Gość: B.T., Zabrze Zobaczcie jak są pokrzywdzeni ci biedni "naukawcy" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.05.06, 23:56 Policzmy sami...skoro GUS tego nie potrafi ile to gotówki idzie na polskie uczelnie i na PAN-y no i na tzw. polska naukę. Nadmienię trylko, że w innych krajach fosę najpierw trzeba zarobić aby przeznaczyć na działalność N+B+R. W Polsce leci gotówka, a jaka patrz niżej. 0,4 % PKB ????? - koń by się usmiał! Przepraszam, że szacunkowo. GUS to powinien zrobić dokładnie. Ile to idzie na badania naukowe w Polsce: Dane z ok. 2003 roku. Ale nie wiele się zmieniło. 1. Z budżetu poprzez KBN, 3 mld 2. Na szkolnictwo wyższe, 6 mld, powiedzmy z tego na badania 2 mld 3. Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania 4. Dochody profesorów uczelni i PAN-u na czarno i szaro, 2 mld 5. Finansowanie z przemysłu i instytucji, 1 mld 6. Z UE, jak twierdzi Kleiber, 0,5 mld. 7. Z prywatyzacji na Fundacje Nauki Polskiej, różnie ok. 0,2 mld Razem na działalność badawczą: 12,7 mld. W stosunku do PKB daje to: 2,2 % jak się mówi w Polsce "na naukę" czyli na działalność badawczą jak się mówi w innych mądrzejszych krajach. Dodajmy jeszcze jakieś 3 mld zł, które nasi szanowni profesorowie uczelni i PAN- u powinni uzyskać ze sprzedaży wyników swych prac badawczych tak jak to robi się w normalnych krajach to ten procent wzrasta do: 2,7 % w stosunku do PKB. Hurrrrrrra! jesteśmy w pierwszej dwunastce krajów Świata i bylibyśmy w pierwszej ósemce krajów Świata przeznaczającego na działalność badawczą, czy na "naukę polską" jak nie wiadomo dlaczego mówią nasi profesorowie!!! Z poważaniem, halo GUS, obudź się!!! B.T., Zabrze Jak podzielimy tę forsę przez ilość zatrudnonych (po odliczeniu podatku, ZUS-u itp) to mi wychodzi średnia pensja naukowców ok 15 kzł/miesiąc (słownie: 15 kilozłotych na miesiąc do kieszonki). To najlepsza fucha w Polsce. Żadnej odpowiedzialności za swój produkt (studentów), za bazgroły publikacyjne itp. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Popieram likwidację ulg podatkowych pracownikom IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.05.06, 16:30 uczelni i PAN-ów. Przecież ich koszty uzyskania nie pochodzą od wykonującego daną pracę bo całkowicie korzystają z pomocy uczelni (pomieszczenia, aparatura, telefony, ogrzewanie, oświetlenie, przydział materiałów piśmiennych itp). Natomiast raczej nie powinno się likwidować ulgi dla pracowników wykonujacych prace badawcze a nie zatrudnionych w uczelniach i PAN-ach. Dotyczy to także artystów itp. Oni rzeczywiście mają koszty uzyskania pokrywane z własnej kieszeni. Co więcej, pracownicy uczelni i PAN-ów wykonując zleconą pracę badawczą powinni wykonywać ją jako pracownicy tej uczelni (forsa dla uczelni, a nie do kieszeni wykonującego). Tak zresztą jak jest wszędzie gdzie indziej. Nie jest praawdą, że pracownicy uczelni dokładają do wykonywanych badań z własnej kieszeni. Jest odwrotnie, podzlecają wykonanie badań jakieś spółdzielni, sami wykonuja badania a potem dzielą sie forsą m,niej więcej w stosunku 85/15 po odliczeniu podatku. To jest niestety pospolite przestępstwo. Daję to pod rozwagę panu Premierowi i pani Ministrowi Finansów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kran Re: B.T., Zabrze na premiera!!!! IP: 137.158.128.* / *.tenet.saix.net 19.05.06, 18:24 Popieram - i jeszcze pxy1 na ministra nauki. Bedzie swietny team z Lepperem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mamba25 nie, wszyscy my som nie cytaci, nie pisaci. IP: *.zax.pl 19.05.06, 18:48 Odpowiedz Link Zgłoś
v0lrath Re: Masowy protest uczonych 23.05.06, 18:33 Polska nauka (do niedawna też edukacja, ale psucie tej wcześniej się zaczęło) jest jedną z niewielu rzeczy, które nasze państwo ma na całkiem dobrym poziomie (czyli nie na poziomie przeciętnego kraju z środkowej Afryki lecz nawet na lepszym niż przeciętny poziom na uczelniach w USA). Ale nie lękajcie się, już nie długo... Odpowiedz Link Zgłoś
ewa9823 Polska nauka nie istnieje 24.05.06, 10:51 w rankingach uczelni znajdujemy się za afryką Odpowiedz Link Zgłoś
renard_astucieux Re: Masowy protest uczonych 24.05.06, 20:09 Brawo nas premier! Po pierwsze - żadnych uczonych u nas nie ma. Wszyscy naprawdę zdolni już dawno pozałapywali się na zachodzie. Ci co nazywają sami siebie "uczonymi" to korporacja wzajemnie popierających się i piszących jeden drugiemu "recenzje" pozorantów, uprawiających czystą pseudonaukę (czyli "badania podstawowe")i produkujących tzw "publikacje" niezdatne w 98 % nawet pieseczkom na mieszkania. To bagno niewiele lepsze od osławionych korpracji prawniczych. Odpowiedz Link Zgłoś
aaniia Re: Masowy protest uczonych 24.05.06, 21:06 renard_astucieux napisał: > Brawo nas premier! > Po pierwsze - żadnych uczonych u nas nie ma. Wszyscy naprawdę zdolni już dawno > pozałapywali się na zachodzie. Ci co nazywają sami siebie "uczonymi" to > korporacja wzajemnie popierających się i piszących jeden drugiemu "recenzje" > pozorantów, uprawiających czystą pseudonaukę (czyli "badania podstawowe")i > produkujących tzw "publikacje" niezdatne w 98 % nawet pieseczkom na mieszkania. > > To bagno niewiele lepsze od osławionych korpracji prawniczych. niestety .. masz rację.. Odpowiedz Link Zgłoś
