymalby nic lub musialby sie zadowolic
                              symboliczna zlotowka od sztuki nawet jesli sie duzo napracowal.

                              Byc moze w przyszlosci moglby takiego bubla poprawic i sprzedac go juz
                              za znacznie wieksze pieniadze.

                              W tym systemie odpadaloby ryzyko ze buble ida na przemial a czytelnik
                              za to i tak w koncu zaplaci placac wyzsze marze dla wydawcow.

                              > Tu jest caly problem. Jesli ksiazka
                              > nie ma "stempla" - certyfikatu dobrego wydawnictwa i pozytywnych opinii
                              > recenzentow, to nikt do niej nie zajrzy, bo nikt nie ma czasu na samodzielne
                              > robienie selekcji. Twoje internetowe idee sa nierealne. Co z tego, ze autor
                              > moglby w zasadzie dostac za swoja ksiazke wiecej niz 10% ceny - jesli w
                              > praktyce nikt tej ksiazki nie kupi, to nawet 90% od zerowej sprzedazy da
                              > zero.
                              > A ze ksiazka nieznanego autora opublikowana taka chalupnicza metoda bedzie
                              > miala sprzedaz bliska zera, to ci gwarantuje.

                              Tobie sie caly czas wydaje ze decyzja o zakupie ksiazki jest
                              rownoznaczna z pozegnaniem sie z pieniedzmi za nia.

                              Otoz w tym systemie znacznie wieksze ryzyko ponosilby autor.
                              Bo to on pracowalby na swoj wizerunek i historie swoich publikacji.

                              Jesli tylko ktos bylby zainteresowany danym tematem /dziedzina
                              to moglby w ciemno zamawiac kilka czy kilkanascie ksiazek
                              o zblizonej tematyce z ktorych musialby zatrzyjmac np. 1/5 o ile nie byloby tam
                              samych bubli, ale o tym bardzo latwo byloby decydowac czytelnikom.

                              A ktos zainteresowany wartosciowyni ksiazkami nie robil by sobie zartow
                              by wartosciowe ksiazki oceniac jako buble by dostac zwrot kilku zlotych
                              na konto.

                              Tutaj caly system by dzialal poteznie na korzysc czytelnika,
                              a ksiazka bylaby otwartym dzielem do ktorego autor moglby
                              tworzyc suplementy upgrady itd, bo wiedza dzisiaj zmienia sie szybko.

                              Kupujac taka ksiazke czytelnik w pewien sposob wiazalby sie z dobrym autorem.

                              A slabi by sie mogli sami przekonac ze sa slabi i nie mogli by zwalac winy na
                              surowe recenzje czy brak dojsc ze wzgledu na brak wlasnej marki/renomy.

                              Ten system promowalby najbardziej tych ktorzy najlepiej potrafia
                              dostosowac sie do potrzeb rynku.
                              Bez wzgledu czy maja po 20 lat czy po 40 i sa wybitnymi naukowcami.

                              Ktos kto ma 20 lat jesli jest w czyms dobry to tez moglby sie
                              swoim warsztatem sprobowac podzielic z mlodszymi czy starszymi od siebie.

                              Teraz moze probowac cos pisac by przyciagnac na swoje strony gosci
                              i ewentualnie zyskac cos z reklam w przszlosci.
                              Taka sytuacja nie promuje tych ktorzy by mogli cos bardzo wartosciowego
                              innym zaoferowac, bo za ich wysilek nikt im bezposrednio nie zaplaci.
                              Gdyz nie istnieje taki system dystrybucji wartosci intelektualnych.

                              Taki system o jakim ja mowie oszczedzalby czas czytelnikom na dotarcie
                              do profesjonalnych informacji, a ich autorzy nie tracili by czasu
                              na rozwijanie amatorskich witryn skierowanych do zbyt waskiego kregu
                              odbiorcow lub zawierajacych powierzchowne informacje majace przyciagnac
                              mozliwie wielu klikajacych.

                              Autorzy mogli by sie skocentrowac na tym co trudno znalezc w sieci
                              a w czym oni sa naprawde dobrzy.
                              Studenci mogli by sprzedawac tak swoje prace magisterskie czy licencjackie
                              ale nie po to by sie stawaly podstawami plagiatow tylko po to by
                              ich mlodsi koledzy mogli sie czegos ciekawego nauczyc, czyms sie zainteresowac.