mamba25 fajnie tak krytykować?a kim Ty renrd jesteś?też 24.05.06, 21:36 się zabawię Twoim kosztem i popisze sobie jakich to mamy beznadziejnych nauczycieli, fryzjerów,lekarzy, aptekarzy, urzędników, bankierów, sprzątaczki itp itd. Ech, jakie to polskie.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Zobacz jak to jest na innych stanowiskach pracy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.05.06, 00:29 1. Nauczyciele szkół podstawowych i średnich ciężką pracą zrabiają na siebie. Szkoda tylko, że rządzi nimi, a zresztą... 2. Fryzjerzy tez zarabiają na siebie, rynek weryfikuje który z nich lepszy, a który gorszy 3. Aptekarze, jak wyżej 4. Urzędnicy (może ich za dużo) ale wykonują swą prace należycie i zarabiają na siebie 5. Bankierzy, też zarabiają na siebie, banki dośc dobrze pracują 6. Sprzataczki też sprzatają i zarabiają na siebie 7. Itd. itd., czyli wszyscy inni zarabiają na siebie (jest kilka wyjątków, ale boję się mówić) 8. Pracownicy naukowi szkół wyższych mają za zadanie nauczanie studentów i prowadzenie prac badawczych takich i tak, aby ci studenci stając się absolwentami byli, ogólnie biorąc, na bieżąco. Za to dostają pieniądze z naszych podatków (z budżetu) i opłaty od studentów. Od 1990 roku profesorowie przejęli do własnej dyspozycji (nikt inny tylko oni) fundusze budżetowe (obecnie ok. 3 mld gotówki na rok). Wcześniej pieniądze te szły na działalnośc B+R (badawczo-rozwojową) - rozwojową w znaczeniu (w dużym skrócie): badania podstawowe, laboratoryjne, półtechniczne (ew. prototypowe) i wdrożenie do produkcji. No i mieliśmy i mamy je nadal w postaci technologii urządzeń itp. Dużo uległo zniszczeniu, ale nadal z tego jakoś żyjemy. Było też dużo polskich publikacji naukowych, o których tu ciągle piszecie. Przypominam sobie artykuł w "Chemical Ingineering News" chyba pod koniec lat 60' w dziedzinie chemii w rankingu ilość publikacji w różnych językach, polski był na 7 miejscu przed włoskim. Można to jeszcze sprawdzic to były dobre publikacje. Od 1990 roku nie mamy żadnej własnej technologii, szczęście że działają na naszym rynku firmy zagraniczne i od nich możemy sie uczyć. Pieniędzy jak zawsze za mało więc pracownicy uczelni wyższych i PAN-ów ciągle żądają więcej i więcej na swe publikacje no i oczywiście stopnie naukowe, stanowiska itd. Drodzy profesorowie i nauczyciele akademiccy, zawłaszczanie pieniędzy społecznych do własnych celów (stopnie, stanowiska, wyjazdy konferencyjne po to tylko aby zdobywać punkty dla siebie) to jest zwykła kradzież i powinna być karana tak jak inne pospolite kradzieże. Od momentu przejęcia tego funduszu przez profesorów, mamy jedynie publikacje naukowe, oczywiście nikomu nie potrzebne, bo ich autorzy nie mają zielonego pojęcia co się w technologii, w przemyśle, w instytucjach dzieje. Mamy też bezczelnie powtarzane stanowiska nauczycieli akademickich, coś w rodzaju "my wam dajemy publikacje a wy wykorzystujcie je do swych celów". Nie, nie wykorzystamy bo się nie da wykorzystać bo są do niczego. Zresztą sami o tym wiecie bo inaczej proponowalibyście sprzedaż wyników badań. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ola Re: Zobacz jak to jest na innych stanowiskach pra IP: *.chello.pl 25.05.06, 19:46 Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a): .....> 8. Pracownicy naukowi szkół wyższych mają za zadanie nauczanie studentów i > prowadzenie prac badawczych takich i tak, aby ci studenci stając się > absolwentami byli, ogólnie biorąc, na bieżąco. Za to dostają pieniądze z > naszych podatków (z budżetu) i opłaty od studentów. > > Od 1990 roku profesorowie przejęli do własnej dyspozycji (nikt inny tylko oni) > fundusze budżetowe (obecnie ok. 3 mld gotówki na rok). Wcześniej pieniądze te > szły na działalnośc B+R (badawczo-rozwojową) - rozwojową w znaczeniu (w dużym > skrócie): badania podstawowe, laboratoryjne, półtechniczne (ew. prototypowe) i wdrożenie do produkcji. No i mieliśmy i mamy je nadal w postaci technologii > urządzeń itp. Dużo uległo zniszczeniu, ale nadal z tego jakoś żyjemy. Było też dużo polskich publikacji naukowych, o których tu ciągle piszecie. > Od 1990 roku nie mamy żadnej własnej technologii, szczęście że działają na > naszym rynku firmy zagraniczne i od nich możemy sie uczyć. > > Pieniędzy jak zawsze za mało więc pracownicy uczelni wyższych i PAN-ów ciągle > żądają więcej i więcej na swe publikacje no i oczywiście stopnie naukowe, > stanowiska itd. > > Drodzy profesorowie i nauczyciele akademiccy, zawłaszczanie pieniędzy > społecznych do własnych celów (stopnie, stanowiska, wyjazdy konferencyjne po to> tylko aby zdobywać punkty dla siebie) to jest zwykła kradzież i powinna być > karana tak jak inne pospolite kradzieże. > > Od momentu przejęcia tego funduszu przez profesorów, mamy jedynie publikacje > naukowe, oczywiście nikomu nie potrzebne, bo ich autorzy nie mają zielonego > pojęcia co się w technologii, w przemyśle, w instytucjach dzieje. Mamy też > bezczelnie powtarzane stanowiska nauczycieli akademickich, coś w rodzaju "my > wam dajemy publikacje a wy wykorzystujcie je do swych celów". Nie, nie > wykorzystamy bo się nie da wykorzystać bo są do niczego. Zresztą sami o tym > wiecie bo inaczej proponowalibyście sprzedaż wyników badań. Dziękuję Pani (Panu) za ten tekst. To jest dobra diagnoza profesorskiech osiągnięć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mamba25 Re: Zobacz jak to jest na innych stanowiskach pra IP: *.zax.pl 25.05.06, 20:50 zasadniczo nie rozumieny się. chociaż zaskakująca jest Twoja orientacja w dziedzinie tego typu reform. więc czyżby aż tak daleko posunięta samokrytyka??? nieważne.od 3 lat jestem na stanowisku asystenta( nie profesora, więc się jeszcze nie nachapałam cudzych pieniędzy i nie zdążyłam jeszcze nic ukraść)z tytułem mgr i dążę do zrobienia doktoratu. nie jest to placowka dydaktyczna, wiec nie mam studentów. Zaocznych też nie. z nikogo nie ciągnę pieniędzy. nigdy nie sprzedam wynikow badań tak, zeby ktos skręcił z tego maszyne. najbardziej w tym momencie interesuje mnie to, ze nie ma pieniedzy na przeprowadzenie badań, do tego obniżą pensję, która i tak nie jest wysoka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Właśnie w tym co piszesz jest problem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.05.06, 23:51 Polityka finasowania działalności badawczej uprawiana od 1990 roku, oddanie jedynie profesorom prawa do dysponowania gotówką z budżetu, ustalenie kryterium ILOŚĆ publikacji jako prawie jedyną ocenę osiągnięć badawcztch całkowicie wypaczyło istotę działania wszystkich w Polsce pracowników N+B+R uzcelni i PAN- ów. Skutki straszne: 1. Całkowity brak zaplecza N+B+R dla przedsiębiorstw i instytucji 2. Negatywna droga awansu. Ci pracownicy co rzetelnie prowadzą badania nie mają szans na awans bo muszą jedynie pisać publikacje i nie mają czasu na prowadzenie badań 3. Absolwenci, tak jak ich nauczyciele potrafią tylko pisać publikacje nie prowadząc badań 4. Pojawienie się w literaturze szumu publikacyjnego, Polska w tym szumie prowadzi na czele ale inne kraje też dają taki szum. Zgubiony ten pracownik N+B+R, który uwierzy w dane zawarte polskich publikacjach 5. Czyniona jest wielka krzywda młodym pracownikom N+B+R ucząc ich kłamstwa w podawaniu wyników badań. Jeszcze w latach 60 w Polsce mało kto mógł sobie pozwolić na opublikowanie plagiatu lub zmyślonych wyników badań jak to się obecnie dzieje 6. Oczywiście, dzieje się największa krzywda nieświadomym ciężko pracującym Polakom, którzy święcie wierzą w doskonałość naszych uczonych i posyłają im też za ciężkie pieniądze zbierane nieraz z całych rodzin swe dzieci celem kształcenia 7. Jeżeli wogóle, to czeka nas Polaków wieloletnie naprawienie tego co w ostatnich 25 latach (tak gdzieś stopniowo od 1980 roku) narobili profesorowie uczelni wyższych i PAN-ów. Mamy doświadczenie, że od momentu powstawania bardzo wielu instytutów N+B+R w latach 1952 do 1954 instytuty te stopniowo już w latach 60' dawały gospodarce dobre rozwiązania. Różnica jednak polega na tym, że wówczas nikt nie przeszkadzał w działalności N+B+R. Teraz te dziesiątki tysięcy profesorów nie dopuszczają i prawdopodobnie nie dopuszczą do żadnych zmian 8. Żal też samych pracowników N+B+R w tym też profesorów, no bo poza uczelniami czy PAN-ami są nikim (w normalnych warunkach) Tak to w skrócie wygląda. Jeżeli chcesz zostać rzetelnym pracownikiem N+B+R to radzę zatrudnić się w laboratoriach badawczych instytucji czy przedsiębiorstw. Obecnie w Polsce są to jedyne miejsca gdzie nie zmyśla sie wyników badań, gdzie prowadzi sie badania potrzebne i gdzie jest wspaniała radość z każdego osiagnięcia wdrożonego do produkcji. Można też zgromadzić materiał badawczy, opublikować i zgłosić tezy do uzyskania stopni naukowych. Zapewniem Cię, że w przeciwieństwie do pracowników uczelni będziesz rozchwytywany na rynku pracy i to Ty będziesz dyktował warunki płacy. Powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mamba25 Re: Właśnie w tym co piszesz jest problem IP: *.zax.pl 29.05.06, 18:31 w żadnym wypadku nie chodzi tu o urazy, obrazy - jak pisze ewa8923.jednak tkwie w tym środowisku zatem poniekąd chodzi o mnie. w tym co piszecie jest mnóstwo racji, nie da sie zaprzeczyć. z wieloma zarzutami się zgadzam. problem w tym, że owe reformy dotkną również ludzi, w tym i mnie, ktorzy sami prowadzą rzetelne badaniania,nie fałszyją wyników,próbują je publikować. przepychają sie na konferencje, traktują swoją pracę serio. a odpowiadając na poniższy fragment: "Jeżeli chcesz zostać rzetelnym pracownikiem N+B+R to radzę zatrudnić się w laboratoriach badawczych instytucji czy przedsiębiorstw. Obecnie w Polsce są to jedyne miejsca gdzie nie zmyśla sie wyników badań, gdzie prowadzi sie badania potrzebne i gdzie jest wspaniała radość z każdego osiagnięcia wdrożonego do produkcji. Można też zgromadzić materiał badawczy, opublikować i zgłosić tezy do uzyskania stopni naukowych. - chętnie radę bym przyjęła, ale nie wszędzie praca wygląda tak samo. nie wszyscy siedzą w laboratorium. niestety, nie wszystkie dziedziny dają taką możliwość - zatrudnienia sie w przedsiębiorstwie. w dziedzinie n.p. nauk humanistycznych takiej możliwości nie ma i w tym sęk... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p. Re: Właśnie w tym co piszesz jest problem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.06, 19:08 Gość portalu: mamba25 napisał(a): > w żadnym wypadku nie chodzi tu o urazy, obrazy - jak pisze ewa8923.jednak > tkwie > w tym środowisku zatem poniekąd chodzi o mnie. w tym co piszecie jest mnóstwo > racji, nie da sie zaprzeczyć. z wieloma zarzutami się zgadzam. problem w tym, > że owe reformy dotkną również ludzi, w tym i mnie, ktorzy sami prowadzą > rzetelne badaniania,nie fałszyją wyników,próbują je publikować. przepychają > sie na konferencje, traktują swoją pracę serio. ... > - chętnie radę bym przyjęła, ale nie wszędzie praca wygląda tak samo. nie > wszyscy siedzą w laboratorium. niestety, nie wszystkie dziedziny dają taką > możliwość - zatrudnienia sie w przedsiębiorstwie. w dziedzinie n.p. nauk > humanistycznych takiej możliwości nie ma i w tym sęk... To tym bardziej powinno Ci zalezec na tym by ci z was ktorzy moga generowac wplywy do budzetu robili to najefektywniej. Wtedy zamozniejsze spoleczenstwo bedzie bardziej docenialo wartosc Twojej pracy. Zabiegajac jedynie o nalezna Ci czesc funduszy przeznaczonych na nauke wykazujesz sie wielka krotkowzrocznoscia. Jako humanistka nie powinnas miec problemow ze zrozumieniem tych prostych zaleznosci. W koncu zapewne nie sa Ci obce takie pojecia jak dobro wspolne, umilowanie ojczyzny, patriotyzm. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Nic straconego, wszędzie można coś znaczącego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.05.06, 11:52 zrobić (dokonać), w naukach humanistycznych też. Nie wiem jakie nauki reprezentujesz, ale: 1. Jeśliś polonistka to oisz książki, np. o tzw. polskiej nauce (może scenariusz do filmu, albo serialu) 2. Jeśliś historyczka, to napisz nową historię Polski (oficjalna jest historią napisaną przecież przez kkat) 3. Jeśliś prawniczka, to dopiero jest o czym pisać 4 itp. PS Ale jak nie będziesz po kropce pisać z dużej litery to nietety mało kto będzie Cię czytał bo to strasznie męczy oczy i umysł. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Carmen S. Re: Nic straconego, wszędzie można coś znaczącego IP: *.dyn.centurytel.net 30.05.06, 16:38 Moze tego nie wiesz BT, ale autor w Polsce dostaje 5-10 % ceny edytorskiej czyli w praktyce 1-2 zlote od sprzedanego egzemplarza. Naklad 10 tys. to jest hit i takich jest malo. Od tego co zarobi musi zaplacic podatki i tu wlasnie jest ta grupa ludzi ktorzy zostana uderzeni zniesieniem ulgi. Tak czy inaczej z pisania ksiazek nie da sie utrzymac. Odpowiedz Link Zgłoś