                              Oczywiscie autorzy sami by okreslali do kogo adresuja to co maja do
                              zaoferowania.
                              Oprocz profesjonalnych ksiazek w takim systemie mozna by prowadzic
                              dystrybucje szerokiego spektrum wartosci intelektualnych.

                              • Gość: Carmen S. Re: Dystrybucja ksiazek. IP: *.dyn.centurytel.net 31.05.06, 23:22
                                Nauki dziela sie na teoretyczne i eksperymentalne, ja bedac przedstawicielka
                                tych ostatnich proponuje eksperymentalna weryfikacje twojej teorii.

                                1. Napisz ksiazke pt: "dlaczego polscy naukowcy nie umieja pisac ksiazek"
                                2. Sprzedaj na sieci po 5 zlotych, niech kupi ja 200 000 osob.
                                3. Uzbiera ci sie okragla sumka.
                                4. Przylec na nasza polkule zamocz nogi w lagunie na Cayo Largo i wpomnij imie
                                moje.
                                • Gość: p. Re: Dystrybucja ksiazek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.06.06, 01:06
                                  Gość portalu: Carmen S. napisał(a):

                                  > Nauki dziela sie na teoretyczne i eksperymentalne, ja bedac przedstawicielka
                                  > tych ostatnich proponuje eksperymentalna weryfikacje twojej teorii.
                                  >
                                  > 1. Napisz ksiazke pt: "dlaczego polscy naukowcy nie umieja pisac ksiazek"
                                  > 2. Sprzedaj na sieci po 5 zlotych, niech kupi ja 200 000 osob.
                                  > 3. Uzbiera ci sie okragla sumka.
                                  > 4. Przylec na nasza polkule zamocz nogi w lagunie na Cayo Largo i wpomnij
                                  > imie moje.

                                  Skoro to mialby byc eksperyment to czego on niby mialby dowodzic ??

                                  Przeciez nigdzie nie napisalem ze ktos oferujacy swoje dziela w ten sposob
                                  bedzie je sprzedawal w ilosci 200 000 kopii.

                                  Przeciez cala idea tego pomyslu polega na tym by uczestniczylo w nim
                                  jak najwiecej autorow majacych cos ciekawego do zaoferowania,
                                  podobnie jak sprzedajacy oferuja swoje towaty na EBAY-u.

                                  Tyle ze w przypadku systemu o ktorym ja pisze zasady bylyby nieco inne
                                  niz na zwyklych aukcjach.

                                  Choc mechanizm przyciagania pozostawalby ten sam: bogactwo
                                  i roznorodnosc oferty w przystepnej cenie, oraz latwosc
                                  dotarcia przez potencjalnego klienta do interesujacych go pozycji.


                                  Jesli juz mialbym przeprowadzac jakis eksperyment to moze powinienem
                                  samodzielnie stworzyc cos na ksztalt Ebay-a , a jak mi sie uda to
                                  przylacza sie inni ??

                                  Ja uwazam ze skoro autorzy tak narzekaja na marsne pieniadze z wydawnictw
                                  to przeciez nic im nie stoi na przeszkodzie by sie ze soba porozumieli
                                  i w jednym miejscu zaczeli publikowac zajawki swoich ksiazek.

                                  I wtedy by sie mogli przekonac sami jakie jest zainteresowanie tym
                                  co maja do zaoferowania.

                                  Oczywiscie potencjalni czytelnicy tez by musieli wiedziec kiedy
                                  moga sie spodziewac ze witryna zadziala i cos beda mogli tam kupic.



                                  • Gość: Kran Re: Dystrybucja ksiazek. IP: 137.158.128.* / *.tenet.saix.net 01.06.06, 09:37
                                    p. - krotko mowiac, twierdzisz, ze czytelnicy dostawaliby ksiazki za darmo i
                                    dopiero potem decydowali, czy chca za nie zaplacic. Ja z gory znam wynik tego
                                    eksperymentu - i bardzo sie dziwie, ze tak praktyczny i ekonomiczny czlowiek
                                    jak ty nie umie tego przewidziec. Juz raz w niedawnej historii wykonano podobny
                                    eksperyment. Edward Gierek, w ramach rozpieszczania spoleczenstwa,
                                    zadecdydowal, ze zasilki chorobowe dla nieobecnych w pracy beda rowne ich
                                    wynagrodzeniu. Polowa Polski zaczela "chorowac" i przepis trzeba bylo wycofac,
                                    bo grozila natychmiastowa katastrofa gospodarcza. Taki system nie zadzialalby
                                    nigdzie na swiecie! Ludzie doskonale uczciwi to nie wiecej niz 1% spoleczenstwa.
                                    • Gość: p. Re: Dystrybucja ksiazek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.06.06, 18:18
                                      Gość portalu: Kran napisał(a):