szydlo4 Z pisania nie, ale napisanie daje możliwośc awansu 30.05.06, 17:11 poszukania dobrej pracy itp. napisanie np. dla wydawnictw zachodnich w jęz. ang to daje trochę forsy. Oczywiście, nie wyobrażam sobie pisanie ksiażek bez nabytego wcześniej dużego doświadczenia. Nadal radzę aby ta Pani Humanistka, jeżeli chce być cenioną pracownicą i miała spokój ducha, zatrudniła się wszędzie byleby nie polskiej uczelni, czy też w PAN-e. Może zawsze zostać dziennikarką. W Polsce dzienikarze piszą lepsze artykuły (no nie wszyscy) niż znani historycy swe prace naukowe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lesniczy Re: Z pisania nie, ale napisanie daje możliwośc a IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.06, 11:38 >poszukania dobrej pracy itp. napisanie np. dla wydawnictw zachodnich w jęz. ang >to daje trochę forsy. Podobnego debilizmu dawno nie czytałem, nawet na forach internetowych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p. Dystrybucja ksiazek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.05.06, 17:16 Gość portalu: Carmen S. napisał(a): > Moze tego nie wiesz BT, ale autor w Polsce dostaje 5-10 % ceny edytorskiej > czyli w praktyce 1-2 zlote od sprzedanego egzemplarza. Naklad 10 tys. to jest > hit i takich jest malo. Od tego co zarobi musi zaplacic podatki i tu wlasnie > jest ta grupa ludzi ktorzy zostana uderzeni zniesieniem ulgi. Tak czy inaczej > z pisania ksiazek nie da sie utrzymac. A dlaczego nie publikuja swoich ksiazek przez internet ??? Wystarczyloby by kilku autorow sie ze soba porozumialo na poczatek i utworzyli sobie witryne w ktorej by umieszczali reklamy swoich ksiazek. Przy oferowanej cenie 4-5 zl za ksiazke w wersji elektronicznej bez problemu mogli by zgromadzic po kilka - kilkanascie tysiecy zamowien. Chetni na ksiazki wplacaliby stala wplate np. 30pln i mogli by sobie wybierac interesujace ich ksiazki. Gdy liczba subskrypcji przekroczylaby okreslony przez autora limit wtedy subskrybenci otrzymywaliby rownoczesnie ksiazke w wersji elektronicznej. Dzieki takiemu rozwiazaniu mozna by nie tylko zamawiac cale ksiazki ale nawet poszczegolne rozdzialy !! Autorzy otrzymywaliby duzo wieksze honoraria, a studenci czy uczniowie kupowaliby duzo wiecej tanich i wartosciowych ksiazek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kran Re: Dystrybucja ksiazek. IP: 137.158.128.* / *.tenet.saix.net 31.05.06, 12:04 pxy, te twoje pyszalkowate pouczenia sa tak nieznosnie naiwne, ze najczesciej nie chce mi sie na nie odpowiadac. (N. B. podziwiam "goscia" za jego wielka cierpliwosc i kulture. Jest on w sytuacji czlowieka, ktory usiluje gluchemu wytlumaczyc piekno muzyki, na pewno to widzi, ale niezlomnie dziala dalej. Jest takie powiedzonko: "Podawac kulture tak dlugo, az ich przezre." Kto wie, moze to dobra metoda?) W sprawie ksiazek: twoja metoda na zarobkowanie za pomoca elektronicznych publikacji nie ma szansy zadzialac w praktyce. Sam fakt, ze ksiazka istnieje, nie jest dla ewentualnych czytelnikow zadnym argumentem za tym, zeby ja przeczytac, a juz zupelnie nie jest powodem do placenia za nia. Na rynku sa setki tysiecy ksiazek naukowych i autor kazdej z nich jest przekonany, ze napisal wielkie dzielo, a tymczasem wiekszosc idzie potem na makulature. Zeby zainteresowac czytelnikow, trzeba miec za soba jakis argument, na przyklad nazwe dobrego wydawnictwa. Dobre, znane firmy wydawnicze posylaja PROJEKT ksiazki do recenzentow, a oceny recenzentow sa raczej surowe. Jesli projekt zostanie zatwierdzony przez recenzentow - dopiero wtedy ksiazka jest przyjmowana do wydania. Nazwa dobrego wydawnictwa juz jest jakims certyfikatem, ze to nie szmelc i ze warto sie tym tekstem zainteresowac. Ale to nie wystarcza. Ksiazki naukowe z dobrych wydawnictw sa potem recenzowane w czasopismach naukowych (nie wszystkie - redakcja musi najpierw zainteresowac sie dana ksiazka). Dopiero te recenzje staja sie powaznym argumentem dla nabywcow. Jesli recenzje byly pozytywne i jesli pierwsi czytelnicy potwierdza wysoka wartosc ksiazki - dopiero wtedy interes moze sie rozkrecic. Ale to, jak widac, jest loteria. Porazki zdarzaly sie nawet takim autorom, ktorzy wczesniej odniesli sukces. Poza tym, ZANIM autor wezmie sie do napisania pierwszej ksiazki, musi cos umiec. To zajmuje kilka do kilkunastu lat pracy - wczesniej nie ma sensu pisac ksiazki, bo nikt nie ma wystarczajaco duzo nowych rzeczy do powiedzenia zaraz po studiach. Pisanie ksiazki to tez najczesciej praca na 1 - 5 lat. Proces wydawniczy trwa od roku do 3 lat. Zakladajac przecietna szybkosc postepow (10 lat pracy po studiach, dwa lata pisania, rok cyklu produkcyjnego) - czlowiek po studiach ma szanse wydac pierwsza samodzielna ksiazke po 13 latach. A wtedy zaczyna sie loteria - beda kupowac, czy nie? Jak widzisz, z pisania ksiazek nie da sie zyc, bo trzeba byc KIMS juz PRZED napisaniem pierwszej. Mowie to nie po to, zeby sie skarzyc. Jestem autorem dwu ksiazek i nie narzekam na rezultaty. Ale gdyby to mial byc moj jedyny dochod, to umarlbym z glodu przed wydaniem pierwszej. Po co to robimy w takim razie? No coz, nie dla zarobku, wiec pewnie bys nie zrozumial motywow. Skad bierzesz to przekonanie, ze potrafisz urzadzic dziedzine zycia, o ktorej nie masz ZADNEJ wiedzy? Do Carmen S.: 10% albo mniej to norma nie tylko w Polsce. Najslawniejsze wydawnictwa swiata daja tyle samo. To jest zreszta procent od ceny ustalonej przez wydawnictwo. Rozne "ksiegarnie internetowe" sprzedaja te same ksiazki nawet dwa razy drozej, ale autor dostaje tylko 10% ceny wydawcy, czyli 5% ceny handlarza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p. Re: Dystrybucja ksiazek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.06, 18:11 Gość portalu: Kran napisał(a): > pxy, te twoje pyszalkowate pouczenia sa tak nieznosnie naiwne, ze najczesciej > nie chce mi sie na nie odpowiadac. ... > W sprawie ksiazek: twoja metoda na zarobkowanie za pomoca elektronicznych > publikacji nie ma szansy zadzialac w praktyce. Sam fakt, ze ksiazka istnieje, > nie jest dla ewentualnych czytelnikow zadnym argumentem za tym, zeby ja > przeczytac, a juz zupelnie nie jest powodem do placenia za nia. To zalezy jaka jest zawartosc owej ksiazki, jak bardzo jej zawartosc moze byc przydatna i jak bardzo oszczedza czas swoim czytelnikom. > Na rynku sa setki tysiecy ksiazek naukowych i autor kazdej z nich jest > przekonany, ze napisal wielkie dzielo, a tymczasem wiekszosc idzie potem na > makulature. Zeby zainteresowac czytelnikow, trzeba miec za soba jakis > argument, na przyklad nazwe dobrego wydawnictwa. Ja do ksiazek nie podchodze jak naukowiec, a jako zwykly student. Studenta nie interesuje nazwa wydawnictwa nai recenzje ksiazki. Student jest zainteresowany tym by znalazl w ksiazce w miare kompletna informacje ktorej poszukuje. Informacje podana w sposob mozliwie przystepny tak by nie musial tracic czasu na wyszukiwanie wrtosciowych wiadomosci z morza wodolejstwa. > Dobre, znane firmy > wydawnicze posylaja PROJEKT ksiazki do recenzentow, a oceny recenzentow sa > raczej surowe. Jesli projekt zostanie zatwierdzony przez recenzentow - > dopiero wtedy ksiazka jest przyjmowana do wydania. Nazwa dobrego wydawnictwa > juz jest jakims certyfikatem, ze to nie szmelc i ze warto sie tym tekstem > zainteresowac. Ale to nie wystarcza. Postac elektroniczna daje takie mozliwosci jakich nie posiada postac papierowa. Ksiazke dla waskiego grona specjalistow mozna tak napisac by zawierala odnosniki do objasnien wszelkich specjalistycznych terminow dodatkowych wyjasnien itd. Ktos kto jest specjalsta z tych odnosnikow moze wcale nie korzystac natomiast dla kogos kto by chcial poglebiac swoja wiedze lecz nie dysponuje odpowiednim przygotowaniem z jakichs wzgledow, takie odnosniki i objasnienia bylyby bardzo cenne i atrakcyjne. > Ksiazki naukowe z dobrych wydawnictw sa potem recenzowane w czasopismach > naukowych (nie wszystkie - redakcja musi najpierw zainteresowac sie dana > ksiazka). Dopiero te recenzje staja sie powaznym argumentem dla nabywcow. Reasumujac - ksiazki w wersji elektronicznej mozna tak tworzyc by byly atrakcyjne dla mozliwie szerokiej bazy czytelnikow/odbiorcow. > Jesli recenzje byly pozytywne i jesli pierwsi czytelnicy potwierdza > wysoka wartosc ksiazki - dopiero wtedy interes moze sie rozkrecic. Ale to, > jak widac, jest loteria. Porazki zdarzaly sie nawet takim autorom, ktorzy > wczesniej odniesli sukces. Elektroniczna dystrybujcja ksiazek w wersji cyfrowej daje mozliwosc autorowi okreslania ceny i nakladu jaki go satysfakcjonuje. Przykladowo moze okreslic kilka progow nakladu z odpowiadajacymi tym progom cenami. Najnizszemu progowi odpowiada najwyzsza cena. Ci z zainteresowanych ktorzy by chcieli jak najszybciej otrzymac interesujaca ich ksiazke musieliby zgodzic sie na ta najwyzsza cene. Automatycznie byliby dopisywani tez do pozostalych progow. W przypadku gdyby ktorys z kolejnych progow z nizsza cena zostal przekroczony wczesniej wtedy otrzymaliby ksiazke po nizszej cenie. To samo tyczylo by sie przypadku gdyby prog z nizsza cena zostal przekroczony pozniej. Wtedy bylaby im zwracana czesc lub cala roznica miedzy cena przy jakiej nabyli ksiazke a cena aktualna. W ten sposob nie byliby zbytnio pokrzywdzeni tym ze zaplacili znacznie wiecej niz ci ktorzy czekali na ksiazke dluzej az zbierze sie odpowiednia ilosc subskrybentow gotowych kupic po nizszej cenie. Takie zasady bylyby rowniez w interesie autora poniewaz on bylby zainteresowany tym by jak najszybciej ilosc subskrybentow przekroczyla ktorys z okreslonych przez niego progow przy jakich jest on gotow opublikowac swoje dzielo. Kupujac wartosciowa ksiazke mozna by bylo bez wielkiego ryzyka zaoferowac autorowi nawet cene bliska wydaniu papierowemu, gdyz i tak po niedlugim czasie zainteresowanie ksiazka byloby tak duze iz jej cena by spadala wraz ze wzrostem zainteresowania danym tytulem. A autor i tak by na tym zyskiwal, gdyz iloczyn ceny i nakladu progowego stawalby sie dla niego coraz wiekszy. > Poza tym, ZANIM autor wezmie sie do napisania pierwszej > ksiazki, musi cos umiec. To zajmuje kilka do kilkunastu lat pracy - wczesniej > nie ma sensu pisac ksiazki, bo nikt nie ma wystarczajaco duzo nowych rzeczy > do powiedzenia zaraz po studiach. Pisanie ksiazki to tez najczesciej praca > na 1 - 5 lat. Proces wydawniczy trwa od roku do 3 lat. Zakladajac przecietna > szybkosc postepow (10 lat pracy po studiach, dwa lata pisania, rok cyklu > produkcyjnego) - czlowiek po studiach ma szanse wydac pierwsza samodzielna > ksiazke po 13 latach. A wtedy zaczyna sie loteria - beda kupowac, czy nie? I tutaj tez dystrybucja wersji cyfrowych miala by wielka zalete. Cykl wydawniczy tutaj moze byc znacznie krotszy gdyz wszelkie korekty mozna bardzo latwo dokonac, a nawet do ksiazki dolaczyc pytania i odpowiedzi czytelnikow. Tym samym najcenniejsza informacja moze szybciej trafic do zainteresowanych co tym bardziej podnosi atrakcyjnosc kiej ksiazki. > Jak widzisz, z pisania ksiazek nie da sie zyc, bo trzeba byc KIMS juz PRZED > napisaniem pierwszej. Mowie to nie po to, zeby sie skarzyc. Jestem autorem > dwu ksiazek i nie narzekam na rezultaty. Ale gdyby to mial byc moj jedyny > dochod, to