                                      > p. - krotko mowiac, twierdzisz, ze czytelnicy dostawaliby ksiazki za darmo i
                                      > dopiero potem decydowali, czy chca za nie zaplacic.

                                      Przepraszam ze sie tak niegrzecznie zapytam:
                                      czy Ty potrafisz przeczytac ze zrozumieniem o czym ja pisze ??

                                      > Ja z gory znam wynik tego eksperymentu - i bardzo sie dziwie, ze tak
                                      > praktyczny i ekonomiczny czlowiek jak ty nie umie tego przewidziec.

                                      Aby cokolwiek otrzymac nalezaloby najpierw wplacic oplate
                                      ktora mozna by nazwac kaucja.
                                      Ona zasilalaby konto potencjalnego czytelnika w takim systemie
                                      podobnie jak w systemie PAYPAL.
                                      Majac minimalna kwote na swym koncie mozna by dokonywac subskrypcji
                                      interesujacych nas tytulow czy innych wartosci intelektualnyh
                                      nie bedacych ksiazkami.

                                      W przypadku ksiazek przewaznie czytelnik dokonywalby wielu subskrypcji
                                      pozycji o podobnej tematyce zanim poziom zainteresowania dana pozycja
                                      przekroczylby poziom satysfakcjonujacy autora.

                                      Po przekroczeniu tego poziomu subskrybenci otrzymywaliby ksiazke
                                      w wersji elektronicznej.
                                      Oczywiscie posiadali by prawo oceny takiej ksiazki i gdyby sie okazalo
                                      iz ksiazka nie spelnia ich oczekiwan np. jest napisana bardzo hermetycznym
                                      i niezrozumialym dla nich jezykiem naukowym wtedy mogli by taki
                                      argument przedstawic o ile autor by tego wyraznie nie zaznaczyl w opisie
                                      swojej ksiazki.
                                      Podobna choc nieco inna sytuacja miala by miejsce gdyby czytelnicy
                                      dokonywali subskrypcji konkurujacych ze soba pozycji.
                                      Wtedy moglo by sie okazac ze w krotkim czasie ich autorzy niemal
                                      rownoczesnie lub w niewielkim odstepie czasu udostepnili swoje dziela.

                                      Takim czytelnikom przyslugiwaloby prawo pozostania przy tej pozycji
                                      ktora uznaja za najbardziej odpowiadajaca ich potrzebom, ewentualnie
                                      pozostale pozycje mogli by nabyc z 80-90% rabatem gdyby na to
                                      autor wyrazal swa zgode.

                                      Oczywiscie takich subskrybentow dokonywujacych wielokrotnych subskrypcji
                                      w takim systemie mozna by bardzo latwo zidentyfikowac i autor
                                      moglby rowniez ustalac dla nich np. wyzsze limity niz dla subskrybentow
                                      ktorzy nie mogli by sie powolac iz posiadaja juz ksiazke o tej samej
                                      tematyce.

                                      Autor moglby indywidualnie ustalac ceny swej ksiazki dla subskrybentow
                                      w zaleznosci od tego jakie ksiazki juz zakupili.
                                      Jezeli zakupili juz pozycje ktora w wiekszosci pokrywa sie z ksiazka
                                      oferowana przez autora wtedy autor moglby ustalic np. 50-80% rabat dla takich
                                      czytelnikow.
                                      Moglby im takze zaoferowac nawet konkretne rozdzialy ze swej ksiazki
                                      ktore zawieraja jakis cenna i niepowtarzalna zawartosc.

                                      Autorzy mogli by nadawac sobie prawa do zapoznania sie wzajemnego
                                      ze swymi ksiazkami.
                                      I na tej podstawie mogli by ksztaltowac swoje oferty i wysokosci rabatow.