umarlbym z glodu przed wydaniem pierwszej. Po co to robimy w takim > razie? No coz, nie dla zarobku, wiec pewnie bys nie zrozumial motywow. Ja wcale nie twierdze ze z ksiazek mozna dobrze zyc w kazdej dyscyplinie nauki. Twierdze jednak ze prowadzac dystrybucje elektroniczna w wersji cyfrowej mozna znacznie wiecej otrzymywac za swoje dziela niz skromne 10% w wydawnictwie. Do tego dochodzi tutaj walor spoleczny. Takie wydawane ksiazki nie bylyby tak hermetycznie niedostepne zwyklemu czlowiekowi czy przecietnemu studentowi i zdolnemu uczniowi. Dzieki temu inwestycja we wlasne umiejestnsci i wiedze stawalaby sie tansza i jednoczesnie zwiekszal by sie tym samym popyt na takie tanie ksiazki gdyz inwestowac by byli w nie gotowi ci ktorzy wczesniej ze wzgledu na cene nie mogli by sobie pozwolic na takie hobby. Przykladowo gdyby tylko 200 000 osob kupowalo srednio po 3 ksiazki cyfrowe w miesiacu to rocznie dalo by to 7 mln sztuk. Przy nakladzie srednio 10 tys to jest 700 tytulow rocznie. Jesli srednio praca nad ksiazka trwala by 4 lata to wydawac by tak moglo 3 tys autorow. Biorac pod uwage cene dostepu do internetu w Polsce ktora jest 3-4 krotnie wyzsza niz przyjete w tych szacunkach wydatki na poziomie 15 pln na miesiac uwazam ze to sa i tak skromne szacunki i potencjal czytelniczy by sie szybko powiekszal. > > Skad bierzesz to przekonanie, ze potrafisz urzadzic dziedzine zycia, o ktorej > nie masz ZADNEJ wiedzy? A skad bierzesz przekonanie iz nie mam ZADNEJ wiedzy o tym co chcialbym moc kupowac i czytac ? Skad wiesz ile mam w domu ksiazek i ile z nich przeczytalem i ile mi to sprawilo satysfakcji ? Jezeli uwazasz ze powyzsze moje pomysly sa nierealne to podaj konkretne argumenty ktore by przemawialy za tym ze ktos wstrzymywalby sie z zakupem ksiazki za 5-10 zl jesli w wersji papierowej musialby zaplacic 50-100 zl ? Ja uwazam ze znacznie wiecej czasu trzeba by stracic by czytac recenzje wielu ksiazek by potem decydowac sie na zakup 1 czy 2 roznych autorow, jesli o polowe taniej mozna miec 5 czy 10 ksiazek w wersji elektronicznej i samemu ocenic co jest przydatne i lepiej zaprezentowane. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kran Re: Dystrybucja ksiazek. IP: 137.158.128.* / *.tenet.saix.net 31.05.06, 18:31 pxy, ty po prostu nic nie zrozumiales z mojego postu. Robisz bledne zalozenie - ze ksiazka, ktora pokaze sie w internecie, bedzie przez KOGOKOLWIEK przeczytana. Tak wcale nie musi byc. Jesli nikt jej nie przeczyta, to ty sam musisz ja przejrzec - bo skad mialbys wiedziec, ze akurat ta jedna jest warta albo niewarta przeczytania albo kupienia? Tu jest caly problem. Jesli ksiazka nie ma "stempla" - certyfikatu dobrego wydawnictwa i pozytywnych opinii recenzentow, to nikt do niej nie zajrzy, bo nikt nie ma czasu na samodzielne robienie selekcji. Twoje internetowe idee sa nierealne. Co z tego, ze autor moglby w zasadzie dostac za swoja ksiazke wiecej niz 10% ceny - jesli w praktyce nikt tej ksiazki nie kupi, to nawet 90% od zerowej sprzedazy da zero. A ze ksiazka nieznanego autora opublikowana taka chalupnicza metoda bedzie miala sprzedaz bliska zera, to ci gwarantuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p. Re: Dystrybucja ksiazek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.06, 19:37 Gość portalu: Kran napisał(a): > pxy, ty po prostu nic nie zrozumiales z mojego postu. Robisz bledne zalozenie - ze ksiazka, ktora pokaze sie w internecie, bedzie przez KOGOKOLWIEK > przeczytana. Tak wcale nie musi byc. Jesli nikt jej nie przeczyta, to ty sam > musisz ja przejrzec - bo skad mialbys wiedziec, ze akurat ta jedna jest warta > albo niewarta przeczytania albo kupienia? Nie chcialbym byc zlosliwy ani sie wymadrzac ale szczerze powiedziawszy to ja mam wrazenie iz nie zrozumiales idei ktora zaprezentowalem. W wersji elektronicznej moze istniec regulamin ze jezeli ksazka sie nie spodoba pierwszemu kregowi czytelnikow gdyz zwroca sie z reklamacja ze wygladala na porzadna (spis tresci przykladowe strony ) a okazal sie to badziew, to przysluguje im zwrot kasy. A poniewaz wszystko odbywa sie w systemie punktowym gdzie nie operuje sie przelewami bankowymi za poszczegolne pozycje to nawet zwrot punktow kilkuset tysiacom nabitych w butelke subskrybentow to zaden problem. Po prostu ryzyko przeplacenia za bubel w tym systemie jesto wiele mniejsze. Nawet wtedy gdy kupujemy na zapas i czytac bedziemy dopiero za tydzien czy dwa gdy znajdziemy wiecej czasu. To nie ma byc w zamysle taki zwykly sklepik gdzie klient nasz pan a gdy kupi to glupi, tylko bylby to system w ktorym obie strony szanowalyby sie wzajemnie. Czytelnik dobrej ksiazki nie wnosilby o zwrot kasy, bo chcialby w przyszlosci jeszcze cos przeczytac tak dobrego autora. A autor bubla nie otrzymalby nic lub musialby sie zadowolic symboliczna zlotowka od sztuki nawet jesli sie duzo napracowal. Byc moze w przyszlosci moglby takiego bubla poprawic i sprzedac go juz za znacznie wieksze pieniadze. W tym systemie odpadaloby ryzyko ze buble ida na przemial a czytelnik za to i tak w koncu zaplaci placac wyzsze marze dla wydawcow. > Tu jest caly problem. Jesli ksiazka > nie ma "stempla" - certyfikatu dobrego wydawnictwa i pozytywnych opinii > recenzentow, to nikt do niej nie zajrzy, bo nikt nie ma czasu na samodzielne > robienie selekcji. Twoje internetowe idee sa nierealne. Co z tego, ze autor > moglby w zasadzie dostac za swoja ksiazke wiecej niz 10% ceny - jesli w > praktyce nikt tej ksiazki nie kupi, to nawet 90% od zerowej sprzedazy da > zero. > A ze ksiazka nieznanego autora opublikowana taka chalupnicza metoda bedzie > miala sprzedaz bliska zera, to ci gwarantuje. Tobie sie caly czas wydaje ze decyzja o zakupie ksiazki jest rownoznaczna z pozegnaniem sie z pieniedzmi za nia. Otoz w tym systemie znacznie wieksze ryzyko ponosilby autor. Bo to on pracowalby na swoj wizerunek i historie swoich publikacji. Jesli tylko ktos bylby zainteresowany danym tematem /dziedzina to moglby w ciemno zamawiac kilka czy kilkanascie ksiazek o zblizonej tematyce z ktorych musialby zatrzyjmac np. 1/5 o ile nie byloby tam samych bubli, ale o tym bardzo latwo byloby decydowac czytelnikom. A ktos zainteresowany wartosciowyni ksiazkami nie robil by sobie zartow by wartosciowe ksiazki oceniac jako buble by dostac zwrot kilku zlotych na konto. Tutaj caly system by dzialal poteznie na korzysc czytelnika, a ksiazka bylaby otwartym dzielem do ktorego autor moglby tworzyc suplementy upgrady itd, bo wiedza dzisiaj zmienia sie szybko. Kupujac taka ksiazke czytelnik w pewien sposob wiazalby sie z dobrym autorem. A slabi by sie mogli sami przekonac ze sa slabi i nie mogli by zwalac winy na surowe recenzje czy brak dojsc ze wzgledu na brak wlasnej marki/renomy. Ten system promowalby najbardziej tych ktorzy najlepiej potrafia dostosowac sie do potrzeb rynku. Bez wzgledu czy maja po 20 lat czy po 40 i sa wybitnymi naukowcami. Ktos kto ma 20 lat jesli jest w czyms dobry to tez moglby sie swoim warsztatem sprobowac podzielic z mlodszymi czy starszymi od siebie. Teraz moze probowac cos pisac by przyciagnac na swoje strony gosci i ewentualnie zyskac cos z reklam w przszlosci. Taka sytuacja nie promuje tych ktorzy by mogli cos bardzo wartosciowego innym zaoferowac, bo za ich wysilek nikt im bezposrednio nie zaplaci. Gdyz nie istnieje taki system dystrybucji wartosci intelektualnych. Taki system o jakim ja mowie oszczedzalby czas czytelnikom na dotarcie do profesjonalnych informacji, a ich autorzy nie tracili by czasu na rozwijanie amatorskich witryn skierowanych do zbyt waskiego kregu odbiorcow lub zawierajacych powierzchowne informacje majace przyciagnac mozliwie wielu klikajacych. Autorzy mogli by sie skocentrowac na tym co trudno znalezc w sieci a w czym oni sa naprawde dobrzy. Studenci mogli by sprzedawac tak swoje prace magisterskie czy licencjackie ale nie po to by sie stawaly podstawami plagiatow tylko po to by ich mlodsi koledzy mogli sie czegos ciekawego nauczyc, czyms sie zainteresowac. Oczywiscie autorzy sami by okreslali do kogo adresuja to co maja do zaoferowania. Oprocz profesjonalnych ksiazek w takim systemie mozna by prowadzic dystrybucje szerokiego spektrum wartosci intelektualnych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Carmen S. Re: Dystrybucja ksiazek. IP: *.dyn.centurytel.net 31.05.06, 23:22 Nauki dziela sie na teoretyczne i eksperymentalne, ja bedac przedstawicielka tych ostatnich proponuje eksperymentalna weryfikacje twojej teorii. 1. Napisz ksiazke pt: "dlaczego polscy naukowcy nie umieja pisac ksiazek" 2. Sprzedaj na sieci po 5 zlotych, niech kupi ja 200 000 osob. 3. Uzbiera ci sie okragla sumka. 4. Przylec na nasza polkule zamocz nogi w lagunie na Cayo Largo i wpomnij imie moje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p. Re: Dystrybucja ksiazek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.06.06, 01:06 Gość portalu: Carmen S. napisał(a): > Nauki dziela sie na teoretyczne i eksperymentalne, ja bedac przedstawicielka > tych ostatnich proponuje eksperymentalna weryfikacje twojej teorii. > > 1. Napisz ksiazke pt: "dlaczego polscy naukowcy nie umieja pisac ksiazek" > 2. Sprzedaj na sieci po 5 zlotych, niech kupi ja 200 000 osob. > 3. Uzbiera ci sie okragla sumka. > 4. Przylec na nasza polkule zamocz nogi w lagunie na Cayo Largo i wpomnij > imie moje. Skoro to mialby byc eksperyment to czego on niby mialby dowodzic ?? Przeciez nigdzie nie napisalem ze ktos oferujacy swoje dziela w ten sposob bedzie je sprzedawal w ilosci 200 000 kopii. Przeciez cala idea tego pomyslu polega na tym by uczestniczylo w nim jak najwiecej autorow majacych cos ciekawego do zaoferowania, podobnie jak sprzedajacy oferuja swoje towaty na EBAY-u. Tyle ze w przypadku systemu o ktorym ja pisze zasady bylyby nieco inne niz na zwyklych aukcjach. Choc mechanizm przyciagania pozostawalby ten sam: bogactwo i roznorodnosc oferty w przystepnej cenie, oraz latwosc dotarcia przez potencjalnego klienta do interesujacych go pozycji. Jesli juz mialbym przeprowadzac jakis eksperyment to moze powinienem samodzielnie stworzyc cos na ksztalt Ebay-a , a jak mi sie uda to przylacza sie inni ?? Ja uwazam ze skoro autorzy tak narzekaja na marsne pieniadze z wydawnictw to przeciez nic im nie stoi na przeszkodzie by sie ze soba porozumieli i w jednym miejscu zaczeli publikowac zajawki swoich ksiazek. I wtedy by sie mogli przekonac sami jakie jest zainteresowanie tym co maja do zaoferowania. Oczywiscie potencjalni czytelnicy tez by musieli wiedziec kiedy moga sie spodziewac ze witryna zadziala i cos beda mogli tam kupic. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kran Re: Dystrybucja ksiazek. IP: 137.158.128.* / *.tenet.saix.net 01.06.06, 09:37 p. - krotko mowiac, twierdzisz, ze czytelnicy dostawaliby ksiazki za darmo i dopiero potem decydowali, czy chca za nie zaplacic. Ja z gory znam wynik tego eksperymentu - i bardzo sie dziwie, ze tak praktyczny i ekonomiczny czlowiek jak ty nie umie tego przewidziec. Juz raz w niedawnej historii wykonano podobny eksperyment. Edward Gierek, w ramach rozpieszczania spoleczenstwa, zadecdydowal, ze zasilki chorobowe dla nieobecnych w pracy beda rowne ich wynagrodzeniu. Polowa Polski zaczela "chorowac" i przepis trzeba bylo wycofac, bo grozila natychmiastowa katastrofa gospodarcza. Taki system nie zadzialalby nigdzie na swiecie! Ludzie doskonale uczciwi to nie wiecej niz 1% spoleczenstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p. Re: Dystrybucja ksiazek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.06.06, 18:18 Gość portalu: Kran napisał(a): > p. - krotko mowiac, twierdzisz, ze czytelnicy dostawaliby ksiazki za darmo i > dopiero potem decydowali, czy chca za nie zaplacic. Przepraszam ze sie tak niegrzecznie zapytam: czy Ty potrafisz przeczytac ze zrozumieniem o czym ja pisze ?? > Ja z gory znam wynik tego eksperymentu - i bardzo sie dziwie, ze tak > praktyczny i ekonomiczny czlowiek jak ty nie umie tego przewidziec. Aby cokolwiek otrzymac nalezaloby najpierw wplacic oplate ktora mozna by nazwac kaucja. Ona zasilalaby konto potencjalnego czytelnika w takim systemie podobnie jak w systemie PAYPAL. Majac minimalna kwote na swym koncie mozna by dokonywac subskrypcji interesujacych nas tytulow czy innych wartosci intelektualnyh nie bedacych ksiazkami. W przypadku ksiazek przewaznie czytelnik dokonywalby wielu subskrypcji pozycji o podobnej tematyce zanim poziom zainteresowania dana pozycja przekroczylby poziom satysfakcjonujacy autora. Po przekroczeniu tego poziomu subskrybenci otrzymywaliby ksiazke w wersji elektronicznej. Oczywiscie posiadali by prawo oceny takiej ksiazki i gdyby sie okazalo iz ksiazka nie spelnia ich oczekiwan np. jest napisana bardzo hermetycznym i niezrozumialym dla nich jezykiem naukowym wtedy mogli by taki argument przedstawic o ile autor by tego wyraznie nie zaznaczyl w opisie swojej ksiazki. Podobna choc nieco inna sytuacja miala by miejsce gdyby czytelnicy dokonywali subskrypcji konkurujacych ze soba pozycji. Wtedy moglo by sie okazac ze w krotkim czasie ich autorzy niemal rownoczesnie lub w niewielkim odstepie czasu udostepnili swoje dziela. Takim czytelnikom przyslugiwaloby prawo pozostania przy tej pozycji ktora uznaja za najbardziej odpowiadajaca ich potrzebom, ewentualnie pozostale pozycje mogli by nabyc z 80-90% rabatem gdyby na to autor wyrazal swa zgode. Oczywiscie takich subskrybentow dokonywujacych wielokrotnych subskrypcji w takim systemie mozna by bardzo latwo zidentyfikowac i autor moglby rowniez ustalac dla nich np. wyzsze limity niz dla subskrybentow ktorzy nie mogli by sie powolac iz posiadaja juz ksiazke o tej samej tematyce. Autor moglby indywidualnie ustalac ceny swej ksiazki dla subskrybentow w zaleznosci od tego jakie ksiazki juz zakupili. Jezeli zakupili juz pozycje ktora w wiekszosci pokrywa sie z ksiazka oferowana przez autora wtedy autor moglby ustalic np. 50-80% rabat dla takich czytelnikow. Moglby im takze zaoferowac nawet konkretne rozdzialy ze swej ksiazki ktore zawieraja jakis cenna i niepowtarzalna zawartosc. Autorzy mogli by nadawac sobie prawa do zapoznania sie wzajemnego ze swymi ksiazkami. I na tej podstawie mogli by ksztaltowac swoje oferty i wysokosci rabatow. > Juz raz w niedawnej historii wykonano podobny > > eksperyment. Edward Gierek, w ramach rozpieszczania spoleczenstwa, > zadecdydowal, ze zasilki chorobowe dla nieobecnych w pracy beda rowne ich > wynagrodzeniu. Polowa Polski zaczela "chorowac" i przepis trzeba bylo > wycofac, bo grozila natychmiastowa katastrofa gospodarcza. Taki system nie > zadzialalby nigdzie na swiecie! Ludzie doskonale uczciwi to nie wiecej niz > 1% spoleczenstwa Przykro jest czytac gdy ktos inteligentny udaje iz nie rozumie takich dosyc prostych w koncu zasad jakie przedstawilem powyzej. Jezeli sprawia Ci taka trudnosc zrozumienie tego o czym ja tu pisze to moze popros kolezanke Carmen by Ci to nieco lepiej wyjasnila. Jak dotad w tym watku wykazywala duzo zrozumienia dla moich pomytslow w tym watku ;o) pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kran Re: Dystrybucja ksiazek. IP: 137.158.128.* / *.tenet.saix.net 01.06.06, 21:22 p., kogos mi przypominasz. W wyborach prezydenckich 1995 (a moze 2000) startowal niejaki Piotrowicz czy Piotrowski - facet z wyksztalceniem srednim, chyba nawet nie ogolnoksztalcacym, i caly swoj czas telewizyjny zuzywal na nudzenie o tym, jak to on by urzadzil panstwo polskie. Na poczatek kandydaci na ministrow mieli pisac wypracowania z programem dzialania na cala kadencje, a on mial te wypracowania oceniac i na podstawie ocen wylonic najlepszych kandydatow. Oczywiscie przegral wybory (dostal jakis ulamek procenta glosow). On tez WIEDZIAL jak dzialac w dziedzinie, w ktorej sam nigdy nie dzialal. Mial dopracowane wszystkie szczegoly i obszernie odpowiadal na wszystkie zadane mu pytania. Wiedzial, a jednak sie osmieszyl. Pomysl o tym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p. Re: Dystrybucja ksiazek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.06.06, 21:57 Gość portalu: Kran napisał(a): > p., kogos mi przypominasz. W wyborach prezydenckich 1995 (a moze 2000) > startowal niejaki Piotrowicz czy Piotrowski - facet z wyksztalceniem srednim, ... > On tez WIEDZIAL jak dzialac w dziedzinie, w ktorej sam nigdy nie dzialal. > Mial dopracowane wszystkie szczegoly i obszernie odpowiadal na wszystkie > zadane mu pytania. Wiedzial, a jednak sie osmieszyl. Pomysl o tym. I tyle masz do powiedzenia w kwestii meritum ??? ps Nie uwazam by ten gosc sie osmieszyl. Ja w 95 glosowalem na Janka Pietrzaka i nie uwazam bym popelnil wtedy blad. ;o) Odpowiedz Link Zgłoś
ewa9823 Re: Zobacz jak to jest na innych stanowiskach pra 26.05.06, 13:29 jak się nic nie zmieni to wszystko jeszcze przed Tobą Odpowiedz Link Zgłoś
ewa9823 Re: Zobacz jak to jest na innych stanowiskach pra 26.05.06, 13:30 a na tym forum nie chodzi o Ciebie Odpowiedz Link Zgłoś
ewa9823 Re: Zobacz jak to jest na innych stanowiskach pra 26.05.06, 13:31 moje wątki dotyczyły młodego asystenta, który poczuł się obrażony Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: adias Re: Masowy protest uczonych IP: *.who.vectranet.pl / 81.15.224.* 06.06.06, 01:16 Witam Powstał serwis, który promuje czytanie, zawiera informacje o tym, dlaczego warto czytać oraz recenzje naprawdę dobrych książek , warto zobaczyć www.tolle.pl?pp=76 ,polecić linka swoim znajomym. W dodatku serwis rozdaje za darmo książki w postaci elektronicznej. Piękna sprawa ja dałem się skusić. Pozdrawiam z poważaniem Adrian Odpowiedz Link Zgłoś