                                      > Juz raz w niedawnej historii wykonano podobny
                                      >
                                      > eksperyment. Edward Gierek, w ramach rozpieszczania spoleczenstwa,
                                      > zadecdydowal, ze zasilki chorobowe dla nieobecnych w pracy beda rowne ich
                                      > wynagrodzeniu. Polowa Polski zaczela "chorowac" i przepis trzeba bylo
                                      > wycofac, bo grozila natychmiastowa katastrofa gospodarcza. Taki system nie
                                      > zadzialalby nigdzie na swiecie! Ludzie doskonale uczciwi to nie wiecej niz
                                      > 1% spoleczenstwa

                                      Przykro jest czytac gdy ktos inteligentny udaje iz nie rozumie
                                      takich dosyc prostych w koncu zasad jakie przedstawilem powyzej.

                                      Jezeli sprawia Ci taka trudnosc zrozumienie tego o czym ja tu pisze
                                      to moze popros kolezanke Carmen by Ci to nieco lepiej wyjasnila.

                                      Jak dotad w tym watku wykazywala duzo zrozumienia dla moich
                                      pomytslow w tym watku
                                      ;o)

                                      pozdr


                                      • Gość: Kran Re: Dystrybucja ksiazek. IP: 137.158.128.* / *.tenet.saix.net 01.06.06, 21:22
                                        p., kogos mi przypominasz. W wyborach prezydenckich 1995 (a moze 2000)
                                        startowal niejaki Piotrowicz czy Piotrowski - facet z wyksztalceniem srednim,
                                        chyba nawet nie ogolnoksztalcacym, i caly swoj czas telewizyjny zuzywal na
                                        nudzenie o tym, jak to on by urzadzil panstwo polskie. Na poczatek kandydaci na
                                        ministrow mieli pisac wypracowania z programem dzialania na cala kadencje, a on
                                        mial te wypracowania oceniac i na podstawie ocen wylonic najlepszych
                                        kandydatow. Oczywiscie przegral wybory (dostal jakis ulamek procenta glosow).
                                        On tez WIEDZIAL jak dzialac w dziedzinie, w ktorej sam nigdy nie dzialal. Mial
                                        dopracowane wszystkie szczegoly i obszernie odpowiadal na wszystkie zadane mu
                                        pytania. Wiedzial, a jednak sie osmieszyl. Pomysl o tym.
                                        • Gość: p. Re: Dystrybucja ksiazek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.06.06, 21:57
                                          Gość portalu: Kran napisał(a):

                                          > p., kogos mi przypominasz. W wyborach prezydenckich 1995 (a moze 2000)
                                          > startowal niejaki Piotrowicz czy Piotrowski - facet z wyksztalceniem srednim,
                                          ...
                                          > On tez WIEDZIAL jak dzialac w dziedzinie, w ktorej sam nigdy nie dzialal.
                                          > Mial dopracowane wszystkie szczegoly i obszernie odpowiadal na wszystkie
                                          > zadane mu pytania. Wiedzial, a jednak sie osmieszyl. Pomysl o tym.

                                          I tyle masz do powiedzenia w kwestii meritum ???

                                          ps
                                          Nie uwazam by ten gosc sie osmieszyl.
                                          Ja w 95 glosowalem na Janka Pietrzaka i nie uwazam bym
                                          popelnil wtedy blad.
                                          ;o)
            • ewa9823 Re: Zobacz jak to jest na innych stanowiskach pra 26.05.06, 13:29
              jak się nic nie zmieni to wszystko jeszcze przed Tobą
            • ewa9823 Re: Zobacz jak to jest na innych stanowiskach pra 26.05.06, 13:30
              a na tym forum nie chodzi o Ciebie
              • ewa9823 Re: Zobacz jak to jest na innych stanowiskach pra 26.05.06, 13:31
                moje wątki dotyczyły młodego asystenta, który poczuł się obrażony
    • Gość: adias Re: Masowy protest uczonych IP: *.who.vectranet.pl / 81.15.224.* 06.06.06, 01:16
      Witam
      Powstał serwis, który promuje czytanie, zawiera informacje o tym, dlaczego
      warto czytać oraz recenzje naprawdę dobrych książek , warto zobaczyć
      www.tolle.pl?pp=76 ,polecić linka swoim znajomym.
      W dodatku serwis rozdaje za darmo książki w postaci elektronicznej. Piękna
      sprawa ja dałem się skusić. Pozdrawiam z poważaniem Adrian


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka